Jump to content
workhardplayhard

Długi związek pod znakiem zapytania

Recommended Posts

Dzień dobry

Mam 28 lat. Ze swoją partnerką jesteśmy razem prawie od 11 lat. W tym czasie przechodziliśmy przez kilka kryzysów, ale wychodziliśmy z nich obronną ręką. Obecna sytuacja między nami nie napawa optymizmem. Miesiąc temu zakochała się w swoim szefie. Sytuacja między nimi rozwijała się w sposób otwarty przez 4 dni. Wcześniej przez pewien czas coś do niego czuła, sama nie potrafiąc tego nazwać ani zrozumieć. Kiedy doszło między nimi do rozmowy na ten temat od razu się pocałowali. W ciągu czterech dni wyznawali sobie miłość, planowali dziecko, wspólne mieszkanie po pewnym czasie oraz współżycie w momencie gdy zakończą swoje dotychczasowe związki. Zostawił dla niej kobietę z dwójką małych dzieci.  Prawie wszystko do czego między nimi doszło działo się wyłącznie w pracy. Z racji tego, że znamy się tak długo i dobrze, mając wypracowaną komunikację nie tylko werbalną nie potrzebowałem wiele czasu, aby zorientować się że coś jest nie tak. Pytałem nie uzyskując odpowiedzi więc sprawdzałem lokalizację swojej partnerki i dwukrotnie udałem się w miejsce gdzie była z pewnym opóźnieniem. Bardzo dużo rozmawiała przez telefon, często wychodziła w tym celu z domu. Po tych czterech dniach powiedziała mi że się zakochała. Moją pierwszą reakcją było rzucenie w nią pierścionkiem zaręczynowym, który nabyłem zanim przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania, w którym chciałem abyśmy zaczęli nowy etap w życiu. Dużo rozmawialiśmy o tym w jaki sposób do tego między nimi doszło. 

Minęło dosłownie kilka dni i gotów byłem jej wybaczyć. Dzięki wspólnym rozmowom szczerym tak, jak nigdy wcześniej przeżyłem swego rodzaju katharsis pod wieloma względami. Zrozumiałem, że w pewnym sensie popchnąłem ją do tego. Gdy zaczęliśmy razem mieszkać 6 lat temu byłem strasznie niezaradny życiowo. Nie potrafiłem gotować, mieliśmy sporo kłótni o obowiązki domowe lecz w ostatnich dwóch latach mocno się to zmieniło. Jest bardzo zżyta z matką (wychowała się bez ojca) i ona bardzo nam pomagała. W momencie gdy miała ciężką sytuację finansową pomoc uzyskiwała od niej. Gdy patrzę na to z perspektywy czasu wydaje mi się, że zrobiłem się wygodny i tam gdzie potrzebne było wsparcie ode mnie dostawała je od matki. Bardzo długo zwlekałem z oświadczynami; każda kobieta tego pragnie, a zachowałem się jak stereotypowy facet twierdząc, że to niewiele zmieni, bo i tak żyjemy jak rodzina. Miała pretensję o mój brak ambicji na płaszczyźnie zawodowej i wykonywanie pracy fizycznej mimo predyspozycji do czegoś więcej. Odbierałem to jako ataki zamiast jako troskę i dobrą wolę. Wpędziło mnie to w pewnego rodzaju kompleksy, nie czułem się doceniany, ale nie wiem czy byłoby co doceniać. Oświadczyłem się jej w domu, w chorych okolicznościach lecz nie był to akt desperacji czy zatrzymania jej na siłę tylko coś co chciałem zrobić i nigdy bym sobie nie wybaczył nie robiąc tego. Wiele z tych kwestii, które jej we mnie przeszkadzały zmieniłem w sobie w ciągu ostatnich 2-3 lat. Gotowałem, obowiązki domowe nie były dla nas problemem, zajmowałem się "męskimi sprawami" w domu. Wiem jednak, że nie zmieniłem wszystkiego, co było problemem. Myślę, że to wystarczające powody aby deficyty w związku wypełniać gdzieś indziej. Wychowała się bez ojca i potrzebowała go, a w pewnym sensie zamiast tego miała we mnie synka

Postanowiliśmy spróbować odbudować nasz związek, oznajmiła to temu drugiemu, powiedział jej całkiem dojrzale, że jeśli będzie chciała z nim być uczyni go najszczęśliwszym facetem na świecie, a jeśli ułoży jej się ze mną to ustrzegą się przed błędem oraz że będzie na nią czekał.

Zrozumiałem też kim ona tak naprawdę dla mnie jest. To ta jedyna i wiem, że gotów jestem dla tej relacji do poświęceń oraz że jej dobro potrafię postawić ponad swoim. Nie olśniło mnie lecz zyskałem świadomość, że tak jest od bardzo dawna tylko sam tego do końca nie wiedziałem i nie uzewnętrzniałem tego. Wcześniej opisałem co zrobiłem źle w naszym związku lecz nie podjęlibyśmy próby gdyby wyglądał on wyłącznie tak. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Nasza relacja rozwijała się powoli, ale dzięki temu sprawdziliśmy się na wielu płaszczyznach i mamy tak solidne fundamenty pod założenie rodziny, że z pewnością żadne z nas już nigdy w swoim życiu nie będzie miało możliwości takich stworzyć osobno. Mamy takie cechy charakteru, że nasze dzieci otrzymałyby pełne i wyjątkowo dobre wychowanie ponieważ uzupełniamy się w tym. Potrafimy porozumiewać się bez słów, wiemy o sobie wszystko. Każde z nas miało własną przestrzeń na swoje pasje. Uwielbiamy spędzać ze sobą czas, nawet nie robiąc nic spektakularnego przez 11 lat żadne z nas nigdy nie powiedziało że się nudzi. Zawsze mieliśmy o czym ze sobą rozmawiać. Bardzo wiele nas różni lecz nie ma kwestii w której mielibyśmy odmienne zdanie i nie potrafili dojść do kompromisu. Szczerze się kochamy i żadne z nas nie wyobraża sobie przyszłości bez drugiego.

Zrozumiałem swoje błędy, postanowiłem je naprawić oraz zadośćuczynić. To było kosztowne, ale w pełni jej zaufałem uprzedzając, że stoję przed nią zupełnie nagi i nie mam niczego co obroniłoby mnie przed kolejnym zranieniem. Usłyszałem zapewnienia, że do niczego nie dojdzie i uprzedzenia, że będzie potrzebowała czasu aby on wyszedł jej z głowy. Przystałem na to. Zostałem mocno zraniony patrząc na to na chłodno postąpiłem nieco irracjonalnie, ale lepiej i szlachetniej nie mogłem postąpić. Paradoksalnie ta sytuacja bardzo podniosła moje własne poczucie wartości. Dowiedziałem się o sobie, że potrafię kochać, wybaczać i stawiać cudze dobro nad własnym oraz że jestem dobrym człowiekiem. Zrównany ziemią został mój ogląd na to jak widzi mnie partnerka i kim dla niej jestem. Wziąłem sprawy w swoje ręce. Zacząłem ją adorować, dbać, kupować kwiaty, karmić. Starałem się jak nigdy dotąd. Nie było to sztuczne czy wymuszone, wynikało z potrzeby serca lecz z pewnością kosztowało mnie dużo więcej ze względu na niecodzienne okoliczności. Postanowiłem zrobić jej niespodziankę. Umówiliśmy się po jej pracy w centrum, spakowałem jej walizkę zabierając wszystkie niezbędne jej rzeczy, leki oraz książkę którą aktualnie czytała i zabrałem ją na weekend nad morze. Opiekowałem się nią, było miło lecz widziałem, że jest w jakiś sposób zblokowana. Było bardzo dużo chwil bliskości lecz głównie z mojej inicjatywy. Po pewnym czasie zacząłem się irytować, że nie ma oporów z braniem czegokolwiek ode mnie gdy sama niewiele inicjuje. Odparła, że nie będzie niczego robić na siłę i nieszczerze, że potrzebuje czasu. Uszanowałem to mając jednak ogromną potrzebę zaczepienia się o coś z jej strony, co pozwoli mi przeć do przodu. Gdy tam byliśmy uwierzyła, że może nam się udać, dostrzegła moją zmianę, jednak całkiem słusznie nie wiedział na ile będzie ona trwała. Ja wiem, że jest trwała i nie jestem masochistą. Mam świadomość co się wydarzyło, co do tego doprowadziło i nie zmieniając się sam zafundowałbym sobie prędzej czy później podobną sytuację. Zbyt na nią naciskałem mówiąc, że teraz jej ruch. Podsumowując ten wyjazd uważam go za bardzo udany dla nas jednak spodziewałem się czegoś więcej.

Po powrocie do codziennego życia jakoś sobie radziliśmy choć nie wydarzyło się nic przełomowego poza tym, że przespaliśmy się ze sobą. Cztery dni później mieli w pracy imprezę z okazji czyichś urodzin i zostałem tam zdradzony. Wróciła pijana, poszła spać. Czułem, że coś jest nie tak i następnego ranka sprawdziłem jej historię wyszukiwania, w której od razu po wyjściu do pracy widniały hasła potwierdzające ten czyn. Gdy wróciła powiedziała mi o tym. Powiedziała że od razu to przerwała, zrozumiała że to był błąd i że to ze mną chce być. Przeprosili się za to uznając, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Zrozumiała, że źle postąpiła zostawiając mu uchyloną furtkę i oznajmiła że nie chce ze mną próbować tylko być nie zostawiając rzeczy samym sobie. Tej sytuacji nie jestem w stanie sobie jakkolwiek zracjonalizować, lecz wiem że nadal chcę z nią być i walczyć o to, co jest między nami. W całej tej sytuacji obydwoje przechodzimy przez różne skrajne i silne stany emocjonalne gdzie przez moment mówiłem jej, że łatwiej byłoby jej być z nim ze względu na to. że nie wnosiliby do tej relacji wzajemnego żalu. Prawie cały czas o tym wszystkim rozmawialiśmy, bardzo się tym zbliżyliśmy i wiele się sami o sobie dowiedzieliśmy jednak po tych rozmowach nie zaszły wielkie zmiany w naszej relacji, a po moich wypowiedziach aby z nim była wycofała się do takiego podejścia jak gdy byliśmy nad morzem. Wiem, że ten facet cały czas siedzi jej w głowie, ale to słabnie. Chciałbym, żeby zmieniła pracę, ale wiem jaką daje jej to satysfakcję i możliwość rozwoju oraz że nie znalazłaby czegoś podobnego. Zapewnia, że są w stanie utrzymywać relacje wyłącznie zawodowe, tak też między nimi było do momentu zdrady. Ma wątpliwości co do jego osoby i twierdzi, że na co dzień w stosunkach zawodowych się w nich umacnia. Nie do końca wierzy w jego intencje. Nie mogę tego na niej wymusić. Kiedy to będzie wyłącznie moje decyzja prędzej czy później spotka się z żalem i próbami idealizowania go choćby wyłącznie dlatego, że ten kontakt jest zakazany. Nie do końca rozumiem jak codzienny kontakt może nie mieć wpływu na ich zażyłość emocjonalną nawet gdy ograniczą się do spraw służbowych. 

Mam świadomość, że ta historia z boku może wyglądać z mojej strony desperacko i heroicznie. Jednak ważniejsze są odczucia subiektywne. Nikt z nami nie przeszedł tyle co my razem przez 11 lat i nikt przez to nie będzie w stanie pojąć jak bardzo cenimy sobie tę relację i miłość oraz co ona dla nas znaczy. To nie jest tak, że nie wyobrażam sobie bez niej życia. Liczę się z tym, bo nic nie jest nam dane raz na zawsze. Dowiedziałem się o sobie jak dobry potrafię być i wiem, że w takiej sytuacji przekierowałbym to na siebie a w dłuższej perspektywie czasu na kogoś innego z kim chciałbym się związać. Moje stanowisko racjonalnie i emocjonalnie jest spójne. Miałem mylną wizję takiej sytuacji. Myślałem, że rzucimy się sobie w ramiona, przeprosimy wzajemnie i stanie się to punktem wyjścia do dalszych starań. Być może źle do tego podchodzę chcąc z jej strony wszystko od razu. Może lepiej będzie jeśli w odpowiedni sposób sobie to przerobimy tak, aby nie musiało to wracać. Oznajmiłem, że nie będę czekał na zmiany w nieskończoność i kiedy się wypalę odejdę. Myślałem żeby wyjechać na jakiś czas, ale obawiam się że mogłoby to nam zaszkodzić. Problem nie tkwi w tym, że ona nic nie robi. Stara się, spędzamy razem dużo czasu, próbuje sprawiać mi przyjemność, fizycznie jesteśmy ze sobą blisko. Tylko znając się tak dobrze widzę też kontekst tych gestów i brak przekonania. Wiem, że są to doświadczenia, które w dłuższej perspektywie czasu można przekuć w coś dobrego i stworzyć niejako nowy związek. 

Udaliśmy się na terapię dla par. Póki co odbyło się jedno spotkanie, które nie przyniosło przełomu. Psychoterapeutka dużo z nas wyciągnęła, ale to było wszystko to o czym już rozmawialiśmy i obydwoje byliśmy później z siebie zadowoleni, że nie mamy żadnych problemów z komunikacją. Powtarzałem tam, że chciałbym z jej strony więcej jednak została mi zwrócona uwaga na to, że nie potrafię wymienić konkretnych czynów, które miałyby spowodować przełom. Zamiast tego operuję emocjami, które chciałbym przez nie czuć. Po kilku dniach uświadomiłem sobie, że tak naprawdę czuję przełom w momentach kiedy widzę, że ona jest ze mną szczęśliwa. Chcę starać się dążyć do tego by te momenty przerodziły się w coś ciągłego, ale wiem że może być już za późno.  Zmieniłem się. Stałem się lepszym człowiekiem, miałem już cztery rozmowy o pracę, odnowiłem wiele towarzyskich kontaktów. Nie robię tego dla niej lecz dla siebie, robi mi to dobrze.

Co powinienem począć w takiej sytuacji? Chciałbym wszystko zaraz, ale wiem że nie powinienem naciskać bo przynosi to odwrotny skutek i zraża ją do mnie. Jednak nie chcę zostawiać rzeczy samym sobie. Być może faktycznie spokojna i długofalowa odbudowa związku wyjdzie nam na dobre, bo wszystko sobie przepracujemy, ale nie wiem jak długo wytrzymam nie będąc niczego pewien. 

 

Link to comment
Share on other sites

Ja ze swoim mężem przeżyłam 17lat. Czy ty czaaem jej nie idealizujesz? Ja tak robiłam i serio nadal się z tego lecze....Czytając Twój post wyżej pomyślałam o ho prędzej czy później ona go zdradzi.....czytam dalej a tam o proszę już to zrobiła. O jaka przewidywalna byłam. Uważam że jeśli się kogoś kocha i człowiek widzi że dana relacja idzię w złą stronę to się ją zrywa lub trzeba być świadomym konsekwencji. Jeśli między wami teraz jest dobrze to plis nie staracie się tylko o powiększenie rodziny. Miodowe miesiące mogą minąć i będzie problem...

 

 

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.





  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się na pytanie zadane na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć oraz spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.