Jump to content

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation since 09/24/2021 in all areas

  1. A jak widzisz swoje życie bez obecnej małżonki? Jesteś w stanie zacząć wszystko od nowa? 33 lata to nie 100, żeby się już spisać na straty.... Jeden błąd nie musi oznaczać końca życia prawda?... Z każdej porażki można wyjść, mniej lub bardziej poobijany, ale żywy. Tak na moje, to powinieneś, podziękować małżonce za motywacje do zmiany.... Chłopie, żona daje ci po twarzy takimi komplementami - zrób coś, Twój dorastający syn na to patrzy, chcesz, żeby małżonka zaczęła Cię kopać? Wówczas nie tylko Ty ucierpisz, ale i Twój syn!!!
    2 points
  2. W tym przypadku pomoze separacja, az do uspokojenia emocji. Wyglada na to, ze facet to jakis wampir emocjonalny, stad manipulacja. Jak najszybciej zastopuj z nim kontakt, Jak sie rozstaliscie, to po co do tego wracac? Kazde idzie w swoja strone.
    1 point
  3. Witaj, co do cytatu, to chodziło mi o to, że realizując jakiś projekt, zdarza się, że popełniamy błędy i nie ma w tym nic złego, bo na błędach się człowiek uczy. Czasami te błędy prowadzą do całkowitej klapy i właśnie straty czegoś nad czym pracowaliśmy bardzo długo, ale, że nasz własny projekt jest naszym i tylko naszym, to gdy popełniamy jakiś błąd, wynika on tylko i wyłącznie z naszej niewiedzy i braku doświadczenia, ale, że na błędach się uczymy, to dwa razy tego samego błędu już nie popełnimy. Jeżeli natomiast projekt nie jest naszym konceptem, tylko udoskonalamy czyjąś wizję, to jeżeli nam coś nie wyjdzie, to nie możemy się za to winić, bo niby dlaczego, skoro do końca nie wiemy co autor miał na myśli. A myśli, z których rodzą się projekty, ewoluują podczas procesu tworzenia i jedyną istotą jaka ma na cokolwiek wpływ w procesie tworzenia/ realizownia projektu ma jego twórca. Z Twojego wpisu nie wiemy czy stworzyłaś swój własny projekt zawodowy i popełniłaś jakiś błąd i wszystko się posypało i teraz doświadczasz porażki, obwiniasz się, wytykasz błędy itd, czy też ktoś zlecił Ci projekt na zadany temat i po prostu nie spełniłaś jego oczekiwań, nie zrealizowałaś tego tak jak ta osoba to widziała itd. Rozważę dwie opcje: 1) pomysł nie należał do Ciebie. Nie wyszło, nie, że jesteś beznadziejna, a dla Tego, że nie potrafisz czytać w czyichś myślach Jeżeli ktoś coś wymyśli, da jakiś pomysł, to on widzi efekt końcowy i jedynym jego zmartwieniem jest zastosowanie wszystkich dostępnych środków, żeby osiągnąć cel. Więc skąd masz mieć obraz końcowy danego przedsięwzięcia, skoro wszystko jest zmienne i ewoluuje, myśli i wizje również. Może przez 2 lata zleceniodawca stwierdził, że pomysł nie ma sensu i go po prostu uwalił. Mogło jeszcze tak, być, że Twoje Ja uznało, że jesteś tak bardzo zajebista, że na Twojej pracy, ktoś się dorobi kariery, a Tobie zostanie marny ochłap. Czasami tak bywa, że sabotujemy swoje działanie, bo nie jest ono zgodne z naszymi oczekiwaniami. 2) Pomysł był Twój, popełniłaś jakiś błąd i wszystko się popsuło. Skoro coś wymyśliłaś, stworzyłaś, to wystarczy dokonać korekty, dopasować do warunków itd i projekt reaktywować w zmienionej formie. Przy pkt.1 Obstawiam, że byłaś za dobra w tym co robiłaś i albo nie chciałaś, żeby ktoś osiągnął sukces Twoim kosztem i dokonałaś sabotażu, albo nie wpasowałaś się w wizję zleceniodawcy. Nic strasznego się nie stało. Przy pkt 2. Małe porażki, są tylko szlifowaniem umiejętności. Kończąc mój wywód, stwierdzam, że nie warto wkładać swoje serce w cudze projekty, bo tylko na tym się straci. Może w ramach leczenia ran, zamiast sypać na nie sól i cierpieć, warto pomyśleć nad własnym projektem? Wierze w to, że coś wymyślisz i jeszcze będziesz się śmiała z tego co się wydarzyło w Twoim życiu, większość traum się tak kończy, że przychodzi nam do głowy nowa myśl i oddajemy się jej w całości. Co do porażki, to mam takie powiedzenie: Cel poświęca środki. Dzisiaj się zamartwiasz i przeżywasz stratę, a jutro z tej gorzkiej lekcji wyciągniesz wnioski i stwierdzisz, że czasem warto się potknąć i przewrócić, bo można jeszcze na tym wiele zyskać. Pozdrawiam
    1 point
  4. Cześć, To co ja robię w takich przypadkach, to zaglądam w głąb siebie. Siadam i szukam emocji. Wspomniałaś, że Twoje czujesz w brzuchu. Na przykład ja moje czuję w klatce piersiowej. Tak więc siadam, i zapraszam te emocje do siebie. Pozwalam im tam być. One tam są z jakiegoś powodu. Kiedy już wiem jakie to emocje, zastanawiam się skąd i dlaczego takie są. Kiedy pojawia się złość, staram się być dla siebie wyrozumiała. Biorę na siebie odpowiedzialność i zakładam, że czasem mogę coś stracić. Brzmisz jakby Ci zależało na przyjacielu, ale mam wrażenie, że boisz się relacji z nim. Może warto zadać sobie pytanie dlaczego? Jeżeli myślisz o tym i jest dla Ciebie atrakcyjny to może warto przepracować temat dlaczego jest lęk przed wejściem w związek z nim. Jeżeli nie, to rozważałabym bycie szczerą z nim, żeby być w zgodzie ze sobą. Ja starałabym się postąpić słusznie, według tego jak czuję.
    1 point
  5. Skoro masz dyplomy i ukończone szkoły, to głupi nie jesteś 🙂 jedynie zagubiony w chaosie własnych myśli. Proponuje tak: Usiądź w spokoju, weź dyktafon, włącz go i wyobraź sobie, że rozmawiasz z super psychoterapeutą. Wyrzuć z siebie wszystko, daj się ponieść słowotokowi, potem sobie zrób przerwę i odsłuchaj to co nagrałeś, zanotuj najważniejsze informacje i poddaj je analizie. Jedyną osobą, która Cię oceni będziesz Ty. Możesz także przygotować sobie pytania pomocnicze. Nagrań nie kasuj, wracaj do nich. Za każdym razem zapisuj wnioski i przemyślenia. Jeżeli masz chaos myśli, to nagraj ten chaos i postaraj się go uporządkować po przez połączenie myśli w jeden ciąg lub jedną wspólną myśl i po jakimś czasie dowiesz się co jest Twoim problemem. Potem zdecydujesz o formie terapii. pozdrawiam
    1 point
  6. Cześć, przeczytałam wszystko z uwagą, kojarzy mi się ta sytuacja z pewnym kilkuletnim okresem w moim życiu, kiedy byłam bardzo nieszczęśliwa. Mówiłam do chłopaka bardzo wprost, czego mi brakuje, a on nie odzywał się. I też źle reagował na mój płacz. Z kolei on wtedy czuł się niezadowolony, że ja nie realizuję jego potrzeb (w Twojej sytuacji może być zupełnie inaczej). A z trzeciej strony bardzo się potrzebowaliśmy. Ten związek się rozpadł, bo nie dałam rady, gdy w końcu powiedział, że jestem głupia. Nie mam Twojej perspektywy, nie wiem, jak to jest mieć dziecko, ale myślę, że dobrze, że nie chciałaś na siłę być z ojcem dziewczynki. Jedyne, co mogę poradzić w takiej sytuacji, to szukanie terapii na NFZ. W Warszawie np. szpital na Wołoskiej ostatnio dał mi krótki termin. Bez terapii może być mega ciężko to przetrwać, a sama świadomość, że czeka na Ciebie profesjonalna opieka, może być bardzo pomocna ❤️ Łatwiej chyba się dostać do psychiatry. Mogłyby może Ci pomóc doraźnie jakieś leki na depresję, no i może poleci jakieś bezpłatne miejsca z choćby chwilową pomocą. A poza tym radzę: - o nic, totalnie o nic się nie obwiniać (bo po prostu jesteś w trudnej sytuacji i potrzebujesz wyrozumiałości i pomocy, naprawdę), - odnowić ewentualnie kontakt z jakąś życzliwą koleżanką albo z rodziną, nawet tylko do popisania albo pogadania przez telefon, jeśli masz na to siłę, - postarać się robić jak najwięcej rzeczy, które poprawią ci humor, niezależnie od partnera. PS Czy potrzebujesz listy miejsc, które dają pomoc w kryzysie psychicznym? Z jakiego jesteś miasta?
    1 point
  7. Terapia jest dobrym krokiem. Takie.cos jak lek potrafi zniszczyc czlowieka. Musisz wiedziec czego tak naprawde sie boisz? I powiedziec to glosno, lub napisac. Wiem co znaczy taki problem. Dobrze, ze juz jestes zapisana na terapie, tylko dlaczego dopiero w grudniu? Nie da sie wczesniej? Mozesz isc on line na terapie.
    1 point
  8. Hej. Jest coś takiego jak zaburzenia afektywne dwubiegunowe, i tam są zmienne fazy maniakalno-depresyjne, ale wygląda na to, że przyjaciółka nie spełnia kryteriów diagnostycznych. "W kryteriach ICD-10 do rozpoznania ostatecznego zaburzeń afektywnych dwubiegunowych muszą być spełnione następujące warunki: Obecny epizod spełnia kryteria hipomanii, manii, epizodu depresyjnego. W przeszłości stwierdzono co najmniej jeden epizod afektywny (hipomaniakalny, maniakalny, depresyjny, mieszany). Przynajmniej jeden z tych epizodów afektywnych był inny niż depresyjny. Epizody nie są spowodowane używaniem substancji psychoaktywnych ani zaburzeniami organicznymi" W pierwszej chwili tę nagłą przemianę skojarzyłem z przypadkami ludzi, którzy "spotkali Jezusa" i oświeceni wkroczyli na nową życiową ścieżkę miłości. Zaraz po tym pomyślałem, że przyjaciółka "jedzie" na jakichś dobrych narkotykach na receptę. W szpitalu na pewno podawali jej jakieś kolorowe pastyleczki. Nie wiem, czy duże dawki leków mogą wywoływać euforię, którą zauważasz, ale podejrzewam, że tak. Nie potrafię też stwierdzić, czy martwienie się tą sytuacją jest uzasadnione. Nie wiem jak to wszystko naprawdę wygląda. Czasami należy zainteresować się czyimiś sprawami niosąc pomoc, ale czy przyjaciółce dzieje się coś złego, wygląda jakby potrzebowała pomocy? Za wyjątkiem takiej awaryjnej sytuacji, zachęcam do nie martwienia się na zapas. Pozdrawiam
    1 point
  9. Witam,razem ze swoją grupą projektową badamy zjawisko dotyczące marnowania żywności w Polsce i zwyczajów zakupowych.Jeżeli znajdzie Pan/Pani chwilę, to będziemy bardzo wdzięczni za wypełnienie prostej ankiety i ewentualną rozmowę dotyczącą państwa zwyczajów zakupowych i żywieniowych. Link do ankiety tutaj: https://forms.gle/vCnbc6NQ6iryfMUS6
    1 point
  10. Ja niestety bagatelizowałam taki stan i przez zaburzenia lękowe przestałam wychodzić z domu. Od pół roku siedzę praktycznie sama cały czas. Wczoraj postanowiłam to zmienić i wybrałam się do psychiatry. Od dzisiaj jestem na tabletkach. Jeśli masz pytania albo chęć rozmowy to zapraszam
    1 point
  11. Skoro nie jesteście i nie zamierzacie być razem to dlaczego miałabyś to robić? Dopiero gdybyście chcieli do siebie wrócić to mogłoby być istotne i ważne, żeby był tego świadom.
    1 point
  12. Mam bardzo podobnie.. myślę, że warto by było udać się na terapię pozdrawiam i trzymam kciuki aby wszystko się ułożyło ^^
    1 point
  13. Nie ma tragedii, widzę spore szanse na wyjście z tego. Najważniejsze, że żona jest zmotywowana do pracy nad sobą i chodzi na psychoterapię. Problemem jedynie jest Pani psycholog i sam rodzaj terapii, którą wybrała. Odcinanie się od rodziny jest taką samą forma leczenia, jak amputowanie zwichniętej kostki. Niby problem znika, ale w jego miejsce pojawiają się inne. Rozumienie swoich problemów też nie załatwi sprawy. Otyłe osoby wiedzą, że opychanie się słodyczami i fast foodami jest szkodliwe; palacze zdają sobie sprawę ze skutków palenia, ale co to zmienia? Potrzebny jest wgląd w swoje emocje, uczucia, przekonania, doświadczenia życiowe i takie tam inne głęboko osadzone mechanizmy umysłowe. Proces ten powinien być prowadzony przez osobę z wysokim poziomem empatii, która potrafi stworzyć więź terapeutyczną. Żona zapewne chodzi na psychoterapie poznawczo-behawioralną, ja polecam psychodynamiczną. Prawdopodobnie odkryje tam, że odtwarza z Tobą swoją kłopotliwą relację z ojcem, może też po części z matką albo innymi ważnymi osobami. Można tak powiedzieć, że odreagowuje na Tobie złość, której adresatem powinien być ojciec; byłby to mechanizm obronny zwany acting-out. Ale do wyjaśnienia motywów jej zachowania, posłużyłbym się zjawiskiem przeniesienia, czyli nieświadomego traktowania kogoś, jako innej osoby, która jakoś się wyryła w psychice. W tym wypadku chyba jesteś ojcem, tym niewdzięcznym, nietroskliwym, niekochającym rodzicem, a żona jest pokrzywdzoną dziewczynką, bezradną, odrzuconą, zalęknioną i przepełniona niewyrażoną agresją. Tak więc to nie Ty masz chodzić jak w zegarku i być na każde zawołanie, tylko jej ojciec; nie Ty powinieneś pić tyle co wróbelek, ale jej ojciec; i nie na Ciebie się wkurza, a na ojca. Domaga się miłości, której jej brakowało i pluje jadem, który wtedy musiała wstrzymywać dla własnego dobra. Paradoksalnie potrzebuje miłości, a jednocześnie zachowuje się tak, jakbyś był jej wrogiem. Woli zło, które dobrze zna od tego, co nieznane. Zostałeś zaangażowany do odgrywania roli czarnego charakteru, a prowokacje z jej strony mają doprowadzić do tego, żebyś w tej roli był autentyczny. Tak więc powinieneś mieć to na uwadze i przełamywać nieświadomie na Ciebie narzucany schemat. Pewnie próbowałeś nie raz i nie dwa, dlatego trzeba się wesprzeć tą psychoterapią psychodynamiczną. A jeśli faktycznie ojciec wyrządził najwięcej szkód, to dobrze by było, gdyby terapeutą był mężczyzna. Łatwiej będzie żonie wyrzucać swoje skrywane uczucia na osobę tej samej płci, a trzeba je powyciągać, żeby móc je przepracować.
    1 point
  14. Dzień dobry wszystkim. Mam na imię Agnieszka, mam 33 lata i od 4 mieszkam na emigracji. Moim największym problemem jest aklimatyzacja w "nowym" (o ile po 4 latach wciąż jest nowy) kraju, Armenii. Szło nieźle, ale potem zdarzyła się pandemia. W międzyczasie w Armenii wybuchła wojna 40-dniowa (ciężkie doświadczenie dla osoby z cieplarnianej Europy, a co dopiero mówić o osobach wokół, emocjonalnie w to zaangażowanych o wiele bardziej). Do tego ograniczona możliwość spotkań z rodziną. Czuję, że się psychicznie trochę posypałam. Pracuję z domu, mam niewielu znajomych i ciągle mam wrażenie, że jestem dla nich opcją zapasową. Staram się rozwijać swoje zainteresowania, rysunek i jogę, oraz uczę się spędzać czas sama ze sobą.
    1 point
  15. Po tak poważnej próbie samobojczej i krzywdę jaka zrobiłem sobie i jej . Pracuje z całych sił nad sobą.
    1 point

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.