Jump to content

W zasadzie nie wiem.


Recommended Posts

Witam, w zasadzie nie wiem co tutaj robię. Chyba po prostu chcę gdzieś napisać co czuję, bo nie bardzo mam kogoś kto może mi doradzić albo nie chcę nikomu opowiadać o tym co mnie w życiu męczy.

Ogólnie, to mam 20 parę lat. Moje dzieciństwo w skrócie- byłem gnębiony przez ojczyma do tego stopnia, że gdy byłem już trochę starszy po prostu wychodziłem z domu i spędzałem parę dni u babci i dziadka po czym wracałem do domu i była powtórka i tak w kółko. Właściwie później wyglądało, to tak że wracałem do domu tylko po to, żeby przyjąć na klatę trochę tego "gnojenia" po czym wyjść i znów wrócić do dziadków (dziadków mam wspaniałych- zawsze mnie przyjęli).

To taka historia jak byłem już starszy. Teraz pora na historię, gdy byłem młodszy i jeszcze do dziadków nie uciekałem. Właściwie, to nie uciekałem nigdzie, bo jeszcze nie wiedziałem, że tak można. Tak jak już pisałem wyżej byłem gnębiony przez ojczyma- myślę, że zaczęło się, gdy miałem 11-12 lat chociaż dokładnie nie pamiętam, a skończyło jak miałem 17 lat i na dobre wyniosłem się z domu do dziadków. Do rzeczy. Ojczym miał jakieś chorą wizję, że albo jestem idealnym dzieciakiem albo najgorszym pasożytem.

Nie było nic pomiędzy. Gdy robiłem wszystko czego ode mnie chciał było po prostu znośnie, ale w momencie gdy raz załóżmy nie posprzątałem w pokoju albo zrobiłem, to źle byłem już ćpunem, złodziejem, "kleszczem". Problem w tym, że jego wymogów nie dało się spełnić tym bardziej, że po każdej takiej akcji, gdzie mnie po prostu gnębił za coś tam coraz bardziej się buntowałem, bo dlaczego miałem się starać, żeby ktoś taki jak on był ze mnie zadowolony. Stopniowo przeradzało się to w nienawiść i to taką czystą nienawiść. Koleś miał jakąś manię na punkcie wyrzucania jedzenia, a ja po prostu jak widziałem, że coś w lodówce jest nie zbyt świeże, to po prostu tego nie jadłem i brałem coś innego (to chyba logiczne prawda?) No niestety nie. Dochodziło do takich sytuacji, że siedziałem przy stole w kuchni i musiałem żreć spleśniałe parówki z kanapkami ze spleśniałym pomidorem, żebym się nauczył, że nie wolno wyrzucać jedzenia, które wg. mnie i tak już do wyrzucenia się tylko nadawało.

Co tam jeszcze było... No tak odkąd pamiętam miałem odwieczny zakaz oglądania telewizji czy korzystania z komputera- naprawdę wieczny. Miałem telewizor w pokoju ale nie mogłem z niego korzystać. Miałem komputer w pokoju, ale nie mogłem z niego korzystać. Oczywiście korzystałem, bo od dzieciaka wyrobiłem sobie takie podejście, że nie będzie mi jakiś koleś robić takich rzeczy, a ja będę na to pozwalać. Więc korzystałem z tych dobrodziejstw, gdy wychodził z domu. Wiadomo czasami mnie przyłapał i była jadka w domu, ale nie zniechęcałem się i dalej się buntowałem.

Z wychodzeniem na dwór po szkole czy to pograć w piłę czy posiedzieć z kolegami ze szkoły też oczywiście był wielki problem. Mianowicie mogłem wychodzić z domu tylko wtedy, gdy byłem tym "idealnym" dzieciakiem, a tym nie byłem prawie nigdy. Więc moje rozrywki z dzieciństwa ograniczały się do leżenia na wersalce w swoim pokoju całymi dniami i chowaniem się pod kocem z telefonem, na którym czytałem sobie jakieś artykuły w internecie czy pogrywałem w jakieś gry (bardzo dużo wtedy czytałem na różne tematy) i dzięki temu myślę zdobyłem bardzo dużo takiej wiedzy ogólnej, która przydaje mi się po dziś dzień- w końcu na czytanie różnych rzeczy w internecie miałem parę ładnych lat. Tutaj też rozwiążę wątpliwości co do przemocy fizycznej. Nigdy mnie nie uderzył- matka by na to nie pozwoliła. Na koniec tej części opowieści trzeba dodać, że gdy miałem już te 16-17 lat w końcu olewałem już kompletnie te wszystkie wymagania czy zakazy i wychodziłem z domu na cały dzień wracałem, żeby położyć się spać i rano pójść do szkoły. Przy czym lubiłem chodzić do szkoły, ale nie dlatego, że lubiłem się uczyć (nigdy nie byłem dobrym uczniem), ale dlatego że mogłem tam spędzić czas ze znajomymi ze szkoły i nie musiałem siedzieć w domu.

Przez kilka codziennie słuchałem, że jestem ćpunem, bo piłem napoje energetyzujące (jakieś tam Blacki czy Redbulle), złodziejem bo, gdy miałem praktyki, to technik dawał mi czasami kłębek miedzi, żebym sobie dodał do nędznej wypłaty z praktyk i gdy te kłębki miedzi przynosiłem do domu i odkładałem do pudełka oczywiście wg. ojczyma gdzieś je ukradłem. Kiedyś był też taki epizod, bo oczywiście o czymś takim jak kieszonkowe słyszałem tylko w telewizji no więc zdarzyło mi się kiedyś ukraść z domu jakieś 7 euro, żeby mieć na kafejkę internetową, do której lubiłem chodzić- było to głupie i była to mój pierwszy i ostatni raz kiedy coś takiego zrobiłem. Oczywiście złodziejem zostałem już na długie lata. No i najgorsze w tym wszystkim czyli słuchanie przez lata, że jestem darmozjadem i kleszczem, bo przecież 13,14,15,16,17 letni dzieciak ma budżet, żeby się sam utrzymać.

Historia o relacjach z ojczymem i tak jest bardzo dużym skrótem, bo toczyła się przez lata i dużo by tutaj jeszcze trzeba było napisać.

Co na to wszystko mama? Mama już po jednym rozwodzie, po ślubie z ojczymem za wszelką cenę chciała utrzymać ten związek, bo uważała, że mimo tego wszystkiego gdzieś tam w środku ojczym jest dobrym człowiekiem. Może być w tym trochę racji- nie wiem. Mama pomimo tych wszystkich sytuacji zawsze starała się mnie wspierać, a gdy dochodziło do takich kryzysowych sytuacji, że ojczym przykładowo leciał już do mnie z rękoma, to stawała przede mną murem i nie dała mnie dotknąć. Mama w pewnym momencie była dla mnie jedyną osobą, która mnie chociaż próbowała wspierać i o mnie walczyć- niestety? Dlaczego niestety? Dlatego, że 3 razy byłem o krok od jej utraty. Krok od utraty jedynej w tamtym momencie osoby, w której widziałem jakieś wsparcie. (

Tutaj miałem z 12 lat) Pierwszy raz jako młody dzieciak widziałem jak wynoszą mamę z domu na noszach, bo próbowała przedawkować leki. Do dzisiaj pamiętam jak siedziała na noszach i ratownicy mówili do niej, żeby nie zasypiała, żeby się trzymała i zaraz jej pomogą, a mama w pewnym momencie powiedziała "ja już nie mam siły idę spać" do dzisiaj mam ten obraz przed oczyma.

(Tutaj miałem ze 13 lat) Drugi raz wyglądał tak, że byłem na jakiejś wycieczce w Częstochowie ze szkoły. Ogólnie bardzo spokojny i fajny dzień spędzony na wycieczce z kolegami ze szkoły. Niestety moje złudne poczucie szczęścia? spokoju? zostało zdruzgotane w momencie kiedy wróciłem do domu. Po wejściu do domu poczułem zapach gazu i zobaczyłem mamę leżącą pod kuchenką gdzie wszystkie palniki były odkręcone tak, żeby gaz się ulatniał, gdy mama zobaczyła, że wchodzę do domu wstała zamroczona zakręciła gaz i udawała, że nic się nie stało. Wiedziałem co się dzieje. Po drugiej próbie błagałem mamę, żeby tak nie robiła, żeby poszła do lekarza. Obiecała, że już nigdy więcej czegoś takiego nie zrobi powiedziała, że była głupia i zdała sobie sprawę z tego, że ma powód do życia, a tym powodem jestem ja. Dotrzymała słowa po dziś dzień.

Ale przecież opisałem tylko 2 przypadki, w których prawie ją straciłem, a pisałem, że były 3. Trzeci raz prawie ją straciłem jak już parę lat później popadła w alkoholizm. Był to proces bardzo powolny i stopniowy. W pewnym momencie zacząłem zwracać jej uwagę, że przesadza ale moje słowa nie docierały. Tej historii nie ma co rozwlekać. Całkiem niedawno wydaje mi się, że udało mi się ją z nałogu wyciągnąć.

Po historii związanej z mamą wpadłem w jakąś chorą sytuację. Często miałem tak, że siedziałem sobie w domu czy załóżmy byłem u babci i dopadało mnie takie nagłe uczucie, że coś jest nie tak, że coś się za chwilę stanie i od razu dzwoniłem do mamy wypytywać czy wszystko jest dobrze, zapewniałem ją, że gdyby coś się działo od razu ma mi mówić.

W trakcie trwania tej całej historii stopniowo stawałem się mniej towarzyski straciłem wszystkich kolegów, koleżanki zostałem sam jak palec. Trwałem sobie w takiej samotności dłuższy czas, aż w końcu wpadłem na znajomego, którego znałem już długo, ale był zwykłym znajomym. Okazało się, że on też został sam jak palec więc się skumaliśmy. Wtedy jeszcze nie widzieliśmy, że zostaniemy przyjaciółmi. Długo mi pomagał w taki sposób, że przesiadywałem u niego całymi dniami codziennie. Jemu było na rękę, bo miał z kim spędzić czas, pogadać i w ogóle, a mi było na rękę, bo nie musiałem siedzieć w domu. Ja, jemu jakiś czas później też pomogłem, bo kolega miał tzw. "załamke" i to całkiem ostrą, ale jakoś się udało kolegę wyciągnąć. Co też warto wspomnieć. Jestem również bardzo wdzięczny jego rodzicom, ponieważ przesiadywał u nich w domu jakiś kolega ich syna całymi dniami, a nigdy nic na ten temat nie powiedzieli. Myślę, że to mnie wtedy uratowało. Znalazłem przyjaciela, który mnie rozumiał i miejsce, w które mogłem uciekać z domu (już drugie). Spędzaliśmy czas razem trochę dłużej niż do końca szkoły. Później nasze drogi się rozeszły- wiecie praca brak czasu i takie tam. Teraz się już nawet nie widujemy, ale czuje, że nasze relacje nawet i za 5 lat będą takie same. Aktualnie kolega jakoś sobie radzi znalazł kobietę, pracuje jakoś się trzyma z tego co mi wiadomo. I bardzo dobrze należy mu się spokój i jakieś spełnienie w tym życiu.

 

To teraz moje niedawne odczucia i teraźniejsza sytuacja. Kiedyś twierdziłem, że po czymś takim co przeżyłem będąc dzieciakiem nic nie w tym życiu nie pokona, że jestem nie do złamania po prostu kuloodporny. Z czasem moje podejście zaczęło się zmieniać.  Tym razem zostałem sam chyba na dobre. Kumpel, o którym pisałem wyżej życie sobie jakoś układa, a ja nie mam zamiaru mu w to życie wchodzić ze swoimi problemami. Mam pracę, której nie znoszę. Za każdym razem muszę ze sobą walczyć, żeby do tej pracy pójść. Nie mam sensu w życiu, celu niczego nie mam. Żyję z dnia na dzień. Już nawet nadzieję, że coś się zmieni straciłem. Mam problemy ze snem budzę się w nocy po kilka razy muszę przed snem jakieś ziołowe tabletki uspokajające jeść, żeby noc w miarę normalnie przespać. Czuję totalną pustkę. Nic mnie nie cieszy, nic mi nie sprawia frajdy, wszystko mnie frustruje. Czuje, że nie mam siły żeby cokolwiek zmienić. Siedzę przed komputerem całymi dniami. Praca-dom-praca-dom, a co najlepsze! Wiecie co w domu? Dziadek, któremu na emeryturze lekko odbiło i wpadł w alkoholizm i teraz babcię muszę w tym wszystkim wspierać, ale spokojnie na takie rzeczy mam już taką odporność, że mnie to nie rusza.

Ogólnie czuje się beznadziejnie w miejscu, w którym się znajduję, ale nie mam siły nic zmienić. Najgorsze w tym wszystkim jest, to że się tak powoli zapadam w tych emocjach. Przestaje czuć cokolwiek. W związku nigdy nie byłem. Nie potrafię się otworzyć ani wciągnąć nikogo w swój świat, bo uważam, że to złe, a sam swojego świata nie potrafię zmienić. Myślałem, że w momencie, w którym wydostanę się z domu będzie dniem, w którym wszystkie moje problemy i zmartwienia znikną. Niestety tak się nie stało. Wyszedłem z domu pewny, że teraz będzie dobrze, że teraz świat stoi otworem, że ogarnę sobie życie tak, że będę chociaż spokojny. Niestety na każdym kolejnym kroku dostaję kopa w łeb i może, gdybym z domu nie wyszedł na kolanach, to miałbym siłę się podnieść.

Pozdrawiam każdego kto przeczytał do końca. Trochę mi ulżyło po opisaniu swojej historii. Pewnie tylko chwilowo, ale zawsze coś. 👍

 

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • SKOCZ DO: 
    Księgarnia >>>> | Apteka >>>> | Uroda >>>> | Sport >>>> | Dziecięce >>>> | Moda >>>>

  • PODCASTY.jpg

  • Blog Entries

    • 0 comments
      Jakie metody mogą zwiększyć nasze osiągi wtedy, gdy działania wymagają korzystania z pamięci, związane są z uczeniem się?
       
       
    • 0 comments
      Jak uwolnić się od przymusu, nałogu konsumpcji treści dla dorosłych, w jaki sposób odzyskać wolność.
       
       
    • 0 comments
      Psychologia w praktyce - jak zerwać z nałogiem.
       
    • 0 comments
      Podcast psychologiczny o tym, jak uleczyć złamane serce i mądrze otworzyć się na nowy związek: 
       
    • 0 comments
      Nie mam czasu na niemiłość, a ty? To nie są dobre czasy dla związków. Socjolodzy mówią o epidemii samotności. Psycholodzy alarmują, że żyjemy w kulturze narcyzmu i tym samym toksycznych relacji, w których królują nadużycia, egoizm, kłamstwa i manipulacje. Sytuację pogarsza fakt, że różne środowiska obwiniają się wzajemnie. Jak znaleźć miłość we współczesnym zagmatwanym, zagonionym świecie, w dobie szalejących zmian społecznych - na rynku towarzyskim popsutym przez aplikacje randkowe? Dowiedz się w kursie online: https://ocalsiebie.pl/kurs/ 
       

      Sprawdź kurs online - jak znaleźć miłość: https://ocalsiebie.pl/kurs/
       
      Cierpliwość w poszukiwaniu miłości jest kluczem do znalezienia prawdziwej, głębokiej więzi z drugą osobą. W życiu pełnym pośpiechu i natłoku bodźców łatwo stracić z oczu istotę budowania trwałych relacji. Szukając partnera, który będzie naszym dopełnieniem, warto dać sobie czas na poznanie różnych osób i odkrycie ich prawdziwych wartości. Czasem miłość przychodzi, gdy najmniej się tego spodziewamy, dlatego warto zachować otwarty umysł i serce na każdym etapie tego fascynującego procesu.
      Znalezienie odpowiedniego partnera do związku to nie tylko kwestia przypodobania się komuś czy podobnych zainteresowań. To także zdolność do wzajemnego zrozumienia, akceptacji i wsparcia w trudnych chwilach. Wybierając swojego towarzysza życiowego, warto kierować się nie tylko emocjami, ale także refleksją nad tym, czy nasze wartości, cele i plany życiowe są zgodne. Dobrze dobrany partner potrafi nie tylko uświetnić nasze najlepsze momenty, ale także być oparciem w ciężkich sytuacjach, co czyni naszą relację jeszcze bardziej wartościową.
      Kluczową kwestią w budowaniu udanej relacji jest troska o to każdego dnia. Niezależnie od tego, czy jesteśmy razem od kilku miesięcy czy kilkudziesięciu lat, ważne jest, aby stale pielęgnować więź, rozwijać się razem i szanować potrzeby partnera. Komunikacja, empatia i gotowość do kompromisu to fundamenty trwałego związku, który przetrwa nawet największe burze życiowe. Inwestowanie czasu i wysiłku w budowanie dobrej relacji z partnerem przynosi nie tylko wzajemną satysfakcję, ale także owoce w postaci głębokiej więzi i wspólnego szczęścia dzięki zaspokojeniu ważnych potrzeb psychologicznych. 
       
      Słowa kluczowe: jak stworzyć związek, dobór partnerski, relacje, związki, związek uczuciowy, relacja, gdzie i jak znaleźć partnera, jakiego szukać partnera, jak znaleźć mężczyznę do związku, w jaki sposób znaleźć kobietę do związku, kryteria doboru partnera, poszukiwanie miłości, małżeństwo, narzeczeństwo, relacja partnerka, miłość z prawdziwego zdarzenia, wysokojakościowa relacja, psychologia doboru partnerskiego, psychologia relacji, porady psychologiczne, psycholog online, porady psychologa.


  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się do pytania zadanego na forum, należy we wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć i spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

  • PODCASTY-OCALSIEBIEpl.jpg

  • Podcasty i filmy o psychologii

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.