Skocz do zawartości
Avenir

Nie potrafię już czerpać radości z seksu.

Polecane posty

Jestem w ponad 3 letnim związku. Nasze życie intymne zawsze uważałam za cudowne, wręcz idealne. Czerpałam z niego radość, spełnienie i satysfakcję. Wszystko się zmieniło kiedy odkryłam, że dla mojego męża seks nie jest tym czym był dla mnie. Okazało się, że on potrafi zupełnie rozdzielić seksualność od emocji. Kochał się z innymi kobietami (za moją zgodą - to bardziej skomplikowane) i twierdził, że nic do nich nie czuł. Od tego czasu zaczęłam nieustannie myśleć o tym, że on potrafi w seksie udawać. W tym sensie, że robi gesty, które z założenia są czułe i pieszczotliwe, ale może równie dobrze wcale nie czuć przy tym miłości i oddania. Ta świadomość mnie sparaliżowała i sprawiła, że seks, który był dla mnie świętością, darem, aktem miłości stał się nagle tylko zwykłą fizyczną czynnością, którą równie dobrze można uprawiać z każdym dla czystej fizycznej przyjemności. Stracił dla mnie cały czar, całą swoją wspaniałość i przestał być czymś intymnym, co mamy tylko dla siebie nawzajem.

Mąż twierdzi, że seks ze mną jest inny niż z kimkolwiek innym, bo mnie kocha, ale nie umie wytłumaczyć JAK jest inny. Jak o to pytam to powtarza tylko, że jest inny bo to ja a nie inna i to jego jedyne wytłumaczenie. Mnie to nie wystarcza. Nadal podczas seksu myślę o tym, że równie dobrze mógłby to samo zrobić innej i ogarnia mnie smutek i żal. Nie mam ochoty się kochać w ogóle. Jedyne o czym ciągle marzę to znów przeżywać miłość i bliskość tak jak kiedyś, ale już nie potrafię. Ja chodzę codziennie smutna i niespełniona, a on poddenerwowany moim brakiem inicjatywy i chęci na zbliżenia. Boję się mu powiedzieć, że nasz seks stracił dla mnie wszystko co było w nim najlepsze i że tylko cierpię. Boję się, bo on w takich sytuacjach zwykle prezentuje postawę, że skoro tak to już koniec. Nic się nie da zrobić.

Ja sama nie wiem co zrobić... Proszę poradźcie mi coś, bo nie mam nikogo z kim mogłabym o tym porozmawiać.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Czy pozwoliłaś mu na seks z innymi kobietami bo wiedziałaś że ma takie "potrzeby" , czy bałaś się ze jak się nie zgodzisz to będzie cie zdradzał lub cię zostawi ? Bo może zaczynasz sobie coś uświadamiać.. jakaś zazdrość, że może mu lepiej z tymi kobietami, może zaczynasz się brzydzić tego że je dotyka.. Czy teraz z perspektywy czasu tez byś się zgodziła żeby uprawiał seks z innymi?

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No nie wiem czy seks sam w sobie jest taki niezwykły i wymaga całej tej "romantycznej" otoczki. Gdyby tak było to zwierzaki inaczej by się rozmnażały, a robią to całkiem podobnie. Widziałem w telewizji, nie kłamie.

Mówi się że mężczyźni w ogóle rzadko mają taką wizje seksu jaką przedstawiłaś, tylko widzą go w ten prosty fizyczny sposób. Nawet napisałaś, że to zauważyłaś i pozwoliłaś na otwarty związek. A teraz nagle takie otrzeźwienie. 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, KIMI2000 napisał:

No nie wiem czy seks sam w sobie jest taki niezwykły i wymaga całej tej "romantycznej" otoczki. Gdyby tak było to zwierzaki inaczej by się rozmnażały, a robią to całkiem podobnie. Widziałem w telewizji, nie kłamie.

Mówi się że mężczyźni w ogóle rzadko mają taką wizje seksu jaką przedstawiłaś, tylko widzą go w ten prosty fizyczny sposób. Nawet napisałaś, że to zauważyłaś i pozwoliłaś na otwarty związek. A teraz nagle takie otrzeźwienie. 

Ja się z tym nie do końca zgadzam, jako facet widzę u siebie inne  podejście do seksu w miarę upływu lat i uważam że im więcej się wie o potrzebach partnera to seks jest lepszy.. oczywiście dużo też zależy od relacji w związku ..

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie rozumiem czemu to my kobiety mamy się dostosować do waszego pojmowania seksu, jakby wasz był słuszniejszy. My mamy zmodyfikować swoje potrzeby? A dlaczego właśnie my, a nie wy macie się zmienić? Faktem jest, że kobiety i mężczyźni się różnią. Co uważacie, że powinniśmy z tym zrobić? Przestać łączyć się w związki, bo zawsze ktoś będzie nieszczęśliwy, zawiedziony lub oszukany?

Wonciu46 teraz już się nie zgadzam na seks i spotkania z innymi, a on jest zawiedziony. Wymieniłeś różne motywy, które mogły mną kierować i tak naprawdę to kierowały mną wszystkie na raz. Chciałam się poświęcić. Myślałam, że dam radę traktować to jako nic wielkiego. Próbowałam zaakceptować jego wizję, uznać ją za własną. Okazało się, że nie jestem w stanie rozumem uciszyć serca i w tym problem. Serce bolało i boli nadal.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 18.04.2021 o 10:19, Avenir napisał:

My mamy zmodyfikować swoje potrzeby? A dlaczego właśnie my, a nie wy macie się zmienić? Faktem jest, że kobiety i mężczyźni się różnią.

Skoro każdy widzi to inaczej i to naturalne, to dlaczego rozmawiamy o tym żeby się zmieniać? Mężczyzna ma odbierać seks tak samo jak kobieta?

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie chodzi o to, żeby ktoś się zmieniał, tylko żeby rozumiał i starał się spełniać potrzeby drugiego. To powinno działać w dwie strony, a nie w jedną. Niestety ja nie potrafię sobie poradzić, bo mój mąż nie umie zrozumieć moich potrzeb. Emocje są dla niego czymś zupełnie zbędnym.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Nie i nawet gdyby chodził bo bym go o to prosiła, to podejrzewam że mogłoby to tylko wszystko pogorszyć. Osoba, która neguje wszystko co się mówi na temat tego co się z nim dzieje nie jest zdolna korzystać z tego rodzaju pomocy. On się bardzo denerwuje jak mu się mówi co czuje. On nie wie jak się czuje, więc nawet gdy widać, że jest zirytowany i gniewny, to nie przyjmuje tego do wiadomości. Nie przyjmuje do wiadomości, że ktoś mógłby wiedzieć lepiej od niego jakich doświadcza emocji. On wolałby ich nie mieć. Nie rozumie ich i nie chce ich, więc jak mógłby nad nimi z kimś pracować? Nawet ze mną nie chce rozmawiać mimo, że ufa mi i kocha i naprawdę się staram rozmawiać z nim delikatnie i bez narzucania czegokolwiek. Na każdą próbę porozmawiania o tym co oboje czujemy reaguje tak jakbym znów wymyślała na silę nieistniejące problemy. Czasem jak ma dobry humor to wręcz mnie próbuje uspokoić, że jest wszystko ok i niepotrzebnie doszukuję się zmartwień. On nie rozumie, że normalny człowiek potrzebuje emocji i potrzebuje, żeby ktoś rozumiał jego emocje, że normalny człowiek potrzebuje rozmowy o nich. Uważa, że sobie świetnie poradził z życiem bez nich i nie wie czego mi brak. Myśli, że to ja mam problem i potrzebuje pomocy psychologicznej, że mam emocje i chcę o nich mówić.

Edytowano przez Avenir
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przepraszam, ze tak zapytam, jestescie malzenstwem, wiec zeby mogl.zostac Twoim mezem, poczul do.Ciebie milosc? Pytam, bo co.prawda poczytalam na internecie o.przypadlosci Twojego meza ale.jednak.specjalistka nie jestem.

A gdybys tak.poprosila go, aby poprostu z Toba poszedl na terapie? Towarzyszac Ci, moglby sie wlaczyc do rozmowy? Taka moja.propozycja;) choc nie wiem czy.to.moze zadzialac. Zycze Ci duzo cierpliwosci:)

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bez wątpienia mnie kocha :) I sam nie ma co do tego wątpliwości. Po prostu inaczej to postrzega niż my. On czuje wszystko to co normalny zakochany człowiek, ale nie rozumie tego i nie umie opisać. Wie, że mnie kocha, bo umie ocenić co jest dla niego ważne. Wie czego chce. Wie, że chce być ze mną. Jego czyny, wybory i troska o tym świadczą. jednak on nie umie tego opisywać ani wyrażać językiem emocji. Nie umie tez zatem identyfikować problemów na poziomie emocjonalnym, ani rozumieć moich emocji, ani rozumieć moich emocjonalnych pragnień. On chce instrukcji ja ma robić i nie pojmuje, że pewnych rzeczy nie można zrobić ciałem. pewne rzeczy chce się usłyszeć... a on nie umie ich powiedzieć. :(

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Też tak myślę. Szukam od dawna w internecie jakichś wskazówek, ale jedyne "porady" jak radzić sobie w związku z aleksytymikiem ograniczają się do "uświadomić sobie problem" i "korzystać z pomocy psychologicznej". To pierwsze już jest spełnione, a to drugie niemożliwe.

Poprzedniego dnia odmówiłam jego prośbie żeby się nim "zająć" oralnie. Czasami nie daje rady tego zrobić kiedy nie towarzyszą temu żadne czułe gesty i słowa z jego strony. Żadnej emocjonalnej zachęty, tylko pogodnym tonem prośba zrób mi. Mimo, że wiem że inaczej nie potrafi, to jednak nie umiem powstrzymać w sobie uczucia, że robię usługę, albo przysługę. To brzmi jak "zrób mi kanapkę" i naprawdę ciężko mi kiedy tylko ja wyraźnie angażuję się emocjonalnie, a dla niego wygląda to jak konsumpcja przyjemności i tylko tyle. Położyliśmy się do łóżka w ciszy i po chwili on spytał. "Dlaczego tak jest, że ja mam ochotę na rzeczy na które ty nie masz ochoty?" Zapytał zmartwionym tonem. Zagryzłam wargę. Tak często muszę się powstrzymywać, żeby nie próbować mu tego tłumaczyć, bo wiem, że nie zrozumie moich słów... Ale nie wytrzymałam tym razem i spróbowałam mu to powiedzieć jego językiem, bez odwoływania się do emocji. Powiedziałam, że to nie tak, że nie mam ochoty. Ja mam ochotę tylko muszą być spełnione jeszcze dodatkowe czynniki. Liczyłam na to, że zastanowi się jakie, że może się domyśli. Byłam głupia. Znów zrozumiał tylko tyle, że mam jakieś niezrozumiałe wymagania i nie mogę po prostu CHCIEĆ, tak jak on. Powiedział, że po prostu musi się pogodzić z tym, że nie będziemy tego robić. Chciało mi się płakać, ale nie mogłam. Kiedy widzi, że płaczę, nie rozumie dlaczego. Czuje się winny, ale nie wie tego. Wie tylko, że mu źle i obwinia mnie za takie zachowanie. Nie widzi związku między tym co mówi, a tym jak ja reaguję. Nie dostrzega powodów, nie domyśla się ich. Widzi tylko, że psuję nastrój i robię dramat. Więc nie dałam po sobie nic poznać. Nie mógł spać. Oświadczył, że pojedzie za godzinę popracować w firmie (była 2 w nocy). Ja wiedziałam, że szuka odosobnienia i ucieczki przed emocjami, z którymi sobie nie radzi. On tego nie wiedział. Nie mogłam mu powiedzieć, bo by zaprzeczył i się zdenerwował, że coś mu wmawiam. Zawsze wtedy mówi, że po prostu nie może spać i to jedyny powód. Chciałam pojechać z nim. Nie spałam ta godzinę, ale na szczęście jednak zasnął.

W normalnym związku ludzie następnego dnia spróbowaliby wrócić do tematu. Wyjaśnić nieporozumienie. Ja nie mogę tak robić. Powrót do tematu to dla niego zawsze niepotrzebne taplanie się znów w nieprzyjemnej sytuacji, która już przecież minęła. On już znalazł swoje rozwiązanie i nie chce tego na nowo rozdrapywać. Zachowywałam się więc jakby zupełnie nic się nie stało. Miałam dobry humor, pracowaliśmy razem w naszym lokalu. I wiecie co zrobił? Nie rozmawiał, nie wracał do niczego, po prostu nagle w środku pracy zaczął mnie obejmować, całować w szyję, przytulać się i mówić, że mnie kocha. Ujął mnie za serce. Mimo, że nie potrafi mówić, okazuje to co czuje czynami. Kochaliśmy się. Było świetnie, jak zawsze.

Wieczorem chciałam mu zrobić to o co prosił poprzedniego dnia, ale jak poszedł się kapać znów ogarnęło mnie przygnębienie. Od lat nie miałam ciepłej, czułej rozmowy. Możliwości powiedzenia co czuję i bycia wysłuchaną ze zrozumieniem. Nie miałam ochoty na znów tylko czynności. Jak wrócił spod prysznica powiedziałam mu, że w sumie to chciałabym porozmawiać. Od razu posmutniał. Powiedział "Czy nie możemy jutro?" Odpowiedziałam, że brak tej rozmowy zasmuca mnie mniej więcej tak samo jak jego zasmuciła by rozmowa. Położył się w łóżku do mnie tyłem zrezygnowany. Czułam ból, ale wzięłam kilka głębokich wdechów i wytłumaczyłam sobie, że to jak oschle on się zachowuje wcale nie wypływa z jego braku uczuć. Że on i ja bardzo chcemy być blisko ze sobą, tylko nie umiemy się porozumieć. Chcemy ta bliskość okazywać i w odmienny sposób. Przytuliłam się do jego pleców. Powiedziałam, żeby się ode mnie nie odwracał, bo chcę być przy bim blisko. Odparł, że przecież mogę. Takim szorstkim tonem... ehhh... ale nie dałam się tym zrazić. Zaczęłam go głaskać i pieścić, aż odwrócił się do mnie i zrobiłam mu to co lubi. Bez słów. Znów bez słów...

Widzę jak jest mu dobrze, widzę, że jest wtedy szczęśliwy i nie wątpię w jego uczucia. Ale to trwanie w milczeniu, to ciągłe domyślanie się jak jest naprawdę wykańcza mnie psychicznie. Czuję wewnętrzną samotność i codziennie toczę bitwy.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, Avenir napisał:

Też tak myślę. Szukam od dawna w internecie jakichś wskazówek, ale jedyne "porady" jak radzić sobie w związku z aleksytymikiem ograniczają się do "uświadomić sobie problem" i "korzystać z pomocy psychologicznej". To pierwsze już jest spełnione, a to drugie niemożliwe

Moze Ty idz do.psychologa po.pomoc? Moze ktoa, kto aie na tym zna powie Ci jak sie zachowywac w takiej sytuacji? 

Czy na poczatku zwiazku tez tak bylo? Czy to wszystki jest.spowodowane tym, ze maz zaprzestal uprawiac seks z innymi.kobietami? 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Na początku nie było tego problemu, bo:

1. Ja nie dowierzałam, że naprawdę nie identyfikuje emocji, nawet swoich własnych. Tłumaczyłam sobie jego zachowania inaczej, a ponieważ bardzo go kocham to wiele wybaczałam i byłam wyrozumiała. Dopiero uświadomienie sobie, że na pewne rzeczy nie mam szans i nigdy ich nie zaznam uderzyło mnie na poważnie.

2. Przez pierwsze lata utrzymywało się silne uczucia zakochania, zauroczenia. Różowe okulary tak zwane. Mimo, że nie mówił i nie okazywał emocji ja je widziałam. Widziałam, bo chciałam widzieć. Z czasem kiedy uczucie nie jest już tak namiętne i wymaga podtrzymywania tego ognia to właśnie teraz jego nieumiejętność zaczęła stanowić problem.

Jeśli chodzi o te inne kobiety, to były tylko incydenty, a wyraziłam na nie zgodę z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że zaczęłam mieć coraz mniej ochoty na seks w aspekcie fizycznym, a nasz niestety ze względu na jego ograniczenia zwykle tak właśnie wygląda. Chciałam więc by nie był stratny i uzupełniał sobie swoje potrzeby z kimś innym, mimo że mnie to bolało. Bałam się, że jeśli nie będę go zaspokajać to związek się rozpadnie, a nie miałam siły już się zmuszać.

Po drugie dlatego, że twierdził, że nie czuje absolutnie nic do tych kobiet. Zaufałam mu w tym, a dopiero niestety po kilku dniach do mnie dotarło, że to może być nieprawda. On przecież nie wie czy coś czuje... I zaczęłam się bać, że się zakocha w którejś nawet nie wiedząc kiedy.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Rozumiem, minal czas "zauroczenia" i widzimy wszystko jak to w kazdym zwiazku.  Nie za bardzo chyba moge.Ci.pomoc, ale jeszcze poczytalam.na internecie troszke i jeski.moge wiedziec, czy maz.wie ze ma ta przypadlosc? Jest swiadomy tego? Nie widze innego wyjscia jak psychoterapia, jesli.mowi.ze Cie kocha moze.moglby to dla Ciebie zrobic i isc do.lekarza. 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tak, jest świadomy. Uważa, że to nie problem, bo sobie z tym już poradził. Jego zdaniem wystarczyło poobserwować ludzi i nauczyć się jak się zachowują w danych sytuacjach i na tej podstawie identyfikuje ich emocje. A jeśli chodzi o samego siebie to uważa, że nie musi się zagłębiać w przyczyny dlaczego czegoś chce. Wystarcza mu, że wie jak coś chce, a kiedy nie chce. Wie czy coś lubi czy nie, nie wnika dlaczego. Uważa, że ta wiedza jest mu zbędna, a nawet przeszkadza. Myślę, że uważa się w dużym stopniu za kogoś kto doskonale panuje nad emocjami, chociaż jest wręcz odwrotnie. On po prostu sobie wmawia, że ich nie ma i zwala winę za to jak się czuje na inne osoby i okoliczności. To zwykle ja jestem odpowiedzialna za psucie nastroju, nawet jeśli to on powiedział coś niemiłego, a ja tylko zareagowałam emocjonalnie na to. On widzi tylko moją reakcję i ją uważa za przyczynę pogorszenia się nastroju.

Kiedy mu mówię, że ja potrzebuje wiedzieć jak on się czuje mówi, że mam nierealistyczne oczekiwania i jestem egoistką. Czasem nazywa moje potrzeby wyimaginowanymi, wyidealizowanymi i wyuczonymi z książek czy filmów. Świat bez emocji byłby dla niego idealny. One tylko we wszystkim przeszkadzają.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)

Kiedyś, żeby mu uświadomić dlaczego boję się o jego randki z innymi kobietami powiedziałam mu, że w takim razie ja też chce się z panami umawiać. Oczywiście był przeciwny. Jak go zapytałam dlaczego to jedyna odpowiedź brzmiała "bo nie, bo nie chcę, po prostu" a jak nalegałam żeby zidentyfikował dlaczego tego nie chce to się zdenerwował i powiedział, że nie ma powodu, po prostu by mu się to nie podobało i już. On nie widzi związku tego że coś akceptuje lub nie z tym, że to w nim wywołuje jakiekolwiek uczucia: zazdrości, obawy, urazy dumy, kompleksów. Nic z tych rzeczy. On tylko pojmuje, że czegoś nie chce i tyle. I nie widzi potrzeby dochodzenia przyczyny. Uważa, że tak żyje się łatwiej i nie chce tego zmieniać.

 

Jego zdaniem ja też mam prawo powiedzieć, że tego nie chce i on to uszanuje. Największy do mnie żal ma o to, że ja najpierw nie miałam nic przeciwko, a potem nagle zaczęłam mieć. Nie pojmuje, że to jak się człowiek czuje ma wpływ na to co postanawia i jak ocenia uczynki swoje i innych. Że to może ulec zmianie. Taki podstawowy mechanizm, że zaczęłam się czegoś obawiać, coś sobie uświadomiłam co wywołało we mnie niepokój i wpłynęło na zmianę decyzji jest dla niego nie do zrozumienia. W jego oczach ja go po prostu oszukałam. Nie chciałam czegoś, a powiedziałam, że chcę.

Edytowano przez Avenir
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

QMoze.powiedz.mezowi, ze wg Ciebie powinien sie jeszcze kilku rzeczy douczyc? I ze wg Ciebie nie do konca sobie z tym wszystkim radzi? Ja bym proponowala abysna rozne sposoby  namawiala go na psychoterapie. Wspolczuje Ci ogolnie:( ciezko.jest Ci chyba sie dostosowac sie do zycia z taka osoba. 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję ci za wsparcie i współczucie :)

To prawda, jest mi ciężko, ale jednocześnie jestem z nim szczęśliwa. Nie wyobrażam sobie bez niego życia. Tak na co dzień jesteśmy zgranym związkiem. Mamy pełno wspólnych zajęć i przeżywamy mnóstwo radosnych chwil na wspólnej rozrywce i podczas codziennych zajęć. Ufamy sobie, przyjaźnimy się. Wciąż jesteśmy sobą zachwyceni i troszczymy się o siebie.

Z tym mówieniem mu o tym, że sobie nie radzi to niestety nie pomoże w niczym. To jest bardzo inteligentny mężczyzna. Zdolny, bystry, dowcipny, świetny fachowiec, odpowiedzialny, ma doskonałą pamięć i świetny w dziedzinach ścisłych. Jest lubiany przez współpracowników. Jego "narcystyczne" zachowania w połączeniu z dowcipem i inteligencją sprawiają, że jest odbierany jako bardzo pewna siebie i czarująca osoba. Nie ma empatii i wydaje się jakby sam niczego nie przeżywał, co z kolei sprawia wrażenie jakby się zupełnie niczym i nikim nie przejmował. To budzi respekt i zazdrość, bo ludzie zmagają się ze stresem i emocjami, a on wygląda jak szczęśliwiec, którego nic nie rusza.

Oczywiście naprawdę jest inaczej, ale to jego wewnętrzne cierpienie, którego on sam nawet nie widzi. Jeśli mu to powiem, będzie to wypierał. Jego poczucie własnej wartości opiera się na przekonaniu, że jest właśnie takim pewnym siebie, niewzruszonym gościem, który z głupców ulegających emocjom ma tylko ubaw i spogląda na nich z politowaniem. Nie sądzę żebym mogła zburzyć to jego przekonanie swoimi słowami. Jego zdaniem on sobie ze wszystkim radzi świetnie.

Jedyne co mogłabym mu powiedzieć to, że źle jest na płaszczyźnie komunikacji w naszym związku i wiele razy mu to mówiłam. Niestety on uważa, że to ja mam problem, a nie on. On wyraża się konkretnie i rzeczowo. Mówi "tak" i "nie" a nie "może" i "zależy". Kieruje się logiką. Dla niego nie istnieje coś takiego, że powodem jest emocja. Jeśli mną kieruje emocja, bo na przykład się boję, to dla niego jest moją głupotą fakt, że pozwalam by jakaś emocja mną kierowała. Dla niego liczą się tylko fakty i racjonalne powody. Jeśli nim samym pokieruje lęk lub gniew, to on sobie tego nie uświadomi. Zracjonalizuje to. Albo uzna, że są ku temu inne, logiczne przyczyny, albo uzna że po prostu takie są jego niczym nie spowodowane preferencje. ;)

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie.ma za co:) 

Pierwszy raz slysze o takiej przypadlosci, podejrzewam, ze wiekszosc ludzi uwaza takie.osoby jak Twoj.maz jako bezwzgledne, zdecydowane. Jesli go kochasz, i jest Ci z nim tak dobrze, nie ma innego wyjscia jak.nauczyc sie z tym zyc. Najwyzej Ty bedziesz korzystac z psychologa, kiedy nie bedziesz juz dawala rady. 

  • Podoba mi się to 1
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.




  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się na pytanie zadane na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć oraz spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.