Skocz do zawartości

Tablica liderów


Popularna zawartość

Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją od 21.07.2018 we wszystkich miejscach

  1. 4 punkty
    Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  2. 2 punkty
    Zdecydowałem się na odpowiedź w formie podcastu
  3. 2 punkty
    Witaj kochana 😉 Poprośmy pana Rafała o wypowiedz, bardzo mnie zaintrygował Twój post. @psycholog Rafał Olszak bardzo proszę o wyczerpującą wypowiedź 😃
  4. 2 punkty
    Twoja partnerka działa bez skrupułów, nie łączy jej z Tobą nawet sentyment.. niestety tak to widzę. Dowodów przeciwko niej nie musisz wykorzystywać bez powodu,ale widać wyraznie że ona z Toba jest tylko dla korzysci jakie z tego czerpie wiec jesli odetniesz ja od zrodelka to moze sie zezloscic i uzyc dziecka jako karta przetargowa, po zlosci np chcac ograniczyc Ci kontakt z nim jesli zdecydujesz sie na rozwod.. wiec lepiej sie jakos zabezpieczyc, bo sam przyznasz ze wzorem cnot i swietosci to ona nie jest 😉
  5. 2 punkty
    Ja prawie rok temu dokonałem takiej zmiany i po części wyszedłem na tym dobrze, po prostu się spakowałem i wyprowadziłem. Wszystko niby okej, praca, stanąłem na nogi, choć ze znajomymi też tutaj nie mam najlepiej. Zanim podjąłem taką decyzje, przeanalizowałem wszystko, sprawdziłem oferty pracy w nowym miejscu, wypisałem sobie za i przeciw itd. Przede wszystkim nie warto podejmować takich decyzji zbyt pochopnie.
  6. 2 punkty
    Nie, nie da się. Bo ona MUSI myć okna i MUSI gotować obiad. Bo przecież zamówienie pizzy przez telefon, którą i mąż i dziecko pewnie przedkładają nad przeklętego schabowego z mizerią, zrujnowałoby heroiczny wizerunek matki-polki, która nawet jak idzie na spacer, to musi sobie do reklamówki wrzucić dwie cegły, żeby czasem ktoś nie pomyślał, że nie jest najbardziej umęczoną na świecie istotą. Bo jak przy JEDNYM dziecku i normalnym domu nie wyrabia i nie ma na nic czasu, to przecież nie podda się refleksji, że może coś jednak jest mocno nie tak z jej wyobrażeniem tzw. 'obowiązków', bo kilkaset milionów kobiet na świecie w takiej samej sytuacji jakoś funkcjonuje i to nieźle. Nie. Dużo łatwiej i wygodniej ściągać innych, którzy mają czelność przedkładać własne szczęście ponad blask kibla, do poziomu własnego samo-umęczenia. Większa satysfakcja.
  7. 2 punkty
    Pana wpis jest niezmiernie przejmujący. Przedstawia Pan obraz świata, przyszłości i siebie w samych czarnych barwach. To objawy silnie obniżone nastroju - depresji. Rzeczywistość, którą Pan opisuje to Pana własne, subiektywne spojrzenie na sytuację. Miały na to wpływ Pana trudne doświadczenia życiowe. Wybudował Pan mur z przekonań, które niekoniecznie są prawdziwe. Nie chce Pan albo nie potrafi uwierzyć, że może być inaczej, lepiej, że może Pan realizować swoje marzenia. Chociaż!...Napisał Pan: "Chcę czegoś innego, ale nie wiem jak to zdobyć," więc ma Pan cel. Jak go zrealizować? Najpierw niech Pan zadba o o siebie. Czy myślał Pan o sobie jako o największej wartości dla samego siebie, o tym, że dla siebie warto żyć? A następnie: - niech Pan jak najszybciej zgłosi się do lekarza psychiatry i zastosuje farmakoterapię. Leki "zatamują krwawienie" (Jeśli myśli samobójcze u Pana będą się nasilały proszę niezwłocznie zadzwonić pod numer 112 ) - niech Pan podejmie psychoterapię - to będzie "zmiana opatrunku" aby rany mogły się zagoić. Wtedy będzie Panu łatwiej dostrzec wokół siebie możliwości realizacji swoich marzeń. Katarzyna
  8. 2 punkty
    Z pewnością dzieje się coś o czym powinnaś porozmawiać ze specjalistą. Na spotkanie z psychologiem nie przygotowuj się jakoś specjalnie i się nie bój. Po prostu nie ukrywaj nic z czym Ci źle i mów szczerze. Wiem, że teraz wydaje Ci się to nie do przeskoczenia ale jeśli zasięgniesz pomocy wszystko może się zmienić. Życzę Ci powodzenia
  9. 2 punkty
    Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się doświadczyć lęku w sytuacjach społecznych, takich jak publiczne przemawianie, rozmowa o pracę czy spotkanie w gronie nieznajomych? Prawdopodobnie odpowiedź brzmi twierdząco, ponieważ większość ludzi ma w swoim życiu wiele takich doświadczeń. Lęk jest emocją z punktu widzenia ewolucyjnego potrzebną, mobilizującą organizm do działania zgodnie z mechanizmem „uciekaj albo walcz“. Czasem jednak dzieje się tak, że nadmierny lęk uniemożliwia normalne funkcjonowanie czy też staje się przyczyną rozwoju innych zaburzeń psychicznych. Jeśli w pierwszym akapicie zostało zaznaczone, że większość ludzi w pewnych sytuacjach odczuwa napięcie czy zdenerwowanie w interakcjach z innymi to kiedy możemy mówić o normie, a kiedy o zaburzeniu? Po pierwsze lęk społeczny to nie kategoria czarno-biała, a raczej kontinuum. Wszyscy przeżywają pewien poziom lęku, jednak zazwyczaj nie uniemożliwia on im realizowania podstawowych ról życiowych. Przyjrzyjmy się definicji lęku społęcznego zasięgniętej z podręcznika diagnostycznego DSM V: „Nadmierny lęk towarzyszy sytuacjom, w których inni mogą uważnie obserwować pacjenta - przemawianiu lub występowaniu przed publicznością, jedzeniu lub piciu w miejscach publicznych, pisaniu w obecności innych. Ponieważ czynności te niemal zawsze wywołują nieproporcjonalny strach przed zażenowaniem lub odrzuceniem społecznym, pacjent unika tych sytuacji lub znosi je z wielkim lękiem." Jak zostało podkreślone w definicji człowiek radzi sobie z owym lękiem na dwa sposoby albo zupełnie unika sytuacji wywołujących strach, albo próbuje w nich uczestniczyć ponosząc wysokie koszty emocjonalne. Strategia unikania zazwyczaj niesie ze sobą okrutne konsekwencje, osoba boi się uczestniczyć w coraz szerszej gamie sytuacji, z czasem wycofuje się z życia społecznego. Jedna i druga strategie powoduje cierpienie. Lęk społeczny pojawia się najczęściej podczas wczesnego dzieciństwa lub okresu dojrzewania i zwykle ma charakter chroniczny. Niestety większość osób z zaburzeniem lęku społecznego nie zgłasza się na terapię, dopóki nie rozwinie się dodatkowe zaburzenie (Schneider i in., 1992). Sytuacja ta najczęściej dotyczy kobiet na co mają wpływ uwarunkowania kulturowe, „nieśmiałe„ kobiety są bardziej akceptowane społecznie niż mężczyźni. Około 70%-80% osób z lękiem społecznym spełnia kryteria dodatkowych diagnoz i w większości przypadków lęk społeczny poprzedza pojawienie się tych dodatkowych dolegliwości. Najczęściej z lękiem społecznym współwystępuje: fobia, depresja oraz uzależnienie od alkoholu. Nasuwa się pytanie, czy można się z lękiem społecznym uporać? Terapia poznawczo-behawioralna skutecznie wspiera osoby, które chciałyby uporać się z nadmiernym lękiem. Terapia polega na psychoedukacji – dostarczeniu pacjentowi podstawowych informacji o lęku, zrozumieniu jego natury, samoobeserwacji – obserwowaniu lęku i sytuacji, w których się pojawia, nauce umiejętności relaksacji – poprzez odpowiednie techniki relaksacyjne, pracy poznawczej – identyfikowaniu myśli i przekonań oraz ekspozycji – angażowanie pacjenta w sytuacje, w których nauczy się stawiać czoła lękowi. Celem tego artykułu było zwrócenie uwagi na fakt, że badania oraz praktyka psychologiczna udowadniają, że lęk społeczny często leży u podłoża rozwoju innych zaburzeń psychicznych oraz przyczynia się do ponoszenia bardzo dużych kosztów emocjonalnych. Dlatego właśnie warto podejmować rękawicę poprzez pracę z nim, zamiast zakładania, że „taka moja uroda, że się stresuję“, czy też unikania licznych sytuacji społecznych (np. rezygnowania z awansu, gdy nowe stanowisko wymaga większej ekspozycji społecznej lub przeżywanie cierpienia z powodu samotności, która wynika z tego, że osoba z powodu silnego leku nie angażuje się w nowe znajomości). Bibliografia: Hope D., R. Heimerg, C. Turk Terapia lęku społecznego. Przewodnik terapeuty, Alliance Press Gdynia 2007.
  10. 2 punkty
    Pani Marleno, zgłasza Pani niepokojące objawy: - bardzo obniżony nastrój - brak akceptacji siebie - zaburzenie odżywiania i nadwagę - nie radzenie sobie z emocjami - izolację od innych osób Pisze też Pani, że postanowiła się Pani leczyć. To postanowienie to pierwszy, ważny krok aby zmieniła Pani swoje życie. Najpierw powinna Pani skierować do lekarzy: endokrynologa aby zbadał tarczycę pod względem chorób, które mogą powodować objawy o których Pani pisze w tym również przyczyniać się do otyłości. W drugiej kolejności do psychiatry, żeby pomógł Pani ustabilizować Pani nastrój. Następnie proszę się skontaktować z terapeutą, najlepiej ze specjalistą psychodietetykiem. Psychodietetyk to psycholog, który specjalizuje się w pracy z osobami z zaburzeniami odżywiania. Terapia pomoże Pani zrozumieć i polubić siebie, wypracować nowe nawyki żywieniowe, a także nauczyć się innych sposobów radzenia sobie z emocjami. W ten sposób "ogarnie" Pani swoje życie, a nawet będzie Pani mogła żyć pełnią życia i cieszyć się tym. Terapia może odbywać się on-line. Zapraszam, Katarzyna
  11. 2 punkty
    Kobiety kochające za bardzo, podatne na zranienie Postanowiłem zgłębiać temat „kochania za bardzo”, które nazywam podatnością na zranienie, ponieważ niemal każdego dnia pracy jako psycholog jestem świadkiem tego, jakie ten problem wywołuje u kobiet cierpienie. Jako że posiadam cztery siostry, na los kobiet jestem szczególnie uwrażliwiony. Nie bez znaczenia jest również to, że – wychowywany jako mężczyzna i wśród mężczyzn, oraz pracując z mężczyznami jako psychoterapeuta – jestem w stanie zwracać kobietom uwagę na pewne niezrozumiałe dla nich mechanizmy i wyjaśniać męskie zachowania. Z relacji klientek wynika, że zdarza mi się robić to lepiej od – z pewnością nie gorzej wykwalifikowanych – koleżanek po fachu, psychoterapeutek. Na podstawie obserwacji klinicznych oraz analizy literatury o „kochaniu za bardzo” i relacyjnym zaburzeniu obsesyjno-kompulsyjnym dochodzę do wniosku, że jedną z cech podatności na zranienie jest u niektórych kobiet wyraźna dyspozycja do odczuwania pewnych przejawów zakochania niejako przedwcześnie i bez adekwatnych przesłanek, albo poniewczasie, to jest po faktycznym zakończeniu związku. W pierwszym wypadku zakłócony zostaje proces tworzenia więzi, a w drugim utrudnione jest przeżywanie „żałoby” po rozstaniu i pogodzenie z tym, iż relacja przeszła do historii. Jestem zdania, że odpowiada za to między innymi fakt posiadania ogromnej konstelacji rozległych przemyśleń na temat własnych relacji z mężczyznami i dysponowania niebywałą ilością wyobrażeń o idealnym związku, które powstały między innymi z powodu braku dobrych wzorców w rodzinie pochodzenia. Gdy pojawia się potencjalnie spełniający pewne kryteria kandydat kobieta odczuwa wobec niego magnetyczne przyciąganie, bo uruchamia się w niej proces fantazjowania. Im bardziej jest on niedostępny, im mniej szczodry emocjonalnie, tym większe pole do popisu dla wyobraźni. Fantazjowanie powoduje, że kobieta „ścina zakręty” i wybiega naprzód obsadzając partnera w pewnych rolach do końca jeszcze nie wiedząc, czy on się do nich tak naprawdę nadaje, a nawet czy ich chce. Kobieta, mówiąc metaforycznie, zadurza się we własnych wyobrażeniach, a w skrajnym wypadku jej nastrój staje się ich zakładnikiem. Fantazjowanie powoduje też, że kandydat niedostępny nadal może jawić się jako odpowiedni, choć de facto nie jest zainteresowany zaangażowaniem, bo nie jest na to jeszcze gotowy albo nawet już odszedł lub wręcz nigdy nie okazywał otwartości na związek. Czasami obecny skądinąd partner czuje się nieswojo, ma wrażenie, że nie jest darzony autentycznym uczuciem, gdyż kobieta kocha raczej własne o nim wyobrażenie, i w efekcie mężczyzna ten zaczyna się wycofywać, co ostatecznie może prowadzić do rozpadu relacji. Niekiedy to kobieta odczuwa wzmożony lęk przed bliskością, czyli niezrozumiały niepokój, który skłania ją do sabotowania relacji, gdyż po bliższym poznaniu okazuje się, iż partner naprawdę daleko odbiega od wciąż żywych wyobrażeń o idealnym związku. Niektóre kobiety podatne na zranienie przeżywają pasmo nieudanych związków, inne tkwią latami w toksycznej relacji, ale są i takie, które kurczowo trzymając się własnych wyobrażeń żyją w samotności, bo rzeczywistość nie jest w stanie sprostać wynikającym z tych wizji oczekiwaniom. Kobiety podatne na zranienie częstokroć mają za sobą niełatwe przejścia w dzieciństwie i wczesnej dorosłości albo specyficzną relację z rodzicami, zwłaszcza mamą. Doświadczenia te niejako zmuszały do odcinania się od własnych negatywnych stanów emocjonalnych, które były wówczas trudne do zniesienia, bo młody człowiek bez właściwego wsparcia nie jest w stanie tak dobrze sobie radzić, jak osoba dorosła posiadająca odpowiednie umiejętności. Treningu tych umiejętności też nierzadko brakowało, bo rodzice swoją postawą raczej dawali złe lekcje na temat emocji. W następstwie tego stanu rzeczy kobieta podatna na zranienie ma zwiększoną tolerancję na trudne sytuacje – znosi więcej, lekceważy sygnały ostrzegawcze lub nie czerpie informacji ze swoich negatywnych emocji trzymając je na dystans, traktując jako niepożądane, zbędne. Traci przez to bezcenne źródło informacji o sobie, własnych potrzebach i związkach z innymi ludźmi. Problemy składające się na „kochanie za bardzo” zwykle współwystępują z innymi czynnikami utrudniającymi prawidłowe funkcjonowanie w związku, jak na przykład nie wymienione wyżej następstwa wynikające z dysfunkcji w rodzinie pochodzenia, lękowy styl przywiązania czy niskie poczucie własnej wartości. Co to znaczy kobieta podatna na zranienie Łatwo przyjąć interpretację jakoby źródłem wszelkiego cierpienia był ktoś z zewnątrz. Liczne poradniki dla kobiet poświęcone są rozległym opisom tego, na jakich mężczyzn należy uważać, jakie ci faceci stosują chwyty. Jeśli jednak kobieta raz za razem wchodzi w związki, które w ostatecznym rozrachunku ją ranią, to czy rzeczywiście wina leży wyłącznie po stronie partnerów? Czyżby był to fatalny zbieg okoliczności? Absolutnie nie wybielając mężczyzn, którzy naprawdę bywają bezwzględni w dążeniu do osiągania własnych celów w kontaktach z kobietami, mimo wszystko zauważyć należy, iż raczej mało prawdopodobnym jest, żeby powtarzająca się historia była powodowana tylko przez nich. Możliwe, że to kwestia podatności na zranienie czyli skłonności do angażowania się w raniące związki z nieodpowiednimi partnerami i nie wyplątywanie się z takich znajomości, gdy pojawiają się istotne ku temu przesłanki. Podatność na zranienie nie jest kwestią niefortunnego zrządzenia losu, lecz specyficznych mechanizmów, które sterując kobietą, skłaniają ją do wchodzenia w źle rokujące relacje, lekceważenia sygnałów ostrzegawczych i nie wychodzenia z takich związków w porę - niekiedy nawet wtedy, gdy staną się już ewidentnie toksyczne. W większości wypadków nie jest to na szczęście kwestia masochistycznego czy zależnego zaburzenia osobowości. To raczej zbiór tendencji, które mają swoje korzenie we wczesnych doświadczeniach z dzieciństwa i w okresie dorastania (relacje z rodzicami, a zwłaszcza więź z mamą, deprywacja emocjonalna, wychowywanie się w rodzinie alkoholowej bądź dysfunkcyjnej czyli bycie DDA albo DDD). Zazwyczaj nie jest to dla kobiet łatwe, a czasami okazuje się niezwykle trudne i bolesne, ale jeśli sytuacja ma ulec pozytywnej, nieprzypadkowej, trwałej zmianie, to konieczne jest krytyczne i szczere przyjrzenie się własnemu wkładowi w historię raniących związków. Relacje nie tworzą się same – każde z partnerów ma w nich swój udział. Bynajmniej nie chodzi o to, by brać na siebie całą winę lub dla przykładu odpowiedzialność za przemoc albo nielojalność partnera, lecz o to, by w najwyższym stopniu ograniczyć możliwość powtórzenia się raniącego scenariusza w przyszłości. Tendencje te, składające się na schemat osobisty, najprawdopodobniej zostały dodatkowo wzmocnione przez inne czynniki w życiu dorosłym. Na przykład wielu psychologów jest zgodnych, że nie jest bez winy romantyczna wizja związków, którą nasiąkają zwłaszcza kobiety. W popularnych baśniach, filmach, utworach muzycznych miłość prezentowana jest jako siła, która pozwala wszystko przetrwać, znieść, ze wszystkim uporać się. Siła, mająca wręcz moc uzdrawiania, a raczej naprawiania partnera, odczarowywania żaby z powrotem w księcia. Tymczasem realnie w związkach niezbędne są granice, asertywność, zdrowa dawka miłości własnej i troski o siebie, pewna symetria, co ze zrozumiałych względów stoi w sprzeczności z wizją ogromnego poświęcania się w imię miłości - dla dobra związku, dzieci lub innych ideałów stawianych wyżej, niż własny dobrostan. Inne czynniki kulturowe także odgrywają pewną rolę. W dobie kultu samochwalstwa, epoce narcyzmu, lansu na serwisach społecznościowych posiadanie czegoś, czym można się pochwalić bywa ważniejsze, niż zaplecze, to czego nie widać gołym okiem. W wyniku tego młode pokolenia kobiet unieważniają się poprzez wchodzenie w relacje bez przyszłości, ale dające inne profity, udając, że nie widzą, iż czeka ja zranienie, lub wręcz akceptujące je jako tak czy inaczej nieuchronne. Jedno z badań dotyczących zjawiska przemocy wykazało, że wysoki odsetek kobiet, które doświadczyły agresji lub nielojalności partnera, na wczesnym etapie związku wyraźnie widziały sygnały ostrzegawcze, lekceważyły je jednak w nadziei na to, że uda im się utrzymać relację z partnerem postrzeganym jako szczególnie atrakcyjny, reprezentacyjny. Zranienie jednak nie zawsze następuje z powodu postępowania partnera - czasami jest oczywistym następstwem wyborów, jakich dokonuje kobieta, na przykład świadomie angażująca się w relację skazaną na bolesny finał. Podatność na zranienie to coś, z czym kobiety na różne sposoby starają się walczyć. Wdawanie się ze sobą w walkę przynosi jednak nierzadko opłakane skutki. Nie jest rozwiązaniem optymalnym, a czasami nawet pogarsza sprawę. Często dzieje się tak, że w wyniku szczególnie trudnych przejść w relacjach, o które dodatkowo kobieta ma do siebie pretensje, pojawia się poważny uraz. W rezultacie kobieta zamyka się i nikogo do siebie nie dopuszcza. Warto zauważyć, że niestety efekt jest ten sam, co w przypadku zranienia - potrzeby emocjonalne są zaniedbywane. Dlatego tak ważnym jest, aby rozpoznać w czym rzecz i przepracować osobisty schemat, a nie tylko go tłumić bądź unikać, to jest „zwalczać”. Chodzi o to, by stać się własnym sprzymierzeńcem i przestać być swoim przeciwnikiem. I bez tego życie jest wystarczającym wyzwaniem. Czynniki wywołujące i podtrzymujące kochanie za bardzo Główne czynniki, które prowadzą do podatności na zranienie zostały omówione w osobnym artykule. Czasami jednym z powodów występowania problemu jest neurotyczna potrzeba miłości objaśniona w podcaście: Trzy typy podatności na zranienie Typ chroniczny obserwujemy u kobiet, które są w stanie latami trwać w wypalających je relacjach, tolerować naganne postępowanie partnerów, a nawet same przykładają się do pogarszania jakości związku (o ile mężczyźni wiodą prym w przemocy fizycznej, o tyle kobiety w przemocy emocjonalnej). Bywa, że kobiety, które cechuje podatność na zranienie o typie chronicznym, stają się osobami współuzależnionymi – trwają u boku cierpiących na chorobę alkoholową mężów. Inne po prostu żyją w niesatysfakcjonujących, pustych związkach łudząc się, że jeszcze coś z tego będzie, chociaż partner pomimo obietnic nijak nie przykłada się do poprawy sytuacji. Niektóre kobiety czekają w nieskończoność na oświadczyny, jako małżonki w milczeniu znoszą zdrady, albo same dolewają oliwy do ognia i swoim postępowaniem prowokują odtrącenie, sabotują związek, ni stąd ni zowąd przeżywają dramaty, a żadna poważna rozmowa nie może obejść się bez ich płaczu i pretensji, gdyż permanentny kryzys jest dla nich kontekstem, w którym czują się swojsko, więc po krótkich okresach ciszy nieuchronnie następuje czas burz. Typ seryjny charakteryzuje kobiety podatne na zranienie nie pozwalające sobie na trwanie w toksycznym związku, ale o takich kryteriach doboru partnera i skłonnościach, które skazują je na przeżywanie kolejnych rozczarowań. Mówi się, że historia lubi się powtarzać... Znajduje to odzwierciedlenie szczególnie w przypadku podatności na zranienie o typie seryjnym – każda kolejna relacja przynosi problemy z tego samego repertuaru, a wszelkie starania mające to zmienić okazują się niepomocne lub wręcz destrukcyjne. Typ seryjny różni się od chronicznego liczbą partnerów kobiety, jakkolwiek w sensie emocjonalnym zranienie właściwie również trwa przez cały czas. Ranić mogą nie tylko konkretne zachowania partnera, ale ruminacje (niekończące się przemyślenia) na temat utraconych związków, fantazje o partnerach, którzy odtrącili (i przez niedostępność zdają się szczególnie atrakcyjni), wymarzone, a niedoścignione wizje idealnych relacji. Nawet będąc w udanym związku kobieta może cierpieć z powodu doświadczania odbieranych jako narzucające się wizji bycia z kimś innym (co może nawet przekształcić się w Relacyjne zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne), ciągle żywić przekonanie, że to nie jest najlepszy wybór jakby nie dawała wiary tej trwającej miłości, bo bycie kochanym wydaje się jej wprost czymś niewiarygodnym albo miłość jawi się jako coś jeszcze lepszego niż obecne uczucie. Typ pełen złudzeń to podatność na zranienie, która polega w głównej mierze na pozbawianiu się szansy na realną bliskość i dobrze rokujący związek poprzez dobór niedostępnych partnerów lub życie w czymś raczej o charakterze układu, niż intymnej relacji. Typ pełen złudzeń jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. Czas, który kobieta mogłaby na przykład poświęcić na budowanie stabilnej więzi z prawdziwego zdarzenia ze szczodrym emocjonalnie, zaangażowanym partnerem, zagospodarowuje ona w sposób nie dający cienia szansy na wartościowy związek. Niektóre kobiety angażują się na długo w związki z mężczyznami żonatymi, niedostępnymi emocjonalnie, pochłoniętymi przez nałogi lub po prostu takimi, którzy od początku im nie odpowiadają. Inne żyją przelotnymi romansami z mężczyznami o wysokim statusie, które tylko pozornie dowartościowują, a na dłuższą metę są źródłem unieważnienia. Inne mają układy ze sponsorami lub wiążą się tylko z przyczyn ekonomicznych, ewentualnie wybierają partnerów, którzy poza ponadprzeciętną urodą nie oferuję nic więcej. Bywa, że łudzą się, iż miłość jest zbędna, nie ma znaczenia ani wartości, że potrzebę bycia z kimś blisko i pragnienie więzi można zastąpić zimną kalkulacją, że cynizm to najlepsza strategia w dobie brutalnego kapitalizmu, gdy liczy się to, czym można się pochwalić w serwisach społecznościowych. Łudzą się, że nie są wykorzystywane oraz że nie wykorzystują innych, nie nazywają rzeczy po imieniu, żyją w iluzji, a to dalece ogranicza możliwość stworzenia autentycznej więzi. Nie wszystkie kobiety charakteryzujące się podatnością na zranienie o typie pełnym złudzeń są cyniczne, wyrachowane. Czasami złudzenia to nic innego, jak nadmiernie rozwinięte fantazjowanie, które przybiera wręcz postać zaklinania rzeczywistości, zaprzeczania faktom lub problemom. Tego typu skłonności charakteryzują zwłaszcza niektóre Dorosłe Dzieci Alkoholików. Wyróżnienie tych trzech typów jest oczywiście pewnym uproszczenie. W istocie są to odcienie tego samego zjawiska, więc czasami w praktyce trudno jednoznacznie je odróżnić – częściowo pokrywają się, mieszają. Bywa i tak, że sekwencyjnie dana kobieta na przestrzeni czasu raczej charakteryzuje się podatnością na zranienie o typie na przykład seryjnym, a w innym okresie o typie pełnym złudzeń. Podatność na zranienie nie jest chorobą Podatność na zranienie nie jest jednostką chorobową, nie znajdziemy jej opisu w kryteriach diagnostycznych na temat zaburzeń psychicznych. To raczej pewna forma szkodliwych dla jednostki skłonności, które pojawiają się w odpowiedzi na specyficzne grupy doświadczeń. Stanowi coś w rodzaju schematu - powtarzającej się procedury działania, która eksploatuje ślady emocjonalne po dawnych deprywujących doświadczeniach (np. nieobecności, niedostępności rodzica lub rywalizacji z jego strony). Koryto rzeki, którym płynie życie kobiety, naznaczone jest tymi śladami, nadającymi mu bieg. Przeszłość odbija się w teraźniejszości, emocjonalne rany jątrzą się zamiast goić, sytuacje powtarzają się. Kwestionariusz podatności na zranienie Dedykowany kobietom kwestionariusz podatności na zranienie może zostać wykorzystany, jeśli ktoś podejrzewa u siebie ten rodzaj problemu. Każdemu z poniższych czternastu twierdzeń należy przyznać od 0 do 2 punktów. 0 – nie pasuje do mnie to stwierdzenie 1 – trochę pasuje do mnie to stwierdzenie 2 – całkowicie pasuje do mnie to stwierdzenie. Warto zauważyć, że niektóre pozycje kwestionariusza zawierają różne opcje – jeśli przynajmniej jedno ze stwierdzeń pasuje, należy pozycji przyznać 1 lub 2 punkty. [1] Bywało, że trwałam za długo w relacji bez perspektyw nie umiejąc z niej wyjść w porę [2] Z takich samych lub podobnych powodów doznałam rozczarowania w ostatnich kilku związkach [3] Czuję magnetyczne przyciąganie do niedostępnych mężczyzn [4] Fantazjując o idealnym partnerze lub idealnym związku czuję przykre napięcie lub cierpienie [5] Mama albo osoba która pełniła taką funkcję była niedostępna emocjonalnie i/lub rywalizowała ze mną i/lub wyręczała się mną w kontakcie z ojcem [6] Mama albo osoba która pełniła taką funkcję nie stawała w mojej obronie i/lub nie służyła mi radą i/lub nie koiła moich trudnych stanów emocjonalnych [7] Gdy byłam dziewczynką lub nastolatką z mojego życia z jakiegoś powodu nagle zniknął ojciec lub nagle zaczął mnie traktować zupełnie inaczej, bo nasza relacja uległa drastycznemu pogorszeniu [8] Raczej nie mówię o swoich potrzebach w relacji, a później czuję się rozczarowana, że nie zostają zaspokojone i/lub mówiąc o swoich potrzebach w relacji jestem zbywana deklaracjami bez pokrycia a mimo to długo takiego związku nie przerywam [9] Często zdarza się, że w relacji nie mówię jak się czuję, a potem jestem zawiedziona, że nie jestem rozumiana [10] W związku daję więcej niż otrzymuję [11] Im mniej partner jest dostępny tym większy czuję do niego pociąg [12] Decyduję się na interakcje z mężczyznami dla korzyści materialnych i/lub sama wybieram mężczyzn, których mogłabym otoczyć taką opieką [13] Wierzę, że związek z mężczyzną do przetrwania wymaga mojego poświęcenia [14] Mam silne przeświadczenie i przyjaciele zgadzają się w tej kwestii ze mną, że źle dobieram sobie partnerów, bo raz za razem spotyka mnie w relacjach coś złego (zostaję zraniona, wykorzystana, jestem ofiarą przemocy) i/lub obserwuję, że po pewnym czasie sama staję się w związku nie do zniesienia, sabotuję go, zapoczątkowuję okres burz [15] Jeśli w związku jest spokój, prowokuję spięcia Minimalna ilość możliwych do uzyskania punktów to 0, a maksymalna 30. Przy uzyskaniu wyniku 10-20 punktów można u siebie podejrzewać funkcjonowanie mechanizmów charakterystycznych dla podatności na zranienie. Uzyskawszy 21 lub więcej punktów można podejrzewać, że mechanizmy podatności na zranienie działają ze znacznym natężeniem. Zmniejszanie podatności na zranienie Trudnym bywa przepracowanie mechanizmów podatności na zranienie w pojedynkę dlatego zalecana jest psychoterapia, jakkolwiek we własnym zakresie również można podjąć kroki zaradcze. Przede wszystkim należy dogłębnie przeanalizować i zrozumieć grupy doświadczeń z dzieciństwa i to, jakie lekcje na temat relacji, bliskości, emocji, związków wyniosło się z tamtego okresu. Należy zweryfikować, czy były to lekcje udane, czy wprost przeciwnie. Należy poddać głębokiej refleksji swoją relację z mamą lub osobą, która pełniła jej funkcję (jeśli w ogóle ktoś taki był) ze szczególnym uwzględnieniem deprywacji emocji, empatii, opieki. Koniecznym jest przeanalizowanie swoich dotychczasowych relacji ze szczególnym uwzględnieniem podobieństw, w poszukiwaniu jakiegoś schematu, powtórzeń. Istotną kwestią jest rozpoznanie u siebie jaki rodzaj podatności na zranienie daje się najbardziej we znaki i zaplanowanie działań zaradczych. Ważną kwestią jest zweryfikowanie swoich kryteriów doboru partnera pod kątem tego, co wynika z kluczowych potrzeb, a co wprost przeciwnie lub wręcz je unieważnia. Często zasadniczą kwestią jest rzeczywista (nie pozorna ani doraźna) poprawa poczucia własnej wartości. Najlepiej mieć w tym wszystkim wsparcie psychoterapeuty, co bynajmniej nie wyklucza znacznego nakładu pracy własnej, ale nawet w tym zakresie dobry specjalista okaże się pomocny, gdyż na przykład zwróci uwagę na szczególnie godne uwagi lektury i wskaże możliwe do sprawdzenia sposoby postępowania alternatywne względem dotychczasowych. Rozeznany w temacie psycholog, badając temat niejako stojąc z boku, a więc będąc bardziej obiektywnym, z większą łatwością dostrzeże pewne mechanizmy, zwróci na nie uwagę i ułatwi wzięcie ich na warsztat. Jako właściciel Gabinetu Ocal Siebie osobiście oferuję psychoterapię indywidualną w zakresie radzenia sobie z podatnością na zranienie, a także z równolegle niekiedy występującymi trudnościami jak na przykład współuzależnienie czy depresja. W przyszłości programu terapeutycznego zamierzam nauczać także innych specjalistów, więc także oni będą mogli proponować tego typu pomoc. Obserwuj mój fanpejdż. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  12. 1 punkt
    Bardzo dziękuję za odpowiedź w najbliższym tygodniu udam się do specjalisty.
  13. 1 punkt
    Dzień dobry, przeżył Pan wiele traumatycznych sytuacji w dzieciństwie i wczesnej młodości, które wpłynęły na Pana zachowanie. Trudno Panu ufać ludziom i nie czuć przed nimi obawy gdy doświadczył Pan przemocy od osób najbliższych. Wykształcił Pan zachowania obronne: nie mówić o sobie, nie zwracać uwagi na siebie, nie wyrażać siebie. Lepiej dostosować się do innych, przemyśleć co powiedzieć aby nie prowokować zagrożenia. Stąd poczucie, że nie jest Pan sobą, że nosi Pan maskę. Pojawiają się lęki w kontaktach z ludźmi z którymi radzi Pan sobie przy pomocy alkoholu. To najgorsze rozwiązanie. Początkowo wydaje się skuteczne ale jest pułapką prowadzącą do uzależnienia. Sugeruję aby porozmawiał Pan z terapeutą uzależnień i uczestniczył w grupie terapeutycznej dla DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików) po to aby rozpoznał Pan i zmienił mechanizmy swojego zachowania a także przekonania na swój temat. Pozbędzie się Pan w ten sposób obciążeń z przeszłości i będzie mógł Pan realizować swój plan na życie. Poniżej link do artykułu o DDA, może Pan się przyjrzeć sobie jakie mechanizmy u Pana funkcjonują i przez to zrozumieć siebie. Pozdrawiam, Katarzyna
  14. 1 punkt
    A moze warto popracowac nad swoja samoocena z terapeuta? Cale zycie masz zamiar korzystac z uslug prostytutek?
  15. 1 punkt
    Dzień Dobry, Ma Pani za sobą traumatyczne doświadczenia związane z ciążą oraz przeżyła Pani zagrożenie zdrowia i życia córki. To być może przekłada się na Pani zachowanie, budzi lęk przed chorobą i stratą. Chce Pani córkę osłaniać i chronić. Spostrzega Pani, że być może to Pani zachowanie jest nadmiarowe, jednak nie umie Pani sobie radzić z lękiem. Lęk jest emocją, którą Pani odczuwa na skutek tego co Pani myśli. Tworzy Pani sama, własne scenariusze, w których występuje zagrożenie dla córki i tego się Pani boi. Nie będzie Pani w stanie chronić jej przez całe życie a wraz z jej rozwojem tych scenariuszy może Pani tworzyć więcej bo córka będzie coraz mniej zależna od Pani. Szuka Pani wsparcia. Warto by było aby Pani porozmawiała z psychologiem, urealniła swoje obawy i nauczyła się radzić sobie z nimi radzić. Pozdrawiam, Katarzyna
  16. 1 punkt
    Dzień dobry, praca z przekonaniami, schematami, niekonstruktywne radzenie sobie z emocjami i napięciem emocjonalnym (obżarstwo) to raczej obszar terapii behawioralno-poznawczej. Proponowałabym Pani poszukanie psychoterapii w tym nurcie u osoby obeznanej również z psychodietetyką. Taka terapia może również odbywać się on-line. Pozdrawiam, Katarzyna
  17. 1 punkt
    Nie ma na to odpowiedzi, którą dałoby się jednym tchem zawrzeć w wątku na forum dyskusyjnym. Zdecydowanie warto skonsultować się z psychoterapeutą w celu przepracowania tego typu problemu w trakcie terapii. Jeśli chodzi o problemy związkowe mógłbym polecić na przykład psycholog, psychoterapeutkę Adrianę Żak https://ocalsiebie.pl/profile/2507-psycholog-adriana-żak/?tab=field_core_pfield_1
  18. 1 punkt
    @Kaida Pisze Pani o związku w którym partner nadużywa alkoholu i pomimo obietnic nie przestaje pić. Dochodzi również do agresywnego zachowania z jego strony. To może świadczyć o jego uzależnieniu. Pani ma niskie poczucie własnej wartości, nie potrafi Pani podjąć decyzji co do swojej przyszłości, nie widzi Pani takiej przyszłości bez partnera obok siebie - nawet pomimo agresywnego zachowania z jego strony. To może świadczyć o współuzależnieniu Proszę, niech Pani przeczyta poniższy artykuł i zobaczy czy zauważa u siebie podobne mechanizmy. Następnie dobrze by było gdyby Pani poszukała wsparcia w Poradni Terapii Uzależnień lub w grupie Al-Anon. Jeśli podejmie Pani terapię odzyska Pani oparcie w sobie i łatwiej będzie Pani podjąć decyzję co do swojej przyszłości. Pozdrawiam, Katarzyna
  19. 1 punkt
    Za bardzo sie wkrecilas a on za malo. Wycofaj sie, zeby znow mial szanse poganiac kroliczka 😉
  20. 1 punkt
    Skrajne stany emocjonalne mogą być oznaką depresji, a ta choroba jest ciężka szczególnie dla osób w otoczeniu. Dobrze jest rozmawiać, ale on się tymi stanami broni przed rozmową na trudne tematy, bez pomocy specjalistów nie poradzisz sobie ani Ty, ani Twój partner. Bardzo ważną kwestią jest by sam sobie uświadomił że ma problem, że sobie sam nie poradzi. Taki stan rzeczy jak teraz raczej nie sprzyja związkowi który tworzycie. DLa mnie osobiście taki stan rzeczy byłby nie do przyjęcia, albo staramy się żyć normalnie, albo podziękujmy sobie za przeżyte z sobą chwile, i rozstańmy się. Czasem taka terapia szokowa, podstawienie pod ścianą działa, bo zmusza do poprawy własnego zachowania. Gdy pozostanie ten układ bez zmian, to tkwisz w toksycznym związku, w którym już NIGDY nie będziesz szczęśliwa. Nie możesz sobie zarzucać winy, on Cię zdradził, i ponosi tego konsekwencję. Jak to mówili rzymianie "quidquid agis, prudenter agas et respice finem - cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i myśl o wyniku" . Nie pomyślał gdy Ciebie zdradzał, teraz albo ma wyrzuty, albo chce uciec od problemu, boi się rozmowy, ponieważ obawia się że będziesz do tego wracać. Dlatego ucieka, a te stany skrajnych emocji pomagają mu w tym. To sposób obronny przed poczuciem winy. Nie obejdziecie się bez stanowczego postanowienia, ponieważ takie życie w zawieszeniu nie może trwać bez końca, tak się nie da żyć. ja bym tak zrobił.
  21. 1 punkt
    Dzień Dobry, porusza Pani bardzo trudny temat odpowiedzialności dzieci za rodziców. Obie Panie jesteście dorosłymi kobietami. Pani mama jest odpowiedzialna za swój wybór. Pani cierpi bo widzi, że mama jest w związku, którego charakter Pani by nie odpowiadał. Mama paradoksalnie może się czuć w tym związku bezpiecznie bo ta sytuacja jest dla niej przewidywalna, Ułożyła sobie życie, dostosowała się, wprowadziła techniki obronne - czyli ucieczka w pracę. Być może boi się zmiany, że nie poradzi sobie sama. Terapia na pewno byłaby jej potrzebna aby nauczyła się stawiania granic, określania swoich potrzeb, asertywności, wzmocniła swoje poczucie odrębności i sprawczości oraz oswoiła się ze zmianą. Postawiła Pani ultimatum. Być może mama pójdzie na terapię, pytanie jakie będzie jej nastawienie. Najlepiej byłoby gdyby czuła potrzebę wprowadzenia zmiany w swoim życiu. Takim punktem zaczepienia może być praca - skoro sama twierdzi, ze ucieka w pracę od czegoś to znaczy, że coś jej w obecnej sytuacji przeszkadza, I o tym można rozmawiać aby rozważała zmianę w swoim życiu. Jednak ostateczny wybór i decyzja należy do niej. Pozdrawiam, Katarzyna
  22. 1 punkt
    Pierwsze co rzuca się mi po oczach, to Twój styl pisania, chaos i tekst niezrozumiały do końca. Bez urazy ale używaj polskich znaków, oraz interpunkcji. Zdanie trzeba czytać kilka razy by wywnioskować o co Ci chodzi. Widać że się spieszyłeś przy pisaniu. Zacytuję profesora Bralczyka " używajcie ogonków gdyż, jest różnica gdy ktoś ci robi łaskę albo laskę". Wracając do tematu, w waszym życiu pojawiła się rutyna, ja też dużo pracuję ale mam czas dla partnerki, i robimy sobie wypady po za dom. Gdzieś na polankę na kocu poleżeć, pochodzić. Czasem jakieś muzeum odwiedzić, czy ostatnio za 28 złoty turniej rycerski na ruinach zamku zobaczyć. Wypić kawę plenerze. Każdy potrzebuje oddechu. Jak widać nie trzeba wydawać dużo by zmienić codzienność. W obecnej sytuacji ona znalazła sobie już adoratora, który spełnia te kryteria, ona się wyrywa z codzienności, i rutyny. Jakieś 15 lat temu popełniłem ten sam błąd co Ty, moja małżonka znalazła sobie adoratorów, i skończyło się rozwodem. Zostałem ojcem samotnie wychowującym dzieci. Mnie miał kto podać rękę, i poradziłem sobie, i podniosłem się. Małżonce tak odwaliła szajba, że dzieci które urodziła nie widziała już 15 lat. Szkoda tylko dziecka bo jest świadkiem nieciekawej sytuacji. Musisz po męsku postawić sprawę jasno. Albo zmieniacie w sobie postępowanie, ona kończy znajomości, a Ty rutynę na trochę zmian urozmaicenia w życiu. Jeśli nie to wasze małżeństwo skończy się definitywnie, to tylko kwestia czasu. W sądach macie co najmniej rok spraw psychologów itp. Opowiadam Ci to z autopsji, bo sam przerabiałem ten temat. Jedna zdradę wybaczyłem, kolejnych już nie. Nie poprawiła się i nie chciała skończyć z takim życiem. Obecnie ma już trzeciego męża, jak widać taki typ kobiety nie potrafi zagrzać miejsca. Musisz się opamiętać i wylać kubeł zimnej wody, i postawić sprawę jasno, w innym przypadku, zamiatanie sprawy pod dywan, będzie tylko pogłębiało tą toksyczną przypadłość.
  23. 1 punkt
    Powiedz ze caly czas o tym myslisz, ze ostatnia proba byla pare dni temu i ze sie boisz. Mozesz tez w razie wystapienia takich mysli zadzwonic pod 112, tez udziela pomocy
  24. 1 punkt
    Po alkoholu wiadomo, czasem człowiek coś palnie bez sensu, czasem szuka zaczepki bo mu się nieśmiertelność załączy... ale ubliżanie partnerce czy partnerowi po wypiciu, mówienie takich rzeczy no to tutaj nie da się zwalić winy na głupawkę po alkoholu. W tym przypadku jest to raczej wyrzucenie z siebie tego co jest głęboko skrywane. Może się mylę, ale myślę że on nie czuje do Ciebie miłości. Może jesteście ze sobą dosyć długo, nikogo innego nie poznał lub wciąż kocha byłą.. i dlatego tkwi w tym związku - scenariuszy może być sporo. Wiem, że to przykre coś takiego przeczytać ale jaki jest sens by sie oszukiwać? Na razie pije dwa razy w roku ale nikt Ci nie da pewności, że to się nie zmieni w niedługim czasie. Aż boję się pomyśleć co naodstawia na Waszym ślubie jak każdy będzie chciał wypić kielicha z młodym.. Współczuję Ci ale spotykałam się 7lat z takim co w towarzystwie jak się napił to się stawał agresywny wobec mnie. Jak piliśmy sami nigdy nic takiego nie miało miejsca. Chora głowa i tyle, oczywiście już nie jesteśmy razem a też byliśmy zaręczeni
  25. 1 punkt
    Jakieś niesnaski i nieporozumienia w związku zawsze są ale ta sytuacja jest patologiczna i nie możesz się na nią godzić ani tym bardziej stosować się do jej wymagań. Nawet jeśli zwiąże się z kimś innym to problem w nowej relacji będzie ten sam i też dojdzie do zerwania bo nikt normalny tego nie wytrzyma. Jedyna opcja to terapia i dostrzeżenie niedorzeczności w swoim zachowaniu. Póki co staraj się raczej zająć głowę, żeby stłumić ten najgorszy okres wspomnień i tęsknoty 😊 wszyscy to przeżywamy aż w końcu przechodzi i żyje się dalej.
  26. 1 punkt
    Dzień Dobry, Bardzo wnikliwie opisał Pan występujące u Pana objawy. Na pewno nie należy ich lekceważyć. Sugeruję Panu przede wszystkim wykluczenie chorób somatycznych czyli wizytę u lekarza internisty oraz neurologa. Następnie wizytę u psychiatry i psychologa. Ze względu na to, że nasza psychika i fizyczność są nierozerwalnie ze sobą powiązane aby postawić prawidłową diagnozę należy zbadać obie sfery. Pozdrawiam, Katarzyna
  27. 1 punkt
    Cukrzyca to przykra choroba, i każdego może spotkać, w niespodziewanie. Skoro twoja rodzina zachowuje się w ten sposób, przestań się pojawiać u nich, zniknij na jakiś czas przynajmniej. Ja bym tak zrobił. Sami zatęsknią za Twoją osobą. Dla mnie tacy ludzie to troglodyci, i nie warto szarpać się z nimi.
  28. 1 punkt
    Doskonałe Cię rozumiem. 2 maja umarł mój ojciec, z ktorym też nie miałam najlepszych relacji. Też był alkoholikiem. Trafił do szpitala z niewydolnością serca i marskością wątroby. Wcześniej siedział w więzieniu za znęcanie się nad nami, ogólnie dużo krzywdy nam zrobił. Potrafił być ojcem, ale tylko czasami. Taka podwójna osobowość. Pewnego dnia zadzwonił do mnie, wcześniej nie miałam z nim praktycznie kontaktu. Powiedział że jest na oddziale kardiologii i czy bym mu nie pomogła trochę. Myślałam że on jest pijany, bo tak właśnie brzmiał. Pojechałam do szpitala i okazało się, że jest w stanie bardzo słabym. Na tym spotkaniu byłam wściekła na niego, mówiłam żeby nie liczył na to że będę do niego przychodzić. Ale później i tak przyszłam, zostałam upoważniona. Dowiedziałam się że to jak on się czuje to jest sprawka alkoholu. Oczywiście ojciec nie przyznawał się, że ciągle nadużywał alkoholu. Twierdził, że lekarz powiedział mu, że to od ciężkiej pracy ma tak zniszczony organizm. Więc ja tak chodziłam, pomagałam. Potem wyszedł ze szpitala, czasem dzwonił a ja pytałam jak się czuje. Spotkałam go na ulicy, wyglądał bardzo mizernie, bardzo zniszczony. Później dowiedziałam się, że trafił znowu do szpitala. Tym razem jego stan był tragiczny. Był w śpiączce wątrobowej. Żałowałam bardzo gdy dowiedziałam się że nie żyje, że nie zdążyłam z nim porozmawiać. Lekarz powiedział że i tak by mnie nie poznał, bo on cały czas spał. Nie budził się praktycznie. Co mogę Ci powiedzieć, pochowałam ojca, na jego pogrzebie nie było zbyt wielu osób. Ale byłam z nim do końca. Wcześniej prosił, aby mógł wrócić do domu. Nie zgodziłam się na to, ponieważ nie chciałam ponownie przechodzić piekła.moglam mu pomóc inaczej, wesprzeć słowem, jeżeli czegoś potrzebuje to oczywiście kupię. Ale nie dam się znowu krzywdzić. Nie mam wyrzutów sumienia. Sam zapracował na to co dostał. Ja mu pomogłam tak jak byłam w stanie. Byłam ofiara ojca jako dziecko, nie chciałam być ofiara ojca jako dorosły człowiek. Wyciągnęłam do niego rękę na zgodę, nie zostawiłam go samego. Myślę, że zrobiłam duzo. Zastanów się ile jesteś w stanie znieść... Nie bądź ofiara ojca w wieku dorosłym. Szczególnie że nie okazuje ci on szacunku. Niech twoja pomoc będzie taka, na ile możesz sobie pozwolić. Nie przekladaj jego dobra nad swoje dobro. On jest dorosły i to on powinien się opiekować dziećmi a nie na odwrót.
  29. 1 punkt
    Bo nie dorósł do bliskiej relacji z drugim człowiekiem.
  30. 1 punkt
    Dzień dobry, 'seksualny kontakt pomiędzy dorosłym i dzieckiem w przypadku molestowania seksualnego najczęściej ogranicza się do do­tyku i pieszczot" - zachowanie ojca, które Pani opisuje być może odpowiada tej definicji. Najważniejsze jednak jest jak Pani się czuła w tej sytuacji i dlaczego często Pani o tym myśli. Warto o tym porozmawiać z psychologiem żeby mogła Pani uwolnić się od tych wspomnień. Pozdrawiam, Katarzyna
  31. 1 punkt
    Widzisz na wlasnym przykladzie jak sie konczy nadskakiwanie innym i robienie wszystkiego pod nich. Raz ze sama przestajesz miec przez to do siebie szacunek a dwa ze i oni przestaja go miec. Usiadz ,spisz sobie na kartke co akceptujesz w zwiazku, a czego kategorycznie nie akceptujesz i.. po prostu sie tego trzymaj.
  32. 1 punkt
    @edit Pogadaj z babcią one zawsze są "BASED AF" ;^) bo czkają na wnuki nie prawnuki
  33. 1 punkt
    trudno to opisać ale mogłeś po prostu być emocjonalną boją. wiesz stosunki ludzkie zaczynają tak wglądać internety jakieś czaty etc. naprawdę życie może być nudne są kluby etc. myślę że jest to bardziej powszechne(jeśli chodzi o sam seks) dżasta może mieć racje ale j bardziej myślę o opcji "lepszej" to raczej taktyka. Generalnie nie przepadam za homoseksualistami ale powodzenia
  34. 1 punkt
    A slyszalas to? Gdzie dwoch się bije tam trzeci korzysta.. wiec moze pora olac tych dwoch i poszukac kogos do zeiazku a nie tylko zeby byl..
  35. 1 punkt
    Tutaj tylko szczera rozmowa z siostra ,nic innego nie wymyslisz sensownego. I po rozmowie bedzie czas na podejmowanie decyzji
  36. 1 punkt
    Myślę, że powinnaś wrzucić na luz i poczekać. 18 lat to bardzo młody wiek, więc jak ktoś Ci mówi, że zdążysz kogoś poznać, bo jesteś bardzo młoda, ładna i wszystko przed tobą, to w 100% ma rację. Po prostu daj sobie czas. A co do wygórowanych wymagań, to pamiętaj, że ideały są tylko w filmach a życie daleko odbiega od wyreżyserowanego spektaklu, pomimo, że większość ludzi nieźle gra i udaje.
  37. 1 punkt
    Dzień Dobry, na pewno wizyta u psychiatry jest niezbędna w celu postawienia diagnozy i leczenia. Oczekując na wizytę u lekarza może Pan udać się do psychologa, żeby porozmawiać o swoich problemach i uzyskać wsparcie. Po wizycie u psychiatry, mając diagnozę i zależnie od niej ustawione leczenie farmakologiczne może Pan rozpocząć psychoterapię. Pozdrawiam, Katarzyna
  38. 1 punkt
    @maginka @Dżasta Dzień Dobry, Sugerowałam w swoim wpisie i jeszcze raz powtórzę, że dla swojego dobra powinna Pani udać się do przychodni uzależnień w celu: - poznania mechanizmów choroby jaką jest uzależnienie - dowiedzenia się jakie są możliwości uzyskania pomocy dla męża w miejscu Państwa zamieszkania - otrzymania wsparcia poprzez uczestnictwo w grupach dla osób współuzależnionych czy Al-Anon Jakie są możliwości leczenia dla męża: - terapia w poradni - terapia w ośrodku leczenia uzależnień (dzienna lub stacjonarna) Jak zachęcić męża do podjęcia terapii jeśli nie chce się leczyć: 1. presja/namowa rodziny 2. postawienie ultimatum np. separacja, rozwód. Ale wówczas trzeba konsekwentnie tego ultimatum się trzymać. Stawianie ultimatum a potem nie dotrzymanie słowa tylko wzmacnia uzależnienie. 3. skierowanie sprawy do gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych w celu skierowania sprawy do sądu i uzyskania sądowego zobowiązania do leczenia. Sprawę może zgłosić Pani, rodzina lub Ośrodek Pomocy Społecznej. 4. jeśli występuje przemoc domowa - wezwanie policji w celu założenia Niebieskiej Karty Wszystkie te informacje szczegółowo uzyska Pani w poradni wraz z niezbędną pomocą dla Pani. W gminnej komisji powinny być również bezpłatne porady prawnika. Z doświadczenia wiem, że dużą trudność sprawia rodzinie skierowanie sprawy na drogę sądową czy to w sprawie leczenia czy rozwodu dlatego powinna się Pani spotkać z terapeutą uzależnień aby miała Pani wsparcie. Więc pierwszy krok to poradnia uzależeń. Pozdrawiam, Katarzyna
  39. 1 punkt
    Dżasta, przecież to książkowy wręcz przypadek znalezienia sobie przez kobietę samca bety, żeby odpocząć od samców alfa, a następnie do nich wrócić. Czyli standardowo jest to tak. Kobieta ma powodzenie u mężczyzn, wybiera zawsze tych, którzy ją pociągają, zakochuje się w nich, ale każdy z nich jest "gnojkiem", "krzywdzi ją". Przebieg znajomości zawsze jest taki sam. Czyli pierwsze 2-3 miesiące, czasami rok jest super. Pociąga kobietę taki silny facet, znosi jego zachowanie, ale w pewnym momencie, albo on jej każe wynieść się ze swojego życia, albo ona ma dość. Kilku takich mężczyzn z rzędu i w końcu kobieta ma dość takich twardzieli. Decyduje się poznać "pierdołę", bo jest jej z nim bezpiecznie. Czuje się swobodnie, może robić co chce, on jest czuły, nie krzyczy na nią itd. Ale co z tego, skoro ona nigdy przy nim nie jest "mokra". Co z tego, skoro ona nim gardzi i go wręcz nienawidzi. Nie ma seksu w takim związku, a jak jest to w 8 na 10 sytuacji nie sprawia ten seks przyjemności kobiecie. Co kobieta robi następnie? Mija rok, dwa, regeneruje się i nagle poznaje samca alfa, któremu od razu wskakuje do łóżka, często zdradzając tą "pierdołę". Tak wygląda życie chyba 95% kobiet, które miały związki z alfami i wchodzą nagle w relację z betą. Twoja zachłanność na emocje i chęć bycia z twardzielem jest tak głęboko zakorzeniona, że potrzebowałabyś wielu miesięcy, albo i lat, żeby nie musieć być z bad boyami, ale z normalnym mężczyzną. Nie bądź z kimś, kogo nie szanujesz. Nigdy tego nie rób, bo skrzywdzisz go.
  40. 1 punkt
    Dzień Dobry, "On nie chce iść na terapię ,bo dla niego to że pije codziennie nie jest problemem a tłumaczy się tym że pracuje i zarabia to może."; "A teraz na porzadku dziennym słyszę, że jestem złą matką, że zła ze mnie partnerka, bo nie daje mu miłości, bo go nie wspieram i on by nie pił gdyby nie Ja." To co Pani napisała to typowe mechanizmy występujące u osób uzależnionych od alkoholu: zaprzeczanie, minimalizowanie, usprawiedliwianie picia i obwinianie innych osób. "A niestety coraz częściej łapię się na tym że może faktycznie to moja wina że piję i że to ja jestem ta zła bo nie umiem go wyciągnąć z nałogu. " A to co Pani napisała to mechanizm, który włącza się u osób współuzależnionych - przyjmowanie winy na siebie za picie partnera i obwinianie się o to, że nie potrafi Pani mu pomóc. Alkoholizm to choroba przewlekła, na którą nie ma lekarstwa poza terapią. Ciężko jest zmusić alkoholika aby rozpoczął terapię jeśli on sam nie chce. Co może Pani zrobić: - zwrócić się o wsparcie do rodziny aby pomogła w rozmowie z mężem o rozpoczęciu terapii, - udać się do terapeuty uzależnień aby dowiedzieć się więcej o alkoholizmie i współuzależnieniu, - w sytuacji gdy osoba wciąż nie chce podjąć leczenia wstąpić na drogę sądową o wydanie sądowego zobowiązania do leczenia (poprzez gminną komisję rozwiązywania problemów alkoholowych) Najważniejsze jednak aby zadbała Pani o siebie i była w kontakcie z psychoterapeutą ds. uzależnień. Taka konsultacja może odbyć się też on-line na platformie OcalSiebie. Pozdrawiam, Katarzyna
  41. 1 punkt
    Dzień Dobry, napisał Pan, że Pana dziewczyna została zgwałcona. Pierwsze pytanie, które mi się nasunęło to takie czy ma wsparcie psychologa lub psychoterapeuty? Zgwałcenie to naruszenie nietykalności cielesnej czyli wydarzenie traumatyczne, bardo trudne dla osoby poszkodowanej. Z tego co Pan napisał Pana partnerka nie radzi sobie z tym wydarzeniem i emocjami (wybuchy złości, zapijanie uczuć, zerwanie związku czy niechęć do seksu). Przede wszystkim niech Pan zadba o komfort i wsparcie specjalistów dla Pana dziewczyny co przełoży się na poprawę funkcjonowanie Państwa związku. Pozdrawiam, Katarzyna
  42. 1 punkt
    Dzień Dobry, opisuje Pani objawy lękowe, które narastają. Na początku źródłem lęku było Pani samopoczucie: niepokój, napięcie i problemy z koncentracją. Z czasem ten lęk narastał bo skojarzyła go Pani z zachowaniem Pani mamy i zaczęła się Pani bać o siebie. Więc doszło do tego, że boi się Pani, że będzie się Pani bać. Sama Pani rozkręca w sobie ten lęk. Wskazane jest aby Pani zgłosiła się do psychoterapeuty ale jeśli lęki narastają proszę nie obawiać i zgłosić się do lekarza psychiatry. Bardzo dobrze, że poszła Pani do lekarza. Jeśli wyniki tarczycy będą w porządku to proszę nie zwlekać z wizytą u lekarza psychiatry. Nie powinna się Pani wstydzić tego, że chce Pani pomóc sobie. Pozdrawiam, Katarzyna
  43. 1 punkt
    Niestety nie wiem jak dokładnie to wygląda od strony autora umieszczającego tam treści. Platformy Streamingowe takie jak Spotify, która jest najpopularniejszą na świecie z założenia daje możliwość wstawiania głównie muzyki, a jej twórcy dostają profity za ilość odsłuchań. To technologia, która wyparła totalnie sprzedaż płyt. Osobiście kupuję tylko z sentymentu i dla posiadania kolekcji. Generalnie to platforma, która twórcą daje zysk z ich produkcji, ale wynik mierzony jest ilością odsłuchań. Sam jako użytkownik konta premium, muszę płacić miesięczny abonament, ale otrzymuję za to dostęp do całej muzyki świata, do premierowych albumów i także podcastów. Bez reklam, bez ograniczeń, z możliwością pobrania wcześniej całych produkcji - dzięki czemu bez dostępu do internetu można słuchać wszystkiego czego się chce. To jest według mnie nieuchronna przyszłość, a podcasty jeszcze nie są tak popularne w Polsce jak za granicą - jak powszechnie wiadomo, w Polsce mamy zawsze delikatne opóźnienie - ale przyjdzie i do Nas. Dostęp do Spotify jest też darmowy, ale podobnie jak na YouTube pełen reklam i są jeszcze pewne ograniczenia. Podsumowując, nie mam wiedzy jak to wygląda od strony twórców, ale liczę że jeśli jeszcze nie teraz to za jakiś czas Ocal Siebie zabrzmi w moim Spotify.
  44. 1 punkt
    Współuzależnienie często potocznie rozumiane jest jako rozpoczęcie używania substancji psychoaktywnych przez osobę żyjącą na co dzień z osobą uzależnioną. Współuzależnienie może do tego prowadzić natomiast jest to zaburzenie o wiele bardziej złożone. Zjawisko to zaczęto obserwować u żon alkoholików w 1986 r i od tej pory powstało wiele jego definicji. Nie ma też zgody wśród badaczy czy to jest choroba czy też zaburzenie osobowości. Jakkolwiek zaklasyfikowane, współuzależnienie jest utrwaloną formą funkcjonowania w długotrwałej, trudnej i niszczącej relacji z osobą przejawiającą patologiczne zachowanie. Sytuacja ta prowadzi do pogorszenia własnego stanu osoby współuzależnionej i utrudnia jego zmianę na lepsze. Jest to forma obrony, która z czasem staje się pułapką. Można powiedzieć, że np. alkoholik jest uzależniony od alkoholu a osoba współuzależniona jest uzależniona od alkoholika. Współuzależnienie z jednej strony wiąże się zacieraniem własnych granic, zależnością emocjonalną, wyuczoną bezradnością a z drugiej z nadkontrolą i nadopowiedzialnością. Życie osoby współuzależnionej koncentruje się wokół partnera i jego zachowania co prowadzi do izolacji społecznej. Kolejne nieudane próby kontrolowania nałogu powodują u współuzależnionego obniżenie nastroju, poczucia własnej wartości oraz sprawczości. To tylko umacnia niszczącą relację. Osoba współuzależniona boi się odejść bo nie wierzy, że sama sobie poradzi. Relacja z uzależnionym, paradoksalnie, wydaje jej się przewidywalna. Często też nieświadomie sama tworzy partnerowi komfort używania substancji poprzez opiekę nad nim, przejmowanie wszystkich obowiązków a także branie na siebie winy za jego uzależnienie. Źródłem uczuć dla osoby współuzależnionej staje się uzależniony partner, jego używanie substancji lub przerwy w używaniu oraz konsekwencje używania. Współuzależnieniu towarzyszy ekstremalna huśtawka nastrojów: cierpienie -ulga, lęk – uspokojenie, przygnębienie – pobudzenie. Nadmierna czujność i stan pobudzenia emocjonalnego są konsekwencją długotrwałego stresu, lęku i niepewności. Próba zapobiegania temu to tendencja do kontroli i kierowania zachowaniem innych osób. Innym, nieuświadomionym sposobem obrony są pojawiające się zachowanie kompulsywne służące obniżeniu poziomu emocji. Destrukcyjną relację podtrzymuje iluzoryczne myślenie, że jeśli partner przez jakiś czas zachowuje abstynencję to może tym razem już nie wróci do nałogu. Jest to ogromnie niebezpieczne w sytuacji gdy dochodzi do przemocy domowej, po której partner przeprasza, obiecuje poprawę i staje się miły. Tak zwana „faza miodowego miesiąca” wywołuje u osoby współuzależnionej pozytywne emocje, buduje nadzieję na przyszłość a jednocześnie zwiększa tolerancję na doświadczanie przemocy. Najczęściej osoby współuzależnione nie zdają sobie sprawy ze swojego stanu. Nie szukają pomocy dla siebie a często zabiegają o pomoc dla swojego partnera. Współuzależnienie wymaga podjęcia specjalistycznej terapii w celu poprawy jakości życia poprzez zmianę dysfunkcyjnych przekonań i zachowania osoby, u której to zaburzenie występuje. Literatura: J. Mellibruda, Z. Sobolewska-Mellibruda „Integracyjna psychoterapia uzależnień. Teoria i praktyka”; L. Cierpiałkowska „Alkoholizm – małżeństwa w procesie zdrowienia”.
  45. 1 punkt
    mam podobny problem i wydaje mi sie ze biorac dragi uszkadzamy cos w umysle i pozniej jest to ciezko odbudowac
  46. 1 punkt
    Szanowna Pani, obawiam się, że w tej sprawie może pomóc przede wszystkim prawnik. Strony czasem polegają na pomocy prawnej aby w miarę możliwości zapobiec awanturom. Możecie Państwo również spróbować kontaktu z mediatorem, by cała sprawa przebiegała w możliwie cywilizowany sposób. W kontakcie przyda się przede wszystkim zapewne duża doza asertywności.
  47. 1 punkt
    „Rozpieszczaj żonę, nie dzieci” oraz „Nie stawiaj żono wyżej dzieci od męża” to (zdaje się angielskie) porzekadła, które chyba powinny być wypowiadane jednym tchem. Zadziwiająco często ludzie zaniedbują partnerów po przyjściu na świat potomstwa. O ile okresowo może to być zrozumiałe, na dłuższą metę prowadzi do problemów. Nie po to przecież tworzy się związek, by potem zostać rzuconym w kąt. Skomentuj na Facebook. CIEKAWOSTKA: Internetowa przychodnia psychologiczna oferuje darmowy porady psychologa.
  48. 1 punkt
    @janiewiem Witam serdecznie na forum. Opisuje Pani szereg dolegliwości, które uprzykrzają życie i stanowią źródło frustracji oraz cierpienia i utrudniają realizację celów życiowych (a nawet ich formułowanie). Skoro trafiła Pani tutaj, mniemam, iż podejrzewa Pani, że dolegliwości mogą wynikać z problemów natury psychologicznej. Konkretne przyczyny tak złego samopoczucia mogą mieć także podłoże ogólnomedyczne. Potrzebna jest dobra diagnostyka, którą warto rozpocząć od kontaktu z lekarzem psychiatrą – przeprowadzi on bądź skieruje na odpowiednie badania i finalnie zasugeruje farmakoterapię bądź skieruje na psychoterapię (albo zrobi i jedno i drugie). Może Pani również skontaktować się odpłatnie z psychoterapeutą, który również w trakcie konsultacji diagnostycznej postara się wstępnie ustalić, jakie są powody dolegliwości i co można zrobić, aby ten problem rozwiązać. Jeśli chodzi o pewność siebie, poczucie własnej wartości – można nad tym pracować w trakcie psychoterapii indywidualnej. Jeśliby okazało się, że zmaga się Pani z depresję, ją również leczy się psychoterapeutycznie.
  49. 1 punkt
    Dlaczego ludzie zamiast nieść pomoc osobom chorym często powodują pogorszenie samopoczucia? Doświadczenie stanu depresyjnego wykracza poza zakres doświadczenia przeciętnej osoby. Ludzie nie rozumieją, jak ogromna jest różnica między relatywnie nietrwałym, niechorobowym smutkiem, a depresyjnym, uporczywym nastrojem. Ludzie w depresji mówią o grzęźnięciu w depresyjnych zapatrywaniach, o błądzeniu nie tyle we mgle, co w smolistym smogu, o stanie wewnętrznej pustki i poczuciu braku jakiegokolwiek sensu życia. I nie jest to bynajmniej jakieś górnolotne doznanie filozoficzne, ale dojmujący, namacalny stan ducha nieporównywalny do niczego innego. Człowiek w głębokiej depresji nie tyle nie chce żyć swoim obecnym życie, które jawi mu się jako utrapienie, co wręcz pragnie nie żyć. Ludzie nie potrafią sobie nawet wyobrazić, w jak czarnych barwach, na ile druzgocąco można widzieć siebie i świat oraz własną przyszłość. Starają się pocieszać lub dawać proste rady, co nierzadko pogarsza sprawę, wpędza chorującego w gorszy nastrój, poczucie winy czy głębszy smutek, bo taka pomoc nic nie daje. Chory czuje się więc sam ze sobą jeszcze gorzej, ma do siebie żal, że to, co pomaga innym, jemu niczego nie ułatwia. Najbliżsi chorego doświadczają często silnego poczucia bezradności, bo nic nie mogą zdziałać. To poczucie jest bardzo przykre, więc ludzie reagują czasem złością lub w nieprzemyślany sposób, byle tylko się z nim uporać. Niekiedy zarzucają choremu, że on wymyśla, robią wykłady, że „przecież wszystko jest w porządku i nic złego się nie dzieje”. Człowiek czuje się wtedy kompletnie niezrozumiany, inny, a przez to gorszy i jego już i tak nadwątlone przez chorobę poczucie własnej wartości pogarsza się jeszcze bardziej. Jak się zachowywać, gdy bliski choruje na depresję? Warto powstrzymać się przed łatwym pocieszaniem, które może nie tylko okazać się niepomocne, a wręcz szkodliwe. Istotna jest obecność w życiu chorego – gotowość do wysłuchania czy w zakresie poszukiwania rozwiązań. Warto od czasu do czasu odezwać się, porozmawiać, zaakcentować, że rozumie się, iż ktoś zmaga się z chorobą, a nie „coś wymyśla”. Nie należy bać się zapytać o myśli samobójcze – poruszenie tego tematu nie spowoduje, że ktoś targnie się na swoje życie, a może pozwolić omówić ten trudny temat, by ustalić plan zaradczy na wypadek nasilenia się tego objawu depresji. Zdecydowanie warto zachęcić do leczenia – do kontaktu przynajmniej z lekarzem rodzinnym, a najlepiej z psychoterapeutą oraz z lekarzem psychiatrą. W razie potrzeby należy pomóc w szukaniu specjalisty i w sprawach logistycznych, takich jak dojazd na czas do kliniki itp. Warto pamiętać, że w skrajnych sytuacjach można oczekiwać niezwłocznej pomocy medycznej telefonując pod numer 112. W trakcie psychoterapii poznawczo-behawioralnej pacjenci cierpiący na depresję uczą się różnych sposobów uwalniania się od depresyjnych zapatrywań i podłego nastroju. Dostają też coś w rodzaju pracy domowej do realizowania między sesjami – w ich realizację mogą być zaangażowani członkowie rodziny lub przyjaciele chorego. Wtedy wiadomo, co konkretnie robić i dzięki temu sytuacja jest mniej trudna dla wszystkich. Czasami najbliżsi chorego również potrzebują wsparcia psychologicznego, które w części zwykle polega na tzw. psychoedukacji – dostarczaniu praktycznej wiedzy oraz uchwytnych sposobów i rozwiązań, jak sobie radzić z chorobą ukochanej osoby. Więcej informacji można znaleźć w artykule Jak postępować gdy Twój bliski cierpi na depresję. Potrzebujesz dalszych wskazówek? Darmowe porady psychologiczne przez forum. Płatna konsultacja z psychologiem online przez Skype.
  50. 1 punkt
    Parentyfikacja to sytuacja, kiedy dziecko „przejmuje” dorosłe role w swoim domu i rodzinie. Jest to ponad jego siły psychiczne i fizyczne. Rodzice, cóż… albo piją, albo są „nieobecni”, albo niezaradni i niedojrzali, albo agresywni, a często wszystko naraz. Dziecko, które przedkłada potrzeby innych ponad swoje własne, może wzbudzać wiele pozytywnych uczuć. Troszcząc się o innych, biorąc na siebie cudze obowiązki, często jest nagradzane dobrym słowem, stawiane za wzór godny naśladowania. Bezinteresowna, altruistyczna postawa wydaje się jednoznacznie godna uznania. Taki syn czy córka napawa dumą: „Mam takie pomocne, zgodne dziecko, co w tym złego? To chyba dobrze, że nauczyłem je myśleć o innych? Że nie jest egoistą?”. Często stoi jednak za tym ogromne cierpienie tego dziecka. Gloryfikuje się osoby skupione na potrzebach innych. Nikt jednak nie pyta, jaką cenę płacą za tę postawę. Schemat samopoświęcenia tworzy się zwykle, gdy któryś z opiekunów jest ciężko chory, cierpi na depresję, jest nieszczęśliwy lub uzależniony, samotnie wychowuje dziecko. Aby przeżyć, dziecko jak powietrza potrzebuje zaspokojenia podstawowych potrzeb emocjonalnych: opieki, troski, wsparcia, uwagi, ciepła, bliskości, bezpiecznego przywiązania. Jest to warunkiem absolutnie koniecznym, aby mogło się prawidłowo rozwijać i zachować zdrowie psychiczne. Tymczasem widzi słabego, bezradnego rodzica, niedostępnego emocjonalnie. Zrozpaczone, stara się mu pomóc najlepiej jak potrafi, ponieważ jest całkowicie zależne od opiekuna. Może się przymilać do niego, być uległe, podporządkowane, poświęcać się – monitorować jego potrzeby i starać się je zaspokoić. Dziecko czuje, że od zadowolonego rodzica ma szansę dostać uwagę, bliskość, miłość; od rodzica pogrążonego w rozpaczy, uzależnionego, bezradnego – niewiele. W rodzinie, w której rodzice nie radzą sobie ze swoimi problemami, u dziecka może wytworzyć się odpowiedzialność także za młodsze rodzeństwo („Kto zajmie się nim, jeśli matka cały czas leży w łóżku, a ojca ciągle nie ma?”). W obliczu niestabilnego emocjonalnie rodzica i potrzebującego opieki młodszego brata lub siostry, wejdzie w rolę opiekuna rodziny. Parentyfikacja jest formą zaniedbania dziecka, mającą znamiona przemocy emocjonalnej i ma poważne konsekwencje dla jego dalszego rozwoju. Nancy D. Chase, terapeutka i badaczka zajmująca się tym zjawiskiem, definiuje parentyfikację jako sytuację, w której dziecko poświęca własne potrzeby – uwagi, bezpieczeństwa i uzyskiwania wsparcia w rozwoju – po to, by dostosować się do instrumentalnych lub emocjonalnych potrzeb rodzica i troszczyć się o nie. Obciążenie, które dźwiga, przekracza jego możliwości radzenia sobie. To wyjątkowo duże wyzwanie dla dziecięcej psychiki. Prawdziwym źródłem poczucia własnej wartości dziecka jest miłość rodzica, który rozumie jego podstawowe emocjonalne potrzeby i adekwatnie je zaspokaja. Tylko to da ostatecznie dziecku głębokie przekonanie, że jest kochane i ma swoją wartość przez sam fakt, że istnieje. Bez warunków. Podporządkowanie dziecka potrzebom innych w dalszej perspektywie znacząco obniży jego poczucie własnej wartości: „Skoro nie dostaję uwagi, wsparcia, przewodnictwa, zainteresowania, troski, miłości, oznacza to, że mało znaczę. Jestem nieistotny”. Dziecko, gdy zdarzy się mu czasem – jak każdemu – odstępstwo od reguły, uzna, że zawiodło. W sytuacji gdy siebie postawi na pierwszym miejscu, gdy będzie przeżywało złość, kiedy będzie domagać się swoich praw – poczuje się winne. Doświadczanie tych emocji jest bolesne, a samopoświęcenie pozwala do pewnego stopnia ich unikać. W ten sposób schemat się wzmacnia. Coraz silniejsze staje się przekonanie: „Nie mogę przysparzać bliskim żadnych trosk, muszę troszczyć się o harmonię w rodzinie. Nie mogę sobie pozwalać na słabość”. W dzieciństwie schemat samopoświęcenia pełni rolę adaptacyjną. Dziecko, które doświadcza zaniedbania ze strony rodziców, pochłoniętych własnymi problemami, którym nie starcza sił, by poświęcać mu uwagę i okazywać uczucia, jest starającą się przetrwać ofiarą. Zdecydowanie więcej nadziei zachowa w sytuacji, gdy uwierzy, że to ono powinno się bardziej postarać: być dzielne, silne, dające wsparcie, niż gdyby uznało, że to rodzic jest wadliwy, zimny, nieczuły, brak mu empatii i ciepła. Potrzebuje rodziców, więc za wszelką cenę usiłuje utrzymać ich pozytywny obraz. Woli wybrać stłumienie gniewu, sprzeciwu, eliminację własnych potrzeb. Zresztą trudno rozzłościć się na rodzica, który jest chory, nieszczęśliwy, zrozpaczony, nieradzący sobie, przepracowany. Człowiek z zahamowaną agresją jest bezbronny na przemoc z zewnątrz, ale też na przemoc, która dzieje się w jego wnętrzu. W psychice dziecka sukcesywnie buduje się reprezentacja rodziców jako potrzebujących, a jego samego jako wspierającego. Oznacza to, że dziecko odczuwa wewnętrzną presję, nakaz, by zawsze służyć potrzebom innych kosztem własnych. W konsekwencji nie pozostaje z rodzicem w autentycznej relacji, a w dorosłym życiu także z innymi ludźmi. Prezentuje swoje fałszywe Ja, zgodne z oczekiwaniami innych. Słysząc słowa uznania dla takiej postawy, w naturalny sposób będzie ją wzmacniać. Ten rodzaj dowartościowania wcale mu jednak nie służy – jest bowiem pochwałą skierowaną nie w jego stronę, ale wobec schematu samopoświęcenia. W oczach rodzica uznanie dostaje fałszywe Ja, które zinternalizowało potrzeby rodzica i uczyniło je nadrzędnymi. Parentyfikacja utrudnia psychiczne oddzielnie od rodzica, które jest warunkiem prawidłowego rozwoju. Może wytworzyć u dziecka schemat uwikłania emocjonalnego, którego przejawem jest niemalże stopienie z rodzicem, kosztem kształtowania własnej tożsamości. Dziecko doświadcza zjednoczenia z rodzicem przy jednoczesnym uczuciu zdławienia, przytłoczenia tą więzią. A każda próba postawienia granicy, okupiona jest gigantycznym poczuciem winy. Rozpaczliwe wysiłki dziecka, by odpowiedzieć na oczekiwania, nigdy nie są wystarczające. Pomimo starań nie udaje się „uleczyć” rodzica, uszczęśliwić go trwale, zaspokoić na tyle, by mniej cierpiał, radził sobie albo stał się bardziej dostępny emocjonalnie. Ten tragiczny scenariusz często odtwarza się potem w dorosłym życiu. Nadaremna nadzieja na odwzajemnienie starań i dostrzeżenie potrzeb przez innych, podobnie jak wcześniej przez rodziców. Dziecko, które rozwinęło styl funkcjonowania związany ze schematem samopoświęcenia, w dorosłym życiu najczęściej będzie wchodziło w związki z potrzebującymi, nieradzącymi sobie osobami, przejmując za nie odpowiedzialność, nie oczekując zaspokojenia jego potrzeb przez innych. Może także za partnera nieświadomie wybrać osobę agresywną – reprezentującą tę część Ja, która została stłumiona. Jeśli nagromadzona latami wściekłość zostanie jednak odblokowana, może zaowocować przyjęciem postawy roszczeniowej, nadmiernie asertywnej, agresywnie domagającej się od innych zaspokojenia sfrustrowanych latami ważnych potrzeb. Najczęściej będzie jednak z uporem skupiać uwagę na innych, nadmiernie się o nich troszcząc, podporządkowując się ich oczekiwaniom, lekceważąc własne potrzeby i preferencje. I może się zdarzyć, że taka osoba nigdy nie zazna sytuacji, kiedy poczuje się ważna i kiedy zaspokojone zostaną jej własne potrzeby. Potrzeby miłości, bycia ważnym, znaczenia własnej osoby będą zawsze. I warto się zastanowić, w jaki sposób my, dorośli je zaspokajamy. Czy w sposób konstruktywny dla nas, dla naszych najbliższych, czy raczej skłaniamy się w stronę autodestrukcyjnych zachowań i nałogów, bo nie potrafimy inaczej... Aleksandra Pastor-Statkiewicz

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.