Jump to content
Smutnyy

11 lat związku, 8 małżeństwa i totalne wypalenie

Recommended Posts

Chciałbym przedstawić Państwu moją historię i związanymi z nią problemami. Moją żoną poznałem jakieś 12-13 lat temu. Wtedy była zajęta i pomimo prób zbliżenia się do niej nie było to możliwe. Ówczesny chłopak ostro o nią walczył i nie dopuszczał nikogo chociaż jak się później okazało i tak ją zdradzał. Generalnie syndrom psa ogrodnika. Pozostały wzdychania i rozmyślania przy poduszce. Cierpliwe czekałem i nareszcie udało się do niej zbliżyć, aż zaczęliśmy ze sobą być.

Na początku związku, jak to na tym etapie wszystko było w porządku. Była miła, uśmiechnięta, zależało jej, nie krzyczała, nie było awantur ani pretensji. Potem jej cechy charakteru zaczęły rzutować na relację. Okazało się, że jest bardzo zaborcza, wszystko musi skomentować, o wszystkim wiedzieć i generalnie wszystko wie najlepiej. Zaczęła mocno sterować moim życiem, narzucać pewne sprawy. Teksty typu "widzę, że jesteś francuskim pieskiem, lepiej szukaj jakiejś roboty", a wtedy byłem studentem na dziennych. Smsy z rana, że mam dzwonić pod ten numer i umawiać spotkanie w sprawie wynajmu mieszkania. Wtedy jednak oprócz takich sytuacji potrafiła przyjść, przytulić się, pocałować, była między nami bliskość.

Niestety nic się nie zmieniało, nadal była taka sama. Dalej zbierałem opierdziel za wszystko. Dalej w jej oczach byłem beznadziejny i tylko ją wkurwiałem. Jednak zdecydowałem się na ślub, bo po prostu mocno ją kochałem i cały czas plusy przysłaniały mi minusy. Z biegiem lat stwierdzam, że jestem po prostu narzędziem do spełniania jej marzeń. Trafiła na frajera, który za wszystko ja przeprasza, wyczuła, że może mną sterować i manipulować i to wykorzystuje. Chciała wziąć ślub i wzięła. Chciała własne mieszkanie, więc wzięliśmy kredyt i je kupiliśmy. Chciał mieć dziecko i ma. Chciała kupić działkę i mieć dom, to kupiliśmy działkę.

Syn ma 5.5 roku i to najpiękniejszy prezent tego związku. Jest dla mnie całym światem. Żona przez rok zajmowała się nim naprawdę wzorowo. Odkąd przestała karmić go piersią wszystko się zmieniło. Nie widziałem problemu w tym, że teraz ja będę wstawał do młodego w nocy i karmił go butlą. Wydawało mi się to naturalne, że przez rok żona musiała go karmić, więc teraz ja mogę to robić. Tylko zauważyłem, że zaczęła się od niego oddalać. Ja go karmiłem, kąpałem, czytałem bajki na dobranoc, usypiałem, wstawałem w nocy. Zawoziłem autobusem o 6.05 do żłobka, a potem szedłem do pracy, odbierałem go, zacząłem chodzić z nim na angielski. Teraz śmigam z nim na treningi piłki nożnej. Żona kładzie go od święta, ja robię mu śniadanie, kolację. Jak jesteśmy pokłóceni to gdyby nie ja to dziecko chodziłoby głodne, bo jak jest obrażona to ma wszystko gdzieś. W jej oczach jestem najgorszy, bo na wszystko dziecku pozwalam, a ona tylko go każe. Tylko to nie moja wina, że ja chcę poświęcać mu czas i się z nim bawić. Na plac zabaw też z nim nie wychodzi tylko ja i potem pretensje, że nas w domu nie ma. Mam wrażenie, że tylko ja się o niego martwię, a żona na kanapie w telefonie siedzi naburmuszona. Jak jest chory to tyko ja z nim siedzę, bo żona zawsze pracuję, a ja chodzę na zwolnienia czy pracuje zdalnie.

Ponad rok temu okazało się, że żona ma guza mózgu. Udało się to zwalczyć i na razie nie ma nawrotów choroby. Jednak ten okres spowodował, że żona zaczęła być bardzo bojaźliwa. Zaczęła chodzić do psychologa, bo uznała, że potrzebna jest jej pomoc i chcę zmienić swoje życie. Psycholog chyba nie do końca jej pomogła, bo żona uznała, że jej metody do niej nie trafiają. Przez to skłóciła się już z moimi rodzicami, których uważa za potworów, a psycholog kazała odcinać się od ludzi, którzy budzą w niej złe emocje. Mi jest przykro, bo żona albo nie chce z nimi w ogóle rozmawiać i traktuje ich jak powietrze stojąc obok nich albo nie odbiera telefonów jak dzwonią z życzeniami urodzinowymi albo nie chce przyjść na urodziny/imieniny. Obraziła się na nich, bo rodzice rozmawiali z innymi o jej chorobie, a rodzice myśleli, że ci ludzie wiedzą o chorobie żony, bo to daleka rodzina i pytali się moich rodziców "I jak tam imię żony i moje, jak się czują?". Ma do nich pretensje, że faworyzują mojego siostrę czy brata (tutaj akurat się zgadzam). Przez to są oczywiście najgorsi i przy każdej okazji po nich ciśnie. A ja przecież nie mam wpływu na to jacy są moi rodzice, więc czemu musi robić mi przykrość za każdym razem? Z siostrą też jest pokłócona. Generalnie wszyscy są źli i ją wkurwiają.

Całe życie podporządkowałem żonie. Rzadko kiedy wychodzę z domu do kolegi czy sąsiada, bo wiem, że będzie awantura o wyjście albo wiadomości co chwilę czemu mnie jeszcze nie ma. W towarzystwie nie mogę się napić kolejnego piwa, bo już ci starczy, a narzeczona kolegi nawet okiem nie mrugnie, że proponuje kolejne piwko do wypicia. Jest sylwester i moje urodziny, zaproszone do nas towarzystwo. Siedzimy, jest wesoło, sączymy spokojnie drinki, nikt nie jest pijany, upierdliwy, a o 22 tekst, że ja już pić nie mogę. Natomiast żona wychodzi sobie kiedy chcę i jak chcę i wraca w nocy i wtedy wszystko jest w porządku. Ja zostawię kubek w zlewie to jest awantura, żona zostawi syf na blacie - nic się nie stało.

Ostatnio podczas awantury uderzyła mnie kilkakrotnie w twarz przy dziecku. Syn oczywiście zaczął płakać. Teksty w stylu, żebym wypierdalał, pierdolił się czy walił się na ryj są na porządku dziennym. Pokazywanie drzwi i mówienie, że jak coś mi nie pasuje to mogę wypierdalać. Twierdzi, że psuje jej każdy dzień, że wszystko podważam i generalnie wszystko źle robię. Ostatni raz uprawialiśmy seks w lutym, co dwa, trzy miesiące trafiają się jakieś pieszczoty. Nie chce dać mi buziaka, nie mogę jej przytulić, dotknąć, gdzie kiedyś seks był naturalną rzeczą i był taki okres, że to mi się chciało mniej i żona naciskała.

Ogólnie mam wrażenie, że trzeba jej trzymać palec prosto w .... to wtedy jest ok. Jak tylko się krzywo spojrzę, zrobię nie taką minę, mam inne zdanie czy ktoś ma inne zdanie to już jest koniec. Przekrój awantur w ostatnim tygodniu:

Poniedziałek obraziła się, bo nie pojechaliśmy do sklepu po kamyczki do ogródka i butów do jazdy konnej dla syna, bo syn jest chory i siedzę z nim w domu, więc nie jest to chyba na tyle paląca sprawa, żeby go ciągać po sklepach jak to dopiero 2 dzień choroby.

Wtorek bez awantur, bo nie było jej w domu do wieczora (impreza firmowa)

Środa awantura, bo nie wyciągnąłem jej spodni do jazdy konnej z szafy, a późno wyszła z pracy. Przez telefon powiedziała, że może będzie taka potrzeba, ale już się potem nie odezwała. Jaka byłaby różnica w czasie czy wejdzie do domu i pójdzie do szafy czy wejdzie do domu i weźmie spodnie z krzesła w kuchni? 5-10 sekund?

Czwartek awantura, bo żonie zachciało się Pepsi, więc poszedłem do sklepu i jeszcze musiałem przestawić auta. Po drodze spotkałem sąsiada, który ma poważne problemy zdrowotne i miał potrzebę, żeby chwilę ze mną porozmawiać. Wiedziałem, że żona już będzie wściekła, że czemu tak długo, więc jej napisałem info, że spotkałem sąsiada. Oczywiście już obrażona i pić już jej się nie chcę.

Piątek awantura, bo na parkingu nie pojechałem tym pasem co trzeba i 20 sekund dłużej zajął nam dojazd do sklepu

Sobota awantura, bo miałem problem z zamkiem przy domku narzędziowym i coś tam sobie pod nosem gadałem to już teksty, że "ona ma dosyć takiego życia". Potem opieprz, bo parkowałem w garażu nie tak jak ona uważa za stosowne

Niedziela awantura, bo pojechałem z synem po pizzę i czekaliśmy na zrobienie, więc poprosiłem Panią, żeby Pepsi jeszcze z lodówki nie wyjmowała tylko później. Niestety zapomniałem jej w końcu zabrać, więc skojarzyłem fakty dopiero w domu. Oczywiście żona już pizzy nie zje, straciła ochotę, marnuje pieniądze. Pizzeria jest na naszym osiedlu, 500 metrów od domu, więc mówię, że zjedzmy spokojnie i zaraz po nią pojadę. Oczywiście zapominam codziennie wszystkiego, teraz będę paliwo tracił na dojazd (500 m :D), generalnie nie odzywam się już do ciebie.

Codziennie jest coś. Ja zdaje sobie sprawę, że nie jestem kryształowy i popełniam błędy, jestem marudny i z natury taki niechętny i upierdliwy. Wiem, że nie jestem zaradnym i obrotnym facetem, który wyremontuje sam dom. Moje zdolności kończą się na skręceniu szafy, czy przywieszeniu półki albo wymianie zasilacza w oświetleniu czy postawieniu płotu na działce albo skręceniu placu zabaw. Jednak boli mnie to, że w sobotę wyczyszczę łazienkę, odkurzę, 3 razy zmyje naczynia, 4 razy będę w śmietniku, a wieczorem dostanę opieprz, bo kubek stoi w zlewie i wszystko na jej głowie. Obcy ludzie potrafią mnie docenić i pochwalić a żona nigdy. Mam wrażenie, że gdyby nie syn to by się ze mną rozwiodła. Ostatnio powiedziała mi, że mnie nie kocha i chyba nigdy nie kochała.

Macie jakieś pomysły czy można to jakoś spróbować ratować czy egzystować dalej dla syna?

 

Link to comment
Share on other sites

Kiedyś w poszukiwaniu natchnienia przesłuchałem kilka kanałów o relacjach, niby banały ale myślę że goście mają sporo racji. Twoj życie całkowocie podoporządkowane kobiecie, która nawet nie ma grama szacunku do ciebie. Po opisie to praktycznie nie istniejesz, taki sługa kobiety, zero własnego zdania, zero swojego świata. To jest moim zdaniem największy błąd. Ja bym to błędne koło kończył, bo to nie ma sensu, twardy reset i żyj po swojemu. Kobieta to dodatek a nie cel życia. Mężczyzna winien być niezależny i kobieta ma to czuć. Za tekstu typu wypierdalaj to bym jej nie darował, straciłaby wszystki przywileje. Do tego rękoczyny .... Pozwoliłeś jej przekroczyć nieprzeraczalne granice, to jest fatal error. Nawet nie chce sobie wyobrażać co będzie za kilka lat jeśli pozwalasz na wszystko. Ten związek potrzebuje trzęsienia ziemi.

Nie musisz znać się ma majsterkowaniu jeśli jesteś w stanie zarobić i zapłacić za majstra co wykona prace za ciebie. Te umiejętności są konieczne przy trybie oszczędzania na wszystkim. Masz własny dom, więc chyba jest całkiem dobrze.

 

 

Link to comment
Share on other sites

Ja to wszystko robię dla syna. Widzę jak jest ze mną związany. Widzę ile czasu mu poświęcam i nie wyobrażam sobie, żebym teraz nie widywał go codziennie. Wiem, że dla syna byłby to ogromny cios. Po tej akcji z rękoczynami jak szedł spać to najpierw zawołał żonę, potem mnie i powiedział każdemu z osobna, że mamy się pogodzić i nas przytulał. Teraz miałoby mnie nie być przy nim codziennie? Ja go budzę, ubieram, myję, wiozę do przedszkola, odbieram z przedszkola, jedziemy na trening piłkarski, chodzimy na plac zabaw, razem gramy, rysujemy, kąpię go, robię kolację, czytam bajkę i kładę spać i tak jest codziennie.

Link to comment
Share on other sites

Moze.potrzebny jest.psychoterapeuta? Nie psycholog. Byc moze.zona bardzo przezywala.goza.mozgu.i jej zachowanie jest efektem.tych przezyc?  

Po.tym co piszesz, wnioskuje ze.jest o co walczyc. Byc moze zona poprostu potrzebuje pomocy. Z psychoterapeuta przerobi to co bylo, byleby byla.szczera. 

Mozesz tez zaproponowac terapie malzenska. 

Link to comment
Share on other sites

Żona chodzi na psychoterapię i pani twierdzi, że żona jest bardzo świadoma problemów tylko to nie przekuwa się na inne zachowanie. Guz na pewno to wszystko spotęgował, ale to wszystko idzie w stronę jej dzieciństwa. Ojciec alkoholik, młodsza siostra, której poświęcano więcej czasu i uwagi, bo miała problemy, a ty dasz sobie radę, bo jesteś starsza. Myślę, że stąd u niej teraz taka silna potrzeba kontrolowania, bo wreszcie może, bo na ojca nie miała wpływu, a na mnie może. Najgorsze jest to, że nie można z nią normalnie i na spokojnie porozmawiać. Ona owszem o wszystkim mi powie co ją boli albo raczej wykrzyczy, a moje uczucia i uwagi nigdy nie są brane pod uwagę. Ja już się nie odzywam, bo jeśli słyszę, że jak coś mi się nie podoba, bo drzwi są tam, to nie widzę sensu rozmowy i tak koło się zamyka.

Link to comment
Share on other sites

W takiem razie, moze przy odrobinie szacunku.do siebie, probach rozmowy, ona zobaczy ze sie starasz i popatrzy na dziecko. I.moze.uda sie odbudoeac to co kiedys bylo.miedzy Wami. Czasem tak jest, ze malzenstwo siada, a pozniej wataje. Wiem na przykladzie.moich rodzicow, tez nie zawsze bylo.kolorowo. jedynym minusem bylo to ze nie patrzyli, czy przy klotni sa dzieci. 

Link to comment
Share on other sites

Wpadłeś w pułapkę polskiego sądownictwa. Matka bez względu na to jaka jest ma zasądzone wszystko na plus, a na koniec z czystej złośliwości ograniczy ci kontakt do zera z dzieckiem. Jedyne co zostanie to alimenty i kredyt. 

Podobno są stowarzyszenia, które pomagają walczyć z tą patologią. Możesz się z nim skontaktować, żeby sprawdzić czy da się w ogóle coś zrobić, np występujesz pierwszy o alimenty.

Zbieraj materiał dowodowy i nie daj się sprowokować, nie zdradzaj się z zamiarami bo przebiegła kobieta cie załatwi odpowiednią intrygą.

Link to comment
Share on other sites

Nie ma tragedii, widzę spore szanse na wyjście z tego. Najważniejsze, że żona jest zmotywowana do pracy nad sobą i chodzi na psychoterapię. Problemem jedynie jest Pani psycholog i sam rodzaj terapii, którą wybrała. Odcinanie się od rodziny jest taką samą forma leczenia, jak amputowanie zwichniętej kostki. Niby problem znika, ale w jego miejsce pojawiają się inne. Rozumienie swoich problemów też nie załatwi sprawy. Otyłe osoby wiedzą, że opychanie się słodyczami i fast foodami jest szkodliwe; palacze zdają sobie sprawę ze skutków palenia, ale co to zmienia? Potrzebny jest wgląd w swoje emocje, uczucia, przekonania, doświadczenia życiowe i takie tam inne głęboko osadzone mechanizmy umysłowe. Proces ten powinien być prowadzony przez osobę z wysokim poziomem empatii, która potrafi stworzyć więź terapeutyczną. Żona zapewne chodzi na psychoterapie poznawczo-behawioralną, ja polecam psychodynamiczną. Prawdopodobnie odkryje tam, że odtwarza z Tobą swoją kłopotliwą relację z ojcem, może też po części z matką albo innymi ważnymi osobami. Można tak powiedzieć, że odreagowuje na Tobie złość, której adresatem powinien być ojciec; byłby to mechanizm obronny zwany acting-out. Ale do wyjaśnienia motywów jej zachowania, posłużyłbym się zjawiskiem przeniesienia, czyli nieświadomego traktowania  kogoś, jako innej osoby, która jakoś się wyryła w psychice. W tym wypadku chyba jesteś ojcem, tym niewdzięcznym, nietroskliwym, niekochającym rodzicem, a żona jest pokrzywdzoną dziewczynką, bezradną, odrzuconą, zalęknioną i przepełniona niewyrażoną agresją. Tak więc to nie Ty masz chodzić jak w zegarku i być na każde zawołanie, tylko jej ojciec; nie Ty powinieneś pić tyle co wróbelek, ale jej ojciec; i nie na Ciebie się wkurza, a na ojca. Domaga się miłości, której jej brakowało i pluje jadem, który wtedy musiała wstrzymywać dla własnego dobra. Paradoksalnie potrzebuje miłości, a jednocześnie zachowuje się tak, jakbyś był jej wrogiem. Woli zło, które dobrze zna od tego, co nieznane. Zostałeś zaangażowany do odgrywania roli czarnego charakteru, a prowokacje z jej strony mają doprowadzić do tego, żebyś w tej roli był autentyczny. Tak więc powinieneś mieć to na uwadze i przełamywać nieświadomie na Ciebie narzucany schemat. Pewnie próbowałeś nie raz i nie dwa, dlatego trzeba się wesprzeć tą psychoterapią psychodynamiczną. A jeśli faktycznie ojciec wyrządził najwięcej szkód, to dobrze by było, gdyby terapeutą był mężczyzna. Łatwiej będzie żonie wyrzucać swoje skrywane uczucia na osobę tej samej płci, a trzeba je powyciągać, żeby móc je przepracować.

  • Jestem za to wdzięczny 1
Link to comment
Share on other sites

Dziękuję za ten wpis @turkuć_podjadek. Żona na pewno z pierwszą psycholog miała terapię poznawczo-behawioralną, a druga psycholog też wydaje mi się, że też idzie w tym kierunku, chociaż jest trochę bardziej zadowolona z efektów. To o czym tutaj piszesz to ta psycholog też przytacza. Żona jest świadoma problemów dzieciństwa tylko, że nie jest w stanie na razie zmienić tego co ma zakodowane w głowie. Wie, ale robi po staremu.

Dzięki jeszcze raz, będę czytać ten wpis wiele razy i spróbuje przekuć to w rozmowę z nią. :)

Link to comment
Share on other sites

Pozwalanie sobą pomiatać "dla dobra dziecka" to największy błąd jaki ja popełniłam w życiu. Zmarnowało mi to 11 lat. Moje dzieci mają teraz rozwiedzionych, ale szanujących się rodziców, a ja kochającego męża. Dzieci nie są świadkami awantur, a ich mama jest szczęśliwa. Rzadziej widują tatę, ale to moim zdaniem mała cena za poprawę jaka zaszła w naszym życiu. Ja już byłam na skraju samobójstwa lub wariatkowa.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.





  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się na pytanie zadane na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć oraz spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.