Jump to content
  • psycholog-online-kolo.jpg

Depresja po rozstaniu


Recommended Posts

Witam. Licze na odpowiedzi i pomoc rozmową, gdyz sama sobie nie radzę.

Poznalam sie z moim chłopakiem 4 lata temu. Zaprzyjaznilismy sie, bardzo dobrze sie dogadywaliśmy, uwielbialismy swoje towarzystwo, on odwiedzal mnie kilka razy w tygodniu, az zaczelismy ze soba byc. Gdy zamieszkalismy ze soba nie dogadywaliśmy sie w kwestii sprzatania. On byl bardzo uparty I jesli prosilam go 2x w miesiacu o odkurzenie mieszkania to potrafił robic z tego mega awanture. Nigdy nie wyciagnal reki pierwszy, nasze klotnie byly o pierdoly i nie godziliśmy sie dopoki ja sama nie wykonałam wszystkich obowiązków i sama nie wyciągnęłam reki na zgodę. Pewnego dnia mialam dosc i rozstalismy sie, ja z nim zerwalam. Mialam nadzieje, ze to on JAKKOLWIEK o mnie zawalczy. Ot taka tam brzydka manipulacja z mojej strony, którą i tak nie wskórałam NIC. Wrocilismy do siebie po tym jak ja wykonałam pierwszy krok. Doszliśmy do kompromisu odnosnie sprzątania- ja sama sprzatam, a on placi odrobinę wiecej rachunków. I jakoś to trwalo... ale za każdym razem przy najmniejszej różnicy zdan on od razu ze mna zrywal (czepiałam sie na przykład, ze codziennie pije drinki), nie odzywal sie do mnie tygodniami, ale jednocześnie nie chcial sie wyprowadzac, po prostu nie odzywaliśmy sie do siebie śpiąc w oddzielnych pokojach, po czym ja sie uginałam i szlam sie do niego godzic, on mnie odrzucał, ja zalewałam sie łzami, szlam do siebie i on wtedy przychodził i przepraszal. Wciaz spędzaliśmy ze sobą czas, kupiliśmy psa i uwielbiałam nasza niedzielna rutynę- kilkugodzinny spacer z psem, a potem wspolny obiad (ewentualnie jedno kapalo psa, a drugie gotowalo ;). W 2019 roku moj eks powiedzial do mnie, ze chyba ma depresje i zgodzil sie pójść do lekarza, ale temat zniknął. A potem zaczęła się pandemia- moj eks stracil dobrze dochodową pracę i byl tym bardzo sfrustrowany, przyznal, ze jest uzależniony od alkoholu (czasami sie upijał, ale z reguly pil male ilości "dla uspokojenia mysli na dobranoc"). Gdy znalazl nowa prace (duzo mniejsze zarobki)  stał sie bardzo nerwowy. Awanturował sie w pracy i powiedzial do mnie, ze chce iść do lekarza, bo potrzebuje leki na uspokojenie, bo jest wiecznie wkurzony, az szef sugerował mu wzięcie wolnego. Ostatnie miesiące wyglądały tak, ze nie rozmawialiśmy ze sobą, nie współżyliśmy ze sobą. On bardzo oddalił sie ode mnie i traktował jak powietrze, ewentualnie wroga. Siedzial na słuchawkach do 2-3 w nocy, nie odzywając się. Sprzatalam, pralam i gotowałam. Codziennie robilam sniadanie i budziłam go kawa. To byl jedyny moment kiedy moglam liczyć na jakąś rozmowę. Wychodzilosmy do pracy, a wieczorem po pracy jedliśmy razem obiad, ktory przygotowałam, po czym ja sprzatalam po obiedzie, a on kładł sie z telefonem, słuchawkami I tak spedzal cale wieczory i ja wówczas miałam zakaz przeszkadzania. Były momenty, ze chcialam sie chociaz przytulić i bylam odrzucana. Az pewnego dnia zerwal ze mna mowiac, ze mnie nie kocha, nie zalezy mu i nie chce ze mną być. Wciaz mieszkaliśmy razem, wiec wyciągnęłam do niego reke. Odrzucił mnie, a potem przeprosił. Płakałam, on przepraszal, ze to nie moja wina, mowil ze sobie nie radzi z życiem (ze jakby zginal w wypadku to przynajmniej nie musialby się dluzej meczyc). Potem znowu nastał moment kiedy on znowu przez 3 dni nie wstawal z łóżka, nie myl sie... chciałam z nim porozmawiać, powiedzialam, że nie dam rady tak dluzej, wiec zerwal ze mna, nie chcial rozmawiac. Drugi raz w ciągu 6 tygodni. Wyprowadzil sie miesiac pozniej. Przez cały miesiąc nie rozmawialiśmy ze sobą...
Teraz jestem tu. Minal miesiac od jego wyprowadzki, a mi jest tak źle... nie rozumiem jak mogl zostawic mnie, naszego ukochanego psa i nie walczyć? Nie chcieć sie starać? Zupełnie nic. Nie chcial ze mna rozmawiac, ani powiedzieć o co chodzi. W dniu wyprowadzki powiedzial, ze zamierzal sie oswiadczyc. Podejrzewam, że to kłamstwo. Nie dopuściłby do rozstania wówczas? Spalismy ze sobą bardzo rzadko. Mowil, ze nie ma ochoty. Pytalam czy to moja wina. Mowil, ze nie chodzi o mnie, tylko, ze w ogole nie ma ochoty, z nikim, nie tylko ze mna. A teraz ma konto na tinderze.... podczas gdy ja nie mogę se wyobrazić nawet spotkać z innym facetem.... Nie moge sobie poradzić. Nie rozumiem czemu nas zostawil....
Jakkolwiek zle to nie zabrzmi- nie mam rodziny ani rodziców, żadnego wsparcia. Jestem sama i totalnie sobie nie radze. Wciaz chcialabym by wrocil, by odezwał się do mnie, od dnia wyprowadzki ani jednej wiadomości, wiec tlumacze se, ze to na pewno nie tak, ze po prostu jest zbyt uparty by do mnie odezwać się, ze on chyba by chcial... by rozwiac watpliwosci dodam, ze nie jestesmy 15latkami.... tylko 30+

Codziennie zmuszam sie by wyjsc z domu. Jedyny dobry powod to spacer z psem. Jedyny obowiązek to praca, gdzie udaje, ze wszystko ok. Nie moge spac. Ciezko mi isc nawet do tesco, bo w okresie swiatecznym po prostu się rozpłakałam miedzy działem z mięsem i pomidorami w puszkach patrząc na szczęśliwe rodziny robiące zapasy na wspolne święta... 

Dziekuje jesli wytrwałeś do konca mojej historii. Będę wdzięczna jesli dostane jakas odpowiedź.

  • Smuci mnie to 1
Link to comment
Share on other sites

Cóż mogę napisać. Takie to już są te związki, że często się rozpadają. Ludzie z czasem lepiej się poznają, odkrywają jakieś rzeczy u partnera, które im się nie podobają, przyzwyczajają się do siebie, a później przychodzi znudzenie i satysfakcja z bycia razem znika bez śladu. Jedyne pocieszenie, jakie mogę Ci zaoferować, jest takie, że Twój smutek z czasem minie, bo zawsze mija. Powinnaś zająć się czymś, co odciągnie Cię od myśli na jego temat; najlepiej byłoby gdybyś przeznaczyła swoją uwagę na siebie, na rozwój, na swoje pasje. Dobrze by się sprawdziło czytanie książek i jakieś ćwiczenia fizyczne, żeby zadbać też o ciało. Zdrowe, zadbane i ładne ciało przyda się do przyciągnięcia nowego, oby lepszego partnera ;) Możesz swój ból po stracie wykorzystać jako motywację do rozwoju, na zasadzie "ja mu pokaże z jakiej fajnej dziewczyny zrezygnował"

Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...
Dnia 15.01.2021 o 02:45, Ineedurhelp napisał:

Witam. Licze na odpowiedzi i pomoc rozmową, gdyz sama sobie nie radzę.

Poznalam sie z moim chłopakiem 4 lata temu. Zaprzyjaznilismy sie, bardzo dobrze sie dogadywaliśmy, uwielbialismy swoje towarzystwo, on odwiedzal mnie kilka razy w tygodniu, az zaczelismy ze soba byc. Gdy zamieszkalismy ze soba nie dogadywaliśmy sie w kwestii sprzatania. On byl bardzo uparty I jesli prosilam go 2x w miesiacu o odkurzenie mieszkania to potrafił robic z tego mega awanture. Nigdy nie wyciagnal reki pierwszy, nasze klotnie byly o pierdoly i nie godziliśmy sie dopoki ja sama nie wykonałam wszystkich obowiązków i sama nie wyciągnęłam reki na zgodę. Pewnego dnia mialam dosc i rozstalismy sie, ja z nim zerwalam. Mialam nadzieje, ze to on JAKKOLWIEK o mnie zawalczy. Ot taka tam brzydka manipulacja z mojej strony, którą i tak nie wskórałam NIC. Wrocilismy do siebie po tym jak ja wykonałam pierwszy krok. Doszliśmy do kompromisu odnosnie sprzątania- ja sama sprzatam, a on placi odrobinę wiecej rachunków. I jakoś to trwalo... ale za każdym razem przy najmniejszej różnicy zdan on od razu ze mna zrywal (czepiałam sie na przykład, ze codziennie pije drinki), nie odzywal sie do mnie tygodniami, ale jednocześnie nie chcial sie wyprowadzac, po prostu nie odzywaliśmy sie do siebie śpiąc w oddzielnych pokojach, po czym ja sie uginałam i szlam sie do niego godzic, on mnie odrzucał, ja zalewałam sie łzami, szlam do siebie i on wtedy przychodził i przepraszal. Wciaz spędzaliśmy ze sobą czas, kupiliśmy psa i uwielbiałam nasza niedzielna rutynę- kilkugodzinny spacer z psem, a potem wspolny obiad (ewentualnie jedno kapalo psa, a drugie gotowalo ;). W 2019 roku moj eks powiedzial do mnie, ze chyba ma depresje i zgodzil sie pójść do lekarza, ale temat zniknął. A potem zaczęła się pandemia- moj eks stracil dobrze dochodową pracę i byl tym bardzo sfrustrowany, przyznal, ze jest uzależniony od alkoholu (czasami sie upijał, ale z reguly pil male ilości "dla uspokojenia mysli na dobranoc"). Gdy znalazl nowa prace (duzo mniejsze zarobki)  stał sie bardzo nerwowy. Awanturował sie w pracy i powiedzial do mnie, ze chce iść do lekarza, bo potrzebuje leki na uspokojenie, bo jest wiecznie wkurzony, az szef sugerował mu wzięcie wolnego. Ostatnie miesiące wyglądały tak, ze nie rozmawialiśmy ze sobą, nie współżyliśmy ze sobą. On bardzo oddalił sie ode mnie i traktował jak powietrze, ewentualnie wroga. Siedzial na słuchawkach do 2-3 w nocy, nie odzywając się. Sprzatalam, pralam i gotowałam. Codziennie robilam sniadanie i budziłam go kawa. To byl jedyny moment kiedy moglam liczyć na jakąś rozmowę. Wychodzilosmy do pracy, a wieczorem po pracy jedliśmy razem obiad, ktory przygotowałam, po czym ja sprzatalam po obiedzie, a on kładł sie z telefonem, słuchawkami I tak spedzal cale wieczory i ja wówczas miałam zakaz przeszkadzania. Były momenty, ze chcialam sie chociaz przytulić i bylam odrzucana. Az pewnego dnia zerwal ze mna mowiac, ze mnie nie kocha, nie zalezy mu i nie chce ze mną być. Wciaz mieszkaliśmy razem, wiec wyciągnęłam do niego reke. Odrzucił mnie, a potem przeprosił. Płakałam, on przepraszal, ze to nie moja wina, mowil ze sobie nie radzi z życiem (ze jakby zginal w wypadku to przynajmniej nie musialby się dluzej meczyc). Potem znowu nastał moment kiedy on znowu przez 3 dni nie wstawal z łóżka, nie myl sie... chciałam z nim porozmawiać, powiedzialam, że nie dam rady tak dluzej, wiec zerwal ze mna, nie chcial rozmawiac. Drugi raz w ciągu 6 tygodni. Wyprowadzil sie miesiac pozniej. Przez cały miesiąc nie rozmawialiśmy ze sobą...
Teraz jestem tu. Minal miesiac od jego wyprowadzki, a mi jest tak źle... nie rozumiem jak mogl zostawic mnie, naszego ukochanego psa i nie walczyć? Nie chcieć sie starać? Zupełnie nic. Nie chcial ze mna rozmawiac, ani powiedzieć o co chodzi. W dniu wyprowadzki powiedzial, ze zamierzal sie oswiadczyc. Podejrzewam, że to kłamstwo. Nie dopuściłby do rozstania wówczas? Spalismy ze sobą bardzo rzadko. Mowil, ze nie ma ochoty. Pytalam czy to moja wina. Mowil, ze nie chodzi o mnie, tylko, ze w ogole nie ma ochoty, z nikim, nie tylko ze mna. A teraz ma konto na tinderze.... podczas gdy ja nie mogę se wyobrazić nawet spotkać z innym facetem.... Nie moge sobie poradzić. Nie rozumiem czemu nas zostawil....
Jakkolwiek zle to nie zabrzmi- nie mam rodziny ani rodziców, żadnego wsparcia. Jestem sama i totalnie sobie nie radze. Wciaz chcialabym by wrocil, by odezwał się do mnie, od dnia wyprowadzki ani jednej wiadomości, wiec tlumacze se, ze to na pewno nie tak, ze po prostu jest zbyt uparty by do mnie odezwać się, ze on chyba by chcial... by rozwiac watpliwosci dodam, ze nie jestesmy 15latkami.... tylko 30+

Codziennie zmuszam sie by wyjsc z domu. Jedyny dobry powod to spacer z psem. Jedyny obowiązek to praca, gdzie udaje, ze wszystko ok. Nie moge spac. Ciezko mi isc nawet do tesco, bo w okresie swiatecznym po prostu się rozpłakałam miedzy działem z mięsem i pomidorami w puszkach patrząc na szczęśliwe rodziny robiące zapasy na wspolne święta... 

Dziekuje jesli wytrwałeś do konca mojej historii. Będę wdzięczna jesli dostane jakas odpowiedź.

Bardzo Cię rozumiem. Jestem w podobnej sytuacji. U nas separacja trwa 4 miesiąc, mamy kontakt ale naprawy bliskości, i jego decyzji o powrocie nie widać. Ja z radosnej osoby stałam się smutna i nieszczęśliwa. Nie spie, nie jem, codziennie płacze. Rady ludzi typu „zajmij się czymś innym”, „nie myśl” są abstrakcyjne bo takie sytuacje łamią człowieka. Jeżeli ktoś był Twoim całym światem, wszystko robiliśmy razem i nagle On Cię zostawia to nie można oddychać a co dopiero myśleć o czymś innym. Ja nie marże o niczym innym jak o cofnięciu czasu żeby moc zareagować wcześniej. Nie mam rady dla Ciebie bo sama sobie nie radze...mogę jedynie napisać ze Cię rozumiem.

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Jestem dojrzałą kobietą po przejściach w życiu. Mam 45 lat. Mam tylko córkę. Nie mam rodziny ani przyjaciół ani znajomych. Po prostu samotna totalnie bez perspektyw na zmiany. Poznałam 4 lata temu Marka. Zakochałam się jak szalona. Miał wszystko czego pragnął totalnie wszystko. Niestety po czasie wyszło że on spotyka się i umawia z wieloma kobietami i je też tak kręci. Były rozstania i powroty. Nigdy mnie nie przeprosił ale zawsze umiał sprawić ze wracałam. Przy rozstaniach miałam załamania nerwowe. I tak przez te kilka lat. Teraz znowu mnie oszukał spał ze mną a z inną już sie umawiał. Jeszcze mnie oskarża że na niego wypisuje co nie jest prawdą. Wpadłam w depresje. Nie chcę żyć jeść oddychać Chcę zniknąć nie czuć tego co czuję. Ogromny ból przeszywa moje ciało. Nie pójdę do psychologa bo nie stać mnie a poza tym on nie sprawi żeby Marek wrócił. Jak przetrwać? Jak szybko zapomnieć? Co zrobić by nie zrobić jakiegoś głupstwa?

Link to comment
Share on other sites

Witam serdecznie, 

Odnośnie opisanej historii: wydaje mi się, że Twój były facet może mieć depresję, tłumione w sobie emocje z przeszłości, z którymi się nie uporał sam, na pewno kluczowa byłaby w jego wypadku terapia. Odreagowuje nerwami, czuje bylejakość życia, nic go nie cieszy... W tym wszystkim najważniejsze jest to, że to on sam musi chcieć pomocy i chęci zmiany.  Co mogę poradzić Tobie? Myślę, że jedynym rozwiązaniem to starać się pogodzić z tym jak jest. Zdaję sobie sprawę, że jest to mega ciężkie uczucie, i może ono potrwać długi okres, ale nie jest to nieuleczalne. Potrafię sobie wyobrazić co czujesz, bo też zderzyłam się z odrzuceniem. Pogodzenie się z tym zajęło mi ponad rok czasu. Cały czas wracałam myślami do tej osoby mimo, że nie mieliśmy w ogóle kontaktu.  Teraz minęło mało czasu, więc przechodzisz okres najgorszy, bo czujesz ogromną tęsknotę i niezrozumienie. Może Ci się nawet wydawać, że nic lepszego w życiu Cię już nie spotka - a to błąd. Uwierz mi, życie zaskakuje na każdym kroku, spróbuj zająć głowę czymś przyjemnym. Może zacznij czytać książki, wychodź z psem dalej na długie spacery, delektuj się przyrodą, może jakiś rower... 

Powrót do tej znajomości byłby ciężki, ten facet nie ma szacunku do Ciebie, a na takie traktowanie nikt nie zasługuje. Zatroszcz się o siebie, swoje dobro. Jeszcze zaświeci słońce :) 

Link to comment
Share on other sites

Witam. Wątpię by Marek miał depresję. Żyje pełnią życia. Wciąż zmienia kobiety bawi sie. Ja za to umieram. Nie potrafie juz zyc. Niechce juz zyc bez niego. Pomimo ze potraktowal mnie jak nic. Nierozumiem dlaczego on majac wszystko odemnie nawet ponad szuka wciaz kobiet i je tez tak traktuje. Dlaczego patrzy w oczy i mowi ze zalezy mu ze nie ma nikogo a za chwile spotyka sie z inna??? Co to za typ? Jak mozna byc takim czlowiekiem??? Tak bardzo chcialabym zapomniec z dnia na dzien. Boje sie ze pęknę i cos se zrobie. Wiem ze do lekarza nie pojde za nic.

 

 

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share



  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się do pytania zadanego na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć i spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

  • ksiazka.jpg

  • PODCASTY-OCALSIEBIEpl.jpg

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.