Jump to content

Nomada1986

Użytkownik
  • Posts

    9
  • Joined

  • Last visited

Reputation

0 Neutral

About Nomada1986

  • Rank
    Rookie
    Rookie
  1. Dziękuję za odpowiedź. Zgadzam się z wieloma rzeczami, które tu napisałaś. Uważam, że trzeba stawiać granice i dążyć do sensownego rozwiązywania problemu, a nie zakładania plasterka na "urwaną nogę". Tym moim zdaniem jest propozycja abym ubrała się tak jak chce i wtedy będzie wszystko ok. Niestety, można powiedzieć, że wtedy uległam i nie poszłam, ale nie mam pewności czy dla świętego spokoju, czy po prostu dlatego, że mi się wszystkiego odechciało. Raczej to drugie i to też jest przykre, mam świadomość. Chciałam jednak ten temat "zamrozić" do czasu terapii, żeby nie grzebać się w tym, w momencie, kiedy on nie ma chyba jeszcze świadomości jak bardzo jest to złe. Paweł uważa, że to "pierdoła", głupie majtki. Ludzie są gotowi na większe kompromisy w związku, a ja nie jestem w stanie ubrać innych majtek. Tak to w jego głowie wygląda. Dla mnie te majtki to raczej sprawa symboliczna, zły sygnał spośród wielu innych i przede wszystkim oznaka skrywanego problemu, który trzeba rozwiązać - fachowo, a nie półśrodkami. Nigdy nie powiedział wprost żebym była uległa, tylko, że jego problem zniknie jeśli ubiorę się tak żeby on nie miał z tym problemu. Też powiedziałam wtedy, że wg mnie to manipulacja, tak samo jak teksty, że tylko ja i tylko w ten sposób mogę mu pomóc i on zna siebie i doskonale o tym wie. Nigdy nie próbował terapii z psychologiem, więc nie wie czy to jedyny skuteczny sposób, dlatego go namawiam. Zgodził się i zobaczymy co z tego wyniknie. Zachowania owszem są toksyczne, ale nie nazwałabym go toksyczną osobą. Mam wrażenie, że on nie jest świadomy wagi tego problemu. Uważa to za błahostkę i nie może zrozumieć mojego uporu. Z jednej strony mówi, że ma świadomość, że te zachowania, odczucia (zażenowanie ludźmi na plaży) są niezdrowe, ale z drugiej uważa to za cechę swojego charakteru, a nie problem. Myślę, że tylko specjalista jest mu w stanie to wyjaśnić i mam nadzieję, że znajdziemy odpowiednią osobę, która pomoże mu się wydostać z chorych schematów, z którymi żyje od dziecka.
  2. Mam pytanie, czy rzeczywiście jest szansa, że na mój wpis odpowie tutaj psycholog? I ile czasu trwa średnio oczekiwanie na odpowiedź? Bardzo zależało mi, żeby specjalista wypowiedział się w w tym temacie zanim pójdziemy z partnerem na terapię.
  3. Przepraszam na wstępie - piszę ten post 2 raz, ponieważ poprzedniego nie mogłam edytować, a nie spełniał wymogów, aby odpisał mi psycholog. Mam 35 lat, mój partner tyle samo. Z wykształcenia jestem dziennikarką, natomiast pracuję jako copywriterka. Paweł (partner) jest programistą informatykiem oraz muzykiem. Problem, który opiszę przytaczając poszczególne sytuacje, pojawił się już na początku znajomości, kiedy zaczęliśmy snuć wspólne plany, czyli 3 lata temu. Uważam, że partner ma problemy z zazdrością oraz nadmierną kontrolą w związku. Przytoczę kilka sytuacji, które dają mi niepokojące sygnały: 1. Kiedy jeszcze nie byliśmy razem, w centrum handlowym rozpiął mi się guzik w sukience (sukienka za kolano, zakryta, zapinana niemal pod szyję). Po rozpięciu guzika nie było widać stanika, piersi. Skomentowałam, że muszę go lepiej przyszyć, bo rozpina się często. Nie zapięłam go wtedy. Paweł zapytał zdziwiony, czemu tego nie robię, powiedziałam,że pewnie zaraz znowu się rozepnie. Skomentował ze złością, że dobrze, że nie jesteśmy razem, bo on nie akceptuje takich rzeczy. 2. Zostałam zaproszona na urodziny koleżanki do jej domu. Były to początki związku. Ze względu na sytuację rodzinną przez wiele miesięcy nie wychodziłam z domu - pochowałam mamę, na raka zachorował tata. Przeżywałam ogromny stres i żałobę. Wiedziałam, że spotkam tam wielu znajomych, którzy będą chcieli ze mną porozmawiać, bo niemal straciliśmy kontakt. Wiem, że Paweł źle czuje się w sytuacji kiedy mało osób zna, zapytałam czy lepiej by nie było gdybym poszła sama. Widziałam, że go to smuci, więc poszliśmy razem. Tak jak uprzedzałam, każdy chciał chociaż chwilę pogadać, zapytać jak sobie radzę. Paweł znał tam 4 osoby oprócz mnie. Chodził między stołami, jadł, z kimś zamienił parę słów. Ja rozmawiałam z przyjaciółki, co jakiś czas podchodziłam, aż w końcu zniknął. Wyszedł z mieszkania, wrócił po godzinie, niewiele później pożegnaliśmy wszystkich. Następnego dnia miał pretensję, że go zostawiłam samego, że rozmawiałam z mężczyznami, którzy wg niego mnie podrywali (obydwoje żonaci, z dziećmi, w szczęśliwych związkach). Mówił, też że odczuł ich niechęć do siebie. 3. Wesele kuzynki. Paweł nie lubi wesel, nie lubi tańca, nigdy nie tańczy, ja natomiast znowu po roku lawirowania między domem a szpitalem ze względu na chorobę taty, chciałam się dobrze bawić. Spędzaliśmy ze sobą czas tylko jedząc przy stole, czasem wychodziliśmy na zewnątrz, rozmawialiśmy, opowiadałam mu o rodzinie. W końcu zniknął. Szukałam go po ciemku, bezskutecznie. Miałam rozładowany telefon, nie mogłam zadzwonić. Wróciłam na salę, tańczyłam ze wszystkimi jak to na weselu. Co jakiś czas wyglądałam czy gdzieś go nie widać. Kiedy nagle pojawił się w drzwiach, szybko podeszłam, ale...uciekł. Kiedy go w końcu "dorwałam" był zły, że się bawię, a to że podeszłam odebrał w taki sposób, że na pewno robiłam coś złego, czego nie powinien widzieć, dlatego szybko przerwałam i podbiegłam do niego w poczuciu winy. 4. Wesele drugiej kuzynki - znowu minął rok - rok w domu z uwagi na pogarszający się stan taty. Była to kolejna okazja żeby wyrwać się z "więzienia" i stresu. Całe wesele przebiegło sympatycznie. Bawiłam się sama, Paweł jadł i spacerował wokół sali.. Często mu towarzyszyłam.Ostatnie 10 minut imprezy tańczyłam z siedzącym obok nas panem ( który był z narzeczoną - moją kuzynką). Paweł stał naprzeciwko i patrzył na mnie jakby miał zaraz podejść i siła nas rozdzielić. Kiedy podeszłam, zapytał ze złością czemu z nim tańczyłam... 5. Wakacje/urlop. W łazience mieliśmy malutkie okienko zasłonięte firanką i zasłonką. Mimo, że było zasłonięte 24h na dobę, Paweł podkładał zasłonkę na parapet, w taki sposób, żeby zniknęła centymetrowa szpara od dołu, ponieważ ktoś mógłby podejść pod okno i zobaczyć jak się załatwiamy... 6. Kiedyś wyraził również wielkie niezadowolenie, że przebieram bluzkę przy oknie - zasłoniętym firanką - od zewnątrz nic nie widać. Chodzi też o obawę, że ktoś mnie zobaczy. 7. Zdarzyło się, że przeglądał treści publikowane przeze mnie w mediach społecznościowych i wskazywał, które powinnam usunąć, bo były prowokacyjne. Np. popularny swego czasu mem o poprawnym noszeniu maseczki - na jednym obrazku widać mężczyznę z maską na brodzie z wystawionym nosem, na drugim z zsuniętymi majtkami z wystającym penisem - napis -" jeśli nosisz maseczkę w ten sposób, to tak jakbyś nosił majtki tak". Moim zdaniem było to zabawne. Było też zdjęcie nagich kobiet z wiankami na głowie trzymających się za ręce w kręgu i napis, że "dziś dzień nagiego ogrodnika". To też uznał za prowokacyjne, ponieważ napisałam "ciepło jest, czemu nie?". Oczywistym jest, dla osób, które mnie znają, że to żart z mojej strony. 8. Obecny problem, który mam wrażenie może doprowadzić do rozstania. Jest lato, upały, mieszkam 20 minut od morza. Okazało się, że nie mogę iść sama popływać, ponieważ mój kostium kąpielowy składający się nawet nie ze stanika, a z bluzki/topu i najwzyklejszych zasłaniających pośladki majtkach- odkrywa wg niego za dużo. Mówi, że tu nie chodzi o zazdrość, ponieważ sam też ma z tym problem. Idąc na plażę zakłada bokserki, a na nie spodenki. Jak mówi, czuje zażenowanie patrząc na ludzi na plaży - zwykłe majtki są niedopuszczalne. Powiedział, że mogę iść, jeśli kupię spodenki. Po kłótni, bo uważam, że granica już dawno została przekroczona i straciłam nad sobą panowanie, powiedział, że mogę robić co chcę i ubierać się jak chce, ale to tylko pogłębi jego problem. Twierdzi, że ma świadomość, że to problem, a jedynym sposobem na jego rozwiązanie jest moja uległość i ubranie się tak żeby mu to nie przeszkadzało. Podkreśla, że tylko ja mogę mu pomóc w rozwiązaniu tego problemu i tylko w taki sposób. Jestem innego zdania. Myślę, że niezbędna jest terapia i dojście do przyczyny tych wszystkich zachowań. Jestem normalną dziewczyną, ubieram się wg wielu osób "jak zakonnica" - taki mam styl, nie odsłaniam za wiele. Mimo wszystko okazuje się to niewystarczające. Paweł zgodził się na terapię, ale podkreśla, że to niczego nie zmieni, że ma tak od dziecka. Nawet jako mały chłopiec ubierał się w ukryciu i zasłaniał okna. Wg mnie nie jest to normalne i nie powinien wymagać takich zachowań ode mnie. Co do sytuacji wyżej związanych z zazdrością, przyznał, że to złe, ale że jest już coraz lepiej - ja nie odczuwam zmiany. Myślę, że lepiej jest, bo cały czas siedzę w domu i nigdzie nie wychodzimy, a kiedy tylko nadarza się okazja do wyjścia do ludzi, zawsze jest coś nie tak. Opisane sytuacje wzbudzają we mnie bardzo negatywne emocje, czuję się ograniczona, uwięziona, kontrolowana, niesprawiedliwie oceniana. Ponad wszystko cenię wolność w związku. Oprócz opisanych rzeczy, Paweł jest dobrym człowiekiem, facetem na którego można liczyć - jest opiekuńczy, wierny, lojalny, dochowuje tajemnic, można mu ufać, pomaga mi przy tacie, ma pracę, którą lubi i mnóstwo pasji, jest lubiany wśród ludzi. Wiem, że w dzieciństwie doświadczył przemocy wśród rówieśników, że w okresie studiów został zdradzony przez dziewczynę, z którą był i swojego przyjaciela. Pewnie ma to wpływ na obecne zachowania, kompleksy, brak dystansu, luzu, zachwiane poczucie własnej wartości. Mam ogromną nadzieję, że terapia mu to jednak uświadomi. Zanim to nastąpi chciałabym żeby ktoś wypowiedział się na ten temat tu na forum... Co mogę powiedzieć, żeby uświadomić mu, że narzucanie swojej woli, np. w kwestii ubioru, jest niezdrowe? Czy takie zachowania można nazwać jakąś formą przemocy? Z góry dziękuję za odpowiedź. PS - jesteśmy razem 3 lata. Znamy się 10. Nie mieszkamy obecnie razem z uwagi na to, że opiekuję się ojcem. Widujemy się codziennie. Planujemy wspólne mieszkanie od jesieni.
  4. Tak, oczywiście nie znam dokładnych motywów, ale nie powinny być one chyba usprawiedliwieniem. Współczuję mu tych przeżyć, ale to nie usprawiedliwia tej formy...hmmm....przemocy wobec mnie? Bo uważam tą kontrolę, zazdrość czy warunki ubioru - zwłaszcza te ostatnie - za jakąś formę przemocy, przekroczenia granic. "Ubierz to, albo..." i tu zwykle pada zdanie, które nie dosłownie, ale jakoś pokrętnie sugeruje, że doprowadzi to do rozstania. Szkoda, że nie mogę edytować, chciałam, żeby odpisał mi może psycholog, a mój post nie spełnia wymogów, nie napisałam na początku ile mam lat itp.
  5. Mam pytanie techniczne - chcę edytować post, żeby spełniał wymogi forum - podać swój wiek itp. Nie widzę możliwości edycji. Jak to zrobić?
  6. To prawda. Obawiam się jednak, że nawet jak pozna przyczynę, nie będzie potrafił zmienić tych nawyków/odruchów, które towarzyszą mu całe życie. Obym się myliła. Pokazałam mu swój post ten pierwszy długi. Powiedział, że to wszystko prawda, brzmi to strasznie, jakby to o kimś przeczytał, pomyślałby, że ma do czynienia z kimś chorym, ALE - to wszystko subiektywne, wybiórcze i pozbawione kontekstu.... Subiektywne - wiadomo, bo piszę jak to widzę. Wybiórcze...No napisałam o wybranych sytuacjach, które najbardziej mnie zaniepokoiły. Jeśli chodzi o kontekst. Nie wiem za bardzo o co chodzi. Bez względu na "tło", te zachowania są niedopuszczalne wg mnie w zdrowym związku. Chyba, że kontekst byłby taki, że go oszukuję i notorycznie zdradzam lub mam jakiś fetysz publicznego obnażania się - ale tak nie jest. Ten jego komentarz mnie załamał. Myślałam, że jak to wszystko zobaczy zebrane do kupy, to da mu do myślenia, ale, nadal stara się z tego wybrnąć i sugeruje, że w takiej ( nie wiem jakiej) sytuacji to usprawiedliwione i w granicach normy. Dużo zrzuca na fakt, że nie mieszkamy jeszcze razem, ale wg mnie to nie tłumaczy takiego postępowania. Wiadomo, że lepiej byłoby gdybyśmy zamieszkali razem, lepiej się wtedy buduje więź, zaufanie, ale myslę, że sam fakt, że wie o moich uczuciach, mamy wspólne poważne plany, wie, że może mi ufać, że to wszystko powinno wystarczyć, żeby tych "scen" zazdrości po prostu nie było.
  7. Dziękuję za odpowiedź. Też doszukiwałabym się przyczyny w bardzo wczesnym dzieciństwie, natomiast wydaje mi się, że sytuacja jest tu nieco odmienna od tej opisanej. Paweł miał/ ma nadopiekuńczą, kochającą mamę. Z jego opowiadań, zawsze dostawał od niej dużo ciepła i miłości. Chyba za bardzo i za dużo, bo teraz jako dorosły mężczyzna mówi o tym nieraz ze złością. Jeszcze na etapie kiedy się spotykaliśmy mama często do niego dzwoniła, pisała (on ma 35 lat) Paweł wielokrotnie z nią o tym rozmawiał i trochę odpuściła. Biologiczny ojciec za to opuścił rodzinę bardzo wcześnie, ale Pawła wychowywał ojczym, z którym dobrze się dogadywali. Wydaje mi się, że różne zachowania może są wyniesione z domu, chyba dość konserwatywnego, katolickiego. Chociaż Paweł w dorosłym życiu całkowicie odszedł z kościoła, można powiedzieć, że jest ateistą czy agnostykiem, ale ma w sobie wiele konserwatywnych poglądów - np. kobieta wg niego nie powinna karmić piersią w miejscu publicznym, nawet jak się zakryje. Tego zażenowania nagością może doszukiwałabym się też w czasie kiedy jako 2-3 letni chłopiec złamał nogę i leżał długo w szpitalu. jego wspomnienia nie są miłe, pielęgniarki były oschłe, wręcz agresywne. Dziecko miało cewnik czy korzystało z basenu, myślę, że wtedy w jakiś sposób odczuł, że pogwałcono jego nietykalność, fizyczność....Sama nie wiem, dużo o tym myślę i może jest to jakiś trop.
  8. Też tak uważam. Moim zdaniem nikt nie rodzi się z takim wstydem, czy jak sam mówi "zażenowaniem nagością". Coś pewnie do tego doprowadziło.
  9. Witam, piszę, ponieważ mam problem z partnerem, który ma problemy z zazdrością oraz nadmierną kontrolą w związku. Przytoczę kilka sytuacji, które dają mi niepokojące sygnały. 1. Kiedy jeszcze nie byliśmy razem, w centrum handlowym rozpiął mi się guzik w sukience (sukienka za kolano, zakryta, zapinana niemal pod szyję). Po rozpięciu guzika nie było widać stanika, piersi. Skomentowałam, że muszę go lepiej przyszyć, bo rozpina się często. Nie zapięłam go wtedy. Paweł zapytał zdziwiony, czemu tego nie robię, powiedziałam,że pewnie zaraz znowu się rozepnie. Skomentował ze złością, że dobrze, że nie jesteśmy razem, bo on nie akceptuje takich rzeczy. 2. Zostałam zaproszona na urodziny koleżanki do jej domu. Były to początki związku. Ze względu na sytuację rodzinną przez wiele miesięcy nie wychodziłam z domu - pochowałam mamę, na raka zachorował tata. Przeżywałam ogromny stres i żałobę. Wiedziałam, że spotkam tam wielu znajomych, którzy będą chcieli ze mną porozmawiać, bo niemal straciliśmy kontakt. Wiem, że Paweł źle czuje się w sytuacji kiedy mało osób zna, zapytałam czy lepiej by nie było gdybym poszła sama. Widziałam, że go to smuci, więc poszliśmy razem. Tak jak uprzedzałam, każdy chciał chociaż chwilę pogadać, zapytać jak sobie radzę. Paweł znał tam 4 osoby oprócz mnie. Chodził między stołami, jadł, z kimś zamienił parę słów. Ja rozmawiałam z przyjaciółki, co jakiś czas podchodziłam, aż w końcu zniknął. Wyszedł z mieszkania, wrócił po godzinie, niewiele później pożegnaliśmy wszystkich. Następnego dnia miał pretensję, że go zostawiłam samego, że rozmawiałam z mężczyznami, którzy wg niego mnie podrywali (obydwoje żonaci, z dziećmi, w szczęśliwych związkach). Mówił, też że odczuł ich niechęć do siebie. 3. Wesele kuzynki. Paweł nie lubi wesel, nie lubi tańca, nigdy nie tańczy, ja natomiast znowu po roku lawirowania między domem a szpitalem ze względu na chorobę taty, chciałam się dobrze bawić. Spędzaliśmy ze sobą czas tylko jedząc przy stole, czasem wychodziliśmy na zewnątrz, rozmawialiśmy, opowiadałam mu o rodzinie. W końcu zniknął. Szukałam go po ciemku, bezskutecznie. Miałam rozładowany telefon, nie mogłam zadzwonić. Wróciłam na salę, tańczyłam ze wszystkimi jak to na weselu. Co jakiś czas wyglądałam czy gdzieś go nie widać. Kiedy nagle pojawił się w drzwiach, szybko podeszłam, ale...uciekł. Kiedy go w końcu "dorwałam" był zły, że się bawię, a to że podeszłam odebrał w taki sposób, że na pewno robiłam coś złego, czego nie powinien widzieć, dlatego szybko przerwałam i podbiegłam do niego w poczuciu winy. 4. Wesele drugiej kuzynki - znowu minął rok - rok w domu z uwagi na pogarszający się stan taty. Była to kolejna okazja żeby wyrwać się z "więzienia" i stresu. Całe wesele przebiegło sympatycznie. Bawiłam się sama, Paweł jadł i spacerował wokół sali.. Często mu towarzyszyłam.Ostatnie 10 minut imprezy tańczyłam z siedzącym obok nas panem ( który był z narzeczoną - moją kuzynką). Paweł stał naprzeciwko i patrzył na mnie jakby miał zaraz podejść i siła nas rozdzielić. Kiedy podeszłam, zapytał ze złością czemu z nim tańczyłam... 5. Wakacje/urlop. W łazience mieliśmy malutkie okienko zasłonięte firanką i zasłonką. Mimo, że było zasłonięte 24h na dobę, Paweł podkładał zasłonkę na parapet, w taki sposób, żeby zniknęła centymetrowa szpara od dołu, ponieważ ktoś mógłby podejść pod okno i zobaczyć jak się załatwiamy... 6. Kiedyś wyraził również wielkie niezadowolenie, że przebieram bluzkę przy oknie - zasłoniętym firanką - od zewnątrz nic nie widać. Chodzi też o obawę, że ktoś mnie zobaczy. 7. Obecny problem, który mam wrażenie może doprowadzić do rozstania. Jest lato, upały, mieszkam 20 minut od morza. Okazało się, że nie mogę iść sama popływać, ponieważ mój kostium kąpielowy składający się nawet nie ze stanika, a z bluzki/topu i najwzyklejszych zasłaniających pośladki majtkach- odkrywa wg niego za dużo. Mówi, że tu nie chodzi o zazdrość, ponieważ sam też ma z tym problem. Idąc na plażę zakłada bokserki, a na nie spodenki. Jak mówi, czuje zażenowanie patrząc na ludzi na plaży - zwykłe majtki są niedopuszczalne. Powiedział, że mogę iść, jeśli kupię spodenki. Po kłotni, bo uważam, że granica już dawno została przekroczona i straciłam nad sobą panowanie, powiedział, że mogę robić co chcę i ubierać się jak chce, ale to tylko pogłębi jego problem. Twierdzi, że ma świadomość, że to problem, a jedynym sposobem na jego rozwiązanie jest moja uległość i ubranie się tak żeby mu to nie przeszkadzało. Podkreśla, że tylko ja mogę mu pomóc w rozwiązaniu tego problemu i tylko w taki sposób. Jestem innego zdania. Myślę, że niezbędna jest terapia i dojście do przyczyny tych wszystkich zachowań. Jestem normalną dziewczyną, ubieram się wg wielu osób "jak zakonnica" - taki mam styl, nie odsłaniam za wiele. Mimo wszystko okazuje się to niewystarczające. Paweł zgodził się na terapię, ale podkreśla, że to niczego nie zmieni, że ma tak od dziecka. Nawet jako mały chłopiec ubierał się w ukryciu i zasłaniał okna. Wg mnie nie jest to normalne i nie powinien wymagać takich zachowań ode mnie. Co do sytuacji wyżej związanych z zazdrością, przyznał, że to złe, ale że jest już coraz lepiej - ja nie odczuwam zmiany. Myślę, że lepiej jest, bo cały czas siedze w domu i nigdzie nie wychodzimy, a kiedy tylko nadarza się okazja do wyjścia do ludzi, zawsze jest coś nie tak. Oprócz opisanych rzeczy, Paweł jest dobrym człowiekiem, facetem na którego można liczyć - jest opiekuńczy, wierny, lojalny, dochowuje tajemnic, można mu ufać, pomaga mi przy tacie, ma pracę, którą lubi i mnóstwo pasji, jest lubiany wśród ludzi. Wiem, że w dziedziństwie doświadczył przemocy wśród rówieśników, że w okresie studiów został zdradzony przez dziewczynę, z którą był i swojego przyjaciela. Pewnie ma to wpływ na obecne zachowania, kompleksy, brak dystansu, luzu, zachwiane poczucie własnej wartości. Mam ogromną nadzieję, że terapia mu to jednak uświadomi. Zanim to nastąpi chciałabym żeby ktoś wypowiedział się na ten temat tu na forum...Z góry dziękuję. PS - jesteśmy razem 3 lata. Znamy się 10. Nie mieszkamy obecnie razem z uwagi na to, że opiekuję się ojcem. Widujemy się codziennie. Planujemy wspólne mieszkanie od jesieni.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.