Jump to content

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation since 07/28/2020 in all areas

  1. Cześć, cześć. Musisz dobrze poznać tę swoją drugą, przestraszoną część. Chowają tam się różne lęki z przeszłości, prawdopodobnie związane z sytuacją rodzinną, które nie zostały "przetrawione", tylko zepchnięte do nieświadomości, z której się przebijają w zmodyfikowanej, nielogicznej formie. Zachęcam do wizyty u specjalisty. Zwykły psycholog nie pomoże, potrzebny jest psychoterapeuta.
    3 points
  2. Wielu ludzi ucieka przed bólem emocjonalnym i przez to uzależnia się od tego, co na chwilę uśmierza to cierpienie lub je zagłusza. Uciekają w poszukiwanie aprobaty, kolekcjonowanie dowodów uznania, uwielbienia, uwagi. Uciekają w coraz to kolejne objęcia romantycznego lub seksualnego partnera, niejako uzależniając się od miłości, seksu albo zauroczeń. Uciekają w złudzenia, konstelacje iluzji, zaprzeczanie rzeczywistości i racjonalizacje żeby poczuć się lepszymi, niż są w istocie. Uciekają w używki, by choć na moment przestać być cierpiącą wersją siebie. Uciekają w jedzenie, by doznać namiastki fizycznego, ciepłego kontaktu jak wówczas, kiedy bezwarunkową miłość gwarantowało bycie w łonie mamy odżywiającej ciało swego dziecka. Czasem kobiety uciekają w przesadne głodówki, by pokarać swoją kobiecość za podobieństwo do zimnej, toksycznej matki lub odpokutować winę za rzekomo sprowokowane nadużycia ojca. Panowie uciekają w gonitwę za idealnymi kształtami kobiecych ciał, by nakarmić nienasycenie męstwa zdobywając najpiękniejsze z pań. Bez tego wszystkiego trudno niektórym poczuć, że warto żyć. Tymczasem sposobem na to, aby uporać się z bólem emocjonalnym, jest zmierzenie się z nim. Zaspokojenie potrzeb, które naprawdę się za nim kryją, ale również w pewnej mierze zaakceptowanie go jako przyrodzonej części człowieczeństwa. Dążenie do całkowitego stłumienia jego doświadczania to prosta droga do uzależnień i pogarszających sprawę przymusów. Fragment z nowej książki. Pewnie trochę za poważnej... Zobacz ten wpis na Facebook.
    3 points
  3. Chyba mamy podobną sytuację w jednej kwestii. Ja też nie potrafię być sam i powiem Ci, że Ciebie rozumiem. Sposobem na taką sytuację jest moim zdaniem uniezależnienie się od chłopaka i zaakceptowanie samej siebie, skupienie się na sobie całkowicie. Ja także szukałem bezpieczeństwa i ładu emocjonalnego w relacji z drugą osobą. Warto otoczyć się teraz przyjaciółmi, pracować, uczyć się, rozwijać swoje własne indywidualne "Ja". To bardzo ciężki kawałek chleba, sam też sobie z tym nie radzę. Miej dystans do mojej wypowiedzi, bowiem lekarzem nie jestem. Jeśli zechcesz, możemy popisać o tym poza forum. Pozdrawiam i mam szczerą nadzieję, że nie dasz się pogrążyć w smutkach 😄
    3 points
  4. Wiele problemów, które Państwo zgłaszacie na platformie OcalSiebie dotyczy trudności ze zrozumieniem i przeżywaniem własnych emocji. Można powiedzieć, że jest to problem ze zrozumieniem siebie. W tym artykule przedstawię zwięźle kilka kluczowych informacji o uczuciach aby zachęcić Państwa do ich zrozumienia i polubienia. Czym zatem są emocje, stany emocjonalne, afekty i uczucia? Nie wdając się w naukowe podziały co do miejsca ich powstawania, natężenie i czasu trwania można stwierdzić, że te pojęcia z grubsza określają to samo (dalej w tekście będę stosować te pojęcia wymiennie): emocje/uczucia to przede wszystkim informacja dla mnie czy dana sytuacja, w której się znajduje jest dla mnie komfortowa i bezpieczna czy nie. Przyjrzenie się swoim emocjom i zrozumienie jaką niosą ze sobą informację to komunikacja z samym sobą. Uczucia pojawią się w każdej, nawet najbardziej błahej sytuacji. Lubicie Państwo czekoladę? Tak? A skąd o tym wiecie? Bo odczuwacie przyjemność z jej jedzenia. Pojawia się emocja. Potem np. u osób odchudzających się mogą pojawić się inne emocje jak złość, poczucie winy czy żal ale to już wynika z innej sytuacji - złamania diety. To pokazuje, że emocje i uczucia pojawiają się co chwila, w każdej sytuacji, pokazują nam kierunek, ubarwiają nasz świat i informują. Można je porównać do znaków drogowych - „kontynuuj to jest dla Ciebie dobre”, „stop - nie rób tego, to Ci zagraża”. W związku z tym nie ma złych emocji bo każda informacja jest ważna trzeba tylko umieć rozpoznać czego dotyczy. Każde uczucie jakie się pojawia niesie ze sobą bardzo konkretną informację, wymienię tylko kilka przykładów: złość - coś przeszkadza Ci realizować Twój plan lub podważane są Twoje przekonania, smutek - straciłeś kogoś/coś dla Ciebie ważnego, strach - uwaga, to zagraża Twojemu życiu bądź zdrowiu (fizycznemu lub psychicznemu), zazdrość - ta osoba/ta rzecz jest dla Ciebie ważna ale jej nie masz lub możesz stracić, radość - osiągnąłeś lub zrobiłeś coś dla Ciebie istotnego. Uczucia dotyczą nie tylko sytuacji bieżącej, ale przeszłości i przyszłości. Trzymając się przykładu czekolady: jecie Państwo czekoladę po raz pierwszy w życiu, jest przyjemnie, smakuje. Pojawiająca się emocja mówi, że ta sytuacja jest dla Państwa komfortowa. Uczycie się, że jedzenie czekolady jest fajne. Następnym razem gdy ktoś poczęstuje Was czekoladą chętnie ją weźmiecie bo będzie pamiętać, że jedząc ją czuliście się dobrze. A szpinak? U niektórych osób na samą myśl pojawia się wstręt. Nie tkniecie tego więcej a na pewno nie będzie on pierwszy na liście wyboru menu. Te przykłady to nie są jakieś znaczące wydarzenia w naszym życiu więc uczucia z nimi się wiążące nie mają dużego natężenia. Emocje pojawiające się w innych życiowych sytuacjach mogą mieć różne natężenie: „napięcie, irytacja, poddenerwowanie, złość, furia” czy „spokój, przyjemność, zadowolenie, radość, szczęście, euforia”. Nad uczuciami pozytywnymi dużo się nie zastanawiamy natomiast negatywne często rozpamiętujemy, zostajemy pod ich wpływem o wtedy one nieprzyjemnie narastają. Można niezauważalnie wpaść w pętle negatywnych uczuć i myśli i wtedy mówimy o obniżonym nastroju a krańcowo o depresji. Od strony fizjologicznej emocje to hormony np. : dopamina, serotonina (to te od dobrego samopoczucia), oraz noradrenalina, adrenalina, sterydy i wiele innych. Jak to działa? Upraszczając - znajdujemy się w jakiejś sytuacji np. po raz pierwszy w życiu widzimy czekoladę. Mózg nie zna tej substancji, przeszukuje naszą” bibliotekę wiedzy„ nie znajduje odpowiednika. Myślimy „co to?” i jednocześnie uwalniane są hormony powodujące ciekawość (endorfiny). Próbujemy - „... słodkie, dobre”. Znów uwalniają się endorfiny. Następnym razem sięgniemy po czekoladę z przyjemnością. Z czasem nawet myślenie o czekoladzie będzie przyjemne. To rola dopaminy - kieruje nas ku przyjemnościom. To niestety pułapka bo można się uzależnić od substancji lub czynności sprawiających przyjemność (to temat na inny artykuł). Niektórych emocji uczymy się w ciągu życia, a z innymi przychodzimy na świat. Oczywiście w procesie uczenia się kluczowy jest okres dzieciństwa i wpływ oraz obserwacja naszych bliskich lub opiekunów. Ta sama sytuacja może wywoływać różne emocje u dwóch osób. Np. jedno dziecko obserwuje, że na każdy dzwonek do drzwi rodzice reagują nerwowo i podejrzliwie. To dziecko nauczy się, że niezapowiedziany dzwonek do drzwi to groźna lub co najmniej irytująca sytuacja. Czyli gdy usłyszy dzwonek będzie odczuwać lęk lub rozdrażnienie. Rodzice drugiego dziecka reagują na dzwonek do drzwi z ciekawością i zadowoleniem - to dziecko będzie dorastało z pozytywnym nastawieniem do niezapowiedzianych odwiedzin. W dzieciństwie pobieramy ogromną dawkę wiedzy w obszarze uczuć, która ma wpływ na nasze dalsze życie. W tym okresie uczymy się poprzez obserwację i swoje doświadczenia i nie kwestionujemy zdobytych informacji – nabieramy różnych przekonań np. czekolada jest dobra a dzwonek do drzwi niebezpieczny. Przekonania mogą być prawdziwe lub nie, a przez to mogą nam pomagać w życiu lub nas ograniczać. Czyli odnosząc się do przykładu z dzwonkiem dorosły, który czuje strach na dźwięk dzwonka i to mu w życiu przeszkadza powinien sobie zadać pytanie: „Czego ja się boję?”, „Co jest niebezpiecznego w tym, że ktoś dzwoni do moich drzwi?” Analizując świadomie sytuację, swoje myśli i uczucia możemy zmienić swoje nastawienie i przez to pozbyć się obaw związanych z konkretną sytuacją. Myśli/przekonania, emocje i zachowanie wpływają na siebie nawzajem i my mamy na nie wpływ. Zrozumienie swoich emocji, świadome ich przeżywanie oraz aktualizacja własnych przekonań pomagają w rozwiązaniu wielu trudności z jakimi borykamy się w codziennym życiu. Dodatkowo pozwala to na budowanie oparcia w sobie i daje poczucie sprawczości co przekłada się na poczucie własnej wartości i komfort życia. Udział w terapii i otwartość na zrozumienie siebie pozwoli Państwu przekroczyć własne ograniczenia.
    3 points
  5. - Jak Pan myśli czy on dla mnie odejdzie od swojej żony? - Odpowiedź musiałbym poprzedzić własnymi pytaniami. - Dobrze, proszę pytać. - Czy jest Pani jego jedyną kochanką? - Co za pytanie, oczywiście, że tak! - Skąd ta pewność? - Ufam mu. Zresztą nie miałby czasu. - Jedną ufającą mu kobietę już okłamuje, ale argument o braku czasu trochę bardziej do mnie przemawia. A po co miałby odchodzić od żony? - Jak to po co? Żeby związać się ze mną! - Ale przecież on ma już żonę. - Nie jest z nią szczęśliwy! - I dlatego ma kochankę, która poprawia mu nastrój, czy tak? - Jest Pan okropny! On będąc ze mną nie cierpiałby tyle, co w swoim małżeństwie. - Musiałby zrezygnować z posiadania dwóch kobiet i znowu mieć jedną. Dla mężczyzny, w dodatku zdrajcy to trochę kiepski interes. - Zarzeka się, że mnie kocha i że odejdzie od niej. Zresztą, gdybym ja zdradzała to logiczne, że z miłości do innego człowieka, z którym chciałabym być. - Proszę nie mierzyć ludzi własną miarą. Zdrada kobieca częściej prognozuje rozwód, bo pełni dla kobiet funkcję tranzytową – panie częściej przechodzą z relacji do relacji. Męska zdrada pełni częściej funkcję dodatkową, jest urozmaiceniem, osłodą. Zdarzają się jednak wyjątki. - Jakie? - Kiedy kochanka jest sporo młodsza, atrakcyjniejsza fizycznie bądź bieglejsza w sztuce ars amandi od małżonki. Jaka jest między Panią a jego żoną różnica wieku? - Trzy lata. - Czarno to widzę, ale na szczęście można z tego wybrnąć. - Zamieniam się w słuch. - Proszę przestać się z nim spotykać do czasu, aż się rozwiedzie. - Miałabym czekać rok albo dwa lata? To szalony pomysł! - Ma Pani rację, to szalony pomysł, ale bez porównania mniej niż totalnie zwariowana koncepcja wiązania się z żonatym mężczyzną, uczestniczenia w konspiracji, działania na szkodę innej kobiety, sypiania z kimś, kto może sypiać z inną, w dodatku bez pewności, iż coś z tego będzie. W domu wariatów zeszłaby Pani na niższe piętro. To już coś, prawda? - Wolałabym rozwiązać to inaczej. - Może Pani zmienić tylko swoje zachowanie, mężczyzny Pani nie zmieni. Jest zresztą jeszcze jeden problem. - Jaki? - Nawet gdyby odszedł, żyłaby Pani pod jednym dachem z perfidnym, przewrotnym, wyrachowanym zdrajcą zdolnym kłamać w żywe oczy. Jakby się Pani z tym czuła? - Pewnie bym się bała, że mnie zrobi to samo, co żonie. - Może pora zacząć uwzględniać swoje uczucia zamiast robić emocjonalne labirynty z prostych spraw? - Muszę to przemyśleć. - Z opinią psychologa ma Pani oczywiście prawo w części lub w całości nie zgadzać się. W każdym razie ma Pani wybór. Nielojalność, zmora naszych czasów, od zaplecza. Jeśli temat Was ciekawi, jeszcze do niego wrócę. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online oferujący usługi jak psychoterapia przez Skype i konsultacje psychologiczne przez Internet.
    3 points
  6. Czesc, powiedzialabym"zmien myslenie" ale widac, ze.probujesz sama sobie z tym poradzic. Jednak uwazam, ze powinnas sie udac na wizyte teraz, bo potem.moze byc coraz gorzej.
    2 points
  7. Panie Zielony, swoim zachowaniem prezentujesz słabość, która działa odpychająco na Twoją dziewczynę (jak zresztą na większość dziewczyn). Wychodzisz z pozycji kolesia potrzebującego, który lgnie do dziewczyny jak małe dziecko do mamusi. Lękasz się samotności, dlatego usilnie próbujesz budować bliską relację z tą dziewczyną. Taki błagający kotek se Shreka jest bardzo uroczy, ale nie tego potrzebują dziewczyny. Zajmij się męskimi sprawami. buduj coś, twórz, podbijaj świat. Wyhoduj sobie duże, twarde jajca i odklej się od tej dziewczyny. Gwarantuje Ci, że jeśli teraz Ty zaczniesz ją olewać, to sama zacznie się odzywać. Ale sens będzie to miało tylko wtedy, gdy to olewanie będzie wynikało z Twojej dojrzałości, pewności siebie i szacunku do siebie, a nie że będzie to tylko taka zagrywka, gdzie będziesz się skręcał z ochoty do napisania, ale siłą woli będziesz się powstrzymywał. A jak już zacznie się odzywać, to rozmawiaj z nią stanowczo, pytaj wprost o co Ci chodzi, jasno komunikuj swoje potrzeby, pomysły czy cokolwiek tam będziesz miał do załatwienia.
    2 points
  8. Możesz podjechać na jej terytorium, zaplanować coś ciekawego na spotkanie i gdy dojedziesz wtedy zadzwonić, zagadać że jesteś w okolicy i wyciągnąć ją na spotkanie w ramach resetu mózgu/odstresowania. Niech sama przyjdzie z ciekawości. A na spotkaniu wypadałoby zbadać czy kogoś ma i coś nowego buduje. Poza tym chodzenie na wesele samemu jest całkiem spoko. Byłem wielokrotnie i świetnie się bawiłem. Byle się nie schlać za mocno
    2 points
  9. Na początku trzeba wprost sobie powiedzieć - nie ma ludzi idealnych, każdy ma jakieś wady i dążenie do bycia idealnym wcale nie jest dobre, bo tylko sprawia, że tracimy to co mamy teraz i nie jesteśmy w stanie się tym w pełni cieszyć. Ten głos, który Ci mówi, że jesteś brzydsza i mniej wartościowa to głos Twojego niskiego poczucia własnej wartości. Warto byłoby nad tym popracować, ponieważ jeśli tego nie przepracujesz sama ze sobą, nikt za Ciebie tego nie zrobi. Warto zaopatrzyć się w jakąś książkę, która porusza ten temat i ma dobre recenzje w internecie. Spróbuj spojrzeć na to wszystko z perspektywy osoby trzeciej - spójrz na to z boku: chłopak mówi dziewczynie, że dla niego jest najpiękniejsza, że bardzo ją kocha i że nie interesują go jakieś byłe partnerki i nie ma powodu by kłamać, mówi to szczerze z głębi serca. Co byś poradziła tej dziewczynie? Oczywiście, żeby cieszyła się tym, umacniała tę więź i doceniała teraźniejszość. I tak też warto postąpić Natomiast warto popracować nad poczuciem własnej wartości - to często taka ciemna chmura, która nie pozwala nam cieszyć się tym co mamy, ogranicza w podjęciu kolejnych kroków, sprawia, że wiecznie czujemy się niepewni i zagrożeni. A wcale nie musi tak być, każdy z nas kryje w sobie wiele pięknych wartości, musi to tylko sam dostrzec. Powodzenia, masz wspaniałą osobę obok siebie, która uważa, że Ty tez jesteś wspaniała - ciesz się tym
    2 points
  10. Cześć, wiesz, że wielu z nich przepisuje te lekarstwa, na które mają umowę z ich dostawcą? Lekarze "sprzedają" konkretne lekarstwa poprzez wypisywanie recept, a w zamian za to jeżdżą sobie na egzotyczne wakacje. Co to za dziadostwo Ci przepisał doktorek? Rozstania nigdy nie są łatwe. Twoje może być o tyle łatwiejsze, że byliście w fizycznej separacji i mogłeś się trochę przyzwyczaić do życia bez niej. Natrętne myśli o byłej partnerce w końcu znikną, bo zawsze znikają. Dobrą metodą przyśpieszającą proces zapominania o kobiecie, jest poznanie innej kobiety. Zęby i prawko to nie problem, to tylko wydatek. Zainwestuj w siebie, poczujesz się lepiej, poznasz kobietę, wyremontujesz chatę, zamieszkacie razem i będziecie żyli długo i szczęśliwie A z dziećmi jak będziesz chciał, to prędzej czy później nawiążesz kontakt; żyjemy przecież w erze informacji.
    2 points
  11. Cześć Natalia, wszedłem na to forum, aby napisać że dziewczyna mnie zostawiła... że na koniec dowiedziałem się jakim to zerem i złym człowiekiem jestem... materialistą.... no i że chyba przez to lekką depresję mam i czuję się jak nic nie warty śmieć. Ale trafiłem na Twój temat.... Nie jestem w stanie nawet sobie Twojego bólu wyobrazić. Sam bardzo chciałbym mieć dzieci, a pomimo lekkiego 30+ nadal ich nie mam. Potrzebujesz pewnie czasu na żałobę po stracie. Nie jestem żadnym psychologiem, ale chyba nie ma sensu zapominać o nich, one na pewno gdzieś tam są i są wdzięczne Tobie że przyszły na świat, a teraz ich energia istnieje i ruszyła w dalszą wędrówkę. Wagą nie przejmuj się póki co. Na swoim przykładzie powiem, że mam wolną przemianę materii, do tego dochodzi praca biurowa i często zdarzało mi się że tyłem dodatkowe kilogramy... 5-15 kg. Czasami to tycie było połączone z problemami osobistymi lub/i w pracy, wówczas nie istotne było czy byłem wyćwiczony na siłowni czy miałem oponkę na brzuchu i sporo dodatkowych kilogramów. Także to co waga póki co wskazuje to nie przejmowałbym się, ale polecam spacery, bieganie i jeżeli jesteś w stanie to wysiłek fizyczny. Mi jakakolwiek aktywność fizyczna zawsze pomagała "na głowę" Nie od razu widać efekty, ale codziennie trochę i za jakiś czas powinno także samopoczucie się poprawić. Ja dzisiaj przeszedłem już swoje ~10 km. Pozdrawiam Cię.
    2 points
  12. Cześć. Sprawę, którą tutaj przedstawiłaś, zaliczyłbym do kategorii: "problemy średnio bolesne i stosunkowo łatwe do wyleczenia". Średnio bolesne, bo nie jest to ból tak wysoki, żeby paraliżował normalne funkcjonowanie, ale też nie jest na tyle mały, żeby można było z nim żyć na 100% (czy tam chociaż na 90). A stosunkowo łatwy do wyleczenia, bo wyglądasz na ogarniętą, dobrze zorientowaną w sytuacji i potrafiącą sobie poradzić kobietę. Podpinam się pod Twoje podejrzenia matki o zazdrość. Bardziej obrazowo porównałbym ją do jakiegoś zombie, żywego trupa zarażonego wirusem, który przejmuje kontrolę, zmienia człowieka i zmusza go do pożerania innych, żeby zaspokoić swój chory głód, albo przynajmniej do pogryzienia i zainfekowania, żeby było mu raźniej. Jakaś tam szansa na jej wyleczenie jest, ale przede wszystkim musisz myśleć o sobie, o swoim zdrowiu, życiu i samopoczuciu. Jeśli czujesz, że lepiej jest zerwać z matką kontakt, to rób to z pełnym przekonaniem, szczerze przedstawiając swoje motywy. Życie jest jakie jest, niektórzy mają obu kochających rodziców, niektórzy mają rodziców niekochających albo jednego rodzica alkoholika, a inni są zupełnie sami. Ale najfajniejsze w życiu jest to, że jak by nie było, zawsze można pogodzić się rzeczywistością i zająć się tym, co dobre, przyjemne i pożyteczne.
    2 points
  13. Siemanko. Dorzucę jeszcze dwa słowa od siebie. Bardzo dobrze wiem o jaki ból jąder chodzi. Jesteś młody i twój organizm jest w pełnej gotowości do wykonywania swojego głównego (z biologicznego punktu widzenia) zadania, czyli rozmnażania. W momencie zbliżenia do dziewczyny pojawia się napięcie i cała aparatura dostaje wyraźny impuls do pracy, którą spodziewa się zaraz wykonać. Jeśli napięcie nie zostanie rozładowane, kumuluje się w jądrach i wywołuje ból, jak to już wiesz z doświadczenia. Dla własnego zdrowia i komfortu rozładowałeś to napięcie "na własną rękę" i nie powinieneś mieć z tego powodu wyrzutów sumienia, bo w tamtej chwili alternatywą było utrzymywanie się w stanie ciągłego bólu. Kto normalny zadaje sobie ból? Zrobiłeś bardzo dobrze, bo się od niego uwolniłeś i mogłeś skupić się na przyjemnych chwilach spędzanych z dziewczyną. Czy powinieneś jej o tym powiedzieć? Nie widzę takiej potrzeby, było - minęło. Na pewno by cię za to nie potępiła, pewnie by zrozumiała, ale być może poczułaby się lekko zniesmaczona. Ale następnym razem, gdy sytuacja się powtórzy, proponuję szczerze powiedzieć o co chodzi. Powiedz, że tak bardzo cię podnieca, że aż bolą cię jaja z tego napięcia i wskaż jej jak możecie wspólnie rozwiązać ten problem Jeśli twoje ciało reaguje w ten sposób, to u niej na pewno jest podobnie i zapewne też chciałaby rozładować swoje napięcie.
    2 points
  14. Coraz więcej par uskarża się na kryzysy w związku i ma trudności z poradzeniem sobie z nimi. Zastanawiając się nad przyczyną kryzysów w małżeństwie czy związkach przychodzi mi na myśl pierwsze lepsze zakończenie bajek dla dzieci, gdy księżniczka i książę pokonują trudności, następnie pobierają się, celebrują to wydarzenie podczas wspaniałego balu, a potem „żyją długo i szczęśliwie”. I na tym bajka się kończy. Nie ma dalej opisu ich codziennego życia np. tego jak idą do pracy, biorą kredyt, wychowują dzieci, są zmęczeni, przeżywają stres i tak naprawdę dopiero się poznają w różnych sytuacjach. Odkrywają, że mają odmienne spojrzenie na różne zagadnienia np. podziału obowiązków czy wychowania dzieci, co może wynikać z ich doświadczeń życiowych w swojej rodzinie pierwotnej. Albo zauważają, że są w związku nie z jedną osobą ale też z częścią jej rodziny, która to w dodatku podejmuje decyzje. Spostrzegają, że cechy drugiej osoby, które w okresie wczesnej znajomości wydawały się atrakcyjne to w małżeństwie stają się nieznośne. O ile „szalony romantyk” zawrócił jej w głowie, to na co dzień wolałaby „pracowitego pragmatyka”. A on myśli, że szkoda, że „bezradna dziewczyna”, która wzbudziła w nim potrzebę opieki nie stała się „wspierającą żoną”. A w dodatku mają perspektywę spędzenia ze sobą przynajmniej 50 lat. (Nasze życie wydłuża się. Jak pokazują dane statystyczne średnia długość życia Polaków od 1950 roku wzrosła prawie o 20 lat.) Do tego wszystkiego otoczenie wokół nich się zmienia np. rynek pracy, przechodzą kolejne etapy życia (młodość, dorosłość, wiek dojrzały),trzeba sprostać nowym rolom społecznym (student, pracownik, rodzic, emeryt). Pojawiają się trudności zewnętrzne: problemy finansowe, bezrobocie czy choroba. Kryzys w związku może wystąpić na każdym jego etapie i mieć różne przyczyny, najczęstsze to: brak wiedzy o drugiej osobie, jej doświadczeniach życiowych, przekonaniach. Może to wynikać z krótkiego okresu znajomości przed sformalizowaniem związku. różnica między własnymi oczekiwaniami co do drugiej osoby a rzeczywistością. Niektóre cechy partnera na początku związku pasowały do oczekiwań ale z czasem okazało się, że są jeszcze inne, które wydają się nie do zaakceptowania. trudności w komunikacji np. błędna interpretacja intencji drugiej strony, nieumiejętność słuchania czy wyrażenia swoich emocji czy potrzeb, stereotypy dotyczące związków i ról z nim związanych czyli np. „kobieta ma się zajmować domem, a mężczyzna go utrzymywać”, odmienne przekonania na temat tego jak powinien wyglądać związek. Na przykład niektóre osoby mogą postrzegać małżeństwo w taki sposób, że wszystko robimy razem, wiemy o sobie wszystko, a inne zostawiają sobie i partnerowi prywatną przestrzeń. Jeśli w tym aspekcie osoby się różnią to mogą czuć się osaczone przez drugą osobę lub odrzucone. utrata zaufania spowodowana zachowaniem jednej strony, np. zdrada, wypalenie w związku z powodu rutyny, odmienne podejście do bliskości i seksu, choroba lub uzależnienie, odmienność kulturowa i wyznaniowa. To oczywiście nie wyczerpuje wszystkich możliwości. Natomiast na bazie tych przyczyn może rodzić się frustracja, która przeradza się w poczucie niezrozumienia, samotności, złości i nieszczęścia. Obniżony nastrój sprawia, że partnerzy zamykają się na siebie, okopują na swoich pozycjach, co przy deficytach w komunikacji przeradza się w konflikt. Może pojawić się bierna agresja czyli cynizm, pogarda lub agresja werbalna czy fizyczna. Tutaj należy odróżnić agresję od przemocy, która ma na celu podporządkowanie sobie drugiej osoby. Kiedy warto podjąć terapię par. Gdy obie strony konfliktu chcą ze sobą rozmawiać ale nie potrafią sobie radzić z emocjami i próby porozumienia się zawodzą, chcą poprawy relacji, komunikacji i nauczyć się skutecznie rozwiązywać problemy. Celem terapii jest to aby strony ze sobą porozmawiały w konstruktywny sposób, zrozumiały punkt widzenia drugiej strony, podjęły próbę rozwiązania konfliktu i samodzielne decyzje co do dalszego funkcjonowania związku. Terapia par czy małżeństw nie ma na celu utrzymania związku za wszelką cenę ani „naprawy” czy zmiany zachowania tylko jednej osoby. W trakcie może się okazać, że partnerzy zdecydują o rozstaniu. Dzięki terapii podejmą tę decyzję w pełni świadomie i będą mogli już w terapii indywidualnej przepracować proces zakończenia związku. Terapeuta jest osobą neutralną, nie przyjmuje punktu widzenia żadnej ze stron ani nie kieruje się własnymi przekonaniami. Nie doradza ani nie narzuca rozwiązań oraz nie podejmuje decyzji za partnerów. Terapeuta zaproponuje zasady skutecznego i bezpiecznego komunikowania się i w trakcie sesji będzie dbał o ich przestrzeganie. Pomoże zidentyfikować przyczyny i mechanizmy konfliktu, schematy zachowania partnerów oraz przedstawi możliwości zmiany. Dzięki temu partnerzy sami odnajdą wspólne wartości i obszary, które uznają za fundamenty ich związku oraz określą zasady jego funkcjonowania i podział ról. Kiedy wskazana jest inna forma terapii. Są sytuacje, w których terapeuta odmawia podjęcia się pracy z parą. Najczęściej jest to w sytuacjach gdy: istnieje decyzja o rozwodzie – wówczas terapeuta może zaproponować mediacje rozwodowe i terapię indywidualną z innymi terapeutami, partner lub oboje pozostają w podwójnych związkach – są to wskazania do terapii indywidualnej, między partnerami dochodzi do przemocy – terapeuta powinien przeprowadzić interwencję kryzysową, zgłosić przestępstwo ze względu na występujące zagrożenie życia czy zdrowia oraz zaproponować terapię indywidualną, w związku występuje choroba psychiczna lub uzależnienie czy współuzależnienie – są to wskazania do konsultacji psychiatrycznych w celu postawienia diagnozy oraz zaproponowania specjalistycznego leczenia w tym psychoterapii. Bardzo ważne jest aby partnerzy podczas terapii ujawnili jak najwięcej informacji o sobie i o występujących trudnościach. Terapeuta będzie wtedy w stanie zaproponować parze najlepszą formę wsparcia. Terapia par jak i małżeńska może odbywać się on-line.
    2 points
  15. Myślę że pomoże Ci wizyta u psychiatry i dobranie leków. Widzę u Ciebie lęk, depresję, obsesję. Widzę też że temat wirusa przekroczył własne granice i zaczynasz już filozofować ponuro pod jego wpływem. To błąd. Nie szukaj winy w sobie, nie wstydż się, nie myśl, nie daj Boże, że to oznacza że jesteś " nienormalny". Jesteś normalny. Nawet więcej - z tego co piszesz wynika że jesteś poukładanym facetem na poziomie. Trzymaj się. Oczywiście że będzie dobrze. Takie rzeczy mijają, trzeba tylko czasu ( to akurat dla osoby cierpiącej jak Ty nie brzmi tylko pocieszająco bo taka osoba zwykle chce żeby to jak najszybciej się skończyło ) albo trzeba jakiegoś innego "mocnego" tematu który, gdy się pojawi, odciągnie Cię od tego wirusa. Ten wirus naprawdę nie jest tak grożny jak by tego chciała telewizja, uwierz mi. Popatrz, widzisz żeby ludzie padali na ulicach albo wciąż wszędzie jeżdziły karawany i karetki? Moim zdaniem grożna jest panika którą on wywołuje i niszczycielski wpływ tych wszystkich "lokdałnów" na kontakty międzyludzkie i gospodarkę. Są inne dużo istotniejsze zagrożenia dla zdrowia. Proszę tylko, nie zaczynaj się nimi interesować bo tak nie da rady żyć. A że Ci przejdzie i będzie u Ciebie ok jest pewne jak w banku.
    2 points
  16. Piszę do marcinaJ. Marcinie, chcę Cię pocieszyć. Otóż podejrzewam a wręcz wiem że wiele osób ma problemy psychiczne, nawet bardzo poważne, łącznie z chospitalizacją na oddziale psychiatrycznym, związane z tym wirusem - ale jakoś o tym cicho. Ciekawe dlaczego? Może oglądałam nie te programy i stacje co trzeba ale nie natrafiłam nigdzie na analizę ogromnych szkód psychicznych jakie powoduje ten wirus. Może nie ma na co liczyć bo media musiałyby same siebie oskarżyć o wywoływanie w ludziach tych szkód. Nie jesteś sam, wręcz odwrotnie, takich jak ty jest wielu.
    2 points
  17. @Taśka jeżeli Pani sugestie są zbywane przez siostrę i szwagra to może warto porozmawiać o tej sytuacji z szerszym gronem rodziny aby oni również zwrócili uwagę na dziecko i sugerowali rodzicom wizytę u lekarza. Być może gdy więcej osób wyrazi zaniepokojenie stanem dziewczynki to rodzice przekonają się, że potrzebuje ona pomocy specjalisty. Pozdrawiam, Katarzyna
    2 points
  18. 1. To dobrze że poszedł na terapię. 2. Chyba lepiej dać mu odpocząć, ale dyskretnie być przy nim, jako przyjaciel - żeby on dostał taki przekaz że jesteś, czekasz, że chciałabyś go wspierać jako przyjaciel który chce z nim spędzać cza. Taka relacja jest zdrowa, pod warunkiem, że będziesz umiała rzeczywiście być tylko przyjacielem przez jakiś czas, i poczekasz cierpliwie. W przeciwnym razie będziesz wywierać na nim presję, będzie pasmo pretensji, że ty chciałabyś czegoś więcej, a on nie potrafi ci tego dać. Dajcie sobie czas, np. pół roku. Jeśli w tym czasie on nadal nie chce związku, to może warto nie czekać w nieskończoność. 3.Pomyśl, że Ty też zasługujesz na najlepsze, i powinnaś być dla partnera kimś wyjątkowym, jedyną osobą, a nie takim letnim pocieszeniem po jakiejś innej lasce. Gdybyście zdecydowali się być w związku, to on też powinien to wiedzieć, nie być z tobą żeby się pocieszać,, dla świętego spokoju, tylko dlatego że naprawdę ciebie wybrał, a nie tamtą. Powodzenia.
    2 points
  19. Cześć. Jestem kobietą, dwa lata młodszą od Ciebie, utożsamiam się z Tobą niemal co do wszystkiego, co mnie aż zdziwiło. Myślę, że rozumiem Cię jak się czujesz. Zwątpienie, bezsilność, tęsknota, czasem samotność, a czasem dosyć wszystkiego - to uczucia,które towarzyszą mi na co dzień i podejrzewam, że u Ciebie również. Ostatnio próbuję znaleźć w sobie siły do życia, do podniesienia się z tego stanu. Próbuję cieszyć się z małych rzeczy, próbuję doceniać choć troszkę to co mnie otacza, zaczęłam częściej rozmawiać z bliską rodziną, chociażby o pierdołach. Chcę spróbować skupić się na sobie, choć jest cholernie ciężko, chcę zacząć wierzyć, że jeśli zadbam o siebie, życie pomału zacznie się do mnie uśmiechać. Nie wiem czy ci to w jakikolwiek sposób pomoże. Chciałabym ci przekazać, że nie jesteś w tym sam, są inni, też tacy jak ja, którzy przeżywają podobne emocje do twoich, także obawiam się pójścia do psychologa, nie mam odwagi do samobójstwa. Są dni lepsze i gorsze, życzmy sobie jak najwięcej tych lepszych, krok po kroku, miejmy nadzieję, że będzie lepiej 😉 Trudno jest żyć w tych czasach, ciężko jest się odnaleźć, szczególnie teraz jeszcze kiedy panuje pandemia... Jeśli tylko będziesz mieć ochotę do wygadania się, pisz śmiało. Życzę Ci, wszystkiego dobrego i tego, aby się mimo wszystko nie poddawać
    2 points
  20. - W związku chcę tego, tego i tamtego. - A ja chcę to, to i tamto. - Stawiasz mi warunki?! - Nie, mówię tylko o swoich potrzebach. - Zamierzasz się licytować? - Komunikuję swoje oczekiwania. - Związek to nie handel wymienny! - Jedynie mówię, czego potrzebuję. - Możesz sobie pomarzyć. Nie jestem tu po to, by spełniać czyjeś wymagania. Poza tym to nie jest żadna transakcja. Nie pasuje ci, to tam są drzwi. - Tobie było wolno mówić o tym, czego chcesz, a mi nie? - Nikt mi nie będzie dyktował warunków. Umiem sobie radzić. Nie potrzebuję cię. Na twoje miejsce czeka cała kolejka osób zainteresowanych. Niektórym domniemana atrakcyjność jak woda sodowa uderza do głowy, zatem myślą tylko o sobie. Pozycjonują innych ludzi jako gorszych, usytuowanych niżej w hierarchii, a także adorują siebie i stosują manipulacje często nawet nie zdając sobie z tego sprawy. To częste zjawisko, więc zgaduję, że znacie ten typ, niestety. Na tak roszczeniowe i egocentryczne osoby lepiej uważać. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online, psychoterapeuta przez Skype.
    2 points
  21. Nie jestem w takiej sytuacji ale moim zdaniem nie da się tak żyć. On musi odciąć się od tamtego życia inaczej nie zacznie nowego rozdziału. Ty psychicznie nie wytrzymasz tego i ja nie dziwię się twoim emocjom. Postaraj się z nim szczerze bez emocji porozmawiać ,powiedzieć jak się czujesz ,co ciebie boli i że te jego pamiątki i to całe muzeum w domu jest blokada dla rozwoju waszej relacji. Jeśli tego nie ogarnie to ja nie widzę sensu trwania w tym. Jeśli chodzi o ślub to trochę go rozumiem i myślę że jeżeli wasz związek będzie udany to papierek ani tego nie poprawi ani nie zepsuje. Spróbuj spokojnych rozmów sam ma sam bez awantur ,szantaży i obarczania wina. Wyrzuć z siebie ból i poproś o to by postawił się w twojej sytuacji i żeby postarał się zacząć na nowo swoje a właściwie wasze życie. Takie jest moje zdanie ,gdybym była tobą tak bym próbowała to rozwiązywać. Powodzenia ❤️
    1 point
  22. Skoro twierdzisz, ze bardzo go kochasz to wierzę, że tak jest, ale czy on ciebie również, w to już można zacząć wątpić. Albo uczucie jest niewystarczające, albo ten mężczyzna po prostu jeszcze nie dojrzał do zakładania rodziny. Na to się nic nie poradzi. Nie da się zmienić postawy drugiego człowieka. Możemy tylko podejmować decyzje za siebie. Musisz zdecydować, czy chcesz się poświęcić dla kogoś kto najprawdopodobniej nie poświeciłby się w ten sam sposób dla ciebie, czy też zakończyć z nim związek. Nie widzę sensu w przeciąganiu tej relacji, skoro wasze cele i priorytety się różnią. Człowiek się szybko nie zmienia, a ustępowanie i dawanie tego czego oczekuje kosztem swojego życia tylko zabija w drugim motywację do zmian. Prawdopodobnie uzna, że skoro mogłaś to dla niego poświęcić to pewnie nie było to dla ciebie aż takie ważne, albo nauczy się, że może zawsze stawiać warunki, a ty się zgodzisz. Praca nad sobą to trud i wysiłek i rzadko kiedy podejmujemy go jeśli nie musimy o coś walczyć. Moim zdaniem powinnaś mu jasno powiedzieć, że jeśli chce tego związku to też musi coś poświęcić. Nie wiem co na chwilę obecną poświęcasz ty, a co on i jak chcielibyście zachować równowagę w przyszłości, ale ta równowaga jest ważna. Kiedy tylko jedno składa ofiary, a drugie na tym korzysta, to nigdy długo nie przetrwa, bo narośnie poczucie krzywdy i wykorzystywania. Mój mąż poświęcił dla mnie wiele. Właśnie między innymi rodzinę i pracę, a nawet mieszkanie z własnym synem. Ja za to znacznie więcej poświęcam w sferze emocjonalnej, bo mój mąż cierpi na zaburzenie, które czyni go bardzo trudnym w bliskich relacjach z ludźmi. Zawsze trzeba coś od siebie dać i z czegoś zrezygnować. Ważne, żeby obie osoby kochały i obie potrafiły coś poświęcić.
    1 point
  23. Jeśli jesteś przy tym drobna to nie masz się co martwić. Gorzej jak jakąś ma ok 180 cm i mocno zbudowana tak że nie czuje się kobieco a twój facet wali sobie do chudych kruszynek na filmikach które są twojego wzrostu i waza po 40/5...50kgi wizualnie wygladaja lepiej i insczej niz ja,... A tak serio to ja nie wiem czemu my kobiety tak mamy. Sama mam problemy i kompleksy które dodatkowo prowadzą do zniszczenia mojego związku. Przejmujemy się wszystkim nazbyt. Jeśli chcesz zajrzyj na moje tematy to może Ci się humor poprawi. Ja jestem wyzsza od ciebie i co z tego....jak tez nie jestem zadowolona z wyglądu. A moje kompleksy dodatkowo poglebiaja się w związku. Bo mój facet uwielbia chude dziewczyny.
    1 point
  24. Może to już zaawansowana cyfrowa demencja? https://dobraliteratura.pl/produkt/cyfrowa-demencja/
    1 point
  25. Hej. Skoro byłaś singielką, to mogłaś robić co chciałaś i z kim chciałaś. Nie ma mowy o żadnej zdradzie. Co ten facet sobie wyobraża, że powinnaś do niego zadzwonić z pytaniem: "wiem, że nie jesteśmy już razem, ale zastanawiam się, czy nie miałbyś nic przeciwko temu, żebym poszła z kimś do łóżka?" Przecież to by było chore. Jeśli on nie chciał albo nie potrafił nikogo sobie znaleźć do seksu to jego sprawa. Nie miał prawa wymagać od Ciebie wierności, bo nie byliście razem, a już tym bardziej nie mógł tego wymagać telepatycznie! Jak dla mnie Twój były wykazał się głupią i chamską niedojrzałością.
    1 point
  26. Żeby kłamać to trzeba mieć bardzo dobra pamięć, dojdzie do tego, że sam zaczniesz się gubić co i kiedy powiedziałeś. Wszyscy kłamią to prawda, jedyna zmienna to w jakiej sprawie. Nie ma świętych ludzi, ale jeśli okłamujesz osoby najbliższe, to nigdzie nie będziesz miał enklawy spokoju.
    1 point
  27. Moze trzeba poczekac troszke.dluzej na efekty;) tukus podjadek ma.racje, rozstania nigdy nie.sa.latwe, a jesli.poczytasz na forum.inne wpisy, zobaczysz, ile.osob przezywa to.samo.co Ty. Zainwestuj narazie w siebie, prawko robisz to juz polowa.sukcesu. Dentysta mysle, ze powinien byc nasteonym krokiem bo to tez.dluzsza droga do.sukcesu. jak bedziesz czyms zajety, nie zauwazysz kiedy staniesz sie kims innym. Usmiechniesz.sie.z.uzebieniem do.kogos.i juz.ktos.Cie zauwazy (mam na mysli.kobiety;)) Jesli masz ochote to zaloz sobie konto na jakims portalu randkowym, i pisz sobie z roznymi osobami. Nie musisz sie od razu umawiac na randki. Proponuje to, bo wiem nie tylko z wlasnego doswiadczenia, ze to troszke pomaga, wciaga. Czas leci i mysli sa czyms zajete. Powodzenia!
    1 point
  28. Z jednej strony Twój mąż ma prawo mieć koleżanki w pracy, zaufanie to podstawa, ale z drugiej strony w dzisiejszych czasach od pisania, dzwonienia do siebie, długich rozmów tworzy się bliższa więź, dlatego nie dziwię się Twoim obawom. Myślę, że tylko spokojna, szczera rozmowa z mężem jest najlepszym rozwiązaniem. Ale bez krzyków i wyrzutów, po prostu powiedz mu, co czujesz, opisz sytuację z Twojego punktu widzenia. Może spróbuj usiąść z nim i spróbować po prostu porozmawiać o tym, co robił w pracy, jakie ma obawy, co się wydarzyło, może mu takich rozmów brakuje? Albo o czymś innym... albo wprost zapytać go, dlaczego nie porozmawia z Tobą o tematach, które porusza z koleżanką. Możesz też delikatnie zasugerować jakby on się czuł gdybyś miała kolegę z którym byś prowadziła długie, codzienne rozmowy.
    1 point
  29. będę walczyć o to, mój też był nieświadomy tego. Czyli znaczy że da się to zwalczyć, no to będziemy próbować. Dzięki
    1 point
  30. Dokładnie. Po pewnym czasie zaczynasz się bać, że może się już znudziłaś. Nie jako partner, przyjaciel czy bliska osoba, bo przywiązanie wzrasta z czasem, ale niestety namiętność i pożądanie spadają. To naturalne i niestety naturalne jest tez to że z czasem coraz bardziej się boimy, że jakaś nowość tak mocno zafascynuje naszego pana, że tej fascynacji ulegnie.
    1 point
  31. Wiesz czasami jeszcze warto poczekać. Niekiedy wydawać się może, że ktoś jest jak to określiłaś "maminsynkiem" jednak nie zawsze ów mamusia decyduje o tym, czego np. Twój partner chce. Może być tak, że są po prostu ze sobą aż tak zżyci. U mnie partnerka podobnie myślała, jednak nie otrzymywałem z jej strony zbytniego wsparcia, to odwoływałem się do mamy z problemami. Dopiero na terapii u psychoterapeuta-ionline dowiedziałem się, jak rozmawiać z partnerką, by ta okazała mi potrzebne wsparcie. Też jakoś się zamykałem. Może szczera rozmowa z partnerem na ten temat pomogłaby Ci w podjęciu decyzji lub rozwiązaniu problemu?
    1 point
  32. Witam, Temat jest mi bliski. Przykładowo mi pomagają ćwiczenia polegające na "rozmowie ze sobą", w celu odnalezienia w sobie tej części z niezaspokojonymi potrzebami (na przykład docenienia, bycia zauważonym) i nawiązania z nią emocjonalnego kontaktu. Znalazłam te techniki pod nazwami "praca z wewnętrznym dzieckiem" i "mediacje wewnętrzne". Pozdrawiam
    1 point
  33. Moze partner jest indywidualista, kims kto lubi pobyc w swoim i Twoim towarzystwie. A byc moze sie czegos wstydzi? Badz stresuje? Gdyby nie chcial zapraszac kogos tylko z Twojej strony, byloby inaczej, lecz skoro swoich znajomych tez nie zaprasza, to cos innego jest na rzeczy. Tak ja to widze;) Mysle, ze rozmowa i jeszcze raz rozmowa powinna pomoc.
    1 point
  34. Postaram sie krotko i na temat, aczkolwiek moze to być trudne z racji tego ze codziennie w mojej studni przeszłości odnajduje nowe okoliczności które mnoga mieć znaczenie mojego obecnego życia. Jak wiekszosc na tym forum Moj problem dotyczy związków, miłości, tworzenia relacji. Odkąd sięgam pamięcią, zawsze marzyłam o idealnym związku takim jedynym na cale zycie, ba! z moim pierwszym narzeczonym z którym byłam 5 lat w bardzooooo toksycznym związku chciałam być do końca świata! bo przecież to mój pierwszy chłopak i pierwszy sex, miałam wtedy 22 lata jak on używał wobec mnie aikido, kung fu czy inne dźwignie, przyprowadzał dziewczyny pod nasze drzwi, nadużywał wszystkiego co nielegalne a ja nadal błagałam go żeby spróbować od nowa i być razem na zawsze. Żałosne - wiem, Bogu dzięki ze był na tyle bezduszny i wreszcie mnie zostawił ( a nawet kazał wracać auto stopem do polski z UK ). Oczywiście po roku jak sie odezwał kupiłam mu bilety i zaprosiłam na sylwestra którego zrujnował a 7 miesięcy później pożyczyłam dosc duża kwotę pieniędzy której nie moglam odzyskać przez dłuższy czas. Kilka miesięcy później poznałam chłopaka z moich marzen, przystojny, elokwentny, zawadiaka książkowa historia idealnej miłości, poznaja sie na malej wyspie, 2500 km od miasta w którym mieszkali obok siebie i nigdy wcześniej sie nie poznali!!! przeznaczenie! cud! - to musi być to!!!, zaręczyny po roku na plaży o zachodzie słońca - bajka...ktora szybko przerodziła sie w horror, gość okazał sie notorycznym kłamca, oszustem, bawidamkiem a co do tego nierobem. No ale jak ja juz wejdę w związek to na 100%, wiec walcze, pracuje na rachunki i jedzenie a do znajomych którzy juz patrzą na mnie z politowaniem - uśmiecham sie tak szeroko jak tylko moge a w środku powoli zaczynam umierać, a napewno moje serce. Historia sie powtarza a ja znowu nie potrafię odejść od mojego oprawcy bo nie wyobrażam juz sobie życia bez niego i planuje kolejne lata. Te kolejne lata trwały w sumie 5 lat, 5 lat wyzwisk, klotni, rękoczynów, zdrad, oszustw - w końcu odszedł....i znowu on odszedł, nie ja zostawiłam tyrana tylko on odchodzi a ja sie zbieram do kupy przez kolejne jak sie okazuje kilka lat 😕 Po tym szaleństwie obrazam sie na mężczyzn okrutnie i postanawiam sie bawić, bo przecież najpiękniejsze lata życia spedzialm zamknięta w 4 ścianach gotując, sprzątając, piorąc a w zamian byłam nazywana przeróżnymi epitetami. Jestem wtedy przed trzydziestka i zamierzam wykorzystać ten czas, poznaje nowych ludzi, zmieniam prace, zaczynam podrozowac - wydaje sie ze Moj los sie odwrócił i właśnie tego było mi trzeba uwolnić sie od jakiegokolwiek związku. Jestem szczęśliwa jak nigdy wcześniej, mam bardzo dobrze płatna prace i świetnych przyjaciół i wtedy poznaje Moja kolejna bliznę na sercu, mial być tylko na chwile, na weekend urodzinowy jako rodzaj świeczki do zdmuchnięcia ale wtedy jeszcze nie wiedziałam ze sex jest święty i nie można tak byle jak, z byle kim i byle gdzie. Piękna noc to była, dla mnie miała być tylko ta jedyna - on stwierdził ze sie zakochał i to jest koniec świata!!! na głowie stawał, kwiaty przynosił, na kolacje zabierał, piosenki śpiewał....oszalał a ze ja prosta w obsłudze jestem to jak ktoś jest dla mnie miły i dobry to ja nie potrafię sie nie odwdzięczyć wiec dwie randki później było juz po mnie. Każda godzina bez sms od niego to juz był strach, ze znowu moze cos być nie tak, ze pewnie zdradza albo juz nie chce ze mna być - paranoja. Oczywiście okazało sie ze kocha nie tylko mnie ale i swoja była z która w międzyczasie latał na wakacje tym razem jak sie dowiedziałam - zostawiłam niewiernego ale 3 miesiące nie potrafiłam funkcjonować a przez kolejne 2 lata nie było dnia żebym o nim nie myślała. Rzecz jasna ze dziwnym trafem spotykamy sie w sieci pewnego dnia a on twierdzi ze nigdy w życiu tak za nikim nie tęsknił i ze za tydzień przylatuje sie ze mna zobaczyć, umawiamy sie tylko na kawę i spacer hmmm...który trwa 3 dni. Znowu love - znowu pudło. Wspólne wakacje we Włoszech, roze, kolacje i szum morza... place za wiekszosc i mamy sie rozliczyć po powrocie. On wyjeżdża do polski a ja zostaje w UK ale codziennie piszemy jak bardzo za soba tęsknimy, no coz do dziś sie nie rozliczyliśmy a po kilku miesiącach życzliwa znajoma poinformowała mnie ze Moj ukochany ukrywa przede mną swoja nastoletnia dziewczynę z ogromnymi atrybutami i sztucznymi ustami. Boże - nie masz litości ?! wszyscy nasi wspólni znajomi o tym wiedzieli! bo tylko dla mnie niewidoczne były ich wspólne zdjęcia na portalu społecznościowym, no coz - poprosiłam o zwrot pieniędzy - usłyszałam ze nie ma bo wyjeżdża w podróż dookoła świata i ze w sumie to on nie wie o co ja sie smuce bo przecież nigdy nie ustaliliśmy ze jesteśmy razem :o. Kolejne miesiące w dupie, deprecha, płacz, analizowanie każdego dnia spędzonego razem i szukanie momentu w którym popełniłam blad, ja, ja i jeszcze raz ja! moja wina - przecież to musi być moja wina no ile razy ktoś mnie moje zostawić w taki nieelegancki sposób ?? Nie dostaje odpowiedzi ale zaczynam czytać coraz więcej książek poradników z których wnioskuje, ze moje dzieciństwo to nie do końca rozami było usłane. No w sumie to nie było, Tata od zawsze pil a Mama robiła awantury, najczęściej zamiast zegarka budził mnie krzyk. Oni kłócili sie non stop o byle gówno, przysięgam - nawet deszcz mogl być powodem absolutnej masakry. Mi tez obrywało sie najgorszymi wyzwiskami chociażby za niepozmywane naczynia czy spóźnienie do domu. Wyprowadzając sie od rodziców w wieku 20 lat uświadomiłam sobie ze mam nerwice a na każdy wyższy ton reaguje nerwowo. Nie daj Boże żeby ktoś na mnie krzyknął - wtedy zaczynaja płynąc mi lzy i cala sie w środku trzęsę. Zaczęłam sie zastanawiać kiedy moi rodzice powiedzieli mi cos miłego, pochwalili mnie, byli ze mnie dumni....coz, nie moglam tego wygrzebać ze wspomnień. Od upomnień, zarzutów i zali miałam az wypchane szuflady młodości. Wydaje mi sie, ze moge być tym niedowartościowanym dzieciakiem które myśli ze facet mu zycie ulozy i ze jak juz kogoś poznaje to wszystko będziemy robili razem żebym czuła sie w tym związku jak w bezpiecznym domu rodzinnym, przepełnionym miloscia, którego nigdy nie miałam. W każdym razie nie poddałam sie i tydzień temu poznałam przecudownego chłopaka na portalu randkowym pojechałam do niego na działkę żeby go poznać i okazało sie ze jest jeszcze fajniejszy na żywo niz w internetach!!! Miałam tam pojechać na 2h tylko poznać, pogadać i wrócić ale tak nam sie fajnie rozmawialo ze zostałam 4h, wracając do domu az sama sobie uwagę do lusterka zwracałam, ze co ja sie tak głupio ciesze - wiedziałam ze tam wrócę!!! Zaczął pisać codziennie i zaproponował wspólny projekt składania roweru OESUUUU jak ja sie cieszyłam, umówiliśmy sie na kolejny weekend. Od środy juz przebierałam stopkami nie mogąc sie doczekać spotkania. Napisał ze przyjeżdża z kolega bo ma tam dużo do posprzątania i żebym przyjechała na zwykły relaks za miastem. W dzień wyjazdu od rana juz było cos ze mna nie tak, serce chciało sie z klatki wyrwać, nic nie moglam zjeść i tylko chciało mi sie palic papierosy ( ogólnie nie pale ). W Polowie drogi dostałam pierwszego w moim życiu ataku paniki, musiałam zjechać na pobocze bo nie moglam złapać oddechu, lzy ciekły mi po policzkach i zaczęło mi sie robić ciemno przed oczami. Pomyslalm ze moze to znak żeby tam nie jechać ale z drugiej strony tak bardzo sie cieszyłam na to spotkanie ze powrót do domu nie wchodził w gre. Kiedy dojechałam na miejsce - pierwsze pytanie jakie usłyszałam to czy jestem ok ? bo blado wyglądam, wiec genialna ja postanowiłam otworzyć winko i jak najszybciej sie wyluzować tak jak pomyslałam tak i zrobiłam! 2 lampki i 8 papierosów później nadal czułam jak w środku mnie rozrywa a przecież jest fajnie i milo. Chłopaki rozpalili ognisko, przygotowali leżaki i kolacje a ja dalej przechylam szklankę za szklanka i pale szlugi jeden za drugim trzęsącymi sie rękoma. Final moze być tylko jeden, upijam sie okrutnie i gadam głupoty...to nic, wypijam kieliszek wódki, dostaje mega migrenę a na koniec puszczam największego pawia. Moj luby biega za mna z miska i przynosi mi wodę na co ja zarzucam focha i głupio sie mądruje. Koszmar nie dziewczyna! dziwne ze mnie stamtąd nie wyrzucili w pizdu na pożarcie dzikom. Chociaż patrząc z perspektywy czasu to byłoby chyba najlepsze rozwiazanie tej sytuacji bo po godzinie pani kuku wstaje i zaczyna opowiadać historie ze swojego życia ktore nie powinny ujrzeć światła dziennego a tym bardziej zostać usłyszane przez faceta na którego prawdopodobnie czekałam od dłuższego czasu. Coz, chciałam być fajna a wyszło jak zawsze. Budze sie w czapce, dwóch bluzach i najwieksza dziura w skarpecie jaka moze człowiek zrobić - mysle sobie, ze musiał być dens ale myślenie przerywa mi ohydny kac. Panowie juz wstali i wyglądają jakby wszystko było ok, ja zaczynam sobie przypominać co nieco i szybko w ramach rekompensaty oferuje ze zrobie śniadanie. W międzyczasie Moj love podchodzi i pyta czy chce kawe i czy pamietam o czym rozmawialiśmy .... mowie ze tak...bo tak mi sie wydaje, on kiwa głowa i sie uśmiecha. Po jakiejś godzinie dostaje szklankę wody z magnezem i siły, postanawiam wiec natychmiast sie zebrać w podróż, na predce żegnając sie zawstydzona z amantem - dziękując za super czas i zaproszenie. Wróciłam do domu i napisałam ze nadal czuje sie zle ale stabilnie i raz jeszcze dziękuję i przepraszam - odpowiedz dostaje bardzo zwięzła i sucha a mianowicie " nie wnikaj, co było na działce, zostaje na działce". 3 dni ciszy wiec napisałam od tak - cos tam odpisał, wiec znowu nawiązałam do tego ze strasznie mi głupio i ze dziura w skarpecie moze świadczyć o tym ze czegos nie pamietam i ze mógłby mi przypomnieć bo nie chce żeby przestał mnie lubić. No i cisza...a teraz pytanie...czy ja znowu popadam w jakaś paranoje ? czy to moze być kolejny objaw tego niedopieszczenia ? ze ktoś znowu był dla mnie miły to ja rozum trace i wpadam w to jak śliwka w kompot i zaczynam wyobrażać sobie przyszlosc której nie ma i nie będzie...a moze ja juz najzwyczajniej sie nie nadaje do relacji bo zawsze bede juz wyrzucała cały ten jad i zło mojej przeszłości na kogoś kto mi okaże chociaż odrobine zainteresowania i troski? Proszę mi wybaczyć to opowiadanie ale chyba mi sie troche lżej na sercu zrobilo jak to napisałam!
    1 point
  35. W pełni zgadzam się z turkuciem_podjadkiem: właśnie zaczęłaś coś robić. Myślę, że mogłoby być Ci pomocne odpowiednio dobrane leki (przez psychiatrę) oraz wspomniana terapia. Niestety z NFZ-etu często trzeba długo czekać i można trafić różnie. Z moich doświadczeń, faktycznie zaczynałem notować większą poprawę w momencie kiedy znalazłem świetnego psychiatrę i z jego polecania - terapeutkę. Niestety w obydwu przypadkach najlepszych specjalistów jakich spotkałem, to prywatnie. Jeśli masz możliwość pracy, choćby na pół etatu (oczywiście jeśli będziesz czuła się na siłach), jak nie teraz, to jak skończysz się uczyć, myślę, że mogłabyś o tym pomyśleć. Teraz, jeśli nie masz na to środków, koniecznie zapisz się na konsultację z NFZ-etu: przynajmniej będziesz miała szansę dostać jakąś pomoc farmakologiczną. I jeśli nie zasugeruje tego psychiatra (mam nadzieję, że trafisz na znacznie lepszego/lepszą niż Ci z którymi miałem przyjemność), spróbuj napomknąć o chęci podjęcia terapii (jeśli będziesz miała taką chęć) w moim wypadku było to skierowanie na terapię grupową. Zdecydowanie wolę indywidualną, ale grupa też ma zalety, których nie ma ta pierwsza tzn. poczucie zrozumienia wśród innych ludzi, mających różne problemy, które chcą rozwiązać. Z mojego doświadczenia też mogę powiedzieć, że najlepiej zacząć się leczyć jak najszybciej - ja zignorowałem pogorszenie swojego stanu zdrowia aż moje leczenie psychiatryczne zaczęło się od pobytu w szpitalu psychiatrycznym. Teraz wiem, że mogłem znacznie zmniejszyć szansę takiego obrotu spraw, podejmując wcześniej leczenie.
    1 point
  36. Witaj. W obecnym świecie wygląd ma duże znaczenie, tym bardziej, gdy ideały są promowane wszędzie na każdym kroku, przez co dociera to do szerokiego grona odbiorców. Problem w tym, że ideałów na świecie nie ma, a my popadamy w kompleksy porównując się wiecznie do innych. Kompleksy zaczynają się, gdy sami zaczniemy w nie wierzyć. Prawda jest taka, że każdy z nas jest unikatowy i jedyny w swoim rodzaju, dlatego nie powinniśmy traktować swoich odmienności jako coś złego. Ważne jest podejście. Nie polemizujmy nad tym, kto jest lepszy: wysocy, niscy, chudzi, grubi. Wszyscy jesteśmy równi i w każdym z nas jest coś dobrego. Jesteś jeszcze młody i wiele przed Tobą. Zadbaj o swój charakter, o rozwój osobowości, pasji. Myślę, że jest wiele kobiet, które cenią sobie coś więcej niż wzrost. Może po prostu jeszcze na kogoś takiego nie trafiłeś. Wygląd to pierwsza rzecz, na jaką zwracamy uwagę, jednak jeśli kogoś zainteresujemy swoją osobą, to jego uwaga skupi się na osobowości, a wygląd zewnętrzny zejdzie na drugi plan. Dbaj o swój umysł, a w końcu ktoś doceni Twoją osobowość. Nie myśl stereotypami, nie wszystkie Polki są głupie, jak ktoś to wyżej napisał i sama bynajmniej się za głupią nie uważam, dlatego myślę, że jakaś na pewno Cię doceni. A tak do pomocy, może spróbuj coś poczytać lub znaleźć filmiki na YouTube jakichś specjalistów, którzy dają rady, jak prawidłowo i efektownie nawiązywać relacje. To może Ci bardzo pomóc. Powodzenia!
    1 point
  37. Witaj. Niesatysfakcjonująca praca może sprawić, że będziemy czuć się wypaleni. Dzieje się tak, gdyż nie rozwijamy się, tak jakbyśmy tego chcieli, tkwimy w rutynie i działaniach, które nie przynoszą nam szczęścia. Wszystko to może przenieść się na nasze samopoczucie ogólne, czyli również życie prywatne. Pytanie, co sprawia, że się boisz spróbować czegoś nowego? Może chodzi o poczucie braku stabilności, które wiąże się ze zmianą? Często ludzie zmagają się z problemem strachu przed nowymi rzeczami. Jest to rzecz normalna, gdyż stabilność daje nam spokój i bezpieczeństwo, dzięki czemu nie musimy się o nic martwić. Jednak trzeba pamiętać, że czasami zmiana może być dla nas korzystna. Niestety nie znam dokładnie sytuacji, aczkolwiek myślę, że jakaś praca nad sobą, nad pewnością siebie i nad motywacją może pomóc, gdyż podczas rozwoju swojego wnętrza mamy większe możliwości, co pomaga nam w codziennych czynnościach. Gdy poczujesz się pewniej, wtedy możesz się zastanowić nad zmianą pracy. Jak na razie spróbuj coś zmienić w życiu codziennym.
    1 point
  38. Ja jestem bardzo wrażliwa i zawsze staram się każdego zrozumieć więc gdyby mój chłopak po 2 miesięcznym związku takie coś mi powiedział no to poprostu bym próbowała to zrozumieć ale no każdy jest inny. Lepiej tak niż gdybyś miał ją zdradzać. Kurcze no, jesteśmy tylko ludźmi
    1 point
  39. @z4n3t4 Miewasz koszmary i zaburzenia snu w związku z tym zaczęłaś się bać zasypiania. Odczuwasz objawy lęku przed zasypianiem: problemy z oddychaniem, przyspieszone bicie serca. To są naturalne objawy lęku. Lęk jest bardzo ważną emocją, która ostrzega nas przed zagrożeniem i od razu przygotowuje organizm do ucieczki lub obrony i dlatego przyspiesza nam bicie serca i oddech aby natlenić mięśnie. Wpadłaś w takie błędne koło, że w związku z objawami lęku zaczynasz się ich bać i również boisz się zasnąć. W rezultacie Twój cykl czuwanie-sen (odpoczynek) jest rozregulowany i sen nie jest dobrej jakości. Z tego powodu też możesz odczuwać paraliże senne, które są naturalne ale przy rozregulowanym śnie mogą występować częściej. Jak możesz o siebie zadbać: - ustal stałą godzinę zasypiania - zadbaj wcześniej o wyciszenie, fajny nastrój, np. czytanie przyjemnej książki, słuchanie spokojnej muzyki, relaksacja (znajdziesz wiele przykładów w internecie). Nie korzystaj z laptopów, czytników czy telefonu przed snem bo światło emitowane przez monitory wpływa niekorzystanie na wydzielanie melatoniny - hormonu snu. - zadbaj o ćwiczenia oddechowe przed snem: głębokie wdechy - długie wolne wydechy. To pozwala zwolnić pracę serca - dobrze wywietrz pokój przed snem, spij przy uchylonym/otwartym oknie aby zadbać o dotlenienie. (brak tlenu = koszmary) - nie jeść dużo przed snem ale też nie być głodną - w ciągu dnia możesz stosować ćwiczenia rozciągające typu stretching czy joga Zobacz przez dwa - trzy tygodnie czy to pomaga. Jeśli nie to powinnaś wtedy udać się do lekarza pierwszego kontaktu, który pokieruje Cię dalej. Pozdrawiam, Katarzyna
    1 point
  40. Cześć Temat obszerny i skomplikowany, ale spróbuję najkrócej jak się tylko da. Otóż, wyszłam za mąż za narcyza. Zajęło mi około roku zanim w ogóle odkryłam, co jest nie tak z naszym małżeństwem. Pomogła mi moja dziennikarska ciekawość i zamiłowanie do psychologii. Zaczęłam szukać w Internecie, czytać setki artykułów, słuchać dziesiątek audycji (gł. w j. angielskim) i przede wszystkim powróciłam do ufania własnej intuicji. Działy się rzeczy dziwne, niepokojące i bardzo mocno wykraczające poza to, co oczekiwałam w związku, w małżeństwie... Miałam pewność, że to nie jest "docieranie się". Po ok. 2,5 roku miałam tak serdecznie dosyć naszego toksycznego układu, w którym on był czcigodnym biorcą a ja miłosiernym dawcą, że postanowiłam to zakończyć. Powiedziałam mu, że albo idziemy na natychmiastową i długoterminową terapię albo bierzemy rozwód. Stwierdził, że chce rozwodu. Dałam mu 2 tygodnie na wyprowadzkę. Z wielkim wyrzutem wyprowadził się. Mieliśmy spotkać się po miesiącu by zdecydować jak widzimy sprawę rozwodu i czy faktycznie tego chcemy, W tym czasie czułam się tak dobrze psychicznie i fizycznie jak nigdy przez ostatnie 3 lata. Niemal z dnia na dzień wstąpił we mnie spokój, radość, energia... W tym czasie pogodziłam się z tym, że to koniec. I cieszyłam się. W okolicach Wielkanocy, czyli po ok 2 miesiącach od rozstania mąż zaprosił mnie do swojego nowego mieszkania. Stwierdził, że tęskni i że jednak chce powrotu. Uświadomił sobie kilka rzeczy i widzi, że musimy pracować nad związkiem. Dodam tylko, że stworzył całą listę, co jemu nie pasowało we mnie i co bym musiała zmienić. Ze swojej strony stwierdził, że musiał by w końcu pomagać mi choć trochę w domu (nie robił NAPRAWDĘ NIC). Jakoś pod wpływem chwili poszliśmy ze sobą do łóżka. Po tym zaczął jeszcze bardziej pisać do mnie w stylu: "kocham cię, wróćmy do siebie, chcę ratować małżeństwo". Kilka dni później odkryłam, że w tym czasie, gdy to wszystko mi mówił spotkał się z inną na seks. Przyznał się. Ale do teraz twierdzi, że ostatecznie do niczego nie doszło... Heh. Po tym wyznaniu po raz pierwszy usłyszałam od niego, że widzi, że ma zaburzenia psychiczne i chce się leczyć. Od tamtej pory jeszcze bardziej pisze do mnie błagając o kolejną szansę. Z obietnicą zapisania się na swoją i naszą wspólną terapię. Heh... Podoba mi się, że WRESZCIE sam przyznaje się do swojego zaburzenia. Że wreszcie jest szczery. I chce coś zmienić na poważnie. No właśnie - czy to jednak jest na poważnie? Czy dać mu tą szansę? Przyznam, że bardzo cholernie się boję. Mam swoje przeczucia. A jednak tak trudno jest mi być zimną suką, która facetowi nie da szansy. Czy ktoś ma doświadczenie bycia z narcyzem, który faktycznie się zmienił na dobre? Jak to wyglądało? Ile to trwało? Dzięki! Dobrego dnia.
    1 point
  41. @Marek19 to, że piszesz na forum oznacza, że może nadszedł ten moment abyś nie tłumił w sobie uczuć związanych z trudnymi doświadczeniami z dzieciństwa tylko podzielił się nimi z lekarzem oraz terapeutą. Najszybciej pomoc znajdziesz w poradniach leczenia uzależnienia i współuzależnienia, które prowadzą terapię dla osób DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików). Będziesz miał możliwość przyjrzenia się swoim doświadczeniom, przekonaniom i schematom zachowania, które kiedyś pomagały Ci przetrwać trudne sytuacje ale obecnie w Twoim młodym-dorosłym życiu zaczynają Ci przeszkadzać. Listę placówek znajdziesz tu https://www.parpa.pl/index.php/placowki-lecznictwa W poradni spotkasz się z lekarzem psychiatrą i terapeutą, którzy kompleksowo przyjrzą się Twoim trudnościom i zaproponują terapię. Wizyty i terapia w poradniach i ośrodkach są za darmo - wystarczy zadzwonić i umówić się, nie musisz mieć skierowania. Piszesz, że zaczynasz dostrzegać, ze alkohol "pomaga' Ci "czuć się dobrze ze sobą" - to pułapka, pierwszy krok do uzależnienia. Alkohol na chwilę daje wrażenia odcięcia się od problemów ale na trzeźwo one wracają. Alkohol to działanie ucieczkowe a do tego destrukcyjne. Zresztą na przykładzie ojca wiesz do czego prowadzi - braku stabilizacji emocjonalnej. Daj sobie szansę nauczyć się radzić z emocjami i problemami w konstruktywny sposób dlatego zgłoś się do poradni. Pozdrawiam, Katarzyna
    1 point
  42. Odpowiem takim dowcipem: Ilu psychiatrów potrzeba, żeby zmienić żarówkę? Wystarczy jeden... Ale to bardzo dużo kosztuje, zabiera dużo czasu i żarówka musi chcieć się zmienić. Z jakim problemem dziewczyna wybrała się do psychologa? Wygląda na to, że coś chce w sobie zmienić. Tylko bardzo możliwe, że ten jej psycholog jest jakiś trefny. Moim zdaniem nie warto Hmm... może zdaj się na intuicję? Pomedytuj nad tym, przyjrzyj się sytuacji z dystansu, zaufaj sobie. Ubieranie się kobieco nie jest domeną dziwek, bo gdyby tak było, większość kobiet należałoby uznać za dziwki. Natomiast wymaganie od kobiety czegoś, na co nie ma ochoty, można chyba uznać za małe przewinienie. Według mnie Twoja dziewczyna ma ewidentny problem z seksualnością, wyniesiony z doświadczeń z dzieciństwa. Mogła to być np. jakaś forma molestowania przez kogoś z rodziny albo emocjonalnego odrzucenia przez ojca. Problemy dziewczyny są oczywiste, ale Tobie poradziłbym zająć się lękiem przed samotnością, bo to on najbardziej Cię paraliżuje i przejmuje kontrolę. Być z kimś tylko ze strachu przed samotnością jest bardzo złym rozwiązaniem. Myślę, że gdybyś czuł się szczęśliwy sam ze sobą, zakończyłbyś już ten problematyczny związek.
    1 point
  43. Pani Lidko! Gdy przychodzi cierpienie, próbujemy je zrozumieć, wyjaśnić, znaleźć przyczynę. To zupełnie naturalne. Pani intensywnie szuka przyczyny medycznej i to jest słuszne podejście. Ale z bezradności zarówno Pani, jak i teściowa, próbujecie szukać winnego, a najłatwiej wskazać na Panią. Jest skutek - choroba syna, więc musi być przyczyna lub winny - trafia na Panią. Nie jest Pani winna choroby syna. Matkom-lekarkom też chorują dzieci, one też nie wszystkiemu są w stanie zaradzić. Skoro lekarze nie potrafią znaleźć przyczyny, tzn. że Pani tu nie zawiniła. Warto rozważyć wsparcie psychologa dla Pani i dla syna - choćby po to, aby znaleźć w sobie siły do dalszych konsultacji medycznych oraz do przeciwstawiania się krzywdzącym osądom teściowej. Pozdrawiam serdecznie Maja Łoś
    1 point
  44. Dzień dobry, Pana dzieciństwo, relacje w rodzinie, sposób wychowania na pewno wpłynęły na Pana myślenie o sobie i postrzeganie siebie. Nie miał Pan możliwości rozwijania konstruktywnych relacji interpersonalnych ani poznania siebie bo jak rozumiem Pana potrzeby i pragnienia były tłumione i ignorowane. Doświadczył Pan przemocy psychicznej i fizycznej co wpływa negatywnie na Pana poczucie własnej wartości. Poprzez to, że rodzice "sterowali" Pana myśleniem, mówili co Pan może a czego nie może doświadczać i jak Pan powinien się czuć nie wykształcił Pan swojego "kompasu" rozumianego jako wartości czy kryteria zachowania. Próbuje Pan znaleźć tę wiedzę w książkach, poznać siebie poprzez literaturę, szuka Pan swoich wad i chce je eliminować. To jest oczywiście jedno ze źródeł wiedzy o sobie. Drugie - nie mniej ważne to przyjrzenie się sobie i swoim emocjom oraz potrzebom i pragnieniom. Może się Pan zastanowić czy w Pana życiu jest więcej "powinienem i muszę" czy "chcę". "chcę" jest moje a "powinienem i muszę" to narzucone z zewnątrz. Tak się zastanawiam czy wyznaczył Pan sobie jakieś kryteria, kiedy Pan będzie mógł sobie powiedzieć "ok, już wiem wystarczająco dużo o sobie"? Tak jak Pan napisał - literatury, podkastów jest całe mnóstwo i można wpaść w pułapkę ciągłego doszkalania się i szukania siebie bez końca. Na przykład pisze Pan, że rozpoznał Pan w swoim zachowaniu "stosowanie strategii ukrytych oczekiwań" - czy po tym doświadczeniu Pan tego nie robi i już komunikuje jasno swoje oczekiwania? Bo to mogło by być jedno z kryteriów Pana zmiany zachowania w relacjach z innymi a także poznania siebie: "nie komunikowałem swoich potrzeb a teraz komunikuję". Nie wiem czy zauważa Pan jakie ma Pan mocne strony i umiejętności i co Pan realizuje w życiu. Napisał Pan na przykład: "najgorsze, że przypadkiem zostałem głównym organizatorem i koordynuję zdalnie innymi ludźmi, nie wiem, czy powinienem mieć takie stanowisko, zważywszy na mój stan psychiczny." Jak Pan radzi sobie z koordynacją? Czy czasem nie stawia Pan sobie sam barier myśląc "no, ja przecież do tego się nie nadaję, więc zrobię to źle albo nie podołam". A jak jest w rzeczywistości? Zmierzam do tego, że wykonuje Pan ogromną i potrzebną pracę w obszarze teorii i jestem ciekawa czy sprawdza Pan to czego Pan się dowiedział w praktyce? Jeśli tak, to jest Pan na dobrej drodze do zbudowania oparcia w sobie. Jeśli nie to zachęcam to sprawdzenia wiedzy w działaniu i przyjrzenia się swoim reakcjom. Pozdrawiam, Katarzyna
    1 point
  45. Jestem kobietą, mam 33 lata. Nie posiadam własnych dzieci. Jako studentka pomagałam mojej siostrze w opiekowaniu się jej dziećmi. Aktualnie mam z nimi bardzo bliski kontakt. Od 3 lat obserwuję, że moja najmłodsza siostrzenica (9lat) nie rozwija się prawidłowo. Jako 2-4 latka była bardzo bystra i kontaktowa. Miała swoje zdanie, potrafiła je wyrażać. Manualnie również rozwijała się prawidłowo. Gdy osiągnęła wiek 6 lat zaczęły się moje obawy. Traciła równowagę, nie potrafiła utrzymać rozmowy, nie potrafi ustać na jednej nóżce. Nie ma takiego obiadu przy którym nie wyleje na siebie zupy, nie ma spaceru na którym się nie przewróci ani rysunku, który zostanie skończony. Taka sytuacja utrzymuje się do dziś. Lata mijają lecz ona się nie zmienia, nie rozwija się. Jak jestem u nich w gościach to ciągle jest do mnie przytulona. Nie potrafi wyrazić myśli, ma tendencję do mówienia w kółko tego samego, jakby nie pamiętała, że już coś powiedziała. Mówi nieskładnie, nie potrafi się skupić, moczy się w łóżku. Dzieci w szkole się z niej śmieją ale ona zdaję się tego nawet nie rozumieć, więc się tym nie przejmuje. Oceny ma słabe ale nauczyciele ją jakoś "przepychają". Mam wrażenie, że żyje w swoim świecie. Ogromnie się o nią martwię. Moja siostra i jej mąż twierdzą, że wszystko jest w porządku, że jest trochę mniej zdolna od pozostałych dzieci i to wszystko. Zbywają temat. Nie dają sobie nic powiedzieć. Są zabiegani, mają 4 dzieci, nie mają zbyt wielu czasu. Ja natomiast mieszkam daleko od nich (300km) i również mam swoje sprawy. Jednak ciągle mam to dziecko na sumieniu. Boję się, że być może teraz można coś zrobić a za kilka lat będzie za późno. Czy ja mogę coś zrobić? Jestem tylko ciotką. Bardzo mi zależy aby moja siostrzenica była zdrowa i aby miała w przyszłości pełen wachlarz możliwości. Jeśli bagatelizowanie sprawy odbije się na jej życiu będę miała ogromną pretensję do siebie, że nic nie zrobiłam. Problem nie jest zauważany tylko przeze mnie. Rodzice z obojgu stron również się martwią ale boją się zwracać uwagę "młodym". Męczy mnie ten problem i czuję bezradną złość na tę sytuację. Bardzo proszę o jakieś wskazówki, może inny punkt widzenia tej sytuacji. Z góry bardzo dziękuję za każdą odpowiedź.
    1 point
  46. @Aniaanna opisujesz tutaj zjawisko coraz częściej spotykane, od kiedy rozwinęły się znajomości internetowe (czaty, fora dyskusyjne, portale). Bywa znane jako ghosting, catfishing, albo caspering- pojawianie się i znikanie bez słowa, powroty po długim czasie, podszywanie się pod kogoś i tworzenie "związków" opartych na fałszywej tożsamości lub bez ujawniania tożsamości- jak duch. Dziś jest nam stosunkowo łatwo nawiązać znajomość przez internet, ponieważ brak realnego kontaktu, możliwosć ukrycia się za avatarami, pisanymi wiadomościami pozwala nam wykreować siebie na taką osobę, jaką chcielibyśmy być i jednoczesnie odbierać rozmówcę w ten sam sposób- idealizując go zgodnie z naszymi potrzebami. Jeśli piszesz z kimś od 5 lat, a ta osoba nigdy się z Tobą na żywo nie spotkała, jeśli Cię okłamuje, znęca się nad Tobą emocjonalnie pisząc o obecności innych kobiet, a Tobie nadal odmawia spotkania, to warto zastanowić się, na czym tak naprawdę polega wasza znajomość? Czy miłość jest tutaj adekwatną emocją, opartą na faktach? Czy kochasz realną osobę, czy swoje wyobrażenie o tym człowieku i to, jakie potrzeby w Tobie zaspokaja taki "związek"? Jak ta znajomość będzie wyglądała za kolejne 5 lat? Co tracisz, kiedy poświęcasz swój czas na kochanie takiej osoby? A czy coś dzięki temu zyskujesz? A dlaczego on do Ciebie pisze i to wszystko robi? Bo może. Bo mu odpisujesz. Bo zostawiasz otwartą furtkę do kontaktu. Jesli zablokujesz mu te możliwości, nie będzie mógł do Ciebie pisać, nękać Cię, wywoływać w Tobie emocji, których nie chcesz. Wiele kobiet mówi w tym miejscu, że nie, nie da się, że nie mogą zablokować, że nie przeżyją, że będą cierpieć i rozmyślać.... a jak już się zdecydują na ten krok, odetną się raz na zawsze od takiej znajomości, wykasują wszystkie smsy i wiadomości, zrobią porządek w telefonie, to mówią "ach, jaka ulga, dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej" i zaczynają żyć własnym życiem z obecnością REALNYCH ludzi. Bo miłość i kochanie się, to nie wymiana smsów od 6 rano, ale wspólne dzielenie czasu, życia, planów, obecność, wspieranie się, zaufanie i bezpieczeństwo. Miłość to intymność, namiętność i zaanagażowanie, które wymagają fizycznej obecności drugiego człowieka. Jeśli ktoś przez 5 lat pisze do Ciebie wiadomości, ale nie może się spotkać, to nie ma mowy o zbudowaniu satysfakcjonującego związku, opartego na szczerości i zaufaniu. Pozdrawiam serdecznie
    1 point
  47. Drogi Nutella. Rozwiązanie Twojego problemu jest bardzo proste ale na początku będzie dla Ciebie pewnie dość trudne. Musisz: 1. Doprowadzić swój organizm do zmęczenia, nie zrobisz tego siedząc na dupie w domu. 2. Zacząć jeść przed snem lekko strawne potrawy, które nie będą powodowały, wzdec, bólów brzucha itp. 3. Polecam! spróbować zacząć brać przed snem Melatonine. Jak sam widzisz masz wiele rozwiązań, ale podstawą dobrego zasypiania i dobrego snu jest, dobrze i produktywnie spędzony dzień, który sprawi że na koniec masz tylko ochotę i siłę na to , żeby położyć się w swoim własnym ciepłym łóżku. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
    1 point
  48. Odrzuć dogmaty religijne, a moralność zapewniam Cię nie jest zależna od wyznania. Jeśli nie masz dzieci to nic Cię nie trzyma z tą kobietą. Jeśli nie można się z kimś dogadać to nie ma sensu męczyć się dalej. Ja na Twoim miejscu odpuściłbym sobie, nie warto tracić zdrowia dla kogoś takiego. Możesz się nie zgadzać ze mną, ale to moja obiektywna opinia
    1 point

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.