Skocz do zawartości
Prawopółkulowa

Toksyczny związek-silna milosc przy braku szacunku,

Polecane posty

Dzień dobry,

Mam 29 lat i postanowiłam napisać do Państwa, z prośba o zdiagnozowanie problemu, pomoc czy tez ukierunkowanie do jakiego specjalisty sie udać-psycholog/psychiatra/terapeuta? Nigdy nie korzystałam z powyższych uslug. 
W ostatnim czasie moje optymistyczne nastawienie, towarzyskość, wręcz zarażanie innych śmiechem (wszyscy mi to zawsze mówili) odeszlo na boczny tor, a zastąpiło je ciagle rozmyślanie, mniejsza chec spotkań-chyba obustronnie poprzez moj spadek nastroju-zrobiłam się mdła, pozbawiona pasji, charyzmy, zobojętniała na wiele rzeczy, które wcześniej przynosiły mi radość. Nie mam pewności, ale może to być za sprawa relacji z 'toksycznym narcyzem'. Jednak jestem taka osoba, która winy pierw szuka w sobie zanim komukolwiek ja wskaże. Mysle, ze ten związek mogl doprowadzić do przygaszenia mnie, zastanawiam nie czy problem jest ze mną czy z nim, bede niezmiernie wdzięczna jeśli uda nie to Pani/Panu określić.

Może zacznę od początku, bo z tego co czytałam zaczyna nie od dzieciństwa, a to nie należało do łatwych pod względem emocjonalnym. Do 11 r.z mieszkaliśmy w czwórkę (dziadki, mama i ja) do tego czasu wszystko było normalne. Tata odszedł do innej kiedy miałam 5 lat, zawsze mi go gdzieś tam brakowało i ten brak dostrzegam teraz kiedy od partnera doszukuje sie usilnie poczucia bezpieczeństwa, uwagi może trochę tez mentora. Natomiast jako dziecko był to dla mnie temat bardzo wrażliwy kiedy ktoś go poruszył w 4 oczy pytając gdzie moj tato naplywalay mi lzy do oczu, natomiast w życiu codziennym zycie bez taty bylo dla mnie normalnością, w wieku 5 lat byłam zbyt mala by przejść jakieś zalamanie i je pamiętać. Nie miałam z nim kontaktu z woli mamy, w wieku nastoletnim spotkałam sie 2 razy, ale nie chciałam więcej kontaktu-z tego co mi wiadomo choruje chyba na depresje lub inna chorobę psychiczna ma zone do której wtedy odszedł i 2 dzieci. Kiedy dziadkowie sie wyprowadzili do domku w wieku kiedy miałam 11 lat i chyba wtedy zaczęło nie piekło. Zostałam sama z mama. Slyszlaam teksy "zaluje, ze Cie urodziłam niechciany bękarcie" itp. 5 min spóźnienia skutkowało przemocą fizyczna, byłam bita, kopana, awantury były ciagle, kilka razy w tygodniu, może miesiącu, raz nawet tak sie balam, ze dzwoniłam po policje. Nigdy nie podniosłam reki na mame, nawet jej nie odepchnelam. Uczylam sie normalnie czasami lepiej czasami gorzej, ale zawsze pilnowałam swoich ocen na poziomie 3/4 i nie wagarowałam. U mnie w rodzinie nigdy niczego nie brakowało, jedzenia czy pieniędzy jednak każdy na to cieżko pracował by do czegoś dojść. Każdy wymagal, nie było spotkań rodzinnych czy imprez. Z mama nie mam kontaktu, kontakt odswiezamy co święta i niestety po miesiącu lub 3 sie kończy, jest zbyt nerwowa i rządna władzy (ma nerwice). Z mojej strony nie chce takiego kontaktu, zbyt dużo sil emocjonalnych kosztuje mnie wybaczanie, ludzenie sie, ze będzie dobrze i szok/rozpacz. Wole spokojnie zyc. Dodam, ze kiedy byłam paroletnia dziewczynka mama miała z 2 partnerów i panicznie balam sie, ze zostane sama, ze zabiorą mi mame, która nie miała juz tyle czasu dla mnie, a miałam tylko ja. Rodzina nie brała udziału w moich problemach z mama. Zawsze słyszałam: wracaj do domu. Do tej pory nie potrafię prosić. Kiedy dostałam np.spodnie od mamy (nie dostawałam często) i coś jej nie pasowało, zabierala mi je i mówiła, ze odda, ze na nic nie zasługuje. Ciagle na nic nie zasługiwałam.

Kiedy skończyłam liceum wyprowadziłam sie na wynajem wraz z partnerem 3 lata starszym, z którym byłam od 15 roku życia. Zaczelam studia dzienne, pracowałam-po kilku miesiącach dostałam awans jako jedyna i pracowałam na pełen etat ciagnąć studia dzienne. Zycie układało mi sie wspaniale, studia, fajna pierwsza praca, niezaleznosc, tylko ten moj partner stanal w miejscu, brak rozwoju, codziennie po pracy piwo do obiadu, brak argumentów merytorycznych, zero wkładu w urządzanie mieszkania-ja chciałam czegoś więcej, rodziny dzieci rok mu to tłumaczyłam. Zakończyliśmy ten związek po 8 latach z mojej inicjatywy co dziwne nie zaplakalam ani razu po nim, wręcz stałam sie taka lekka. 

Nieskromnie mówiąc zawsze cieszyłam sie dużym powodzeniem, po kilku miesiącach poznałam drugiego partnera, z którym spędziłam 2 lata. Zaczelam sie w nim zauraczac w 3 miesiącu za jego charakter, czułam sie przy nim bezpiecznie, byłam taka szczęśliwa, pomagał mi, dużo wyjezdzalismy, cały czas byliśmy ze sobą i nigdy nam sie nie nudziło, dbał o mnie, moj ideał pod względem charakteru, wtedy uświadomiłam sobie co znaczy... prawdziwie kochać. Dostawalam dużo uwagi czego nie mogę powiedzieć o obecnym związku. Skończyłam studia, ale jakby nie dla siebie, a by rodzina była dumna, ze jestem "kimś", a nie "bękartem". Zrobiłam kilka nietuzinkowych kursów jak na kobiete np. prawo jazdy na tiry-uwielbianam to i byłam z tego dumna. Niestety bajka z nim nie trwała za długo... Zaczęły mi na sam koniec znikać moje rzeczy: pieniądze, laptop itp. -byl starszy 5 lat... Wyszło jeszcze kilka różnych rzeczy.  Podziękowałam, przeżyłam wewnętrzną tragedie, osoba, która tak kochałam okradła mnie pod moim dachem. Balam się nawet o to czy nie wziął na mnie kredytu skoro był zdolny do takich rzeczy. To było straszne. Mieszkałam sama, czułam sie niebezpiecznie w swoim domu, stal mi pod blokiem, wydzwaniał z różnych numerów natarczywie, do tego stopnia, ze musiałam zmienić numer- 3 miesiące nerwówki i wmawiania sobie nie możesz z nim być, pomimo, ze go kochasz, balam się samotności, moja mama jest sama, niechcianam zostać stara Panna...

Poznałam obecnego partnera 8 lat starszy i tu sie trochę bardziej rozwinę (i teraz czuje, sie niezręcznie, bo odrazu mysle sobie, ze czyta Pan/Pani tak długa wiadomość, a ja jeszcze bede sie rozwijać... wręcz chciałabym przeprosić tylko dlaczego? przecież temu sluzy ten portal-skad moje odczucia, czy to normalne?)-czesto tak odczuwam szczególnie od kad chyba go poznałam-czy mi wypada, czy ja mogę i pełno myśli...
Obecnego chłopaka poznałam przez portal randkowy, który miałam 1 dzien. Pisaliśmy prawie pol roku, spotkaliśmy się i zaczęliśmy ze sobą być. Wyglądał na maks 3 lata różnicy wiekowej, nie pali, nie pije, jest na wysokim stanowisku. Z początku uważnie mnie słuchał, sam bardzo dużo mówił, opowiadał, ale teraz wszystko przybrało trochę inna formę. Opowiem ciut o nim: był 15 lat w związku ma córkę. Klocil sie strasznie z była, wieczne sądy o dzieci (widzenia, alimenty), mówienie na glos, ze jej w piety pójdzie, ze go zdradziła s***, pełno wulgaryzmów przy dziecku w jej stronę. Straszna nienawisc, rozumiem, ze rozwaliła mu rodzine, ale przy dziecku takie słowa? Jego wiadomości, które podejrzałam z nia ciagle w treści miały "zakazuje Ci" "nakazuje Ci" "zapłacisz za to" "spotka Cie kara" "potrzebny Ci jest psychiatra" dziwiłam sie, robił jej na zlosc. (podchodził emocjonalnie jakby sie jeszcze nie pogodził?) Dla mnie był miły-zwracał nie do mnie kochanie skarbie nigdy po imieniu, kiedy ja zwróciłam nie po imieniu mówił dlaczego tak brzydko do mnie mówisz?  Pierwsze Pol roku przebiegało dobrze, oby dwoje zauroczeni. Caly czas żyjemy 600km od siebie i jeździmy co tydzien naprzemiennie, bo po wcześniejszych przebojach z kradzieżą chciałam go sprawdzić pod katem charakteru, ale coś mi nie dawało tego poczucia by zrobić tam ten krok z przeprowadzka. Caly czas sam z siebie wypierał sie, ze on nie ma koleżanek, nie ma kolegów, ze normalni ludzie pracuja w tygodniu, a po pracy odpoczywają i nie maja czasu jak ja na znajomych-pracowal wtedy do pozna, chciał mnie odseparować od wszystkich. Zakochana coraz bardziej wierzyłam w jego słowa, ze ma racje, ze to taka porządną osoba za jaka nie uważa ciagle podkreślając jaki to on nie jest porządny i uczciwy obywatel. Kiedy miała przyjść do mnie przyjaciółka np. na 18, dzwonił o 18:20 i bardzo powoli opowiadał co u niego, wiedząc, ze miałam mieć gości i tu znowu to uczucie wypada mu przerwać i przeprosić czy najpierw wysłuchać, obawiałam sie reakcji jakbym robiła coś złego... Wysłuchałam i powiedziałam, ze mam gości na co zawsze słyszałam: znajomi ważniejsi tak?-ciagle ze wszystkim wpedzal mnie w poczucie winy. Zawsze byłam towarzyska, ale coraz mniej zaczęłam wychodzić domu, chcialam unikac klotni. Po roku robilo sie coraz gorzej. Kiedy przyszła do mnie koleżanką raz w miesiącu mówił, ze złodziejką kradnie mi moj prywatny czas. Kiedy chciałam isc na grzyby, po co Ci grzyby? Problemów szukasz, kupie Ci grzyby siedź w domu. Zakazuje Ci.
Po roku było coraz gorzej. Moj znajomy ze szkolnej ławki w gimnazjum cieżko zachorował, ludzie wstawiali zdjęcia mapka gdzie mozna mu pomoc, tez wstawiłam i rozesłałam po znajomych. Reakcja mojego: Jakiegoś H*** wstawiasz jakby był Twoim chłopakiem i wywalił mnie ze znajomych. Nie mieliśmy sie na fb w znajomych. Po kilku miesiącach powiedział (cale wakacje nie mial mnie w znajomych): Zaprosiłem Cie do znajomych, zaproszenie jest ważne do godziny 20, 20:40 nie przyjęłam (zaczęłam stawiać na swoim, ale i tak on zawsze wygrywał) w każdym razie w tej sytuacji zadzwonił i mówi jest 20:40, a ja mowie wiem i co z tego? On jakby zdziwiony mówi, ze zaproszenie było do 20, na co ja: to juz sie przeterminowało i nie jest ważne. Odpowiedział 'AHA na Twoja odpowiedzialność' i usunął je. Byłam u niego miesiąc (urlop) przed tym chodzil zawzięcie na siłownię, przez to, ze ciagle siedzielismy w domu (typ domatora) zaproponowałam byśmy poszli razem, a on, ze nie ma takiej opcji, ze jak sie przeprowadzi bede z nim chodziła, teraz nie. Nie odpuszczałam mówiłam dlaczego? Denerwowal sie i powtarzał, ze to ma być dla mnie motywacja bym sie przeprowadziła?  Do tej pory nie poznałam jego znajomych, bo zawsze mówił, ze jest domatorem i ich nie ma. On nie poznał moich, bo wiecznie był zmęczony, a mimo to nazywa ich 'patologia' gdzie to normalne, ułożone osoby z dobrych domów-aby mnie od nich zniechęcić. Kiedy opowiadałam o zamiłowaniu do motoryzacji krzywił sie i mówił, ze kobiecie nie wypada i wstyd sie tym chwalic, zabijał we mnie tak każda pasje. Kiedy on szedł na siłownię i basen było ok, natomiast kiedy ja odważyłam sie w końcu pójść (trenowałam pływanie) to slyszalam, ze idę świecić cycami na wierzchu i sponsora szukać. Tego było tak wiele, ze nawet nie wiem o czym pisać. Para przyjaciół powiedziała, ze depresji dostaje przez niego, ze kiedy z nim jestem nie jestem sobą. Zerwalam z nim, wszędzie zablokowałam, pisał maile naprzemiennie, ze mnie kocha, a za chwile, ze mam juz pewnie jakiegoś fagasa i niecenzuralne epitety. Schudlam 20 kg w 4 miesiące, powypadały mi wlosy, od pol roku mam duży problem ze snem, nie mogę zasnąć często do godzin rannych kiedy wstaje juz bez spania, wybudzam sie jakby w trakcie myślenia nad ranem lub budzą mnie myśli, wymiotowałam, miałam ścisk w zoladku, nie wychodziłam z domu miesiąc poza praca, zakupami spożywczymi, płakałam, dużo plakalam. Odrzucalam wszystkich. Nie chciałam wychodzić. Dalam sie sprowokować kilka razy i pisaliśmy. Zmienił prace, mówi ze na rower z kolega chodzi po pracy w tygodniu, a ja do niego, jego słowami 'kolega kradnie Ci Twój prywatny czas po pracy?' A on podważał moje zdrowie psychiczne, w sumie to od polowy związku i byłej zreszta tez... Jesteś nienormalna, jak można powiedzieć takie coś? Ja z uśmiechem mowie: stwierdziłeś u siebie chorobę to sa Twoje słowa wypowiadane w moim kierunku. Na co ja jego slowami "kazda normalna osoba po pracy siedzi w domu i odpoczywa" na co jeszcze bardziej stwierdzil, ze jestem nienormalna i zdziwiony, ze to nie jego slowa, on tak nie mówił, a powtórzyłam slowo w słowo by zobaczyć jak on zareaguje na tak absurdalne slowa, które wypowiadal w moim kierunku. Zrozumialam po jego reakcji, ze albo byl bardzo nieszczęśliwy, albo robil to specjalnie, albo sie tak zmienił(?). Kiedyś ze mną rozmawiał teraz milczy, tylko ja mowie. Jak zapytam o prace, kolegów, cokolwiek to podnosi ton głosu, ze az sie boje teraz pytać kogokolwiek o cokolwiek i milcze juz nawet wśród innych ludzi... To jego prywatność i ja w nic nie mam wnikać. Ignoruje moje wiadomości, odczytuje po godzinie lub lepiej, albo nie odpowiada. A po chwili mowi, ze chce bym była jego zona i urodzila mu dziecko. Nie rozumiem co sie dzieje, usilnie robi ze mnie głupia. Dlaczego pozwoliłam sobie na brak szacunku z jego strony? Przez dzieciństwo? Caly czas odczuwam strach i niepokój, straciłam zainteresowania, jestem płaczliwa. Dlaczego nie potrafię jak w poprzednich związkach ich prowadzić i tone? Skad u niego ta zmienność co do mnie, do wychodzenia z domu, milczenia i tajemnice. Nie potrafimy być razem, ale tez nie potrafimy sie rozstać oby dwoje-dlaczego?. On jest rządny władzy, musi byc na jego, jak nie to dostaje jakiś ataków złości, a później mówi, ze nikt go tak nie wyprowadzal z równowagi i nie panuje nad słowami, ale czym? Ja nawet glosu na niego nie unoszę. Raz w dyskusji ugryzl mnie w pierś z zaskoczenia ze złości, miałam krwiaka. Z tego co pisała jego była to była na obdukcji...  Duzo nie wiem, wszystko jest u niego jedna wielka tajemnica. Ostatnio dużo mnie ignoruje, kończy rozmowy jakbym nie byla dla niego ważna, jednak gdy rozmawialam z nim przez telefon akurat miałam klienta wyglądało to tak:
klient-Dzień dobry poproszę 2 szt. czegoś
ja-Dzień dobry xx zł poproszę
klient dal pieniadze
ja-wydalam i powiedzialam: dziekuje milego dnia
Usłyszałam podnosząc słuchawkę: lec mu jeszcze g*łe opierd*** w gratisie!
Skad jego zachowanie? Niby ignoruje, a tu zazdrość? Wiem nie szanuje mnie, widzę. Traktuje mnie jak wroga, a za chwile zachowuje nie jakby nigdy nic. Gdzieś pobladzilam, a jeszcze 3 lata temu byłam taka fajna radosna kobieta z pasjami. Teraz czuje sie jak jakaś ofiara, ktora jak to sam mówi musze byc uległa, bo to on w związku chce nosić spodnie, on jest "Pan i władca" "albo sie dopasujesz albo wyjazd". Zauważyłam tez, ze wybieram partnerów w poczuciu, ze jestem im potrzebna-np. poprzedni był ubogi, ten z dziećmi. Bron Boze nie kategoryzuje ludzi, gdyby tak było, bym z nimi nie była, pytanie dlaczego tak jest. Teraz zaczęłam rozmawiac na stopie koleżeńskiej z kolega 5 lat starszym, ktory ma ciezka chorobę. Jasno postawiłam granice i nie napiera, rozmawiamy koleżensko, ale jak mi powiedział, ze jest chory to jakoś tak cieplej do niego podchodze, nie pod katem partnerskim, bo jestem w związku, ale pod katem ciepła np. martwię sie by z trasy zjechał itp. To on przypomniał mi, ze tak to powinno wyglądać, przypomniał mi jak to jest sie czuć kiedy ktos sie o Ciebie martwi. Poczulam sie jakby ważna, doceniona? Nie ma chemii, ale jest to dobro, w ktorym zauroczylam nie przy drugim partnerze, który mnie finalnie okradl. Wtrace jeszcze, ze bylo u mnie podejrzenie ciężkiej autoimunologicznej niewyleczanej choroby na co usłyszałam, jak sie wyleczysz to sie do mnie przeprowadź, nie obciazaj mnie choroba. Wtedy mial urlop, który przede mna zataił, bo mial do załatwienia niby wazne sprawy, ktorych nie mogl zalatwic w tygodniu, zaczęłam drazyc (czego bardzo nie lubi) wyszło, ze wymienił olej... Kolega, 5 lat starszy mnie pocieszał i mówił, ze moze ze mna jechac do lekarza...

Skoro juz sie zdobyłam na odwagę by napisać poruszę krótko wątek dzieci. On ciagle na pierwszym miejscu uwzględnia córkę, nawet w planowaniu nam dnia. Córka wszystkie weekendy od 8-22 spędza na konsoli grając. Proszę o spacer mówi pójdziemy, czekam, cały dzień gra z córka, a finalnie o 20 delikatnie podpytuje  mówi, ze mu sie nie chce i ide sama. Ja nie mogę sobie z tym poradzić. Czy to dlatego, ze jestem jedynaczka? Czy to zazdrość jak w dzieciństwie o mame? A może mam racje, ze dorośli ludzie powinni ustalać, a dziecko dopasować, a on probuje wmówić mi inaczej i sobie z tym nie radze?

Objawy:
-bezsennosc, bardzo płytki sen, wybudzanie się myśląc (człowiek jak sie budzi jest zaspany ja w pełnej gotowości)
-wybuchy placzu przy nim, placzliwosc ogólnie
-mowienie w negatywny sposób (skupianie większości uwagi na problemach), 
-w kłótniach z nim trzęsienie rąk,
-ciagle myślenie o wszystkim i o niczym-nie potrafię nie myslec
-jąkanie się
-w polowie zdania zapominanie o czym mówiłam, bo mysle o jednym, mowie o drugim, albo coś mnie rozproszy,
-niepokoj, niestabilny grunt
-przekonanie, ze nie chce mieć juz nigdy mężczyzny, bo mnie znowu silnie skrzywdzi, 
-brak kreatywności, która zawsze przeze mnie przemawiala
-niskie poczucie wartosci,
-nie umiem sie cieszyć jak kiedys,
-stawianie siebie na ostatnim miejscu,
-zagubienie, brak koncentracji,
-nie rozumienie dlaczego i co sie ze mną dzieje/stalo 
-ktos cos do mnie mówi i mimo, ze mówi wyraźnie, glosno w cichym pomieszczeniu czasami lapie sie na tym by powtórzył jakbym słyszała wyraźny glos, ale nie rozumiem treści i proszę o powtórzenie. Może wtedy jestem zamyślona, nie wiem, zdarza nie to bardzo rzadko, ale jest to dziwne.
-zobojetnienie-ja sie wiecznie dopasowuje-nigdy tak nie miałam
-czasami rozdrażnienie

Mam oddanych bliskich przyjaciół, których traktuje jak rodzine, każde uważa, ze ze mną jest wszystko w porządku, ale jego zachowanie wywołuje u mnie takie stany, ze jak sie z nim nie kontaktowałam słyszałam "wróciłaś stara Ty", z tym, ze ja wtedy czułam jakaś dziwna pustkę... Jakby on był tym brakującym elementem.

Kupiłam sobie tabletki ziołowe APTEO SPOKÓJ chmiel, rumianek i melisa, biorę od tygodnia, widzę maly, ale korzystny wpływ. Mianowicie pierwsze noce wybudzałam sie standardowo ok 2-4 w nocy i nie spalam do rana z tym, ze budziłam sie nie myśląc-nie wybudzały mnie myśli. Dziś pierwsza noc od dawna przespałam cala. Niedowierzalam, ze obudziłam się o świcie, a nie o nocy-piękne uczucie :) jestem taka stabilniejsza, potrafię go skontrować, zamiast płakać.

Na sam koniec chciałabym serdecznie podziękować, domyślam się, ze czytanie przykrych wiadomości nie jest łatwe i bardzo to doceniam.
Mam nadzieje, ze uda sie nas zdiagnozować lub chociaż wskazać mi jakaś drogę, bardzo tego potrzebuje.
Raz jeszcze DZIĘKUJĘ ❤️ 

 

 

 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dzień dobry,

zastanawiam sie czy nie napisałam zbyt rozbudowanej lub mało konkretnej wiadomości stad brak odpowiedzi na nia? Proszę o wskazówki chętnie sie do nich ustosunkuje.
Zaczęło nie od tego, ze za każdym razem kiedy podkreślałam jakiś problem, on mnie albo atakował w sytuacjach, których nawet nie uczestniczyłam "to Twoja wina", albo obracał kota ogonem: "spójrz na siebie, to Ty". Zauważyłam, ze nie mam jak ulac emocji. Kazdorazowa próba rozmowy z nim kończy sie reakcja : "Tak tak, psycholodzy karza przytakiwać chorym osobom" "Idź do psychiatry" Reaguje tak na cokolwiek bym nie powiedziała dla niego niewygodnego. Od samego początku chciał żyć moim życiem. Skutecznie odsuwał ode mnie znajomych, moje pasje. Pytanie dlaczego ja sie dałam. On jakby nie rozumie co ja mowie, myśli, ze narzekam czy jestem nienormalna, bo ja widzę z jego strony problem, który komunikuje, on z mojej strony nie widzi problemu poza "pier******m". Od roku nie ma miedzy nami komunikacji, proszę go o rozmowę... jak dosłownie głodny pies warujący przy posiłku. On, ze oczym mamy rozmawiać, on nie rozumie. Jeżeli uda nam sie podjąć rozmowę i w bardzo delikatny sposób to probuje mówić o problemie w strachu, żeby zaraz go nie urazić, żeby nie zakończył rozmowy, z nadzieja, ze zrozumie, bo jest osoba inteligentna... On mówi w polowie lub często na początku "skonczylas juz?" wstaje nie czekając na odpowiedz mówi "to idę". Skąd ten brak szacunku, traktuje mnie tak zle jak traktował była. Skąd to sie bierze? Czy to taki typ człowieka, który dopiero zdjął maskę po półtora roki i pokazuje swoje ja? Czy z taka osoba jest jeszcze jakakolwiek szansa na stworzenie rodziny? Co mnie przy nim trzyma... Atrakcyjność? A może podkreślanie jego na każdym kroku tego, ze jest porządny, ze inteligentni ludzie sie nie nudzą, ze jest porządnym obywatelem, ze on sie nikomu nie da, ze bede zadowala jak go strace...? Pod katem materialnym jesteśmy od siebie niezależni, nigdy o nic nie prosiłam, dostawałam prezenty, ale okolicznościowe na urodziny/swieta. W tym roku przez ta cala 'separacje' nie dostałam nawet kwiatka w imieniny czy nasza rocznice... Czuje sie dla niego obojętna, ale gdy tylko podejmuje ta BARDZO trudna decyzje by odejść, swoimi sposobami ugra mnie tak, ze zostaje pełna nadzieje, kiedy znowu po chwili krótszej lub dłuższej dzieje sie ten sam brak szacunku. Nie potrafimy być ze sobą, bo on nie chce rozmawiać, ale jeszcze bardziej nie potrafimy, wręcz nie chcemy sie rozstac. Kiedy płacze przedrzeźnia mnie i wychodzi drwiąc z placzu "łeee luuuu rycz sobie dalej na mnie to nie działa" i trzaska drzwiami zostawiajac mnie sama. A ze mnie juz sie tak ulewa... Tyle nie wyjaśnionych spraw, bo wg niego jest wszystko ok. Po co ja płacze? Tu punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... Z przedrzeźnianie placzu robi to od samego początku związku, jakby jego była tak dużo przy nim płakała, ze uznaje to za codzienność. Nie rozumiem tez dlaczego ciagle mi mówi: "Moj kolega sie z Ciebie śmieje jak sie zachowujesz", "moja mama nie z Ciebie nabija jak moglas to i tamto" itp., a finalnie z wielkiej juz niemocy i świadomości, ze nie ma nie ze mnie z czego śmiać tylko on probuje ze mnie zrobić głupia postanowiłam sie bronic i sprostować... Podjęłam rozmowę z tymi osobami, bo juz miałam dosyć szarpania mojego dobrego imienia za nic. Napisałam kulturalnie, ze chciałabym sie dowiedzieć co sklania te osoby do śmiania sie ze mnie, byli zaskoczni, ba mówili, ze z nim nawet nie rozmawiali na takie tematy i mnie bardzo lubia, skąd wiec jego wymysły? Brak mu argumentów? On jest zamkniętym czlowiekiem, zimnym, nieemocjonalnym, jakby nie odczuwal pewnych zjawisk/nie dostrzegał pewnych zachowań, sam mówi ze jest slabo domyślny i do niego trzeba prosto. Ja z kolei jestem bardzo wrażliwa i spostrzegawcza osoba, ale aktualnie mam klapki na oczach. Zastanawiam sie czy powodem jego zachowań moglaby być inna kobieta, akurat w tym okresie kiedy wyrzucił mnie ze znajomych na Facebooku i bardzo dużo ćwiczył na siłowni, na która nie chciał mnie zabrać. Kiedyś mówił "nigdy bym nie zdradził brzydzi sie tym" teraz "zaluje, ze byłej nie zdradziłem, ale zaluje"... Gdzieś sie pogubiłam pozwalając sobie na takie zachowanie, może kochałam za bardzo? Mysle, ze jestem ofiara manipulacji stad nie wiem co nie dzieje. Chciałabym z nim być, ale czy tak ciezki charakter da sie jeszcze powstrzymać w wieku 35 lat? 
Może uciekać im szybciej tym większą szansa, ze uldze sobie zycie i nie zostane sama? ...ale tylko tchórze sie poddają. Z drugiej strony... Wiem, ze jestem obiektem wielu męskich westchnień, ale czuje sie odkąd z nim jestem aseksualna w stosunku do płci przeciwnej. Czuje wręcz, ze albo on, albo nikt inny. Mam bardzo zamknięta pozycje na mężczyzn, nie potrafiłabym sie do kogokolwiek zbliżyć. Wręcz gdyby mężczyzna dalby mi więcej niż jeden komplement było by to dla mnie niesmaczne i miałabym ochotę uciekać by tylko nie zawrzeć więzi emocjonalnej.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Droga Prawopółkulowa.

Tak jak rośliny potrzebują do prawidłowego, zdrowego wzrostu wody i słońca, tak dziecko potrzebuje bezwarunkowej miłości, które da mu poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, szacunku i troski. Gdy będzie to miało zapewnione, wyrośnie na silnego, poukładanego, stabilnego, znającego i pewnego siebie człowieka, który zintegrował się z rodzicielską miłością, ma ją w sobie i nie musi zabiegać o nią u innych ludzi. Niestety życie jest jakie jest; mało kto ma tyle szczęścia, żeby wychowywać się w zdrowej, kochającej rodzinie. Rodzice przeważnie chcą dać dziecku miłość, ale skąd mają ją wziąć, skoro sami jej nie zaznali od swoich rodziców. Tak się to ciągnie z pokolenia na pokolenie jak klątwa. Czego mogłaś się nauczyć we wczesnych latach życia na temat bliskich relacji; no na przykład tego, że miłość boli, że nie zasługujesz na miłość bez spełnienia jakichś oczekiwań, że musisz na nią zasłużyć i nie możesz sobie pozwolić na swobodne wyrażanie siebie taką jaka jesteś.

Pytasz czy problem jest z Tobą, czy z nim. Problem jest z wami dwoma. Oboje macie wypaczony sposób patrzenia na życie. On jest ewidentnie toksyczny i Twoja lewa półkula na pewno stara się jak może, aby Ci to uświadomić i Cię ratować, jednak emocje (głównie te skrywane) nie chcą na to pozwolić, bo one wiedzą swoje. Lekarstwem na to wszystko jest głębokie poznanie, zrozumienie i przeżycie swoich emocji; uświadomienie sobie kim jesteś i dokąd zmierzasz. Wtedy, gdy już będziesz siebie znała, rozumiała i ufała sobie, odkryjesz źródło wewnętrznej miłości, którą będziesz mogła podzielić się z kimś, kto będzie na nią zasługiwał, bo póki co dokarmiasz tylko swoimi rezerwami trującego, manipulującego pasożyta. Czy ten pasożyt może się jeszcze zmienić? Może, bo każdy ma w sobie siły popychające do rozwoju, ale to jest ciągła, ciężka praca i raczej bym nie liczył na to, że będzie w stanie się jej poświęcić. Ty jesteś najważniejsza i przede wszystkim musisz zadbać o siebie. Chyba najlepsze co możesz zrobić, to pójść na psychoterapię. Może nawet na kilka psychoterapii, bo z tego co wiem, żeby za pierwszym razem trafić na dobrego psychoterapeutę trzeba mieć sporo szczęścia. Musi to być osoba, z którą nawiążesz dobrą, bliską relację opartą na zaufaniu, szczerości, ogólnie tym, co można nazwać miłością, żebyś mogła w tej atmosferze przejść swoją drogę, przez mroczne doliny do rajskiej krainy ;)

  • Podoba mi się to 1
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wszystko, cały Wszechświat ma jakiś sens. który na miarę możliwości naszych logicznych części umysłu, możemy sobie zapisywać w postaci słów. Wydarzenia w naszym prywatnym życiu też mają sens umysłowy, ale nie obejdzie się bez dodatkowych wrażeń zmysłowych, emocji. Gdy umysł z ciałem dobrze się dogadują, gdy emocje są rozumiane i "ogarnięte", to na ogół wszystko idzie gładko i przyjemnie. Gorzej jeśli takiego porozumienia nie ma i toczy się konflikt. Pojawia się spięcie w głowie, emocjonalne zatrucie, i cały człowiek robi się jakiś taki...zepsuty. Tak więc rozumienie powinno załatwić sprawę - psychoterapia analityczna, psychodynamiczna, egzystencjalna, humanistyczna, może psychoanaliza albo autoanaliza. Nawet rozmowa z dobrym przyjacielem mogłaby pomóc, ale skoro Twoi przyjaciele uważają, że masz się dobrze, to chyba nie mają powodu, żeby pomagać. 

Jest też drugie rozwiązanie. Jeśli ktoś nie chce rozkminiać swoich życiowych doświadczeń, może pójść drogą medytacji, relaksacji, miłości, wolności, spokoju, jednoczenia z naturą, Bogiem, magiczną energią albo jak tam kto woli sobie to nazwać. Mniej więcej chodzi w tym o to, żeby oduczyć się tego ciągłego, chorego myślenia. Trzeba się wyluzoować, zadbać o spokój w naszym wnętrzu, w ciele i umyśle. Zamiast działać i analizować, zacząć się relaksować i obserwować. Podczas rozwijania umiejętności wchodzenia w ten stan, w głowie same powinny pojawiać się odpowiedzi do pytań, które nas gryzły i psuły krew.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Polecam wykonanie takiej medytacji po bardzo intensywnym treningu fizycznym np. Siłownia + Bieg interwałowy,w ten sposób można osiągnąć stan pełnego rozładowania, totalnej wewnętrznej ciszy i spokoju. To chyba nazywa się stan Alfa czy jakoś tak. Taka defragmwntacja dysku tylko że dyskiem jest mózg. Polecam bo warto

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dziękuję Wam za odpowiedzi. 
@Emilian napisałeś, rzeczy, odnośnie dzieciństwa, które bardzo mnie zaciekawiły i nigdy bym tego idealniej nie ujęła. Co do związku również masz wiele racji. Otworzyłeś mi trochę oczy, rzuciłeś nowe spojrzenie czuje się jakby lżejsza. Jego słowa we mnie tak nie uderzają. Uswiadomilam sobie jak mną manipulował, ograniczał kontakt z przyjaciółmi, a ja zostawała zupełnie sama z jego negowaniem i obarczaniem mnie gniewem, słysząc na codzień jaki on nie jest porządny i ułożony... Straszne przeżycie.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.




  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się na pytanie zadane na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć oraz spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.