Skocz do zawartości

Polecane posty

Cześć. Mam 32 lata. Przez 3 lata mieszkałam z moim partnerem (30 l.) (od pół roku narzeczonym). Kilka dni temu chciałam żeby się wyprowadził, bo bardzo mnie zdenerwował i zranił (mieszkanie nie jest nasze, tylko moich rodziców i ja mieszkałam w nim wcześniej zanim mój chłopak się do mnie wprowadził).  Nie ukrywam, że już kilka razy prosiłam żeby się wyprowadził, bo już nie raz miewaliśmy ostre spięcia, dawałam mu nawet terminy np. miesiąc na wyprowadzkę, ale nigdy nie chciał tego zrobić. Teraz wiedziałam, że pojedzie po prostu do rodzinnego domu (w innym mieście), bo i tak ma pracę zdalną. Wcześniej ciągle problemem, dla którego nie chciał się wyprowadzić było wg niego, że nie ma gdzie pójść.  Ja tak naprawdę chciałabym z nim mieszkać dalej i żeby wszystko było w porządku, ale niestety nie jest. Kocham go bardzo, ale uważam, że jego zachowanie nie jest w porządku. Opiszę teraz sytuację, która doprowadziła do tego, że chciałam żeby się wyprowadził. 

Mój chłopak ma brata i mamę, ojciec zmarł dawno, bo 28 lat temu. Mój chłopak kilka lat temu zaczął mi opowiadać, że mają z bratem ziemię po ojcu, ale że sprawa spadkowa w ogóle nie jest załatwiona (pomimo, że tak jak mówiłam minęło już tyle lat od śmierci). Opowiadał mi, że ta ziemia jest teraz uprawiana przez ich brata ciotecznego, który mieszka w tej wsi (wieś, w której jest ta ziemia leży około 15 km od miasta, z którego pochodzi mój chłopak i w którym mieszka jego mama z bratem). Mówił, że chciałby zrobić porządek z tą sprawą, ale nie wiedział za bardzo jak się za to zabrać. Ja się zajęłam tym tematem, bo chciałam mu pomóc i zaczęłam czytać o tym i pytać moich rodziców jak się załatwia sprawy spadkowe, ponieważ oni już takie sprawy mieli po swoich rodzicach. Gdy mój chłopak powiedział swojemu bratu o tym, że chce w końcu załatwić sprawę z ziemią, jego brat (który jest 4 lata starszy od mojego partnera) powiedział, że daje nam tę ziemię w prezencie ślubnym, że my mamy plany życiowe i żebyśmy sami sobie to załatwiali. Powiedział, że jemu się nie chce tym zajmować i żebyśmy sami to wszystko robili. Dodam, że jego brat podobno kilka lat wcześniej miał przez chwilę ochotę zająć się tą sprawą i rozmawiał z tym bratem ciotecznym, który uprawiał ziemię i z jego ojcem i oni go zniechęcili mówiąc mu, że ta ziemia jest nic niewarta i brat im uwierzył i odpuścił sprawę. Jak usłyszałam tę historię, to się zdziwiłam, że dał się tak omotać, bo skoro ziemia była nic niewarta, to dlaczego ją uprawiali i nie chcieli jej oddać.

Wracając do tego co powiedział brat mojego partnera, zatem przez 1,5 roku sami załatwialiśmy wszystkie sprawy związane z ziemią: w sądzie (tu oczywiście brat musiał być obecny, ale całą papierologię, wnioski załatwialiśmy my), w urzędzie, u geodety, później ogłoszenia w sprawie sprzedaży, rozmowy z zainteresowanymi, spotkanie z kupcem. Było dużo załatwiania i trwało to właśnie około 1,5 roku, więc dosyć długo. Dodatkowo czasem musieliśmy też brać urlop żeby jechać np. do urzędu albo na spotkanie z geodetą, bo ziemia jest około 100 km od naszego miejsca zamieszkania, a brat który mieszka 15 km od ziemi nie pomagał nam w niczym i nie angażował się. Raz była nawet taka sytuacja, że mój chłopak  poprosił go żeby był obecny podczas wyznaczania granic przez geodetę, bo będzie mu z nim raźniej, a on dzień wcześniej dzwonił i pytał, czy musi jednak być na tym geodecie, bo ma okazję jechać ze znajomymi na Mazury. I oczywiście pojechał na Mazury, pomimo tego, że to był raz jedyny jak mój chłopak go poprosił żeby był z nim. Oczywiście ja towarzyszyłam chłopakowi podczas wyznaczania granic, jak i w innym przypadkach, gdy jechał do urzędu np., pomimo tego, że moja obecność nie była niezbędna. Zawsze brałam urlop i jechałam z nim, żeby go wspierać, bo wiem, że jego ta sprawa stresowała.

Jeżeli chodzi o ten stres, to muszę przyznać, że od samego początku odkąd zaczęliśmy zajmować się tym tematem, nie podobało mi się podejście mojego chłopaka do sprawy tego spadku. On od początku traktował tę ziemię jak kulę u nogi. Zamiast się cieszyć, że ma jakiś majątek, który może spieniężyć i mieć później pieniądze np. na mieszkanie dla nas, to jego ta sprawa ciągle denerwowała. Ja nie miałam problemu żeby się tym zajmować i zaczął mnie denerwować brak jakiejś takiej przedsiębiorczości z jego strony. Nie mieliśmy zbyt wielu oszczędności, mieszkaliśmy w mieszkaniu moich rodziców, a nie naszym własnym, mamy po ok. 30 lat, więc uważałam i uważam nadal, że powinien myśleć o naszej przyszłości i starać się, żeby jednak jak najdrożej sprzedać tę ziemię. Ja marzyłam o własnym mieszkaniu, na które nie było nas stać i widziałam w tym szansę dla nas, a on chciał tę ziemię sprzedać jak najszybciej, a nie jak najdrożej, byle tylko się jej pozbyć. Nie rozumiałam tego i na tym polu też dochodziło do sporów. Zwłaszcza, że on nie był sam z tym problemem, bo pomagałam mu przede wszystkim ja oraz moja rodzina. Ta ziemia, którą dostał to były 3 działki rolne. Jedna z nich leżała w pobliżu zabudowań i ja chciałam zrobić dla niej warunki zabudowy, zwłaszcza że mielibyśmy pomoc mojej siostry, która zajmuje się zawodowo takimi sprawami. Mój chłopak na początku nie chciał tego robić, mówił, że nie wyobraża sobie żeby dali nam warunki zabudowy na tej działce i żeby tam stały jakieś domy, ogólnie to nawet śmiał się z tego mojego pomysłu. On od początku nie wierzył w ogóle w potencjał tej ziemi, gdyby nie ja to sprzedałby ją za marne grosze temu bratu ciotecznemu, który ją uprawiał. Tak jak już wspomniałam, nie było nas stać na własne mieszkanie, więc ja miałam podejście takie, że trzeba próbować sprzedać to jak najdrożej, bo może to być jedyna okazja w życiu, a mogłoby to też w naszym życiu dużo zmienić. Myślę, że w wieku 30 lat to najwyższy czas żeby myśleć o własnym mieszkaniu. Ciągle na tym polu wybuchały kłótnie między nami, była nawet taka sytuacja, że on umówił się już z jakąś kobietą, że sprzedaje tę jedną działkę jako rolną, tę na której ja chciałam robić warunki zabudowy. Wkurzyłam się wtedy bardzo, bo kompletnie go nie rozumiałam. Po pierwsze dlatego, że taką działkę z warunkami zabudowy można sprzedać kilka razy drożej niż rolną, a po drugie, że mówiłam mu, że ja się tymi warunkami zabudowy zajmę, bo pomoże mi moja siostra i że głupio by było nawet nie skorzystać z takiej opcji, jeśli moja siostra zajmuje się tym zawodowo i pomoże nam to zrobić za darmo, a niektórzy ludzie płacą za takie usługi. W końcu po wielu kłótniach wypełniliśmy ten wniosek z pomocą mojej siostry i oczywiście wydali nam warunki zabudowy, tak jak się spodziewałam. Nie muszę chyba mówić, że rynkowa wartość tej działki mając warunki zabudowy od razu wzrosła. Mieliśmy w planach ją podzielić na 4 i sprzedawać każdą oddzielnie. Jednocześnie toczyła się też sprawa dwóch pozostałych działek. Znaleźliśmy na nie kupca, oczywiście nie muszę mówić, że w spotkaniu z kupcem też uczestniczyłam ja z moim chłopakiem, bez brata. Był już umówiony notariusz i załatwialiśmy jeszcze sprawę darowizny, którą brat miał zrobić na rzecz mojego chłopaka. Byli już na to umówieni, umowa była przygotowana przeze mnie i mieli podpisać w dniu notarialnej sprzedaży ziemi.

Gdy pojechaliśmy na weekend do domu mamy i brata mojego chłopaka (w poniedziałek miało być spotkanie u notariusza) w sobotę ich mama zaczęła coś mówić, że brat zaczął ostatnio mówić, że coś by chciał jednak mieć z tej ziemi i że może mój chłopak by przynajmniej spłacił jego kredyt (kwota ok. 8 tys.). Zdenerwowało mnie to, że w ogóle ich mama angażuje się w to, bo już wcześniej kilka razy zdarzało jej się pytać mojego chłopaka „to naprawdę nic mu nie dasz z pieniędzy za tę ziemię”? Wyglądało to tak jakbyśmy sami we dwoje to wymyślili i zabierali mu ziemię. Przecież to on sam nam dał ją w prezencie i w ogóle się nie zajmował sprawami z nią związanymi, bo mu się nie chciało. Mój chłopak się zaczął martwić, że w końcu jego brat będzie miał do niego później pretensje, że zabrał wszystkie pieniądze za ziemię dla siebie i chciał z nim w niedzielę porozmawiać. No i w niedzielę rozmawialiśmy z nim o tym, mój chłopak mówił żebym ja zaczęła tę rozmowę, bo on nie wie jak, więc zaczęłam mówiąc do jego brata, że nie chcemy żeby miał do nas później jakieś pretensje że bierzemy wszystkie pieniądze za ziemię. Jego brat wtedy powiedział, że on jednak chce mieć coś z tej ziemi, a jak zapytałam co, to powiedział, że połowę. Spytałam, czy cofa prezent ślubny, powiedział że tak. Niby przeprosił , ale dla mnie to nie powinno mieć miejsca. Zdenerwowałam się oczywiście. Przez 1,5 roku nie zajmował się tematem, a gdy już wszystko ogarnięte, to dzień przed sprzedażą mówi, że jednak chce tę ziemię. Dodatkowo dał nam to w prezencie, a prezentów przecież się nie odbiera. Zapytałam go wtedy, czy teraz by pomagał nam w załatwianiu pozostałych spraw, to spytał co dokładnie miał by robić. Powiedziałam, że został podział działki i sprzedaż , to od razu powiedział, że by to oddał w ręce agencji nieruchomości. Nie podobało mi się to. My np. sami wystawialiśmy ogłoszenia, bo nie chcieliśmy płacić agencji. Poza tym większość spraw została już zrobiona i ja nadal chciałam to kontynuować we dwoje z moim chłopakiem. Ogólnie byłam roztrzęsiona i rozpłakałam się dodatkowo po tym jak jego brat powiedział, że „mi zależy tylko na pieniądzach”. Zapłakana poszłam do drugiego pokoju. Mój chłopak nawet nie poszedł za mną. Ogólnie podczas tej rozmowy mało się odzywał i był wyciszony. Później poszedł odwiedzić babcię i z bratem nie widział się już do momentu spotkania u notariusza kolejnego dnia (rano zanim wstaliśmy brat poszedł do pracy). Z mojego punktu widzenia to właśnie bratu mojego chłopaka zależało tylko na pieniądzach, bo zmienił zdanie, gdy się pojawiły pieniądze, a jak trzeba było dzwonić i jeździć po sądach, urzędach, wypełniać wnioski to go nie było. Poza tym dał nam to w prezencie. Następnego dnia poszliśmy do notariusza. Ja byłam zdenerwowana. Mój chłopak rozmawiał ze swoim bratem, tak jakby się nic nie stało i przybijał sobie z nim „żółwiki”. Później jak wróciliśmy do domu i byliśmy sami, mój chłopak powiedział, że jak siedzieli w pokoju u Pani notariusz (ja czekałam w poczekalni), to brat się go pytał, czy wszystko jest ok i mój chłopak powiedział mu, że ok. Wtedy zdenerwowałam się podwójnie, bo już nie tylko na jego brata, że nas oszukał, ale też na mojego chłopaka, że dla niego wszystko jest ok. Mój chłopak nie chciał w ogóle rozmawiać ze mną o tej sytuacji, powiedział, że ziemia należy też do jego brata, brat zmienił zdanie, więc trudno. Ja myślałam, że będziemy we dwoje rozmawiać o tej sytuacji na spokojnie, czy się zgadzamy na to, czy nie, a dla niego temat był zamknięty. Mój chłopak wtedy strasznie się na mnie wydarł, przeklinając. Nie uważam żebym na to sobie zasłużyła, bo po pierwsze mu pomagałam, a po drugie prawda jest taka, że ja nawet robiłam więcej od niego. Nie mogłam załatwiać wszystkiego sama, bo on jako właściciel musiał wszystko podpisywać, ale zawsze byłam z nim. Następnego dnia, gdy wróciliśmy już do siebie, próbowała z nim rozmawiać na ten temat, ale on nie chciał i za każdym razem była kłótnia. Ja nie zgadzałam się na takie rozwiązanie, bo uważam, że umówiliśmy się na coś i tego powinniśmy się trzymać, że jest za późno na zmianę zdania przez jego brata po 1,5 roku. Poza tym przez te 1,5 roku mój chłopak kilka razy się go pytał, czy podtrzymuje swoje zdanie i brat mówił, że tak. Moi rodzice kiedyś się nawet dziwili dlaczego ja tak się zajmuję tą ziemią i im wtedy powiedziałam, że dostaliśmy ją w prezencie od brata mojego chłopaka i że on się jej zrzeka. Trochę się dziwili, że oddaje spadek. Dla mnie generalnie też to było dziwne, ale jemu się nie chciało tego załatwiać i to dlatego. Mój tata wtedy mówił nam, żeby później za kilka lat brat nie miał pretensji czy roszczeń, że tak się czasem zdarza w rodzinach, ale mój chłopak wtedy przekonywał, że na pewno tak nie będzie, że ufa swojemu bratu. I też w to wierzyłam. Chociaż na samym początku jak przeprowadzał postępowanie spadkowe, to proponowałam mojemu chłopakowi żeby od razu zrobił dział spadku, to mój chłopak nie chciał. Ale to bardziej wynikało z jakiegoś lenistwa chyba, bo ogólnie nigdy nie mówił, że nie chce całości tej ziemi, nawet wyliczał ile pieniędzy będzie miał jak sprzeda itp. Myśleliśmy o mieszkaniu albo o domu.

Nagle, mój chłopak zachowuje się tak jakby nie miały znaczenia nasze plany oraz to że ktoś nam coś dał, że we dwoje załatwialiśmy to wszystko, a później jego brat nas wyrolował, oszukał. Czuję, że w ogóle nie docenia mojej pomocy i zaangażowania. Jak mu to powiedziałam to mówi, że docenia i że wie, że beze mnie to w ogóle ta sprawa by nawet nie ruszyła, ale że nie chce walczyć z bratem. Jego brat teraz stoi na stanowisku, że jemu według prawa się należy połowa ziemi i tak mi napisał, gdy mu napisałam, że to nie w porządku. Teraz powołuje się na prawo i wiadomo, że jakby poszedł do sądu, to by wygrał. Ale to, że teraz zakrywa się prawem też jest nie fair, bo zaufaliśmy mu, a zwłaszcza mój chłopak ręczył za niego, że można mu ufać. Mnie boli to, że mój chłopak nie widzi jak bardzo nie w porządku zachował się jego brat i że nawet mu nic nie chce powiedzieć, że to niesprawiedliwe, że ustalenia były inne, że mu zaufaliśmy. Krzyczy na mnie, że ja chce walczyć o swoje. Raz nawet w złości powiedział, że to ja chciałam jego bratu odebrać ziemię, co w ogóle jest absurdem! Później przepraszał za to i mówił, że powiedział to w nerwach. Moim zdaniem mój chłopak jest zaślepiony i boi się powiedzieć cokolwiek swojemu bratu, przeciwstawić się. Od samego początku jak zaczęliśmy się spotykać, to miałam wrażenie, że uważa swojego brata za wyrocznię, wszystkie nasze kłótnie były z nim przez niego omawiane. Nie podobało mi się to i mówiłam mu o tym, to trochę się to zmniejszyło, ale nawet niedawno jak mieliśmy zaproszenie na ślub i wesele kolegi z pracy mojego chłopaka, to mój chłopak dzwonił do swojego brata i pytał go, czy powinniśmy iść, czy nie. Nie poszliśmy i zamiast brać moje zdanie pod uwagę (ja chciałam iść), to on nie wiadomo po co pytał się brata. Jego brat już wcześniej nie raz zachowywał się nie w porządku i Piotrek przymykał na to oko. Ale nie były to sytuacje takiej skali jak teraz, gdy po prostu nas oszukał. Kiedyś np. zaprosiłam go do nas na weekend i on podczas tego weekendu, gdy byliśmy w parku wstawiał relację na facebooka i „zażartował”, że napisze „weekend z mułami”, bo miał nas za nudziarzy. Dla mnie to było bardzo obraźliwe. Innym razem, gdy miał do nas przyjechać nocować z koleżanką, czekaliśmy na nich z obiadem i wiedział o tym, bo umówiliśmy się na konkretną godzinę, a w tym czasie on siedział z koleżanką gdzieś na mieście i pili piwo, a do nad przyszli dopiero na noc, jak do hotelu. Ale tak jak napisałam to były sytuacje mniejszej wagi, natomiast teraz uważam, że mój chłopak powinien, a nawet miał obowiązek zareagować i powiedzieć po prostu stanowczo, że nie zgadzamy się na jego zmianę zdania. Zamiast na mnie, to powinien krzyczeć na niego, ponieważ ja uważam, że mam prawo coś powiedzieć, bo dostałam to w prezencie i się tym zajmowałam, a nagle nie mogłam się odezwać. Ja od początku nie rozumiałam ich nieogarnięcia, bo przez 28 lat nie zajęli się tą sprawą, a po 30 latach to ich brat cioteczny mógł już zasiedzieć te działki, więc całkiem by je stracili. Po tym jak pomagałam mojemu chłopakowi w ogóle z tym ruszyć i później się tym zajmowałam liczyłam, że bardziej będzie bronił naszego interesu, jak nie swojego, to chociaż mojego, ponieważ ja najwięcej czasu na to poświeciłam. A on powiedział swojemu bratu, że wszystko jest ok i tak chciał zamknąć sprawę. Rozmawia z nim tak jakby nic nie przeskrobał, dzwonił sam pierwszy do niego z życzeniami na święta i mi mówi, że święta, to trzeba wybaczać. Tłumaczy, że to jego brat, że nie chce walczyć, a mnie ręce opadają. Nawet jeżeli w rezultacie połowa ziemi i tak by była brata, no bo zgodnie z prawem tak jest, to uważam, że nie można w takiej sytuacji udawać, że wszystko jest w porządku i się godzić na taką niesprawiedliwość. Mój chłopak nie rozumie dlaczego ja chce walczyć, że co mi to da, opowiada jakieś bzdury, że o jaką sprawiedliwość chce ja walczyć, że sprawiedliwości nie ma itp. A ja tak, chciałabym walczyć właśnie o sprawiedliwość i o takie zasady jak dotrzymywanie słowa oraz, że darowanych rzeczy się nie zabiera. Powiedział, że on się z tym pogodził, że ma wewnętrzną zgodę na to. Szkoda, że godzi się na niesprawiedliwość, zwłaszcza jak widzi, że mnie to boli. Ja nie widzę powodu, dla którego ktoś miałby zbierać owoce mojej pracy. Nie mogłam już tego znieść, jego bierności, i poprosiłam mojego chłopaka o wyprowadzenie się. On chciałby wrócić, po prostu żyć dalej jak gdyby nigdy nic, ale nie potrafię udawać, że się nic nie stało, bo dla mnie stało się dużo. Dla niego to jakaś głupia sprawa. Czy moje zachowanie jest zrozumiałe? A jego?

Edytowano przez samotnaga
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Twoje zachowanie jest jak najbardziej zrozumiałe, ale zachowanie Piotrka i jego brata też można zrozumieć. Wychowywali się bez ojca, który na pewnym etapie życia powinien przekazać swoim synom pewne wartości, postawy i umiejętności potrzebne do skutecznego radzenia sobie w życiu. Nie dał im przykładu jak powinno się załatwiać sprawy, nie wpoił im, że powinni mieć swój honor i zasady. Zamiast wyrosnąć na mężczyzn - tatynsynków, wyrośli na maminsynków. Mamusia troszczyła się, o wszystko dbała, może nawet kontrolowała, i zdusiła ich samorozwój: zaradność i odpowiedzialność. 

Błędem było nie spisanie umowy darowizny ze szwagrem zaraz po ślubie. Jedynym rozwiązaniem jest chyba pogodzenie się z tym, że połowę ziemi trzeba oddać bratu, i wykombinowanie tego tak, żeby on wziął część wyłącznie rolną, aby minimalizować straty.  Twoje pokłady energii, przeznaczone na załatwianie wszystkich spraw formalnych, też po części trzeba spisać na straty. Zaangażowałaś się, ale tylko z własnej woli, nikt gwarancji współpracy nie dawał, a często wyraźnie jej odmawiał. Źle oceniłaś sytuację. Trudno. Zdarza się.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.




  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się na pytanie zadane na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć oraz spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.