Jump to content
Nomada1986

Zazdrosny partner/ ograniczona wolność

Recommended Posts

Przepraszam na wstępie - piszę ten post 2 raz, ponieważ poprzedniego nie mogłam edytować, a nie spełniał wymogów, aby odpisał mi psycholog.

Mam 35 lat, mój partner tyle samo. Z wykształcenia jestem dziennikarką, natomiast pracuję jako copywriterka. Paweł (partner) jest programistą informatykiem oraz muzykiem. Problem, który opiszę przytaczając poszczególne sytuacje, pojawił się już na początku znajomości, kiedy zaczęliśmy snuć wspólne plany, czyli 3 lata temu.

Uważam, że partner  ma problemy z zazdrością oraz nadmierną kontrolą w związku. Przytoczę kilka sytuacji, które dają mi niepokojące sygnały:

1. Kiedy jeszcze nie byliśmy razem, w centrum handlowym rozpiął mi się guzik w sukience (sukienka za kolano, zakryta, zapinana niemal pod szyję). Po rozpięciu guzika nie było widać stanika, piersi. Skomentowałam, że muszę go lepiej przyszyć, bo rozpina się często. Nie zapięłam go wtedy. Paweł zapytał zdziwiony, czemu tego nie robię, powiedziałam,że pewnie zaraz znowu się rozepnie. Skomentował ze złością, że dobrze, że nie jesteśmy razem, bo on nie akceptuje takich rzeczy.

2. Zostałam zaproszona na urodziny koleżanki do jej domu. Były to początki związku. Ze względu na sytuację rodzinną przez wiele miesięcy nie wychodziłam z domu - pochowałam mamę, na raka zachorował tata. Przeżywałam ogromny stres i żałobę. Wiedziałam, że spotkam tam wielu znajomych, którzy będą chcieli ze mną porozmawiać, bo niemal straciliśmy kontakt. Wiem, że Paweł źle czuje się w sytuacji kiedy mało osób zna, zapytałam czy lepiej by nie było gdybym poszła sama. Widziałam, że go to smuci, więc poszliśmy razem. Tak jak uprzedzałam, każdy chciał chociaż chwilę pogadać, zapytać jak sobie radzę. Paweł znał tam 4 osoby oprócz mnie. Chodził między stołami, jadł, z kimś zamienił parę słów. Ja rozmawiałam z przyjaciółki, co jakiś czas podchodziłam, aż w końcu zniknął. Wyszedł z mieszkania, wrócił po godzinie, niewiele później pożegnaliśmy wszystkich. Następnego dnia miał pretensję, że go zostawiłam samego, że rozmawiałam z mężczyznami, którzy wg niego mnie podrywali (obydwoje żonaci, z dziećmi, w szczęśliwych związkach).  Mówił, też że odczuł ich niechęć do siebie.

3. Wesele kuzynki. Paweł nie lubi wesel, nie lubi tańca, nigdy nie tańczy, ja natomiast znowu po roku lawirowania między domem a szpitalem ze względu na chorobę taty, chciałam się dobrze bawić. Spędzaliśmy ze sobą czas tylko jedząc przy stole, czasem wychodziliśmy na zewnątrz, rozmawialiśmy, opowiadałam mu o rodzinie. W końcu zniknął. Szukałam go po ciemku, bezskutecznie. Miałam rozładowany telefon, nie mogłam zadzwonić. Wróciłam na salę, tańczyłam ze wszystkimi jak to na weselu. Co jakiś czas wyglądałam czy gdzieś go nie widać. Kiedy nagle pojawił się w drzwiach, szybko podeszłam, ale...uciekł. Kiedy go w końcu "dorwałam" był zły, że się bawię, a to że podeszłam odebrał w taki sposób, że na pewno robiłam coś złego, czego nie powinien widzieć, dlatego szybko przerwałam i podbiegłam do niego w poczuciu winy.

4. Wesele drugiej kuzynki - znowu minął rok - rok w domu z uwagi na pogarszający się stan taty. Była to kolejna okazja żeby wyrwać się z "więzienia" i stresu. Całe wesele przebiegło sympatycznie. Bawiłam się sama, Paweł jadł i spacerował wokół sali.. Często mu towarzyszyłam.Ostatnie 10 minut imprezy tańczyłam z siedzącym obok nas panem ( który był z narzeczoną - moją kuzynką). Paweł stał naprzeciwko i patrzył na mnie jakby miał zaraz podejść i siła nas rozdzielić. Kiedy podeszłam, zapytał ze złością czemu z nim tańczyłam...

5. Wakacje/urlop. W łazience mieliśmy malutkie okienko zasłonięte firanką i zasłonką. Mimo, że było zasłonięte 24h na dobę, Paweł podkładał zasłonkę na parapet, w taki sposób, żeby zniknęła centymetrowa szpara od dołu, ponieważ ktoś mógłby podejść pod okno i zobaczyć jak się załatwiamy...

6. Kiedyś wyraził również wielkie niezadowolenie, że przebieram bluzkę przy oknie - zasłoniętym firanką - od zewnątrz nic nie widać. Chodzi też o obawę, że ktoś mnie zobaczy.

7. Zdarzyło się, że przeglądał treści publikowane przeze mnie w mediach społecznościowych i wskazywał, które powinnam usunąć, bo były prowokacyjne. Np. popularny swego czasu mem o poprawnym noszeniu maseczki - na jednym obrazku widać mężczyznę z maską na brodzie z wystawionym nosem, na drugim z zsuniętymi majtkami z wystającym penisem - napis -" jeśli nosisz maseczkę w ten sposób, to tak jakbyś nosił majtki tak". Moim zdaniem było to zabawne. Było też zdjęcie nagich kobiet z wiankami na głowie trzymających się za ręce w kręgu i napis, że "dziś dzień nagiego ogrodnika". To też uznał za prowokacyjne, ponieważ napisałam "ciepło jest, czemu nie?". Oczywistym jest, dla osób, które mnie znają, że to żart z mojej strony.

8. Obecny problem, który mam wrażenie może doprowadzić do rozstania. Jest lato, upały, mieszkam 20 minut od morza. Okazało się, że nie mogę iść sama popływać, ponieważ mój kostium kąpielowy składający się nawet nie ze stanika, a z bluzki/topu i najwzyklejszych zasłaniających pośladki majtkach- odkrywa wg niego za dużo.

Mówi, że tu nie chodzi o zazdrość, ponieważ sam też ma z tym problem. Idąc na plażę zakłada bokserki, a na nie spodenki. Jak mówi, czuje zażenowanie patrząc na ludzi na plaży - zwykłe majtki są niedopuszczalne. Powiedział, że mogę iść, jeśli kupię spodenki. Po kłótni, bo uważam, że granica już dawno została przekroczona i straciłam nad sobą panowanie, powiedział, że mogę robić co chcę i ubierać się jak chce, ale to tylko pogłębi jego problem. Twierdzi, że ma świadomość, że to problem, a jedynym sposobem na jego rozwiązanie jest moja uległość i ubranie się tak żeby mu to nie przeszkadzało. Podkreśla, że tylko ja mogę mu pomóc w rozwiązaniu tego problemu i tylko w taki sposób. Jestem innego zdania. Myślę, że niezbędna jest terapia i dojście do przyczyny tych wszystkich zachowań. Jestem normalną dziewczyną, ubieram się wg wielu osób "jak zakonnica" - taki mam styl, nie odsłaniam za wiele. Mimo wszystko okazuje się to niewystarczające. Paweł zgodził się na terapię, ale podkreśla, że to niczego nie zmieni, że ma tak od dziecka. Nawet jako mały chłopiec ubierał się w ukryciu i zasłaniał okna. Wg mnie nie jest to normalne i nie powinien wymagać takich zachowań ode mnie.

Co do sytuacji wyżej związanych z zazdrością, przyznał, że to złe, ale że jest już coraz lepiej - ja nie odczuwam zmiany. Myślę, że lepiej jest, bo cały czas siedzę w domu i nigdzie nie wychodzimy, a kiedy tylko nadarza się okazja do wyjścia do ludzi, zawsze jest coś nie tak.

Opisane sytuacje wzbudzają we mnie bardzo negatywne emocje, czuję się ograniczona, uwięziona, kontrolowana, niesprawiedliwie oceniana. Ponad wszystko cenię wolność w związku.

Oprócz opisanych rzeczy, Paweł jest dobrym człowiekiem, facetem na którego można liczyć - jest opiekuńczy, wierny, lojalny, dochowuje tajemnic, można mu ufać, pomaga mi przy tacie, ma pracę, którą lubi i mnóstwo pasji, jest lubiany wśród ludzi. Wiem, że w dzieciństwie doświadczył przemocy wśród rówieśników, że w okresie studiów został zdradzony przez dziewczynę,  z którą był i swojego przyjaciela. Pewnie ma to wpływ na obecne zachowania, kompleksy, brak dystansu, luzu, zachwiane poczucie własnej wartości.

Mam ogromną nadzieję, że terapia mu to jednak uświadomi. Zanim to nastąpi chciałabym żeby ktoś wypowiedział się na ten temat tu na forum...

Co mogę powiedzieć, żeby uświadomić mu, że narzucanie swojej woli, np. w kwestii ubioru, jest niezdrowe? Czy takie zachowania można nazwać jakąś formą przemocy?

Z góry dziękuję za odpowiedź.

PS - jesteśmy razem 3 lata. Znamy się 10. Nie mieszkamy obecnie razem z uwagi na to, że opiekuję się ojcem. Widujemy się codziennie. Planujemy wspólne mieszkanie od jesieni.

Link to comment
Share on other sites

Mam pytanie, czy rzeczywiście jest szansa, że na mój wpis odpowie tutaj psycholog? I ile czasu trwa średnio oczekiwanie na odpowiedź? Bardzo zależało mi, żeby specjalista wypowiedział się w w tym temacie zanim pójdziemy z partnerem na terapię.

Link to comment
Share on other sites

Dnia 26.07.2021 o 13:44, Nomada1986 napisał:

Co do sytuacji wyżej związanych z zazdrością, przyznał, że to złe, ale że jest już coraz lepiej - ja nie odczuwam zmiany. Myślę, że lepiej jest, bo cały czas siedzę w domu i nigdzie nie wychodzimy, a kiedy tylko nadarza się okazja do wyjścia do ludzi, zawsze jest coś nie tak.

Opisane sytuacje wzbudzają we mnie bardzo negatywne emocje, czuję się ograniczona, uwięziona, kontrolowana, niesprawiedliwie oceniana. Ponad wszystko cenię wolność w związku.

Oprócz opisanych rzeczy, Paweł jest dobrym człowiekiem, facetem na którego można liczyć - jest opiekuńczy, wierny, lojalny, dochowuje tajemnic, można mu ufać, pomaga mi przy tacie, ma pracę, którą lubi i mnóstwo pasji, jest lubiany wśród ludzi. Wiem, że w dzieciństwie doświadczył przemocy wśród rówieśników, że w okresie studiów został zdradzony przez dziewczynę,  z którą był i swojego przyjaciela. Pewnie ma to wpływ na obecne zachowania, kompleksy, brak dystansu, luzu, zachwiane poczucie własnej wartości.

Mam ogromną nadzieję, że terapia mu to jednak uświadomi. Zanim to nastąpi chciałabym żeby ktoś wypowiedział się na ten temat tu na forum...

Co mogę powiedzieć, żeby uświadomić mu, że narzucanie swojej woli, np. w kwestii ubioru, jest niezdrowe? Czy takie zachowania można nazwać jakąś formą przemocy?

 

Autorko, nie jestem psychologiem ale pozwolę sobie odnieść do zacytowanedo fragmentu. 

Brzmisz bardzo sensownie, to dobrze, że masz świadomość, że to nie może tak wyglądać. Pogrubiłam fragment o twoim odczuwaniu- nie umniejszaj tym uczuciom, nie umniejszaj własnym potrzebom,  nie wartościuj w taki sposób, nie tłumacz go. Uważam, że to co mogłaś zrobić już zrobiłaś. Teraz jego rolą jest praca nad sobą. Musisz postawić granice, ale postawić je bardzo jasno o wyraźnie, by je respektował i by miał świadomość, na co się nie godzisz. Jeśli nie wychodzi w sposób pokojowy i kulturalny osobiście sięgnęłabym po inne środki. On nie pozwala Tobie iść nad morze się pokąpać? Poinformowałabym, że:

a) jest moim partnerem, a nie właścicielem

b) jako partnera informuję go o zamiarze spędzenia czasu a nie pytam go o zgodę

c) jako partnera informuję go, że nie ma zgody z mojej strony to przerzucanie na mnie własnych kompleksów i traum i czy realizuje terapię i pracę nad sobą, bo własnie jest okazja ku temu, by to zweryfikować

d) mocno trzymała granic i postanowień i poinformowała, że łamanie tych granic i naruszanie mojej wolności godzi we mnie i jest brakiem szacunku a ja nie zamierzam Tworzyć związku z osobą, która tak postępuje. 

 

Także cenię wolność.  Z ciekawości- jak się skończyła sytuacja z tym morzem? Uległaś i nie poszłaś? Tak nic nie wypracujesz, musisz być konsekwentna w stawianiu granic choćby rownało się to konfliktom w relacji albo jej zakończeniu. Szanuj siebie i swoje granice to i inni będą je szanować. KONSEKWENCJA. 

Nie podoba mi się jego postępowanie, manipuluje. Stwierdzenie, że ty masz być uległa i się dostosować jest poniżej krytyki. To toksyczna osoba.

Edited by Moniuszka
Link to comment
Share on other sites

18 godzin temu, Moniuszka napisał:

Autorko, nie jestem psychologiem ale pozwolę sobie odnieść do zacytowanedo fragmentu. 

Brzmisz bardzo sensownie, to dobrze, że masz świadomość, że to nie może tak wyglądać. Pogrubiłam fragment o twoim odczuwaniu- nie umniejszaj tym uczuciom, nie umniejszaj własnym potrzebom,  nie wartościuj w taki sposób, nie tłumacz go. Uważam, że to co mogłaś zrobić już zrobiłaś. Teraz jego rolą jest praca nad sobą. Musisz postawić granice, ale postawić je bardzo jasno o wyraźnie, by je respektował i by miał świadomość, na co się nie godzisz. Jeśli nie wychodzi w sposób pokojowy i kulturalny osobiście sięgnęłabym po inne środki. On nie pozwala Tobie iść nad morze się pokąpać? Poinformowałabym, że:

a) jest moim partnerem, a nie właścicielem

b) jako partnera informuję go o zamiarze spędzenia czasu a nie pytam go o zgodę

c) jako partnera informuję go, że nie ma zgody z mojej strony to przerzucanie na mnie własnych kompleksów i traum i czy realizuje terapię i pracę nad sobą, bo własnie jest okazja ku temu, by to zweryfikować

d) mocno trzymała granic i postanowień i poinformowała, że łamanie tych granic i naruszanie mojej wolności godzi we mnie i jest brakiem szacunku a ja nie zamierzam Tworzyć związku z osobą, która tak postępuje. 

 

Także cenię wolność.  Z ciekawości- jak się skończyła sytuacja z tym morzem? Uległaś i nie poszłaś? Tak nic nie wypracujesz, musisz być konsekwentna w stawianiu granic choćby rownało się to konfliktom w relacji albo jej zakończeniu. Szanuj siebie i swoje granice to i inni będą je szanować. KONSEKWENCJA. 

Nie podoba mi się jego postępowanie, manipuluje. Stwierdzenie, że ty masz być uległa i się dostosować jest poniżej krytyki. To toksyczna osoba.

Dziękuję za odpowiedź. Zgadzam się z wieloma rzeczami, które tu napisałaś. Uważam, że trzeba stawiać granice i dążyć do sensownego rozwiązywania problemu, a nie zakładania plasterka na "urwaną nogę".  Tym moim zdaniem jest propozycja abym ubrała się tak jak chce i wtedy będzie wszystko ok.

Niestety, można powiedzieć, że wtedy uległam i nie poszłam, ale nie mam pewności czy dla świętego spokoju, czy po prostu dlatego, że mi się wszystkiego odechciało. Raczej to drugie i to też jest przykre, mam świadomość. Chciałam jednak ten temat "zamrozić" do czasu terapii, żeby nie grzebać się w tym, w momencie, kiedy on nie ma chyba jeszcze świadomości jak bardzo jest to złe. Paweł uważa, że to "pierdoła", głupie majtki. Ludzie są gotowi na większe kompromisy w związku, a ja nie jestem w stanie ubrać innych majtek. Tak to w jego głowie wygląda. Dla mnie te majtki to raczej sprawa symboliczna, zły sygnał  spośród wielu innych i przede wszystkim oznaka skrywanego problemu, który trzeba rozwiązać - fachowo, a nie półśrodkami.

Nigdy nie powiedział wprost żebym była uległa, tylko, że jego problem zniknie jeśli ubiorę się tak żeby on nie miał z tym problemu. Też powiedziałam wtedy, że wg mnie to manipulacja, tak samo jak teksty, że tylko ja i tylko w ten sposób mogę mu pomóc i on zna siebie i doskonale o tym wie. Nigdy nie próbował terapii z psychologiem, więc nie wie czy to jedyny skuteczny sposób, dlatego go namawiam. Zgodził się i zobaczymy co z tego wyniknie.

Zachowania owszem są toksyczne, ale nie nazwałabym go toksyczną osobą. Mam wrażenie, że on nie jest świadomy wagi tego problemu. Uważa to za błahostkę  i nie może zrozumieć mojego uporu. Z jednej strony mówi, że ma świadomość, że te zachowania, odczucia (zażenowanie ludźmi na plaży) są niezdrowe, ale z drugiej uważa to za cechę swojego charakteru, a nie problem. Myślę, że tylko specjalista jest mu w stanie to wyjaśnić i mam nadzieję, że znajdziemy odpowiednią osobę, która pomoże mu się wydostać z chorych schematów, z którymi żyje od dziecka.

Link to comment
Share on other sites

Jak Ci pilno, to czasami warto wydać te pare złotych, pracujesz , więc może odłóż troszkę, jedna wizyta to koszt ok 140 zł. Czasami warto zainwestować, ale generalnie to ja uważam, że jak chcecie ratować związek to przedewszystkim Twój partner musi się zgodzić na prace nad sobą, ty nie jesteś lekarzem, to on powinien iść do lekarza. A ty możesz wtedy go w tym wspierać, inaczej to nie ma sensu. Tak to on może manipulować. A lekarza nie zmanipuluje. 

Link to comment
Share on other sites

Oczywiście, mam świadomość, że muszę/ musimy zainwestować czas i pieniądze w normalną terapię. Odpowiedź na forum miała być tylko wstępem, czy raczej czymś pomiędzy. Liczyłam na to, że ktoś fachowym okiem to oceni, odpisze i to zachęci Pawła do dalszych kroków. Chociaż mam nadzieję, że i Wasze opinie dadzą mu troszkę do  myślenia.

Fakt, że sama nic nie zdziałam. Rozmowy nic nie dają lub wręcz pogarszają sprawę.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.





  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się na pytanie zadane na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć oraz spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.