Jump to content

Smutnyy

Użytkownik
  • Posts

    9
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Smutnyy

  1. Jeśli to ten jedyny, najcudowniejszy mężczyzna to uważam, że warto się przełamać i porozmawiać. Na pewno zrozumie, wysłucha i nie będzie oceniać. Jeśli nie jesteś w stanie o tym rozmawiać to napisz list. Nawet nie musi być kierowany do niego, a na zasadzie wyznania, wyrzucenia, oczyszczenia.
  2. Rozmawiałaś z nim na ten temat? Przekazałaś mu to co w tym wpisie nam?
  3. Dziękuję za ten wpis @turkuć_podjadek. Żona na pewno z pierwszą psycholog miała terapię poznawczo-behawioralną, a druga psycholog też wydaje mi się, że też idzie w tym kierunku, chociaż jest trochę bardziej zadowolona z efektów. To o czym tutaj piszesz to ta psycholog też przytacza. Żona jest świadoma problemów dzieciństwa tylko, że nie jest w stanie na razie zmienić tego co ma zakodowane w głowie. Wie, ale robi po staremu. Dzięki jeszcze raz, będę czytać ten wpis wiele razy i spróbuje przekuć to w rozmowę z nią.
  4. Myślę, że nie. Nie raz proponowałem terapię i ostatnio usłyszałem, że po co ratować trupa. Po prostu jesteśmy współlokatorami, mamy dziecko, kredyty, więc ciężko się rozstać.
  5. Żona chodzi na psychoterapię i pani twierdzi, że żona jest bardzo świadoma problemów tylko to nie przekuwa się na inne zachowanie. Guz na pewno to wszystko spotęgował, ale to wszystko idzie w stronę jej dzieciństwa. Ojciec alkoholik, młodsza siostra, której poświęcano więcej czasu i uwagi, bo miała problemy, a ty dasz sobie radę, bo jesteś starsza. Myślę, że stąd u niej teraz taka silna potrzeba kontrolowania, bo wreszcie może, bo na ojca nie miała wpływu, a na mnie może. Najgorsze jest to, że nie można z nią normalnie i na spokojnie porozmawiać. Ona owszem o wszystkim mi powie co ją boli albo raczej wykrzyczy, a moje uczucia i uwagi nigdy nie są brane pod uwagę. Ja już się nie odzywam, bo jeśli słyszę, że jak coś mi się nie podoba, bo drzwi są tam, to nie widzę sensu rozmowy i tak koło się zamyka.
  6. Ja to wszystko robię dla syna. Widzę jak jest ze mną związany. Widzę ile czasu mu poświęcam i nie wyobrażam sobie, żebym teraz nie widywał go codziennie. Wiem, że dla syna byłby to ogromny cios. Po tej akcji z rękoczynami jak szedł spać to najpierw zawołał żonę, potem mnie i powiedział każdemu z osobna, że mamy się pogodzić i nas przytulał. Teraz miałoby mnie nie być przy nim codziennie? Ja go budzę, ubieram, myję, wiozę do przedszkola, odbieram z przedszkola, jedziemy na trening piłkarski, chodzimy na plac zabaw, razem gramy, rysujemy, kąpię go, robię kolację, czytam bajkę i kładę spać i tak jest codziennie.
  7. Myślę, że szczerą rozmową i wsparciem więcej zdziałasz niż kłócąc się z nim. Moim zdaniem to super, że są ludzie, którzy pracują w służbach i poświęcają się dla innych, że im się chce, że nie idą na wygodę - 8 godzin i do domu. Uważam, że jeśli będziesz go wspierać, dasz mu wyraźny sygnał, że szanujesz jego pracę i wybór, to to zaowocuje szczerością z jego strony. Wtedy możesz poprosić go, żeby w święta tak ułożył grafik aby chociaż jeden dzień być z Tobą i rodziną. Seks i bliskość też wrócą. Najgorsze co może być to mieć z tyłu głowy, że kobieta mnie nie wspiera, że znowu wrócę do domu i będzie awantura.
  8. Myślę, że nie ma sensu utrzymywać z matką kontaktu jeśli ona wyraźnie daje do zrozumienia, że ma Ciebie gdzieś. Przepraszam, że tak wprost i brutalnie, ale tak trzeba. Nie jesteś jej nic winien, nie musisz być jej za nic wdzięczny. Masz swoje życie i swoje sprawy i tego się trzymaj. Matka za Ciebie życia nie przeżyje, a być w toksycznych relacjach tylko dlatego, że to twoja matka nie ma sensu.
  9. Chciałbym przedstawić Państwu moją historię i związanymi z nią problemami. Moją żoną poznałem jakieś 12-13 lat temu. Wtedy była zajęta i pomimo prób zbliżenia się do niej nie było to możliwe. Ówczesny chłopak ostro o nią walczył i nie dopuszczał nikogo chociaż jak się później okazało i tak ją zdradzał. Generalnie syndrom psa ogrodnika. Pozostały wzdychania i rozmyślania przy poduszce. Cierpliwe czekałem i nareszcie udało się do niej zbliżyć, aż zaczęliśmy ze sobą być. Na początku związku, jak to na tym etapie wszystko było w porządku. Była miła, uśmiechnięta, zależało jej, nie krzyczała, nie było awantur ani pretensji. Potem jej cechy charakteru zaczęły rzutować na relację. Okazało się, że jest bardzo zaborcza, wszystko musi skomentować, o wszystkim wiedzieć i generalnie wszystko wie najlepiej. Zaczęła mocno sterować moim życiem, narzucać pewne sprawy. Teksty typu "widzę, że jesteś francuskim pieskiem, lepiej szukaj jakiejś roboty", a wtedy byłem studentem na dziennych. Smsy z rana, że mam dzwonić pod ten numer i umawiać spotkanie w sprawie wynajmu mieszkania. Wtedy jednak oprócz takich sytuacji potrafiła przyjść, przytulić się, pocałować, była między nami bliskość. Niestety nic się nie zmieniało, nadal była taka sama. Dalej zbierałem opierdziel za wszystko. Dalej w jej oczach byłem beznadziejny i tylko ją wkurwiałem. Jednak zdecydowałem się na ślub, bo po prostu mocno ją kochałem i cały czas plusy przysłaniały mi minusy. Z biegiem lat stwierdzam, że jestem po prostu narzędziem do spełniania jej marzeń. Trafiła na frajera, który za wszystko ja przeprasza, wyczuła, że może mną sterować i manipulować i to wykorzystuje. Chciała wziąć ślub i wzięła. Chciała własne mieszkanie, więc wzięliśmy kredyt i je kupiliśmy. Chciał mieć dziecko i ma. Chciała kupić działkę i mieć dom, to kupiliśmy działkę. Syn ma 5.5 roku i to najpiękniejszy prezent tego związku. Jest dla mnie całym światem. Żona przez rok zajmowała się nim naprawdę wzorowo. Odkąd przestała karmić go piersią wszystko się zmieniło. Nie widziałem problemu w tym, że teraz ja będę wstawał do młodego w nocy i karmił go butlą. Wydawało mi się to naturalne, że przez rok żona musiała go karmić, więc teraz ja mogę to robić. Tylko zauważyłem, że zaczęła się od niego oddalać. Ja go karmiłem, kąpałem, czytałem bajki na dobranoc, usypiałem, wstawałem w nocy. Zawoziłem autobusem o 6.05 do żłobka, a potem szedłem do pracy, odbierałem go, zacząłem chodzić z nim na angielski. Teraz śmigam z nim na treningi piłki nożnej. Żona kładzie go od święta, ja robię mu śniadanie, kolację. Jak jesteśmy pokłóceni to gdyby nie ja to dziecko chodziłoby głodne, bo jak jest obrażona to ma wszystko gdzieś. W jej oczach jestem najgorszy, bo na wszystko dziecku pozwalam, a ona tylko go każe. Tylko to nie moja wina, że ja chcę poświęcać mu czas i się z nim bawić. Na plac zabaw też z nim nie wychodzi tylko ja i potem pretensje, że nas w domu nie ma. Mam wrażenie, że tylko ja się o niego martwię, a żona na kanapie w telefonie siedzi naburmuszona. Jak jest chory to tyko ja z nim siedzę, bo żona zawsze pracuję, a ja chodzę na zwolnienia czy pracuje zdalnie. Ponad rok temu okazało się, że żona ma guza mózgu. Udało się to zwalczyć i na razie nie ma nawrotów choroby. Jednak ten okres spowodował, że żona zaczęła być bardzo bojaźliwa. Zaczęła chodzić do psychologa, bo uznała, że potrzebna jest jej pomoc i chcę zmienić swoje życie. Psycholog chyba nie do końca jej pomogła, bo żona uznała, że jej metody do niej nie trafiają. Przez to skłóciła się już z moimi rodzicami, których uważa za potworów, a psycholog kazała odcinać się od ludzi, którzy budzą w niej złe emocje. Mi jest przykro, bo żona albo nie chce z nimi w ogóle rozmawiać i traktuje ich jak powietrze stojąc obok nich albo nie odbiera telefonów jak dzwonią z życzeniami urodzinowymi albo nie chce przyjść na urodziny/imieniny. Obraziła się na nich, bo rodzice rozmawiali z innymi o jej chorobie, a rodzice myśleli, że ci ludzie wiedzą o chorobie żony, bo to daleka rodzina i pytali się moich rodziców "I jak tam imię żony i moje, jak się czują?". Ma do nich pretensje, że faworyzują mojego siostrę czy brata (tutaj akurat się zgadzam). Przez to są oczywiście najgorsi i przy każdej okazji po nich ciśnie. A ja przecież nie mam wpływu na to jacy są moi rodzice, więc czemu musi robić mi przykrość za każdym razem? Z siostrą też jest pokłócona. Generalnie wszyscy są źli i ją wkurwiają. Całe życie podporządkowałem żonie. Rzadko kiedy wychodzę z domu do kolegi czy sąsiada, bo wiem, że będzie awantura o wyjście albo wiadomości co chwilę czemu mnie jeszcze nie ma. W towarzystwie nie mogę się napić kolejnego piwa, bo już ci starczy, a narzeczona kolegi nawet okiem nie mrugnie, że proponuje kolejne piwko do wypicia. Jest sylwester i moje urodziny, zaproszone do nas towarzystwo. Siedzimy, jest wesoło, sączymy spokojnie drinki, nikt nie jest pijany, upierdliwy, a o 22 tekst, że ja już pić nie mogę. Natomiast żona wychodzi sobie kiedy chcę i jak chcę i wraca w nocy i wtedy wszystko jest w porządku. Ja zostawię kubek w zlewie to jest awantura, żona zostawi syf na blacie - nic się nie stało. Ostatnio podczas awantury uderzyła mnie kilkakrotnie w twarz przy dziecku. Syn oczywiście zaczął płakać. Teksty w stylu, żebym wypierdalał, pierdolił się czy walił się na ryj są na porządku dziennym. Pokazywanie drzwi i mówienie, że jak coś mi nie pasuje to mogę wypierdalać. Twierdzi, że psuje jej każdy dzień, że wszystko podważam i generalnie wszystko źle robię. Ostatni raz uprawialiśmy seks w lutym, co dwa, trzy miesiące trafiają się jakieś pieszczoty. Nie chce dać mi buziaka, nie mogę jej przytulić, dotknąć, gdzie kiedyś seks był naturalną rzeczą i był taki okres, że to mi się chciało mniej i żona naciskała. Ogólnie mam wrażenie, że trzeba jej trzymać palec prosto w .... to wtedy jest ok. Jak tylko się krzywo spojrzę, zrobię nie taką minę, mam inne zdanie czy ktoś ma inne zdanie to już jest koniec. Przekrój awantur w ostatnim tygodniu: Poniedziałek obraziła się, bo nie pojechaliśmy do sklepu po kamyczki do ogródka i butów do jazdy konnej dla syna, bo syn jest chory i siedzę z nim w domu, więc nie jest to chyba na tyle paląca sprawa, żeby go ciągać po sklepach jak to dopiero 2 dzień choroby. Wtorek bez awantur, bo nie było jej w domu do wieczora (impreza firmowa) Środa awantura, bo nie wyciągnąłem jej spodni do jazdy konnej z szafy, a późno wyszła z pracy. Przez telefon powiedziała, że może będzie taka potrzeba, ale już się potem nie odezwała. Jaka byłaby różnica w czasie czy wejdzie do domu i pójdzie do szafy czy wejdzie do domu i weźmie spodnie z krzesła w kuchni? 5-10 sekund? Czwartek awantura, bo żonie zachciało się Pepsi, więc poszedłem do sklepu i jeszcze musiałem przestawić auta. Po drodze spotkałem sąsiada, który ma poważne problemy zdrowotne i miał potrzebę, żeby chwilę ze mną porozmawiać. Wiedziałem, że żona już będzie wściekła, że czemu tak długo, więc jej napisałem info, że spotkałem sąsiada. Oczywiście już obrażona i pić już jej się nie chcę. Piątek awantura, bo na parkingu nie pojechałem tym pasem co trzeba i 20 sekund dłużej zajął nam dojazd do sklepu Sobota awantura, bo miałem problem z zamkiem przy domku narzędziowym i coś tam sobie pod nosem gadałem to już teksty, że "ona ma dosyć takiego życia". Potem opieprz, bo parkowałem w garażu nie tak jak ona uważa za stosowne Niedziela awantura, bo pojechałem z synem po pizzę i czekaliśmy na zrobienie, więc poprosiłem Panią, żeby Pepsi jeszcze z lodówki nie wyjmowała tylko później. Niestety zapomniałem jej w końcu zabrać, więc skojarzyłem fakty dopiero w domu. Oczywiście żona już pizzy nie zje, straciła ochotę, marnuje pieniądze. Pizzeria jest na naszym osiedlu, 500 metrów od domu, więc mówię, że zjedzmy spokojnie i zaraz po nią pojadę. Oczywiście zapominam codziennie wszystkiego, teraz będę paliwo tracił na dojazd (500 m :D), generalnie nie odzywam się już do ciebie. Codziennie jest coś. Ja zdaje sobie sprawę, że nie jestem kryształowy i popełniam błędy, jestem marudny i z natury taki niechętny i upierdliwy. Wiem, że nie jestem zaradnym i obrotnym facetem, który wyremontuje sam dom. Moje zdolności kończą się na skręceniu szafy, czy przywieszeniu półki albo wymianie zasilacza w oświetleniu czy postawieniu płotu na działce albo skręceniu placu zabaw. Jednak boli mnie to, że w sobotę wyczyszczę łazienkę, odkurzę, 3 razy zmyje naczynia, 4 razy będę w śmietniku, a wieczorem dostanę opieprz, bo kubek stoi w zlewie i wszystko na jej głowie. Obcy ludzie potrafią mnie docenić i pochwalić a żona nigdy. Mam wrażenie, że gdyby nie syn to by się ze mną rozwiodła. Ostatnio powiedziała mi, że mnie nie kocha i chyba nigdy nie kochała. Macie jakieś pomysły czy można to jakoś spróbować ratować czy egzystować dalej dla syna?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.