Skocz do zawartości

Tablica liderów


Popularna zawartość

Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją od 12.11.2017 we wszystkich miejscach

  1. 2 punkty
    WPROWADZENIE Można metaforycznie powiedzieć, że depresja oducza człowieka dostrzegania pozytywnych aspektów codzienności i jednocześnie szkoli w zwracaniu uwagi na aspekty negatywne. W efekcie człowiek alergicznie reaguje na kolejne dni jawiące mu się jak pasmo przykrości i źródło negatywnych doświadczeń. Aby pozbyć się tej „alergii” a zarazem ponownie zacząć cieszyć się tym, co przyjemne, przede wszystkim najpierw trzeba ponownie opanować sztukę dostrzegania dobrych, przyjemnych i satysfakcjonujących rzeczy, które się przytrafiają. W następnej kolejności warto zacząć samemu organizować codzienność tak, by aktywności owocowały pozytywnymi emocjami. Aby sobie w tym pomóc, warto wykonać poniższe dwa zadania. ZADANIE 1 W miarę możliwości proszę na najbliższy tydzień zaplanować przynajmniej kilka choćby drobnych przyjemnych aktywności tygodniowo. Na przykład: spacer po parku lub przynajmniej wyjście trochę się przewietrzyć, wizyta w zoo, wizyta w ogrodzie botanicznym, gra w tenisa bądź wizyta na basenie, planowanie urlopu ze szczegółami lub planowanie atrakcji na weekend, zwiedzanie nowych miejsc w okolicy, wycieczka krajoznawcza, długa kąpiel z pianką, sprzątanie przy głośnej muzyce, masaż, lektura dobrej książki, film w kinie lub online, wizyta w teatrze lub kabarecie, kontemplacja przyrody, dbanie o siebie, głęboka relaksacja (metoda 1, metoda 2), przebieżka po lesie, wyprawa rowerowa, gra w kręgle lub bilard, udanie się na karaoke ze znajomymi, wizyta u fryzjera, opalanie się, kurs tańca, wyjście do restauracji na rzadko spożywany lub ulubiony rodzaj posiłku, samodzielne lub wspólnie z partnerem przygotowanie fantazyjnego posiłku, zmysłowy wieczór z partnerem poprzedzony pójściem na randkę, spotkanie z przyjacielem, wizyta w muzeum, wizyta w galerii sztuki, drobny upominek z galerii handlowej, pójście na imprezę lub spotkanie towarzyskie, pójście na koncert, wizyta u kosmetyczki, spontaniczna przejażdżka samochodem, wyprawa fotograficzna, pisanie bloga przy smacznej kawie w domu lub w kawiarni, trening jogi, trening uważności, medytacja, słuchanie najulubieńszej muzyki np. zawczasu przygotowanej listy utworów, życzliwa rozmowa z kimś nieznajomym lub szczera rozmowa z przyjacielem, krewnym, beztroska drzemka, malowanie obrazu bądź antystresowa kolorowanka, kurs garncarski, udział w grze typu escape the room, udział w grach i zabawach organizowanych przez miejsca spotkań i ośrodki kultury, grillowanie na świeżym powietrzu, paintball, wolontariat, wizyta na siłowni, wycieczka nad jezioro, obejrzenie filmu motywacyjnego na YouTube, planowanie innych przyjemnych aktywności np. używając internetowych serwisów bądź specjalnych aplikacji na smartfon jak Pitu Pitu, inspeve, coigdzie.pl, Going., Briefly), udanie się na spotkanie tematyczne organizowane przez ludzi poprzez serwis meetup. Aktywności te mają być przyjemne dla Pana/Pani. To ma być czas dla Pana/Pani. Proszę w zdrowy sposób skupić się na sobie choć nie kosztem innych osób. Proszę unikać aktywności szkodliwych (odpadają więc doraźnie poprawiające humor wysokokaloryczne posiłki, bomby kaloryczne w postaci lodów i innych deserów, alkohol lub inne używki, nadwerężanie się, folgowanie niekorzystnym nawykom itd.). ZADANIE 2 Proszę zaplanować na najbliższy tydzień przynajmniej kilka takich aktywności, które dadzą satysfakcję, choć trochę przybliżą rozwiązanie ewentualnych bieżących problemów; tego typu doświadczenia prawdopodobnie zwiększą poczucie sprawczości, wpływu na własne życie. Mogą to być czynności związane np. ze sferą zawodową, edukacją albo jakieś obowiązki domowe. Proszę zanotować sobie to, co się Pani/Panu udało zrobić, i ocenić na ile było przyjemne bądź satysfakcjonujące w skali od 0 do 10.
  2. 2 punkty
    Szczęście jest przereklamowane, a radość naiwna. Natomiast cierpienie kryje w sobie osobliwy urok. Jeśli chcesz się o tym przekonać doznając głębokiego nieszczęścia, stosuj się do poniższych wskazówek.* Traktuj odrzucenie i rozstania jak tragedie Jeśli właściwie się ją potraktuje, miłość to wspaniałe źródło rozpaczy. Wiedzieli o tym już poeci epoki romantyzmu. Nie dopuszczaj do wiadomości, że relacje czasami się kończą, a uczucia mogą zostać nieodwzajemnione. Z takim podejściem każdy taki przypadek będziesz przeżywać dziesięciokrotnie mocniej i wielokrotnie dłużej, niż inni. Pozjadaj wszystkie rozumy i rób zły użytek ze swojej inteligencji Dostałeś świetny zestaw genów i miałeś szczęście dorastać w środowisku, które wyciągnęło z nich maksimum możliwości, jeśli chodzi o iloraz inteligencji. Nie pozostaje nic innego jak tylko bezwzględnie to teraz wykorzystać w każdej dyskusji, by się wywyższać i zawsze mieć ostatnie słowo. Zapomnij o tolerancji, bo tylko twoje poglądy i wartości są słuszne. Konflikty ze wszystkimi dookoła spowodują, że poczujesz się tak, jak o tym marzysz. Porównuj się z innymi i wzbudzaj w sobie zawiść Posłuchaj, naprawdę nie wystarczy, że porównasz się od czasu do czasu z bardziej majętnym sąsiadem i wtedy poczujesz leciutkie ukłucie zawiści. Spędzaj jak najwięcej czasu na Instagramie i katuj się oglądając zdjęcia nowobogackich biznesmenów oraz lansujących się celebrytów. Nie zapomnij o piłkarzach i ich żonach. Uczestnicz w wyścigu szczurów Miarą człowieka jest uroda, majątek, drogie wycieczki i liczba obserwatorów na serwisach społecznościowych. Życie jest zbyt krótkie, by cieszyć się tym co masz i być za to wdzięcznym. Czas ucieka, więc czym prędzej wracaj do gonitwy za nowymi rzeczami i wrażeniami, którymi mógłbyś się pochwalić. Dzięki temu nie grozi ci poczucie spełnienia czy usatysfakcjonowania! Narzekaj na wszystko ile się da Marudzenie to nasz narodowy skarb. Narzekaj przy każdej sposobności długo i namiętnie. Tak intensywnie i rozwlekle jak to tylko możliwe. Może przez chwilkę, gdy wyrzucisz z siebie negatywne myśli, poczujesz ulgę, ale w dłuższej perspektywie z pewnością dzięki ciągłemu narzekaniu zagwarantujesz sobie nieustającą chandrę. Nie ustawaj w staraniach! Bez końca rozpamiętuj przykrości, niepowodzenia Powiedzmy sobie szczerze, analiza swoich błędów nie wystarczy. To mogłoby cię zaledwie uchronić przed podobnymi potknięciami w przyszłości. Żeby się unieszczęśliwić musisz się bardziej postarać – ciągle „przeżuwać” wszystko to, co ci się złego przytrafiło i co niefajnego uczyniłeś. Zamartwiaj się, zadręczaj, lituj oraz użalaj się nad sobą i w żadnym razie nie przerywaj ani nie współczuj. Poza tym odmawiaj sobie prawa do popełniania błędów. Długo pielęgnuj urazy Żywienie urazy to parszywe uczucie. Rób tak jak najdłużej, a zapracujesz na nieustępujący spleen. W żadnym razie nie staraj się wybaczać i nie dąż do pojednania. Ludzie przecież na to nie zasługują! Bądź uprzedzony lub uprzedzona do płci przeciwnej Przecież wiadomo, że każdy facet to świnia i oszust, a każda kobieta szuka jedynie dobrych genów i bankomatu. Mając takie nastawienie do płci przeciwnej z pewnością nie uda ci się stworzyć satysfakcjonującej relacji. I dobrze. Związki są dla mięczaków, a ty jesteś przecież samowystarczalny lub samowystarczalna! Pod żadnym pozorem nie bądź autentyczny Nigdy nie będąc sobą nigdy nie znajdziesz bratniej duszy i nie nawiążesz prawdziwych przyjaźni. Stale grając kogoś, kim nie jesteś, wciąż będziesz czuł się nieswojo. Bycie nieautentycznym to naprawdę świetny sposób na wzbudzenie w sobie negatywnych odczuć, a zwłaszcza poczucia osamotnienia. Zabiegaj o aprobatę i uczyń z tego priorytet Człowiek nigdy nie będzie szczęśliwy, jeśli jego nadrzędnym celem jest bycie podziwianym przez większość ludzi z jego otoczenia. Gorączkowo zabiegaj o aprobatę i szukaj poklasku, dramatycznie reaguj na krytykę czy brak akceptacji, a na pewno przez większość czasu będziesz czuć się parszywie z samym sobą. Jeśli ktoś się z tobą nie zgadza to na pewno oznacza, że cię nie lubi! Odmawiaj sobie wsparcia Prośba o pomoc jest przecież oznaką słabości. Ze wszystkim musisz sobie radzić sam, a im ciężej ci jest i im gorzej znosisz sytuację tym bardziej izoluj się od ludzi i tym mniej pozwalaj sobie na przyjmowanie pomocy. Dół gwarantowany! Zapominaj o swoich potrzebach Najlepiej by było, gdybyś wcale ich nie znał, więc nigdy nie poddawaj tego refleksji. Jeśli już jednak pechowym zrządzeniem losu zdasz sobie sprawę, że twoje potrzeby nie są zaspokajane, zastanów się w jaki sposób można by jeszcze bardziej pogorszyć sprawę. Może zdołasz odsunąć w czasie ich spełnienie zajmując się potrzebami innych? A może wcale nie dasz sobie prawa do zajęcia się własnymi oczekiwaniami i oddasz się męczeńskiej walce o uszczęśliwienie świata własnym kosztem? Cierpienie uszlachetnia! Skupiaj się na problemie, a nie na rozwiązaniu Życie jest trudne i niesprawiedliwe. I na tym poprzestańmy, bo szukanie rozwiązań mija się z celem. Chodzi przecież o to, by doświadczyć tej tragedii na jak najgłębszym poziomie – dotknąć samego jądra ciemności. Załamuj ręce i poddawaj się. Wierz bezgranicznie swoim negatywnym myślom Jak ktoś mądry kiedyś powiedział „rodzimy się nad grobem”, więc nie ma sensu się oszukiwać, że w naszej egzystencji jest jakikolwiek sens. Skoro tak, defetystyczne myśli o sobie, świecie i własnej przyszłości są jedynymi zasadnymi i prawdziwymi. Nigdy nie poszukuj alternatywnych zapatrywań, bo jeszcze zdarzy ci się poczuć neutralnie lub nawet, o zgrozo, radośnie. Miej sobie za złe to, kim jesteś Samoakceptacja to pierwszy stopień do pychy. Nie pozwalaj sobie na to. Na pewno spoglądając w lustro znajdziesz rzeczy, które zdołałbyś znienawidzić, zaś analizując swój życiorys dostrzeżesz kwestie, które źle o tobie świadczą. Skupiaj się na tym, a twoje poczucie własnej wartości poszybuje w dół. Wieczne niezadowolenie masz jak w banku! * Treść artykułu ma przewrotny charakter; tekst poprzez potrząśnięcie Czytelnikiem ma sprowokować go do wprowadzenia pozytywnych zmian w swoim postępowaniu i zmobilizować do pozytywnej, konstruktywnej pracy nad sobą.
  3. 2 punkty
    Kobiety kochające za bardzo, podatne na zranienie Postanowiłem zgłębiać temat „kochania za bardzo”, które nazywam podatnością na zranienie, ponieważ niemal każdego dnia pracy jako psycholog jestem świadkiem tego, jakie ten problem wywołuje u kobiet cierpienie. Jako że posiadam cztery siostry, na los kobiet jestem szczególnie uwrażliwiony. Nie bez znaczenia jest również to, że – wychowywany jako mężczyzna i wśród mężczyzn, oraz pracując z mężczyznami jako psychoterapeuta – jestem w stanie zwracać kobietom uwagę na pewne niezrozumiałe dla nich mechanizmy i wyjaśniać męskie zachowania. Z relacji klientek wynika, że zdarza mi się robić to lepiej od – z pewnością nie gorzej wykwalifikowanych – koleżanek po fachu, psychoterapeutek. Na podstawie obserwacji klinicznych oraz analizy literatury o „kochaniu za bardzo” i relacyjnym zaburzeniu obsesyjno-kompulsyjnym dochodzę do wniosku, że jedną z cech podatności na zranienie jest u niektórych kobiet wyraźna dyspozycja do odczuwania pewnych przejawów zakochania niejako przedwcześnie i bez adekwatnych przesłanek, albo poniewczasie, to jest po faktycznym zakończeniu związku. W pierwszym wypadku zakłócony zostaje proces tworzenia więzi, a w drugim utrudnione jest przeżywanie „żałoby” po rozstaniu i pogodzenie z tym, iż relacja przeszła do historii. Jestem zdania, że odpowiada za to między innymi fakt posiadania ogromnej konstelacji rozległych przemyśleń na temat własnych relacji z mężczyznami i dysponowania niebywałą ilością wyobrażeń o idealnym związku, które powstały między innymi z powodu braku dobrych wzorców w rodzinie pochodzenia. Gdy pojawia się potencjalnie spełniający pewne kryteria kandydat kobieta odczuwa wobec niego magnetyczne przyciąganie, bo uruchamia się w niej proces fantazjowania. Im bardziej jest on niedostępny, im mniej szczodry emocjonalnie, tym większe pole do popisu dla wyobraźni. Fantazjowanie powoduje, że kobieta „ścina zakręty” i wybiega naprzód obsadzając partnera w pewnych rolach do końca jeszcze nie wiedząc, czy on się do nich tak naprawdę nadaje, a nawet czy ich chce. Kobieta, mówiąc metaforycznie, zadurza się we własnych wyobrażeniach, a w skrajnym wypadku jej nastrój staje się ich zakładnikiem. Fantazjowanie powoduje też, że kandydat niedostępny nadal może jawić się jako odpowiedni, choć de facto nie jest zainteresowany zaangażowaniem, bo nie jest na to jeszcze gotowy albo nawet już odszedł lub wręcz nigdy nie okazywał otwartości na związek. Czasami obecny skądinąd partner czuje się nieswojo, ma wrażenie, że nie jest darzony autentycznym uczuciem, gdyż kobieta kocha raczej własne o nim wyobrażenie, i w efekcie mężczyzna ten zaczyna się wycofywać, co ostatecznie może prowadzić do rozpadu relacji. Niekiedy to kobieta odczuwa wzmożony lęk przed bliskością, czyli niezrozumiały niepokój, który skłania ją do sabotowania relacji, gdyż po bliższym poznaniu okazuje się, iż partner naprawdę daleko odbiega od wciąż żywych wyobrażeń o idealnym związku. Niektóre kobiety podatne na zranienie przeżywają pasmo nieudanych związków, inne tkwią latami w toksycznej relacji, ale są i takie, które kurczowo trzymając się własnych wyobrażeń żyją w samotności, bo rzeczywistość nie jest w stanie sprostać wynikającym z tych wizji oczekiwaniom. Kobiety podatne na zranienie częstokroć mają za sobą niełatwe przejścia w dzieciństwie i wczesnej dorosłości albo specyficzną relację z rodzicami, zwłaszcza mamą. Doświadczenia te niejako zmuszały do odcinania się od własnych negatywnych stanów emocjonalnych, które były wówczas trudne do zniesienia, bo młody człowiek bez właściwego wsparcia nie jest w stanie tak dobrze sobie radzić, jak osoba dorosła posiadająca odpowiednie umiejętności. Treningu tych umiejętności też nierzadko brakowało, bo rodzice swoją postawą raczej dawali złe lekcje na temat emocji. W następstwie tego stanu rzeczy kobieta podatna na zranienie ma zwiększoną tolerancję na trudne sytuacje – znosi więcej, lekceważy sygnały ostrzegawcze lub nie czerpie informacji ze swoich negatywnych emocji trzymając je na dystans, traktując jako niepożądane, zbędne. Traci przez to bezcenne źródło informacji o sobie, własnych potrzebach i związkach z innymi ludźmi. Problemy składające się na „kochanie za bardzo” zwykle współwystępują z innymi czynnikami utrudniającymi prawidłowe funkcjonowanie w związku, jak na przykład nie wymienione wyżej następstwa wynikające z dysfunkcji w rodzinie pochodzenia, lękowy styl przywiązania czy niskie poczucie własnej wartości. Co to znaczy kobieta podatna na zranienie Łatwo przyjąć interpretację jakoby źródłem wszelkiego cierpienia był ktoś z zewnątrz. Liczne poradniki dla kobiet poświęcone są rozległym opisom tego, na jakich mężczyzn należy uważać, jakie ci faceci stosują chwyty. Jeśli jednak kobieta raz za razem wchodzi w związki, które w ostatecznym rozrachunku ją ranią, to czy rzeczywiście wina leży wyłącznie po stronie partnerów? Czyżby był to fatalny zbieg okoliczności? Absolutnie nie wybielając mężczyzn, którzy naprawdę bywają bezwzględni w dążeniu do osiągania własnych celów w kontaktach z kobietami, mimo wszystko zauważyć należy, iż raczej mało prawdopodobnym jest, żeby powtarzająca się historia była powodowana tylko przez nich. Możliwe, że to kwestia podatności na zranienie czyli skłonności do angażowania się w raniące związki z nieodpowiednimi partnerami i nie wyplątywanie się z takich znajomości, gdy pojawiają się istotne ku temu przesłanki. Podatność na zranienie nie jest kwestią niefortunnego zrządzenia losu, lecz specyficznych mechanizmów, które sterując kobietą, skłaniają ją do wchodzenia w źle rokujące relacje, lekceważenia sygnałów ostrzegawczych i nie wychodzenia z takich związków w porę - niekiedy nawet wtedy, gdy staną się już ewidentnie toksyczne. W większości wypadków nie jest to na szczęście kwestia masochistycznego czy zależnego zaburzenia osobowości. To raczej zbiór tendencji, które mają swoje korzenie we wczesnych doświadczeniach z dzieciństwa i w okresie dorastania (relacje z rodzicami, a zwłaszcza więź z mamą, deprywacja emocjonalna, wychowywanie się w rodzinie alkoholowej bądź dysfunkcyjnej czyli bycie DDA albo DDD). Zazwyczaj nie jest to dla kobiet łatwe, a czasami okazuje się niezwykle trudne i bolesne, ale jeśli sytuacja ma ulec pozytywnej, nieprzypadkowej, trwałej zmianie, to konieczne jest krytyczne i szczere przyjrzenie się własnemu wkładowi w historię raniących związków. Relacje nie tworzą się same – każde z partnerów ma w nich swój udział. Bynajmniej nie chodzi o to, by brać na siebie całą winę lub dla przykładu odpowiedzialność za przemoc albo nielojalność partnera, lecz o to, by w najwyższym stopniu ograniczyć możliwość powtórzenia się raniącego scenariusza w przyszłości. Tendencje te, składające się na schemat osobisty, najprawdopodobniej zostały dodatkowo wzmocnione przez inne czynniki w życiu dorosłym. Na przykład wielu psychologów jest zgodnych, że nie jest bez winy romantyczna wizja związków, którą nasiąkają zwłaszcza kobiety. W popularnych baśniach, filmach, utworach muzycznych miłość prezentowana jest jako siła, która pozwala wszystko przetrwać, znieść, ze wszystkim uporać się. Siła, mająca wręcz moc uzdrawiania, a raczej naprawiania partnera, odczarowywania żaby z powrotem w księcia. Tymczasem realnie w związkach niezbędne są granice, asertywność, zdrowa dawka miłości własnej i troski o siebie, pewna symetria, co ze zrozumiałych względów stoi w sprzeczności z wizją ogromnego poświęcania się w imię miłości - dla dobra związku, dzieci lub innych ideałów stawianych wyżej, niż własny dobrostan. Inne czynniki kulturowe także odgrywają pewną rolę. W dobie kultu samochwalstwa, epoce narcyzmu, lansu na serwisach społecznościowych posiadanie czegoś, czym można się pochwalić bywa ważniejsze, niż zaplecze, to czego nie widać gołym okiem. W wyniku tego młode pokolenia kobiet unieważniają się poprzez wchodzenie w relacje bez przyszłości, ale dające inne profity, udając, że nie widzą, iż czeka ja zranienie, lub wręcz akceptujące je jako tak czy inaczej nieuchronne. Jedno z badań dotyczących zjawiska przemocy wykazało, że wysoki odsetek kobiet, które doświadczyły agresji lub nielojalności partnera, na wczesnym etapie związku wyraźnie widziały sygnały ostrzegawcze, lekceważyły je jednak w nadziei na to, że uda im się utrzymać relację z partnerem postrzeganym jako szczególnie atrakcyjny, reprezentacyjny. Zranienie jednak nie zawsze następuje z powodu postępowania partnera - czasami jest oczywistym następstwem wyborów, jakich dokonuje kobieta, na przykład świadomie angażująca się w relację skazaną na bolesny finał. Podatność na zranienie to coś, z czym kobiety na różne sposoby starają się walczyć. Wdawanie się ze sobą w walkę przynosi jednak nierzadko opłakane skutki. Nie jest rozwiązaniem optymalnym, a czasami nawet pogarsza sprawę. Często dzieje się tak, że w wyniku szczególnie trudnych przejść w relacjach, o które dodatkowo kobieta ma do siebie pretensje, pojawia się poważny uraz. W rezultacie kobieta zamyka się i nikogo do siebie nie dopuszcza. Warto zauważyć, że niestety efekt jest ten sam, co w przypadku zranienia - potrzeby emocjonalne są zaniedbywane. Dlatego tak ważnym jest, aby rozpoznać w czym rzecz i przepracować osobisty schemat, a nie tylko go tłumić bądź unikać, to jest „zwalczać”. Chodzi o to, by stać się własnym sprzymierzeńcem i przestać być swoim przeciwnikiem. I bez tego życie jest wystarczającym wyzwaniem. Czynniki wywołujące i podtrzymujące kochanie za bardzo Główne czynniki, które prowadzą do podatności na zranienie zostały omówione w osobnym artykule. Trzy typy podatności na zranienie Typ chroniczny obserwujemy u kobiet, które są w stanie latami trwać w wypalających je relacjach, tolerować naganne postępowanie partnerów, a nawet same przykładają się do pogarszania jakości związku (o ile mężczyźni wiodą prym w przemocy fizycznej, o tyle kobiety w przemocy emocjonalnej). Bywa, że kobiety, które cechuje podatność na zranienie o typie chronicznym, stają się osobami współuzależnionymi – trwają u boku cierpiących na chorobę alkoholową mężów. Inne po prostu żyją w niesatysfakcjonujących, pustych związkach łudząc się, że jeszcze coś z tego będzie, chociaż partner pomimo obietnic nijak nie przykłada się do poprawy sytuacji. Niektóre kobiety czekają w nieskończoność na oświadczyny, jako małżonki w milczeniu znoszą zdrady, albo same dolewają oliwy do ognia i swoim postępowaniem prowokują odtrącenie, sabotują związek, ni stąd ni zowąd przeżywają dramaty, a żadna poważna rozmowa nie może obejść się bez ich płaczu i pretensji, gdyż permanentny kryzys jest dla nich kontekstem, w którym czują się swojsko, więc po krótkich okresach ciszy nieuchronnie następuje czas burz. Typ seryjny charakteryzuje kobiety podatne na zranienie nie pozwalające sobie na trwanie w toksycznym związku, ale o takich kryteriach doboru partnera i skłonnościach, które skazują je na przeżywanie kolejnych rozczarowań. Mówi się, że historia lubi się powtarzać... Znajduje to odzwierciedlenie szczególnie w przypadku podatności na zranienie o typie seryjnym – każda kolejna relacja przynosi problemy z tego samego repertuaru, a wszelkie starania mające to zmienić okazują się niepomocne lub wręcz destrukcyjne. Typ seryjny różni się od chronicznego liczbą partnerów kobiety, jakkolwiek w sensie emocjonalnym zranienie właściwie również trwa przez cały czas. Ranić mogą nie tylko konkretne zachowania partnera, ale ruminacje (niekończące się przemyślenia) na temat utraconych związków, fantazje o partnerach, którzy odtrącili (i przez niedostępność zdają się szczególnie atrakcyjni), wymarzone, a niedoścignione wizje idealnych relacji. Nawet będąc w udanym związku kobieta może cierpieć z powodu doświadczania odbieranych jako narzucające się wizji bycia z kimś innym (co może nawet przekształcić się w Relacyjne zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne), ciągle żywić przekonanie, że to nie jest najlepszy wybór jakby nie dawała wiary tej trwającej miłości, bo bycie kochanym wydaje się jej wprost czymś niewiarygodnym albo miłość jawi się jako coś jeszcze lepszego niż obecne uczucie. Typ pełen złudzeń to podatność na zranienie, która polega w głównej mierze na pozbawianiu się szansy na realną bliskość i dobrze rokujący związek poprzez dobór niedostępnych partnerów lub życie w czymś raczej o charakterze układu, niż intymnej relacji. Typ pełen złudzeń jest jak bomba z opóźnionym zapłonem. Czas, który kobieta mogłaby na przykład poświęcić na budowanie stabilnej więzi z prawdziwego zdarzenia ze szczodrym emocjonalnie, zaangażowanym partnerem, zagospodarowuje ona w sposób nie dający cienia szansy na wartościowy związek. Niektóre kobiety angażują się na długo w związki z mężczyznami żonatymi, niedostępnymi emocjonalnie, pochłoniętymi przez nałogi lub po prostu takimi, którzy od początku im nie odpowiadają. Inne żyją przelotnymi romansami z mężczyznami o wysokim statusie, które tylko pozornie dowartościowują, a na dłuższą metę są źródłem unieważnienia. Inne mają układy ze sponsorami lub wiążą się tylko z przyczyn ekonomicznych, ewentualnie wybierają partnerów, którzy poza ponadprzeciętną urodą nie oferuję nic więcej. Bywa, że łudzą się, iż miłość jest zbędna, nie ma znaczenia ani wartości, że potrzebę bycia z kimś blisko i pragnienie więzi można zastąpić zimną kalkulacją, że cynizm to najlepsza strategia w dobie brutalnego kapitalizmu, gdy liczy się to, czym można się pochwalić w serwisach społecznościowych. Łudzą się, że nie są wykorzystywane oraz że nie wykorzystują innych, nie nazywają rzeczy po imieniu, żyją w iluzji, a to dalece ogranicza możliwość stworzenia autentycznej więzi. Nie wszystkie kobiety charakteryzujące się podatnością na zranienie o typie pełnym złudzeń są cyniczne, wyrachowane. Czasami złudzenia to nic innego, jak nadmiernie rozwinięte fantazjowanie, które przybiera wręcz postać zaklinania rzeczywistości, zaprzeczania faktom lub problemom. Tego typu skłonności charakteryzują zwłaszcza niektóre Dorosłe Dzieci Alkoholików. Wyróżnienie tych trzech typów jest oczywiście pewnym uproszczenie. W istocie są to odcienie tego samego zjawiska, więc czasami w praktyce trudno jednoznacznie je odróżnić – częściowo pokrywają się, mieszają. Bywa i tak, że sekwencyjnie dana kobieta na przestrzeni czasu raczej charakteryzuje się podatnością na zranienie o typie na przykład seryjnym, a w innym okresie o typie pełnym złudzeń. Podatność na zranienie nie jest chorobą Podatność na zranienie nie jest jednostką chorobową, nie znajdziemy jej opisu w kryteriach diagnostycznych na temat zaburzeń psychicznych. To raczej pewna forma szkodliwych dla jednostki skłonności, które pojawiają się w odpowiedzi na specyficzne grupy doświadczeń. Stanowi coś w rodzaju schematu - powtarzającej się procedury działania, która eksploatuje ślady emocjonalne po dawnych deprywujących doświadczeniach (np. nieobecności, niedostępności rodzica lub rywalizacji z jego strony). Koryto rzeki, którym płynie życie kobiety, naznaczone jest tymi śladami, nadającymi mu bieg. Przeszłość odbija się w teraźniejszości, emocjonalne rany jątrzą się zamiast goić, sytuacje powtarzają się. Kwestionariusz podatności na zranienie Dedykowany kobietom kwestionariusz podatności na zranienie może zostać wykorzystany, jeśli ktoś podejrzewa u siebie ten rodzaj problemu. Każdemu z poniższych czternastu twierdzeń należy przyznać od 0 do 2 punktów. 0 – nie pasuje do mnie to stwierdzenie 1 – trochę pasuje do mnie to stwierdzenie 2 – całkowicie pasuje do mnie to stwierdzenie. Warto zauważyć, że niektóre pozycje kwestionariusza zawierają różne opcje – jeśli przynajmniej jedno ze stwierdzeń pasuje, należy pozycji przyznać 1 lub 2 punkty. [1] Bywało, że trwałam za długo w relacji bez perspektyw nie umiejąc z niej wyjść w porę [2] Z takich samych lub podobnych powodów doznałam rozczarowania w ostatnich kilku związkach [3] Czuję magnetyczne przyciąganie do niedostępnych mężczyzn [4] Fantazjując o idealnym partnerze lub idealnym związku czuję przykre napięcie lub cierpienie [5] Mama albo osoba która pełniła taką funkcję była niedostępna emocjonalnie i/lub rywalizowała ze mną i/lub wyręczała się mną w kontakcie z ojcem [6] Mama albo osoba która pełniła taką funkcję nie stawała w mojej obronie i/lub nie służyła mi radą i/lub nie koiła moich trudnych stanów emocjonalnych [7] Gdy byłam dziewczynką lub nastolatką z mojego życia z jakiegoś powodu nagle zniknął ojciec lub nagle zaczął mnie traktować zupełnie inaczej, bo nasza relacja uległa drastycznemu pogorszeniu [8] Raczej nie mówię o swoich potrzebach w relacji, a później czuję się rozczarowana, że nie zostają zaspokojone i/lub mówiąc o swoich potrzebach w relacji jestem zbywana deklaracjami bez pokrycia a mimo to długo takiego związku nie przerywam [9] Często zdarza się, że w relacji nie mówię jak się czuję, a potem jestem zawiedziona, że nie jestem rozumiana [10] W związku daję więcej niż otrzymuję [11] Im mniej partner jest dostępny tym większy czuję do niego pociąg [12] Decyduję się na interakcje z mężczyznami dla korzyści materialnych i/lub sama wybieram mężczyzn, których mogłabym otoczyć taką opieką [13] Wierzę, że związek z mężczyzną do przetrwania wymaga mojego poświęcenia [14] Mam silne przeświadczenie i przyjaciele zgadzają się w tej kwestii ze mną, że źle dobieram sobie partnerów, bo raz za razem spotyka mnie w relacjach coś złego (zostaję zraniona, wykorzystana, jestem ofiarą przemocy) i/lub obserwuję, że po pewnym czasie sama staję się w związku nie do zniesienia, sabotuję go, zapoczątkowuję okres burz [15] Jeśli w związku jest spokój, prowokuję spięcia Minimalna ilość możliwych do uzyskania punktów to 0, a maksymalna 30. Przy uzyskaniu wyniku 10-20 punktów można u siebie podejrzewać funkcjonowanie mechanizmów charakterystycznych dla podatności na zranienie. Uzyskawszy 21 lub więcej punktów można podejrzewać, że mechanizmy podatności na zranienie działają ze znacznym natężeniem. Zmniejszanie podatności na zranienie Trudnym bywa przepracowanie mechanizmów podatności na zranienie w pojedynkę dlatego zalecana jest psychoterapia, jakkolwiek we własnym zakresie również można podjąć kroki zaradcze. Przede wszystkim należy dogłębnie przeanalizować i zrozumieć grupy doświadczeń z dzieciństwa i to, jakie lekcje na temat relacji, bliskości, emocji, związków wyniosło się z tamtego okresu. Należy zweryfikować, czy były to lekcje udane, czy wprost przeciwnie. Należy poddać głębokiej refleksji swoją relację z mamą lub osobą, która pełniła jej funkcję (jeśli w ogóle ktoś taki był) ze szczególnym uwzględnieniem deprywacji emocji, empatii, opieki. Koniecznym jest przeanalizowanie swoich dotychczasowych relacji ze szczególnym uwzględnieniem podobieństw, w poszukiwaniu jakiegoś schematu, powtórzeń. Istotną kwestią jest rozpoznanie u siebie jaki rodzaj podatności na zranienie daje się najbardziej we znaki i zaplanowanie działań zaradczych. Ważną kwestią jest zweryfikowanie swoich kryteriów doboru partnera pod kątem tego, co wynika z kluczowych potrzeb, a co wprost przeciwnie lub wręcz je unieważnia. Często zasadniczą kwestią jest rzeczywista (nie pozorna ani doraźna) poprawa poczucia własnej wartości. Najlepiej mieć w tym wszystkim wsparcie psychoterapeuty, co bynajmniej nie wyklucza znacznego nakładu pracy własnej, ale nawet w tym zakresie dobry specjalista okaże się pomocny, gdyż na przykład zwróci uwagę na szczególnie godne uwagi lektury i wskaże możliwe do sprawdzenia sposoby postępowania alternatywne względem dotychczasowych. Rozeznany w temacie psycholog, badając temat niejako stojąc z boku, a więc będąc bardziej obiektywnym, z większą łatwością dostrzeże pewne mechanizmy, zwróci na nie uwagę i ułatwi wzięcie ich na warsztat. Jako właściciel Gabinetu Ocal Siebie osobiście oferuję psychoterapię indywidualną w zakresie radzenia sobie z podatnością na zranienie, a także z równolegle niekiedy występującymi trudnościami jak na przykład współuzależnienie czy depresja. W przyszłości programu terapeutycznego zamierzam nauczać także innych specjalistów, więc także oni będą mogli proponować tego typu pomoc. Obserwuj mój fanpejdż. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  4. 1 punkt
    Nierzadko w psychoterapii istotna bywa diagnoza czynników, które mogły w pewien sposób przyczynić się do obecnych problemów pacjenta. Istnieją różne podejścia teoretyczne i nurty psychoterapii, które w zróżnicowany sposób zapatrują się na te zagadnienie. W ramach podsumowania zostaną tu omówione czynniki badane przez terapeutów z różnych szkół. Istotny wpływ na bieżące cechy pacjenta oraz charakter przynajmniej niektórych jego problemów mogą mieć: Różne formy emocjonalnych zranień doświadczonych w dzieciństwie; Przebyte traumatyczne przeżycia zwłaszcza we wczesnym okresie życia; Krzywdzące, problematyczne i nierozwiązane konflikty ze znaczącymi osobami z dzieciństwa; Brak doświadczenia bezwarunkowej miłości rodzicielskiej; Doświadczenie silnie uwarunkowanej miłości („kochania tylko za coś”) w dzieciństwie; Doświadczenia wpływające na kształtowanie nieadekwatnych postaw takich jak nadmierna zależność, nieprawidłowych wzorców, oczekiwań przekraczających możliwości ich osiągnięcia, brania na siebie nadmiernej odpowiedzialności, niewłaściwego wyrażania złości poprzez zachowania agresywne; Przeżycie wielu lub długotrwałych sytuacji narażających na wysoki poziom stresu; Doświadczanie cierpienia z powodu doświadczania krzywdy lub bycie świadkiem cierpienia innych, zwłaszcza bardzo bliskich ludzi; Życie w środowisku, które w szkodliwy sposób wpływało na samoocenę (czyniąc ją zaniżoną lub zawyżoną); Przeżywanie okoliczności, które drastycznie utrudniały rozwój i radzenie sobie z kryzysami rozwojowymi (np. brak wsparcia rodzicielskiego); Doświadczenie odrzucenia w domu rodzinnym lub ostracyzmu w środowisku rówieśniczym; Doświadczenie inności, bycia wytykanym palcami; Doświadczanie w przeszłości nadużyć, zaniedbania, przemocy bądź na przykład sytuacji, które prowadziły do nagłego przeżywania silnego lęku. W zależności od tego, jak dana osoba uporała się z tymi trudnościami, ich konsekwencje mogą mieć zróżnicowany charakter. Nie wszystkie osoby z trudnymi przeżyciami w dzieciństwie przejawiają problemy psychologiczne, ale duża część osób zgłaszających takie dolegliwości, ma takie doświadczenia. Podczas psychoterapii częstokroć trzeba je przepracować, nadać im nowe znaczenie i zacząć rozumieć je w nowy sposób, uporać się z nimi. Szczególnie istotne okazuje się to podczas udzielania pomocy psychologicznej takiej jak: leczenie depresji, terapia niskiego poczucia własnej wartości czy kojenie poczucia krzywdy, której doświadczyły Dorosłe Dzieci Alkoholików. Wsparcie psychologiczne może mieć charakter psychoterapii w gabinecie lub psychoterapii przez Skype znanej jako terapia online.
  5. 1 punkt
    „Rozpieszczaj żonę, nie dzieci” oraz „Nie stawiaj żono wyżej dzieci od męża” to (zdaje się angielskie) porzekadła, które chyba powinny być wypowiadane jednym tchem. Zadziwiająco często ludzie zaniedbują partnerów po przyjściu na świat potomstwa. O ile okresowo może to być zrozumiałe, na dłuższą metę prowadzi do problemów. Nie po to przecież tworzy się związek, by potem zostać rzuconym w kąt. Skomentuj na Facebook. CIEKAWOSTKA: Internetowa przychodnia psychologiczna oferuje darmowy porady psychologa.
  6. 1 punkt
    Spadek liczby zawieranych małżeństw, nasilający się sukcesywnie od lat 80-tych XX wieku, każe zapytać o atrakcyjność tej instytucji dla współczesnych kobiet i mężczyzn. Socjologowie zauważają, że na ten stan rzeczy wpływ mają przemiany społeczne mające charakter prawny, demograficzny, instytucjonalno-organizacyjny. Warto przyjrzeć się również temu zagadnieniu z perspektywy psychologicznej. Dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić, nie są zainteresowani małżeństwem Motywacją do zawarcia małżeństwa jest chęć zaspokojenia pewnych potrzeb. O atrakcyjności tej instytucji przesądza zatem ilość i zakres potrzeb, które pozwala ona zrealizować. Jako że istnieje bardzo duży rozdźwięk między tym, ile kobiet, a ile mężczyzn widzi sens zawierania małżeństwa, zasadnym jest przypuszczenie, że w przypadku panów instytucja ta najwyraźniej zaspokaja potrzeby w mniejszym stopniu lub większym kosztem. W tym artykule to zagadnienie zostanie przeanalizowane. Potrzeba bezpieczeństwa Fundamentem relacji małżeńskiej jest zaspokojenie potrzeby bezpieczeństwa. Sformalizowany związek daje większą, aczkolwiek niebezgraniczną, pewność, co do tego, że partner będzie podejmował świadomy wysiłek, by nie narazić współmałżonka na krzywdę. Instytucja małżeństwa pozwala silniej wierzyć, iż partner z niesłabnącym zaangażowaniem będzie starał się stanowić oparcie i będzie pozostawał wierny. Wzmaga też poczucie, że partner będzie poświęcał zasoby ekonomiczne oraz innego rodzaju (jak czas i wysiłek) na rzecz rodziny, którą zakłada się wraz zawarciem małżeństwa. System prawny z założenia ma wspierać zaspokojenie tej potrzeby dzięki instytucji małżeństwa, ale zdania mężczyzn i kobiet są na ten temat głęboko podzielone. Potrzeba bezpieczeństwa kobiet zdaje się być przez małżeństwo wyraźnie mocniej zaspokajana aniżeli ma to miejsce w przypadku mężczyzn. Dla poczucia bezpieczeństwa nie bez znaczenia jest świadomość ryzyka, które się podejmuje, zawierając małżeństwo. Małżeństwa nie są tak trwałe jak dawniej – w Polsce rozwodem kończy się około 30% małżeństw, a w krajach świeckich do 50%. Zarówno panie jak i panowie zdają sobie z tego sprawę, gdyż dane te częstokroć są przywoływane przez poczytne czasopisma i popularne serwisy internetowe, a poza tym ludzie po prostu nierzadko są świadkami licznych rozstań znajomych i krewnych. Kobiety zdają sobie sprawę, że w razie rozwodu grozi im samotne macierzyństwo, a co za tym idzie ograniczone możliwości w zakresie realizacji kariery życiowej. Mimo wszystko mogą jednak liczyć na różnego rodzaju wsparcie społeczne i instytucjonalne, w tym również finansowe, a także na alimenty na dzieci, a niekiedy również na siebie. Zdecydowana większość małżeństw w Polsce to związki bez rozdzielności majątkowej, co jest dla kobiet pomyślne, gdyż zazwyczaj wyższymi dochodami wykazują się mężowie, a zatem w razie rozwodu kobieta może liczyć na korzystny podział majątku. Mężczyźni natomiast są świadomi, że w razie rozwodu w zasadzie nie mogą liczyć na żadne wsparcie. Wiedzą też, iż niezależnie od przyczyn rozstania, w sądach rodzinnych niemal pozbawieni są szans na prawa opieki nad dziećmi lub przynajmniej opiekę naprzemienną, będą więc mieli w najlepszym razie ograniczony kontakt z dziećmi. Zdają sobie również sprawę, iż los ich więzi z potomstwem zależeć będzie niemal całkowicie od dobrej woli byłej małżonki. Niestety, około 40% rozwiedzionych kobiet przyznaje, że utrudniało byłemu mężowi kontakt z dzieckiem, a 50% deklaruje, iż wcale nie widzi sensu, by dziecko utrzymywało kontakt z ojcem. Co gorsza, w razie bezpodstawnych, złośliwych oskarżeń ze strony byłej małżonki, mężczyzna częstokroć jest bezbronny, ponieważ obecne prawodawstwo w dalece niewystarczającym stopniu piętnuje takie postępowanie, o ile w ogóle to czyni. Zarówno w przypadku kobiet jak i mężczyzn alternatywny względem małżeństwa styl życia niejednokrotnie jawi się jako bezpieczniejszy, co także może mieć wpływ na spadek liczby zawieranych związków małżeńskich. Małżeństwo jest opcją, a nie jedynym rozwiązaniem bądź przymusem, więc nie zawsze osoby obu płci decydują się na ten scenariusz, gdyż wybierają inne rozwiązania. Ponadto, dziś małżeństwo jako nietrwała struktura, którą można zakończyć pod byle pretekstem, pozwala na większą swobodę osobistą, ale traci na atrakcyjności w kontekście potrzeby bezpieczeństwa, gdyż nie gwarantuje, iż partnera rzeczywiście będzie na dobre i na złe stał po stronie związku oraz nie odejdzie do „lepszego modelu”. Takie zagrożenie istnieje po obu stronach, ale odchodzenie kobiet od mężczyzn jest w różny sposób wspierane, a w pewnych środowiskach wręcz uznawane za akt odwagi, natomiast odchodzenie mężczyzn od kobiet jest prawnie i społecznie napiętnowane oraz wiąże się z dotkliwymi konsekwencjami (między innymi wspomniany wyżej ograniczony kontakt z potomstwem, zobowiązania finansowe). Z tych, i innych powodów, męska potrzeba bezpieczeństwa bywa przez małżeństwo w wyraźnie mniejszym stopniu zaspokajana aniżeli analogiczna potrzeba u kobiet. Właściwie wielu mężczyzn przyznaje, że małżeństwo jawi się im jako coś niebezpiecznego – przedsięwzięcie obarczone wysokim ryzykiem utraty znacznej części dorobku życia i narażenia się na wysoką frustrację, wynikającą z utrudnianych kontaktów z potomstwem. Z tego względu instytucja małżeństwa bywa mniej atrakcyjna dla mężczyzn niż dla kobiet. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Potrzebne są zmiany systemowe, ale twój stosunek do tematu nie jest bez znaczenia. Upewnij się, że partner może na ciebie liczyć w razie potrzeby, że szanujesz i mądrze traktujesz budżet domowy, do którego w miarę możliwości starasz się dokładać nie mniej niż mężczyzna. Dokładaj się do wspólnych kosztów lub ponoście je mniej więcej naprzemiennie. Nie poprzestawaj na słowach, lecz przede wszystkim okazuj swoją postawą, że małżeństwo nie jest dla ciebie „skokiem na kasę” czy „windą wiozącą na wyższy status społeczny”. Okazuj, że sama bierzesz odpowiedzialność za swoją pozycję społeczną i status materialny. Troszcz się o swoją niezależność, by było jasne, że nie zamierzasz doprowadzić do sytuacji, w której cały budżet rodziny miałby być w całości na barkach jednej osoby, co może być bardzo stresujące, obciążające i po prostu niebezpieczne w dzisiejszych niepewnych czasach. Dawniej kobiety do małżeństwa wnosiły posag, dzisiaj odpowiednikiem posagu jest twoje wykształcenie, perspektywy zawodowe i to, co już zdołałaś osiągnąć. Nie traktuj partnera jak bankomat. Naprawdę korona ci z głowy nie spadnie jeśli to ty czasem za coś zapłacisz, pokryjesz rachunek wspólnego wyjazdu lub ufundujesz wizytę na stacji benzynowej. W końcu dzisiaj obie płcie zarabiają. Bądź gotowa rozmawiać o warunkach umowy małżeńskiej – nie rób z tego tematu tabu. Trudno o poczucie bezpieczeństwa, gdy trzeba by podpisać niekorzystny dokument. Okazuj, iż zdajesz sobie sprawę z nieodpowiedzialnych i przykrych praktyk, które małżonkowie stosują podczas rozwodu, oraz podkreślaj, że co by się nie działo, chcesz wszelkie sprawy załatwiać w cywilizowany sposób dla dobra wszystkich zainteresowanych – nie tylko twojego i dziecka, ale również jego ojca. Potrzeba zwracania uwagi Relacja małżeńska pozwala zaspakajać potrzebę uzyskiwania zainteresowania własną osobą, częstokroć wynosząc poziom zaspokojenie tej chęci na wyższy poziom. Małżeństwo w zamyśle oferuje coś ekskluzywnego – wyłączność. Para osób (lub nieco większe grono w małżeństwach poligamicznych i poliandrycznych) poświęca sobie wzajemnie niebagatelną ilość uwagi, czasu oraz innych zasobów, do czego zobowiązują się publicznie podczas zaślubin. Realizowanie tej potrzeby wiąże się z otrzymywaniem wsparcia w rozmaitych trudnościach i wymaga od drugiej osoby umiejętności słuchania. Zaspokojenie tej potrzeby jest bardzo ważne dla trwałości małżeństwa i ma istotny wpływ na ogólną ocenę zadowolenia z tego typu związku. Wstąpienie w związek małżeński pozwala także na uzyskanie pozytywnej oceny społecznej poprzez przyjęcie roli męża, żony, rodzica. Mogą na to jednak w większym stopniu liczyć kobiety, aniżeli mężczyźni. To zwłaszcza dla pań zaślubiny i wesele są wyczekiwaną atrakcją, na którą skłonne są przeznaczyć duże zasoby, by skupić uwagę na swoim szczęściu. Dla mężczyzny to w większym stopniu widmo wydatków, a nierzadko także kredytu. Ponadto, częściej i bardziej pozytywnie oceniana jest rola matki, żony, bo o tych rolach kobiecych myśli się w kategoriach sukcesu życiowego, realizowania się i często o nich mówi, z reguły uznaje za szlachetne, wyjątkowe. Tymczasem ojciec traktowany jest jak rodzic drugiej kategorii, zaś rola męża bywa traktowana bez specjalnego szacunku, z przymrużeniem oka lub wręcz jako coś godnego wyszydzania na zasadzie to mężczyzna, który „dał się usidlić”, „stracił wolność”, zaprzepaścił szanse na realizację swojej strategii reprodukcyjnej, mężczyzna, który na domiar złego „za chwilę i tak straci połowę majątku”, ewentualnie mężczyzna, który musiał się ożenić, bo nie miał powodzenia u kobiet. Zakres zaspokojenia potrzeby zwracania uwagi w bliskim związku dla obu płci bywa porównywalny, bo zwykle reguluje się samoczynni – jeśli jedna strona nie wywiązuje się z umowy, druga także staje się oszczędniejsza w zabiegach na rzecz spełnienia oczekiwań partnera. W szerszym, niż bliski związek, kontekście, wygląda to inaczej. Niestety, w następstwie „szalejącego równouprawnienia”, które w Polsce ogranicza się w istocie do równouprawnienia kobiet, ale już nie mężczyzn, pojawia się istotny rozdźwięk w zakresie zaangażowania w okazywanie uwagi między przedstawicielami obu płci. Istnieje duże społeczne przyzwolenie braku wyraźnego okazywania uwagi przez kobiety mężczyznom i jednocześnie piętnowanie wstrzemięźliwości w tym zakresie po stronie panów. W praktyce życiowej prowadzi to nierzadko do roszczeniowej postawy pań i presji, by to mężczyzna w myśl popularnych, krążących w Internecie obrazków, „codziennie zabiegał o swoją kobietę”. Brak symetrii w zakresie wzajemnego okazywania uwagi prowadzi do oddalania się partnerów i konfliktów, gdyż mężczyźni nie chcą być jedyną stroną zabiegającą, organizującą i opłacającą atrakcyjny czas wolny, wychodzącą z inicjatywą w życiu codziennym i w sypialni. Mężczyźni niejednokrotnie narzekają na niesprawiedliwość – ich partnerki chcą być stawiana na piedestale, obdarowywane i ustawicznie zdobywane, ale same nie kwapią się do odwdzięczania w porównywalnym stopniu tym samym, ponieważ uważają, iż to tylko im jako kobietom należy się uprzywilejowana pozycja w związku. Z tego powodu panowie często powtarzają w gronie innych mężczyzn, iż taki układ mężczyźnie nie opłaca się, zatem w oczach młodszych kolegów małżeństwo staje się coraz mniej atrakcyjne. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Miej zdrowy stosunek do równouprawnienia, która ma dotyczyć kobiet i mężczyzn. Nie każ się stawiać na piedestale i nie zachowuj się jak księżniczka. Jeśli partner ma cię wyręczać, nie bój się sama też czasem ubrudzić sobie ręce. Pamiętaj, że jedziecie na tym samym wózku. Nie traktuj partnera jak przedstawiciela gorszej płci lub osoby, której funkcje w związku są mniej ważne. Jeśli chcesz być szanowna, sama dawaj dobry przykład i szanuj partnera w nie mniejszym stopniu. Bądź pewna, że ty i przynajmniej niektóre najbliższe ci osoby mają pozytywny stosunek do roli mężczyzny w rodzinie. Sprawiaj, by twój wybranek wiedział, że jako mąż może liczyć na uznanie, a nie tylko na brudną robotę, której ty nie będziesz chciała wykonać. Okazuj zainteresowanie swojemu mężczyźnie. To zrozumiałe, że chcesz być uwodzona, ale sama również kokietuj, wykazuj inicjatywę, planuj wspólne aktywności, organizuj czas, by partner widział, że ci zależy na atrakcyjnym życiu razem, chcesz część trudu brać na siebie i nie liczysz na wieczne zabawianie, nadskakiwanie. Nie zachowuj się jak gwiazda w związku. Jesteście partnerami. Jeśli masz błysnąć czy się wywyższać bądź konkurować – proszę bardzo, ale nie kosztem partnera, lecz w sferze zawodowej lub edukacyjnej, gdzie może być to nawet mile widziane lub wskazane. Potrzeba bliskiego kontaktu i wsparcia emocjonalnego Instytucja małżeństwa nierzadko zwiększa zaspokojenie potrzeby wzajemnego, intymnego kontaktu. Ludzie, którzy obiecywali sobie wsparcie i bycie ze sobą na dobre i na złe mogą akceptować się wzajemnie na niezwykle głębokim poziomie. Faktem jest jednak, że podobnie intensywne relacje nie ograniczają się do związków małżeńskich. Dzisiaj potrzeba bliskiego kontaktu bywa zaspokajana również w relacjach innego rodzaju, nie tylko miłosnych, ale też przyjacielskich. Instytucja małżeństwa nie jest zatem do tego niezbędna, a co za tym idzie, w oczach wielu ludzi nie zyskuje na tym polu szczególnej atrakcyjności. Zwłaszcza, że wszystko, co się powie, w trakcie rozwodu może być użyte przeciwko temu, kto ośmielił się odsłonić. Nie bez znaczenia pozostaje niewątpliwie istniejący rozdźwięk między kobietami i mężczyznami w zakresie realnych możliwości zaspokojenia potrzeby bliskiego kontaktu w małżeństwie. Mężczyźni mają złe doświadczenia, związane z ujawnianiem swojej łagodniejszej, bardziej wrażliwej strony, bo wówczas niejednokrotnie tracą w oczach swoich nadmiernie wymagających partnerek, co odbija się negatywnie na jakości życia seksualnego. W rezultacie zatem panowie uczą się, by nie otwierać się zbytnio przed swoimi małżonkami, są skryci, sami zaś oferują wysłuchanie i wsparcie, gdyż tego się od nich bezwzględnie oczekuje. Mężowie są mniej skorzy do ujawniania swojej wrażliwości, gdyż mści się to na nich, kiedy kobiety stosują przemoc psychiczną, przywołując tego typu wyznania i obracając je przeciwko oponentowi w dyskusji. „Jesteś miękki”, „mazgaisz się”, „prawdziwy mężczyzna by to wziął na klatę”, „jesteś facetem, więc weź się w garść”, „faceci nie płaczą”, „myślałam, że wyszłam za mężczyznę, a nie za chłopca”, „wszyscy faceci to duże dzieci” – tego typu reakcje potrafią zamknąć mężczyznę w sobie na całe lata i ograniczyć jego możliwość zaspokojenia potrzeby bliskiego kontaktu do minimum, co ze zrozumiałych względów czyni dla niego małżeństwo pod tym względem mniej atrakcyjnym. Małżonkowie mogą wzajemnie zaspokajać swoje potrzeby emocjonalne i częstokroć tak właśnie się dzieje, choć u kobiet i mężczyzn bywają nieco inne. Panie szczególnie cenią duchową obecność, dodawanie otuchy i akceptację ich takimi, jakie są, natomiast dla mężczyzn na pierwszy plan wysuwa się pragnienie bycia docenionym i doznawania szacunku. Prawdę mówiąc obu stronom w praktyce różnie wychodzi zaspokajanie wzajemnych potrzeb emocjonalnych, ale także tutaj można dostrzec czynnik, który obniża atrakcyjność małżeństwa w oczach mężczyzn. Dawniej bycie głową rodziny i troska o jej byt stanowiło powód do dumy, było szanowane i doceniane. W dobie „szalejącego równouprawnienia” wiele kobiet przyjmuje, że te wysiłki mężczyzn im kobietom po prostu się należą, a nawet że stanowi to obowiązek każdego „prawdziwego mężczyzny” bądź są wprost dla niego spełnieniem marzeń i wręcz powinien być wdzięczny, że może się do czegoś przydać. Podczas gdy przygotowanie przez kobietę kolacji czy pozmywanie naczyń jest godnym pochwały poświęceniem, złożenie szafy z wysyłkowego sklepu meblowego jest męskim obowiązkiem, za który nie należy się nawet słowo „dziękuję”. Wymaga się, by mężczyzna posprzątał mieszkanie, zmienił pieluchę czy zabrał dzieci na plac zabaw, ale gdy chodzi dajmy na to o zabranie samochodu do warsztatu kobieta absolutnie nie ma zamiaru się tym zajmować. Uznawane za typowe dla męskiej roli zadania pozostały męskie, a uznawane za kobiece mają być udziałem obu płci. Opacznie pojmowane w Polsce równouprawnienie nie zrównało wartości ról kobiet i mężczyzn, lecz zawyżyło wartość zachowań kobiecych i zdewaluowało zachowania męskie, co oczywiście nie zachęca panów do małżeństwa. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Chociaż statystyczny mężczyzna jest mnie wylewny, a właściwie dość skryty, nie znaczy to bynajmniej, że jest pozbawiony życia wewnętrznego. Też potrzebuje czasem pogadać od serca, więc bądź gotowa to zrobić, nawet jeśli jego udręki będą dotyczyły tematów, które ciebie wcale nie ruszają. Ani w kłótni ani przy żadnej innej okazji nie kwestionuj męskości swojego partnera. Nie masz pojęcia co to znaczy być mężczyzną, bo urodziłaś się kobietą, więc nie dawaj sobie prawa do osądzania, kto jest, a kto nie jest stuprocentowym samcem, „prawdziwym facetem” i tak dalej. Nie stosuj szantażu emocjonalnego, przemocy słownej ani psychicznej (np. cichych dni) oraz rażąco nieasertywnej komunikacji i całej reszty niszczących relację zagrywek. Jeśli masz z tym kłopot, weź za to odpowiedzialność i pracuj nad tym w terapii – nie oczekuj, że partner musi to wszystko znosić albo że to on będzie twoim terapeutą bądź psychologiem, ewentualnie ekwiwalentem twojego ojca. Bądź świadoma, że mężczyźni cenią stabilność emocjonalną i staraj się o to u siebie. Mów tyle i tak długo, na ile partner może sobie pozwolić. Dobra komunikacja uwzględnia nie tylko nadawcę, ale i odbiorcę komunikatu. Jeśli ma spełniać swoją funkcję musi być dostosowana do człowieka, do którego jest adresowana. Nie zakładaj, że mężczyzna będzie czytał ci w myślach, zawsze wiedział co jest między wierszami i doskonale rozumiał twój wewnętrzny świat. Dbaj o jakość komunikacji, bądź asertywna, wspólnie trenujcie aktywne słuchanie, by lepiej się rozumieć. A jeśli nie wiesz, jak to zrobić, dokształć się w tym kierunku. Internet stoi przed tobą otworem a psycholodzy służą pomocą. Traktuj mężczyznę jak kogoś, kto zasługuje na szacunek za to, co robi. Miłe gesty wobec ciebie nie są oczywistością a uprzejme zachowanie nie jest jego obowiązkiem – doceniaj to. Zauważaj starania partnera zamiast uznawać, że ci się należą, bo jesteś uprzywilejowana. Potrzeba przynależności, potrzeby seksualne Rodzina, zwłaszcza gdy pojawią się w niej dzieci, choć nie tylko wówczas, stanowi grupę, która może w istotnym stopniu zaspokajać potrzebę przynależności. Ma się swoje „plemię”, własną, najbliższą „sforę wilków”, w której człowiek czuje się, jak u siebie, wśród swoich. Rodzina rzeczywiście potrafi zaspokoić tę potrzebę w sposób szczególny, na wyjątkowo głębokim poziomie i nie ma co do tego wątpliwości. Kłopotem jest fakt, że w razie rozpadu małżeństwa, ten wspólnie wypracowany przez kobietę i mężczyznę system wzajemnych więzi poszczególnych członków rodziny przechodzi praktycznie w całości pod kontrolę tylko jednej strony – byłej żony. Mężczyźni po rozwodach wyznają, że stracili rodzinę, podkreślając, iż stało się tak nie w przenośni, ale jak najbardziej dosłownie. Sądy rodzinne są dla ojców bezwzględne – traktują ich jak rodziców gorszego rodzaju, przedmiotowo, sprowadzając do roli bankomatu. Wiedząc o tym, trudno jest mężczyźnie spostrzegać małżeństwo jako tak atrakcyjne, jak widzą je kobiety, choć wielu panów wciąż dostrzega w nim pewien urok i korzyści. Gotowość do wzajemnego zaspokajania potrzeb seksualnych dwojga partnerów potrafi utrzymywać się przez długi czas, choć może nie być na tak samo wysokim poziomie, jak w początkowej fazie relacji. Małżeństwo monogamiczne ma swoje dobre strony nawet dla mężczyzn, których strategie reprodukcyjne według psychologów ewolucyjnych są zgoła inne od kobiecych. Owe dobre strony czasami nie są jednak tak znaczące, jakby mogło się wydawać. Z badań ankietowych wynika, że żonaci mężczyźni uprawiają seks częściej niż panowie nie będący w związkach, ale rzadziej, niż kawalerowie, którzy wchodzą w relacje partnerskie. Innymi słowy smutna rzeczywistość jest taka, że statystyczny mężczyzna ma większe szanse na bujne życie seksualne, gdy wiąże się z kobietami, ale nie zawiera małżeństwa, niż wówczas, gdy jest mężem. Nie bez kozery jest także rosnący od lat poziom nielojalności – do zdrady przyznaje się około 50% kobiet i 60% mężczyzn. Co gorsza, szacuje się, że co dziesiąty Polak wychowuje nie swoje dziecko, więc instytucja małżeństwa nie daje nawet pewności, co do ojcostwa, zaś testy DNA są kosztowne a możliwości ich prawnego wykorzystania są dalece ograniczone. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Podkreślaj, że wasze potomstwo zawsze będzie wspólnym osiągnięciem i owocem waszego związku. Zauważaj, iż zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo dziecku potrzebny jest kontakt z obojgiem rodziców. Nie strasz partnera, że ograniczysz mu kontakt z potomstwem ani nie okazuj wyrozumiałości i nie pochwalaj, gdy złośliwie robią coś takiego innego kobiety. Nie używaj seksu jak karty przetargowej lub do karania partnera. Nie traktuj seksu instrumentalnie – wyłącznie do celów prokreacyjnych czy jako zachęta do tego, by partner zrobił coś, co jest ci na rękę. Nie zakładaj z góry, że mężczyzna to zdobywca i ty musisz być zawsze pasywna, bierna. Rozmawiaj z partnerem, by znać jego zdanie na ten temat. Nie zrzucaj wszystkiego na swojego wybranka – też wykazuj inicjatywę, planuj przyjemne momenty oraz atrakcyjne warunki do miłego spędzania intymnych chwil. Nie rób ze sfery intymnej tematu tabu. Bądź w kontakcie z partnerem, byście mogli mówić o swoich potrzebach i próbować różnych rzeczy. Podsumowując, dlaczego coraz mniej mężczyzn się oświadcza? Istnieje szereg czynników, które sprawiają, że małżeństwo jest mniej atrakcyjne w oczach mężczyzn niż dla pań. Wielu panom jawi się ono jako wielce niepewna lub wręcz rażąco ryzykowna umowa, w którą muszą zainwestować więcej, niż kobiety. Instytucja, która może w niewystarczającym stopniu zaspokajać ich uzasadnione potrzeby lub pozwalać to robić, ale nadmiernie wysokim kosztem. Przedsięwzięcie, które naraża ich na utratę znacznej części życiowego dorobku podczas rozwodu (Amerykanie używają określenia divorce rape, czyli gwałt rozwodowy na określenie tego, jak orzekają dyskryminujące ojców i mężów Sądy Rodzinne, w których pozycja mężczyzny jest beznadziejna). Ponieważ nie zanosi się na nic, co mogłoby ten stan realnie odmienić, prawdopodobnie coraz mniej mężczyzn będzie chciało zawierać małżeństwa, bo graniczy to z lekkomyślnością. Jako że wzrasta także atrakcyjność innych stylów życia, ubywa powodów, by się oświadczać, wydaje się, że trend ten właściwie dopiero nabiera rozpędu. Psycholog online odpowiada na częste pytania Nierzadko można usłyszeć, że mężczyźni nie chcą się żenić bo są niedojrzali oraz są wiecznymi chłopcami. Co Pan na to? W mojej ocenie pojęcie dojrzałości jest nadużywane w tym kontekście. Wypominanie jej rzekomego braku stało się wręcz formą przytyku i pejoratywnej oceny człowieka, którego postawa czy wybory życiowe nie przypadły komuś do gustu. Innymi słowy to po prostu słabo zakamuflowana obelga. Obowiązujące w Polsce prawo wyznaczające dolną granicę wieku, który trzeba osiągnąć, by wolno było wstąpić w związek małżeński, z grubsza koresponduje z wiedzą o tym, kiedy człowiek gotów jest to zrobić, jeśli tak postanowi, bo tego zechce. Nawiasem mówiąc stanowisko ustawodawcy popiera też Kościół rzymskokatolicki. Dla celów praktycznych o dojrzałości warto myśleć jak o swoistym kontinuum, na którym jeden z krańców oznacza wysoki stopień dojrzałości, drugi zaś niedojrzałość. Stopień dojrzałości danej osoby można wskazać na kontinuum bliżej krańca dojrzałości lub niedojrzałości. Nigdy nie jest tak, aby dana osoba była w pełni dojrzała lub niedojrzała a także aby proces dojrzewania był zakończony. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że absolutnie niezbędne minimum dojrzałości na ogół zachodzi po osiągnięciu pełnoletności i wówczas człowiek jest już gotów do podjęcia prób radzenia sobie w małżeństwie, choć czeka go jeszcze wiele pracy nad sobą i całe mnóstwo wyzwań, których może nie przejść pomyślnie. Jeśli nie zachodzą jakieś poważne przesłanki, które mogłyby wskazywać na nieprawidłowości rozwojowe, nie ma powodu by zabraniać komuś małżeństwa bądź kwestionować jego dojrzałość, gdy najzwyczajniej nie czuje chęci zawierania go. Niektórym osobom to nie w smak, ale wybór innego stylu życia niż zawarcie związku małżeńskiego może być przejawem większej dojrzałości aniżeli wchodzenie w taką relację. Dojrzali ludzie zdolni są do wsłuchiwania się we własne potrzeby, racjonalnego określania tego, co dla nich na danym etapie życia oraz w dłuższej perspektywie jest dobre i pożyteczne. Nie działają impulsywnie, pod wpływem społecznego nacisku, wbrew sobie, oraz mądrze zarządzają swoimi uczuciami. Innymi słowy dojrzały człowiek może stwierdzić, że małżeństwo to coś dla niego, ale równie dobrze może też uznać, iż nie pisze się na to. Dlaczego kobiety tak szybko i tak mocno naciskają na małżeństwo? Przede wszystkim kobiety są bardziej podatne na socjalizację (uwewnętrznianie norm zbiorowości, w której się żyje). Dominująca w Polsce religia wpaja, że małżeństwo jest świętością i służy prokreacji, a rodzina jest życiowym celem kobiety. Ponadto, od maleńkości panie chowane są w otoczeniu lalek, małych mebli, bawiąc się w dom i prowadząc wózek. Większość programów dla dziewczynek i nastolatek koncentruje się wokół relacji, związków miłosnych i małżeństwa. Jeśliby przyjrzeć się bajkom dedykowanym dziewczętom, można by wysnuć wniosek, że spełnieniem marzeń kobiety jest dobre wydanie się za mąż. Z trzeciej jeszcze strony na kobiety wywierana jest ogromna presja, by wyglądały pięknie i młodo, bo w domyśle właśnie wtedy mają największe szanse na zdobycia dobrej partii. Zaczynają się więc śpieszyć, by jak najlepiej wykorzystać te 7, może 10% czasu swojego życia, gdy są w szczytowej formie, jeśli chodzi o atrakcyjność fizyczną. Pomimo rosnącej niezależności kobiet, wciąż jeszcze pokutuje wśród wielu z nich częstokroć nie do końca uzmysławiany pogląd, że to nie od nich zależy ich końcowy status społeczny, lecz od męża, więc tym bardziej robią wszystko, by zdobyć jak najlepszego partnera w okresie, gdy mają największy wybór. Strategia ta pozostawia w praktyce wiele do życzenia, ale to odrębny temat. W każdym razie panie w końcu często czują się rozczarowane i oszukane – robią bowiem wszystko to, co im wpajano, ale to nie działa. Wtedy atakują mężczyzn i wskazują ich jako głównych winowajców wszelkiego zła. I zaczyna się lament „mężczyźni są niedojrzali”, „kryzys męskości”, „faceci to duże dzieci” i tak dalej. Czy to, że kobiety częściej chcą małżeństwa oznacza, iż lepiej się do niego nadają? Rzeczywiście czasami może tak być, ale nierzadko też panie wchodzą w relacje z założeniem z popularnego obrazka: „Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę niepewna siebie. Popełniam błędy, tracę kontrolę i jestem czasami ciężka do zniesienia. Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza, to pewne, że nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza.” Żeby poradzić sobie z kimś takim mężczyzna musiałby zapewne być dziesięć lub piętnaście lat starszy, a przecież większość pań nie szuka partnerów życiowych z tak dużą różnicą wieku. Jeśli ktoś jest z grubsza zadowolony ze swojego życia, a poza tym ma zgodny charakter, jest stabilny, przystępny, pogodny i ugodowy, ma niewygórowane oczekiwania, nie ma mocno neurotycznej osobowości, partner takiej osoby nie musi być szczególnie dojrzały, by związek raczej się układał – może to być na przykład rówieśnik. W takim wypadku zawarcie małżeństwa może też odbyć się już na początku dorosłości. Takie pary się zdarzają, a wcześnie żeniący się panowie nie zawsze narzekają na swój los, a bywa, iż go chwalą. Jeśli jednak ktoś jest roszczeniowy, nieasertywny, impulsywny, drażliwy i zmienny, a przy tym ma zawyżone oczekiwania, bycie z taką osobą wymaga ogromnej dojrzałości. Rówieśnik rozważając relację z podmiotem lirycznym przytoczonego wyżej cytatu, powinien być na tyle dojrzały, by – zamiast się oświadczyć – pomimo doświadczania haju hormonalnego czy zachłyśnięcia relacją z kobietę powiedzieć samemu sobie „nie, ona raczej potrzebuje ekwiwalentu ojca, a nie męża, to nie dla mnie”. Z tego co widzę i słyszę, mężczyźni coraz dojrzalej podchodzą do tematu małżeństwa, co przede wszystkim przejawia się tym, iż nie zawierają go pochopnie, z nieodpowiednimi osobami lub z błahych powodów bądź na niekorzystnych warunkach. Kobiety mają nierzadko dużą wolę zawarcia małżeństwa, ale nie zawsze koresponduje to z ich realną sprawnością w zakresie podtrzymywania relacji, czego mężczyźni często boleśnie doświadczają. Dojrzale jest brać to pod uwagę. Ludzie czasem myślą życzeniowo, że po ślubie wszystko się zmieni na lepsze, ale nie jest to gwarantowane i może być wprost przeciwnie. Wiele rozwodów następuje w ciągu dwóch lat małżeństwa. Czy terapia online, terapia dla par może pomóc? Zdarza się, że pary, zwłaszcza osób przed 30-tym rokiem życia, zgłaszają się na konsultację psychologiczną w celu uzyskania porady psychologa na temat rozterek związanych z ewentualnym ślubem, małżeństwem. Psychoterapeuta pomaga w szczerej, wszechstronnej rozmowie, która pozwala spojrzeć na instytucję małżeństwa z różnych perspektyw, by omówić wszelkie obawy, dylematy, zastrzeżenia. Czasami terapia online jest wybierana przez pary, gdy brak oświadczyn doprowadził do pogorszenia relacji, konfliktów i dużego napięcia. W takim wypadku potrzebna jest praca nad ponownym wzajemnym zbliżeniem się do siebie partnerów, odbudową zaufania i dobrych relacji. Niekiedy trzeba przyjrzeć się temu, czy któreś z dwojga nie przywiązuje nieadekwatnej, nadmiernej wargi do instytucji małżeństwa albo przesadnie nie uzależnia od tego swojego poczucia własnej wartości. Jeśli bowiem ktoś aż tak wielką wagę przywiązuje do tej sprawy, trudno mu będzie w sposób neutralny, racjonalny i rzetelny porozmawiać o wątpliwościach partnera – zamiast tego może brać wszystko do siebie i reagować nadmiernie. Nierzadko podczas psychoterapii pracuje się nad różnymi przekonaniami odnośnie funkcjonowania w bliskich relacjach w ogólności, a nie tylko związku małżeńskim. Bywa, że panie stawiają sprawę na ostrzu noża lub stwierdzają, że skoro partner się nie oświadcza, to znaczy, iż tak naprawdę nie kocha. Takie postawienie sprawy w zasadzie uniemożliwia jakikolwiek dialog, więc konieczne jest uelastycznienie tej bardzo zerojedynkowej, czarno-białej interpretacji. Psycholog online ma wtedy trudne zadanie, które polega na tym, by dana osoba stała się zdolna do zauważania wszelkich niuansów, bo dopiero wtedy możliwe jest całościowe przyjrzenie się problemowi i poszukiwanie jego rozwiązań.
  7. 1 punkt
    W tym tekście omówione są niektóre czynniki skłaniające do „kochania za bardzo” czyli inaczej powodujące podatność na zranienie, o której była swego czasu mowa w jednym z wcześniejszych artykułów. Kochanie za bardzo – ekwiwalent miłości rodzicielskiej Tak zwane kochanie za bardzo, nadwerężania siebie w relacji z toksycznym partnerem to nierzadko swoisty ekwiwalent miłości rodzicielskiej, której mogło zabraknąć we właściwej dawce, gdy kobieta była dziewczynką. Miłości matczynej, jeśli to jej brak był szczególnie dojmujący, bądź ojcowskiej, jeśli to deficyt w tym obszarze dawał się mocno we znaki. Za ten brak mógł całkowicie odpowiadać rodzic, który lekceważył potrzeby dziecka, ale niedostateczna doza miłości rodzicielskiej mogła być też w części lub w pełni niezawiniona – zdarzają się bowiem choroby, tragiczne wypadki czy okoliczności, które siłą rzeczy pozbawiają dziecko kontaktu z rodzicem lub drastycznie zmieniają ich relację. Dążenie do kochania, by zrekompensować deficyty w tym obszarze powstałe w przeszłości Niektórzy ludzie mają naturalną tendencję do dawania tego, czego brak sami boleśnie doświadczyli. W ten sposób pośrednio zaspokajają własną potrzebę. Mówiąc metaforycznie – nadrabiają zaległości, bo obcują z tym, czego dawniej desperacko pragnęli. Mechanizm ten czasami sprawdza się dobrze – rodzic daje własnemu dziecku to, czego sam był pozbawiony. Bywa jednak, że proces ten przyjmuje niewłaściwą formę – na przykład generalnie nadmierną, nieadekwatną lub zbyt gorliwą. Kochanie za bardzo jest przykładem problematycznego działania tego mechanizmu. Kobieta obdarza miłością w sposób, który pozwala jej przeżywać to uczucie, ale w dłuższej perspektywie jest dla niej szkodliwy. Ażeby czuć miłość znosi nieadekwatnie dużą dozę nieuzasadnionego cierpienia. Czasami relacja z partnerem przypomina lustrzane odbicie relacji z rodzicem, przy czym nie jest to widok w zwykłym lustrze, lecz raczej w krzywym zwierciadle. Kochanie za bardzo – podatność na zranienie Kobieta daje to, czego sama chciała doświadczać – obdarzając uczuciem przeżywa to w końcu, w sposób, który jest osiągalny. Nie jest to jednak zdrowa, adekwatna miłość, bo zamiast wzmacniać, pozbawia ją sił i naraża na coraz większe cierpienie. Jak świeca topnieje od płomienia – tak w kobiecie ubywa troski o siebie, bo poświęca ją w imię niewłaściwie pojętej miłości. Może jej się momentami zdawać, że od tego uczucia jaśnieje, ale w istocie świeci tylko światłem odbitym narcyza, który napawa się jej ofiarnością. Z tego względu bardziej trafnym aniżeli „kochanie za bardzo” jest moim zdaniem sformułowanie „podatność na zranienie”. Kobieta zdaje się na kaprysy mężczyzny i może podtrzymywać związek jedynie godząc się na unieważnienie, krzywdę, niestabilność. Żeby dawać radę, mami się mrzonkami, łudzi fantazją i stwarza iluzję, że wszystko jest w porządku. Tymczasem relacja wzbudza mieszane uczucia, bo partner zdaje się mieć do niej ambiwalentny stosunek raz kochając z nadludzką mocą, innym razem odsuwając się i stając niedostępnym lub zajmując nałogami. Mechanizm uzależnienia – ryzykowna miłość Dawkowanie napięć w zróżnicowanych, trudnych do przewidzenia odstępach działa uzależniająco. Jest analogicznie jak w hazardzie – nieregularna stymulacja wciąga i skłania do dalszych prób. Kobieta ma nadzieję na pozytywne doświadczenia, wie, że prędzej czy później nadchodzą dobre momenty, więc skłonna jest kontynuować relację, narażając się na przewlekłe bądź szczególnie intensywne okresy przykrych zachowań partnera. Im dłużej ofiara w tym trwa, tym więcej inwestuje „zasobów” takich jak czas, zaangażowanie, poświęcenie, i tym trudniej jej później zrezygnować, bo ciężko jest zaakceptować, że to wszystko na marne. Wpada w pułapkę utopionych kosztów. Nierzadko w trakcie trwania tych relacji na świat przychodzą dzieci, więc tym bardziej kobieta nie chce kończyć związku, by nie pozbawiać ich rodziny. W końcu jednak i tak musi dokonać wyboru mniejszego zła – przerwać historię swojego cierpienia i rozstać się z toksycznym partnerem, by dzieci nie były świadkami dysfunkcji i nie uczyły się złych wzorców. Wszystko to sprawia, że porównanie kochania za bardzo, podatności na zranienie do uzależnienia, ma głęboki sens. Więcej na ten temat można przeczyć w obszernym artykule – Kobiety podatne na zranienie.
  8. 1 punkt
    Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się doświadczyć lęku w sytuacjach społecznych, takich jak publiczne przemawianie, rozmowa o pracę czy spotkanie w gronie nieznajomych? Prawdopodobnie odpowiedź brzmi twierdząco, ponieważ większość ludzi ma w swoim życiu wiele takich doświadczeń. Lęk jest emocją z punktu widzenia ewolucyjnego potrzebną, mobilizującą organizm do działania zgodnie z mechanizmem „uciekaj albo walcz“. Czasem jednak dzieje się tak, że nadmierny lęk uniemożliwia normalne funkcjonowanie czy też staje się przyczyną rozwoju innych zaburzeń psychicznych. Jeśli w pierwszym akapicie zostało zaznaczone, że większość ludzi w pewnych sytuacjach odczuwa napięcie czy zdenerwowanie w interakcjach z innymi to kiedy możemy mówić o normie, a kiedy o zaburzeniu? Po pierwsze lęk społeczny to nie kategoria czarno-biała, a raczej kontinuum. Wszyscy przeżywają pewien poziom lęku, jednak zazwyczaj nie uniemożliwia on im realizowania podstawowych ról życiowych. Przyjrzyjmy się definicji lęku społęcznego zasięgniętej z podręcznika diagnostycznego DSM V: „Nadmierny lęk towarzyszy sytuacjom, w których inni mogą uważnie obserwować pacjenta - przemawianiu lub występowaniu przed publicznością, jedzeniu lub piciu w miejscach publicznych, pisaniu w obecności innych. Ponieważ czynności te niemal zawsze wywołują nieproporcjonalny strach przed zażenowaniem lub odrzuceniem społecznym, pacjent unika tych sytuacji lub znosi je z wielkim lękiem." Jak zostało podkreślone w definicji człowiek radzi sobie z owym lękiem na dwa sposoby albo zupełnie unika sytuacji wywołujących strach, albo próbuje w nich uczestniczyć ponosząc wysokie koszty emocjonalne. Strategia unikania zazwyczaj niesie ze sobą okrutne konsekwencje, osoba boi się uczestniczyć w coraz szerszej gamie sytuacji, z czasem wycofuje się z życia społecznego. Jedna i druga strategie powoduje cierpienie. Lęk społeczny pojawia się najczęściej podczas wczesnego dzieciństwa lub okresu dojrzewania i zwykle ma charakter chroniczny. Niestety większość osób z zaburzeniem lęku społecznego nie zgłasza się na terapię, dopóki nie rozwinie się dodatkowe zaburzenie (Schneider i in., 1992). Sytuacja ta najczęściej dotyczy kobiet na co mają wpływ uwarunkowania kulturowe, „nieśmiałe„ kobiety są bardziej akceptowane społecznie niż mężczyźni. Około 70%-80% osób z lękiem społecznym spełnia kryteria dodatkowych diagnoz i w większości przypadków lęk społeczny poprzedza pojawienie się tych dodatkowych dolegliwości. Najczęściej z lękiem społecznym współwystępuje: fobia, depresja oraz uzależnienie od alkoholu. Nasuwa się pytanie, czy można się z lękiem społecznym uporać? Terapia poznawczo-behawioralna skutecznie wspiera osoby, które chciałyby uporać się z nadmiernym lękiem. Terapia polega na psychoedukacji – dostarczeniu pacjentowi podstawowych informacji o lęku, zrozumieniu jego natury, samoobeserwacji – obserwowaniu lęku i sytuacji, w których się pojawia, nauce umiejętności relaksacji – poprzez odpowiednie techniki relaksacyjne, pracy poznawczej – identyfikowaniu myśli i przekonań oraz ekspozycji – angażowanie pacjenta w sytuacje, w których nauczy się stawiać czoła lękowi. Celem tego artykułu było zwrócenie uwagi na fakt, że badania oraz praktyka psychologiczna udowadniają, że lęk społeczny często leży u podłoża rozwoju innych zaburzeń psychicznych oraz przyczynia się do ponoszenia bardzo dużych kosztów emocjonalnych. Dlatego właśnie warto podejmować rękawicę poprzez pracę z nim, zamiast zakładania, że „taka moja uroda, że się stresuję“, czy też unikania licznych sytuacji społecznych (np. rezygnowania z awansu, gdy nowe stanowisko wymaga większej ekspozycji społecznej lub przeżywanie cierpienia z powodu samotności, która wynika z tego, że osoba z powodu silnego leku nie angażuje się w nowe znajomości). Bibliografia: Hope D., R. Heimerg, C. Turk Terapia lęku społecznego. Przewodnik terapeuty, Alliance Press Gdynia 2007.
  9. 1 punkt
    Dlaczego ludzie zamiast nieść pomoc osobom chorym często powodują pogorszenie samopoczucia? Doświadczenie stanu depresyjnego wykracza poza zakres doświadczenia przeciętnej osoby. Ludzie nie rozumieją, jak ogromna jest różnica między relatywnie nietrwałym, niechorobowym smutkiem, a depresyjnym, uporczywym nastrojem. Ludzie w depresji mówią o grzęźnięciu w depresyjnych zapatrywaniach, o błądzeniu nie tyle we mgle, co w smolistym smogu, o stanie wewnętrznej pustki i poczuciu braku jakiegokolwiek sensu życia. I nie jest to bynajmniej jakieś górnolotne doznanie filozoficzne, ale dojmujący, namacalny stan ducha nieporównywalny do niczego innego. Człowiek w głębokiej depresji nie tyle nie chce żyć swoim obecnym życie, które jawi mu się jako utrapienie, co wręcz pragnie nie żyć. Ludzie nie potrafią sobie nawet wyobrazić, w jak czarnych barwach, na ile druzgocąco można widzieć siebie i świat oraz własną przyszłość. Starają się pocieszać lub dawać proste rady, co nierzadko pogarsza sprawę, wpędza chorującego w gorszy nastrój, poczucie winy czy głębszy smutek, bo taka pomoc nic nie daje. Chory czuje się więc sam ze sobą jeszcze gorzej, ma do siebie żal, że to, co pomaga innym, jemu niczego nie ułatwia. Najbliżsi chorego doświadczają często silnego poczucia bezradności, bo nic nie mogą zdziałać. To poczucie jest bardzo przykre, więc ludzie reagują czasem złością lub w nieprzemyślany sposób, byle tylko się z nim uporać. Niekiedy zarzucają choremu, że on wymyśla, robią wykłady, że „przecież wszystko jest w porządku i nic złego się nie dzieje”. Człowiek czuje się wtedy kompletnie niezrozumiany, inny, a przez to gorszy i jego już i tak nadwątlone przez chorobę poczucie własnej wartości pogarsza się jeszcze bardziej. Jak się zachowywać, gdy bliski choruje na depresję? Warto powstrzymać się przed łatwym pocieszaniem, które może nie tylko okazać się niepomocne, a wręcz szkodliwe. Istotna jest obecność w życiu chorego – gotowość do wysłuchania czy w zakresie poszukiwania rozwiązań. Warto od czasu do czasu odezwać się, porozmawiać, zaakcentować, że rozumie się, iż ktoś zmaga się z chorobą, a nie „coś wymyśla”. Nie należy bać się zapytać o myśli samobójcze – poruszenie tego tematu nie spowoduje, że ktoś targnie się na swoje życie, a może pozwolić omówić ten trudny temat, by ustalić plan zaradczy na wypadek nasilenia się tego objawu depresji. Zdecydowanie warto zachęcić do leczenia – do kontaktu przynajmniej z lekarzem rodzinnym, a najlepiej z psychoterapeutą oraz z lekarzem psychiatrą. W razie potrzeby należy pomóc w szukaniu specjalisty i w sprawach logistycznych, takich jak dojazd na czas do kliniki itp. Warto pamiętać, że w skrajnych sytuacjach można oczekiwać niezwłocznej pomocy medycznej telefonując pod numer 112. W trakcie psychoterapii poznawczo-behawioralnej pacjenci cierpiący na depresję uczą się różnych sposobów uwalniania się od depresyjnych zapatrywań i podłego nastroju. Dostają też coś w rodzaju pracy domowej do realizowania między sesjami – w ich realizację mogą być zaangażowani członkowie rodziny lub przyjaciele chorego. Wtedy wiadomo, co konkretnie robić i dzięki temu sytuacja jest mniej trudna dla wszystkich. Czasami najbliżsi chorego również potrzebują wsparcia psychologicznego, które w części zwykle polega na tzw. psychoedukacji – dostarczaniu praktycznej wiedzy oraz uchwytnych sposobów i rozwiązań, jak sobie radzić z chorobą ukochanej osoby. Więcej informacji można znaleźć w artykule Jak postępować gdy Twój bliski cierpi na depresję. Potrzebujesz dalszych wskazówek? Darmowe porady psychologiczne przez forum. Płatna konsultacja z psychologiem online przez Skype.
  10. 1 punkt
    Czym jest stres i jaką pełni funkcję Stres jest odpowiedzią organizmu na perspektywę wyzwania spostrzeganego jako przekraczające potencjał danej osoby. Jeśli jest adekwatny, spełnia pożyteczną funkcję, mobilizując do działania w należytym stopniu i przez odpowiedni czas. Innymi słowy to dzięki stresowi człowiek ma szansę stanąć na wysokości zadania, które uznaje na wyzwanie. Ta reakcja mobilizuje dostępne danej osobie zasoby po to, by jak najlepiej poradziła sobie z sytuacją. Problematyczny, nieadekwatny lub zbyt długo trwający stres Gdy reakcja jest niewystarczająca, człowiek może zlekceważyć sprawę, podejść do tematu z pobłażaniem i w rezultacie nie być wystarczająco zmobilizowanym. Najgorszy scenariusz ma miejsce jednak zazwyczaj wtedy, gdy poziom przeżywanego stresu jest zbyt wysoki, a zwłaszcza, gdy dzieje się tak ciągle lub ten stan rzeczy utrzymuje się przez zbyt długi czas. Wtedy mogą wystąpić „skutki uboczne stresu” określane bardziej fachowo jako objawy nadmiernego stresu. Zapamiętaj: stres nie jest złym zjawiskiem. O ile nie przekracza „dozwolonych norm”, jest z reguły przydatny, pełni pożyteczne funkcje i sprawdza się jak należy. Stawia człowieka do pionu, by lepiej podołał wyzwaniom codzienności. Problematyczny staje się wówczas, gdy jest nieadekwatny – dalece niewystarczający, a szczególnie gdy jest zbyt ostry lub zbyt wysoki przez nadmiernie długi czas. Jak ograniczyć poziom stresu Co można zrobić, aby ograniczyć stres do optymalnego poziomu, który jest odpowiedni do podołania sytuacji bez nadmiernego eksploatowania się? Popracuj nad samooceną Jeśli spostrzegasz siebie jako osobę niekompetentną, która nie jest w stanie radzić sobie z trudnościami, jakie przynosi życie, to prawdopodobnie możesz często doświadczać nadmiernego stresu. Człowiek mający siebie za osobę nieporadną może reagować stresem w obliczu sytuacji, z którymi obiektywnie ma duże szanse sobie poradzić. Dzieje się tak tylko dlatego, że nie ufa własnym możliwościom, nie wierzy we własne siły. Nad samooceną i poczuciem własnej wartości można pracować podczas psychoterapii – także kontaktując się z dobrym psychologiem online, przez Skype. Ogranicz zbędne stresory Jednym z rozwiązań jest ograniczenie stresorów, czyli czynników wywołujących stres. Tymi czynnikami mogą być pewne sytuacje, interakcje z różnymi osobami, a także problematyczne strategie radzenia sobie z okolicznościami czy wadliwy sposób myślenia o nich. Zilustrujmy to przykładami. Mając dzień wolny w tygodniu mogę zdecydować się na robienie dużych zakupów właśnie wtedy, a konkretnie przed południem tego dnia zamiast w weekendy. Dzięki takiej zmianie strategii postępowania oszczędzam sobie nerwów podczas stania w korkach przy centrach handlowych, w trakcie szukania miejsca na obleganych parkingach czy przebywania w diabelnie zatłoczonych miejscach. Zamiast odwlekać konieczny do zrealizowania projekt mogę zająć się nim w porę i stosując strategię małych kroków stopniowo go wykonywać. Dzięki temu najprawdopodobniej uporam się z nim w terminie. Ponadto uniknę niepotrzebnego stresu, który płynąłby ze świadomości, że odwlekam to, co nieuniknione i pogarszam w ten sposób swoje położenie, bo skracam dostępną ilość czasu na jego realizację. Innymi słowy niekiedy unikanie stresora polega na tym, że przestaje się unikać niezbędnej do wykonania czynności, by perspektywa jej realizacji nie wisiała nad człowiekiem i nie rzucała cienia na jego bieżące funkcjonowania. Zamiast wściekać się na stanie w korkach złorzecząc na innych kierowców i wytykając wszelkie błędy infrastrukturze drogowej w Polsce, mogę zmienić swój sposób myślenia. Mogę postarać się stosować radykalną akceptację, trenować uważność w trakcie powolnego sunięcia jezdnią. Mogę również zmienić sposób radzenia sobie. Zamiast wrzeszczeć, walić w kierownicę, trąbić, mogę słuchać audiobooka używając jednocześnie nawigacji, która będzie mi wyznaczać najszybszą trasę w miarę możliwości omijającą zatory na drodze. Mogę postarać się zmienić strategię postępowania. Jeżeli bardzo stresuje mnie wykonywanie wszystkiego w pośpiechu rano przed szkołą czy pracą, mogę wcześniej kłaść się spać po to, by wstawać przed czasem i móc przygotowywać się w wolniejszym tempie, bez napięcia. Trudno być ostoją spokoju znajdując się obok tornada. Ograniczenie kontaktu z ludźmi wywołującymi zamęt bywa bardzo ważne. Dlatego mogę zdecydować się na zakończenie znajomości z osobami, które mają na mnie zły wpływ, prowokują chaos we własnym życiu i potem mnie tym obciążają, ewentualnie swoim niefajnym zachowaniem narażają mnie na niepotrzebne zdenerwowanie. Mogę też zmniejszyć częstotliwość kontaktów z osobami, które nie umieją asertywnie wyrażać emocji i przez to pogarszają moje samopoczucie. Przestań produkować autostres Szacuje się, że kilkadziesiąt procent stresu, jakiego doświadcza człowiek, to tak zwany autostres czyli stres, który ludzie sami sobie produkują na własne życzenie poprzez szkodliwy sposób myślenia. Jeśli na przykład jakiś kierowca zajeżdża mi drogę, mogę pomyśleć, że zrobił to specjalnie żeby sprawić mi przykrość i popisać się przede mną swoim drogim autem. W rezultacie poczuję się bardzo spięty, a może nawet rozgniewam się. Myślenie takie cechują zniekształcenia poznawcze (doszukiwanie się okropieństw, czytanie w myślach). Mogę jednak postarać się pomyśleć o tym w mniej stresujący sposób, interpretując sytuację zgoła inaczej. Mógłbym chociażby stwierdzić, że to nic nowego, w końcu w godzinach szczytu takie akcje są na porządku dziennym i najlepszy sposób żeby się z tym uporać to przejść przez to bez szwanku. Nadal nie będę całkowicie wyluzowany, bo przecież ktoś stworzył zagrożenie na drodze, ale przynajmniej nie mam o kilkadziesiąt procent więcej stresu wyprodukowanego samodzielnie, bez potrzeby. Jeśli ktoś chciałby zagłębić się w tematykę redukcji stresu poprzez zmianę sposobu myślenia może skontaktować się z psychologiem online, rozważyć psychoterapię. Praktykuj czynności zmniejszające podatność na stres oraz łagodzące jego objawy Istnieją czynności, które mogą łagodzić objawy stresu, który już wystąpił, a także generalnie zmniejszać podatność na jego konsekwencje w przyszłości. Przykładem może być praktykowanie uważności, ćwiczenie radykalnej akceptacji, trening głębokiego relaksowania się, systematyczne wykonywanie ćwiczeń aerobowych, dieta antystresowa, odpowiednia higiena snu czy stosowanie technik, które pozwalają diametralnie zmniejszyć poziom stresu w trudnych sytuacjach. Metody redukcji stresu to częstokroć zdecydowanie więcej niż jakieś triki czy sztuczki do stosowania na co dzień. Choć istnieją również takie metody, to jednak zdecydowanie ważniejsza bywa głęboka praca nad swoim sposobem myślenia, nad własnymi przekonaniami i rozwijanie kompetencji niezbędnych do lepszego radzenia sobie. Dlatego warto by osoby doświadczające nadmiernego stresu oraz długo trwającego rozdrażnienia i często mające gniewny nastrój rozpatrzyły psychoterapię indywidualną. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  11. 1 punkt
    Panie Rafale, jest Pan w tym taki dobry, że pisze Pan to chyba na podstawie własnych doświadczeń!
  12. 1 punkt
    Co niszczy współczesnego mężczyznę i sprawia, że w życiu ma on pod górkę? Niniejszy tekst jest odpowiedzią na to pytanie. Artykuł napisałem na podstawie własnych obserwacji poczynionych w trakcie pracy jako psycholog, psychoterapeuta, oraz w oparciu o zapatrywania innych specjalistów, zawarte w publikacjach ich autorstwa takich jak na przykład książka „Gdzie ci mężczyźni” Philipa Zimbardo. System edukacji przystosowany dla kobiet Chłopcy rozwijają się inaczej, niż dziewczynki – zwykle są bardziej żywiołowi i chętniej uczą się przez działanie, a nie bierne siedzenie w ławce godzinami i wysłuchiwanie kazań. Kazań, które na domiar złego wygłaszają kobiety, bo zawód nauczyciela jest bardzo mocno sfeminizowany. W systemie edukacji dziewczynki są faworyzowane pod wieloma względami, co chłopców stawia na gorszej pozycji. Jak zwracają uwagę autorzy książki „Sposób na Kaina. Jak chronić życie emocjonalne chłopców”, nauczycielki najczęściej w ogóle nie rozumieją wewnętrznego świata podopiecznych płci męskiej. Nie pojmują ich potrzeb – zamiast tego upatrują w innych, niż dziewczęce, zachowaniach problem i przesadnie często podejrzewają dolegliwości takie jak ADD (zaburzenie koncentracji uwagi) czy ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi). W rezultacie już na starcie chłopcy mają trudniej, bo ich potrzeby są mniej ważne lub wręcz traktowane jak zaburzenie i coś niepożądanego. Wychowywanie na samowystarczalnych twardzieli Chłopcy od dziecka wychowywani są na samowystarczalnych twardzieli, którzy mają własnym kosztem otaczać opieką wymagające ich troski dziewczynki, kobiety. Efekt jest niestety taki, że mężczyźni w dorosłym życiu zaniedbują własne potrzeby. Na przykład doświadczając problemów psychicznych zwlekają z udaniem się do specjalisty grube miesiące lub nawet lata, bo nie dają sobie prawa do sięgnięcia po wsparcie. W tym czasie dolegliwości te często co najmniej utrwalają się, a zwykle pogłębiają i mają miejsce powikłania. Dziewczynki zachęcane od małego do korzystania ze wsparcia, relatywnie szybko go poszukują i dzięki temu częściej są w stanie zapobiec poważnym dolegliwościom. Mężczyźni nauczeni, że prośba o pomoc jest oznaką słabością, idą w zaparte i niejednokrotnie pogarszają w ten sposób swoje położenie. Sami dla siebie są też zdecydowanie mniej życzliwi i wspierający, natomiast ich cierpienie przez społeczeństwo jest niejednokrotnie uznawane za mniej ważne. Nic więc dziwnego, że popełniają samobójstwa kilkukrotnie częściej, niż kobiety. Inne popularne artykuły: Dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić, Depresja mężczyzny. Niewłaściwy stosunek do kobiet Chłopcy, niezwykle często wychowujący się bez ojców, a nawet negatywnie do nich nastawiani przez matki, wchodzą w dorosłość z głęboko nieadekwatnym wyobrażeniem na temat relacji z kobietami. Mają swoiste poczucie misji, by je otaczać opieką, wykazywać się rycerskością, a poza tym są przesiąknięci dalece odbiegającą od rzeczywistości wizją kobiety romantycznej. Przeżywają więc zderzenie ze ścianą realiów, gdy okazuje się, że są kompletnie nieprzygotowani na przemoc psychiczną, szantaże emocjonalne, manipulacje czy hipergamię kobiet. Panowie nierzadko dopiero podczas małżeństwa lub już na etapie rozwodzenia się albo wręcz po rozstaniu uczą się w stosunku do kobiet asertywności, wyznaczania granic, mówienia o potrzebach i emocjach, zarządzania relacją. Bardzo często płacą wysoką cenę za swój naiwny idealizm zaszczepiony im za młodu. Zmuszeni są też w galopującym tempie nadrabiać zaległości w zakresie miękkich kompetencji, o których nikt im nie powiedział, że będą niezbędne. Przechodzą również w bólach i nierzadko z ogromnymi oporami długą drogę od pantoflarzy płaszczących się przed rzekomo romantycznymi kobietami do mocno cynicznych pragmatyków lub pozbawionych złudzeń realistów. W trakcie tej osobliwej podróży marnują swój potencjał, a także zasoby takie jak czas i pieniądze, na uganianie się za kobietami – psując im przy okazji charakter i wzmagając w nich narcystyczne cechy. Dopiero na szarym końcu tej eskapady zdają sobie w końcu sprawę, że startując z poziomu uniżoności nie mają szans na stworzenie partnerskiej relacji z kobietą, bo co najwyżej mogą stać się w ten sposób jej marionetką, ewentualnie „bankomatem” bądź „emocjonalną poduszką bezpieczeństwa”. Nie mogą też liczyć na wartościowe relacje z kobietami, gdy są wobec nich uprzedzeni, ponieważ wtedy wchodzą nieprzypadkowo w związki potwierdzające ich ponure przekonania, a swoim nastawieniem wywołują wszystko to, czego najbardziej nie znoszą u pań (działa efekt samospełniającego się proroctwa). Niepewność własnej męskości Chociaż dziecko przychodzi na świat mając określoną płeć, kultura w jakiej żyjemy zdaje się to kwestionować w przypadku mężczyzn. Co gorsza oni sami kupują tę wizję. Zamiast zadawać sobie pytanie, jaka jest ich męskość i jak się manifestuje, zastanawiają się jak stać się mężczyzną. W rezultacie narzucają sobie kuriozalne rytuały przejścia, rywalizują z innymi mężczyznami o miano prawdziwego faceta. Skutki tego wszystkiego bywają opłakane. Ani libacje alkoholowe, ani zdobywanie dziesiątek czy wręcz setek kobiet, ani karkołomna jazda motocyklem na jednym kole w centrum miasta bądź brawurowe prowadzenie auta, ani forsowanie się na siłowni na sterydach, ani nawet eksploatowanie się na potęgę, by zapewnić rodzinie jak najlepszy byt nie czynią mężczyzny bardziej męskim. Mężczyzna rodzi się nim i naprawdę niczego nikomu nie musi udowadniać. Nie da się stać mężczyzną – po prostu zgłębia się i bada własną przyrodzoną męskość. Najgorszym, a zarazem powszechnie uznawanym źródłem informacji o tym, co to znaczy być „prawdziwym mężczyzną”, są kobiety, które przecież ze zrozumiałych względów obiektywnie kompletnie nic o tym nie wiedzą. Dysfunkcyjne małżeństwo Kiedy dochodzi do wypadku na drodze, zwykle to nie auto jest jego przyczyną, lecz sprawcą zdarzenia jest kierowca. Tak samo jest z małżeństwem, które może zakończyć się tragicznym finałem zwłaszcza dla mężczyzny, jeśli od początku nie będzie „prowadzone” we właściwy sposób. Biorąc pod uwagę fakt, że – w zależności od źródła danych – rozpada się od 30% do 50% małżeństw, jest to bardzo duże zagrożenie dla mężczyzn. Kobieta po rozwodzie przynajmniej ma dzieci i regularne zastrzyki gotówki. Natomiast mężczyzna jest pozbawiony rodziny, bo w najlepszym razie ma ograniczony kontakt z dziećmi, a ponadto zwykle zostaje ograbiony z majątku i na całe lata sprowadzony do roli bankomatu. Nie mając przy tym absolutnie żadnej pewności, czy alimenty rzeczywiście przeznaczane są głównie na dzieci. Biorąc dodatkowo pod uwagę późniejszy wiek emerytalny i dłuższy od kobiet średni staż pracy oraz wynikające z tego podatki (w tym kierowane do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych), wychodzi na to, że znaczny odsetek Polaków przez większość życia utrzymuje innych ludzi, którzy są wobec nich obojętni lub nawet wrodzy. W tym żyjące średnio o 8 lat dłużej Polki, które wobec tego w głównej mierze są beneficjentami między innymi świadczeń emerytalnych. Nie dziwi zatem, że niejeden mężczyzna żali się, iż czuje się jak wół pociągowy, który wypruwając sobie żyły przede wszystkim zaspokaja potrzeby innych. Mając na względzie, że statystyczna kobieta jest hipergamiczna, czyli najchętniej wiąże się z mężczyzną o wyższym statusie, od początku małżeństwo jest dla mężczyzny niekorzystne. Mimo to większość mężczyzn nie ustanawia rozdzielności majątkowej i wobec tego nijak nie zabezpiecza się na okoliczność rozpadu związku. Mocno wątpliwe bywają kryteria doboru partnerki, które niejednokrotnie skazują całe przedsięwzięcie na niepowodzenie. Równie ryzykowne są główne powody, z których mężczyźni zawierają małżeństwo: zakochanie, uroda dziewczyny, bo rodzice partnerki nalegają, bo tak wypada, bo tradycja tak nakazuje… Tymczasem jedynym naprawdę godnym rozpatrzenia powodem wydaje się współcześnie chęć założenia rodziny. Niestety, jak wspomniano, rodzina ta nigdy tak naprawdę nie będzie rodziną mężczyzny, bo od razu ją straci w razie odejścia kobiety. Mężczyźni często twierdzą, iż dla sądów rodzinnych ojciec jest rodzicem drugiej kategorii. Brak kompetencji w zakresie regulacji emocji Z wielu różnych przyczyn, na których omawianie nie ma tu miejsca, mężczyźni częstokroć nie posiadają umiejętności niezbędnych do radzenia sobie z emocjami. Nie wiedząc jak sobie radzić z przytłaczającymi reakcjami emocjonalnymi są zdecydowanie bardziej narażeni na nałogi, zaburzenia nawyków, szkodliwe fiksacje i negatywne następstwa poważnych zaburzeń nastroju. Rezultat jest taki, że masowo uciekają w pornografię, gry komputerowe, alkohol, narkotyki, hazard, nowinki techniczne czy pasje praktykowane bez umiaru i stanowiące przez to niezdrowy eskapizm. Coraz większym problemem jest też zespół intensywności społecznej, czyli zamykanie się przez mężczyzn we własnych hermetycznych kręgach i izolowanie w ten sposób od reszty społeczeństwa. Te towarzystwa wzajemnej adoracji czy zamknięte grupy to na przykład ekipy przyjmujących sterydy lub cierpiących na bigoreksję facetów z siłowni, odcięte od świata grona fanów wojennych gier komputerowych online, szowinistyczne lub wręcz mizoginistyczne fora dyskusyjne czy też bojówki kibicowskie albo gangi. W grupach tych panuje wypaczony obraz męskości i żywione są negatywne stereotypy o kobietach, przed którymi mężczyźni z tych kręgów czują silny, aczkolwiek mocno kamuflowany lęk. Izolacja od społeczeństwa jest formą unikania potencjalnych niebezpieczeństw, ale w perspektywie długoterminowej wzmaga lęk i w ten sposób błędne koło zamyka się, a niegroźna z pozoru emocja powoduje poważne problemy. Inne popularne artykuły: Uzależnienie od pornografii, Depresja: objawy i leczenie. Brak życzliwej solidarności Jak wspomniano we wcześniejszym akapicie mężczyźni potrafią się organizować i tworzyć „zaklęte kręgi”. Rzecz w tym, że nawet w nich zwykle ze sobą bardzo mocno rywalizują. Wypadają więc pod tym względem zdecydowanie gorzej niż kobiety. Panie skrzykują się, zakładają fundacje, stowarzyszenia, tworzą różne ugrupowania i walczą o kolejne przywileje, forsują korzystne dla nich rozwiązania. Tymczasem panowie pozostają daleko w tyle – rzadko kiedy powołują do życia instytucje w obronie męskich praw, zrzeszające znaczące ilości osób. Mężczyźni wychowywani są w duchu samowystarczalności, mają silne przekonanie, że mogą polegać tylko na sobie. W efekcie jako grupa społeczna sukcesywnie przegrywają z płcią przeciwną, która na dzień dzisiejszy walczy o przywileje, które mogą być realizowane tylko kosztem mężczyzn, a ci na to po prostu pozwalają. Nic więc dziwnego, że pozycja współczesnego mężczyzny pogarsza się, a w różnych aspektach życia społecznego bywa nawet znacznie słabsza od kobiecej. Fałszywe równouprawnienie Wielu ludzi wątpi, że gdy kobieta mówi o równouprawnieniu, ma na myśli równe prawa dla obu płci, a nie własne przywileje. Zjawisko dyskryminacji mężczyzn przybiera na sile. Większość kampanii prozdrowotnych jest na rzecz kobiet. Za takie same długi alimentacyjne kobiety w USA trafiają do więzienia osiem razy rzadziej niż mężczyźni. Jak wskazuje Sonja B. Starr, w USA za te same przewinienia mężczyźni otrzymują wyższe wyroki niż kobiety (w skrajnych przypadkach nawet o 63%). Kiedy wolność kraju jest zagrożona, ginąć w jej obronie mają głównie mężczyźni. Choć Polacy żyją średnio 8 lat krócej od Polek, mają późniejszy wiek emerytalny. Prawie zawsze prawo opieki nad dziećmi otrzymują matki. Wbrew temu, co mówią feministki głoszące hasła takie jak „przemoc ma płeć” (w domyśle męską), panowie nie rzadziej padają ofiarą przemocy ze strony kobiet, a wśród osób zmagających się z erotomanią osoby płci męskiej molestowane w dzieciństwie były niemal tak samo często przez matki, jak osoby płci żeńskiej przez ojców. Swego czasu profesor Lew-Starowicz odniósł się do kwestii zachowań pedofilskich, przecząc, że zagadnienie to dotyczy tylko mężczyzn choć to ich głównie o takie zachowania się posądza i za nie oskarża. To oczywiście tylko wybrane przykłady pokazujące, że współczesny mężczyzna w społeczeństwie nierzadko traktowany jest jako osobnik gorszej kategorii, którego życie jest mniej warte od kobiecego. Powyższe zestawienie z pewnością nie wyczerpuje tematu. Czynników, które niszczą współczesnego mężczyznę jest więcej, ale tych osiem w mojej ocenie jest szczególnie destrukcyjnych. Terapia online, psychoterapia przez Skype W razie doświadczania przytłaczających trudności obfitujących wysokim poziomem stresu bądź problemów psychologicznych albo w relacjach możliwy jest kontakt z psychologiem, psychoterapeutą za pośrednictwem Internetu, przez komunikator wideo o nazwie Skype. W ten sposób możliwe jest na przykład: leczenie depresji, poprawa poczucia własnej wartości czy terapia Dorosłych Dzieci Alkoholików. Psycholog online to szczególnie dobre rozwiązanie dla osób na emigracji, które chcą rozmawiać o niuansach swojego życia osobistego i emocjach w ojczystym języku.
  13. 1 punkt
    Z czego wynika samotność u kobiet i u mężczyzn? Samotność bierze się - w szczególności w przypadku kobiet, choć nie tylko - z nieadekwatnej samooceny, która nasila postawę roszczeniową, nierealistyczne oczekiwania, ale też z braku asertywności, natomiast zwłaszcza w wypadku mężczyzn z braku kompetencji społecznych wskutek izolowania się, nadmiernego używania gier komputerowych, komputera i urządzeń pokrewnych, pornografii, zamykania się w męskich kręgach. Istotnym czynnikiem predysponującym osobę do samotności jest współcześnie, w dobie kultu ciała, odbieganie od bieżącego kanonu piękna fizycznego, brak wysportowanej sylwetki, u mężczyzn wzrost niższy niż 170 cm, u kobiet duża nadwaga bądź nieproporcjonalnie mały biust. Mężczyzn dodatkowo naraża na samotność brak prestiżowego zawodu, wyższego wykształcenia, zarobków większych od zarobków potencjalnej partnerki, natomiast ryzyko samotności kobiety wzrasta drastycznie po 30 roku życia, a także rośnie gdy kobieta wykazuje się biernością i niekompetencją w ars amandi, ma postawę konsumpcyjną względem wypracowywanych przez mężczyznę zasobów, samotnie wychowuje dzieci. Udawanie, że problemu nie ma, powiększa go By nie mieć poczucia przegranej ludzie mają tendencje do tłumaczenia sobie porażki matrymonialnej w kategoriach wyboru bycia singlem, bądź tokiem myślenia w stylu „lepiej być samemu niż z byle kim” - tego typu strategia unikania, udawania, że problemu nie ma, doraźnie zmniejsza przykre odczucia, ale jest przeciwskuteczna, bo nie powoduje zmiany postępowania, a wręcz niekiedy wpędza w bierność. Ze zrozumiałych względów zmniejsza to szanse powodzenia. Nie inaczej jest z racjonalizacją polegającą na zrzucaniu odpowiedzialności na innych („kryzys męskości, nie ma normalnych facetów”, „baby są jakieś inne”). Poczucie własnej wartości może skomplikować sprawę Czynnikiem, który może pojawić się w odpowiedzi na przedłużającą się samotność i zwrotnie jeszcze podtrzymywać ten stan, jest niskie poczucie własnej wartości. Czasami prowadzi ono do rezygnacji z prób stworzenia związku. Niekiedy kompensowane jest nadmierną, nieadekwatną pewnością siebie, wielkimi oczekiwaniami, których samemu się nie spełnia, np. oczekuje się podczas flirtu czy randki atrakcyjnej konwersacji, do której samemu się nie przykłada. Pycha to czynnik, który w ogromnym stopniu zakłóca relacje inteprersonalne, często je wręcz udaremnia. Media wyolbrzymiają różnice między płciami Media wydają się pogarszać sprawę promując na potęgę nierealistyczne wizje idealnych partnerów i partnerek lub nastawiając do siebie wrogo wzajemnie kobiety i mężczyzn. Trudno o porozumienie w atmosferze nieufności, wzajemnych pretensji, a nawet strachu. Bynajmniej nie ułatwia to nawiązywania nowych znajomości. Wprost przeciwnie: generuje rozliczne przekonania poróżniające ludzi, stawiające ich w opozycji do siebie. Od przybytku, głowa nie boli, ale... Uważa się, że współcześnie czynnikiem, który w pewien sposób wzmaga narastający stale problem samotności, jest skutek uboczny zbyt dużego wyboru (lub domniemanego wyboru). W obliczu wielu opcji przeżywa się zagubienie i w rezultacie z dużą dozą prawdopodobieństwa następuje sytuacja, w której nie wybiera się niczego. Zjawisko to dotyka zwłaszcza kobiet, których profile w serwisach i aplikacjach randkowych bywają dosłownie oblegane przez mężczyzn, bombardowane niezliczonymi wiadomościami, zauroczeniami itp. Trudno jest wybrać spośród wielu opcji, których pula w dodatku stale się powiększa o nowe, potencjalnie jeszcze atrakcyjniejsze, a jest tak w dobie internetowego poznawania potencjalnych partnerów. Jeszcze trudniej jest ludziom rozstać się z łechcącą ego możliwością przebierania spośród wielu nadchodzących propozycji... Pozbawianie się wyboru bywa bowiem czymś bardzo niekomfortowym. Atrakcyjne osoby wpadają w tą pułapkę najczęściej, trwają w stanie zawieszenia najdłużej. Wyśrubowane standardy pozbawiają wyboru Odrębną kwestią jest poziom oczekiwań, który w przypadku wielu opcji (lub domniemanych opcji) staje się niebotycznie wysoki, znacznie wyższy od poziomu oferowanego osobiście. Widząc rozliczne oferty dochodzi się do przeświadczenia, że należy drastycznie podwyższyć poprzeczkę i prowadzić jeszcze ostrzejszą selekcję, wymagania stają się niezwykle precyzyjne i wyśrubowane. W rezultacie często dochodzi do zblazowania, a ostatecznie pozostaje się z niczym, bo wszystkie osoby nie spełniające restrykcyjnych kryteriów są błyskawicznie skreślane, choć niektóre zapewne mogłyby stanowić dobry wybór. Zbyt wiele (opcji) do stracenia, by z kimś być Stale przybywa nowych okazji do poznawania ludzi. Jest coraz więcej portali społecznościowych i towarzyskich, serwisów i aplikacji randkowych, imprez dla singli, przedsięwzięć w stylu szybkie randki. Wielość tych rozwiązań i liczba potencjalnych kandydatów bynajmniej nie poprawia sytuacji, a można by wręcz domniemywać, że wprost przeciwnie, pogarsza sprawę. Częstym zjawiskiem jest obecność na serwisach randkowych całymi miesiącami, a nawet latami, lub odchodzenie w fazie kryzysu i wracanie z nową nadzieją, gdy rozczarowanie nieco słabnie. Z takim samym podejściem skazującym na powtórkę. Im dłużej samemu, tym trudniej z kimś być Przedłużająca się samotność może powodować, że osoba bardzo przywiązuje się do osobistego porządku dnia i stylu życia, do swoich specyficznych nawyków, żyjąc w izolacji dziwaczeje, nie ma kompetencji budowania i podtrzymywania dobrego kontaktu, relacji. Pozbawiona okazji do rozwoju tych umiejętności może mieć bardzo dużą trudność w budowaniu satysfakcjonującego związku. Problem ten często dotyka osoby, które całe lata poświęciły karierze zawodowej, pochłaniającej je bez reszty, osoby fizycznie bardzo atrakcyjne, a także ludzi nadmiernie skoncentrowanych na seksie, oraz osoby zmagające się długotrwale z różnymi trudnościami osobistymi, i w nie mniejszym stopniu osoby żyjące w środowisku z dalece ograniczoną pulą potencjalnych partnerów. Epidemia samotności trwa i zbiera żniwa Coraz więcej osób doświadcza nawet stanów depresyjnych w obliczu przedłużającego się osamotnienia. Poniekąd ku pokrzepieniu można by skonstatować, że na szczęście samotność nie musi wiązać się z bolesnym, dojmującym uczuciem osamotnienia. Viktor Frankl w książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu” pisze „Człowiekowi zabrać można wszystko z wyjątkiem ostatniej z ludzkich wolności: możliwości wyboru działania w danych okolicznościach, możliwości wyboru własnej drogi. Nie możemy zmienić sytuacji? Jeśli nie możesz zmienić czegoś, co sprawia ci ból, zawsze możesz wybrać sposób, w jaki stawiasz czoło cierpieniu.” Nic nie stoi na przeszkodzie, by cieszyć się życiem pozostając w danym okresie życia bez pary.
  14. 1 punkt
    Strona internetowa Gabinetu Ocal Siebie niedawno przeszła metamorfozę. W tej chwili dostępne jest na niej także monitorowane przez psychologów forum dyskusyjne, na którym można rozmawiać o sprawach obyczajowych, psychologicznych. Można na nim także uzyskać nieodpłatne porady, których członkowie naszego zespołu terapeutycznego w miarę możliwości czasowych. Mottem serwisu jest hasło „psychologia blisko ludzi”. Misją platformy jest niesienie pomocy psychologicznej online: wsparcie przez forum internetowe, porady psychologa przez Internet, psychoterapia przez Skype. OcalSiebie.pl jest bezpiecznym azylem, na którym w życzliwej atmosferze, anonimowo można porozmawiać zarówno o trudnych sprawach jak i o tym, co cieszy, wzrusza. Psychologiczne forum dyskusyjne na łamach naszej platformy posiada sekcje poświęcone relacjom, dolegliwościom lękowym oraz związanym z nastrojem, a także o tematyce DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholika) i o innych zagadnieniach. Rejestracja na łamach serwisu jest bezpłatna. Oto lista kluczowych sekcji na forum wraz z ich krótkim omówieniem: Poznajmy się! Forum, na którym nowi Użytkownicy mogą przywitać się i powiedzieć parę słów o sobie. Rozwój osobisty Forum przeznaczone do rozmów o pogłębianiu różnego rodzaju miękkich kompetencji, a także o pracy nad poczuciem własnej wartości czy asertywnością. Niełatwe przejścia Forum poświęcone różnorakim problemom osobistym – takim jak na przykład samotność, stres w pracy. Problemy w związkach Forum poświęcone różnorakim trudnościom występującym w relacjach – na przykład małżeńskich, partnerskich. Rozstania, rozwody, żałoba Forum przeznaczone dla osób, które przeżywają ból emocjonalny po zakończeniu lub utracie bliskiej relacji. DDA / DDD Forum, na którym o swoich specyficznych trudnościach mogą rozmawiać tzw. Dorosłe Dzieci Alkoholików oraz tzw. Dorosłe Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych. Zaburzenia lękowe Forum przeznaczone dla osób doświadczających dolegliwości lękowych takich jak na przykład zaburzenie lękowe z napadami paniki czy fobia społeczna. Zaburzenia nastroju Forum poświęcone takim dolegliwościom jak między innymi depresja i choroba afektywna dwubiegunowa. Inne wyzwania i problemy psychologiczne Forum o zagadnieniach, które nie klasyfikują się do żadnej z pozostałych sekcji strony. Hyde Park Forum do swobodnych rozmów na różnorakie tematy.
  15. 1 punkt
    Pomoc psychologiczna idzie z duchem czasu. Dzięki powszechnej dostępności szerokopasmowe Internetu możliwy jest kontakt z psychoterapeutą, psychologiem przez Skype czyli program do rozmów wideo. Konsultacja psychologiczna lub sesja psychoterapii przebiega analogicznie jak ma to miejsce stacjonarnie. Dobrowolnie uczestniczy się w sterowanej przez terapeutę rozmowie prowadzonej w taki sposób, by wywołała pozytywne zmiany w sposobie myślenia i zachowania, a przez to w funkcjonowaniu klienta. W naszym gabinecie spotkanie zawsze zwieńczone jest dostarczanym w ciągu paru dni pisemnym raportem, który podsumowuje poruszone wątki. Dla kogo są terapia online i konsultacje psychologiczne przez Internet? Z konsultacji psychologicznych korzysta praktycznie cały przekrój społeczeństwa – sportowcy, celebryci, gwiazdy estrady, aktorzy, funkcjonariusze publiczni i ludzie, których na co dzień widujemy w sklepie czy mijamy na ulicy. Psychoterapia nie jest już tylko dla zamożnych elit. Dzięki temu, że polska waluta jest stosunkowo niedroga na tle innych walut, osoby przebywające zagranicą mogą korzystać z psychologa online w przystępnych cenach. Ze względu na sporą dostępność takich usług i fakt, iż spotkania odbywają się zwykle nie częściej niż kilka razy w miesiącu, także osoby mieszkające w Polsce często są w stanie sobie na to pozwolić. Dla osób na emigracji nierzadko jest to jedyny sposób na to, by porozmawiać z psychoterapeutą w ojczystym, polskim języku. Kontakt z psychologiem za pośrednictwem Internetu przeznaczony jest dla osób, które: najzwyczajniej w świecie w danym momencie potrzebują wsparcia, chcą omówienia w poufnej atmosferze intymnych spraw z kimś bardziej obiektywnym i wykształconym pod kątem niesienia pomocy psychologicznej, doświadczają problemów związanych ze zdrowiem psychicznym. Podczas rozmowy z psychologiem przez Internet dyskutuje się nie tylko o problemach, trudnościach czy zaburzeniach i chorobach psychicznych. Wiele osób w ramach higieny zdrowia psychicznego omawia swoje sprawy ze specjalistą, który sprawia, że na pewne kwestie mogą spojrzeć inaczej – na przykład w mniej gniewny lub wywołujący mniej napięcia sposób. Kontaktując się z psychologiem można także dowiedzieć się jakie ludzie w różnych sytuacjach stosują rozwiązania i jakie to daje rezultaty. Pozwala to uniknąć straty czasu i energii na niepomocne strategie oraz zapobiec szkodliwym rozwiązaniom. Psycholog online wykorzystuje nie tylko wiedzę z zakresu psychologii klinicznej, dotyczącej zaburzeń i chorób psychicznych, ale również z zakresu psychologii pozytywnej (psychologia pozytywna to dziedzina psychologii zajmująca się podłożem dobrego samopoczucia i szczęścia). W kontakcie ze specjalistą nie chodzi więc zawsze jedynie o to, by pozbyć się problematycznych czy destrukcyjnych schematów, zachowań czy sposobów myślenia, ale o to, by między innymi rozwijać swoje mocne strony, lepiej sobie radzić, być bardziej skutecznym interpersonalnie i bardziej komfortowo czuć się we własnej skórze w obliczu rozmaitych sytuacji. Terapia przez Internet oraz psychoterapeuta online to także wybór osób, które prowadzą intensywny styl życia, często są w podróży i trudno byłoby im regularnie bywać w stacjonarnym gabinecie psychologicznym. Niektórzy ludzie doświadczają trudności, które utrudniają im wychodzenie z domu. Wtedy również kontakt ze specjalistą przez Skype jest rozwiązaniem korzystnym. Przynajmniej na początku, gdy inne opcje nie wchodzą w rachubę. Psychoterapia online ma też swoje ograniczenia Istnieją pewne problemy, które wymagają pomocy stacjonarnej. Można tu wymienić na przykład trudności, z którymi współwystępują tendencje zagrażające zdrowiu czy życiu danej osoby. Czasami terapia online ma takie same ograniczenia jak pomoc stacjonarna. Jest tak w przypadku dolegliwości, które wymagają specyficznej formy pomocy lub leczenia farmakologicznego bądź hospitalizacji. Więcej informacji o psychoterapii można znaleźć w wymienionych tutaj artykułach. Natomiast na kontakt z psychoterapeutą za pośrednictwem programu Skype można umówić się w tym miejscu.
  16. 1 punkt
    Niezwylke trafne i odwazne spostrzezenia !
  17. 1 punkt
    Intrygujący i ważny temat. Dziękuję za jego poruszenie na forum. Stosunek do dzieci i macierzyństwa może być uwarunkowany wieloma czynnikami, więc trudno jednoznacznie stwierdzić, czy w przypadku danej osoby jest to kwestia tzw. syndromu DDA. Tym niemniej może być coś na rzeczy. Niektóre DDA przyznają, że boją się, iż zrobiłyby swoim dzieciom piekło podobne do tego, jakie same przeżyły w dzieciństwie, bo takie mają zakorzenione wzorce (a przynajmniej tak uważają). Ofiary przemocy często noszą w sobie poczucie winy za to co się stało, a przez to mają przeświadczenie, że same są zdolne do podłych czynów. Istnieje też wyjaśnienie, które mówi, że DDA nie tyle nie lubią dzieci, co kategorycznie nie akceptują własnych na nie reakcji, które mają sobie za złe szczególnie mocno. Odbierają własne negatywne reakcje jako dowód na to, iż nie nadają się na rodziców. Czują też poczucie winy, kiedy nie są w stanie zapanować nad negatywnymi odczuciami pojawiającymi się na przykład wtedy, gdy dziecko sprawia kłopoty. Tymczasem chociażby zirytowanie czy zezłoszczenie się na kogoś, kogo się kocha, także na dziecko, nie jest zjawiskiem, na podstawie którego należy wyciągać tak daleko idące wnioski, bo to może się zdarzyć każdemu i jest ludzkie. Grunt, by zachowania towarzyszące tym uczuciom pozostawały asertywne, prawidłowe, a do tego przecież DDA są jak najbardziej zdolne. Innym wyjaśnieniem jest lęk przed bliskością u niektórych DDA, bo bliskość kojarzy im się raczej negatywnie jako źródło bólu emocjonalnego, nadużyć czy rozczarowań. Tymczasem małe dziecko tego w ogóle nie rozumie i może przytulać się czy chcieć bliskości osoby dorosłej, bo na przykład po prostu chce się bawić. DDA w obliczu takiej spontanicznej, a przez to w pewnym sensie nieznoszącej sprzeciwu bliskości niejako narzuconej przez dziecko sztywnieją i czują się nieswojo. Wówczas swoje gesty odbierają jako sztuczne, za co znowu się winią i w czym doszukują się dowodów na rzecz tezy, jakoby nie nadawały się na rodziców. Jest jeszcze gorzej, gdy jakieś DDA ma problem ze spontanicznością, bo gdy w domu rodzinnym była zabawa, kończyło się to zwykle piciem jednego lub dwojga rodziców i ostatecznie awanturą. Dziecko jest wulkanem energii i zachowuje się spontanicznie, co u takiego DDA może powodować niepokój. Tak to już jest z lękiem. Gdy ktoś doświadczył czegoś złego wracając ciemną uliczką, to w przyszłości może odczuwać zaniepokojenie ilekroć znajdzie się w tego typu miejscu. Nie dotyczy to tylko uliczek, ale wielu różnych kontekstów. Jeśli spontaniczność zwiastowała problemy, bo na przykład rodzic stawał się właśnie taki aż za bardzo po spożyciu alkoholu, DDA może czuć niepokój ilekroć znowu doświadczy cudzej spontaniczności albo samo się na tym przyłapie. Są to rzeczy do przepracowania w psychoterapii indywidualnej, grupowej i oczywiście w toku samego życiu, choć trzeba przyznać, że problemy związane z brakiem spontaniczności, usztywnieniem bywają wyjątkowo trudne do pokonania. Jakkolwiek nie jest to niemożliwe.
  18. 1 punkt
    No to teraz moja kolej. Cześć! Mam 32 lata. Jestem DDA i zdrowiejącą już na szczęście! ''kobietą kochającą za bardzo''. Moja historia nie jest chyba za bardzo wyjątkowo. Wychodząc z domu rodzinnego weszłam jak to się mówi z deszczu pod rynnę. Pierwszy partner miał problem z marihuaną i sporo popijał. Uwolniłam się z tego związku, ale trzeba było naprawdę dużo żebym poszła po rozum do głowy. Potem było już trochę lepiej no ale też nic dobrego z tego nie wynikało. Nie będę tu może wchodzić w szczegóły. W życiu takim codziennym i w pracy u mnie jest raczej okey… niestety w relacjach to zupełnie inna sprawa. Powiem tylko że wchodziłam w raczej toksyczne albo jakieś dziwaczne związki z kolesiami którzy lecieli w kulki. Mam nadzieję że finał całej tej opowieści będzie pozytywny. Teraz jestem na ''odwyku od facetów'' Pracuję nad sobą. Staram się przestać myśleć o poprzednim chłopaku i chyba powoli mi to wychodzi. Wiem że jeszcze długa droga przede mną – muszę,a raczej bardzo chcę pracować nad poczuciem wartości i pozbyć się złych schematów. Terapia pomaga i małymi krokami robię postępy. Otwiera mi oczy na wiele spraw. Mam nadzieje że posiadanie tu konta ułatwi mi pewne rzeczy. Jak coś sama też postaram się wspierać
  19. 1 punkt
    Powiedzenie osobie doświadczającej silnego lęku przed kobietami żeby podszedł, zagadał i rozpoczął konwersację jest jak radzenie osobie, która ma lęk wysokości, by skoczyła na bungee. To nie zadziała, wyzwanie jest za trudne, opór zbyt silny, a pustka w głowie powodowana lękiem prawdopodobnie uniemożliwi pociągnięcie rozmowy. Co wobec tego zrobić? Dać sobie trochę czasu, na przykład kilka miesięcy na stopniowe wychodzenie ze strefy komfortu i mierzenie się z lękiem w osiągalnym stopniu, małymi krokami. W takim, by zdążył pojawić się lekki niepokój, ale nie tak silny, ażeby całkiem paraliżował, zrażał. Można na przykład częściej zagajać i prowadzić krótkie, małe pogawędki choćby z ekspedientkami czy w szkole bez intencji podrywania czy umawiania się na randki. Chodzi o to, by na tym etapie oswoić się z dyskomfortem, który stopniowo będzie przez to stawał się coraz mniej dokuczliwy. Kiedy już poczujesz się pewniej i postanowisz zagadać do jakiejś dziewczyny z intencją poproszenia o numer telefonu, pamiętaj o rozgrzewce. Najpierw wejdź w kilka interakcji z ludźmi i z kobietami, rozgadaj się trochę, „rozgrzej” dając sobie odpowiednią ilość czasu i takich kontaktów. Osoby nieśmiałe mają dłuższy „pas startowy”, to nic złego, trzeba tylko o tym pamiętać. Będąc rozgrzanym łatwiej ci będzie na serio „wystartować”. Rozważ też pracę nad poczuciem własnej wartości, bo to ono często, choć nie wyłącznie ono, obfituje silnym lękiem w określonych sytuacjach społecznych.
  20. 1 punkt
    Zanim omówię radzenie sobie z przytłaczającymi emocjami zachęcam do lektury przypowieści o dwóch szklankach, którą udało mi się napisać kilka lat temu do publikacji o równowadze wewnętrznej. Wyobraźmy sobie dwie szklanki stojące na stole. Jest im dobrze gdyż są wypełnione wodą, za czym wprost przepadają. Ten stan nie trwał niestety długo. Oto bowiem nagle ktoś przechodzący obok potrąca stół. Mebel ma cztery nogi i jest ciężki, więc szybko wraca do pozycji wyjściowej. Nie można tego samego powiedzieć o szklankach. Zaczęły się chybotać, jakby miały zaraz przewrócić się i stracić całą zawartość. Pierwsza szklanka zaczęła szarpać raz w lewo, raz w prawo, byle tylko nie rozlać niczego. Walczyła dzielnie, kręciła się na obrzeżach własnego spodu, ale w końcu poległa – upadła i stoczyła się ze stołu, więc spotkał ją smutny los. Druga szklanka zamiast walczyć ze sobą podeszła do wyzwania bardziej zadaniowo. Rozumiała, że przede wszystkim musi wiedzieć, co się z nią dzieje. Spojrzała więc w lustro wiszące na ścianie, by ocenić swoją pozycję i zobaczyć na czym stoi. Postanowiła, że nie wzburzy się, nie zasmuci, ani nawet nie będzie szukać dobrych stron w tym, co zobaczy – wszystko po to, by zachować obiektywizm. Patrząc w lustro spojrzała na siebie z dystansu. Szybko zrozumiała, że wykonując ruch przeciwny do tego, który nią targa, sama sobą targnie, tyle że w drugim kierunku. Przez ułamek czasu byłaby w pozycji idealnie pionowej, denkiem równolegle do blatu stołu, ale po tej krótkiej chwili przechyliłaby się ponownie. W taki sposób nie uzyska równowagi, to pewne, a doraźna przyjemność z krótkotrwałego bycia w pozycji pionowej stanowczo nie wydała się jej satysfakcjonująca. Patrząc więc w lustro nie szła w zaparte, nie podejmowała trudu na rzecz pozornych lub krótkotrwałych rozwiązań, ale po prostu postanowiła znieść brak równowagi, który ostatecznie okazał się chwilową niedogodnością. Zniosła to, nie dała się ponieść, ustała. Co zrobiła ta druga szklanka? Zastosowała tak zwaną uważność (mindfulness). Jest to taka postawa wobec własnego życia wewnętrznego, którą charakteryzuje nieosądzająca akceptacja tego, co się tam rozgrywa. Nie jest to aprobata czy niezgoda, ale gotowość do zniesienia emocji, która w danej chwili rozgrywa się w naszym wnętrzu. W trakcie obserwujemy ją z nieomal dziecięcą ciekawością, przyglądamy się jej uważnie chcąc dociec, jaką pełni funkcję, co sygnalizuje, co się za nią kryje i jaki ma sens. Zastanawiamy się również nad tym, co ją wywołało, co poprzedziło jej powstanie – czasami bywa to inna emocja, a innym razem jakieś zdarzenie lub seria okoliczności. O ile nie szarpiemy się, nie zwalczamy tego, co czujemy, ale dajemy sobie prawo do tego, by to przeżyć, bo jest częścią ludzkiego doświadczenia, emocja ma szansę wybrzmieć i po osiągnięciu pewnego poziomu nieuchronnie zmaleć. Uważność nie jest panaceum. Nie jest idealna na każdą okazję, ale bez wątpienia w wielu przypadkach może okazać się bardzo pomocna. Dlatego uważam, że warto ją trenować. Więcej na jej temat można dowiedzieć się chociażby w tym miejscu. A jeśli nie opanowało się jej w wystarczającym stopniu, by okazała się w danej chwili zadowalającym rozwiązaniem, można też użyć wybranej strategii regulacji emocji, o których wspominałem tutaj. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  21. 1 punkt
    Takie pytanie ma niemal 2 miliony wyników w google. Najwyraźniej kobiety zadają je całkiem często. Spróbuję na nie odpowiedzieć. UWAGA Obszerniejszy i bardziej aktualny artykuł na ten temat wraz z poradami znajduje się tutaj. W tym artykule poruszone zostaną delikatne tematy, a niektóre treści mogą wydać się kontrowersyjne. Postaram się przedstawić pewne postawy i stanowiska prawdziwie, bez owijania w bawełnę, ale i nie przejaskrawiając. Te treści mogą niektórych zezłościć, więc jeśli ktoś nie ma ochoty się stresować, to lepiej niech sobie odpuści ten tekst. Naga prawda o tym, dlaczego on się nie oświadcza Tylko około 27% mężczyzn deklaruje, że jest ono dla nich ważne. Część mężczyzn nie uważa, by małżeństwo miało znaczenie. Są zdania, że właściwie wszystkie potrzeby są w stanie zaspokoić bez małżeństwa, i uważają, że taki związek niczego nie gwarantuje. „Nie trzeba być właścicielem sklepu spożywczego, żeby mieć codziennie świeże bułeczki” – stwierdził w jednym z wywiadów pewien celebryta. Spora część mężczyzn uważa, że małżeństwo to dla nich kiepski interes. Mają przeświadczenie, że w razie rozwodu znajdą się na przegranej pozycji. Zostaną zmuszeni do utrzymywania przez całe lata kobiety i dziecka, z którym będą mieli ograniczony kontakt. Niektórzy widzą to tak, że zostaną zobligowani do utrzymywania rodziny, która de facto nie jest już ich rodziną, bo zostali od niej odsunięci, odcięci. Zdarza się, że mężczyźni nawet zmuszani są do płacenia alimentów kobietom, z którymi nie mieli dzieci, tylko dlatego, że w toku małżeństwa jednak zdecydowali się żyć z inną partnerką pogarszając przez to poziom życia tej pierwszej. Perspektywa tych czarnych scenariuszy działa na panów zniechęcająco. Wielu mężczyzn jest zdania, że w dzisiejszych czasach w wyniku między innymi uprzywilejowania kobiet małżeństwo stało się odpowiednikiem związku na warunkach pań. Na domiar złego relacją, która mężczyznę naraża na poważne negatywne konsekwencję podczas gdy kobietom zapewnia ochronę. Ten brak równowagi bywa odbierany jako rażąca niesprawiedliwość. Żeniący się mężczyźni to najczęściej niedoświadczeni jeszcze w relacjach z kobietami stosunkowo młodzi ludzie, którzy po rozwodzie nigdy więcej na małżeństwo się nie piszą. Obszerne informacje na temat stanowiska omawianego w tym akapicie można znaleźć między innymi w artykule „Mizoandryczna bańka spekulacyjna” (uwaga, zawarte tam treści mogą wydać się bardzo bulwersujące zwłaszcza dla zdeklarowanych feministek). Panowie znają statystyki i dość poważnie do nich podchodzą. W Polsce rozpada się około 30% małżeństw, a w krajach świeckich jakieś 50%, nic więc dziwnego, że facet myśli o tym, co będzie, gdy dojdzie do rozwodu. Bywa, że panowie podchodzą do kwestii małżeństwa wręcz z niechęcią, piszą poradniki dla rozwodników i ostrzegają innych przed tą instytucją przedstawiając małżeństwo w bardzo negatywny sposób. „Pamiętaj, o warunkach rozwodu będzie decydowała kolejna kobieta, tyle że w todze!” Sporo facetów z różnych względów woli beztroskie życie, więc nie chce brać na siebie odpowiedzialności. Dla części panów instytucja małżeństwa kojarzy się z przymusem i robieniem czegoś na pokaz „Bo ona mówi, że jeśli chcę z nią być to muszę się jej oświadczyć”. Naciski rodziny, presja partnerki – to rzeczy, które zniechęcają jeszcze bardziej. Nie inaczej jest z perspektywą kosmicznego kredytu na wesele, żeby spełnić dziewczęce marzenie partnerki. Mężczyźni obawiają się, że po ślubie przestaną mieć atrakcyjny seks. Niestety potwierdzają to badania ankietowe prowadzone wśród panów. Wskazują one, że statystycznie mężowie mają więcej seksu niż samotni mężczyźni, ale wyraźnie mniej niż kawalerowie żyjący w związkach partnerskich. Niektórzy mężczyźni traktują określone związki jak swoisty etap przejściowy dopóki nie poznają kogoś bardziej atrakcyjnego, bardziej w ich typie. Część facetów, zwłaszcza przystojnych, zamożnych i umiejących owijać sobie kobiety wokół palca, przyznaje, że są w związkach dopóki partnerki są młode, a potem kończą relację i wiążą się z kolejną młodą dziewczyną nie widząc w tym nic dziwnego. Niektórzy mężczyźni mają świadomość, że dzięki statusowi uzyskanemu dzięki karierze osiągną szczyt swoich możliwości na rynku matrymonialnym w okolicach 30-35 roku życia. Dopiero wtedy chcą znaleźć jak najlepszą partnerkę, na którą w ich odczuciu nie mogliby sobie pozwolić będąc na dorobku. Część facetów nie oświadcza się, bo uważa, że jest na to za wcześnie. Małżeństwa zawierane są generalnie coraz później. Czasami faceci nie oświadczają się, ponieważ jakość związku nie jest wystarczająco dobra, istnieją jakieś nierozwiązane problemy, nie czują się właściwie traktowani albo nadal obserwują partnerkę pod kątem tego, czy nadaje się na żonę. Część panów preferuje związki partnerskie, woli mieszkać osobno, nie chce zakładać rodziny, nie ma instynktu rodzicielskiego. Wiele par żyje w nieformalnych związkach. Jest to wręcz zjawiskiem powszechnym. Skoro tak, całkiem sporo panów, zwłaszcza w większych ośrodkach miejskich, przyjmuje to za normę. Co z tym fantem zrobić? Jak widać powody braku oświadczyn mogą być różne. Warto w miarę możliwości szczerze porozmawiać ze swoim partnerem na ten temat, spróbować ustalić rozsądny termin decyzji w tej sprawie. A jeśli oczekiwania i wartości całkiem się rozmijają, rozważyć rozstanie. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  22. 0 punktów
    Bardzo często słyszę o problemie, który polega na tym, że pewne kobiety mają wrażenie, iż przyciągają same toksyczne, problematyczne, zaburzone jednostki. To skomplikowane zagadnienie i powodów tego stanu rzeczy może być sporo, ale poniżej przedstawiam 10 potencjalnych przyczyn, które warto wziąć pod uwagę, by zmienić tę sytuację. [1] Jesteś niekonwencjonalna, więc lgną do ciebie niesztampowi ludzie – niektórzy z nich są na bakier ze standardami, które są w porządku. Na przykład chcą żyć niejako na marginesie, lekceważą pewne normy, wolą żyć jak odszczepieńcy, nie zamierzają rozwiązywać problemów lub leczyć swoich nałogów czy zaburzeń. [2] Jesteś bardzo hojna w poświęcaniu innym swojego czasu, więc przyciągasz osoby, które desperacko potrzebują uwagi. Mogą to być ludzie z problemami, nieskorzy lub niezdolni do budowania sensownych relacji, więc skłonni nadużywać hojności i dobroci, którą otrzymają niskim kosztem. [3] Jesteś osobą, która ponadprzeciętnie dobrze umie słuchać. W dzisiejszym świecie mało kto to potrafi, bo w dobie Internetu (i smartfonów wręcz przyklejonych do dłoni) relacje są spłycone a komunikacja zdawkowa. Osoby, które rozpaczliwie pragną wysłuchania będą usiłowały skorzystać z okazji, by się wygadać. Jeśli zachowujesz się jak chusteczka do ocierania łez, ludzie będą cię tak traktować, a potem wracać do swoich spraw obojętni na to, jak się z tym czujesz. [4] Lubisz wchodzić w rolę ratownika, bo czujesz, że to cię uszlachetnia lub czyni moralnie lepszym człowiekiem. Siłą rzeczy przyciągasz więc ludzi, którzy potrzebują pomocy oraz pragną, by ich ktoś wyręczył, ewentualnie zaakceptował z problemami, bo nie chce im się nad tymi trudnościami samemu dostatecznie mocno pracować. [5] Na pierwszy rzut oka widać, że masz problemy – życiowe, emocjonalne lub inne. Ludzie lgną do podobnych osób, bo uważają, że nie będą osądzani. Podobieństwa się przyciągają. Jeśli styl bycia, miejsca, w których bywasz, twój wizerunek, a także treści, którymi się otwarcie interesujesz skłaniają do refleksji, iż możesz mieć z samym sobą jakieś trudności, podobne osoby będą na twojej orbicie cały czas. [6] Trudne przejścia mocno cię zahartowały, więc masz dużą tolerancję na niewygodne sytuacje. Słabe, mające problemy osoby mogą do ciebie lgnąć, chcąc uzyskać ratunek i wsparcie, bo wydajesz im się twarda, a przez to silna. Nawet jeśli w istocie jesteś bardzo delikatna i niewiele potrzeba do tego, żeby cię zranić. [7] Masz problem z poczuciem własnej wartości, więc nie cenisz adekwatnie swojej obecności, zaangażowania czy czasu. Zarówno koleżeństwem, przyjaźnią jak i związkami w pewnej mierze rządzą „prawa rynku”. Ludzie wchodzą w relacje z tymi, na których mogą „sobie pozwolić”, a nie z tymi, którzy są „za drodzy”. Jeśli zachowujesz się jak osoba z nieadekwatną, obniżoną samooceną, przyciągasz osoby, które też źle się ze sobą obchodzą i w efekcie mają „niską wartość” na „rynku”. [8] Jesteś przyzwyczajona do złej jakości relacji z problematycznymi osobami, bo tak funkcjonowała twoja rodzina, gdy byłaś dzieckiem. W efekcie brakuje ci odpowiednich wzorców i godzisz się na niefajne traktowanie, bo uważasz, iż to norma. Może nawet nie próbujesz nawiązywać kontaktów z osobami niezaburzonymi, na poziomie, bo uznajesz, że to nie twoja półka albo mocno obawiasz się, iż odrzucenie potwierdziłoby twoje negatywne przekonania o sobie. Być może poprzestajesz wyłącznie na tym, co się napatoczy, zamiast podjąć świadomy wysiłek, ażeby wyrwać się z błędnego koła niezadowalających relacji. [9] Jesteś osobą skrajnie nieasertywną. W efekcie najchętniej zadają się z tobą osoby, które przeczuwają, że mogą ci wejść na głowę, mogą cię zmanipulować, zdominować, wykorzystać, nadużyć twojego zaufania albo wmanewrować w wygodne dla nich, a przykre dla ciebie sytuacje. [10] Imponują ci cechy, nad którymi samemu nie chce ci się pracować lub nie wiesz jak to zrobić. Na przykład odwaga i śmiałość problematycznych osób równoważy twoje zahamowania, niestabilność emocjonalna stymuluje tłumione przez ciebie emocje, albo uzależnienie od dramatyzmu kłopotliwych przyjaciół lub partnerów sprawia, że czujesz się ważniejsza i poprawia się twoja zaniżona samoocena. Jeśli rozpoznajesz u siebie któreś z wymienionych problemów, spróbuj je rozwiązać. W razie potrzeby porozmawiaj o tym z psychologiem. Obserwuj stronę na Facebook.
  23. 0 punktów
    Dlaczego faceci kłamią / oszukują / zdradzają? Na to pytanie można odpowiedzieć w dwójnasób. Po pierwsze, z tych samych powodów, z których kłamią kobiety. Po drugie, z przyczyn specyficznych dla płci męskiej. Ludzie kłamią, żeby chronić swoją reputację. Na przykład kobieta może nie oznajmić wszem i wobec, że prawdziwy mężczyzna zaczyna się od 180 cm wzrostu, by nie wyjść na pustaka, a facet by uniknąć krytyki nie powie, że prawdziwa kobieta kończy się na 30-tce lub zaczyna od dużego C. Nawet jeśli oboje w istocie mają właśnie takie, a nie inne opinie na te tematy. Mężczyźni i kobiety kłamią żeby chronić potencjalnie zagrożoną samoocenę, zwłaszcza, gdy mają niskie poczucie własnej wartości, bo wtedy opinie innych mogą być dla nich szczególnie znaczące. Studentka zapytana o brak pracy domowej może zacząć opowiadać, że musiała się opiekować chorą matką, choć tak naprawdę nie umiała wykonać zadania lub jej się nie chciało do niego przysiąść. Panie i panowie oszukują, by wzmocnić swoją samoocenę, dowartościować się. Przykładowo dziewczyna wspomina w profilu randkowym, że jest sapioseksualna (czuje pociąg do męskiej inteligencji), choć tak naprawdę umawia się wyłącznie z modelami, ale dzięki tej wzmiance czuje się inteligentniejsza. Chłopak może mówić o wymyślaniu błyskotliwych rozwiązań w pracy żeby przypodobać się ceniącej zaradność dziewczynie, choć w rzeczywistości jest bardzo przeciętnym stażystą. Czasami ludzie kłamią, żeby się lepiej poczuć we własnej skórze. Sprawca potrącenia kogoś na przystanku na przykład może opowiedzieć, że wjechał na chodnik, by ratować własne dziecko siedzące na miejscu pasażera, które byłoby szczególnie narażone podczas zderzenia z autobusem. Ktoś wiodący nudne życie może opowiadać o tym, jak interesujące rzeczy zdarza mu się robić. Stara panna z bagażem życiowym może opowiadać, jak wielu mężczyzn o nią zabiega, choć nikt jej nie zaprasza na randki. Niekiedy oszustwo ma ułatwić realizację pewnych celów. Kobieta samotnie wychowująca dziecko może z rozmysłem nie wspominać o potomstwie, by nie zniechęcać potencjalnego kandydata na partnera. Mężczyzna rozważający odejście od żony może szukać na boku nowej dziewczyny, kłamiąc przy tym, iż jest już w trakcie rozwodu. Osoba z pasmem licznych, burzliwych związków może kłamać, że ma za sobą tylko dwie relacje, które po prostu się na dłuższą metę nie sprawdziły, ale ich finał był dyplomatyczny. Czasami ludzie kłamią z dość nieprzemyślanych powodów. Kobieta umieszcza silikonowe wkładki w staniku, gdyż przeczytała w jakimś kolorowym magazynie, że ambitni mężczyźni preferują kobiety z dużym biustem. Mężczyzna zakłada złoty łańcuch, by podkreślić swój status, choć nigdy nie miał pracy dłużej niż przez miesiąc, ale uwierzył w przesłanie piosenki „Ona czuje we mnie piniądz”. Ludzie kłamią, by pokazać się z lepszej strony – na przykład prezentują swoje wyretuszowane zdjęcia wykonane z zakłamującej rzeczywistość perspektywy. Zatajają również albo koloryzują pewne informacje o sobie w profilach na serwisach społecznościowych i randkowych. Wszystko po to, by pokazać się w korzystnym świetle, zwiększyć szanse na uzyskanie aprobaty i osiągnięcie swoich celów. Kłamstwo pełni też określone funkcje, które nie różnią się zasadniczo od funkcji zdrady. Ma zapewnić zaspokojenie pewnych potrzeb bez narażania na koszty w formie utraty zaspokojenia innych potrzeb. Przekładając to na ludzki język można to zilustrować następującym przykładem. Jeśli mężczyzna lub kobieta ma udane życie rodzinne, w miarę komfortowy związek, ale nie ma zadowalająco zaspokojonych potrzeb seksualnych, może zdecydować się na zdradę po to, by spełniać się seksualnie nie tracąc korzyści wynikających z posiadania rodziny i stałego związku. Mężczyźni kłamią, ponieważ często jest to w ich mniemaniu optymalna strategia. Od małego trenowani są w kłamaniu. Wręcz oczekuje się od nich, by nie byli szczerzy. Dla przykładu wielu facetów wychowuje się zgodnie z zasadą „chłopaki nie płaczą”. Mają nie mówić prawdy, jeśli czują się załamani, smutni, zrozpaczeni, bo to nie uchodzi mężczyźnie. Jako młodzieńcy w relacjach z kobietami trenowani są natomiast w mówieni nieprawdy przy takich okazjach, jak pytania ze strony partnerki typu „Czy grubo w tym wyglądam?”. Jeśli raz za razem szczerość jest karana poprzez negatywną reakcję dziewczyny, chłopak w końcu przystosowuje się do tych warunków i zaczyna wybierać kłamstwo, by zaoszczędzić sobie i jej nerwów. Bywa, że mężczyźni kłamią po to, by pozornie spełniać oczekiwania otoczenia i czerpać z tego powodu określone korzyści, których nie zyskaliby będąc całkowicie szczerymi z kobietami. Czasami robią to, gdy równie dobrze mogliby powiedzieć prawdę. Innym razem brak szczerości jest w zasadzie niezbędny, by w określonych realiach zaspokajać swoje potrzeby. Wynika to z tego, że między oczekiwaniami kobiet i mężczyzn istnieją pewne rozbieżności, które czasami są bardzo duże. Do tego stopnia, że wizja związku dającego szczęście kobiecie może być dla mężczyzny dalece niesatysfakcjonująca. Na przykład facet ma nikłe szanse na zaspokojenie potrzeb seksualnych, gdy gra w otwarte karty i mówi, że zależy mu tylko na tym, ponieważ większość kobiet nie pisze się na takie układy. Zaczyna więc kłamać, że zależy mu na stałym związku. Czasami iluzja jest skutkiem ubocznym odmiennych oczekiwań, które nie są wypowiadane przez żadne z dwojga wprost. Prędzej czy później czar jednak pryska. Czasami ludzie kłamią z przyczyn altruistycznych. Dla rozrywki, na przykład z okazji prima aprilis, lub dla dobra drugiej strony, by nie przytłoczyć jej ogromem negatywnych informacji albo nie narazić na niepotrzebny dyskomfort. Zdarza się, że ludzie kłamią z grzeczności albo dla świętego spokoju. Kłamstwo kłamstwu nierówne – jedne są straszne, a inne powszechnie tolerowane. Zasadniczy problem z kłamstwem jest taki, że na dłuższą metę utrudnia lub wręcz udaremnia budowę zaufania, ale to już inna historia.
  24. 0 punktów
    Fazy osamotnienia w wyniku niemożności znalezienia partnera lub partnerki bądź zbudowania związku moim zdaniem nie różnią się szczególnie od faz żałoby czy ciężkiej choroby. Człowiek też traci pewną wizję, która stopniowo umiera – wizję udanej relacji uczuciowej. Fazy osamotnienia Zwykle najpierw człowiek trwa w zaprzeczeniu. Nie przyjmuje do wiadomości, że czuje się osamotniony. Wmawia sobie, że to tylko kwestia czasu, a wspaniały związek czeka tuż za rogiem. Przecież jest tak fajny lub fajna, że na pewno zaraz ktoś się znajdzie. W końcu mija trzydziestka i zaczyna się robić naprawdę nieciekawie. W pewnym momencie pojawia się gniew. Kobiety złorzeczą na facetów rozładowując frustrację. Racjonalizują sobie własne niepowodzenia i swoją bierność, wściekając się na mężczyzn oraz jak mantrę powtarzając, że jest kryzys męskości. Są oburzone, że nie mogą znaleźć partnera takiego jak ich ideał z komedii romantycznej czy dobrego romansu. Mężczyźni ocierają się o mizoginię, ostro wkurzają się na kobiety, że ich nie doceniają. Na tym etapie są wnerwieni, że nie mogą mieć tych zręcznych w sypialni piękności, o których zawsze marzyli i które oglądają w filmach erotycznych. Złość podsycają epatujące szczęśliwością zdjęcia publikowane na serwisach społecznościowych przez znajomych i znajome. W końcu gniew mija. Pojawia się targowanie. „Gdybym tylko miał lepszy samochód”… „Gdybym tylko mieszkał w lepszej dzielnicy”… „Gdybym tylko był bardziej napakowany”… Ewentualnie „Gdybym tylko była szczuplejsza”… „Gdybym tylko miała większy biust”… „Gdybym tylko wyglądała młodziej”… Zaczyna się wyścig z czasem. Kobiety trafiają pod skalpel, a mężczyźni zaczynają częściej bywać na siłowni albo snuć marzenia o fortunie. Trwa gonitwa za tym wszystkim, co uznawane jest aktualnie za atrybuty atrakcyjności. W końcu jednak okazuje się, że i to wszystko nie pomaga. Następuje kryzys, utrata wiary w zasadność wysiłków. Coraz częściej człowiek czuje się przygnębiony lub zobojętniały, ewentualnie ciągle jest rozdrażniony i często wybucha. Niektórzy na tym etapie doświadczają stanów nawet bardziej negatywnych niż chandra czy przygnębienie i zasadny staje się kontakt z psychoterapeutą. Bywa, iż zrezygnowane osoby przestają starać się o związek, bo czują w kościach, że i tak nic z tego nie wyjdzie, więc poprzestają na podbojach i przygodnym seksie, co – zwłaszcza wielu mężczyznom – też wcale nie przychodzi lekko i stanowi kolejne źródło frustracji, niezadowolenia. W kolejnej fazie następuje uznanie dotychczasowego stanu rzeczy za normę. Ludzie godzą się ze swoją samotnością i przestają podejmować jakiekolwiek działania dające realną szansę na zmianę położenia. Kobiety oddają się fantazjom, wmawiając sobie, że jak miłość ma je spotkać, to w końcu się sama wydarzy. Mężczyźni popadają w rezygnację – uciekają w używki lub hobby. Ludzie zdają się na los, byle tylko przestać myśleć w sposób, który ich wpędza w negatywny nastrój. Niektórzy natomiast nie tylko autentycznie akceptują samotność, ale wręcz ją aprobują… Zamożni mężczyźni po złych doświadczeniach z materialistkami dochodzą do wniosku, że lubią swoje życie i nie muszą go zmieniać, by znowu oddawać na kogoś swoje ciężko zarobione pieniądze. Natomiast rezolutne kobiety, które nie mają silnego instynktu macierzyńskiego, decydują się na rozwój osobisty i poświęcenie życia swoim pasjom, zamiast usilnie szukać partnera do założenia rodziny. Warto zauważyć, że poszczególne fazy mogą występować w różnej kolejności i mieszać się. Niektóre z nich mogą zostać pominięte, wcale nie wystąpić. Niby jest prościej, ale wcale nie łatwiej Chociaż dzięki Internetowi możliwości poznania kogoś nowego i umówienia się na randkę są znacznie większe, to jednak znalezienie odpowiedniej osoby nadal stanowi wyzwanie. Diabelnie ciężko trafić na osobę, która spodoba się z wyglądu (zwłaszcza, że ludzie mają dziś częstokroć sztywne i wyśrubowane standardy), będzie miała podobny temperament seksualny, a poza tym okaże się „kompatybilna” pod względem osobowości i wobec tego odpowiednia do stałego związku. Najczęściej okazuje się, że potrzebny jest konkretny plan zaradczy i jego systematyczne wdrażanie, rozwój kompetencji społecznych, ponowna analiza kryteriów doboru partnera. Niekiedy potrzebne bywają także pewne zmiany życiowe. A przede wszystkim ogromna ilość cierpliwości, bo szukanie kogoś dla siebie, zwłaszcza po trzydziestce, to wymagający, czasochłonny proces. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  25. 0 punktów
    Bywa, że pomimo odczuwania potrzeby związku uczuciowego, a nawet deklarowania takiej chęci i podejmowania pewnych ruchów w celu poszukiwania drugiej połówki, niektóre osoby nie są w stanie stworzyć relacji. Nie będziemy tu wnikać w to, jaka jest pierwotna geneza tego rodzaju trudności. Omijamy zatem szerokim łukiem groźnie brzmiące etykiety jak „lęk przed bliskością”, „samotność z lęku przed odrzuceniem”, „lęk przed zranieniem”, „lęk przed pochłonięciem przez partnera (utratą autonomii)” czy „nieufność potęgowana brakiem pewności siebie (swoich granic, potencjału, priorytetów) lub poczucia własnej wartości”. Skupmy się konkretnie na meritum, a jest nim nieangażowanie się w związek mimo realnych szans na stworzenie satysfakcjonującej relacji, przy czym nie jest to kwestia wyboru, a raczej wynik chronicznego niezdecydowania, unikania więzi lub dławienia miłości w zarodku. Co może motywować do bycia samemu? Bycie samemu nie wiąże się z ryzykiem zranienia; ból samotności jest przynajmniej znany, bywa wręcz oswojony tzn. osoba już do niego przywykła, tymczasem ryzyko krzywdy (złamane serce, rozczarowanie, niespełnienie lub uwikłanie się w trudny układ) jawi się jako znaczące. Wchodzenie w związek wymaga zajęcia stanowiska w sprawach, które mogą być tematem różnych dylematów, nierozstrzygniętych konfliktów wewnętrznych. Ludziom trudno podjąć pewne decyzje i w efekcie brakuje im gotowości do wchodzenia w związki. Łatwiej jest dryfować nie musząc składać żadnych deklaracji. Decyzje mogą dotyczyć najważniejszych oczekiwań, stosunku do wymogów społeczności, w której się żyje, przewidywań dalszego scenariusza, podejścia do kwestii takich jak posiadanie dzieci czy religijnych. Bycie samemu jest czymś, co się zna i jest względnie proste, a związek to w jakiejś mierze niewiadoma, potencjalne komplikacje. Na to nie każdy jest gotów, nie wszyscy mają po prostu czas stale angażując się w robienie kariery lub goniąc za wciąż „uciekającymi celami”. Proces kształtowania się nowej relacji może być na początku bardzo wymagający, bo ludzie się docierają; potrzebna jest pewna doza determinacji i dobrej woli, o którą nie zawsze łatwo, gdy na przykład ma się złe doświadczenia lub jest bezkompromisowym albo bardzo mocno przywiązanym do swoich panieńskich czy kawalerskich nawyków. Bycie z kimś wymaga pewnego wysiłku, na który nie każdy ma siłę lub chęci; potrzeba zaangażowania, aktywnego słuchania, empatii, komunikowania skrywanych przemyśleń, ujawniania emocji, budowania zaufania, a to wszystko jest dla niektórych ludzi niełatwe. Szczególnie trudne bywa, gdy dana osoba z różnych względów nie jest na to przygotowana – na przykład nie posiada odpowiednich umiejętności, nie ma dobrych wzorców lub odwykła od bycia w bliskich relacjach przez długi okres życia w samotności. Budowanie relacji wymaga pewnych kompetencji interpersonalnych i komunikacyjnych, których czasami po prostu pewnym osobom brakuje. Wbrew pozorom nie każdy „umie w związki”, tworzenie satysfakcjonujących relacji nie jest takie oczywiste. Problemem może być bardzo duża nieśmiałość, a właściwie uporczywe unikanie pracy nad nią. Wszyscy ludzie mają jakieś wewnętrzne blokady, ale nie każdy załamuje ręce i poddaje się w walce z nimi. Osoba, która tak robi, traktuje nieśmiałość jak piętno i pozbawia się w ten sposób szans na poznanie kogoś. Wchodzenie w związek to perspektywa, która może wzbudzać obawy u osoby, która ma niskie poczucie własnej wartości; mogą temu w takim wypadku towarzyszyć myśli, że nie jest się tego wartym, że nie ma się dość do zaoferowania, że nie podoła się temu, że zawiedzie się partnera lub kogoś zrani, że nie wywiąże się ze swoich zobowiązań, zawiedzie, że gdy się kogoś do siebie dopuści to wyjdą na jaw wszelkie deficyty i niedoskonałości niemożliwe do zaakceptowania... Wchodzenie w związek wymaga specyficznej gotowości, którą nie każdy ma. Potrzeba realnej chęci związania się z kimś i autentycznej przestrzeni na relację. Niezbędne jest zamknięcia za sobą spraw związanych z poprzednią znajomością, rzeczywiste odżałowanie wcześniejszych strat i przeżycie swoistej „żałoby” po zakończonych relacjach. U niektórych osób problematyczne bywają narcystyczne cechy, które wszyscy posiadamy w mniejszym lub większym nasileniu. Ciężko otworzyć się na drugiego człowieka osobie, która usiłuje kompensować swój głęboki brak poczucia własnej wartości poprzez perfekcjonizm, a konkretnie stawianie nierealnych wymagań wobec potencjalnego partnera. Wydumane lub odrealnione wymagania są poważną przeszkodą, bo po prostu życie to nie bajka. Powyższa lista czynników rozpraszających, odwracających uwagę lub stojących na drodze do nowego związku jest dość długa, ale bynajmniej nie wyczerpuje tematu. Jedynie akcentuje możliwe motywy pozostawania samemu. Rozpoznanie składników problemu może być wstępnym etapem psychoterapii osób, które pomimo starań nie są w stanie stworzyć dobrze funkcjonującego związku, dającego satysfakcję. Nierzadko zdarza się, że po przepracowaniu pewnych schematów czy wzorców myślenia i sposobów funkcjonowania człowiek dochodzi do wniosku, że sam rzucał sobie kłody pod nogi i nie stwarzał w swoim życiu przestrzeni na relację albo sabotował każdy związek. Kilka porad na zakończenie dla osoby, która chce zerwać z samotnością Nie mąć wody, by się zdawała głębsza – spójrz w taflę jak w lustro i uczciwie zmierz się z własnymi deficytami oraz problematycznymi działaniami, które stoją na drodze do udanego związku. Następnie zacznij nadrabiać zaległości. Nie wykonuj ruchów pozorowanych, które niby mają wywołać zmianę, ale tak naprawdę tylko ją odwlekają. Podejmij realne, celowe i przemyślane działania – miej odwagę sięgać po to, czego pragniesz, zamiast ograniczać się do przebierania spośród opcji, które się napatoczą. Nie siedź z założony rękami – mijający czas może być czasem miłości, jeśli tylko naprawdę tego zechcesz i energicznie o to się postarasz. „Tyle z życia masz, ile dasz” mówi pewna piosenka i analogicznie jest w przypadku nowych znajomości. Przemóż się, zdław opór i skontaktuj z osobą, która cię interesuje zamiast wiecznie czekać, aż ktoś wykona pierwszy ruch. Najlepszym lekarstwem na nieśmiałość jest robienie tego, co cię onieśmiela. Z czasem będzie coraz lepiej. Jeśli akurat nie masz nikogo szczególnego na oku, zważ, że szukanie bądź selekcja spośród dostępnych opcji to też pewien wysiłek, który warto podjąć. Nieoczywisty wybór może być najlepszy, bo niektórzy ludzie okazują się niesamowici dopiero po bliższym ich poznaniu. Odpuść romantyczne scenariusze. Miłość od pierwszego wejrzenia oraz zakochanie spadające nagle jak grom z jasnego nieba nie są standardem (i nie dają gwarancji, że związek będzie udany). Bardziej realistyczne jest stopniowe poznawanie się i od tego warto zacząć zamiast od razu przekreślać osoby, które nie wywołały trzęsienia ziemi. Zwłaszcza, jeśli jesteś kobietą, nie udawaj, że zmiany obyczajowe się nie dokonały i nadal obowiązują dawne skrypty. Czasy się zmieniły i kobiecie wolno też działać. A jeżeli z kolei jesteś mężczyzną, nie przeceniaj zmian i niech one nie będą dla ciebie wymówką, także bądź aktywny. Jeśli naprawdę gorąco pragniesz związku, a w twoim otoczeniu nie masz jak znaleźć odpowiedniej osoby bo pula kandydatów lub kandydatek jest ograniczona, postaraj się zmienić środowisko. Świat nie dostosuje się do ciebie, ale ty do niego jak najbardziej możesz. Ponadto warto pamiętać, że ludzie znajdują się za pośrednictwem Internetu… Bywa, że zakochują się po czasie, choć pracowali w jednej firmie… Zdarza się, iż zauważają siebie dopiero wskutek szczególnego splotu okoliczności, chociaż mijali się na korytarzu nieomal każdego dnia… Nierzadko impuls do wzajemnego poznania jest ze strony kobiet, które coraz częściej wychodzą z inicjatywą, bo „poszukiwanych” mężczyzn w Polsce jest po prostu znacznie mniej niż „poszukiwanych” kobiet. Życie jest zbyt krótkie, żeby siedzieć z założonymi rękami czekając na cudowne zrządzenie losu i strzałę amora. Poza tym samo poszukiwanie partnera lub partnerki może być rozwijające. Wchodząc w interakcje z innymi ludźmi można dowiedzieć się czegoś nowego o sobie i nawiązać przyjaźnie. Jeśli więc zamiast działać, namiętnie wyszukujesz wymówki i usprawiedliwienia dla własnej bezczynności, zmień taktykę! Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.