Skocz do zawartości

Polecane posty

Witam

Mam 39 lat. Powód dla którego się tu znalazłem? Cóż pewno nie jeden by się znalazł ale ostatni który jest to strach, niepewności i w końcu stres (który nie daje mi spać po nocach).

Czego się tak boje?

Nie będe raczej oryginalny wirusowe szaleństwo przyprawia mnie o wielki lęk. Gonitwa myśli czy to już? Wirus czaji się za rogiem ;-), jak najgorszy wróg. A przecież zawsze tam był jakiś wirus, jakiś baktreria, jakieś zagrożenie.

Od tygodnia mam problem ze snem, nigdy tego nie miałem,nigdy.  Moja żona podtrzymuje mnie na duchu ale boje się że przegnę i pociągne ją ze sobą  na dno moich lęków. Nie chce jej obciążać, mamy jeszcze dwójke dzieci, a nie chcę żeby widziały że ojciec nie potrafi dać sobie rady. One muszą widzieć że jestem dla nich opokom, parasolem przed deszczem strachu i tarczą przed syfem tego świata.

Boje się że nie potrafie im tego dać, boję się że żona też tego nie wytrzyma, przecież mężczyźni się "nie" boją niczego, są skała od której odbija się świat i chronią swoją rodzinę przed nim. A ja przed czym mam chronić skro sam nie potrafię się ochronić.

 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dzień dobry,

zacznę od tego, że stan niepewności  i zagrożenia spowodowany pandemią u wielu ludzi wzmaga lęk.

Pisze Pan o pewnych swoich przekonaniach czy też ogólnych stereotypach: "boję się ale jestem mężczyzną więc nie mogę tego okazać". "nie sięgnę po pomoc, nie powiem  żonie bo powinienem być jak ta skała".

Te przekonania mogą wzmagać Pana lęk i presję jaką Pan na siebie wywiera czy też zaburzać Pana samoocenę - "jakim to jestem mężczyzną, że nie daję sobie rady?".

Warto się przyjrzeć tym przekonaniom i sprawdzić czy są prawdziwe. Czy nie lepiej porozmawiać z żoną o Pana obawach, wysłuchać też jej i wspólnie przyjrzeć się na co Państwo macie wpływ w tej sytuacji? Jak wspólnie możecie zadbać o siebie nawzajem i dzieci? np. przestrzeganie zasad reżimu sanitarnego, maseczki, dezynfekcja itp. Na to Państwo macie wpływ.

Dodam że proszenie o pomoc, rozumienie i wyrażanie swoich emocji, konfrontowanie swoich przekonań to wyraz dojrzałości emocjonalnej.

Myślę, że spokojna rozmowa z żoną i dziećmi, uzgodnienie rodzinnego planu dbania o siebie nawzajem, wytłumaczenie dzieciom, że lęk to naturalna emocja informująca przed zagrożeniem, że wspieracie się nawzajem może być korzystniejsza dla Waszej rodziny niż gdy Pan będzie tłumił swoje emocje i przyjmował jakąś maskę na co dzień.

Pozdrawiam,

Katarzyna

 

 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje

Z żoną rozmawiałem na ten temat, nie raz, ona jest moją podporą tylko, że ja nie mogę  kolejny raz drążyć tego tematu. Ona też ma swoje granice wytrzymałości.

Nie potrafię zaakceptować tego, choć wiem że niem mam na to wpływu.

Nieśmiertelny też nie jestem, wiem że muszę to przyjąć takie jakie jest bez względu na wszystko.

Chyba nie potrafię.

Ale muszę ze względu na moją rodzinę. ONA JEST DLA MNIE NAJWAŻNIEJSZA.

Dziękuje za radę

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Młodość to dość dawno temu miałem ;-). Od pół roku sobie to diagnozuje, bo co jakiś czas wraca. To taka sinusoida. Czy to jest jakiś skrywany lęk? nie wiem.

To może świadomość tego, że ja mając już te 39 lat zbliżam się do kresu. Brzmi to dziwnie ale jeżeli te prawie 40 lat mineło jak mrugnięcie okiem to jeszcze jedno i będzie 80,a może nie.

Patrząc  na siebie tu i teraz nie dostrzegam że czas płynie, patrząc na to co zostawiłem za sobą widze jak wiele czasu upłyneło.

Pamiętam kiedyś wiele lat temu dopadła mnie myśl taka, stojąc w Kościele i patrząc na starszych ludzi, stwierdziłem, że ja zabieram im życie.

Ale coś w tym jest, bo rodzimy się przeżywamy swoje lata i umieramy, w między czasie przychodzi ktos następny, który "zabiera" mi moje dni.

Mi się wydaje że ten wirus  przypomina mi że śmierć jest bliżej niż mi się wydawało. Po za tym przypomina mi żebym nie wybiegał za daleko w przyszłość i skupił się na przeżywaniu tu i teraz. Bo w tej chwili wiem że żyje, a w następnej może mnie nie być.

Słuchałem różnych psychologów, na youtubach, przeczytałem nawet ksiązki o tym, staram się zrozumieć i zaakceptować ale przychodzi mi to ciężko.

Może nawet użalam się za bardzo nad sobą. Bo wiem że najlepszą metodą na to żeby zapomnieć o tym czy innym utrapieniu jest chycić się roboty, zacząć jakiś projekt, znaleźć jakieś hobby. Bo wiem że mój mózg jest jednowątkowy i jeżeli skupiam się na jednej rzeczy inne "wypycham" gdzie dalej.

I na tym się skupie na pracy.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Możliwe.

To co się teraz dzieje pochłania mnie bez reszty i spać nie daje po nocach. Próbuje mieć wpływ na coś na co wpływu nie mam, nie potrafię tego zaakceptować.

Boje się o siebie i o bliskich, czy mam podstawy do tego strachu? Przecież na tak wiele rzeczy nie mam wpływu.

Przez ostatni tydzień śpie po trzy godziny dziennie, ma ktoś jakiś pomysł jak się wyspać porządnie? Nigdy z tym nie miałem problemu, a teraz, teraz jest inaczej, nieprzyjemnie.

 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dlaczego Ci którzy nami rządzą wolą  trzymać nas w strachu? Dlaczego lęk i jego dawkowanie dla mas jest tak istotne?

Czy każda władza deprawuje? Dlaczego nie można inaczej? 

Czy ja jako osoba inteligenta, myśląca nie zasługuje na to że ktoś może mi coś wytłumaczyć w sposób adekwatny do zaistniałej sytuacji?

Ja wiem że strachem  można kontrolować tłumy ale strach rodzi nienawiść, a nienawiść prowadzi do śmierci.

Czy to co teraz się dzieje nie jest etapem nienawiści?

Chociaż może te złe podejście bierzę się już z samego etapu wychowania, gdy straszę moje własne dzieci konsekwenacamii ich uczynków, zamiast wytłumaczyć co może się stać .

 

Proszę mi wybaczyć moje uzewnętrznianie się, ale jak nie tu to gdzie?

Żona poradziła mi żebym zaczoł pisać w zeszycie co czuje w danej chwili, jeden już skończyłem, drugiego jest już dużo. Jak się skończy ten cały bajzel będzie co publikować na anonimowym blogu, w końcu jakiś pozytyw 😉

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jeżeli  osobowość kształtuje się całe życie to moja zmienia się w bólach i nieprzespanych nocach, hartowana w lęku i strachu. Jeżeli ma mi to pomóć to się na to godzę.

Jeżeli z tego wszystkiego mam wyjśc silniejszy, mocniejszy, trwalszy, to, tak tego chcę.

 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Na tym forum znalazłem sposób żeby przespać noc, w końcu się udało.

Nie jestem jedyny który ma problem, a moje problemy są nie wielkiego ciężaru w porównaniu z problemami innych.

Pozostała mi praca nad sobą, mam nadzieję że podołam, chyba nie mam innego wyjścia.

Tak więc dziękuje.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

P.S.

Żeby nie było tak różowo, to pewno jak  w życiu przyjdą gorsze chwile i pewno wróci lęk, strach czy niepewność ale mam nadzieje, że nie zdominuje mnie, a nawet jeśli będzie się przedłużać to będę wiedział co zrobić. Muszę zaakceptować pewne rzeczy, a nie podejmować ciągle walki.

No i będę wiedział gdzie szukać pomocy.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 26.10.2020 o 12:02, marcinJ napisał:

Witam

Mam 39 lat. Powód dla którego się tu znalazłem? Cóż pewno nie jeden by się znalazł ale ostatni który jest to strach, niepewności i w końcu stres (który nie daje mi spać po nocach).

Czego się tak boje?

Nie będe raczej oryginalny wirusowe szaleństwo przyprawia mnie o wielki lęk. Gonitwa myśli czy to już? Wirus czaji się za rogiem ;-), jak najgorszy wróg. A przecież zawsze tam był jakiś wirus, jakiś baktreria, jakieś zagrożenie.

Od tygodnia mam problem ze snem, nigdy tego nie miałem,nigdy.  Moja żona podtrzymuje mnie na duchu ale boje się że przegnę i pociągne ją ze sobą  na dno moich lęków. Nie chce jej obciążać, mamy jeszcze dwójke dzieci, a nie chcę żeby widziały że ojciec nie potrafi dać sobie rady. One muszą widzieć że jestem dla nich opokom, parasolem przed deszczem strachu i tarczą przed syfem tego świata.

Boje się że nie potrafie im tego dać, boję się że żona też tego nie wytrzyma, przecież mężczyźni się "nie" boją niczego, są skała od której odbija się świat i chronią swoją rodzinę przed nim. A ja przed czym mam chronić skro sam nie potrafię się ochronić.

 

 

Dnia 26.10.2020 o 12:02, marcinJ napisał:

Witam

Mam 39 lat. Powód dla którego się tu znalazłem? Cóż pewno nie jeden by się znalazł ale ostatni który jest to strach, niepewności i w końcu stres (który nie daje mi spać po nocach).

Czego się tak boje?

Nie będe raczej oryginalny wirusowe szaleństwo przyprawia mnie o wielki lęk. Gonitwa myśli czy to już? Wirus czaji się za rogiem ;-), jak najgorszy wróg. A przecież zawsze tam był jakiś wirus, jakiś baktreria, jakieś zagrożenie.

Od tygodnia mam problem ze snem, nigdy tego nie miałem,nigdy.  Moja żona podtrzymuje mnie na duchu ale boje się że przegnę i pociągne ją ze sobą  na dno moich lęków. Nie chce jej obciążać, mamy jeszcze dwójke dzieci, a nie chcę żeby widziały że ojciec nie potrafi dać sobie rady. One muszą widzieć że jestem dla nich opokom, parasolem przed deszczem strachu i tarczą przed syfem tego świata.

Boje się że nie potrafie im tego dać, boję się że żona też tego nie wytrzyma, przecież mężczyźni się "nie" boją niczego, są skała od której odbija się świat i chronią swoją rodzinę przed nim. A ja przed czym mam chronić skro sam nie potrafię się ochronić.

 

 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Piszę do marcinaJ. Marcinie, chcę Cię pocieszyć. Otóż podejrzewam a wręcz wiem że wiele osób ma problemy psychiczne, nawet bardzo poważne, łącznie z chospitalizacją na oddziale psychiatrycznym, związane z tym wirusem - ale jakoś o tym cicho. Ciekawe dlaczego? Może oglądałam nie te programy i stacje co trzeba ale nie natrafiłam nigdzie na analizę ogromnych szkód psychicznych jakie powoduje ten wirus. Może nie ma na co liczyć bo media musiałyby same siebie oskarżyć o wywoływanie w ludziach tych szkód. Nie jesteś sam, wręcz odwrotnie, takich jak ty jest wielu.

 

  • Podoba mi się to 1
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja uczę się nie bać, uczę się spać, uczę się nie myśleć za dużo o rzeczach na które nie mam wpływu. Na wirusa nie mam wpływu, czy go będę miał czy nie.

Chciałbym słyszeć każdego dnia zdanie "wszystko będzie dobrze".

Czy przeżyje też nie wiem, chociaż telewizja i internet mówi mi że z każdym dniem moje szanse maleją. 

I tak od pół roku.

Pan Rafał Olszak mógłby zaktualizować swój film na kanale "Ocal siebie" o korona wirusie.

Asi8 dzięki, za dobre słowo. 

Tylko czy jak się skończy wirus, bo kiedyś się skończy, to czy nie pojawi się coś innego? Może to test dla naszej osobowości, wytrzymałości psychicznej?

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, marcinJ napisał:

Ja uczę się nie bać, uczę się spać, uczę się nie myśleć za dużo o rzeczach na które nie mam wpływu. Na wirusa nie mam wpływu, czy go będę miał czy nie.

Chciałbym słyszeć każdego dnia zdanie "wszystko będzie dobrze".

Czy przeżyje też nie wiem, chociaż telewizja i internet mówi mi że z każdym dniem moje szanse maleją. 

I tak od pół roku.

Pan Rafał Olszak mógłby zaktualizować swój film na kanale "Ocal siebie" o korona wirusie.

Asi8 dzięki, za dobre słowo. 

Tylko czy jak się skończy wirus, bo kiedyś się skończy, to czy nie pojawi się coś innego? Może to test dla naszej osobowości, wytrzymałości psychicznej?

Myślę że pomoże Ci wizyta u psychiatry i dobranie leków. Widzę u Ciebie lęk, depresję, obsesję. Widzę też że temat wirusa przekroczył własne granice i zaczynasz już filozofować ponuro pod jego wpływem. To błąd. Nie szukaj winy w sobie, nie wstydż się, nie myśl, nie daj Boże, że to oznacza że jesteś " nienormalny". Jesteś normalny. Nawet więcej - z tego co piszesz wynika że jesteś poukładanym facetem na poziomie. Trzymaj się. Oczywiście że będzie dobrze. Takie rzeczy mijają, trzeba tylko czasu ( to akurat dla osoby cierpiącej jak Ty nie brzmi tylko pocieszająco bo taka osoba zwykle chce żeby to jak najszybciej się skończyło ) albo trzeba jakiegoś innego "mocnego" tematu który, gdy się pojawi, odciągnie Cię od tego wirusa. Ten wirus naprawdę nie jest tak grożny jak by tego chciała telewizja, uwierz mi. Popatrz, widzisz żeby ludzie padali na ulicach albo wciąż wszędzie jeżdziły karawany i karetki? Moim zdaniem grożna jest panika którą on wywołuje i niszczycielski wpływ tych wszystkich "lokdałnów" na kontakty międzyludzkie i gospodarkę. Są inne dużo istotniejsze zagrożenia dla zdrowia. Proszę tylko,  nie zaczynaj się nimi interesować bo tak nie da rady żyć. A że Ci przejdzie i będzie u Ciebie ok jest pewne jak w banku.

  • Jestem za to wdzięczny 1
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dzięki.

To co piszesz pomaga.

Mi się wydaje że nasza cywilizacja zepchneła temat śmierci na margines życia. Co nas nie dotyczy, co właściwie nie istnieje.

Kiedyś było inaczej ludzie wiedzieli, że nie są nie śmiertelni. Nie przywiązywali tak wielkiej wartości do wyglądu, ilości pieniędzy na koncie itp. ciężarów.

Wydaje mi się, że lęk bierze się z tego co mogę stracić, bo za bardzo się przywiązuje do pewnych rzeczy.

Na tym świecie nic nie jest wieczne. 

Ale zdanie sobie sprawy ze swojej skończoności może wyjść człowiekowi na dobre. Nie ma sensu rozpamiętywać kwestii kiedy i gdzie, bo nie mam na to wpływu, lepiej myśleć co mogę zrobić tu i teraz.

Dzięki Asi8 za wskazówki, dobrze mieć miejsce w którym można napisać co się czuje i myśli.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kolejne rekordy, kolejne zamknięcie. 

Jedyne co mogę dla siebie zrobić to wyłączyć myślenie i zająć się czymś innym. 

Ile czasu potrzeba żeby człowiek przyzwyczaił się to nowej sytuacji?

Na szczęście czas szybko leci.

Cóż za paradoks z jednej strony chcemy żeby czas zwolnił, a z drugiej strony chcemy żeby to jak najszybciej minęło.

Ma rację Asi8, że wirus to tylko jeden problem i nie koniecznie największy. 

Trzeba przetrwać i przeczekać, nie wiadomo co będzie jutro ale na pewno będzie dzień, wzejdzie słońce na wschodzie zajdzie na zachodzie, gdzieś spadnie deszcz, gdzieś zaświeci słońce. Ludzie będą dalej rodzić się i umierać. Bez względu na to co się teraz dzieje. Tak jest od setek lat i tak będzie jeszcze długo po nas.

Przetrwajmy burzę, bo ona się kiedyś skończy i przygotuje nas do następnej.

Ktoś mi to "sprzedał" czasami pomaga.

"Boże, użycz mi pogody ducha,
Abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, 
I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

   Żyjąc w teraźniejszości,
   Ciesząc się bieżącą chwilą,
   Przyjmując przeciwności jako drogę do pokoju,
   Biorąc ten grzeszny świat takim, jaki jest - jak to czynił Jezus,
   A nie takim, jaki chciałbym mieć, 
   Ufając, że On uczyni wszystko dobrym, jeżeli poddam się Jego woli.
   I że mogę być szczęśliwy, w pewnym stopniu już w tym życiu,
   A w pełni razem z Nim w wieczności.

Reinhold Niebuhr (1892-1971) amerykański teolog, protestant, socjolog religii.."

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zastanawiałem się czy tu jeszcze coś napisać. Podjąłem kilka prób ale nieudanych. Pewne problemy, które mnie prześladowały doszły do apogeum, szczytu. Nastąpił wielki wybuch i cisza. Część  znikła, rozpłynęła się jak poranna mgła. Część pozostała jak czarne chmury na horyzoncie zwiastujące nadejście kataklizmu, który może się okazać deszczem użyźniającym ziemie, chłodem dla rozpalonych serc. 

Czasami jednak rozmowa nawet trudna i bolesna pomaga. Krzyk też. Zawsze trzeba wybierać i nigdy nie jest to łatwe. 

Przyjdą jeszcze trudne dni, nie wątpię w to. Ale czy to czego doświadczyłem nie powinno być drogowskazem postępowania wtedy, środkiem znieczulającym, uśmierzającym ból?

Na koniec kolejny tekst, może się przyda.

 

Cytat

 

DESIDERATA

    Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu - pamiętaj jaki pokój może być w ciszy. Tak dalece jak to możliwe nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi. Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swoją opowieść. Jeśli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.

     Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakakolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu. Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

     Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć: nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa. Przyjmuj pogodnie to co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości. Rozwijaj siłę ducha by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

     Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa, masz prawo być tutaj i czy jest to dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.

     Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia: w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą. Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny. Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.

Autor: Max Ehrmann

 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Myślałem że ostatni powyższy wpis będzie ostatni ale tak nie jest.

Problemy nie znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jedne się rozwiązują a pojawiają się inne. A może to nie problemy a przeszkody, bo jeżeli każdy problem będę traktował jak przeszkodę, wyzwanie to z definicji mogę ją ominąć, pokonać albo podjąć się tego wyzwania i nie ma problemu.

Pomyślałem że jak już jeden wpis tu zrobiłem to czemu mam robić kolejne gdzie indziej. To dobre miejsce żeby pisać o swoich problemach? przemyśleniach. nawet ktoś to czyta!

a dzięki anonimowości jest łatwiej.

Czasami żałuje że nie ma magicznego przycisku po naciśnięciu którego wszystko mija. Pstryk jest fajnie, pstryk jest mniej fajnie.

Życie jest pełne wyzwań, osiągając jeden szczyt. Myślę że za nim jest dolina i będę mógł lekko iść na dół okazuje się to nie prawdą gdyż zejście jest trudniejsze od wejścia. A co jeżeli za górką jest kolejna górka, mam przestać iść zatrzymać się? zawrócić? to nie możliwe idę do przodu tylko jakikolwiek kierunek wybiorę to zawsze idę do przodu w życiu nie da się cofnąć. Zatrzymać? znaczy umrzeć?

Często jest tak że droga jest ważniejsze niż cel.

Czasami czuje że jestem naiwny jak dziecko. Tylko czy dziecko jest naiwne?, a może po prostu bezgranicznie ufa, nie zna kłamstwa, bo mówi tylko prawdę.

 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.




  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się na pytanie zadane na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć oraz spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.