Jump to content
Małgosia

Zagubienie w uczuciach

Recommended Posts

Jestem 29 letnią kobietą spełnioną zawodowo, dotychczas byłam spełniona również na płaszczyźnie prywatnej. 

Byłam w stałym związku od 7 lat, wydawało mi się, że byłam szczęśliwa, spełniona i kocham swojego partnera. Nigdy nie zwracałam uwagi na innych mężczyzn, jestem atrakcyjna i bardzo często byłam i jestem podrywana, jednak nigdy nie miało to dla mnie znaczenia bo liczył się tylko mój partner i nie uznawałam zdrady nawet w formie flirtu. Wszelkie próby poderwania mnie ignorowałam bądź wyraźnie dawałam do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana. 

Dwa lata temu zmieniłam pracę i wtedy wszystko się zmieniło. Poznałam mojego współpracownika z którym miałam zajmować pokój, w ogóle nie był w moim typie jeżeli chodzi o fizjonomię, jednak już po pierwszej rozmowie poczułam, że niesamowicie mnie pociąga, że bardzo dobrze się rozumiemy. Codziennie w pracy dużo ze sobą rozmawialiśmy, śmialiśmy się, świetnie się rozumieliśmy, a przede wszystkim imponował mi swoją wiedzą, inteligencją i poczuciem humoru. Jednak był ode mnie 15 lat starszy, jak się później okazało miał partnerkę i córkę, ja byłam w związku, więc pomimo chemii między nami nie wykonywałam żadnego kroku, on również zachowywał dystans. Czasami odnosiłam wrażenie, że on też mi się przygląda, że czasem jego gesty i słowa wykraczają poza ramy koleżeństwa. Często słyszałam jego kłótnie, które prowadził z partnerką przez telefon, ja też zaczęłam oddalać się od partnera. Nie utrzymywaliśmy jednak żadnych relacji poza pracą.

Po około półtora roku coś się zmieniło, zaczął do mnie pisać po pracy, początkowo były to zwykłe rozmowy znajomych, jednak z czasem przerodziło się we flirt. Angażowałam się coraz bardziej w tę relację, jednocześnie oddalając się coraz bardziej od partnera, ale wszystko pozostawało w sferze flirtu. Jednak on zaczął szukać okazji do spotykania mnie, zaczął chodzić na tą samą siłownię, odwoził mnie po pracy do domu, przynosił mi drobne prezenty do pracy, wynajdywał preteksty żeby mnie dotknąć, przytulić. W końcu zgodziłam się wyjść z nim na drinka i stało się, pocałowaliśmy się. Miałam straszne wyrzuty sumienia bo sama byłam w związku, poza tym wiedziałam, że on ma partnerkę i dziecko, obydwoje musieliśmy kłamać żeby się spotykać, więc podjęłam decyzję, że muszę to zakończyć zanim przerodzi się to w coś większego. Podczas rozmowy on powiedział, że od dawna mu się nie układa z partnerką, że już raz się rozstali, ale postanowili spróbować to naprawić ze względu na dziecko. Byłam nim tak zafascynowana, że nie potrafiłam zakończyć tej relacji, więc brnęliśmy w to coraz bardziej. Rozmawialiśmy ze sobą całymi dniami i nocami, szukaliśmy każdej możliwej okazji żeby się spotkać, czułam się jak zakochana nastolatka. Obydwoje wiedzieliśmy w jakiej jesteśmy sytuacji i ustaliliśmy, że nie będziemy od siebie niczego wymagać i szczerze niczego od niego nie oczekiwałam. Po pewnym czasie on zaczął  się dziwnie zachowywać, prowokować sprzeczki, zdziwiona zapytałam co się dzieje i wtedy powiedział, że się we mnie zakochał. Byłam w szoku, nie odpowiedziałam mu tym samym, chociaż też czułam do niego coś więcej. Związek z partnerem przestał się liczyć, on był dla mnie na pierwszym miejscu. Jeszcze nikt nigdy tak o mnie nie zabiegał, nie był tak szarmancki, kulturalny, nie traktował mnie z takim szacunkiem i uwielbieniem. Patrzył się na mnie jak gdyby świat poza mną nie istniał i było między nami niesamowite pożądanie. W końcu zaczęliśmy ze sobą sypiać, było tak, jak gdybyśmy znali się od zawsze zarówno pod względem mentalnym jak i fizycznym, rozumieliśmy się i uzupełnialiśmy w każdym aspekcie, nie odczuwając w ogóle różnicy wieku. Nigdy w życiu nie czułam takiego pożądania w stosunku do żadnego mężczyzny. Taki stan rzeczy trwał około 6 miesięcy, ale nie potrafiłam tego dłużej w ten sposób ciągnąć. Chociaż czułam do niego coś więcej postanowiłam to zakończyć ze względu na jego dziecko i jednocześnie przyznać się swojemu partnerowi. Strasznie bolało mnie to rozstanie, jednak wiedziałam, że tak będzie lepiej, on też przyznał mi rację. Zrezygnowałam z pracy żeby więcej go nie widywać i powiedziałam prawdę partnerowi, mając świadomość, że to będzie koniec naszego związku i tak też się stało.

Przez kolejne dni od rozstania on ciągle do mnie pisał, dzwonił, błagał o spotkanie, w końcu uległam. Powiedział, że mnie kocha i nie potrafi beze mnie żyć, nie chce oszukiwać siebie, partnerki, a dziecko odczuwa, że coś jest nie tak i wcale nie jest szczęśliwe. Prosił, żebym dała mu czas na rozwiązanie swoich spraw i wtedy będziemy mogli być razem. Zgodziłam się. Po kilku tygodniach do mnie przyszedł, powiedział, że już wszystko zakończył, musi się tylko wyprowadzić, ponieważ nie do końca w to wierzyłam, powiedziałam, że skoro już wszystko rozwiązał, niech zostanie u mnie na noc. Następnego dnia wrócił do domu, rzekomo zabrać rzeczy, ale przestał się odzywać, w końcu napisał, że nie może tak po prostu odejść i mnie przeprasza. Dotarło do mnie, że dałam się wplątać w klasyczną relację z facetem z kryzysem wieku średniego, zerwałam z nim kontakt, powiedziałam, że nie chce go znać. Od tamtej pory ciągle do mnie pisze, dzwoni, mówi, że nie potrafi beze mnie żyć, że mnie kocha i musi załatwić swoje sprawy, prosi żebym na niego zaczekała. Wiem, że to wszystko od początku było z jego strony kłamstwem, ale jednocześnie nie potrafię przestać o nim myśleć.

Poza tym mój partner powiedział, że jest gotów wybaczyć mi zdradę i do mnie wrócić jeżeli obiecam, że zerwę kontakt z tamtym mężczyzną i nigdy więcej go nie zdradzę. Kontakt już zerwałam, nie odpowiadam na jego telefony i smsy, ale nadal o nim myślę. Mimo wszystko nadal czuję coś do byłego partnera, doceniam jego miłość i to, że jest mi w stanie wybaczyć, te wszystkie wspólne lata podczas których przecież byliśmy szczęśliwi dopóki nie pojawił się On. Nie jestem w stanie zrozumieć swoich własnych uczuć i podjąć decyzji co do powrotu do byłego partnera bo już wystarczająco go skrzywdziłam. Zastanawiam się czy go kocham czy to co czuje to jest przyzwyczajenie. Jednocześnie boję się, że jak zrezygnuje z walki o ten związek to będę żałować do końca życia, a z drugiej strony boje się, że jeżeli do siebie wrócimy to będę żałować, że coś mnie w życiu omija bo nasz związek co prawda był udany, ale nie był to ten poziom emocji i pożądania co podczas romansu. Przecież musiał być jakiś powód dla którego go zdradziłam, nie wiem czy to dlatego, że zafascynowałam się starszym mężczyzną, który mi imponował, czy dlatego, że czegoś brakuje mi w związku i mój dotychczasowy partner to po prostu nie jest to. Nie potrafię o niczym innym myśleć, Jak mogę sobie z tym poradzić? Jak odpowiedzieć sobie na pytanie czy kocham swojego partnera i była to chwila słabości czy jednak fakt, że dopuściłam się zdrady to znak, że go nie kocham? 

Link to comment
Share on other sites

2 godziny temu, Małgosia napisał:

nie był to ten poziom emocji i pożądania co podczas romansu

A do pierwszego partnera nie czułaś pożądania jak się z nim wiązałaś? Chyba tak, i to takie prawdziwe.
To raczej fałszywe uczucie do kochanka, bo na pewno dużą część emocji, które z nim wiążesz i sporo rozmyśleń to było to, czy tego chcesz i ukrywanie tego przed partnerem.
Moim zdaniem nic dziwnego, że mając tyle mocnych wrażeń dalej o nim myślisz i się zastanawiasz, ale czy naprawdę to nie tylko wspomnienia, jak jakieś głupie wybryki z okresu buntu?

Może warto wybrać się do psychologa, razem z partnerem też możesz iść, są terapie dla par.
 

Link to comment
Share on other sites

Dziękuję bardzo za odpowiedź. Może masz rację, tak naprawdę nigdy nie przeżyłam okresu buntu. Na pewno czułam, ale chyba nie aż w takim stopniu. Być może masz racje i emocje tutaj były zdecydowanie silniejsze z uwagi na charakter relacji. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że pomimo świadomości, że popełniłam ogromny błąd krzywdząc partnera oraz tego, że dla kochanka byłam najprawdopodobniej zabawką, a te jego wiadomości po zerwaniu znajomości znaczą pewnie tylko tyle, że liczy na to, że wrócimy do siebie na dotychczasowych zasadach, to mimo wszystko o nim myślę. Nie w kontekście powrotu, ale nie daje mi to spokoju i czasem snuje fantazje jak by to było gdyby faktycznie odszedł i moglibyśmy spróbować, chociaż wiem, że to nierealne i nigdy się nie wydarzy. I byłabym na niego mniej zła gdyby definitywnie zakończył relacje, nie dając mi tej złudnej wizji, że być może jeszcze kiedyś coś. Dochodzę do wniosku, że ta relacja była toksyczna, a on mną manipulował i nadal próbuje to robić i pomimo tej świadomości dalej o nim myślę, co powoduje we mnie jeszcze większą frustrację. Tym bardziej, że wiem, że mój partner nigdy by mnie tak nie potraktował i jestem zła na siebie, że zamiast to docenić rozpamiętuje romans, ale nie umiem sobie z tym poradzić.

Link to comment
Share on other sites

22 godziny temu, Małgosia napisał:

Dziękuję bardzo za odpowiedź. Może masz rację, tak naprawdę nigdy nie przeżyłam okresu buntu. Na pewno czułam, ale chyba nie aż w takim stopniu. Być może masz racje i emocje tutaj były zdecydowanie silniejsze z uwagi na charakter relacji. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że pomimo świadomości, że popełniłam ogromny błąd krzywdząc partnera oraz tego, że dla kochanka byłam najprawdopodobniej zabawką, a te jego wiadomości po zerwaniu znajomości znaczą pewnie tylko tyle, że liczy na to, że wrócimy do siebie na dotychczasowych zasadach, to mimo wszystko o nim myślę. Nie w kontekście powrotu, ale nie daje mi to spokoju i czasem snuje fantazje jak by to było gdyby faktycznie odszedł i moglibyśmy spróbować, chociaż wiem, że to nierealne i nigdy się nie wydarzy. I byłabym na niego mniej zła gdyby definitywnie zakończył relacje, nie dając mi tej złudnej wizji, że być może jeszcze kiedyś coś. Dochodzę do wniosku, że ta relacja była toksyczna, a on mną manipulował i nadal próbuje to robić i pomimo tej świadomości dalej o nim myślę, co powoduje we mnie jeszcze większą frustrację. Tym bardziej, że wiem, że mój partner nigdy by mnie tak nie potraktował i jestem zła na siebie, że zamiast to docenić rozpamiętuje romans, ale nie umiem sobie z tym poradzić.

Wierz mi, że gdyby Cię zostawił bez słowa z dnia na dzień, czułabyś się jeszcze gorzej. Ja to przeżyłam i przez długi okres czasu czułam się jak śmieć, z poczuciem własnej wartości poniżej zera. Tym bardziej, że nie dostałam żadnego wytłumaczenia dlaczego. Po prostu kontakt został urwany, a ja prawie ze sobą skończyłam... Zazdroszczę Ci, że to Ty byłaś na tyle silna i podjęłaś decyzję, a jemu wciąż na Tobie zależy. Mnie ktoś po prostu wyrzucił ze swojego życia bez słowa wyjaśnienia. Ja doszłam do tego samego wniosku, że relacja była toksyczna, zakłamana i była jedną wielką manipulacją... Dziś wiem, że nie zbuduje się szczęścia na nieszczęściu innych. Będzie Ci jeszcze przez jakiś czas ciężko, ale ja zrozumiałam, że wszystko w życiu jest po coś. Ty też to tak potraktuj i daj sobie czas, a wnioski i rozwiązanie przyjdą same.

  • Podoba mi się to 1
Link to comment
Share on other sites

Nie sądzę żeby mu na mnie zależało. Myśle, że próbował mną dalej manipulować, a jednocześnie nigdy nie przyznał się partnerce i nie zamierzał jej zostawić. Może uświadomienie sobie, że cały czas mnie okłamywał dało mi sile do zakończenia tego. Być może masz racje, że zostawienie z dnia na dzień byłoby bardziej bolesne, ale świadomość, że było się na tyle naiwnym, żeby poświęcić związek i dać się wykorzystać komuś, komu nigdy na Tobie nie zależało też jest beznadziejna. 

Link to comment
Share on other sites

9 godzin temu, Małgosia napisał:

Nie sądzę żeby mu na mnie zależało. Myśle, że próbował mną dalej manipulować, a jednocześnie nigdy nie przyznał się partnerce i nie zamierzał jej zostawić. Może uświadomienie sobie, że cały czas mnie okłamywał dało mi sile do zakończenia tego. Być może masz racje, że zostawienie z dnia na dzień byłoby bardziej bolesne, ale świadomość, że było się na tyle naiwnym, żeby poświęcić związek i dać się wykorzystać komuś, komu nigdy na Tobie nie zależało też jest beznadziejna. 

Słuchaj, wiem, co czujesz. Potrzebujesz czasu, zrozumiesz po co to było i co robić dalej. Jeżeli dalej kochasz partnera, to walcz. Nadzieja umiera ostatnia. Jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy. Ważne, żeby wyciągać z nich wnioski i iść dalej przez życie mądrzejszym i bogatszym o doświadczenia.

  • Podoba mi się to 1
Link to comment
Share on other sites

A długo dochodziłaś do siebie? Dowiedziałam się od znajomej z dawnej pracy, że zaczęły się plotki na temat mojego odejścia, zastanawiam się czy to on zaczął je rozpowiadać. Ale pomimo wszystko nadal za nim tęsknie, szczególnie za rozmowami i to sprawia, że sama na siebie jestem zła. 

Edited by Małgosia
Link to comment
Share on other sites

1 godzinę temu, Małgosia napisał:

A długo dochodziłaś do siebie? Dowiedziałam się od znajomej z dawnej pracy, że zaczęły się plotki na temat mojego odejścia, zastanawiam się czy to on zaczął je rozpowiadać. Ale pomimo wszystko nadal za nim tęsknie, szczególnie za rozmowami i to sprawia, że sama na siebie jestem zła. 

Ja dalej dochodzę do siebie, każdego dnia, mimo, że chyba go sobie już obrzydziłam? Minęło już prawie 3 miesiące od pierwszego odwrócenia się ode mnie i prawie 2 od kolejnego. Nie mam z nim kontaktu, zablokowałam facebooka, numer telefonu i maila. Nie chcę się po raz kolejny w tym babrać... Mogłam stracić wszystko, co mam (przede wszystkim męża i dziecko). Chyba po to to było, żebym zrozumiała jak wiele mam na tym świecie i szczęście jest obok nas, nawet jeśli tego nie widzimy.

Nasz romans też zaczął się w pracy, ale szczerze nie obchodzi mnie już, co ktoś o mnie gada. Wyparłam to wszystko z pamięci, spaliłam mosty, chociaż one i tak wracają... Chemia była między nami od pierwszego dnia, gdy się spotkaliśmy. Opierałam się temu ponad rok, ale w końcu uległam i co z tego mam dziś? Kupę wyrzutów sumienia, zaniżone poczucie własnej wartości, czuję się, jak pierwsza lepsza dz....

Szukam w tym wszystkim sensu i mimo, że jest mi ciężko go znaleźć, to próbuję.  Też pisałam z nim codziennie od rana do nocy i to było chyba uzależnienie. Teraz, z perspektywy tych kilku miesięcy, nie żałuję, że telefon mi nie dzwoni co chwilę, bo marnowalam na to kupę czasu. Potrzebuję spokoju, by zajrzeć wgłąb siebie.

Człowiek, którego pokochałam, oddałam mu wszystko, okłamał mnie, oszukał, zmanipulował, a nawet okradł. Wbił nóż w plecy ot tak, po prostu, bez wyjaśnienia dlaczego. Wyrzucił z życia jak śmiecia, czułam się nikim.

Teraz towarzyszy mi tylko jedno uczucie... Wiesz jakie? Żałuję, że nie zobaczę, jak płaci za moją krzywdę. A karma wraca zawsze...

Od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok. Chciałabym być na tym etapie, że jest mi obojętny, ale to wymaga dłuższego czasu. Dla Ciebie on też nadejdzie, zobaczysz.

Link to comment
Share on other sites

Jakbym czytała o swoich uczuciach, czuje się dokładnie tak samo. Tylko, że ja mimo wszystko o nim myśle i czasem wspomnienia uderzają mnie w najmniej spodziewanych momentach. Przypomina mi się coś co robiliśmy razem, albo co powiedział i znowu zaczynam tęsknić, ale za chwile przypominam sobie jak mnie potraktował, manipulował mną, wykorzystywał i jestem wściekła. Przede wszystkim na siebie, że dałam się oszukać i mu wierzyłam i ufałam. A jeszcze bardziej żałuje, że wdalam się w romans zamiast skupić się na związku z partnerem bo teraz moje uczucia do kochanka są jeszcze na tyle świeże, że nie potrafię zaangażować się w pełni w ratowanie związku. I bolą mnie te jego puste deklaracje i obietnice. Bo w momencie kiedy powiedziałam, że już nie chce słuchać tych pięknych slow bez pokrycia przestał się odzywać. Co tylko potwierdziło moje przypuszczenia, że w dalszym ciągu próbował mną manipulować, a kiedy zobaczył, że nie wrócimy do dawnego układu to dał sobie spokój. Ehh człowiek jest zawsze mądrym doradcą dopóki sam nie wda się w tak toksyczna relacje, patrząc z boku to było do przewidzenia, a mimo wszystko w to brnęłam, też odnosisz takie wrażenie? 

Link to comment
Share on other sites

8 godzin temu, Małgosia napisał:

Jakbym czytała o swoich uczuciach, czuje się dokładnie tak samo. Tylko, że ja mimo wszystko o nim myśle i czasem wspomnienia uderzają mnie w najmniej spodziewanych momentach. Przypomina mi się coś co robiliśmy razem, albo co powiedział i znowu zaczynam tęsknić, ale za chwile przypominam sobie jak mnie potraktował, manipulował mną, wykorzystywał i jestem wściekła. Przede wszystkim na siebie, że dałam się oszukać i mu wierzyłam i ufałam. A jeszcze bardziej żałuje, że wdalam się w romans zamiast skupić się na związku z partnerem bo teraz moje uczucia do kochanka są jeszcze na tyle świeże, że nie potrafię zaangażować się w pełni w ratowanie związku. I bolą mnie te jego puste deklaracje i obietnice. Bo w momencie kiedy powiedziałam, że już nie chce słuchać tych pięknych slow bez pokrycia przestał się odzywać. Co tylko potwierdziło moje przypuszczenia, że w dalszym ciągu próbował mną manipulować, a kiedy zobaczył, że nie wrócimy do dawnego układu to dał sobie spokój. Ehh człowiek jest zawsze mądrym doradcą dopóki sam nie wda się w tak toksyczna relacje, patrząc z boku to było do przewidzenia, a mimo wszystko w to brnęłam, też odnosisz takie wrażenie? 

Oczywiście, że to było do przewidzenia, w moim przypadku również. To ja byłam osobą, która nie wierzyła, że nam się uda, a on mnie przekonywał, że pokonamy cały świat i przetrwamy... A teraz wychodzi na to, że to ja kochałam, a on się bawił...

Mnie też jest trudno, bo jest tyle miejsc, w których byliśmy razem, tyle rzeczy mi o nim przypomina, nie wspomnę już o muzyce, którą słuchaliśmy razem. Wiesz co mi pomogło? Wyrzuciłam wszystkie prezenty i pamiątki po nim.

Zrozumiałam, że ten człowiek zniszczył mnie i moją rodzinę. Doprowadził mnie do takiego stanu, że prawie ze sobą skończyłam. Mogłam osierocić dziecko dla takiego gnojka. Żałuję, że się w ogóle pojawił w moim życiu. Na koniec napisałam mu długiego maila, wyrzucając z siebie wszystkie pretensje, to też pomogło. Poza tym uświadomiłam sobie, że zwalniając się z pracy, uwolnilam się od toksycznych ludzi, toksycznych relacji i permanentnego stresu. Skupiam się teraz na sobie i na rodzinie, bo przez ten cały czas ją zaniedbywałam dla kogoś, kto nie był tego wart.

Ja też nie potrafię tak po prostu wrócić do męża i żyć jak wcześniej. To też przez to, że mam do niego żal. Wpadłam w ramiona kochanka w momencie, kiedy mój mąż się ode mnie odwrócił i nie potrafił być wsparciem w trudnych chwilach. Próbuję małymi kroczkami odbudować to uczucie, ale jest ciężko, bo zżerają mnie wyrzuty sumienia.

Wierz mi, że czas naprawdę leczy rany i pokazuje sens tego wszystkiego, co się stało. Zaczynasz rozumieć, że wszystko jest po coś. Oczywiście, że są gorsze dni, np. jak go gdzieś zobaczę, to odchorowuję to nieraz tydzień, ale jest mi już łatwiej wyrzucić te myśli z głowy.

Będzie dobrze, musisz tylko przetrwać najgorszy moment i jak tylko on pojawia się w Twojej głowie, staraj się te myśli odrzucać. Po czasie będziesz już to robić automatycznie 😊

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.





  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się na pytanie zadane na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć oraz spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.