Skocz do zawartości

Polecane posty

  Mam 28 lat i nie lubię siebie bo stałam się taką osobą, której zachowanie mi nie odpowiada. Łatwo popadam w uzależnienia. Za często piję i palę papierosy. Ale najgorsze jest chyba uzależnienie od drugiej osoby i zatracenie siebie. Za każdym razem kiedy kłócę się ze swoim partnerem świat przestaje dla mnie istnieć. Jeżeli kłótnia jest poważna i oznacza to, że on nie rozumie mojego sposobu myślenia, a ja kompletnie nie pojmuje jego to w pewnym momencie przestajemy się do siebie odzywać. Nie mieszkamy jeszcze razem, mamy zamiar od grudnia. Jesteśmy ze sobą od trzech lat. Zawsze było tak że każdy powiedział swoje, przechodziliśmy do normalności bez zrozumienia a potem problem wracał przy kolejnej sytuacji ze zdwojoną siłą. Zawsze miałam wielu kolegów ale musiałam z nich zrezygnować żeby on czuł się komfortowo. Oczywiście on ze swojej strony ograniczył kontakty z koleżankami. Dla niego to normalne. Dla mnie już teraz też, ale mam wrażenie że gdzieś we mnie w środku to w pewien sposób cały czas narasta. 

Chwile milczenia przeciągają się do tygodnia czasu. Ja przez to z reguły nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Ale też nie jestem w stanie wyciągnąć ręki jako pierwsza. Potrafię nie iść przez to do pracy, zrezygnować z wyznaczonych zadań, hobby i przeleżeć w łóżku kilka dni. Do tej pory z reguły oglądałam seriale. Ale ostatnio gdy miałam duże wyrzuty sumienia bo czułam że zawiniłam i próbowałam przeprosić a nie mogłam bo dla niego przepraszam nie rozwiązywało sytuacji to jedyne co robiłam to modliłam się o sen. Tylko wtedy nie czułam kulki stresu w klatce piersiowej i tylko wtedy nie myślałam. Objawiło się to wymiotami, biegunką i atakiem paniki. Nie spożywałam pokarmu, nie piłam wody, nawet ciężko mi było zmusić się do wstania do łazienki chyba że naprawdę musiałam.  W takich sytuacjach wyłączam się z życia społecznego nie odpisuję nikomu na wiadomości dopóki sytuacja między nami trochę się nie rozjaśni. 

Często sięgam wtedy po alkohol.

Kiedy coś mnie zdenerwuje lub zaboli to nie potrafię o tym powiedzieć normalnie. Często od razu się obrażam, jestem oschła, lub przechodzę do ataku. Bywa że się mszczę. Oboje zresztą reagujemy podobnie. To chyba już z przyzwyczajenia. Łatwo można wyprowadzić mnie z równowagi, a często jak brakuje mi słów to po prostu wychodzę z pokoju, rzucę czymś lub przeklinam.

On uważa, że zachowuje się jak psychol. 

Często pokazuje mi że mi nie ufa. 

Po spożyciu alkoholu zaczęłam być agresywna. Mam urwany film. Robię rzeczy których się wstydzę i bardzo żałuję. A jak widzę z jaką pogardą potrafi mi o nich opowiedzieć to jeszcze mi z tym gorzej. Ale zamiast przestać piję jeszcze więcej. Co by utopić smutki i żal.

Kiedy jest dobrze między nami to jest cudownie. Ale mimo to nawet jeżeli między nami jest dobrze to ja wewnętrznie i tak jestem nieszczęśliwa. Mam wrażenie, że nic nie przynosi mi radości. Wszystkie aktywności, których się podejmuję robię na siłę. Narzucam sobie coś po to żeby czuć że moje życie jest fajne i nie marnuje dni. A marnuje ich coraz więcej, Jak nie ustalę sobie listy co mam zrobić to jestem zagubiona. Godziny lecą a ja czuję że tylko wgapiam się w punkt i myślę o tym co powinnam a czego nie robię, Z listą idzie łatwiej. Aczkolwiek mam tyle punktów że żyje w ciągłym biegu a jestem dosyć powolną osobą. Jeśli nie zdążę wszystkiego z listy zrealizować to jestem zawiedziona zamiast cieszyć się z tego że cokolwiek udało mi się wykonać. Wstaje późno bo nie mogę się obudzić. A często jak się obudzę to nie chce mi się wstać. 

Zaczęłam się smucić kiedy innym coś wychodzi. Jestem zazdrosna że ktoś bawi się lepiej ode mnie. 

Poza tym potrafię zatajać fakty bo boję się negatywnej oceny. Wolę żeby do końca nikt nie wiedział czy coś zrobiłam a jeśli tak to dlaczego. Potem mam ogromne wyrzuty sumienia że jestem kłamliwa i brzydzę się tym.

Nie wiem już jak mam się ogarnąć. Jak sobie coś obiecuję to za chwilę i tak łamię sama przed sobą te obietnice. Żyję w strachu przed opinią innych a głównie partnera. Chcę się dobrze bawić ale jak puszczają mi hamulce to zachowuje się nieodpowiednio. Nie potrafię się już spontanicznie cieszyć chwilą. A tak bardzo bym chciała

  • Podoba mi się to 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Hej,

Czuje, jakbym w pewnym sensie czytala sama siebie. 

Jakbym byla swoim najgorszym wrogiem. Z jednej strony chce zeby bylo lepiej, ale sama siebie sabotazuje w...doslownie wszystkim. Poczawszy od duzych planow, marzen po codzienne czynnosci.

I fakt. Czasami sama nie poznaje siebie. Czuje jakbym stracila swoja tozsamosc. Nie wiem kim jestem, co lubie. Szukam, probuje, ale nie ma we mnie wiekszej weny do tego. 
Najgorzej jest wtedy kiedy czlowiek jeszcze na dodatek robi rzeczy, ktorych tak naprawde nie chce. 
Jestem DDA i kiedys sama mowilam sobie, ze nigdy nie bede pic alkoholu. Nigdy pic do pijanstwa nie pilam, ale 3 lata temu kiedy bylam wkurzona na caly swiat, dalam sie poniesc, upilam sie bo chcialam zrobic na zlosc sobie i wszystkim i zdadzilam swojego chlopaka. Nigdy tego wczesniej nie zrobilam i zawsze zarzekalam sie, ze nigdy tego nie zrobie....i caly kregoslup moralny mi sie posypal...pojawila sie nienawisc do samej siebie.


Tak samo bylo z zwiazkami. Nigdy nie mialam problemow z adoracja przez plec przeciwna, ale zawsze jednak staralam sie nad wyrost. Tylko po to, zeby byc dla chlopaka jeszcze piekniejsza, jeszcze fajniejsza...bo wtedy bede miala pewnnosc, ze nigdy mnie nie zostawi.
I przy kazdym swoim chlopaku bylam zupelnie kims innym. Przestawalam lubiec swoje rzeczy a zaczynalam lubiec ich rzeczy, przy kazdym oczywiscie co innego. I w koncu wyladowalam w miejscu gdzie nie bawia mnie juz ani rzeczy mojego partera ani moje stare hobby...Sama nie wiem juz co mnie bawi.

A najgorsze sa klotnie. Nie akceptuje krytyki. Dostaje jej wiele. Mam swiadomosc, ze jestem osoba z ciezkim charakterem. wiwle wlasnych bledow dostrzeglam po wielokrotnym ich popelnienie, po kilku dobrych latach...Jednak cokolwiek zlego uslysze od swojego faceta, wywraca moj swiat do gory nogami.  Czuje sie beznadziejnie.
Nie dosc, ze codziennie musze sie zmuszac do prostych czynnosci to po klotniach miedzy nami odechciewa mi sie zupelnie wszystkiego. I niestety tak jest za kazdym razem....

I mozna by opowiadac tak dalej i dalej....


Przeczytalam wiele watkow na tym forum i ciesze sie ze trafilam na Twoj wpis (to uczucie, ze mam podobnie i nie jestem sama). Jezeli chcesz mozemy popisac razem. Nie wiem jak u Ciebie wyglada sytuacja ze znajomymi. 
Ja wyjechalam pare lat temu za granice i niestety wszystkie fajne szkolne znajomosci sie skonczyly a obecnie jestem w takim stanie, ze ludzi raczej unikam. Jestem swiadoma tez, ze moje odosobnienie jeszcze bardziej poglebia moj nieciekawy stan...jednak mam tez dosc udawania przed nowymi ludzmi, ze wszystko jest super i mam poukladane zycie, kiedy w glowie mam totalny rozgardiasz.
Zreszta, to rzadkosc w tych czasach porozmawiac z kims tak od serca, bez maski, zeby ktos wysluchal i zeby to do niego dotarlo a nie splynelo jak po kaczce. 


Trzymaj sie cieplo i wiedz, ze nie jestes sama!

 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Hej

W/w opisy w pewnym sensie oraz stopniu odzwierciedlają moją osobę, a w szczególności ten oto fragment: 

...nie lubię siebie bo stałam się taką osobą, której zachowanie mi nie odpowiada. Łatwo popadam w uzależnienia. Za często piję i palę papierosy. Ale najgorsze jest chyba uzależnienie od drugiej osoby i zatracenie siebie. Za każdym razem kiedy kłócę się ze swoim partnerem świat przestaje dla mnie istnieć. Jeżeli kłótnia jest poważna i oznacza to, że on nie rozumie mojego sposobu myślenia, a ja kompletnie nie pojmuje jego to w pewnym momencie przestajemy się do siebie odzywać...

oraz:

"Ja wyjechalam pare lat temu za granice i niestety wszystkie fajne szkolne znajomosci sie skonczyly a obecnie jestem w takim stanie, ze ludzi raczej unikam. Jestem swiadoma tez, ze moje odosobnienie jeszcze bardziej poglebia moj nieciekawy stan...jednak mam tez dosc udawania przed nowymi ludzmi, ze wszystko jest super i mam poukladane zycie, kiedy w glowie mam totalny rozgardiasz.
Zreszta, to rzadkosc w tych czasach porozmawiac z kims tak od serca, bez maski, zeby ktos wysluchal i zeby to do niego dotarlo a nie splynelo jak po kaczce. "

Jakiś czas temu straciłam nadzieję że jednak wszystko się ułoży. Pisałam już wcześniej jak wygląda moje życie jednak od tamtej pory dużo się zmieniło, wręcz pogorszyło i z moim stanem i w małżeństwie. Obecnie mam jakieś dziwne napady i ataki np trzęsę się cała w nerwach przeklinam z zaciśniętymi zębami czasem też dochodzi do tego że biję się po głowie. Najbardziej boli to że mąż mnie nie rozumie.  Dziewczyny! "Ocal siebie" aby przenigdy nie dopuścić do takiego stanu... to jest przykre i bardzo boli...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.




  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się na pytanie zadane na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć oraz spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.