Skocz do zawartości

Tablica liderów


Popularna zawartość

Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją od 14.07.2020 w Posty

  1. 1 punkt
    Mam 34 lata. W sumie w życiu układa mi się całkiem nieźle jeśli chodzi o pracę i stan posiadania. Z jednym wyjątkiem. Nigdy nie miałem dziewczyny. Mam wyłącznie męskich znajomych (oraz ich partnerki). W tym wieku tragicznie trudno jest nawet kogoś nowego spotkać i poznać. Biorąc pod uwagę mój brak doświadczenia w takich rzeczach jak flirtowanie czy randki (ostatnie średnio udane miały miejsce około 10 lat temu) to już w ogóle przewalone. Zdaje sobie z tego sprawę, że w tym momencie sytuacja pod tym względem graniczy z beznadziejnością jeśli chodzi o zmianę tego stanu rzeczy. Ponadto wielokrotnie słyszałem, że ktoś musi być najpierw szczęśliwy sam, by związek miał sens. Problem w tym że ciągle to wraca i psuje mi nastrój. Znajomi są w związkach, na ulicach zakochane pary, a ja patrząc na to zaczynam się czuć jak wrak, bo zdaję sobie sprawę z tego, że tę sprawę przewaliłem totalnie i że to w 99% moja wina. Nawet patrzenie na ładne dziewczyny mijające mnie na mieście zaczyna mi sprawiać ból. Oczywiście że staram się zajmować swoim życiem, utrzymywać znajomości, rozwijać zainteresowania, ale to ciągle mnie dręczy. Może nie sam fakt bycia singlem w tej chwili jako stan przejściowy, ale to że nawet nigdy tego nie doświadczyłem i mam na to marne szanse. Czy są jakieś sposoby żeby sobie z tym radzić?
  2. 1 punkt
    Ja 36 lat, ona 29. Ona agresywna, ja oddaje tym samym. Jej wieczne niezadowolenie, wieczne pretensje, a po burzy zawsze wychodzi słońce. Tłumaczyłem miliard razy, ze zawsze może szukać większego spełnienia gdy już ręce opadały. Jesteśmy ze soba 5 lat, przez 4 lata pełne spelnienie w sexie, teraz już nawet nie mam ochoty. Pojawił się pies, brak cierpliwości z jej strony przy jego wychowywaniu, a co dopiero byłoby przy dziecku... Ona by chciala śluby i dzieci, ja patrząc na to co się dzieje jakoś tego nie widzę. Były momenty gdzie juz prawie się rozstawaliśmy ale jakoś zawsze mnie dręczyło poczucie winy. Wychodzę z założenia, że nie ma idealnych związków i są rozne sytuację z ktorymi trzeba sobie dac radę, jednak ostatni rok związku nie przynosi pozytywnych emocji. Lepiej się czuje gdy jej nie ma przy mnie bo mam spokój... Smutne bo nie mam w niej przyjaciela, a bardziej wroga na polu bitwy, bo są wieczne walki o byle co. Gdybym pare lat temu przeczytał to co właśnie napisałem w odpowiedzi napisałbym "stary, uciekaj, szkoda życia" dziś łudzę się, że można to przepracować. W naszym otoczeniu opinia o mnie: fajny, sympatyczny, można konie kraść O niej: furiatka, awanturnicza osoba, nie zachowuje sie dobrze przy osobach trzecich. Nie jestem idealny żeby nie było ale bylem w chyba dużo lepszej relacji, w ktorej czulem wiecej szczęścia, ciepła i spokoju.
  3. 1 punkt
    Jak chcesz odpowiedzi to pogadaj z nim o tym. "Domyśl się" nie działa, więc mów wprost na czym Ci zależy 😋
  4. 1 punkt
    Stary to toksyczny związek, jeśli ona ma 18 lat to ile możesz mieć ty 19-20 lat? Nawet jeśli masz 25 lat to masz dużo czasu na znalezienie sobie związku który będzie normalny. Niektóre osoby w wieku 18 lat nie są emocjonalnie dorosłe i szukają innych relacji, na to wychodzi że nie jesteś jej jedynym i w moim przekonaniu nic nie tracisz, powinieneś sobie dać spokój z toksycznym związkiem zanim popadniesz w depresję. Znajdź kogoś bliskiego na kim możesz polegać i zapytaj go o poradę.
  5. 1 punkt
    Witam.. niestety jestem tu nowa.. a może stety i ktoś wesprze😞 we wrześniu skończę 28 lat.. i będę obchodzić te urodziny sama.. a nie tak miało być.. Mieszkam poza granicami Polski od prawie 5 lat.. zawsze czułam się samotna ale poznałam mojego obecnego partnera ok 2 lata temu i od tego czasu on był najbliższą mi osoba.. Wiedziałam o jego "złej przeszłości" w sumie od początku.. ale zdecydowałam ze dam mu szanse bo pojawiły się uczucia. Będąc z nim wiedziałam że zarabia na życie nielegalnie po 1 bo taka drogą zycia poszedł z różnych powodów oczywiście.. po 2 bo nie ma ważnej wizy na pobyt w tym kraju a utrzymać się musi.. wiec robił to co umiał.... wiedzial ze tego nie pochwalam i sam chciał z tym skończyć jak tylko udało by się dostać wize. I do tego dążyliśmy.. widzialam z dnia na dzień jak staje się lepszy i jak zalezy mu na tym... i widzialam w nim człowieka zepsutego przez życiowe wybory ale człowieka który mnie pokochał... i dal mi to poczucie.. w końcu wiedziałam że jest ktoś kto mnie kocha i dzieku komu nie jestem sama. Do sedna 3 dni temu zatrzymała go policja i doszli do tego że w innym kraju ma problem z prawem za nielegalne pieniądze... trawił do aresztu.. grozi mu do 3 lat więzienia... możliwe ze z dobrym adwokatem itp wyjdzie po roku z kawałkiem... prawdopodobnie wyrok odsiedzi w kraju w którym ma za to problem czyli nie tam gdzie mieszkamy.. dowiedziałam się o tym wieczór przed moim wyczekiwanym urlopem do Polski... Jestem załamana... przeraża mnie myśl ze czlowiek z którym juz tyle mieszkalam i ktory był moim kompanem i towarzyszem nagle znika z mojego życia.... moze nie na zawsze nie zakładam tego.. ale na długo... wiem ze czeka mnie ciezki czas... wrócę do pustego mieszkania całkiem sama.... on już nie bd na mnie tam czekał... czuje ogromna pustkę żal.. i bezradność wielki smutek... Jak przetrwać ten czas.... jak pozbyć się z głowy tych ciężkich myśli.. tego smutku.. Z gory dziękuję wszystkim za odpowiedź i może rady... D
  6. 1 punkt
    Dzień dobry, nie znam Pana sytuacji ani objawów, które Pan zgłaszał na terapii. Mogę tylko postawić hipotezę, że "wysokofunkcjonujący borderline" oznacza, że zaburzenie osobowości nie jest nasilone i nie wpływa bardzo destrukcyjnie na Pana różne obszary życia np. pracę, naukę, relacje czy codzienne funkcjonowanie. Zachęcam do przeczytania książki "Uratuj mnie" Rachel Reiland, która opisuje zmaganie się z borderline z perspektywy pacjenta. Pozdrawiam, Katarzyna
  7. 1 punkt
    Witam. Mam synka ktory ma 3 lata i 3mc. Mój problem polega na tym że dziecko od dłuższego czasu mówi że mnie nie kocha, że chce do taty itp. Bije mnie, obraża, tzn mówi np ze jestem głupia, że jestem chamem, że mnie nie lubi, nie kocha. Problem zaczął się ok 6mc temu. Mój partner jest ciężkim człowiekiem. Kocha dziekco bardzo, zajmuje się itp. Podważa moj autorytet. Jak ja każe dziecku np iisc się myć to tata ulega i np idzie się bawić a później myć. Do mnie odnosi się źle. Tzn, czepia się, jest miedzy nami 10 lat różnicy więc większość moich decyzji i to co robię jest dla niego nieodpowiednia. Jak się kłócimy, i dziecko jest blisko mówi np ze jestem głupia, nie myślę nad tym co robię itp. Problem jest również taki ze on pracuje w domu, prowadzi firmę i ciągle jest blisko. Więc dziecko jak chciało się z nim bawic itp. Leciało do niego, krzyczało płakało a on przychodził i miał do mnie pretensje że nie może pracować bo ja nie umiem się zająć dzieckiem. Na każde krzyknięcie przylatywal i go zabierał np do zabawy. A mi się obrywalo, bo nie daje sobie rady z dzieckiem. A dziecko wtedy ucieka ode mnie leci do taty i krzyczy że mama chce go zabrać od taty. A tatuś nieraz mu mówił że np tata już idzie go uratować bo tak go kocha. I tak w kółko. Teraz ja jestem zła mama. Bo ja wymagam żeby np umyl żeby itp. Albo jak wpadnie w histerie to czekam aż się wykrzyczy, tłumaczę.. A tata przychodzi i mówi np ze jak ja mogę tak katować i męczyć dziecko, żeby tak krzyczalo. Nie mam już naprawdę sił do tego. Bo cokolwiek zrobię wszystko jest źle. Rozmawiałam, próbowałam ale partner nie rozumie o co mi chodzi. Ma ciągle pretensje że przeze mnie nie może pracować bo musi zajmować się dzieckiem, ale jak ja mam się nim zajmować jak on chwilę się że mną pobawi i zaraz jest znudzony i ma w głowie tylko tate. Wiecznie gdzie jest tata, dlaczego pracuje, dlaczego ja mu nie pozwalam iść do taty.. Jak mu zabronię coś to mówi że zaraz będzie krzyczał, bil itp jak mu nie pozwolę.. Kocham dziecko najmocniej na świecie ale naprawdę już nie wiem co mam robić i jak się zachowywać. Jak mi mówi takie słowa jest mi bardzo przykro. Bo kocham go nad życie.id urodzenia jestem z nim w domu. Dbam, karmie, pamiętam o wsaywkfim tj leki, karmienie, zeby mu wssyetko kupić co potrzebne o czym mój partner nje ma pojęcia. On jest tylko do zabawy ciągłej. I wiecznie chodzi, a dzieckiem i mówi jak on go kocha, jak on ciężko pracuje dla niego żeby miał na wszystko itp. A jak coś jest nie tak to potrafi np powiedzieć bierz to dziekco. Jak doszło parę razy do Wielkiej histeria i sam sobie z nim poradzić nie mógł.. Przepraszam że haos ale musiałam to z siebie wyrzucic, chociaż z małej ilości. Może ktoś będzie umiał mi coś doradzić? Pozdrawiam.
  8. 1 punkt
    Witam, Chciałabym na tym forum opowiedzieć moją historię dotyczącą związku, ponieważ znalazłam się w podbramkowej sytuacji i nie daję sobie z tym rady. Prosiłabym, aby każdy kto miał podobną sytuację, albo tkwił lub tkwi w relacji toksycznej lub też ma jakieś konkretne zdanie w tej sprawie wypowiedział się, co sądzi o mojej sytuacji. Chciałabym poznać Wasze zdanie i odpowiedzi na kilka pytań, które zawarłam w dalszej części tekstu, ponieważ, nie ukrywam, trochę pogubiłam się w życiu i nie mam do kogo zwrócić się o pomoc w tej kwestii. Tylko proszę, bez hejtu. Jestem w związku z partnerem od przeszło 8 lat. Na początku zauroczyło mnie w nim to, że różnił się od poprzednich moich partnerów, z którymi byłam przez jakiś krótki czas. Byłe relacje oceniam jako krótkie epizody w moim życiu, które zakańczały się z dość krzywdzącym rezultatem dla mnie. Mój obecny partner zaimponował mi przede wszystkim tym, że deklarował się jako wierny, kochający i troskliwy człowiek, z którym można budować wspólną, poważną przyszłość. Przez pierwsze dwa lata mieszkaliśmy oddzielnie, ja z moimi rodzicami, a on ze swoimi, jednak widywaliśmy się bardzo często. Jak zaczęłam z nim „chodzić” miałam 17 lat, a on 21. Można więc wywnioskować, że nie byłam osobą doświadczoną życiowo i poszukiwałam swojej własnej tożsamości. Partner na początku wydawał mi się przeciwieństwem mojego ojca, który krótko mówiąc nie jest dobrym człowiekiem. Chciałam uciec z toksycznego domu i miałam tendencje do częstego imprezowania. Krótko mówiąc – chciałam uciec od problemów domowych oraz mieć jak najwięcej znajomych żeby w razie czego móc się im zwierzyć. Jednak po jakimś czasie i kilkunastu przebytych kłótniach z partnerem odcięłam się od towarzystwa i przestałam pić alkohol w dużych ilościach dla dobra związku. Uważałam, że taki partner zasługiwał na to, by być wobec niego w porządku i nie ranić go tym, że za dużo uwagi poświęcam imprezom. Czar prysł, gdy okazało się, że partner poważnie mnie okłamał. Chodzi głównie o to, że deklarował się na człowieka poczciwego i rzetelnego, a także twardo stąpającego po ziemi popierając to fałszywymi, nie prawdziwymi historiami z jego życia. Okłamywał mnie m.in. w kwestii jego znajomych, których znałam tylko z social mediów. Stworzył fałszywe konta swoich znajomych, którzy jak się później okazało w ogóle nie istnieją. Nie miał żadnych takich znajomości, a pisał do mnie z kont tych znajomych właściwie nie wiem po co? Chyba po to, aby mnie sprawdzić czy jestem wobec niego szczera. Mój partner nie miał również zahamowań, by okłamać mnie, że jest w szpitalu i zaraz przejdzie poważną operację, oraz że prawie umiera. Ponad to stworzył historyjkę dotyczącą pewnej dziewczyny, która do mnie napisała (jak się później okazało to był on i pisał do mnie z fikcyjnego konta, które stworzył), że jest w ciąży z moim chłopakiem, jednak nie uwierzyłam w te brednie dyskutując z nim na ten temat. Zbliżała się pora mojej studniówki, on do wszystkiego się przyznał sam mówiąc, że już dalej nie mógł w to brnąć i chciał wyjawić mi, że te wszystkie historie to fikcja. Oczywiście przed samą studniówką mi to wyjawił i musiałam na szybko szukać sobie kogoś innego, bo się poważnie pokłóciliśmy o to. Po jakimś czasie wybaczyłam mu to mając na uwadze moje imprezy, przez które cierpiał. Przeprosił mnie i powiedział, że to się więcej nie powtórzy. Sądziłam wtedy, że jeżeli on dał mi drugą szansę, to ja mu również. Jednak po tych wydarzeniach przestałam mieć do niego zaufanie, zaczęłam podejrzewać go o zdradę praktycznie z każdą dziewczyną, z którą miał jakiś kontakt. Przestałam mu wierzyć w historie ze znajomymi, których nie znam osobiście. Po około dwóch latach związku wyjechałam na parę miesięcy za granicę. Okazało się, że podczas mojej nieobecności zakochała się w nim pewna dziewczyna, tutaj jednak udowodnił swoją wierność i o wszystkim mi powiedział, jednak ja dalej się zastanawiam, czy znowu nie była ona wyimaginowaną historią. Krótko mówiąc zaufanie siadło. Na jakiś czas przyjechał do mnie za granicę w celu odwiedzin. Wtedy wspólnie zastanawialiśmy się co dalej? Chciałam pójść na studia, co wiązało się z tym, żeby wrócić do Polski. On na to się zgodził. Jednak w okresie kiedy się nie widzieliśmy (on był w Polsce, a ja za granicą) było tragicznie z dogadywaniem się, ciągle wszczynałam awantury o jakieś laski, będąc o nie toksycznie zazdrosna. Po przyjeździe do Polski rozpoczęłam studia i zamieszkaliśmy razem wynajmując mieszkanie w mieście, w którym studiuję. Postanowiłam zrobić coś z moją toksyczną zazdrością, myśląc, że to przeze mnie rozpada się związek – i słusznie, bo to toksyczne i nie zdrowe dla każdej relacji. Chciałam uniknąć rozstania, które właściwie było przy każdej kłótni. Schemat wyglądał bardzo prosto, historia zataczała koło, czyli tydzień spokoju i dogadywania się, później kłótnia, rozstanie no i na końcu moje przepraszanie i wręcz niekiedy błaganie o to żeby on nie odchodził ode mnie, obiecywanie, że postaram się to zmienić. I zmieniłam. Dzięki mojej zawziętości w działaniu i temu, że zależało mi na związku skorzystałam z terapii. Od roku nie wszczynam żadnych awantur, staram się prowadzić rozmowy w sposób umiejętny, dojrzały, bez zawziętości i zazdrości. Staram się rozumieć wszystkie jego znajomości z innymi kobietami i nie jestem przy tym toksycznie zazdrosna. Uważam to za mój mały sukces, jednak czy ten związek ma sens? W tym momencie to on wszczyna awantury, bo dużo rzeczy mu się we mnie nie podoba np. to, że wyjeżdżam zbyt często do matki w odwiedziny, że nie ma mnie z nim w okresie wakacji (choć w każdym roku pracowałam w wakacje, tylko na ostatnim roku studiów chciałam na wakacje odpocząć i pojechać do matki). Zresztą umówiliśmy się, że będę co jakiś czas przyjeżdżać na mieszkanie (za które nie płacę na okres wakacyjny), ale zgodziłam się na kompromis, aby nie czuł się źle i samotnie. Mieliśmy też wyjechać na kilka dni na wycieczkę w moje urodziny, do której oczywiście nie dojdzie, bo wszczą awanturę o to, że mnie nie ma, że migam się od obowiązków i w ogóle nie szukam pracy, a on nie ma zamiaru mnie utrzymywać w przyszłości (w gwoli ścisłości on nigdy mnie nie utrzymywał i nie utrzymuje, a ja też jestem taką osobą, która nie chce być od kogoś zależna w kwestii finansowej). Kilka miesięcy temu przyjechała moja siostra z zagranicy, z którą nie widuję się często. Już na samą wiadomość miał nie tęgą minę. Później zrobił mi awanturę, że siedzę w domu rodzinnym z siostrą zamiast zająć się OBOWIĄZKAMI DOMOWYMI. Rok temu tydzień przed moimi urodzinami zerwaliśmy, ponieważ nie podobało mu się, że pojechałam do rodzeństwa, z którym nie widuję się często, a praktycznie raz na 2,3 lata. Fakt faktem w ten dzień, w którym pojechałam szykował dla mnie niespodziankę, jednak poprosiłam go o przełożenie. Później przeprosiłam i wytłumaczyłam, że chciałam się widzieć z rodzeństwem, bo się za nimi stęskniłam. Przyznaję tu był mój błąd, jednak on nie chciał mi tego wybaczyć przez 2 miesiące. I na dwa miesiące zerwaliśmy, by później się pogodzić. On nie chciał do mnie wrócić twierdząc, że bardzo się zawiódł i rozczarował moją postawą. Tylko, że w tym momencie te sytuacje się powtarzają. Nawet jak umówimy się na jakieś zasady podczas mojego wyjazdu, to on i tak jest zły i mówi, że mi na związku nie zależy, że mam gdzieś i podcina mi skrzydła, że nic w życiu nie osiągnę. Naśmiewa się, że mam już 24 lata i powinnam pracować, a nie być na łasce matki (przypominam mam studia na chwilę obecną, a nie stać mnie na wakacje się utrzymywać w mieście, w którym studiuję. No chyba, że pracuję, to wtedy da radę się utrzymać, jednak przez covid-19 nie zbytnio ofert pracy, a ja też chciałam mieć choć jedne wakacje wolne od pracy). Mówi też, że to nienormalne, że inni ludzie jak odwiedzają rodziny to siedzą max tydzień, a później wracają do obowiązków. Nie wiem, czy to jest jakaś karma, która do mnie wraca przez to , że byłam toksycznie zazdrosna? Czy może faktycznie ja źle postępuję? Czy problem tkwi raczej w partnerze? On mówi, że nie lubi się czuć samotnie, że nie ma z kim pogadać przy czym jest zły, wpędza mnie w poczucie winy. Tak jak wcześniej wspomniałam mieliśmy na te wakacje wyskoczyć na wycieczkę, jednak do niej nie dojdzie przez kłótnie. Wycieczka wypadała znowu w moje urodziny. Kolejne urodziny spędzę na smutno, to już drugie z rzędu przez problem z partnerem. Nie czuję się bezpiecznie, gdy tylko przychodzi do jakiegoś wyjazdu, doszło to do tego stopnia, że boję się mu mówić o jakichkolwiek wyjazdach. Jak jestem z nim w domu jest zupełnie inaczej – jest zadowolony, chętnie żartuje, mówi, że mnie kocha i robi wiele miłych rzeczy. Ale jak przyjdzie do mojego dłuższego wyjazdu, to zaczynają się schody. Nie pomaga nawet kompromis w postaci sporadycznego widzenia się, co dwa, trzy tygodnie czy nawet wspólnych wyjazdów, do których rzadko dochodzi przez kłótnie. Robię, co mogę by ratować ten związek, zawsze ja pełnie funkcję spoiwa i osoby, która inicjuje różnego rodzaju rozwiązania na korzyść związku aby tylko się nie kłócić. Przed wyjazdem mówiłam mu, że doceniam jego starania i wiele miłych słów, aby poczuł, że go kocham , a wyjazd nie oznacza, że mi na nim nie zależy. Jednak każdy wyjazd kończy się tak samo – agresją z jego strony, podcinaniem skrzydeł, uszczypliwościami. Dochodzi to do takiego stopnia, że i ja nie wytrzymuję i mówię za dużo. (Podkreślam, że od mojego miasta rodzinnego nie ma dużej odległości do miasta, w którym obecnie zamieszkuję z partnerem, więc zawsze można się spotkać – to nie jest problemem). Jak jestem na miejscu, to dobrze się dogadujemy, problem zaczyna się wtedy gdy mnie nie ma. On chce ślubu jak najszybciej, a ja nie. Czuję, że to nie jest jeszcze moment dla mnie, poza tym przez tak nie trwałą relację coraz trudniej jest mi się otwierać przed nim, coraz gorzej znoszę jego awantury i podcinanie skrzydeł. Tym bardziej, że on zdaje sobie sprawę z tego, że w tym momencie toczę z ojcem spór w sądzie, co nie jest dla mnie łatwe. Nie wiem, co w takiej sytuacji mam zrobić? Czy rozstanie to jedyne rozwiązanie, by nie wariować? Ja się nie zmienię, nie będę też robić czegoś wbrew sobie, jeśli chce mieć choć jedne wakacje wolne od pracy, to chcę, jednak on tego nie akceptuje, mu to przeszkadza. Wyraża to agresją i nie zadowoleniem. Wpędza mnie w poczucie winy. Czy ja robię coś złego? Czy może przez moją toksyczną zazdrość na tyle zniszczyłam ten związek, że teraz partner podświadomie go wypiera i realizuje podobne wzorce zachowań, co ja w przeszłości?
  9. 1 punkt
    Jeśli zdradził raz, drugi, zdradzi i kolejny... Tym bardziej, jeśli miał czelność zrobić to w waszym mieszkaniu. Mój zrobił mi to samo. Też zastanawiam się, czy mu wybaczyć, ale wiem, że to będzie najgorsza decyzja w moim życiu. Uciekaj od niego jak najdalej i walcz o swoje życie.
  10. 1 punkt
    @Lila97 doświadczyła Pani bardzo trudnej sytuacji - zdrady. Czyli utraciła Pani oparcie w osobie, której Pani zaufała, z którą Pani była blisko i wiązała Pani nadzieję na przyszłość, z którą być może dzieliła Pani swoje sekrety i którą Pani kochała. To jest tak jakby Pani stała oparta całym ciałem o drugą osobę, a ta nagle odsunęła się bez uprzedzenia - trudno nie upaść czy choćby utrzymać równowagę. I potrzeba czasu a czasem pomocy drugiej osoby aby się podnieść. Pisze Pani o różnych sprzecznych emocjach, których Pani doświadcza. Na poziomie myślenia racjonalnego wie Pani, że została Pani skrzywdzona i oszukana ale na poziomie emocjonalnym wciąż czuje Pani miłość. To dlatego, że poznając partnera powiązała Pani z nim głębokie uczucie miłości i szczęścia. Jego osoba, myślenie o nim wciąż powoduje u Pani wydzielanie się hormonów szczęścia. Dopuszczenie do siebie prawdy o jego zdradzie, kłamstwie i możliwym uzależnieniu od hazardu oraz przeżycie żalu, złości, smutku pozwoli Pani "przeprogramować" swój mózg tak aby powiązał z jego osobą inne uczucia. Dobrze by było gdyby w tym procesie przeżywania trudnych emocji towarzyszył Pani psycholog. Porozmawia też Pani z psychologiem o tym jak nie stracić zaufania do ludzi i wiary w miłość. Jeśli pojawiają się u Pani myśli samobójcze proszę skontaktować się z lekarzem psychiatrą. Świadczy to o bardzo obniżonym nastroju i być może przez jakiś czas powinna przyjmować Pani leki wyrównujące nastrój aby mogła Pani świadomie i bezpiecznie dla siebie przeżyć nieprzyjemne uczucia. Dzięki temu nawet jak wspomnienia zdrady będą wracały to nie będą w Pani budziły tak silnych emocji i będzie Pani potrafiła sama sobie z tym poradzić. Pozdrawiam, Katarzyna
  11. 1 punkt
    Witam, mam 25lat gdy byłem jeszcze dzieckiem ojciec wyjechał za granicę i miałem bardzo ograniczony z nim kontakt. Przyjeżdżał kilka razy w roku i jedynie co robił to pił i leżał i nic nie robił. Po iluś latach rodzice się rozstali bo i tak ojca nie było i miał na wszystko wywalone. Teraz dalej jest za granicą pracuję, ale cały czas pije i zachowuje się jak menel. Nie da się z nim rozmawiać bo nie ogarnia już życia. Ale chodzi o to, że nie miałem przez to żadnych wzorców męskich. Jestem zniewieściały. Pracuję, żyję z dnia na dzień. Nic nie chcę mi się robić najchętniej bym leżał i nic nie robił, ale to też jest męczące. Nie mam na nic chęci, boję się podejmować decyzję, zawszę się pytam o zgodę, sam nie podejmuję. Nie mam swojego zdania. Nie umiem rozmawiać jak jestem z ludźmi, przeważnie słucham co inni mówią. Nie układam zdań tylko zadaję pytania. Nie robię nic jeśli, ktoś czegoś nie chce, sam się nie domyślę, żeby coś zrobić. W sumie to nie mam żadnych znajomych, prócz 1 kolegi z dzieciństwa, który ma też swoje problemy. aktualnie nie mam żadnych pasji tylko leżę i marnuje czas w internecie na telefonie. Wcześniej lubiłem grać w gry, teraz nie mam na nie ochoty i nie gram, nie oglądam też telewizji i filmów, a jeśli coś to bardzo rzadko na nettflix. zawsze myślę, że już się nie opłaca czegoś zaczynać, nie chce mi się chodzić do sklepów, nie chce mi się robić jedzenia. I często nawet nudzi mnie rzucie tego jedzenia. Przeważnie zamawiam jedzenie z restauracji. Jestem osoba raczej szczupła co też mi przeszkadza. Wcześniej uprawiałem sport, ćwiczenia z własną masa ciała. Bardzo mi się to podobało ale przestałem to robić, a gdy próbuje do tego wrócić za chwile mam znów jakiegoś doła i nic nie robię, podoba mi się też gra na pianinie, ale też nie potrafię się oddać pasjom. Nie piję alkoholu, ani nie palę. Mam też problemy na tle relacji z byłą dziewczyną, z którą mam dziecko. Ale póki co to chciałbym pierw zacząć naprawiać się od siebie. Nie jestem w stanie udać się do psychologa, dlatego chciałbym aby ktoś mi pomógł tutaj, dlatego tutaj jestem. Pozdrawiam
  12. 1 punkt
    Jestem studentką w wieku 25 lat. Odkąd przeprowadziłam się do nowego miasta przestałam sobie radzić z własnym życiem. Nie mam siły zwlec się z łóżka, ciągle wpadam w gniew i kłócę się ze wszystkimi, nic mnie nie cieszy, mam wrażenie, że stałam się toksyczną, zgorzkniałą osobą. Ciągle kontroluję innych, weryfikuję każde słowo, doszukuję się intryg, nie potrafię przyjąć krytyki, nie potrafię odciąć się od toksycznych relacji, mam okropne myśli coraz częściej. Staram się czytać książki, gotować, rozmawiać ze znajomymi ale nawet to mi nie wychodzi bo zawsze coś zepsuję. Jak się zmienić? Jak sobie z tym wszystkim poradzić i co zrobić, żeby nie czuć się tak paskudnie? Błagam o pomoc, nie chcę stracić ostatnich bliskich mi osób...
  13. 1 punkt
    Witam, jestem kobieta i mam 20 lat. Mój problem polega na tym ze ostatnio przyznałam się rodzicom ze jestem biseksualna. Jestem w ponad 2,5 rocznym związku z kobieta i jest bardzo dobrze między nami. Gdy się jednak przyznałam rodzicom, zaczęły się straszne problemy. Począwszy od wyzywania mnie, mówienie z to obrzydliwe aż do próby „naprawienia mnie”. Ciagle powtarzanie przez mamę ze da się zmienić tylko trzeba chcieć, powtarza ze nikt nigdy mnie nie zaakceptuje. Zyje z nimi w domu, aktualnie studiuje. Przez pandemie zostałam zmuszona do powrotu do domu i w sumie żyje na ich utrzymaniu wiec trudno jest cokolwiek zrobić, bo jest szantaż się odetną mnie od środków do życia. Mama powiedziała ze pierwszym krokiem będzie odcięcie mnie od tej dziewczyny za wszelka cenę. Na moje tłumaczenia, mówienie żeby poczytali po tym, lub zaprowadzili mnie i siebie do psychologa dostaje przykre odpowiedzi i zero wykazania żeby coś zrozumieć. nie mam pojęcia co robic, czuje się okropnie. zaczynam bać się wszytskiego, prawie z łóżka nie wstaje i płacze całymi dniami.
  14. 1 punkt
    Witam mam problem odnośnie mojej 13letniej córki, córka od roku ma chłopaka, jesli, można to tak nazwać, od marca tego roku zaczęły się kłopoty ponieważ jej chłopak, zaczol wydziwiać i najpierw wpadł na pomysł żeby pojechali sami nad może do miedzyzdroi, (on też ma 13 lat) następnie, żeby u niego spała, ogólnie mówiąc propozycje są takie, że ja absolutnie nie zgadzam się na takie rzeczy, córka jest bardzo spokojna 13 latka, i wiem, że jak mówię, że nie, nie ma mowy, żeby 13 latka spała u chłopaka lub jeździła sobie nad morze bez opieki to ona to przyjmie do wiadomości, ale widać, że pewnie jak bym się zgodziła to chętnie by z nim pojechała czy poszła do niego na noc, ja sobie tego nie wyobrażam ona ma dopiero 13 lat, a ten chłopak, jego matka mu pozwala na wszystko i jeszcze 13 latek będzie mnie pouczał, żebym nie przesadzała pojawił się również temat sexu z jego strony, ale widzę, że corka nie podejmuje z nim tego tematu ohhhhh. Co robić.
  15. 1 punkt
    Dziękuję pięknie za odpowiedź bo już myślałam, że jestem jakas inna i przesadzam 😊 pozdrawiam

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.