Jump to content
  • psycholog-online-2-ocalsiebie.jpg

Anczart

Czy tak wygląda normalność?

Recommended Posts

Witajcie, 

właściwie nie wiem sama w jakim celu piszę tego posta, ale kiedy powracają "złe dni" czasem myślę o tym, że może w jakiś sposób mi to pomoże. Może pisząc o swoim życiu  sama znajdę rozwiązanie moich problemów i bolączek, może samo pisanie okaże się czymś uzdrawiającym, a może to wszystko wcale nie ma sensu, tylko jest żałosną ucieczką od obowiązków i okazją do rozckliwiania się nad sobą, jeszcze tego nie wiem.  Nie wiem jak to wszystko opisać, bo ten stan ciągnie się za mną od bardzo długiego czasu, w zasadzie od kiedy tylko pamiętam. Są dni, kiedy wydaje mi się, że wszystko jest względnie dobrze, jestem szczęśliwa, względnie zmotywowana albo nie przejmuję się konsekwencjami, po prostu żyję. Ale wystarczy jeden błąd, jedno nieszczęśliwe zdarzenie, albo jakaś refleksja z przeszłości i wszystko do mnie wraca. Zaczyna się od braku motywacji do działania, rozpamiętywania minionych sytuacji, kłótni, rozstań, upokorzeń, chwil smutku i strachu, myśli co mogłabym kiedyś zrobić a nie zrobiłam. Zaczynają się napady płaczu kiedy wcale o niczym konkretnym nie myślę, niechęć do jakiegokolwiek działania a może bardziej niemoc.  Tkwię sobie w takim przygnębieniu i ono coraz bardziej się pogłębia, nie robię niczego a obowiązki się spiętrzają, nic mnie nie cieszy więc nie robię kompletnie nic, snuję się po domu albo śpię, czasem myślę, że skoro nie mogę zabrać się za pracę to chociaż poczytam coś albo zrobię coś rekreacyjnie produktywnego, ale to też jest niemożliwe, bo po prostu mi się nie chce. Trwa to jakiś czas aż albo życie ostatecznie zmusza mnie do tego, żeby coś zrobić, bo wiem, że np. wyrzucą mnie ze studiów i muszę na nie coś zrobić albo muszę wywiązać się z innych obowiązków bo ktoś będzie miał przeze mnie problemy. Jakimś ostatkiem sił zbieram się do roboty, zaczynam coś robić i wychodzi mi to całkiem nieźle, ale już nie mam czasu żeby zrobić taki projekt na studia porządnie bo po prostu robię to np. tydzień przed dniem zaliczenia. Później frustracja i złość na siebie bo mogło być lepiej gdybym się za to wszystko zabrała wcześniej, przecież to nie takie straszne a nawet przyjemne, chwila normalności i  późnej w kółko to samo. Dotyczy to każdego aspektu mojego życia, za co się nie zabiorę nawet z wielkim entuzjazmem to po chwili przychodzi czas, kiedy nie widzę sensu w żadnym moim działaniu albo przestaję mieć do niego chęci i po prostu przestaję to robić, stoję w martwym punkcie i nie mogę ze sobą zrobić nic. Swoje problemy często zajadam, wszystkie smutki to pretekst żeby napaść na lodówkę i zjeść cokolwiek, nawet rzecz której wcale nie lubię, czasem nawet jeśli nie mam ochoty jeść to i tak idę i obżeram się czymkolwiek, a po napadzie dzikiego głodu nie jem nic przez następny dzień żeby zrobić sobie karę, bo po prostu brzydzę się sobą. Bywa, że nawet karę którą nałożyłam sama na siebie bagatelizuję i coś jem, wtedy już kompletnie czuję że nie potrafię utrzymać żadnej decyzji o sobie i swoim życiu, nie potrafię być konsekwentna w niczym i zrobić niczego.  Są dni kiedy jestem towarzyska, sama inicjuję z kimś kontakt, żartuję, rozmawiam.  Później przychodzi czas kiedy nie mogę zadzwonić do lekarza, bo za bardzo się boję, kiedy muszę napisać maila to przed wysłaniem sprawdzam go 30 minut i analizuję, czy na pewno wszystko jest dobrze, czy nie napisałam czegoś niewłaściwego.  Nie mogę wejść do sali wykładowej bo wszyscy już są w środku i będę zwracać na siebie zbyt dużo uwagi, nie mogę się odezwać przy większej grupie osób niż dwie, nie mogę spojrzeć nikomu na ulicy w oczy, patrzę się pod nogi i płaczę marząc o tym, by być już w domu, a kiedy już w nim jestem to z lęku przed innymi ludźmi po prostu z niego nie wychodzę przez jakiś czas, czasem już po prostu muszę, a czasem nawet gdy muszę to tego nie robię, nie idę na uczelnię, nie idę do pracy, dostaję ataków paniki, wymiotuję ze stresu. I nagle wszystko mija, stwierdzam, że już jest dobrze, teraz się  tak nie boję,  poradzę sobie bo przecież to moje wymysły i wszyscy mają gorsze dni. Kiedyś podczas tych " złych dni" umówiłam się do psychoterapeuty, ale zanim doczekałam się wizyty wszystko już było dobrze i ją odwołałam.  Rok temu zdecydowałam się i poszłam  do psychiatry, dostałam leki, brałam je przez dwa miesiące, byłam podekscytowana tym, że może teraz coś się zmieni, starałam się mieć dobre nastawienie, ale po tym jak odwołałam jedną wizytę z kilkudniowym wyprzedzeniem z powodu zbliżającego się egzaminu dyplomowego zostałam wyrzucona z terapii co zostało uzasadnione tym, że nie podchodzę do niej poważnie, oraz kilkoma innymi gorzkimi stwierdzeniami, które ogólnie do dziś nie dają mi spokoju. Były to wizyty prywatne, później  poszłam do psychiatry na NFZ, udało mi się zdobyć termin w tym samym tygodniu w którym się zgłosiłam, Pani doktor skierowała mnie na terapię, wypisała inne leki, ogólnie czułam, że może tym razem się uda. Jednak kolejny termin wizyty przepadł z powodu pandemii, terapia ma się zacząć w listopadzie, takie są terminy. Kiedy to piszę to wydaje mi się to wszystko strasznie irracjonalne i żałosne. Może tak naprawdę nic mi nie jest, może to moje lenistwo, nieróbstwo i słaba wola? Przecież każdy ma złe dni, każdy ma problemy, ludzie muszą mierzyć się z dużo gorszymi sytuacjami w swoim życiu, każdy ma swoje traumy i dzielnie nosi je w swoim sercu. Czasem żałuję, że poszłam do tej lekarki. Myślę, że zabrałam jej czas który mogła poświęcić komuś, kto naprawdę tej pomocy potrzebuje, chociaż było to jedno spotkanie. Czuję dalej wstyd, że mówiłam jej o swoim życiu, kiedy Ona z pewnością słyszała milion historii ludzi którzy mieli dużo gorsze problemy. A jednak jakoś nie mogę sobie z tym wszystkim poradzić, wszystko co kiedyś się wydarzyło w moim życiu do mnie wraca, zamiast coś robić ciągle o tym myślę, mija czas a ja ciągle stoję w tym samym miejscu, nie widzę dla siebie żadnej przyszłości. Bywa tak, że chciałabym, żeby to wszystko się już skończyło, tak po prostu.  Nie wiem co o tym wszystkim myśleć, co mam ze sobą zrobić, staram się z tym żyć, ale to naprawdę męczące. Teraz tkwię w tym "złym stanie" więc być może przesadzam, wyolbrzymiam skalę tych emocji i odczuć a za dwa, trzy dni znów będzie wszystko dobrze. Ale  czy tak wygląda normalność? 

 

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.





  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się do pytania zadanego na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć i spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

  • ksiazka.jpg

  • PODCASTY-OCALSIEBIEpl.jpg

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.