Jump to content
  • psycholog-online-terapia.jpg

Dolegliwości wymagające wyjaśnienia


Recommended Posts

Na wstępie chciałbym prosić was wszystkich o dystans, tolerancje i wyrozumiałość. Zmagam się z czymś z czym tak naprawdę... nie wiem. Nie wiem co to jest, nie wiem w jaki sposób to wyleczyć ani kogo poradzić się w tych czasach jeśli chodzi o takie schorzenia. Mam nadzieję że zainteresuję tym wiele osób jak i pokażę że jednak nie warto robić niektórych rzeczy. Wyleję tutaj też wiele prywatnych informacji dlatego proszę o zrozumienie. Więc może przejdę do rzeczy..

Nie każdy ma w życiu kolorowo jak doskonale wiecie. Ja niestety zaliczałem się do tego grona. Ojciec alkoholik, bez pracy.. bezradna matka która ledwo wiąże koniec z końcem, a po samym środku tego wszystkiego - Ja.  Któregoś dnia mama postanowiła odrzucić dotychczasowe życie, zabrała mnie ze Sobą, jak najdalej od ojca który wiecznie nas bił, wyzywał, ośmieszał i oczerniał na wszelkie możliwe sposoby. Zamieszkaliśmy u dziadków. Ojciec przestał się nami interesować i odzywać się do nas, mama znalazła pracę, a Ja mogłem w spokoju kontynuować szkołę. Nastał czas że zamieszkaliśmy sami, we dwoje w wynajętym mieszkaniu. Układało się całkiem dobrze. Niestety ciężko było finansowo. Starałem się pomóc mamie na wszelkie sposoby aby jakoś żyć, nie czuć głodu i mieć w co się ubrać. Obracałem się w dość chaotycznym choć ciekawym gronie który zawsze w jakiś sposób pomagał mi w trudnych chwilach. Niestety przy nich popadłem też w różnego rodzaju nałogi typu papierosy, alkohol, marihuana czy amfetamina. Zasmakowało mi to. Zasmakowało mi takie życie. Czułem się w tych momentach wolny od wszelkiego stresu, wolny od jakichkolwiek rozterek, problemów.. Byłem Bogiem we własnym świecie. Trwało to dość długo. W końcu uświadomiłem Sobie, że w tej całej, trwającej długi czas euforii, zapomniałem o najważniejszej osobie jaką wtedy miałem, o mojej Mamie. Nie mogłem patrzeć na to jak zaharowuje się i płacze wieczorami przez to co się z nami dzieje. Że nie może pogodzić się z tym że cały system Ją zawiódł. Że nie może Sobie poradzić z tym, że nie daje rady sama na nas zarobić, nas nakarmić i opłacić mieszkania. Postanowiłem że rzucę szkołę.. Mój bardzo dobry przyjaciel, któremu wiodło się o wiele lepiej, znalazł pracę za granicą, w Holandii. Bardzo Sobie chwalił tamtejsze państwo, jedzenie, pracę i rozrywkę. Postanowiłem że do niego dołączę. Pracę zdobyłem przez biuro pracy które oferowało właśnie takie prace, jak i zakwaterowania po same ubezpieczenia zdrowotne. Bardzo chciałem pomóc mamie dlatego postanowiłem że porwę się z motyką na słońce. Nigdy nie byłem za granicami naszego Państwa. Była to moja pierwsza taka podróż. W planach miałem dojazd do wyżej wymienionego kolegi, zamieszkania z nim i pracy w tej samej firmie. Zabrał mnie bus i wyruszyliśmy. Jechaliśmy dobre 12h. Gdy dotarłem do biura które znajdowało się w samym centrum Holandii, okazało się że wcale nie zostanę przewieziony do mojego przyjaciela i nie będe mógł z nim pracować. Powodu nie otrzymałem.. Dostałem inną pracę, inne lokum. Byłem w otoczeniu ludzi których nie znam. Byłem zdany tylko i wyłącznie na Siebie z 50 Euro w kieszeni. Dostałem pracę w pobliskim magazynie. Była to miła praca i poznałem dużo super ludzi, lecz tak naprawdę w głowie miałem tylko to by być z moim przyjacielem. Walczyłem z biurem około miesiąca by mogli mnie przydzielić do jego pracy i kwatery. Wolny czas spędzałem paląc świeżą marihuanę, próbując holenderskich smaków jakie posiada tamtejsza kuchnia i zwiedzając okolicę. W końcu biuro pozytywnie rozpatrzyło moją sprawę. Nadszedł czas kiedy spotkam się z moim przyjacielem. W między czasie opowiadał mi o różnego rodzaju atrakcjach które mają u Siebie. O grach, ciągłych libacjach, bez stresowym życiu i super pracy. Byłem bardzo podekscytowany. I w końcu dotarłem.. Byliśmy naprawdę szczęśliwi widząc Siebie nawzajem. Oczywiście mój przyjazd uczciliśmy solidną dawką marihuany i super towarzystwa. Praca w firmie w której oby dwoje byliśmy zatrudnieni była bardzo przyjemna. Wydawało mi się że mam wszystko czego potrzebuję. Jednak był w tym wszystkim jeden dzień który musiał to wszystko zniszczyć. Popalając marihuanę, papierosy czy pijąc alkohol, zawsze mówiłem Sobie że nigdy w życiu nie wezmę do ust żadnego rodzaju tabletek, pigułek itp. Podobał mi się stan po marihuanie, chciałem trwać tylko w tym i poprzysiągłem Sobie że nigdy nie wezmę niczego innego. Pewnego dnia, leżąc w łóżku i odpoczywając, budzi mnie jakiś cały obśliniony i zmasakrowany koleś który namawia mnie na wzięcie tzw '' pigsy '' . Stanowczo odmówiłem, usuwając szkodnika z pomieszczenia w którym się znajdowałem. Po chwili przyszedł drugi koleś który proponował mi dokładnie to samo lecz był bardziej nahalny i bardziej przekonujący od swojego poprzednika. Nie wiem co we mnie we mnie wstąpiło w tym momencie, nie wiem czym się kierowałem ale.. przekonał mnie. Złamał totalnie moje ego i moją barierę. Wziąłem 1 tabletkę, była różowa i z tego co pamiętam, mówili na nią '' Rolex '' . Nie zapiłem nawet jej niczym, poprostu wziąłem do ust, i połknąłem. Zszedłem na dół.. zacząłem grać z kolegą na konsoli. Nie było mi dosłownie nic. Czułem się tak jakbym w ogóle nic nie wziął. Spytałem kolegi obok czy też brał po czym odpowiedział że tak tylko troszkę więcej ode mnie. Spytałem ile, odpowiedział mi że 6 tabletek. Byłem w szoku. Ten człowiek wyglądał jak by nie zażył kompletnie nic. Mijały kolejne minuty a Ja nadal czułem się doskonale. Poczułem suchość w ustach i postanowiłem napić się wody ( wyżej napisałem że nie zapijałem tabletki zadnym płynem) . Był to największy błąd jaki zrobiłem. W ciągu kilku sekund po wypiciu wody dostałem potężnych halucynacji, zachwiania równowagi i tzw '' burzy w głowie '' . Nie wiedziałem co się dzieje. Miałem duszności, słyszałem głosy. Chciałem żeby ta męka się już skończyła. A to się dopiero zaczęło.. Resztkami sił wyszedłem na podwórze gdzie ukląkłem na kolana i złapałem się za głowę. Spędziłem w tej pozycji jakies 4-5 godzin bez ruchu. Nie mogłem zwymiotować, choć próbowałem nie raz. Nie mogłem zrobić dosłownie nic, zostało mi tylko czekać aż stracę przytomność albo zginę. Mój przyjaciel był w tym momencie po za domem jak i reszta domowników. 2 jełopów którzy dali mi te tabletki wyglądali jeszcze gorzej niż Ja. W pewnej chwili zrobiło mi się lepiej. Starałem się wstać lecz miałem bezwładne nogi od tak długiego okresu klęczenia na bruku. Po 20-30 minutach krew doszła do moich kończyń i mogłem wstać. Natychmiast wszedłem na górę i bez zastanowienia położyłem się do łóżka. Zasnąłem z dużymi trudnościami, ale jednak się udało. Od tego dnia nic już nie było takie jak było wcześniej. Moje samopoczucie znacznie się pogorszyło. Nie czułem się już nigdy tak dobrze jak kiedyś. Po kilku dniach od tego incydentu miałem uraz kolana ( chociaż nie wiem czy ma to jakikolwiek związek z całą sprawą ). Rzepka w kolanie przemieściła się dosłownie pod moje kolano.. Ból straszny a jeszcze gorsze nastawienie jej z powrotem. Zabieg, usztywnienie całej nogi i dobre 3-4 tygodnie spędzone w łóżku. W między czasie kiedy tak leżałem bardzo dziwnie się poczułem, bardzo słabo, było mi duszno. Czułem że zaraz zemdleje. Po chwili jednak puściło. Niestety nawracało z powrotem, i znów puszczało. Nie jestem w stanie opisać dokładnie jak się wtedy czułem. Było mi poprostu bardzo słabo, czułem że poprostu, padnę, zemdleję.. lecz jednak nie dochodziło do takich sytuacji. Brzmi to dziwnie.. dość fikcyjnie. Lecz wszystko to jedna wielka prawda. Napady omdleń miałem przez dobre 2 tygodnie po kilka godzin dziennie. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Przyszedł jednak taki dzień że poczułem się troszkę lepiej. Omdlenia ustały. Byłem bardzo zadowolony że moje cierpienia się skończyły. Postanowiłem wrócić do pracy. Po okresie około 3 miesięcy postanowiłem wrócić do Polski. Pomóc mamie w codziennych obowiązkach, podzielić się tym co zarobiłem. Dać mamie troszkę swobody od codziennej rutyny. W między czasie dalej popalałem marihuanę i papierosy, zdarzało się wypić jakieś piwo ale nic więcej. Czułem się dobrze i nie miałem już żadnych omdleń itp. Po powrocie do domu wszystko było w porządku. Moja mama była ze mnie zadowolona, jak i z pieniążków które otrzymała na życie. Ja postanowiłem że nie wrócę już na razie za granicę i będę się dalej uczyć. Tak postanowiłem, tak zrobiłem. W między czasie wróciłem do starych znajomych i dalej popalałem samą trawkę. Jeśli chodzi o zdrowie, czułem się bardzo dobrze. Po powrocie z Holandii i incydencie z '' pigsą '' minął rok. Poznałem piękną kobietę, byliśmy w związku i bardzo się kochaliśmy. ( kochamy do tej pory, została moją narzeczoną :) ) . Jest abstynentką, nie pije, nie pali i nie używa żadnego rodzaju środków odurzających. Pewnego dnia postanowiliśmy odpocząć od miastowego zgiełku i udać się na piękną, dużą, słoneczną polanę za miastem. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. W międzyczasie wjechaliśmy do sklepu. Kupiłem Sobie napój energetyczny. Gdy byliśmy na miejscu, doszliśmy na polanę i cieszyliśmy się razem wspólnie spędzanym czasem, wypiłem puszkę energetyka, po czym odpaliłem połowę jointa który schowałem na później. Wypiłem, spaliłem.. czułem się świetnie. Tak samo jak moja narzeczona. Po jakiś 30 minutach jednak nie poczułem się za dobrze. W myślach miałem tylko jedno.. TO ZNOWU WRÓCIŁO. Upadłem.. zacząłem mdleć i słabnąć. Narzeczona zabrała mnie do samochodu, dała wody, opiekowała się jak mogła. Uczucie które mi towarzyszyło w tym czasie było dosłownie takie samo jak w Holandii. Byłem bardzo słaby i przestraszony całą sytuacją. Poczułem się troszeczkę lepiej, powiedziałem narzeczonej by zabrała mnie do domu. Tak zrobiła. Odstawiła mnie do domu gdzie czekała na mnie moja mama. Gdy spostrzegła mnie w drzwiach była przerażona. Byłem cały blady, bez sił do życia. Moja kobieta pojechała do Siebie, a mną zajęła się mama. Od tej pory było już tylko gorzej. Znów miałem powroty zasłabnięć i omdleń. Bywało że nie ustawały, i dręczyły mnie po 12 godzin. Cały czas w kółko, omdlenie i zaprzestanie, ponowne omdlenie i zasłabnięcie i zaprzestanie omdlenia.. Objawy utrzymywały się przez dobry miesiąc. To było piekło. Jedno wielkie piekło.. W szpitalach doktorzy rozkładali ręce, nikt nie mógł nic ze mną zrobić. Podawali mi kroplówki, magnezy, różnego rodzaju leki ale to nic nie dawało. Jedynie gasiło omdlenia na jakiś czas. Miałem robiony szereg badań które nic nie wykazały. U kardiologa wszystko w porządku, u neurologa tak samo, krew i mocz w normie. Nikt nie mógł nic zrobić. W końcu pojawił się doktor który podszedł do mnie i mojej mamy i chciał dowiedzieć się więcej o mnie i tym co mi dolega. Opowiedziałem mu całą historię ze szczegółami. Kazał mojej mamie wyjść i zostaliśmy sami. Do tej pory nie wiem w jakiej dziedzinie specjalizował się ten doktor ale polecił mi jedną ze swoich lekarstw, czyli pracę.. Kazał pracować. Pójść do pracy, przebywać z ludźmi, rozmawiać i skupiać się na pracy. Poczułem się troszkę jakby Sobie ze mnie zażartował, ale mówił zupełnie poważnie. W tamtej sytuacji ciężko było znaleźć pracę, tym bardziej że cały czas miałem napady omdleń. Ale w końcu się przełamałem i się udało. Poszedłem do pracy i tak jak powiedział pan doktor, rozmawiałem i przebywałem z ludźmi. Rzuciłem wszystkie używki. Poczułem się naprawdę doskonale. Od tamtego momentu było już tylko lepiej. Zacząłem zarabiać, szkoły niestety nie ukończyłem ale aktualnie to nadrabiam ucząc się w szkole średniej, zamieszkałem z moją narzeczoną, kupiłem pierwszy samochód, pierwsze zwierzątko. Moje życie w końcu nabrało sensu. Wróciłem jedynie do papierosów. Nie powodują że mdleje. Jest jednak w tym wszystkim pewien niesmak. Poświęciłem się pracy i szkole.. mojej Kobiecie. Zapomniałem w tym wszystkim o Sobie. Mija tak już 4 rok mojej abstynencji. Czasami próbuję chociaż posmakować piwa czy jakiegoś drinka w towarzystwie. Ale nie mogę, od razu zaczynam się źle czuć. Nie mogę dotknąć dosłownie nic oprócz papierosów. Jaki jest morał i puenta tego wszystkiego.. Życie to nie zabawka, narkotyki to nie zabawki a zdrowie to nie klocki lego które jak się rozleci to można od tak odbudować. Żałuję w swoim życiu wiele rzeczy i bardzo chciałbym cofnąć czas żeby to wszystko naprawić by czuć się teraz inaczej, ale już nie mogę. Chciałbym chociaz w towarzystwie kiedykolwiek napić się czegoś mocniejszego w niedużych ilościach. Z tąd moje pytanie do was wszystkich. Czy jest coś lub ktoś kto może mi pomóc ? Bym jeszcze kiedykolwiek mógł wypić chociaż drinka we własne urodziny czy sylwestra? Czy można zrobić coś żeby naprawić mój błąd z przed 4 lat bym znowu poczuł się normalnie ? Za razem dziękuję wszystkim tym którzy to przeczytali i zrozumieli. Mam nadzieję na dojrzałe komentarze i poważne wypowiedzi. Pozdrawiam wszystkich. 

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share



  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się do pytania zadanego na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć i spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

  • ksiazka.jpg

  • PODCASTY-OCALSIEBIEpl.jpg

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.