Skocz do zawartości

Tablica liderów


Popularna zawartość

Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją od 29.01.2020 we wszystkich miejscach

  1. 1 punkt
    mam podobnie tylko ja jestem babcią a to co opisujesz wygląda na depresje poporodową poczekaj na porade od psychologa ja też mieszkam za granicą i wiem jak tu jest z lekarzami ,ale podejrzewam, że bez leków się nie obejdzie mnie też mówią że sobie wymyślam i to mnie jeszcze gorzej denerwuje
  2. 1 punkt
    Jako osoba z rozbitej, dysfunkcyjnej rodziny moge Panu poradzic tylko tyle, prosze zakonczyc jak najszybciej ta znajomosc dla dobra wlasnej corki, a moze z czasem zobaczy Pan ze i byl to akt milosierdzia dla samego Pana, bo widze, ze ma Pan zapedy autodestrukcyjne. Prosze znaleźć sile w sobie by byc silnym dla Pańskiej corki. Ona zasluguje by jej Tata byl silny, zdrowy, doceniony i kochany. Prosze ukrocic wszelkie kontakty, DOSLOWNIE WSZELKIE z tamta kobieta. Niech wybierze Pan swoja corke i siebie zamiast tamtej kobiety. Prosze zadbac o swoja RODZINE, bo tamta kobieta do niej nie nalezy. Tylko sam Pan moze sobie pomoc, podejmujac decyzje i konsekwentnie ja wprowadzic w zycie i sie jej trzymać! Prosze pokazac przyklad swojej corce, bo kontynuacja tej relacji moze rowniez sie odbic na jej zyciu ( a zakladam, ze cale zycie ma przed soba), a Pan jest za nia odpowiedzialny! Dzieci chlona nieswiadomie takie zachowania od rodzicow a potem nietsety okazuje sie, ze sami robia sobie to samo. Prosze sie zapytac czy chcialby aby Panska corka w przyszlosci sama znalazla sie na Pana miejscu? Jak bylam mala mimo, ze cierpialam, nie mialam swiadomosci, co robia moi rodzice, czemu tak robia, wiele widzialam, ale nie rozumialam. Czulam sie za wszystko winna. I mimo, ze obiecalam sobie, ze bede miala inne zycie niz oni, ze nigdy nie dopuszcze że ze mna stanie sie to samo... Teraz sama musze sobie radzic niemalze z tym samym. Dlatego blagam, jak nie potrafi Pan pomyslec o sobie i swoim dobru, prosze pomyslec o dobru wlasnej corki!
  3. 1 punkt
    Masz do wyboru - albo ogarniesz swoje sprawy i przygotujesz sie do rozstania albo on ktoregos dnia Ci powie, ze to koniec i sie wyprowadzasz (a pewnie nie masz dokad pojsc). Jezeli on za plecami wulgarnie sie o Tobie wypowiada, to jest rownia pochyla. Tego sie nie da naprawic rozmowa. Ten zwiazek wlasnie sie skonczyl i to tylko kwestia czasu kiedy bedzie chamski na zywo lub kiedy wystawi Ci walizki za drzwi.
  4. 1 punkt
    Witam! Moj problem polega na tym, ze boje sie podjac prace, ze nie bede umiala sie dogadac z innymi. Jestem osoba niesmiala, nie umiem rozmawiac w grupie zawsze siedze cicho.Gdy czasem zdarzy mi sie cos powiedziec to mam wrazenie, ze jest to bezdensu i nikt tego nie slucha. Z praca wiaze sie duzy stres, ktory bardzo mnie ogranicza, zaczynam sie jąkac serce bije jak szalone chetnie bym uciekła. Bardzo bym chciala pracowac ale czuje, ze do niczego sie nienadaje, stresuje sie zadzwonic zapytac o jakies oferty pracy. Dodam, ze utrzymuje sie z opieki nad dziecmi siostry, ktore bardzo kocham i tu pojawia sie drugi problem jestem z nimi bardzo zwiazana. Mieszkaja na drugim koncu Polski, jezdze do nich co drugi tydzien. Na sama mysl o pracy w swojej miejscowosci i brakiem mozliwosci spotkan z dziecmi chce mi sie plakac i placze za nimi jakbym miala ich wiecej nie zobaczyc. Czuje sie u nich bezpieczna ale to nie moze trwac wiecznie mam 27 la.
  5. 1 punkt
    Jak to co dalej? Jedynym i sensownym rozwiązaniem jest zakończenie tego związku, choć związkiem trudno to nazwać. Po co masz być w relacji gdzie Twój parter Cie nie szanuje, wulgarnie się o Tobie wypowiada wśród swoich kolegów, w ogóle nie wykazuje absolutnie żadnej inicjatywy jeżeli chodzi o dbanie o związek i nie masz w nim żadnego wsparcia??? Relacja w której jesteś jest przeciwieństwem normalnego związku.
  6. 1 punkt
    Hej, dziękuję za odpowiedź. Szczęście w nieszczęściu nie jestem sama. Lek przed pracą miałam kiedyś bardzo mocny, wiem co czujesz. Teraz już jest za mną. Jestem w Niemczech już prawie 2 lata, mimo trudów jest o niebo lepiej niż w Polsce pod względem zarobków. Także dobrze że próbujesz działać, idź w tym kierunku. Jeśli chcesz iść do przodu wszystko zmienia się na lepsze. Moja matka też zawsze porównywała mnie z siostrami, one były dla niej lepsze, ładniejsze, mądrzejsze. Teraz jest trochę lepiej, przestała pić alkohol ale toksyczny charakter został. Na moich siostrach też się to bardzo odbiło, chociaż były niby,, te lepsze''. Mlodsza siostra chorowala na anoreksję, ma fobie społeczną, nerwicę natręctw i 27 lat, ale nigdy nie pracowala, id kilku lat ma rentę na to. Tak jak ty miałam myśli samobójcze, nawet wcześniej niż przed 15 rokiem życia. W wieku 16 lat miałam taką depresję że mało a by do tego doszło. Teraz myśli samobojczych nie mam, ale wciąż depresja raz na jakiś czas i brak poczucia sensu. Staram się być cały czas w ruchu i to mi pomaga. Mam plany i marzenia które chcę realizować. To dodaje mi sił. Jeden mały krok to furtka aby zapalić w sobie ogień do życia na nowo. Bardzo ci polecam książki Beaty Pawlikowskiej, które otworzyły mi oczy na wiele spraw i sprawiły że popatrzyłam na moje życie z innej perspektywy. Dzięki temu odważyłam się wyjechać za granicę, a wcześniej dzięki temu wyszłam z depresji. Na początek polecam serię o kodach podświadomości, a na wyciszenie polecam modlitwę. Pozdrawiam cię serdecznie i życzę ci sukcesu. Cała siła leży w tobie, tylko mi sami możemy siebie naprawić
  7. 1 punkt
    Nie jesteś sama, też mam 28 lat - facet. To samo, dodatkowo za tydzień mam wyjechać do DE do pracy. Ergofobia, fobia społeczna jest paskudna. Tak samo jak u Ciebie relacje z rodzicami najgorsze. Byłem im do niczego nie potrzebny, nie kochany - kochali za to innych braci, ja to widziałem. Oddawali mnie babci, z dzieciństwa jedyne co pamiętam to wózek i babcię, nic więcej. Rodzice wybrali sobie pięknych braci, raz słyszałem jak w nocy rozmawiali kto jest ich ulubionym synem -> mnie nie wymienili. Od 15 roku życia myśli samobójcze, olbrzymie kompleksy, izolacja, unikanie, prokrastynacja. Kiedyś powiedziałem sobie że jestem martwy za życia. Mimo myśli samobójczych chce żyć i wiem że tego nie zrobię, ale się pojawiają. Byłem u dwóch psychoterapeutów, wyśmiali moje problemy. Jeden psychiatra stwierdził że nic mi nie jest, że muszę znaleźć pracę, dziewczynę i wszystko będzie dobrze. 2 miesiące pracowałem, każdy dzień był dla mnie piekłem, każdy wieczór przed pracą psychiczne tortury, palenie od środka, w piątek po pracy czułem błogi stan. Identyczny stan jak opisany tutaj: https://zielonalinia.gov.pl/-/boje-sie-isc-do-pracy-29949 Dodatkowo nie mam ochoty z nikim rozmawiać, nie odczuwam potrzeby rozmowy, obcowania z ludźmi, tracę energię. Straciłem zaufanie do ludzi ogólnie, do ludzkości. Myślę że w takich przypadkach muszą być leki przeciwlękowe inaczej tego nie widzę. Przed pracą w DE muszę wybrać się po nie do psychiatry.
  8. 1 punkt
    Witam. W Twoim wypadku jest pewna rzecz która Cie blokuje. Mianowicie za bardzo się starasz i za bardzo przyjmujesz. Wszystko powinienes robic bardziej na luzie i z opanowaniem. Im bardziej sie starasz tym mniej wychodzi a do tego jesli powtarzasz te same dzialania dostajesz te same rezultaty. Mówił tak Einstein. Odpuść swoje dzilania na jakis czas i zrelaksuj sie. Spróbuj przez jakis czas nie myslec o tym że powinienes iść na przod a Twoja sytuacja powinna ulec poprawie.
  9. 1 punkt
    Dzień dobry, DDA/DDD to pewne schematy zachowania oraz przekonania na swój temat, które dzieci z rodzin dysfunkcyjnych tworzą w dzieciństwie aby poradzić sobie z trudną sytuacją jakiej doświadczają. Zaobserwowano, że te schematy powtarzają się u wielu osób, ale nie oznacza to, że u wszystkich muszą wystąpić wszystkie zachowania. Katalog schematów zachowania przedstawiony jest w artykule poniżej. Odpowiadając na pytanie - najpierw trzeba zaobserwować jakie mechanizmy zachowania ze spektrum DDA ujawniają teraz rodzice. Ze względu na to, że dzieci uczą się głównie przez obserwację najbliższych sobie i najważniejszych dla siebie osób to jest duże prawdopodobieństwo, że też przejmą takie zachowanie. Czyli jeżeli np. rodzic ma tendencję do wyciszania trudnych spraw, "zamiatania pod dywan" to dziecko prawdopodobnie przejmie taki styl zachowania. Jeśli rodzic nie okazuje uczuć, to dziecko też może mieć trudności w okazywaniu uczuć. Czyli po kolei: 1. najpierw proszę przeczytać artykuł o DDA 2. zaobserwować czy rodzice przejawiają tego typu zachowanie 3. przyjrzeć się sobie - czy ja przejawiam tego typu zachowanie. Jeśli tak i jeśli mi to przeszkadza w życiu to mogę to mając wiedzę "skąd się ono u mnie wzięło" mogę je zmienić Pozdrawiam, Katarzyna
  10. 1 punkt
    Nie wiem czy Cię to pocieszy, ale też tak kiedyś miałam. Chyba to było na tle nerwowym. Jestem hetero, ale właśnie wcale to się nie łączyło z pociągiem seksualnym do danego mężczyzny. Po prostu z tym walczyłam żeby się nie gapić, albo jeżeli już to tylko na chwilkę. I samo minęło.
  11. 1 punkt
    Może mi Pani jakoś racjonalnie wytłumaczyć dlaczego jest Pani od 8 lat w związku z mężczyznzą, który Pani ewedentnie nie wspiera i nie szanuje? Jeszcze bardziej zastanawia mnie fakt dlaczego niby z takim człowiekiem chce Pani brać ślub?
  12. 1 punkt
    A no właśnie. Zaspokoiłbyś potrzebę kopulowania, kobieta byłaby "zaliczona", w czasach pierwotnych zapłodniona. Raczej nie łączyłyby Cię z nią jakieś głębsze więzy. A żonę kochasz i bardzo wiele was łączy. Poddając się temu instynktowi na pewno spędziłbyś przyjemnie czas, ale gdy zabawa się skończy, po jakimś czasie relacja się wypali, pewnie będziesz żałować. Tym bardziej że kochasz żonę i z pewnością nie chcesz jej zranić.
  13. 1 punkt
    Coś czuję że pomimo naszych starań raczej nie przemówimy do Iwony... No właśnie mam wrażenie, że moje słowa ignoruje i jeżeli jakiekolwiek bierze pod uwagę to właśnie Twoje. Po mojej pierwszej odpowiedzi tutaj bardzo długo cisza, a po Twojej szybko odpisała. Wygląda na to że Iwona myśli także tradycyjnie pod tym względem: zdanie mężczyzny liczy się dla niej bardziej od zdania kobiety 😃 Tak tylko zakładam... 😉
  14. 1 punkt
    Dzień dobry, załączam link do obiecanego artykułu
  15. 1 punkt
    Dzień dobry, jeśli myśli samobójcze u partnera się nasilają, przejawia tendencję do ich realizacji i mówi Ci o tym - zadzwoń na pogotowie. Piszesz, że partner pije alkohol i bierze narkotyki. Jeśli robi to regularnie to po pierwsze może być uzależniony, a po drugie te substancje działają jak depresanty czyli na stałe obniżają nastrój. `Są też jedną z przyczyn podejmowania prób samobójczych, najczęściej gdy osoba jest pod ich wpływem. Zamieszczę o tym artykuł na OcalSiebie i dam Ci link. Jego trudność z radzeniem sobie z emocjami, zazdrość i wybuchowość są być może skutkiem korzystania z substancji psychoaktywnych bo z reguły do tego to prowadzi. Dlatego partner powinien udać się do lekarza psychiatry w celu postawienia diagnozy i być może skierowania na terapię uzależnień. Pozdrawiam, Katarzyna
  16. 1 punkt
    Mam 28 lat i nie lubię siebie bo stałam się taką osobą, której zachowanie mi nie odpowiada. Łatwo popadam w uzależnienia. Za często piję i palę papierosy. Ale najgorsze jest chyba uzależnienie od drugiej osoby i zatracenie siebie. Za każdym razem kiedy kłócę się ze swoim partnerem świat przestaje dla mnie istnieć. Jeżeli kłótnia jest poważna i oznacza to, że on nie rozumie mojego sposobu myślenia, a ja kompletnie nie pojmuje jego to w pewnym momencie przestajemy się do siebie odzywać. Nie mieszkamy jeszcze razem, mamy zamiar od grudnia. Jesteśmy ze sobą od trzech lat. Zawsze było tak że każdy powiedział swoje, przechodziliśmy do normalności bez zrozumienia a potem problem wracał przy kolejnej sytuacji ze zdwojoną siłą. Zawsze miałam wielu kolegów ale musiałam z nich zrezygnować żeby on czuł się komfortowo. Oczywiście on ze swojej strony ograniczył kontakty z koleżankami. Dla niego to normalne. Dla mnie już teraz też, ale mam wrażenie że gdzieś we mnie w środku to w pewien sposób cały czas narasta. Chwile milczenia przeciągają się do tygodnia czasu. Ja przez to z reguły nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Ale też nie jestem w stanie wyciągnąć ręki jako pierwsza. Potrafię nie iść przez to do pracy, zrezygnować z wyznaczonych zadań, hobby i przeleżeć w łóżku kilka dni. Do tej pory z reguły oglądałam seriale. Ale ostatnio gdy miałam duże wyrzuty sumienia bo czułam że zawiniłam i próbowałam przeprosić a nie mogłam bo dla niego przepraszam nie rozwiązywało sytuacji to jedyne co robiłam to modliłam się o sen. Tylko wtedy nie czułam kulki stresu w klatce piersiowej i tylko wtedy nie myślałam. Objawiło się to wymiotami, biegunką i atakiem paniki. Nie spożywałam pokarmu, nie piłam wody, nawet ciężko mi było zmusić się do wstania do łazienki chyba że naprawdę musiałam. W takich sytuacjach wyłączam się z życia społecznego nie odpisuję nikomu na wiadomości dopóki sytuacja między nami trochę się nie rozjaśni. Często sięgam wtedy po alkohol. Kiedy coś mnie zdenerwuje lub zaboli to nie potrafię o tym powiedzieć normalnie. Często od razu się obrażam, jestem oschła, lub przechodzę do ataku. Bywa że się mszczę. Oboje zresztą reagujemy podobnie. To chyba już z przyzwyczajenia. Łatwo można wyprowadzić mnie z równowagi, a często jak brakuje mi słów to po prostu wychodzę z pokoju, rzucę czymś lub przeklinam. On uważa, że zachowuje się jak psychol. Często pokazuje mi że mi nie ufa. Po spożyciu alkoholu zaczęłam być agresywna. Mam urwany film. Robię rzeczy których się wstydzę i bardzo żałuję. A jak widzę z jaką pogardą potrafi mi o nich opowiedzieć to jeszcze mi z tym gorzej. Ale zamiast przestać piję jeszcze więcej. Co by utopić smutki i żal. Kiedy jest dobrze między nami to jest cudownie. Ale mimo to nawet jeżeli między nami jest dobrze to ja wewnętrznie i tak jestem nieszczęśliwa. Mam wrażenie, że nic nie przynosi mi radości. Wszystkie aktywności, których się podejmuję robię na siłę. Narzucam sobie coś po to żeby czuć że moje życie jest fajne i nie marnuje dni. A marnuje ich coraz więcej, Jak nie ustalę sobie listy co mam zrobić to jestem zagubiona. Godziny lecą a ja czuję że tylko wgapiam się w punkt i myślę o tym co powinnam a czego nie robię, Z listą idzie łatwiej. Aczkolwiek mam tyle punktów że żyje w ciągłym biegu a jestem dosyć powolną osobą. Jeśli nie zdążę wszystkiego z listy zrealizować to jestem zawiedziona zamiast cieszyć się z tego że cokolwiek udało mi się wykonać. Wstaje późno bo nie mogę się obudzić. A często jak się obudzę to nie chce mi się wstać. Zaczęłam się smucić kiedy innym coś wychodzi. Jestem zazdrosna że ktoś bawi się lepiej ode mnie. Poza tym potrafię zatajać fakty bo boję się negatywnej oceny. Wolę żeby do końca nikt nie wiedział czy coś zrobiłam a jeśli tak to dlaczego. Potem mam ogromne wyrzuty sumienia że jestem kłamliwa i brzydzę się tym. Nie wiem już jak mam się ogarnąć. Jak sobie coś obiecuję to za chwilę i tak łamię sama przed sobą te obietnice. Żyję w strachu przed opinią innych a głównie partnera. Chcę się dobrze bawić ale jak puszczają mi hamulce to zachowuje się nieodpowiednio. Nie potrafię się już spontanicznie cieszyć chwilą. A tak bardzo bym chciała
  17. 1 punkt
    Cześć, jestem 18 letnią dziewczyną i od roku męcze się psychicznie, lękam i stresuje do granic dla mnie okrutnych. Moja historia zaczęła się tak: Było to w 2018 roku, w grudniu 2 klasa technikum, na pewnej lekcji zaczęłam sie źle czuć, trząść, poszłam do pielęgniarki, która nie jest najmilsza. Potem z każdym dniem w szkole czułam sie źle, omijałam kilka dni w szkole, u pielęgniarki znowu wylądowałam, bo mnie serce kłuje, bo mnie coś pomiędzy płucami kłuje i byłam tym przerazona, moja kondycja była zła, męczyłam się wchodząc po schodach, aż miałam zawroty głowy, ciężki oddech. Poszłam do lekarza żeby zrobić badania, wyslał mnie na badania krwi, żdnej anemii nie miałam ani nic złego wszytsko dobrze, echo serca kilka razy. W styczniu znowu trafiłam tym razem do lekarki bo coś mi w uchu piszczało, przeczyściła mi ucho i przez tydzien miałam zawroty głowy nie mogłam chodzić za bardzo. Nastepne dni były cięźke, doszły BIEGUNKI. Na początku tylko raz na dzień. Z moimi jelitami było coraz gorzej. Wine zrzucalam na uwaga : koleżanke z klasy, bo taka cicha i moze na mnie rzuca czary, potem, ze może ktoś inny na mnie rzuca czary, potem sobie wmawiałam depresje, nie stresowałam sie kartkówkami ani sprawdzianami. Nadszedł chyba marzec. Tego dnia nie zapomne. Każdego ranka w domu próbowałam się załatwić, zebym w szkole nie musiała. Tego ranka sie nie udało. Pierwsza lekcja polski. Piszemy wypracowanie na 2 h lekcji. Po 5 minutach pytam czy moge wyjść, oczywiście mówi, ze nie. Mój odbyt zaczął wyrzucać powoli bąki. Potem jeszcze 2. Nikt sie nie smiał, na moje szczęście. Spytałam jeszcze raz czy moge, pozwoliła bo słyszała co sie dzieje, jednak gdy wróciłam znowu to samo i znowu do pielęgniarki. Nie raz już u niej byłam własnie w tej sprawie. Na angielskim pewnie lekcji, bardzo mi bulgotało w brzuchu i w jelitach nawet gazy same wydawały odgłosy nawet gdy kręciły sie gdzies w jelitach czy przy ujściu odbytu, przepraszam, ze tak to pisze ale nie umiem inaczej. Na przerwie nie szłam sie załatwić bo są tam osby i wiadomo jakie by były reakcje. Teraz 2019 rok, nowy semstr ten sam stres przed każda lekcją, na każdej lekcji bulgotanie, jakies ukryte wewnętrzne pierdzenia w jelitach nie daje rady znowu chodzić do szkoły, przez każdym dniem szkoły boli mnie brzuch nie załatwiam się w ogóle lub nie dokońca. Nie byłam wczoraj i dzisiaj w szkole przez to. Wczoraj poczytałam na necie i prawdopodobnie znalazłam co mi jest bo są wszytskie symptomy: Jelito wrazliwe z nerwica i stresem. Nie wiem co robić. Poróbuje wszytskiego, zeby tylko nie myśleć, ale wystarczy chwila ciszy w klasie a mój mózg automatycznie się włacza na tryb: teraz pierniesz wszyscy usłysza, i tak czuje bo mam od razu ochote iść do łazienki, jak tylko siadam na krzesełku moje ciało stresuje sie, trzęse. Na religi np: dochodza mi zwroty jakieś głowy, zmiana ciśnienia w uszach. Wmawiam sobie, ze jest wszytsko dobrze, nie stresuj sie, nic sie nie stanie ale nie potrafie. Męcze sie z tym od roku, jedyny spokój mam gdy są wakacje lub święta. Prosze pomóżcie mi nie wiem jak sobie z tym radzić, nie raz gadałam o tym z mamą, płakałam, chodziłam do lekarza, nie stac mnie na psychologa więc pisze tu. Odmawiam wielu rzeczy do jedzenia bo wiem, zę na drugi dzień w szkole będzie masakra. Bardzo mało jest dni, kiedy było w miarę okej, Nie stresuje sie kartkówkami czy sprawdzianami a CISZĄ jaka zapada i tym, zę znowu wszyscy będą słyszeć, nawet jak jest głośno to i tak wszytsko mnie boli, uwiera i generalnie przeszkadza, błagam pomóżcie bo ja nie wiem jak jutro do szkoły pójde zamęczam sie tym okropnie, w tamtym roku nie mogłam spać, budziłam się błagam was. W klasie normalnie ze mną rozmawiają jesli to ważne. Pragne mieć takie życie jakie miałam w 2017, bez stresu lęku, gazów, biegunki, pomóżcie.. przepraszam za blędy w pisowni ale samo pisanie o tym jest trudne ps: do 3 razy potrafie w szkole iśc do łazienki żeby sie załatwić
  18. 1 punkt
    Droga @Weła00 brak pewności siebie, niska samoocena i wysoki poziom stresu wobec sytuacji publicznych czy tez wymagań ze strony otoczenia może być spowodowany wieloma czynnikami. Warto się temu przyjrzeć oraz zmienić ograniczające myśli i przekonania na nowe, bardziej konstruktywne i motywujące do działania. W zmianie przekonań pomaga terapia prowadzona w nurcie poznawczo- behawioralnym, gdzie w bezpiecznej atmosferze, wspólnie z terapeutą przepracujecie te niekonstruktywne wzorce myśli i zachowań. Pozdrawiam serdecznie Mirela Batog
  19. 1 punkt
    Cześć, Kto Cię tak okrutnie okłamał? Ktoś musiał Ci to wmówić jeśli bez sprawdzenia przyjmujesz za prawdę. Szkolenie rozumiem jako przyjęcie do pracy? Czy szkolenie/kurs z urzędu? Masz w domu lub wśród bliskiej rodziny manipulatora?
  20. 1 punkt
    Drogi Samotny, trudno mi tutaj oceniać i w jakikolwiek sposób podważać zalecenia innego specjalisty, ponieważ nie wiem, jak wyglądała Wasza relacja terapeutyczna, jaki zgłaszałeś dominujący problem oraz w jakim nurcie pracuje dana osoba. Z reguły masturbacja ma więcej zalet, jak wad, jednakże jesli jest np. formą odreagowania stresu i ma charakter kompulsywny to owszem dąży się do jej ograniczenia i wytworzenia bardziej adaptacyjnych sposobów radzenia sobie. Zawsze jednak musi być coś nowego w miejsce "starych" nawyków. Zastanów się, jakie korzyści odniesiesz ze sponsorignu i płacenia za seks. W jakim stopniu te zachowania przybliżą Cię do spełnienia Twoich marzeń? Czy otrzymanie "namiastki" Ci wystarczy? I na jak długo wystarczy? Zachęcam mimo wszystko do podjęcia terapii, która pomoże Ci wykształcić u siebie większą pewność, lepszą samoocenę i rozwinąć umiejetności nawiązywania relacji interpersonalnych. Mam wrażenie, że zaangażowanie się w relacje sponsorowane to jednak ślepy zaułek, na który stracisz dużo czasu, energii i pieniędzy i nabędziesz się nowych negatywnych przekonań o kobietach, o sobie, o świecie. Być może spisana lista plusów i minusów (zysków i ewentualncyh strat, zagrożeń) pozwoli Ci dobrze zastanowić się nad wyborem swojej drogi życiowej w obszarze relacji towarzyskich? Pozdrawiam serdecznie Mirela Batog
  21. 1 punkt
    Drogi Samotny, jesteś młodym człowiekiem i Twoje potrzeby są normalne i zrozumiałe. Masturbacja nie jest niczym złym, a na pewno nie jest czymś "zamiast" seksu z drugą osobą: nawet osoby, które są w stałych relacjach masturbują się- jak mawiał mój profesor na studiach- dla zdrowia. Masturbacja jest sposobem na doznanie przyjemności, rozładowania napięcia, poznania swojego ciała, fantazji seksualnych i jest bezpiecznym sposobem na eksperymentowanie z różnymi bodźcami i treściami fantazji. W różnych zaburzeniach erekcji stosuje się różnego rodzaju formy pieszczenia samego siebie, aby lepiej poznać własne reakcje, myśli, emocje. Sama masturbacja nie jest przyczyną zaburzeń erekcji, ale negatywne myśli i trudne emocje przeżywane przy okazji, moga stać się przyczyną psychogennych zaburzeń erekcji. Jeśli odczuwa Pan smutek, żal, tęsknotę i ma poczucie, że masturbacja jest "zamiast" i że jest czymś "gorszym" od seksu, to będzie Pan odczuwał całą paletę smutnych i przykrych emocji w miejsce radości i odprężenia. Dlatego też, problemów z erekcją upatrywałabym w przyczynach psychicznych, a nie w samej masturbacji, nawet, jeśli ma Pan okresy "nadmiernej" aktywności. Może warto to omówić z terapeutą- seksuologiem, który wyjaśni Panu szczegółowo wszelkie zależności w tej materii. Z psychologicznego punktu widzenia odradzałabym Panu wchodzenie w relacje tzw sponsoringu, gdzie płaciłby Pan komuś za zaspokajanie Pana potrzeb fizycznych. To nadal nie będzie spełnienie Pana potrzeb, a dodatkowo dojdzie Panu stres związany z koniecznością zdobycia pieniędzy, cięższej pracy itd. Proszę mi uwierzyć, że nawet osoby, które mają środki na zapłacenie za takie relacje, często finalnie kończą w naszych gabinetach- bo takie relacje również nie przynoszą im ukojenia. Być może więcej efektu da Panu praca z terapeutą, który pomoże Panu polubić siebie, przepracować swoje kompleksy i podnieść samoocenę. Własną samotność łatwiej znieść, gdy spędza się ją z człowiekiem, którego się kocha i lubi, czyli samego siebie Praca terapeutyczna daje trwałe efekty, a dla terapetuy żadna Pana myśl, zachowanie, pragnienia nie są ani dziwne, ani złe, ani głupie, nikt nie będzie Pana oceniał. Pokonując własne słabości zyska Pan energię i siłę do nawiązywania zdrowych relacji interpersonalnych, czego bardzo Panu życzę. Z wyrazami szacunku Mirela Batog
  22. 0 punktów
    Chyba jak kazdy z nas tu obecnych tylko zeby to bylo takie proste...
  23. 0 punktów
    Mam to samo a jestem mężczyzną 28 letnim. Przepracowałem max 3 miesiące w życiu. Jednak... psychologom nie wierzę, nie wierzę w dobre intencje innych ludzi, prędzej wyśmieją niż pomogą. Myślę że jedynie może pomóc psychiatra i leki przeciwlękowe + chodzenie do pracy i do miejsc do których normalnie nie miałbyś odwagi + czytanie książek (a będziesz lepszym psychoterapeutą niż większość naciągaczy). Tomasz Witkowski pięknie podsumował wszystkich psychologów i psychoterapeutów. Z resztą dziewczyny: widzicie tu jakąkolwiek pomoc ze strony tych administratorów psychologów ? Rozmowa online 150 zł pewnie, a to nic wam nie pomoże. Mniej niż 1% psychologów, psychoterapeutów zleca badania laboratoryjne - np. wykluczenie niedoczynności tarczycy i.in. Idealny model biznesowy dla nich to grzebanie w negatywnej przeszłości klienta, wieczny dopływ gotówki, a klientowi od tego może się pogorszyć. Tu przykład z życia wzięty: https://tygodnik.tvp.pl/36489147/wielu-psychoterapeutow-to-ignoranci-i-naciagacze-niebezpieczni-dla-naszego-zdrowia-i-zycia Zamiast zlecić badania laboratoryjne naciągacz przeprowadził psychoanalizę, ostatecznie okazało się że klient miał niedoczynność tarczycy.
  24. 0 punktów
    Z mężem jestem już 12 lat od początku był ciężkim człowiekiem. Mamy 9 letniego syna i 2 letnią córkę. Największe problemy zaczemy się przy drugiej ciąży. Przeczuwałam że coś jest nie tak ale gdy córka miała 4 miesiące dowiedziałam się że mąż bierze narkotyki. Byłam wtedy z córką w szpitalu i zabaczylam jego rozmowy z kumplem z pracy o tym jak biorą i załatwia sobie narkotyki. Traktował mnie okropnie, poniżał publicznie nawet przy koleżankach. Pokazałam mu wszystkie dowody jakie zebrałam obiecywał że z tym skończy i nawet zdecydowaliśmy się na terapię małżeńska.. Było ciężko ale mu wybaczyłam.. Niestey po pół roku wrocil do narkotyków (podobno kilkorazowo). Miałam składać wniosek o rozwód ale znowu mnie udobruchał. Po jakim czasie wpadł hazard i rozmowy z innymi kobietami. Miałam dość ale znowu jakość wsztsko przeszło. Po kilku miesiącach mąż dziwi ie się zachwywał.. Ukrywał, wychodził niby zapalić a nie było go godzinę. Często czułam od niego alkohol ale się wypierał. Podejrzewałam że znowu bierze narkotyki. Telefonu nie wypuszczał z rąk. W końcu odkryłam że ma "przyjaciółke".. Twierdził ze tyło ona rozumie jego problemy. W końcu kazalm mu się wyprowadzić i tak zostałam sama z dziećmi na całe święta. Wiedziałam że to już definitywny koniec i zaczęłam szuka pomocy na różnych forach itp. Przypadkiem poznałam faceta również z problemami i było mi dużo łatwiej przechodzic przez wszystko. Nagle mężowi wszystko się odmieniło i chciał wrócić lecz gdy odkrył ze tym razem ja mam przyjaciela od rozmów wściekł się i zrobił bardzo agresywny.. Zaczął demolować mieszkanie i się ciąć, wezwałam policje i siłą zabrali. To był bardzo ciężki i nerwowy czas. Mąż żeby ratować małżeństwo zdecydował się na terapię u psychiatry gdzie dostał leki, lecz ja już nie chce tego ciągnąć. Chcę zostać sama lecz niestey jeszcze nie pracuje (córka 2 latka dopworo zapisuję do żłobka). Pomimo wsparcia że rodzina męża bardzo mnie wspiera to boję się powiedzieć że chce to zakończyć. Boję się że może nam coś zrobić. Proszę jak czy jest jakiś "delikatny" sposób na powiedzenie że ja już nie chce żyć w tym małżeństwo. Dodam że on cały czas mówi że nie wyo rażą sobie życia beze nie i nie pozwoli na to bym była z kimś innym. Nie chcę tak dłużej żyć.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.