Skocz do zawartości

karolinaz

Użytkownik
  • Zawartość

    7
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O karolinaz

  • Ranga
    Debiutant

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Nie stwierdziłam nigdzie, że mam nierówno pod sufitem...
  2. Nie koniecznie, bo ja i tak nie chcę żyć w Polsce dalej, więc przeniesienie się do Meksyku nie byłoby problemem...To jest bardzo stereotypowe myślenie.Poznałam kilka osób z Polski, które tu żyją w związku. Znam też związki z osobami ze Stanów, czy Azji. Wszystko jest kwestią obustronnych decyzji.
  3. Dziękuję, widziałam ten materiał i test zdaje się do mnie pasować,jednak nie zmienia to faktu, że zniszczyłam kolejną relację.
  4. Kontynuując poprzedni wpis. Muszę się przyznać, że zrozumiałam, iż wina leży we mnie. Schemat jest zawsze ten sam. Kiedy jestem już z kimś blisko, co nie jest częste, tak mnie to przeraża, że zaczynam sabotować relację. Odsuwam się, interpretuję zachowania i myśli drugiej strony. Tak mieszam i sprawdzam, ile ta druga osoba wytrzyma, kiedy już nie wytrzymuje i ,,osiągam cel'' wtedy pojawia się wielki i bardzo oswojony ból odrzucenia. Jednocześnie oczywiście występuje wielka tęsknota, poczucie straty i wewnętrzne wołanie ,,wróć'', ,,zawalcz o mnie''....
  5. Dziękuję. Jak najbardziej, myślę, że potrzebuję z kimś porozmawiać, z kimś ,,z zewnątrz''. Zaraz sprawdzę możliwość rozmowy przez Skype Moi znajomi mają mnie już serdecznie dość, bo w trakcie tej relacji ciągle im pisałam, co się dzieje. Usłyszałam od kilku osób, że czują się przytłoczone, więc przestałam kogokolwiek informować.
  6. Dziękuję za kolejny głos rozsądku. Wpadłam w taki stan, że zaczęłam go przepraszać za własną głupotę i to, że jestem chora i nie nadaję się do relacji. Nie jestem już z nim, a on nawet nie stara się o kontakt. Wygląda na to, że wszystko udawał, a teraz skoro i tak już wyjeżdżam, nie ma sensu grać. Czuję się jak ostatnie G. Cała sytuacja wiele mi pokazała we mnie samej
  7. Dzień dobry, musiałabym wytłumaczyć całą moją historię, ale wspomnę tylko o tym, że od 15 roku życia zmagam się z anoreksją. Mam obecnie 34 lata i wydawałoby się, że nauczyłam się sobie radzić z samym jedzeniem, jednak pozostało wiele innych składowych choroby. Dotychczas nigdy nie byłam z nikim w bliskiej relacji, jednak w listopadzie podczas konferencji w Meksyku poznałam kogoś, kto zdołał jakoś przebić się przez mój naturalny opór, oraz przekonać mnie, że z jego strony to też coś silnego. Pozostaliśmy w stałym kontakcie, a ja 2 miesiące temu wróciłam do Mexico City. Oczywiście on był jednym z głównych powodów, choć nie jedynym. Wszystko było pięknie przez pierwszy miesiąc, spędzaliśmy razem bardzo pozytywny czas. Coraz bardziej się przekonywałam, że wreszcie znalazłam kogoś, kto mnie rozumie, akceptuje. Jednak szybko się okazało, że mój ,,partner'' nie chce nic wspólnie planować, ciągle powtarza, żeby skupiać się na ,,teraz''. Nie ma w planach odwiedzenia mnie w Polsce. Ja mam możliwość powrotu do Meksyku z powodu doktoratu, ale kiedy go zapytałam, czy chciałby żebym wróciła, powiedział, że to moja decyzja, on nie chce być powodem. Z jednej strony nadal mi powtarza, że mnie kocha, z drugiej przedstawia mnie wszystkim jedynie jako koleżankę z Polski...Pojawił się u mnie wielki strach i ból. Jakiś czas temu zdiagnozowano u mnie pewne spektrum borderline, więc mam już paranoję, nie wiem, co wynika z moich zaburzeń (sabotowanie bliskości) a co jest czerwoną flagą, że on jedynie wykorzystuje moją naiwność, wiedząc, że jest pierwszym takim przypadkiem w moim życiu. Wszyscy na około sugerują, że raczej nie wygląda to na rokującą relacje, ale kiedy z nim rozmawiam, zwykle wychodzi na to, że jestem wariatką, która ciągle coś wymyśla. Pozostały teraz 2 tyg do końca mojego pobytu. On tydzień temu spędził 5 dni poza Meksykiem. Przez ten czas wiele myślałam i postanowiłam się odciąć przed wyjazdem, bo już nie mogę wytrzymać tego wewnętrznego napięcia i bólu. Z drugiej strony cały czas się obwiniam, że może faktycznie jestem nie fair. Zupełnie nie wiem, jak sobie ze sobą poradzić, choć podczas wieloletnich terapii poznałam większość swoich schematów. Myślę, że jednak nie powinnam wchodzić w żadne bliskie relacje. Piszę, bo tutaj nie mam dostępu do terapii. Co mogę zrobić w tej sytuacji? Pozdrawiam

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.