Jump to content

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation since 10/18/2020 in Posts

  1. Przestałem z dniem dzisiejszym inicjować kontakt pytać się czy zobaczymy się, trudno nie mam zamiaru tym się przejmować juz
    4 points
  2. Cześć, cześć. Musisz dobrze poznać tę swoją drugą, przestraszoną część. Chowają tam się różne lęki z przeszłości, prawdopodobnie związane z sytuacją rodzinną, które nie zostały "przetrawione", tylko zepchnięte do nieświadomości, z której się przebijają w zmodyfikowanej, nielogicznej formie. Zachęcam do wizyty u specjalisty. Zwykły psycholog nie pomoże, potrzebny jest psychoterapeuta.
    3 points
  3. Chyba mamy podobną sytuację w jednej kwestii. Ja też nie potrafię być sam i powiem Ci, że Ciebie rozumiem. Sposobem na taką sytuację jest moim zdaniem uniezależnienie się od chłopaka i zaakceptowanie samej siebie, skupienie się na sobie całkowicie. Ja także szukałem bezpieczeństwa i ładu emocjonalnego w relacji z drugą osobą. Warto otoczyć się teraz przyjaciółmi, pracować, uczyć się, rozwijać swoje własne indywidualne "Ja". To bardzo ciężki kawałek chleba, sam też sobie z tym nie radzę. Miej dystans do mojej wypowiedzi, bowiem lekarzem nie jestem. Jeśli zechcesz, możemy popisać o tym poza forum. Pozdrawiam i mam szczerą nadzieję, że nie dasz się pogrążyć w smutkach 😄
    3 points
  4. Czesc, powiedzialabym"zmien myslenie" ale widac, ze.probujesz sama sobie z tym poradzic. Jednak uwazam, ze powinnas sie udac na wizyte teraz, bo potem.moze byc coraz gorzej.
    2 points
  5. Panie Zielony, swoim zachowaniem prezentujesz słabość, która działa odpychająco na Twoją dziewczynę (jak zresztą na większość dziewczyn). Wychodzisz z pozycji kolesia potrzebującego, który lgnie do dziewczyny jak małe dziecko do mamusi. Lękasz się samotności, dlatego usilnie próbujesz budować bliską relację z tą dziewczyną. Taki błagający kotek se Shreka jest bardzo uroczy, ale nie tego potrzebują dziewczyny. Zajmij się męskimi sprawami. buduj coś, twórz, podbijaj świat. Wyhoduj sobie duże, twarde jajca i odklej się od tej dziewczyny. Gwarantuje Ci, że jeśli teraz Ty zaczniesz ją olewać, to sama zacznie się odzywać. Ale sens będzie to miało tylko wtedy, gdy to olewanie będzie wynikało z Twojej dojrzałości, pewności siebie i szacunku do siebie, a nie że będzie to tylko taka zagrywka, gdzie będziesz się skręcał z ochoty do napisania, ale siłą woli będziesz się powstrzymywał. A jak już zacznie się odzywać, to rozmawiaj z nią stanowczo, pytaj wprost o co Ci chodzi, jasno komunikuj swoje potrzeby, pomysły czy cokolwiek tam będziesz miał do załatwienia.
    2 points
  6. Możesz podjechać na jej terytorium, zaplanować coś ciekawego na spotkanie i gdy dojedziesz wtedy zadzwonić, zagadać że jesteś w okolicy i wyciągnąć ją na spotkanie w ramach resetu mózgu/odstresowania. Niech sama przyjdzie z ciekawości. A na spotkaniu wypadałoby zbadać czy kogoś ma i coś nowego buduje. Poza tym chodzenie na wesele samemu jest całkiem spoko. Byłem wielokrotnie i świetnie się bawiłem. Byle się nie schlać za mocno
    2 points
  7. Na początku trzeba wprost sobie powiedzieć - nie ma ludzi idealnych, każdy ma jakieś wady i dążenie do bycia idealnym wcale nie jest dobre, bo tylko sprawia, że tracimy to co mamy teraz i nie jesteśmy w stanie się tym w pełni cieszyć. Ten głos, który Ci mówi, że jesteś brzydsza i mniej wartościowa to głos Twojego niskiego poczucia własnej wartości. Warto byłoby nad tym popracować, ponieważ jeśli tego nie przepracujesz sama ze sobą, nikt za Ciebie tego nie zrobi. Warto zaopatrzyć się w jakąś książkę, która porusza ten temat i ma dobre recenzje w internecie. Spróbuj spojrzeć na to wszystko z perspektywy osoby trzeciej - spójrz na to z boku: chłopak mówi dziewczynie, że dla niego jest najpiękniejsza, że bardzo ją kocha i że nie interesują go jakieś byłe partnerki i nie ma powodu by kłamać, mówi to szczerze z głębi serca. Co byś poradziła tej dziewczynie? Oczywiście, żeby cieszyła się tym, umacniała tę więź i doceniała teraźniejszość. I tak też warto postąpić Natomiast warto popracować nad poczuciem własnej wartości - to często taka ciemna chmura, która nie pozwala nam cieszyć się tym co mamy, ogranicza w podjęciu kolejnych kroków, sprawia, że wiecznie czujemy się niepewni i zagrożeni. A wcale nie musi tak być, każdy z nas kryje w sobie wiele pięknych wartości, musi to tylko sam dostrzec. Powodzenia, masz wspaniałą osobę obok siebie, która uważa, że Ty tez jesteś wspaniała - ciesz się tym
    2 points
  8. Cześć, wiesz, że wielu z nich przepisuje te lekarstwa, na które mają umowę z ich dostawcą? Lekarze "sprzedają" konkretne lekarstwa poprzez wypisywanie recept, a w zamian za to jeżdżą sobie na egzotyczne wakacje. Co to za dziadostwo Ci przepisał doktorek? Rozstania nigdy nie są łatwe. Twoje może być o tyle łatwiejsze, że byliście w fizycznej separacji i mogłeś się trochę przyzwyczaić do życia bez niej. Natrętne myśli o byłej partnerce w końcu znikną, bo zawsze znikają. Dobrą metodą przyśpieszającą proces zapominania o kobiecie, jest poznanie innej kobiety. Zęby i prawko to nie problem, to tylko wydatek. Zainwestuj w siebie, poczujesz się lepiej, poznasz kobietę, wyremontujesz chatę, zamieszkacie razem i będziecie żyli długo i szczęśliwie A z dziećmi jak będziesz chciał, to prędzej czy później nawiążesz kontakt; żyjemy przecież w erze informacji.
    2 points
  9. Cześć Natalia, wszedłem na to forum, aby napisać że dziewczyna mnie zostawiła... że na koniec dowiedziałem się jakim to zerem i złym człowiekiem jestem... materialistą.... no i że chyba przez to lekką depresję mam i czuję się jak nic nie warty śmieć. Ale trafiłem na Twój temat.... Nie jestem w stanie nawet sobie Twojego bólu wyobrazić. Sam bardzo chciałbym mieć dzieci, a pomimo lekkiego 30+ nadal ich nie mam. Potrzebujesz pewnie czasu na żałobę po stracie. Nie jestem żadnym psychologiem, ale chyba nie ma sensu zapominać o nich, one na pewno gdzieś tam są i są wdzięczne Tobie że przyszły na świat, a teraz ich energia istnieje i ruszyła w dalszą wędrówkę. Wagą nie przejmuj się póki co. Na swoim przykładzie powiem, że mam wolną przemianę materii, do tego dochodzi praca biurowa i często zdarzało mi się że tyłem dodatkowe kilogramy... 5-15 kg. Czasami to tycie było połączone z problemami osobistymi lub/i w pracy, wówczas nie istotne było czy byłem wyćwiczony na siłowni czy miałem oponkę na brzuchu i sporo dodatkowych kilogramów. Także to co waga póki co wskazuje to nie przejmowałbym się, ale polecam spacery, bieganie i jeżeli jesteś w stanie to wysiłek fizyczny. Mi jakakolwiek aktywność fizyczna zawsze pomagała "na głowę" Nie od razu widać efekty, ale codziennie trochę i za jakiś czas powinno także samopoczucie się poprawić. Ja dzisiaj przeszedłem już swoje ~10 km. Pozdrawiam Cię.
    2 points
  10. Cześć. Sprawę, którą tutaj przedstawiłaś, zaliczyłbym do kategorii: "problemy średnio bolesne i stosunkowo łatwe do wyleczenia". Średnio bolesne, bo nie jest to ból tak wysoki, żeby paraliżował normalne funkcjonowanie, ale też nie jest na tyle mały, żeby można było z nim żyć na 100% (czy tam chociaż na 90). A stosunkowo łatwy do wyleczenia, bo wyglądasz na ogarniętą, dobrze zorientowaną w sytuacji i potrafiącą sobie poradzić kobietę. Podpinam się pod Twoje podejrzenia matki o zazdrość. Bardziej obrazowo porównałbym ją do jakiegoś zombie, żywego trupa zarażonego wirusem, który przejmuje kontrolę, zmienia człowieka i zmusza go do pożerania innych, żeby zaspokoić swój chory głód, albo przynajmniej do pogryzienia i zainfekowania, żeby było mu raźniej. Jakaś tam szansa na jej wyleczenie jest, ale przede wszystkim musisz myśleć o sobie, o swoim zdrowiu, życiu i samopoczuciu. Jeśli czujesz, że lepiej jest zerwać z matką kontakt, to rób to z pełnym przekonaniem, szczerze przedstawiając swoje motywy. Życie jest jakie jest, niektórzy mają obu kochających rodziców, niektórzy mają rodziców niekochających albo jednego rodzica alkoholika, a inni są zupełnie sami. Ale najfajniejsze w życiu jest to, że jak by nie było, zawsze można pogodzić się rzeczywistością i zająć się tym, co dobre, przyjemne i pożyteczne.
    2 points
  11. Dzień dobry, płacz to naturalny regulator napięcia emocjonalnego - płaczemy ze szczęścia, w złości czy smutku. Pisze Pani o tym, że w Pani rodzinie nie wyrażano uczuć. Biorąc to pod uwagę, że Pani wyrażając swoje uczucie przekracza swoje granice, zmienia schematy zachowania oraz to, że miłość to silne uczucie to prawdopodobnie pojawia się u Pani napięcie emocjonalne i natychmiast uruchamia się "wentyl bezpieczeństwa" czyli płacz. Może Pani przyjrzeć się sobie jakie myśli i emocje pojawiają się gdy Pani mówi o swoim uczuciu. Czym więcej będzie Pani mówić o swoich emocjach to stanie się to dla Pani naturalne. O emocjach może Pani poczytać w załączonym artykule Pozdrawiam, Katarzyna
    2 points
  12. Siemanko. Dorzucę jeszcze dwa słowa od siebie. Bardzo dobrze wiem o jaki ból jąder chodzi. Jesteś młody i twój organizm jest w pełnej gotowości do wykonywania swojego głównego (z biologicznego punktu widzenia) zadania, czyli rozmnażania. W momencie zbliżenia do dziewczyny pojawia się napięcie i cała aparatura dostaje wyraźny impuls do pracy, którą spodziewa się zaraz wykonać. Jeśli napięcie nie zostanie rozładowane, kumuluje się w jądrach i wywołuje ból, jak to już wiesz z doświadczenia. Dla własnego zdrowia i komfortu rozładowałeś to napięcie "na własną rękę" i nie powinieneś mieć z tego powodu wyrzutów sumienia, bo w tamtej chwili alternatywą było utrzymywanie się w stanie ciągłego bólu. Kto normalny zadaje sobie ból? Zrobiłeś bardzo dobrze, bo się od niego uwolniłeś i mogłeś skupić się na przyjemnych chwilach spędzanych z dziewczyną. Czy powinieneś jej o tym powiedzieć? Nie widzę takiej potrzeby, było - minęło. Na pewno by cię za to nie potępiła, pewnie by zrozumiała, ale być może poczułaby się lekko zniesmaczona. Ale następnym razem, gdy sytuacja się powtórzy, proponuję szczerze powiedzieć o co chodzi. Powiedz, że tak bardzo cię podnieca, że aż bolą cię jaja z tego napięcia i wskaż jej jak możecie wspólnie rozwiązać ten problem Jeśli twoje ciało reaguje w ten sposób, to u niej na pewno jest podobnie i zapewne też chciałaby rozładować swoje napięcie.
    2 points
  13. Myślę że pomoże Ci wizyta u psychiatry i dobranie leków. Widzę u Ciebie lęk, depresję, obsesję. Widzę też że temat wirusa przekroczył własne granice i zaczynasz już filozofować ponuro pod jego wpływem. To błąd. Nie szukaj winy w sobie, nie wstydż się, nie myśl, nie daj Boże, że to oznacza że jesteś " nienormalny". Jesteś normalny. Nawet więcej - z tego co piszesz wynika że jesteś poukładanym facetem na poziomie. Trzymaj się. Oczywiście że będzie dobrze. Takie rzeczy mijają, trzeba tylko czasu ( to akurat dla osoby cierpiącej jak Ty nie brzmi tylko pocieszająco bo taka osoba zwykle chce żeby to jak najszybciej się skończyło ) albo trzeba jakiegoś innego "mocnego" tematu który, gdy się pojawi, odciągnie Cię od tego wirusa. Ten wirus naprawdę nie jest tak grożny jak by tego chciała telewizja, uwierz mi. Popatrz, widzisz żeby ludzie padali na ulicach albo wciąż wszędzie jeżdziły karawany i karetki? Moim zdaniem grożna jest panika którą on wywołuje i niszczycielski wpływ tych wszystkich "lokdałnów" na kontakty międzyludzkie i gospodarkę. Są inne dużo istotniejsze zagrożenia dla zdrowia. Proszę tylko, nie zaczynaj się nimi interesować bo tak nie da rady żyć. A że Ci przejdzie i będzie u Ciebie ok jest pewne jak w banku.
    2 points
  14. Piszę do marcinaJ. Marcinie, chcę Cię pocieszyć. Otóż podejrzewam a wręcz wiem że wiele osób ma problemy psychiczne, nawet bardzo poważne, łącznie z chospitalizacją na oddziale psychiatrycznym, związane z tym wirusem - ale jakoś o tym cicho. Ciekawe dlaczego? Może oglądałam nie te programy i stacje co trzeba ale nie natrafiłam nigdzie na analizę ogromnych szkód psychicznych jakie powoduje ten wirus. Może nie ma na co liczyć bo media musiałyby same siebie oskarżyć o wywoływanie w ludziach tych szkód. Nie jesteś sam, wręcz odwrotnie, takich jak ty jest wielu.
    2 points
  15. Cześć, przeczytałam wszystko z uwagą, kojarzy mi się ta sytuacja z pewnym kilkuletnim okresem w moim życiu, kiedy byłam bardzo nieszczęśliwa. Mówiłam do chłopaka bardzo wprost, czego mi brakuje, a on nie odzywał się. I też źle reagował na mój płacz. Z kolei on wtedy czuł się niezadowolony, że ja nie realizuję jego potrzeb (w Twojej sytuacji może być zupełnie inaczej). A z trzeciej strony bardzo się potrzebowaliśmy. Ten związek się rozpadł, bo nie dałam rady, gdy w końcu powiedział, że jestem głupia. Nie mam Twojej perspektywy, nie wiem, jak to jest mieć dziecko, ale myślę, że dobrze, że nie chciałaś na siłę być z ojcem dziewczynki. Jedyne, co mogę poradzić w takiej sytuacji, to szukanie terapii na NFZ. W Warszawie np. szpital na Wołoskiej ostatnio dał mi krótki termin. Bez terapii może być mega ciężko to przetrwać, a sama świadomość, że czeka na Ciebie profesjonalna opieka, może być bardzo pomocna ❤️ Łatwiej chyba się dostać do psychiatry. Mogłyby może Ci pomóc doraźnie jakieś leki na depresję, no i może poleci jakieś bezpłatne miejsca z choćby chwilową pomocą. A poza tym radzę: - o nic, totalnie o nic się nie obwiniać (bo po prostu jesteś w trudnej sytuacji i potrzebujesz wyrozumiałości i pomocy, naprawdę), - odnowić ewentualnie kontakt z jakąś życzliwą koleżanką albo z rodziną, nawet tylko do popisania albo pogadania przez telefon, jeśli masz na to siłę, - postarać się robić jak najwięcej rzeczy, które poprawią ci humor, niezależnie od partnera. PS Czy potrzebujesz listy miejsc, które dają pomoc w kryzysie psychicznym? Z jakiego jesteś miasta?
    1 point
  16. Czesc, szukaj pomocy u psyhoterapeuty badz psychologa, najlepiej on line jesli nie.masz mozliwosci dojazdu do miasta.
    1 point
  17. Rób swoje, kieruj się własną intuicją, postaraj się usamodzielnić. Nie ulegaj manipulacji rodziny. Powodzenia 🙂
    1 point
  18. Ja tu widze jedno wyjscie, mianowicie odciecie sie od.mamusi calkowicie. Jesli macie.mozliwosc mieszkac gdzies.dalej, utrzymywac kontakt telefoniczny, sporadycznie, "od swieta" sie widywac. Taka.mama potrafi wykonczyc czlowieka, a na tym straci cala Twoja rodzina, bo zona bedzie sie.przejmowac, a potem to.sie przeniesie na dziecko i na Ciebie. Lepiej trzymac taka.mame na dystans i z daleka od siebie.
    1 point
  19. Mozesz sie z nim spotkac i to.omowic. Zapytac wprost, dlaczego postapil tak a nie inaczej, skoro wiedzial co.sie.dzieje i wtracil sie w wasze relacje. Jesli tylko bedziecie spokojni.
    1 point
  20. Kto mieczem wojuje ...
    1 point
  21. Hm, jesli kolezanka nie chce aby mowic rodzicom, to raczej na Twoim miejscu pozostalabym przy rozmowach z nia sama.
    1 point
  22. Jeśli jesteś przy tym drobna to nie masz się co martwić. Gorzej jak jakąś ma ok 180 cm i mocno zbudowana tak że nie czuje się kobieco a twój facet wali sobie do chudych kruszynek na filmikach które są twojego wzrostu i waza po 40/5...50kgi wizualnie wygladaja lepiej i insczej niz ja,... A tak serio to ja nie wiem czemu my kobiety tak mamy. Sama mam problemy i kompleksy które dodatkowo prowadzą do zniszczenia mojego związku. Przejmujemy się wszystkim nazbyt. Jeśli chcesz zajrzyj na moje tematy to może Ci się humor poprawi. Ja jestem wyzsza od ciebie i co z tego....jak tez nie jestem zadowolona z wyglądu. A moje kompleksy dodatkowo poglebiaja się w związku. Bo mój facet uwielbia chude dziewczyny.
    1 point
  23. Skoro miłość nie istnieje, mężczyźni zamieniają się w kobiety, a kobiety w mężczyzn to jak teraz żyć na tym świecie?
    1 point
  24. Wiem, jak to jest, czlowiek chce sie wyzalic i rozmawiac tylko o jednym. Tak wiec nic sie nie dzieje,ze marudzisz;)
    1 point
  25. Postaram sie krotko i na temat, aczkolwiek moze to być trudne z racji tego ze codziennie w mojej studni przeszłości odnajduje nowe okoliczności które mnoga mieć znaczenie mojego obecnego życia. Jak wiekszosc na tym forum Moj problem dotyczy związków, miłości, tworzenia relacji. Odkąd sięgam pamięcią, zawsze marzyłam o idealnym związku takim jedynym na cale zycie, ba! z moim pierwszym narzeczonym z którym byłam 5 lat w bardzooooo toksycznym związku chciałam być do końca świata! bo przecież to mój pierwszy chłopak i pierwszy sex, miałam wtedy 22 lata jak on używał wobec mnie aikido, kung fu czy inne dźwignie, przyprowadzał dziewczyny pod nasze drzwi, nadużywał wszystkiego co nielegalne a ja nadal błagałam go żeby spróbować od nowa i być razem na zawsze. Żałosne - wiem, Bogu dzięki ze był na tyle bezduszny i wreszcie mnie zostawił ( a nawet kazał wracać auto stopem do polski z UK ). Oczywiście po roku jak sie odezwał kupiłam mu bilety i zaprosiłam na sylwestra którego zrujnował a 7 miesięcy później pożyczyłam dosc duża kwotę pieniędzy której nie moglam odzyskać przez dłuższy czas. Kilka miesięcy później poznałam chłopaka z moich marzen, przystojny, elokwentny, zawadiaka książkowa historia idealnej miłości, poznaja sie na malej wyspie, 2500 km od miasta w którym mieszkali obok siebie i nigdy wcześniej sie nie poznali!!! przeznaczenie! cud! - to musi być to!!!, zaręczyny po roku na plaży o zachodzie słońca - bajka...ktora szybko przerodziła sie w horror, gość okazał sie notorycznym kłamca, oszustem, bawidamkiem a co do tego nierobem. No ale jak ja juz wejdę w związek to na 100%, wiec walcze, pracuje na rachunki i jedzenie a do znajomych którzy juz patrzą na mnie z politowaniem - uśmiecham sie tak szeroko jak tylko moge a w środku powoli zaczynam umierać, a napewno moje serce. Historia sie powtarza a ja znowu nie potrafię odejść od mojego oprawcy bo nie wyobrażam juz sobie życia bez niego i planuje kolejne lata. Te kolejne lata trwały w sumie 5 lat, 5 lat wyzwisk, klotni, rękoczynów, zdrad, oszustw - w końcu odszedł....i znowu on odszedł, nie ja zostawiłam tyrana tylko on odchodzi a ja sie zbieram do kupy przez kolejne jak sie okazuje kilka lat 😕 Po tym szaleństwie obrazam sie na mężczyzn okrutnie i postanawiam sie bawić, bo przecież najpiękniejsze lata życia spedzialm zamknięta w 4 ścianach gotując, sprzątając, piorąc a w zamian byłam nazywana przeróżnymi epitetami. Jestem wtedy przed trzydziestka i zamierzam wykorzystać ten czas, poznaje nowych ludzi, zmieniam prace, zaczynam podrozowac - wydaje sie ze Moj los sie odwrócił i właśnie tego było mi trzeba uwolnić sie od jakiegokolwiek związku. Jestem szczęśliwa jak nigdy wcześniej, mam bardzo dobrze płatna prace i świetnych przyjaciół i wtedy poznaje Moja kolejna bliznę na sercu, mial być tylko na chwile, na weekend urodzinowy jako rodzaj świeczki do zdmuchnięcia ale wtedy jeszcze nie wiedziałam ze sex jest święty i nie można tak byle jak, z byle kim i byle gdzie. Piękna noc to była, dla mnie miała być tylko ta jedyna - on stwierdził ze sie zakochał i to jest koniec świata!!! na głowie stawał, kwiaty przynosił, na kolacje zabierał, piosenki śpiewał....oszalał a ze ja prosta w obsłudze jestem to jak ktoś jest dla mnie miły i dobry to ja nie potrafię sie nie odwdzięczyć wiec dwie randki później było juz po mnie. Każda godzina bez sms od niego to juz był strach, ze znowu moze cos być nie tak, ze pewnie zdradza albo juz nie chce ze mna być - paranoja. Oczywiście okazało sie ze kocha nie tylko mnie ale i swoja była z która w międzyczasie latał na wakacje tym razem jak sie dowiedziałam - zostawiłam niewiernego ale 3 miesiące nie potrafiłam funkcjonować a przez kolejne 2 lata nie było dnia żebym o nim nie myślała. Rzecz jasna ze dziwnym trafem spotykamy sie w sieci pewnego dnia a on twierdzi ze nigdy w życiu tak za nikim nie tęsknił i ze za tydzień przylatuje sie ze mna zobaczyć, umawiamy sie tylko na kawę i spacer hmmm...który trwa 3 dni. Znowu love - znowu pudło. Wspólne wakacje we Włoszech, roze, kolacje i szum morza... place za wiekszosc i mamy sie rozliczyć po powrocie. On wyjeżdża do polski a ja zostaje w UK ale codziennie piszemy jak bardzo za soba tęsknimy, no coz do dziś sie nie rozliczyliśmy a po kilku miesiącach życzliwa znajoma poinformowała mnie ze Moj ukochany ukrywa przede mną swoja nastoletnia dziewczynę z ogromnymi atrybutami i sztucznymi ustami. Boże - nie masz litości ?! wszyscy nasi wspólni znajomi o tym wiedzieli! bo tylko dla mnie niewidoczne były ich wspólne zdjęcia na portalu społecznościowym, no coz - poprosiłam o zwrot pieniędzy - usłyszałam ze nie ma bo wyjeżdża w podróż dookoła świata i ze w sumie to on nie wie o co ja sie smuce bo przecież nigdy nie ustaliliśmy ze jesteśmy razem :o. Kolejne miesiące w dupie, deprecha, płacz, analizowanie każdego dnia spędzonego razem i szukanie momentu w którym popełniłam blad, ja, ja i jeszcze raz ja! moja wina - przecież to musi być moja wina no ile razy ktoś mnie moje zostawić w taki nieelegancki sposób ?? Nie dostaje odpowiedzi ale zaczynam czytać coraz więcej książek poradników z których wnioskuje, ze moje dzieciństwo to nie do końca rozami było usłane. No w sumie to nie było, Tata od zawsze pil a Mama robiła awantury, najczęściej zamiast zegarka budził mnie krzyk. Oni kłócili sie non stop o byle gówno, przysięgam - nawet deszcz mogl być powodem absolutnej masakry. Mi tez obrywało sie najgorszymi wyzwiskami chociażby za niepozmywane naczynia czy spóźnienie do domu. Wyprowadzając sie od rodziców w wieku 20 lat uświadomiłam sobie ze mam nerwice a na każdy wyższy ton reaguje nerwowo. Nie daj Boże żeby ktoś na mnie krzyknął - wtedy zaczynaja płynąc mi lzy i cala sie w środku trzęsę. Zaczęłam sie zastanawiać kiedy moi rodzice powiedzieli mi cos miłego, pochwalili mnie, byli ze mnie dumni....coz, nie moglam tego wygrzebać ze wspomnień. Od upomnień, zarzutów i zali miałam az wypchane szuflady młodości. Wydaje mi sie, ze moge być tym niedowartościowanym dzieciakiem które myśli ze facet mu zycie ulozy i ze jak juz kogoś poznaje to wszystko będziemy robili razem żebym czuła sie w tym związku jak w bezpiecznym domu rodzinnym, przepełnionym miloscia, którego nigdy nie miałam. W każdym razie nie poddałam sie i tydzień temu poznałam przecudownego chłopaka na portalu randkowym pojechałam do niego na działkę żeby go poznać i okazało sie ze jest jeszcze fajniejszy na żywo niz w internetach!!! Miałam tam pojechać na 2h tylko poznać, pogadać i wrócić ale tak nam sie fajnie rozmawialo ze zostałam 4h, wracając do domu az sama sobie uwagę do lusterka zwracałam, ze co ja sie tak głupio ciesze - wiedziałam ze tam wrócę!!! Zaczął pisać codziennie i zaproponował wspólny projekt składania roweru OESUUUU jak ja sie cieszyłam, umówiliśmy sie na kolejny weekend. Od środy juz przebierałam stopkami nie mogąc sie doczekać spotkania. Napisał ze przyjeżdża z kolega bo ma tam dużo do posprzątania i żebym przyjechała na zwykły relaks za miastem. W dzień wyjazdu od rana juz było cos ze mna nie tak, serce chciało sie z klatki wyrwać, nic nie moglam zjeść i tylko chciało mi sie palic papierosy ( ogólnie nie pale ). W Polowie drogi dostałam pierwszego w moim życiu ataku paniki, musiałam zjechać na pobocze bo nie moglam złapać oddechu, lzy ciekły mi po policzkach i zaczęło mi sie robić ciemno przed oczami. Pomyslalm ze moze to znak żeby tam nie jechać ale z drugiej strony tak bardzo sie cieszyłam na to spotkanie ze powrót do domu nie wchodził w gre. Kiedy dojechałam na miejsce - pierwsze pytanie jakie usłyszałam to czy jestem ok ? bo blado wyglądam, wiec genialna ja postanowiłam otworzyć winko i jak najszybciej sie wyluzować tak jak pomyslałam tak i zrobiłam! 2 lampki i 8 papierosów później nadal czułam jak w środku mnie rozrywa a przecież jest fajnie i milo. Chłopaki rozpalili ognisko, przygotowali leżaki i kolacje a ja dalej przechylam szklankę za szklanka i pale szlugi jeden za drugim trzęsącymi sie rękoma. Final moze być tylko jeden, upijam sie okrutnie i gadam głupoty...to nic, wypijam kieliszek wódki, dostaje mega migrenę a na koniec puszczam największego pawia. Moj luby biega za mna z miska i przynosi mi wodę na co ja zarzucam focha i głupio sie mądruje. Koszmar nie dziewczyna! dziwne ze mnie stamtąd nie wyrzucili w pizdu na pożarcie dzikom. Chociaż patrząc z perspektywy czasu to byłoby chyba najlepsze rozwiazanie tej sytuacji bo po godzinie pani kuku wstaje i zaczyna opowiadać historie ze swojego życia ktore nie powinny ujrzeć światła dziennego a tym bardziej zostać usłyszane przez faceta na którego prawdopodobnie czekałam od dłuższego czasu. Coz, chciałam być fajna a wyszło jak zawsze. Budze sie w czapce, dwóch bluzach i najwieksza dziura w skarpecie jaka moze człowiek zrobić - mysle sobie, ze musiał być dens ale myślenie przerywa mi ohydny kac. Panowie juz wstali i wyglądają jakby wszystko było ok, ja zaczynam sobie przypominać co nieco i szybko w ramach rekompensaty oferuje ze zrobie śniadanie. W międzyczasie Moj love podchodzi i pyta czy chce kawe i czy pamietam o czym rozmawialiśmy .... mowie ze tak...bo tak mi sie wydaje, on kiwa głowa i sie uśmiecha. Po jakiejś godzinie dostaje szklankę wody z magnezem i siły, postanawiam wiec natychmiast sie zebrać w podróż, na predce żegnając sie zawstydzona z amantem - dziękując za super czas i zaproszenie. Wróciłam do domu i napisałam ze nadal czuje sie zle ale stabilnie i raz jeszcze dziękuję i przepraszam - odpowiedz dostaje bardzo zwięzła i sucha a mianowicie " nie wnikaj, co było na działce, zostaje na działce". 3 dni ciszy wiec napisałam od tak - cos tam odpisał, wiec znowu nawiązałam do tego ze strasznie mi głupio i ze dziura w skarpecie moze świadczyć o tym ze czegos nie pamietam i ze mógłby mi przypomnieć bo nie chce żeby przestał mnie lubić. No i cisza...a teraz pytanie...czy ja znowu popadam w jakaś paranoje ? czy to moze być kolejny objaw tego niedopieszczenia ? ze ktoś znowu był dla mnie miły to ja rozum trace i wpadam w to jak śliwka w kompot i zaczynam wyobrażać sobie przyszlosc której nie ma i nie będzie...a moze ja juz najzwyczajniej sie nie nadaje do relacji bo zawsze bede juz wyrzucała cały ten jad i zło mojej przeszłości na kogoś kto mi okaże chociaż odrobine zainteresowania i troski? Proszę mi wybaczyć to opowiadanie ale chyba mi sie troche lżej na sercu zrobilo jak to napisałam!
    1 point
  26. Prawda jest taka, że jeszcze kilka miesięcy temu, gdy padł temat rozwodu, rozejścia itd było to na na środku między "zostać" a "odjeść". Wiedzialem szanse na to, że może będzie to w jakiś sposób otrzepujac, że może ja się muszę przekonać, że wcale "aż tak źle nie jest", ze bez z niej jest jeszcze gorzej. Ze warto spróbować może od siebie chwilę odpocząć, przemyśleć i zadecydować co dalej. Jednakze przez ten czas poza moimi głupimi decyzjami z których de facto nie jestem dumny i nigdy nie będę wydarzyły się pewne inne rzeczy. Szantaz, wyśmiewanie mnie ze sobie nie poradzę, próba nastawiania wszystkich przeciwko mnie by "mnie znaleźli i przemówili do rozsądku, że mam tu wrócić" i każda moja próba w jakiś sposób przekonania się do wszystkiego, która kończyła się blokada samego siebie na wszystko sprawiło że z każdym kolejnym tygodniem coraz bardziej przybliżalem się do decyzji o" odejściu". Nie ukrywam że w tym samym czasie gdy tam działo się pielko koleżanka potrafiła ze mną rozmawiać, nie mówiła co mam robić, gdzie iść ale jak się zachować, na co zwrócić uwagę i ogólnie o mnie dbała. Zastanawiałem się co ja bym zrobił na miejscu mojej żony. I pomyślałem że kochac to kochać, ale bez sensu jest trzymanie kogoś na siłę "bo ja cie kocham". Starałbym się pokazać co straciła a każda próba rozmowy z nią nie była by sprecyzowana na "Dobra, wreszcie jesteś, chodz do domu" tylko brałbym pod uwagę każda opcja, bo rozstanie nie zawsze jest najgorsze. A przede wszystkim, majątek itd to odrębna sprawa dla mnie niż związek. Chciałbym mieć pewność że druga osoba chce być że mną a nie z rzeczami które będzie miała dzięki byciu że mną. Żona uważała ze "wystarczy się zaangażować, przestawić i będzie dobrze". To tak nie działa. Podała mi przykład przyjaciela który przekonał się do swojej kobiety z czasem, ale jak ja to podsumowałem "to nie on się przekonał do niej tylko ona przekonała go do siebie". Związek jest jak dom, musi mieć solidne fundamenty i nami go budować razem by był ładny i solidny, ale jak o niego nie dbasz "bo przecież jest dobrze" to z czasem zacznie przeciekać i niszczeć. Gdy nie zareagujesz w odpowiednim czasie, niszczeje na potęgę. Gdy później przychodzi moment że trzeba go rozebrać bo zagraża życiu nie można już powiedzieć "ej, a może go wyremontujemy". To tak nie działa. Ewentualnie można na tych fundamentach wybudować go na nowo...
    1 point
  27. Świetnie wszystko rozumiesz
    1 point
  28. Dzień dobry, Według najprostszego wskaźnika - BMI ma Pani niedowagę. Styl Pani jedzenia czyli głodówki lub jeden posiłek dziennie nie służy ustabilizowaniu metabolizmu. Ilość kcal jaką Pani przyjmuje w pożywieniu jest zdecydowanie za mała aby pokryć nawet Pani podstawowe zapotrzebowanie na energię czyli potrzebną do tego aby zachodziły podstawowe procesy fizjologiczne jak np. oddychanie, zdolność rozrodcza, gospodarka hormonalna, trawienie itp. To ma negatywny wpływ na Pani samopoczucie oraz stan zdrowia, co Pani sama zauważa. Tak zdecydowanie jest to czas na wizytę u lekarza - najpierw pierwszego kontaktu aby zbadać wszystkie podstawowe parametry zdrowia i lekarz wskaże dalsze postępowanie. Na pewno powinna Pani udać się też do lekarza psychiatry jak już Pani sugerował lekarz. Warto aby Pani też skonsultowała się z psychodietetykiem, z którym będzie Pani mogła popracować nad odpowiednim dla Pani stylem odżywiania się. Pozdrawiam, Katarzyna
    1 point
  29. Dzień dobry, Rozumiem Pani duży niepokój o partnera wynikający z tego co przeżywa oraz braku regularnego kontaktu. Z tego co Pani pisze partner konsultuje się z psychologiem czyli prawdopodobnie nie został bez pomocy. Jeśli ma Pani sporadyczny kontakt z partnerem może go Pani zapewniać o chęci udzielenia mu wsparcia oraz sugerować kontakt ze specjalistą, nie tylko psychologiem ale też lekarzem psychiatrą. Czasami nawet świadomość, że jest ktoś kto o nas myśli i pamięta jest już dużą pomocą. Pozdrawiam, Katarzyna
    1 point
  30. Dzień dobry, Opisujesz objawy obniżonego nastroju, lęku przed przyszłością, zmęczeniu i poczuciu winy. Powinna Pani porozmawiać o swoich emocjach z bliskimi a także poprosić ich o zapisanie Panią na konsultacje z lekarzem specjalistą żeby wykluczyć choroby somatyczne np. niedoczynność tarczycy. Warto abyś poprosiła też o konsultacje z psychologiem. Pozdrawiam, Katarzyna
    1 point
  31. Dobry wieczór, moje aktualne doświadczenia rozmów z młodymi ludźmi, z uczniami szkół średnich, pokazują, że w ostatnich miesiącach coraz więcej młodzieży wpada w stany przypominające depresję ze względu na skutki nauczania zdalnego i izolacji społecznej. Być może to jest też powód Twojego obniżonego nastroju? Ale mogą też być zupełnie inne przyczyny. W każdym bądź razie, dobrze, że pytasz i szukasz wsparcia, bo to jest właśnie aktywne radzenie sobie ze stresem i trudnościami. Porozmawiaj o tym z kimś bliskim lub z osobą zaufaną, dłuższa rozmowa i więcej informacji o Tobie pozwoli na lepsze określenie źródła problemu i jego rozwiązanie. Trzymam kciuki! Maja Łoś
    1 point
  32. Może i ja mam podobnie z tym zawieszaniem wysoko poprzeczki - w sensie mam tak, że mało osób było mnie w stanie zainteresować, a może wystarczająco porozumieć, żebym chciał pogłębiać z nimi relację. Uważam, że wiążę się z tym wielka odpowiedzialność i nie byłby w stanie jej podołać z osobą z którą nie mam tego połączenia. Nie mówię tutaj o sytuacjach od wybuchu mojej choroby, bo wtedy sukcesywnie rozwalałem relacje z innymi ludźmi przez izolację, a spora część znajomych z którymi tak od czasu do czasu miałem kontakt, straciła mną wówczas zainteresowanie. Choć całe dorosłe życie byłem samotny, żyłem samotnie, to zacząłem się czuć samotny w momencie, gdy zapragnąłem nagle poważniejszej relacji romantycznej (całkowicie samotny nie byłem, miałem dwójkę przyjaciół, a przyjaźń traktuję bardzo poważnie, jest to dla mnie właściwie miłość platoniczna). I dużo lepiej się czułem, gdy nie miałem tego pragnienia i chciałbym wrócić do stabilnej samotności. Odkąd choruję to coraz bardziej doskwiera mi współobecnością z bliską osobą. Na pewno od myśli o tej relacji romantycznej, co dodatkowo jest podbite chorobą, nagle zacząłem odczuwać niezaspokojone pragnienie dotyku czy czułości, której przez lata unikałem. Odkąd pamiętam miałem problemy z zaufaniem, czasem ryzykowałem, gdy czułem, że warto zaangażować się w jakąś bliższą relację, co do 4/6 się pomyliłem, co do pozostałej dwójki jeszcze nie... Gdy pierwszy raz w życiu usłyszałem, że mnie ktoś kocha i to jeszcze najbliższa mi osoba - przyjaciółka w której byłem zakochany i która o tym wiedziała, postanowiła intensyfikować relację w stronę romantycznej z jedyną osobą (bez żadnej przesady) z którą tak jej relacja mogłaby mnie skrzywdzić (o czym dobrze wiedziała). Więc z mojej perspektywy lepiej nie słyszeć, że się jest kochanym niż usłyszeć to pierwszy raz od najbliższej osoby, która niecałe trzy miesiące później zrywa ze mną znajomość i zostawia z jednym z najgorszych stanów psychicznych (ostre wahania między drażliwą wersją manii a depresyjno-lękowym spięciem/ściskiem). A co do tego, że nie czujesz się dobra - myślę, że musisz pomyśleć o sobie, zaakceptować się wreszcie jaką jesteś, przestać aż taką dużą wagę zwracać na to, co sądzą o Tobie inni. Tak jak zwykle - bo u mnie się to sprawdza - polecam spróbować zapisać się na terapię, dzięki niej można przepracować wiele problemów, które mogłyby gnębić nas jeszcze przez wiele lat.
    1 point
  33. Jeszcze raz pragnę przypomnieć, iż śluz nie jest oznaką podniecenia seksualnego i kobieta może być mokra mimo braku podniecenia. Proszę nie wysnuwać wniosków sprzecznych z biologią. Tak samo kobieta może być podniecona, a nie musi być mokra. Poza tym autor napisał, iż przy penetracji następuje ból, co jest niepokojącym znakiem. Wygląda to na bardziej złożony problem, a nie złośliwość, co sam zaznaczył sam autor.
    1 point
  34. Witaj. Niesatysfakcjonująca praca może sprawić, że będziemy czuć się wypaleni. Dzieje się tak, gdyż nie rozwijamy się, tak jakbyśmy tego chcieli, tkwimy w rutynie i działaniach, które nie przynoszą nam szczęścia. Wszystko to może przenieść się na nasze samopoczucie ogólne, czyli również życie prywatne. Pytanie, co sprawia, że się boisz spróbować czegoś nowego? Może chodzi o poczucie braku stabilności, które wiąże się ze zmianą? Często ludzie zmagają się z problemem strachu przed nowymi rzeczami. Jest to rzecz normalna, gdyż stabilność daje nam spokój i bezpieczeństwo, dzięki czemu nie musimy się o nic martwić. Jednak trzeba pamiętać, że czasami zmiana może być dla nas korzystna. Niestety nie znam dokładnie sytuacji, aczkolwiek myślę, że jakaś praca nad sobą, nad pewnością siebie i nad motywacją może pomóc, gdyż podczas rozwoju swojego wnętrza mamy większe możliwości, co pomaga nam w codziennych czynnościach. Gdy poczujesz się pewniej, wtedy możesz się zastanowić nad zmianą pracy. Jak na razie spróbuj coś zmienić w życiu codziennym.
    1 point
  35. Dzień dobry, Porusza Pani kilka obszarów: 1. Potrzeba kontroli. Analizuje Pani różne możliwości, chce Pani wiedzieć co jest przed Panią. Może się Pani zastanowić czy możliwe jest przewidzenie przyszłości. Piszę też Pani o tym, że przeszkadza Pani to analizowanie - napisała Pani, że zamieszkanie w większym mieście pomoże Pani ograniczyć analizowanie i żyć bardziej spontanicznie. Co takiego teraz Panią blokuje przed spontanicznością? Czy miejsce czy też Pani sama? 2. Budowanie swojego poczucia wartości na ocenie z zewnątrz. Obserwuje Pani inne osoby jak Panią oceniają, porównuje Pani np. swoje umiejętności z innymi i nie podejmuje Pani działania, oczekuje Pani docenienia siebie przez inne osoby. A co Pani sama o sobie myśli? Za co Pani się docenia? Wracając do poszukiwania pracy - czy będzie kiedyś taka sytuacja, że Pani będzie wiedziała wszystko na dany temat? 3. Stawianiu sobie samej barier. Nie jest Pani pewna więc Pani nie podejmuje działania, negatywnie się Pani ocenia - też Pani nie próbuje działać. Jak Pani szuka pracy? Ile CV Pani wysłała? Może Pani poszukać dla siebie terapii w której popracuje Pani nad radzeniem sobie z lękiem, natrętnymi myślami i nad poczuciem własnej wartości. Co do natłoku myśli może Pani sama spróbować je zatrzymywać czyli: - gdy myśl się pojawi, powiedzieć sobie "nie chcę teraz o tym myśleć" i przejść do działania lub - powiedzieć sobie "pomyślę o tym później", podać sobie konkretną godzinę kiedy Pani pomyśli i skupić się na działaniu pozdrawiam, Katarzyna
    1 point
  36. Dzień dobry, ze względu na lęk, który blokuje Panią przed podejmowaniem pewnych działań i utrudnia Pani funkcjonowanie powinna Pani zgłosić się do lekarza psychiatry. Na wizytę nie potrzeba skierowania a obecnie konsultacja może odbyć się w formie teleporady, co może być dla Pani łatwiejsze. Lekarz zasugeruje Pani dalsze postępowanie, w tym prawdopodobnie psychoterapię podczas której nauczy się Pani radzić sobie z lękiem. Pozdrawiam, Katarzyna
    1 point
  37. Jestem samotną matką mam 23 lata, mam wspaniałego synka półrocznego nie zawsze było kolorowo urodził się chory. Lecz jego tatuś ma go od urodzenia gdzieś zero zainteresowana brak alimentów brak spotkań brak uznania ojcostwa. Niechce blokować kontaktów z dzieckiem lecz niestety wygląda na nieodpowiedzialną osobe. Otrzymuje zastraszenie że dziecka mi nie odda gdy to ja już od początku ciąży się zajmuje maluchem. Proszę o poradę jestem słaba psychicznie tylko ten malec utrzymuje mnie w pionie.
    1 point
  38. @kinsha Rozumiem z Twojego postu, że przeżyłaś "szok" w ocenie swojego poziomu znajomości języka gdy przeszłaś z liceum na studia. Byłaś najlepsza w grupie a teraz jesteś gdzieś niżej w hierarchii (lub tak siebie postrzegasz). Ta zmiana wpłynęła ogólnie na Twoje postrzeganie zdolności uczenia się języka oraz uczenia innych. Porównujesz się z innymi i nie tylko stwierdzasz, że nie jesteś na takim poziomie jak oni ale też, że nigdy nie będziesz: "przecież i tak tego nie zapamiętasz ani nie użyjesz". Jak inaczej możesz spojrzeć na swoją sytuację: - masz prawo nie znać doskonale języka bo po to jesteś na studiach właśnie po to aby dalej się go uczyć. A języka tak naprawdę można się uczyć całe życie, nawet ojczystego, a co dopiero obcego. - jesteś już na trzecim roku studiów, dostałaś się na nie, zdajesz egzaminy, otrzymujesz oceny. Co to dla Ciebie znaczy? - jeśli nie znasz jakiegoś sformułowania to podejdź do tego z ciekawością "jak to mogę zastosować, jakie ćwiczenia pomogą mi się nauczyć tych słów" i po prostu ucz się i ćwicz tak jak uczyłaś się do tej pory. Nie stawiaj sobie sama barier, że się nie nauczysz bo wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że się naprawdę nie nauczysz. - porównanie z innymi może być motywujące do rozwoju. Możesz się zastanowić jakie obszary chcesz "doszlifować", na czym konkretnie się skupić, ułożyć sobie plan i potem go realizować. Ten plan najlepiej gdyby był dostosowany do Twoich potrzeb językowych w przyszłości. Jeśli np. chcesz uczyć dzieci, to musisz opanować inne słownictwo niż np. gdybyś uczyła pracowników firm lub lekarzy a jeszcze inaczej przygotować się do pracy tłumacza czy to literatury, czy symultanicznego czy też przysięgłego. Więc na początek zastanów się jak chcesz wykorzystywać swoją znajomość języka w przyszłości, nad jakimi obszarami chcesz się skupić, co Cię najbardziej interesuje a potem "rób swoje" w tym kierunku. Potem gdy uznasz, że masz to opanowane na zadowalającym Cię poziomie zastanów się nad innym obszarem. Studia jak rozumiem, służą uczeniu się języka, pokazują drogi wykorzystania go zawodowo ale gdy już zaczniesz pracować w tym języku to i tak zapewne będziesz się dalej uczyć i doskonalić. Najlepszy przykład to Twoja praca z uczniami z 6 klasy - musisz się do tego przygotować, zobaczyć jakie są wymagania, czego oni na tym etapie nauki potrzebują i to naturalne, że pewne zagadnienia sama sobie będziesz musiała przypomnieć. Uznaj to za naturalny element pracy z językiem a nie za potwierdzenie braku Twoich kompetencji. No i na koniec zastanów się dlaczego musisz być "najlepsza" a nie "wystarczająco dobra". I czy uda Ci się w każdym nowym środowisku czy pracy być od razu najlepszą? Jak zostaniesz np. nauczycielką to spotkasz osoby, które będą miały większe doświadczenie od Ciebie. I jak to wpłynie na Twoją samoocenę? Czy uznasz, że nie nadajesz się do tej pracy? Czy też będziesz się uczyć od tych bardziej doświadczonych osób i dasz sobie czas na tą naukę? Pozdrawiam, Katarzyna
    1 point
  39. Ja jestem bardzo wrażliwa i zawsze staram się każdego zrozumieć więc gdyby mój chłopak po 2 miesięcznym związku takie coś mi powiedział no to poprostu bym próbowała to zrozumieć ale no każdy jest inny. Lepiej tak niż gdybyś miał ją zdradzać. Kurcze no, jesteśmy tylko ludźmi
    1 point
  40. Dzień dobry, Nie wiem, ile masz lat, ale zakładam, że jesteś nastolatką. W tym wieku potrzeba bycia w centrum uwagi jest zupełnie naturalna, zresztą chyba większość ludzi, niezależnie od wieku, lubi być w centrum uwagi Tylko w czasie dorastania to jest nasilone. Prawdopodobnie uczysz się zdalnie i przez większość czasu jesteś w domu - dlatego potrzeba bycia zauważonym nie jest zaspokajana w naturalny sposób. Chcemy być widziani, dostrzegani. Przed pandemią zwykłe proste sytuacje dawały nam to poczucie: "cześć" od kolegów na korytarzu, odpowiedź przy tablicy, rozmowy na przerwie, a nawet zwykłe "jestem" przy sprawdzaniu obecności. Teraz nawet tych malutkich znaków naszego istnienia jesteśmy pozbawieni. Oczywiście, mogą być inne powody Twoich fantazji na temat bycia zranioną. Warto porozmawiać z psychologiem. Być może podjęcie próby rozmowy z rodzicami nie jest złym pomysłem. Jeśli jednak chcesz szukać wsparcia samodzielnie, polecam Tobie bezpłatne konsultacje: 116 111 telefon zaufania dla dzieci i młodzieży można też pisać www.116111.pl 800 080 222 bezpłatna infolinia dla dzieci i młodzieży Pozdrawiam serdecznie Maja Łoś
    1 point
  41. Cześć Temat obszerny i skomplikowany, ale spróbuję najkrócej jak się tylko da. Otóż, wyszłam za mąż za narcyza. Zajęło mi około roku zanim w ogóle odkryłam, co jest nie tak z naszym małżeństwem. Pomogła mi moja dziennikarska ciekawość i zamiłowanie do psychologii. Zaczęłam szukać w Internecie, czytać setki artykułów, słuchać dziesiątek audycji (gł. w j. angielskim) i przede wszystkim powróciłam do ufania własnej intuicji. Działy się rzeczy dziwne, niepokojące i bardzo mocno wykraczające poza to, co oczekiwałam w związku, w małżeństwie... Miałam pewność, że to nie jest "docieranie się". Po ok. 2,5 roku miałam tak serdecznie dosyć naszego toksycznego układu, w którym on był czcigodnym biorcą a ja miłosiernym dawcą, że postanowiłam to zakończyć. Powiedziałam mu, że albo idziemy na natychmiastową i długoterminową terapię albo bierzemy rozwód. Stwierdził, że chce rozwodu. Dałam mu 2 tygodnie na wyprowadzkę. Z wielkim wyrzutem wyprowadził się. Mieliśmy spotkać się po miesiącu by zdecydować jak widzimy sprawę rozwodu i czy faktycznie tego chcemy, W tym czasie czułam się tak dobrze psychicznie i fizycznie jak nigdy przez ostatnie 3 lata. Niemal z dnia na dzień wstąpił we mnie spokój, radość, energia... W tym czasie pogodziłam się z tym, że to koniec. I cieszyłam się. W okolicach Wielkanocy, czyli po ok 2 miesiącach od rozstania mąż zaprosił mnie do swojego nowego mieszkania. Stwierdził, że tęskni i że jednak chce powrotu. Uświadomił sobie kilka rzeczy i widzi, że musimy pracować nad związkiem. Dodam tylko, że stworzył całą listę, co jemu nie pasowało we mnie i co bym musiała zmienić. Ze swojej strony stwierdził, że musiał by w końcu pomagać mi choć trochę w domu (nie robił NAPRAWDĘ NIC). Jakoś pod wpływem chwili poszliśmy ze sobą do łóżka. Po tym zaczął jeszcze bardziej pisać do mnie w stylu: "kocham cię, wróćmy do siebie, chcę ratować małżeństwo". Kilka dni później odkryłam, że w tym czasie, gdy to wszystko mi mówił spotkał się z inną na seks. Przyznał się. Ale do teraz twierdzi, że ostatecznie do niczego nie doszło... Heh. Po tym wyznaniu po raz pierwszy usłyszałam od niego, że widzi, że ma zaburzenia psychiczne i chce się leczyć. Od tamtej pory jeszcze bardziej pisze do mnie błagając o kolejną szansę. Z obietnicą zapisania się na swoją i naszą wspólną terapię. Heh... Podoba mi się, że WRESZCIE sam przyznaje się do swojego zaburzenia. Że wreszcie jest szczery. I chce coś zmienić na poważnie. No właśnie - czy to jednak jest na poważnie? Czy dać mu tą szansę? Przyznam, że bardzo cholernie się boję. Mam swoje przeczucia. A jednak tak trudno jest mi być zimną suką, która facetowi nie da szansy. Czy ktoś ma doświadczenie bycia z narcyzem, który faktycznie się zmienił na dobre? Jak to wyglądało? Ile to trwało? Dzięki! Dobrego dnia.
    1 point
  42. Związek to umowa, wymiana korzyści, od zawsze tak było. Telewizja wykreowała obraz romantycznej miłości, którą wyprano nam mózgi. Natura to weryfikuje, kobieta zawsze będzie szukać najlepiej rokującego samca, który zapewni jej poczucie bezpieczeństwa i dobrobyt. Mężczyzna będzie szukać młodej, zdrowej samicy, która da mu potomstwo i będzie cieszyć oko. Uważam jednak, że jest jeszcze szansa na zdrową relację, musisz jednak uzbroić się w cierpliwość i znaleźć taką osobę, której mózg nie jest jeszcze przesiąknięty tym wszystkim. Ktoś kto chce tworzyć związek oparty na zaufaniu, wsparciu, trosce, szacunku. Moja rada, nie szukaj kobiet patrząć na ich zalety, wygląd czy osiągnięcia zawodowe. Szukaj dobrego traktowania, tego jak ktoś się czuje przy Tobie, jakie żywi uczucia.
    1 point
  43. Dzień dobry, może Pani wybrać dowolnego psychologa pracującego na platformie OcalSiebie i wysłać do niego wiadomość prywatną. Polecam przed tym zapoznać się z informacjami znajdującymi się pod linkiem: https://ocalsiebie.pl/darmowa-porada-psychologa/ Pozdrawiam, Katarzyna
    1 point
  44. Dzień dobry, praca ze stresem może wyglądać następująco: 1. określenie źródła stresu - jakie myśli, sytuacje wywołują stres? 2. czego tak naprawdę się obawiam? 3. czy to jest realne czy to mój scenariusz tego co się może wydarzyć ? 4. na co mam wpływ, co mogę zrobić aby zmienić sytuację wywołującą stres? - ważne jest podjęcie działania skierowanego na rozwiązanie problemu a nie ucieczkowego np. napiję się alkoholu. Świadome działanie obniża stres i daje poczucie sprawczości i wiary w swoje możliwości. Punkt 2 jest bardzo ważny aby nie zatrzymać się na powierzchni np. "boję się utraty pracy" tylko poszukać w sobie dalej z czego taki lęk wynika. Samemu często trudno uświadomić sobie swoje przekonania, dlatego warto porozmawiać z psychologiem. Ale samoobserwacja swoich myśli, emocji i zachowania jest bardzo ważna i może Pan to zrobić sam. Pozdrawiam, Katarzyna
    1 point

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.