Skocz do zawartości
  • PODCASTY.jpg

kasiastrzelczyk

Użytkownik
  • Zawartość

    1
  • Rejestracja

  • Ostatnio

kasiastrzelczyk's Achievements

Początkujący forumowicz

Początkujący forumowicz (1/14)

0

Reputacja

  1. Nie sądziłam, że kiedykolwiek znajdę się w takiej sytuacji, żebym sama sobie nie poradziła z własnym życiem, żebym nie widziała wyjścia z sytuacji a co gorsza, chciała odebrać sobie życie, bo nie widzę dalszego sensu życia.Jestem w 5letnim związku. Już po 2 latach trwania tej relacji czułam, że to nie to.Że nie chcę tak żyć, że nie chcę się tak męczyć i dusić w tym. Od początku ( no może trochę przesadziłam ) po pół roku/roku nie było szacunku ze strony mojego partnera ani docenienia mnie . Wszystko zawsze było nietak, zawsze był niezadowolony.Zawsze był chamski, niemiły i oziębły dla mnie. Wszystko musiało być zawsze tak jak on chce. Wszystko musiało zależeć od niego. Straciłam przy nim poczucie własnej wartości.Czułam się nic niewarta i niepotrzebna.Zawsze było coś ważniejszego ode mnie. Czułam się ciągle jak piąte koło u wozu.(zawsze wychodziliśmy oddzielnie do znajomych, po 3 latach może do domu mnie przyprowadził, miałam zakaz kontaktu z jego rodzicami, jak się widzieliśmy to nigdy żadnego gestu typu przytulenie czy złapanie za ręke - zawsze mówił, że go to brzydzi i że miejsce na takie sceny są w domu) dodam, że jestem pierwszą jego dziewczyną , a on jest 3 lata młodszy ode mnie (o ile jakiekolwiek ma to znaczenie w tej sprawie).Próbowałam zawsze być jak najlepsza dla niego . Robić wszystko co chce, żeby w końcu był miły i kochany żeby chociaż usłyszeć dobre słowa...Ale na nic się to zdało Słyszałam tylko głupie tłumaczenia, że on nie musi tego mówić bo to jest oczywiste .Moją największa wadą chyba jest naiwność, poświęcanie się i wyłożone serce na dłoni....Ktoś czerpie najwięcej ile się tylko da, wyniszczając mnie przy tym i nie dając nic w zamian.Zawsze mnie krytykował, obrażał, krzyczał na mnie, wpędzał w poczucie winy, nie mając nigdy powodu. Zawsze robiłam wszystko dla niego i pod niego...W pewnym momencie jak ludzie próbowali mi oczy otworzyć i mówić, że nie pasujemy do siebie, że on jest zły dla mnie, że on nie może mnie tak traktować ja jeszcze bardziej się frustrowałam i nie wierzyłam w te słowa.Nie przyjmowałam do siebie tego , że on jest naprawdę az taki zły.Ciągle tylko słyszałam od bliskich, że chodze smutna, zła,rozpaczona, że się zmieniłam bo już nie jestem od ucha do ucha radosna kobieta.I kiedy to zrozumiałam po mniej więcej 2 latach związku, probowalam odejść każdego dnia....ale nie mogłam. Jestem tak silnie z nim związana, ze nie potrafie sobie wyobrazić zycia bez niego.I to mnie chyba przeraza najbardziej. BO z jednej strony tak bardzo czuje nienawiść za to co mi zrobil i za to jak mnie traktowal, a z drugiej tak szalenie go kocham, ze nie wyobrażam sobie dalszego zycia bez niego.I to jest paradoks...bo ja nie chce być z nim...marze żeby się uwolnić od tego...bo poki co od lat gryze się z myślami i z sama sobą....czuje się więźniem w tym wszystkim.Nigdy w zyciu nie czułam się tak okropnie.a po prostu nienawidzę siebie. Czuje się strasznie z tym. Dałam mu się uwierzyć w najgorsze słowa na mój temat. Ze jestem tępakiem, ze jestem glupia, ze jestem pojebana,ze jestem nikim.Kiedys na początku naszej znajomości utkwiły mi jego słowa w glowie, ale nigdy z nich sobie nie zdawalam sprawy" kiedyś Ci odbiore ta pewność siebie", i tak się stało.Już wiem co miał na myśli.Nigdy nic nie umial zrobić dla mnie. Jak go o cos prosiłam to musiałam się prosić tydzień i blagac na kolanach o cos. Zawsze mi dogryzał i miał chamskie żarty.Zawsze inicjatywa spotkania i spędzenia czasu ode mnie wychodzila.On zawsze był zmeczony i nie miał dla mnie czasu Jak wychodzil z kolegami to kazal mi isc do domu i nie mogłam nigdzie wychodzić a twierdzil zawsze ze ja wszystko mogę i niczego mi nie zabrania tylko ze ja nie chce.Musialam zawsze rezygnować ze wszystkich planow dla niego Czulam w pewnym momencie potworny strach przed nim ze zaraz będzie cos nietak, ze będzie kolejna awantura o nic...ze znowu będą te okropne słowa i będą krzyki bo on uważa ze tylko na to zasluguje.Twierdzil, ze on wszystko może a ja nie. Uwaza, ze ja jestem a raczej uwazal bo już tak nie jest, ze jestem za mila dla wszystkich, ze wszystkim chce pomagać, ze jestem za dobra, ze uśmiecham się do wszystkich a potem mowil , ze jestem mila i się uśmiecham do innych bo cos chce...( w sensie chodzi o seks czy o jakies inne niepojęte rzeczy które miał w glowie ) ze facet sobie na pewno myśli o mnie ze chce żeby się ze mna kochać skoro tak się uśmiecham albo jestem mila dla kogos.koszmar naprawdę koszmar. Znajomi jak do mnie pisali lub mnie zaczepiali na miescie zawsze mnie o to oskarzal, ze to moja wina, ze sama się o to prosiłam żeby ktoś do mnie napisał np. na facebooku , albo ze ktoś do mnie podszedł i o cos zapyta...ze do niego nikt nie pisze nie zagaduje a do mnie każdy i zawsze była o to klotnia. Oskarzal mnie dosłownie o wszystko... a ja łudziłam się ze cos się zmienil. Ze zrozumie ile dla niego robie i ile wytrzymuje zlego.Zawsze szydzil i szydzi ze wszystkiego i wszystkich.Podsmiewal się i dokuczal aby. Wszyscy sa zli i niedobzi a on jest jest najlepszy...Nigdy moje zdanie się nie liczylo/moje potrzeby i uczucia...nigdy nie poczul się do winy,nigdy nie widział tego jak zle się zachowuje...nigdy nie uslyszalam slowa prosze,dziekuje, przepraszam...( do mamy tez sie zle odzywa, mysle ze ona pozwalala mu na takie okropnie zachowania i wyniosl to z domu... ja nie wiem jak mozna byc takim chamem dla drugiego czlowieka a co mowa dla bliskiej osoby)Chyba stalam się ofiara i machina w całej tej grze....zrozumialam ze jest on jakims psychopata, bo naprawdę już 2 razy bylam o krok od popełnienia samobójstwa .wykonczyl mnie na maxa....Nie mogę zyc z tymi myślami, słowami, sytuacjami które się namnozyly przez lata... Mam jakies dziwne emocje w sobie których nigdy w zyciu nie miałam. Czuje się agresywna w klotniach z nim, mam rozne trzesiawki, bole glowy tak silne ze nie jestem w stanie nic zrobić.Czuje się jakbym miała tykajaca bombe w glowie...czuje nienawiść do ludzi i zycia, gdzie jeszcze niedawno kochałam wszystko i wszystkich. Czuje okropna pustke, niemoc i bezradność.W 1 sekundzie swiat mi się zawalil bo wszystko co robiłam przez 5 lat obrocilo się przeciwko mnie...Proszę pomóżcie co robić.
×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.