Skocz do zawartości

Polecane posty

Chciałbym opowiedzieć o kilku dniach, które radykalnie zmieniły moje samopoczucie po kilku tygodniach znacznej poprawy, poprawy jakiej nie miałem odkąd leczę się psychiatrycznie. Zacznę od tego, że leczę się przeszło dwa lata, zaczęło się od mojego epizodu psychotycznego i hospitalizacji. Po wyjściu ze szpitala przez długi czas byłem zamulony lekami, od tego czasu przeżyłem kilka ciężkich epizodów depresyjnych. Nie jestem w stanie podać swojej dokładnej diagnozy: w każdym razie biorę leki przeciwlękowe, przeciwdepresyjne, przeciwpsychotyczne i stabilizatory nastroju.

Sprawa dotyczy mojej najbliższej osoby w ostatnich latach, a być może najbliższej w ogóle (nie było ich wiele), która wielokrotnie pomagała mi i wspierała mnie w moim leczeniu. Jest to kobieta w której zakochałem się, kilka miesięcy przed początkiem mojej choroby, chciałem rozpocząć z nią relację romantyczną, ale zostałem odrzucony. W każdym razie zostaliśmy przyjaciółmi, z czasem najbliższymi – z nią przez okres choroby miałem najczęstszy kontakt.

Po wyjściu ze szpitala mając do wyboru rodziców lub dawnego przyjaciela (będę go dla czytelności oznaczał jako Y.) za współlokatora – wybrałem tego drugiego (choć dzieliły mnie z nim pewne, bardzo przykre zaszłości). Przez długi czas moja najbliższa przyjaciółka (oznaczę ją jako X.) o której pisałem powyżej nie znała go, ale w toku któryś tam odwiedzin w końcu go poznała i zaczęliśmy całkiem często wspólnie spędzać czas. Niestety ich kontakt za moimi plecami zaczął wzbudzać mój niepokój. Podzieliła nas w końcu kwestia planów jakie ma co do niego, planów, które nie wykluczają romantycznej relacji, a nawet ją sugerują.

Po pierwszym ich spotkaniu sam na sam (jakieś trzy miesiące temu) w restauracji, wpadłem w stany lękowe, które trwały przez kilka dni, aż powziąłem decyzję o podcięciu sobie żył. Postanowiłem się z nią pożegnać – co być może było błędem – i przybiegła do mnie, żebym odstąpił od tego zamiaru. Druga sytuacja, która być może zakończyła naszą relację, dotyczyła właśnie jej wyznania, że zaczyna coś czuć do mojego współlokatora. Zaczęło się u mnie od stanów lękowych, przeszło to w manię – po napisaniu do niej wielu przyczyn z powodu których czuję się zraniony (o nich później) – zacząłem być do niej agresywny werbalnie jak do nikogo wcześniej, otwarcie chciałem ją skrzywdzić. Chciałem ją też skrzywdzić tym, że zacząłem się samookaleczać (przypalać papierosami), chciałem też popełnić samobójstwo tak, żeby to słyszała (zacząłem podcinać sobie żyły, skończyło się tylko na długiej szramie) – wezwała karetkę, więc do niczego nie doszło. Przez jeszcze następne półtorej dnia wypisywałem do niej paskudne esemesy. Wszystko skończyło się na rozmowie w czasie której się rozryczałem (tego dnia płakałem przez prawie cztery godziny) i na jej końcu życzyłem swojej najbliższej przyjaciółce (X.) spełnienia marzeń, w ogóle wszystkiego co najlepsze (szczerze) i właściwie w ten sposób zakończyłem jej relację.

Na końcu chciałbym napisać dlaczego czuję się zraniony, mając nadzieję, że napiszecie mi, iż nie mam do tego żadnych podstaw. Moja najbliższa przyjaciółka wiedziała o mojej przeszłości, miała wgląd w moją chorobę, jest bardzo inteligentną osobą oraz posiada sporą wiedzę psychologiczną. Mimo tego zignorowała fakt jak układały się moje relacje z najbliższymi – rodzice traktowali mnie jak worek treningowy (przemoc fizyczna i psychiczna), byłem wychowany w swoim życiu przez kilkanaście różnych osób. Z tego powodu wszedłem w życie jako osoba z niską samooceną, problemami z zaufaniem i bliskością. Pogłębiło to jeszcze odrzucenie przez pierwszą dziewczynę do której coś poczułem (nazwijmy ją A.) oraz treningi z trzy lata starszymi kadetami klasy wojskowej (z inicjatywy matki, która chciała zrobić ze mnie „chłopa”). W liceum zbliżyłem się do dwóch kolegów jak do nikogo innego wcześniej, z czasem jednak zaczęli mną pogardzać (na co zdobyłem sporo empirycznych dowodów czytając ich wiadomości do siebie – co uważam oczywiście za paskudne): czułem się poniżany i pomiatany. No i oczywiście przeżyłem ogromny ból związany ze stratą najbliższych osób w moim życiu (w tym rozstaniu istotną rolę odegrało też moje, czasami agresywne, zachowanie, nie byłem niewinny). Nie pomagał temu fakt, że jeden z tych wspomnianych wyżej przyjaciół (B.) związał się pod koniec szkoły z pierwszą dziewczyną do której coś czułem (A.). Tamten czas był, przynajmniej do niedawna, moim najgorszym epizodem jeśli chodzi o relacje międzyludzkie.

Minęło kilka lat i zakochałem się w X. (która stała się później moją najbliższą osobą), trafiłem później do szpitala (nie ukrywam, że skumulowany stres związany z kilkukrotnym odrzuceniem mógł odegrać w tym jakąś rolę), gdzie miałem paranoje związane z tym, że oni wszyscy (A., B., X., Y.) knują przeciwko mnie. Ale psychoza minęła, moja relacja z X. zaczęła rozkwitać. No i tutaj zaczyna się nowy wątek z Y., do którego przez wzgląd na przeszłość i niską samoocenę, mieszkając z nim, zacząłem się depresyjnie porównywać (no nie da się ukryć że wiedzie dobre, aktywne życie w przeciwieństwie do mnie) myślę, że to też odegrało w tym wszystkim pewną rolę. A jaka jest jej wersja? Mając świadomość wszystkiego co napisałem powyżej (wielokrotnie wracałem do tych wątków z przeszłości) -mimo tego, że w tym okropnym czasie lękowo-maniakalnym, który nas podzielił, przypominałem jej o tym wszystkim - uważa, że moim zachowaniem kierowała wyłącznie wola kontroli nad nią, że chcę ją zatrzymać dla siebie. Nie jest to prawdą – przez lata naszej znajomości spotykała się z wieloma mężczyznami, wiedziałem, że niektórzy jej się podobają i podejrzewałem, że ich relacja może przejść na ten romantyczny etap. Nigdy nie ingerowałem w jej związki ani z mężczyznami, ani z kobietami (aż do doszło do różnorakich prób związanych z jej relacją z Y.). Co więcej życzyłem jej i na głos i w duchu znalezienia właściwego partnera. Co do moich wiadomości, które były jakie były (co opisałem wcześniej), odniosła się wyłącznie do mojej agresji werbalnej, nie zahaczając w ogóle o treść problemu jaki mam z całą tą sytuacją. Na mój argument, że troska o najbliższą osobę, liczenie się z jej uczuciami jest chyba częścią najbliższej relacji, odparła, że taka odpowiedzialność wykracza poza jej pojęcie przyjaźni. Więc ostatecznie pożegnałem się nią, przepraszając za moje zachowanie w ostatnich dniach i życząc wszystkiego, co dobre (i vice versa). Niestety przez to wszystko czuję jeszcze dodatkowo, że moje życie jest farsą albo komedią pomyłek, a na pewno serią powracających przykrych okoliczności.

Jeśli ktoś przeczytał moje wypociny, dotarł do tego miejsca mam kilka zagadnień, jeśli miałby ktoś ochotę się jakoś odnieść do powyższego:

  1. Czy moglibyście coś poradzić jak pozbierać się po kolejnej stracie najbliższej osoby (muzyka, film, książki nie pomagają, raz chce mi się wrzeszczeć, innym razem leżę przez wiele godzin patrząc w sufit)?

  2. Jak ćwiczyć samokontrolę jeśli chodzi o agresję (nie chcę, żeby nigdy więcej nie doszło do agresji werbalnej z mojej strony czy w ogóle jakiejkolwiek innej) i napady złości (nic z Internetu mi nie pomagało w tamtym okresie)?

  3. Proszę powiedzcie mi, że rzeczywiście jak X. przedstawia, nie ma niczego złego w tym jak postępowała i postępuje.

 

 

 

  • Smuci mnie to 1
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.




  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się na pytanie zadane na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć oraz spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.