Skocz do zawartości

Cała aktywność

Strumień aktualizowany automatycznie     

  1. Dzisiaj
  2. Witam, mam problem z moim mężczyzną (chyba już nawet byłym), mianowicie ostatnio kompletnie nie ma dla mnie czasu. Dochodzi do tego, że pisze mi jeden/dwa smsy na dzień, przy czym raczej w każdym pisze, że jest bardzo zajęty i odezwie się później. Pewnie wiele razy to słyszeliście, ale on nigdy taki nie był.. Jest to mężczyzna bardzo zraniony w przeszłości. Od początku znajomości powiedział mi, że nie potrafi okazywać uczuć. Nigdy nie usłyszałam od niego, że mnie kocha. Ale byłam szczęśliwa, bo bardzo mi tą miłość okazywał. Były drobne kłótnie, ale zawsze się godziliśmy. A teraz.. czuję się jak śmieć, wyrzucony bo niepotrzebny. Nic go już nie interesuje, nie opowiada mi też o swoim życiu. Widujemy się (albo widywaliśmy do niedawna) raz w tygodniu. Jest maszynistą, ma różne zmiany, ale poza tym mieszka z rodzicami (tak jak ja), nie ma zbyt wiele do robienia.. bardzo chciałabym razem zamieszkać, żeby choć w ten sposób go mieć, ale wciąż nam nie po drodze. Od przyjaciół słyszę tylko "olej faceta. nie jest ciebie wart". Ale kto zakochany tego nie zna? Będzie mi bardzo miło, jeśli ktoś przeczyta i mi doradzi.
  3. Dzień Dobry, zadaje Pan z dziedziny medycyny a nie psychologii. Najlepiej gdyby udał się Pan do lekarza raz ze względu na objawy, które Pan opisuje, dwa ze względu na to, że benzodiazepiny o których Pan wspomina uzależniają. Lekarz zaproponuje najbezpieczniejsze dla Pana środki. Pozdrawiam, Katarzyna
  4. 🤯Jestem 28 mężczyzna, rok temu zostałem ojcem, nie rade sobie z ta rola, pół roku temu zmieniłem prace gdzie wszyscy mnie lubili z wzajemnością. Pracuje teraz sam jak palec. Z żona układało nam sie dobrze po zmianie pracy zacząłem odczuwać smutek pustkę przestałem chcieć utrzymywać kontakt z ludzmi było mi złe, kontakty z żona sie popsuły nie miałem ochoty na seks ani na randki, mało spie mało jem uciekam z domu gdy mi zle. Czy to koniec miłości czy depresja i zanik uczuć? Czuje sie pusty i martwy w srodku, nie wiem czy kocham zonę czy to chwilowe zobojętnienie mojego umysłu???
  5. Przemyślałam sobie to wszystko jeszcze raz. Zamierzam udać się do psychologa. Dziękuję za pomoc tutaj na forum i proszę o zamknięcie tego wątku. Pozdrawiam.
  6. Dziękuję za odpowiedź. Najbardziej w życiu przeszkadza mi strach przed ludźmi i nie potrafię się zmusić i pokonać go np dla mojej rodziny. Gdyby nie to, że to oni tworzą relację ze mną to w ogóle by tych relacji między nami nie było. Mam z nimi dobre relacje, ponieważ to oni mnie kochają. Boję się ich stracić, bo na nich oparłam swoje życie, ale boję się też stwierdzić, że ja nie czuję nic. Od wielu lat nie odczuwam w ogóle żadnych pozytywnych emocji. Jestem egoistką, ale czuję też strach przed zmianą tego stanu. Boję się odpowiedzialności, obowiązków i życia. Boję się ryzyka i nowości. To jest paniczny strach. Nie umiem sobie sama poradzić z pokonaniem go. Boję się tego co powie o mnie psycholog bo się boję prawdy na swój temat. Zabrnęłam w ślepą uliczkę i panicznie boję się z niej wyjść. Kiedy trochę byłam zmuszana przez okoliczności żeby zmierzyć się z realiami to psychicznie nie umiałam z tego wybrnąć. Boję się, że w końcu stracę kontakt z rzeczywistością i będę musiała resztę życia spędzić w szpitalu psychiatrycznym. Nie potrafię zaakceptować trudnych dla mnie rzeczy, a jak muszę to sobie z tym nie radzę i zaczynam całkiem tracić kontakt z rzeczywistością. Nie wiem jak się zmusić i mimo to kompletnie nie zwariować. Boję się przyjmować środki działające na psychikę. Znam osoby, które przyjmują leki na depresję i z żywotnych smutnych ludzi stali się ospali, jakby lekko upośledzeni i tak samo jak wcześniej nieszczęśliwi. Ciężko na to patrzeć, gdy znało się ich wcześniej jak mieli mnóstwo energii, siły, a po lekach stali się wrakami, którym jest wszystko jedno co się z nimi stanie. Rozumiem, że to konieczne, ale nie chcę sama się do czegoś takiego zmuszać. Może w moim przypadku też należy zastosować lekarstwa. Nie wiem jak się odnieść do wypowiedzi powyżej bo jestem świadoma, że należy już podjąć jakieś kroki, ale jedyne na co potrafiłam się zdobyć to napisanie tutaj. Mam postawę roszczeniowej ofiary, zgadzam się. Lubię to bo bezpiecznie się w tym czuję. Wszystkiego innego nie jestem psychicznie w stanie na ten moment dokonać. Wiem, że tylko specjalista może mi pomóc, ale nie umiem się do niego zgłosić i przejść przez strasznie dla mnie trudną terapię. Nie umiem przestać myśleć tylko o sobie. Nie mam poza sobą i swoim komfortem innego celu w życiu. Nie mam miłości do kogoś, przez którą zobaczyłabym inne osoby. Skrzywdziłam w życiu tylko osoby, które mnie kochają, ale mimo to nie umiem pokochać. Nie mam prawa się na nikogo obrażać nawet gdybym chciała bo jestem winna. Może tylko jakieś tragedie sprawią, że się opamiętam i zmienię punkt widzenia. Może, gdy bliscy zaczną odchodzić to dotrze do mnie jaka jestem głupia. Nie wiem. Dziękuję za zainteresowanie. Jak nikt nie zechce już nic tu napisać i mój wątek będzie przeszkadzał innym to proszę o zamknięcie go.
  7. Dżasta

    Witam

    Dzień dobry. Wyrazy wspolczucia.. Byc moze maz chcial sie troche zresetowac i pokorzystac z chwilowej wolnosci, ale pisze też pani ze maz pije i pani nie szanuje, wiec jesli nie liczy sie z pani zdaniem i uczuciami to jakos szczegolnie nie dziwi mnie ten brak kontaktu. Z pani strony za to widze duze przywiazanie do meza, choc z postu wynika ze nie dzieje sie miedzy wami dobrze co mnie troche niepokoi, powinna byc pani bardziej zdystansowana i nieufna wzgledem tego czlowieka. Czy probowaliscie zmezem scalic od nowa zwiazek? Wzmocnic? Malo szczegolow pani podala, co znaczy nie szanuje? Po takim opisie mozna jedynie snuc przypuszczenia..
  8. Z góry zaznaczam że nie jestem specjalistką. Moje pierwsze skojarzenie po przeczytaniu twojego posta to ROSZCZENIOWA OFIARA 😅 pewnie nie istnieje w nazewnictwie psychologicznym taki typ ale niech będzie że na potrzeby tego posta go użyję 😉 Dlaczego roszczeniowa? Dlatego, że wszędzie jesteś TY, poswiecasz na rozmyslania i wspominki bardzo duzo czasu. I wszystko kreci sie wokol Twojej osoby, cos tam piszesz ze pasozytujesz na rodzinie ale widac tez, ze Ci z tym dobrze bo nie robisz z tym kompletnie nic. Samo przyznanie sie do pasozytowania to po prostu stwierdzenie stanu faktycznego, ktorym to niestety sprawy nie zalatwisz. I tutaj przechodzimy do ofiary za którą się niewątpliwie uważasz bo stopień roztrząsania swojej przeszłości na czynniki pierwsze jest duży i nieustający(masz 30 lat)- w tym wieku powinnas miec tyle spraw na glowie ze nie starczylo by Ci czasu na uzalanie sie nad soba. Nie obrazaj sie, ale nazywajmy rzeczy po imieniu. Osobiscie uwazam, ze wizyta u psychologa jest niezbedna jezeli chcesz cos z tym robic i zaczac zyc w terazniejszosci.. Z Twojego opisu wynika ze relacje z rodzina masz dobre bo inaczej nie wspierali by Cie wiec dziwne jest bardzo tlumaczenie, ze nie chcesz o rodzinie z psychologiem rozmawiac. Czyzbys obawiala sie uslyszec pare gorzkich slow na swoj temat? Nie martw sie, dobry psycholog nie bedzie Cie oceniał, da Ci wskazowki jak zaczac normalnie funkcjonowac w zyciu. Masz 30lat i wiele kolejnych zajmie Ci terapia wiec nie zwlekaj z tym dluzej 😉
  9. KateM

    Witam

    Dzień dobry Jestem mężatką od 27 lat. Jestem samotna i nieszczęśliwa. Mąż jest pijakiem. Nie pije tylko kiedy pracuje. Nie szanuje mnie. Założył sobie konto na Facebooku i super się bawi, na domiar złego po tylu latach oznajmił mi, że wybiera się z kolegami na 4 dni w góry. Zawsze wszędzie jeździliśmy razem, ale ok myślę nie będę zołzą. Najgorsze jest to że przez te 4 dni ani jeden SMS ani telefon do mnie co tam słychać. Czy jest to normalne? Nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać. 2 lata temu zmarła mi siostra, która zawsze wspierała mnie w trudnych chwilach i jakoś dawałam radę. Teraz czuję pustkę.
  10. Wczoraj
  11. Jestem osobą pracującą, kobietą, mam 24 lata. Odkąd pamiętam w moim życiu były kłamstwa, najpierw w relacjach między moimi rodzicami, a później w moich prywatnych relacjach. Mam problem z tym, że krzywdzę ludzi, na których mi zależy. Nie jestem w stanie określić czy robię to świadomie czy też nie. Nie potrafię przyznawac się do błędów i ukrywam niewygodną prawdę przed bliskimi osobami. Dopiero w momencie gdy wychodzi na jaw, że nie byłam szczera zaczyna do mnie docierać co tak naprawdę zrobiłam i jakie niesie to za sobą konsekwencje. Pomimo, ze staram się wyciągać wnioski z takich sytuacji i nigdy więcej ich nie powtarzać, za każdym razem dzieję się tak samo. Nie potrafię być odpowiedzialna za swoje czyny w czasie ich dokonywania. Moje błędy trzeba mi pokazywać, sama nie chcę lub nie jestem w stanie ich zobaczyć. W sytuacji, gdy prawda wychodzi na jaw próbuję obrócić wszystko tak, żeby nie czuć się winna całkowicie, próbuje sama siebie usprawiedliwiać tłumacząc, że miałam na myśli co innego, nie chciałam tak zrobić, lub tez nie widziałam, ze jest to złe. Przez takie zachowanie straciłam najbliższą mi osobę, która wielokrotnie mi wybaczała, a ja nie umiałam tego docenić i wciąż zachowywałam się niedojrzale i nie mówiłam całej prawdy, pomimo iż ta osoba nigdy na to nie zasłużyła i dawała mi samo dobro, nigdy mnie nie skrzywdziła. Chciałabym w końcu zachowywać się tak jak należy, budować relacje na prawdzie, nie udawać kogoś kim nie jestem i nigdy więcej nikogo nie krzywdzić. Czy mój problem kwalifikuje się do psychologa, czy do psychiatry? Skąd mogło się wziąć u mnie takie zachowanie? Czy są to jakieś zaburzenia? Jak mogę sobie z tym poradzić, prócz wizyty u specjalisty? Jak pracować nad sobą aby nie zachowywac się w taki sposób? Będę wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam.
  12. Jeżeli dostałabym odpowiedź od specjalisty to bardzo prosiłabym tylko o formę pisemną tutaj na forum, a nie w postaci filmiku na Youtube. Bardzo długo zastanawiałam się zanim napisałam ten post i wykazałam się ogromną odwagą, jak na siebie, dzieląc się dość prywatnymi informacjami z życia. Bardzo potrzebuję tej porady, ale jeżeli ma ona być w formie filmu to podziękuję i przepraszam za fatygę. Serdecznie dziękuję.
  13. Witam. Jestem młodą 20 letnią kobietą. Od małego miałam ciężko w dzieciństwie. Ojca nigdy nie było w domu, a jak był to zawsze się awanturował. Mamie zawsze się obrywało , mi i mojej o 2 lata młodszej siostrze czasem też się zdarzyło dostać. Nie lubiałam być w domu. A kiedy miałam 10 lat mama wreszcie znalazła odwagę w sobie żeby wziąć rozwód. Było nam ciężko , mama i jej pensja pielęgniarki i my dwie z siostrą w wynajmowanym mieszkaniu. Starała się robić co mogła żebyśmy mialy jak najlepiej. Przyszedł czas gimnazjum, kiedy zdecydowałam się , że wstąpie do wolontariatu i będę pomagać innym. To dało mi wiele radości i satysfakcji. Kiedy byłam w technikum , zakochałam się 1 raz ale po roku czasu związek się rozpadł. Przyszedł czas na związek, chłopak , z którym bylam , okazal sie tyranem i damskim bokserem . To z nim straciłam to co kobieta ma najcenniejszego. Bałam się go. Teraz wiem, że to było najgorsze co mogłam zrobić ale stało się.. Myślałam, że po tym wszystkim nic już złego się nie stanie.. a jednak.. po jakimś czasie poszłam na ognisko z kolezanka gdzie byli jej znajomi... tam.. bardzo mnie skrzywdzono. Odebrano mi siłą godność kobiety. Zostałam zgwałona. Załamałam się. Nie mogłam patrzeć w lustro, brzydziłam się sobą. Nie chciałam już nic.. ale po mału doszłam do siebie. Widziałam w sobie zabawkę , nic nie wartą. Zaczęłam się dowartościowywać i wysyłać kolegom zdjęcia w stroju kąpielowym i bieliźnie. Strasznie tego żaluję. W 3 klasie technikum poznałam chłopaka, na początku dbał o mnie i zabiegał . Wszystko było idealnie ale po pół roku zmarla moja babcia. Byla dla mnie jak 2 mama bardzo to przezylam. Nie jadlam, nie chcialam wychodzic z domu. Ciagle klocilam sie z wtedy z chlopakiem. Po mału popadałam w depresje. Dzięki przyjaciołom i rodzinie wyszłam z tego. A z chłopakiem pól roku pozniej sie rozstalam. Poznałam po czasie aktualnego ukochanego. I byliśmy naprawdę szczęśliwi, ale wszystko zepsułam. Okłamywałam go , powiedziałam mu prawdę dopiero po czasie. Jest tak wspaniałym i kochającym facetem a ja to zepsułam.. zniszczyłam wszystko . Zepsułam go. Strasznie tego żaluję. Mój ukochany nie może zniesc mysli ze byl ktos przed nim, bo on byl ,,czysty". Pokochał mnie taką ale ja tak bardzo bałam sie go stracic ze oklamalam go w wielu kwestiach. Do tej pory jakoś to ciągniemy.. ale jest między nami źle. Ciągle się kłocimy, padaja ostre i gorzkie slowa , ktorych potem sie zaluje. Ostatnie czasy myślałam, zeby odejsc stąd. Napisałam nawet list ale może jestem zbyt wielkim tchorzem.. potrzebuje pomocy..
  14. Witam serdecznie Mam do Was pytanie.. Od kilku dni zacząłem kuracje z Trittico (75mg) na dobe, po 2 tygodniach zwiekszam do 150. Póki co "leczyłem" sie benzo, a dokładnie Lexotanem, ktory jak dla Mnie jest najprzyjemniejszym benzo i który na prawde mi pomagał... chociaz nie zawsze. No, ale z racji tego, ze nie mozna go brac dlugotrwale, bralem go przez 2-3 dni i 2 tygodnie przerwy, Niestety mam powracjące epizody mocnych stanów lękowych/depresji. LExotan wtedy nie bardzo sobie z tym wszystkim radzi. A nie chce tak żyć. Do tego dochodza chociaz juz bardzo rzadko ataki paniki, stany derealizacji, natrętne myśli.. Lecze sie na wlasna ręke poki co jak bedzie poprawa po Trittico dopiero wtedy pojde do psychiatry na konsultacje. A poki co mam do Was pytanie czy ja moge łączyć LExotan z Trittico? Mowie tutaj o 2 dniach brania Lexoanu w dawce 9 (mg) co 2-3 tygodnie? Z gory dziekuje za pomoc. Pozdrawiam
  15. Ostatni tydzień
  16. Jestem 27 letnia singielka. Na co dzien mieszkam i pracuje w holandii. Nie mam zadnych nalogow, chodze to Holenderskiej szkoly, ucze sie jezyka. Na brak zainterrsowania ze strony przeciwnej nie narzekam, wrecz przeciwnie, czesto jestem zmeczona natarczywoscia mezczyzn. Moj problem jest taki, ze n ie umiem stworzyc trwalej relacji z mezczyzna. Rok temu poznalam rok starszego Polaka, nasz zwiazek przetrwal 2 miesiace, musialam wyjechac do Polski i tak sie to rozpadlo, mimo proby utrzymania zwiazku. Od listopada duzo rozmawiam z pewnym Holendrem, 5 lat mlodszym ode mnie. Jest miedzy nami cos co nas do siebie ciagnie. Lecz ja juz jestem zmeczona ta sytuacja, chcialabym stabilnosci i wiedziec na czym stoje. Zapytalam wprost czy chce mnie jako swoja dziewczyne, czy nie. On nie umie odpowiedziec, wywnioskowalam, ze pewnie cos siedzi w jego glowie, co go blokuje , a raczej, nie chce sie ze mna zwiazku z jakis przyczyn. Co jest ze mna nie tak, ze nie potrafie stworzyc trwalego zwiazku, gdzie jest moj problem?
  17. Mężczyzna 24 lat, żonaty , bez dzieci Witam , Przychodzę tutaj o pomoc, od jakiegoś czasu mam jakieś napady których nie potrafię kontrolować. Jestem w delegacji jakiś czas już mój związek jest szczęśliwy ale od jakiegoś czasu dostaje coś do głowy,że moja żona mnie okłamuję zaczynam się nie kontrolować i wypisuje różne rzeczy które na pewno mojej żonie się nie podoba , chodzi o to że mam lęk że mnie zdradza, lub okłamuje ale to nie jest prawda , wszystko mam w swojej głowie. Nie wiem jak temu zapobiec . jak jestem w domu na miejscu wszystko jest normlanie , nawet jak wyjdzie z koleżankami na miasto to jestem spokojny i się nie martwię , tylko jak jestem po za domem to zaczynam mieć napady jakieś z których nie jestem zadowolony i już mnie wykańczają psychicznie, czasami mam nawet myśli co bym sobie zrobił, Czy jest tutaj jakiś lekarz który mogłby odpowiedzieć na pytanie i jak się kontrolować z tym ? nie którzy mówili mi, że mogę mieć schizofremię ale nie wiem a boje się iść do lekarza, że może stwierdzić że to prawda. Dziękuję bardzo
  18. Podejdź asertywnie do problemu. Powiedź mu, że ty widzisz coś z boku, ale jak jest to on powinien wiedzieć najlepiej, ponieważ jest w centrum sytuacji. Jeśli ma z tym trudności to niech pomyśli z czego one wynikają. Jeśli jesteś zmęczony jego naprzykrzaniem postaw granice, masz prawo być zmęczony.
  19. Spróbuj zażartować z męskiego ego niech się nie czują tak wyjątkowi, bo nie są.
  20. dziękuję za odpowiedź dzisiaj byłam u lekarza i umówiłam wizytę .
  21. Dzień dobry, opisała Pani swój problem jako strach przed podróżami. Jak czytam Pani wpis to skupia się Pani bardziej na obawie, że nie będzie Pani mogła skorzystać z toalety lub będzie Pani musiała, w razie potrzeby, iść w jakieś nie komfortowe dla Pani miejsce. Może się Pani przyjrzeć czy boi się Pani podróży czy kwestii związanych z brakiem dostępu do toalety w czasie tej podróży. Rozpoznanie czego konkretnie się Pani boi jest bardzo ważne żeby nad tym dalej pracować. Po drugie - jeśli się czegoś boimy to parcie na pęcherz lub biegunka jest normalną reakcją fizjologiczną. Organizm naturalnie "pozbywa się obciążeń" aby móc uciekać lub walczyć ze stresorem. Pani zaczęła się bać tego, że będzie Pani musiała skorzystać z toalety a to powoduje, że czuje Pani potrzebę skorzystania z toalety. Możliwe, że spowodowała to sytuacja w pracy, do której się Pani odnosi. W każdym razie powstało takie błędne koło. Jak temu zaradzić? 1. przyjrzeć się sobie i poznać źródło strachu 2. zrozumieć co i dlaczego dzieje się z Panią w danej chwili 3, pracować nad relaksacją aby nie odczuwać strachu i nad radzeniem sobie ze stresem. Najlepiej gdyby zgłosiła się Pani do psychoterapeuty z pomocą, którego przejdzie Pani cały proces. Pozdrawiam, Katarzyna
  22. Dzień dobry, rozumiem, że jest Pan zaniepokojony relacją Pana przyjaciela, chciałby Pan mu pomóc ale ciężko Panu poradzić sobie z tą sytuacją. Może Pan zaproponować przyjacielowi, żeby udał się do terapeuty par i porozmawiał o swoich trudnościach, jeśli źle czuje się w tej relacji. Nabranie dystansu, spojrzenie pod innym kątem na tę sytuację może mu pomóc uporządkować myśli i emocje. Pozdrawiam, Katarzyna
  23. witam od pewnego czasu zle się ze mną dzieje ciogle chce mi się płakać. a zaczeło się gdy dowiedziałam się że mój mąż rozmawia z obcą babą na wszyskie tematy ona jest starsza od niego nie mam powodu do zazdrości ale szlak mnie trafia gdy ona z nim rozmawia i ciogle rycze nie wiem co mam już z tym zrobić
  24. Większość woli wywody internetowych celebrytów, ale niektórzy patroni mojej działalności proszą o teksty wtajemniczające w zagadnienia spoza głównego nurtu. Proszę bardzo, jednak czytacie na własną odpowiedzialność. Miłość ma różne oblicza. Można kogoś kochać przez lata nie czując presji do mieszkania z kimś czy zawierania małżeństwa, bo ma się swoje życie z zupełnie innej bajki i nie chce się go zmieniać, dostosowywać. Nie chce się też nikomu zakładać kagańca ani samemu go nosić. To wolnościowe podejście można zaobserwować na przykład u artysty, podróżnika, człowieka biznesu, który często zmienia miejsce pobytu albo indywidualisty podążającego własnymi ścieżkami. Są to ludzie których naturę można porównać do rośliny o nazwie Tillandsia. Taka roślina nie potrzebuje do życia ziemi, bo nie posiada korzeni, więc ich nie zapuszcza. Pobiera pokarm i wodę przez liście. Czasami taką naturę odkrywa się w sobie po licznych rozczarowaniach, okłamywaniu siebie i innych, bo na wszystkich presję wywiera przecież wszechpotężna konwencja społeczna. Częściej jednak od początku odczuwa się własną indywidualność choć zwykle człowiek nie od razu umie się z nią pogodzić. A niepogodzony ze sobą brnie w coś, co mu nie służy nim się przebudzi. Osoby, o których tu mówię, nie wszczepiają się w cudze życie, nie przywierają do kogoś niczym ryba podnawka, która przysysa się do innej, większej i żywi się resztkami pozostawianymi przez swojego nosiciela. To są zwykle osoby o dużej niezależności emocjonalnej, zaradności życiowej, w tym ekonomicznej, i potrafiące tworzyć głębokie, wieloletnie relacje, w których dominuje pierwiastek intelektualny i przyjaźń. Nawiązując do kultowego filmu, można powiedzieć, że są to ludzie wylogowani z matrixa. Takie osoby kochają i zaspokajają swoje potrzeby związane z miłością, ale nie według odgórnego schematu. Bo tego nie chcą albo z uwagi na to, iż w ich wypadku on nie działa. Nie przystają do matrycy, nie odnajdują się w szablonach, a czasami są na nie po prostu za mądrzy. Uważają, że niektóre schematy to piękne utopie, ale gdy ogląda się je w teatrze, a nie samemu odgrywa we własnym życiu. Ich związki bywają przez większość czasu platoniczne, ale okresowo mogą stawać się bardzo namiętne, po czym po fali uniesień znowu przypominają połączenie kochania i przyjaźni. Jakiś ich związek może być szczególny, wyjątkowo ważny, ale nie wyklucza innych. W naszym kręgu kulturowym przyjęło się, iż miłość to romantyczna relacja dwóch osób. I choć rozumiemy, że można kochać różnych krewnych, czyli więcej niż jednego człowieka, to jeśli chodzi o związek, ma on być duetem i koniec. Dlaczego? Bo tak. Wielu osobom jawi się to jako jedyna słuszna bądź wręcz święta opcja i wszystko inne z miejsca uznają za niewłaściwe chociaż w różnych miejscach na świecie miłość bywa definiowana odmiennie, a w niektórych nikogo nie dziwią liczniejsze konstelacje. Normy społeczne sobie, a życie sobie. Zdarza się że kochając, człowiek przeżywa kolejną miłość. Ludzie często doznają wtedy totalnego szoku, wywraca to ich wizję świata do góry nogami. Czują się schorowani, przeżywają niewyobrażalną konsternację i często z miejsca uznają, że coś z nimi nie tak. Czasami przeżywają podobne odczucia, kiedy odkrywają, że nie chcą powielać schematu albo żyć w fikcyjnej monogamii. Zadają sobie pytanie jak to do diaska możliwe? Szukają wtedy ratunku u współczesnych szamanów – kapłanów, guru sekt, filozofów, psychoterapeutów. Wolnym duchom ten stan nie zagraża. Nie widzą nic dziwnego w kochaniu niejednej osoby. W końcu nawet w relacji monogamicznej zawsze miłuje się siebie i innego człowieka. Podsumowując, miłość ludzie przeżywają rozmaicie, definiują ją różnie i doświadczają jej indywidualnie. Mówią w różnych językach miłości. Grunt to odkryć własny i mieć odwagę w nim przemawiać. Tylko tak można spotkać kogoś, kto mówi w tym samym. Inaczej pozostaje wieczna maskarada, kłamstwa, złudzenia, iluzje, przepychanki i poszukiwanie swojej drogi na chybił trafił. Długi wyszedł ten tekst, ale teraz będzie przerwa urlopowa przez jakiś czas. Zobacz ten wpis na Facebook.
  25. Witam Panie Rafale. Czy książka będzie dostępna w wersji elektronicznej (mobi, epub) na czytnik ebook-ów? Pozdrawiam, Marcin
  1. Załaduj więcej aktywności

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.