Skocz do zawartości

Cała aktywność

Strumień aktualizowany automatycznie     

  1. Ostatnia godzina
  2. Wczoraj
  3. Witam, jestem mężczyzną mam 18lat i uczę się w liceum. Moim problemem jest strach przed odrzuceniem. Boję się poznawać nowe osoby, bo boję się, że mnie odrzucą i nie zaakceptują. Według opinii wyglądam na pewnego siebie podrywacza, który nie ma problemu z dziewczynami. Jednak ja nawet boję się zagadać, boję się podejść. Nie chodzę na imprezy szkolne, mieszkam w internacie i siedzę tylko w pokoju przy biurku nawet tam boję się porozmawiać z osobami z pokoju obok. Nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzić. Jest to straszne, ponieważ przez to co raz więcej czasu spędzam sam. Boję się nawet porozmawiać z dziewczyną, która mi się podoba. Potrafię pisać z osobami przez komunikatory internetowe miesiącami, a bać się z nimi spotkać.
  4. On Tobą najzwyczajniej w świecie manipuluje, dobrze wie, że skoro wcześniej wracałaś to jak powie teraz "przepraszam" to wrócisz, tym bardziej, że chce z Tobą dalej utrzymywć kontakt. Mało tego, chce żebyś właśnie czuła się winna i miała wyrzuty sumienia bo powiedział Ci to jest zwykła manipulacja z jego strony. Nie masz absolunie żadnych podstaw żeby czuć się winną czy mieć jakieś wyrzuty sumienia. Ten człowiek jest mocno toksyczny. Masz tylko 2 wyjścia, albo odcinasz się od niego całkowicie, zmieniasz numer telefonu, pocztę, jak przyjedzie pod dom to po prostu dzwonisz na policję i musisz iść do psychologa żeby przerobić ten temat bo następnym razem znowu wybierzesz sobie takiego mężczyznę albo będziesz żyć tak jak teraz żyjesz i będziesz nieszczęśliwa do końca życia bo ten człowiek, skutecznie jak widać, ciągnie Cie na dół i zaciągnie Cie dosłownie na samo dno.
  5. Witam. Wiek 30. Płeć: M Probem polega na zbyt emocjonalnym podejsciu do życia, objawia sie od zawsze. Sytułacje w jakich problem może wystąpić to, obniżająca nastrój muzyka, film przedstawiający emocjonalną historie, wydarzenia dnia codzennego: w których mysle, że ktoś ma lepiej jak ja, negocjacje- jeśli wiem, że A to A a ktoś mi wmawia że to B lub jak na cos sie umówię i tego nie będzie. Generalnie podatność na zranienia na które reaguje emocjonalnie. Czy można cos z tym zrobić ? B.
  6. Hej, z doświadczenia Ci powiem, że przeprowadzka do większego miasta niekoniecznie by Ci pomogła. Sama to zrobiłam jakiś czas temu i poza tym, że znalazłam lepszą pracę w kwestiach towarzyskich nic się u mnie nie zmieniło, nadal jestem sama. Staram się być miła i przyjazna dla ludzi których spotykam, ale są to tylko powierzchowne koleżeństwa na gruncie zawodowym. Nie potrafię znaleźć tego przyczyny ani jak to zmienić. Co ze mną jest nie tak, co powinnam zmienić.
  7. Mam 42 lata.mam b,dobry zawód ,ale mam problem ze znalezieniem pracy na dluzszy okres czasu.trwa to od dawna,mam grono znajomych,Jestem osoba towarzyska,do tego zmarla mi mama ,siostra nie chce mnie znac bo nie podpisałam testamentu.Do tego doszły problemy z obrona doktoratu.Zostawił mnie narzeczony,Ja jestem pod wzgledem psychicznym wrakiem.prosze o pomoc.Nie wiem czy cos ze mna jest nie yak czy przyciagam złych ludzi
  8. Wiem, jak to zabrzmi, ale jestem świadoma jego przemocy psychicznej i nie jednokrotnie próbowałam od niego odejść, jednak to było bezskuteczne. Ma ciężką sytuację rodziną, jest sam z umierającym rodzicem, który wymaga opieki 24/h przy czym wylewa na niego flustracje spowodowane stanem zdrowia. Lituje mnie to i nie chcę go zostawiać w tym samego,ale nie do wytrzymania jest zmiana jego humorów z godziny na godzinę, raz mnie kocha, raz wymaga ode mnie skruchy i litości, nawet żebym i go błagała o to,żeby ze mną był.. co jest dla mnie niedorzeczne. Teraz odeszłam, ale mam wyrzuty sumienia,że może rzeczywiście nie rozumiem jego sytuacji. Wczoraj rozmawialiśmy o tej sytuacji, przeprosił, powiedział,że to nerwy i nigdy by tak nie zrobił i że powinnam wiedzieć,że zawsze bierze moją stronę.Dodał że rozumie,że skończyłam związek, że on też nie może mi wybaczyć tego,że tak go potraktowalam w takich chwilach, ale później zaczął mówić,że musi ze mną mieć kontakt bo martwi się o mój stan psychiczny, po czym za chwilę opowiadał o prezencie na walentynki. Czuję się przez niego zdezorientowana, bo wiele razy to kończyłam,a on zachowywał się w patologiczny sposób, przyjeżdzał pod dom, wydzwaniał na przemian ze swoją matką,żebym wróciła.
  9. Nie wiem czy masz niskie poczucie własnej wartości, duże kompleksy czy w domu nie miałaś dobrego wzorca ale Ty chyba nawet nie wiesz jak wygląda normalny związek bo samo Twoje pytanie po tym co tu opisałaś, "I często zastanawiam się czy to co on robi nie jest już znęcaniem się nade mną. Ale skoro ja sama czasem tracę nerwy, coś rozwalam i mówię coś złego to wina jest wspólna?" jest dla mnie po prostu przerażające. TWÓJ PARTNER ZNĘCA SIĘ NAD TOBĄ PSYCHICZNIE I FIZYCZNIE. TWÓJ ZWIĄZEK JEST BARDZO TOKSTYCZNY I TO JEST PATOLOGIA. A po pobiciu Ciebie powinnaś od razu iść na policję! W normalnym, zdrowym, dobrze funkcjonującym i wartościowym związku nie ma absolutnie żadnej mowy o przemocy fizycznej i psychicznej, krzykach i wszytskim tym co Ty tu opisałaś :(. W normalnym partnerskim związku ludzie się szanują, wspierają, kochają, jak się w czymś nie zgadzają to razem rozwiązują problemy i szukają kompromisów, są wobec siebie serdeczni, mili i okazują sobie uczucia - u Ciebie niczego takiego nie ma. W nerwach rzuciałaś pilotem, no zdarza się, ale absolutnie nie powinnaś myśleć, że skoro rzuciałaś pilotem o ziemię to powinnaś czuć się winna bo jakoś go sprowokowałaś do tego, że on Cie pobił. On sam zrzuca na Ciebie winę i mówi, że to przez Ciebie, to zwykła manipulacja z jego strony. PANI JEST OFIARĄ PRZEMOCY DOMOWEJ. Napisałaś, że myślę, że jesteś w jakiś sposób od niego uzależniona. Piszesz, że też boisz się samotności ale jakiej samotności? Że nie znajdziesz sobie jakiegoś mężczyzny czy że znajomi się od Ciebie odwrócą czy może, że jako samotna matka nie dasz sobie rady sama? Bycie samym jest zdecydowanie lepsze niż mąż, który znęca się nad Tobą. Wydaje mi się, że musisz też udać się do dobrego psychologa na wizytę, bo inaczej bedzie cięzko Ci się żyć i bedziesz popełniać te same błędy np. w wyborze nowego mężczyzny a rany w postaci znęcania się fizycznego i psychicznego przez Twojego męża nie znikną ot tak sobie. Masz 27 lat, jesteś młoda, nie bój się żyć normalnie bo inaczej czeka Cie życie pełne przemocy ze strony męża. Pomyśl też o dziecku, jak ono będzie się rozwijać w domu, w którym jest przemoc domowa?
  10. Nie wiem czy Twój chłopak Ciebie oszukiwał i utrzymywał kontakt ze swoją sex koleżanką, ale zdecydowanie poważniejszą sprawą jest to, że powiedział do Ciebie "że robi z Ciebie wariatkę, że życie Cie zesz***aci, i że sprawi byś cierpiała". Takie zachowanie z jego strony absolutnie nie jest normalne. Jest to osoba toksyczna, która grozi Ci, ze zrobi Ci krzywdę fizyczną lub psychiczną. Kiedyś jedna Pani psychologa napisała tu, że są różne sposoby konstruktywnego wyrażania emocji a na pewno agresja słowna w stosunku do drugiej osoby do nich nie należy. Jego zachowanie względem Twojej osoby skreśla go od razu jako materiał na partnera, bo jak być z kimś kto Cie nie szanuje i stosuje względem Ciebie agresje słowną? Jak raz to zrobił i nie miał absolutnie żadnych oporów żeby powiedzieć Ci, że zrobi z Ciebie wariatkę to zrobi to po raz kolejny. Uciekaj póki czas.
  11. Ostatni tydzień
  12. Mam 27 lat, od 5 lat jestem w związku, od 1,5 w narzeczeństwie, a od 3 lat mamy razem dziecko. Zacznę od tego, że z zewnątrz mam całkiem dobrze poukładane życie, dziecko świetnie się rozwija, obydwoje z narzeczonym pracujemy (ja świeżo po studiach zaczęłam pracę w zawodzie), wynajmujemy mieszkanie w dużym mieście, nie zarabiamy milionów, ale jest pod względem zarobkowym coraz lepiej. Od zawsze byłam rozchwiana emocjonalnie, bardzo pragnęłam miłości i silnie uzależniałam się od mężczyzn, którzy pojawiali się w moim życiu. Z obecnym chłopakiem "wpadliśmy" po ponad roku, kiedy nasz związek chylił się ku upadkowi, a ja byłam zrozpaczona. Walił mi się świat. Ale nie złapałam go na dziecko, to był przypadek. Po dość burzliwym okresie ciąży (imprezował i odnowił kontakt z różnymi koleżankami, z którymi jak mówił lepiej się dogadywał ) on stwierdził, że chce być i z dzieckiem i ze mną, bo mnie kocha. Dla mnie on był (i chyba nadal jest wielką miłością). ok. 2 lata mieszkaliśmy u moich rodziców, ja nie do końca mu ufałam, bałam się, że po wyprowadzce od nich znowu zacznie się historia z jego imprezami. Jednak zaczęliśmy się dobrze dogadywać (z rodzicami było wiele sprzeczek o "nic"), ustabilizowała się nasza sytuacja materialna i wynajęliśmy mieszkanie. I wtedy zaczęły się problemy. Już pierwszego dnia zaczął mieć do mnie pretensje o wszystko. Krzyczał, że nie sprzątam, że wszystko robię źle. Ciągle powtarza, że jestem złą matką. Wymaga ode mnie bardzo wiele, bez przerwy krytykuje. Jeśli chodzi o dziecko - jest z nim bardzo mocno zżyty, zawsze mówi, że kocha najbardziej jego, na drugim miejscu mnie, ale to normalne. Od jakiegos czasu on po powrocie z pracy kładzie się przez telewizorem i nie odrywa od niego aż do momentu, gdy stwierdza, że czas iść spać (czasem robi sobie drzemkę w trakcie oglądania). Nie reaguje na nic co do niego mówię. Często krzyczy, że jest niewyspany przeze mnie. Ostatecznie chcąc uniknąć krzyków ja śpię z dzieckiem, a on kładzie się na wersalce. Mimo to dalej krzyczy i oskarża mnie, że się nie wyspał. Często jest tak, że ja po pracy sprzątam, robię pranie, zajmuję się dzieckiem, a on stwierdza, że natychmiast idziemy spać i wydaje się oburzony, że ja jeszcze coś robię. Syn dość późno chodzi spać i on bardzo się denerwuje, mówi że to moja wina, że jestem złą matką bo nie umiem go uśpić. Ja przygotowuje się do egzaminów i zdarza się, że uczę się w nocy. Rano oczywiście ide do pracy, czasem na późniejszą godzinę (max 9 rano) i znów krzyk, że jak on wstaje to ja jeszcze jestem (on chodzi do pracy na 9 rano). Ja się czuję coraz bardziej zaszczuta, sterroryzowana we własnym domu... Mam koleżanki, ale często pragnę porozmawiać z nim. Marzę, żebyśmy pojechali na wakacje, żebyśmy razem spali, żeby mnie przytulił i powiedział, że jestem dla niego wspaniała, że mnie kocha. On twierdzi, że powinnam gadać o takich rzeczach z koleżankami, a jak chce wakacji to też mam jechać z koleżanką, a nie zawracać mu głowę. Czasem przytulam się pierwsza, ale on tylko leży i dalej gapi się w tv. Czasem mówi, żebym się odsunęła, bo mu gorąco. Z kolei gdy mówię o rozstaniu, on mówi, że gadam bzdury, że się kłócimy, ale przecież mnie kocha. Każda taka rozmowa trwa max minutę. Albo mnie ignoruje i wyłącza całkowicie albo krzyczy. Bardzo często wpada we wściekłość i furię. Krzyczy, że jestem popier* i nikt ze mną nie wytrzyma, bo jestem taka zje*. Często używa tych słów. Przyznam, że ostatnio nie wytrzymuje psychicznie. Ostatnio wyszło, że jego przyjaciółka (którą bardzo lubię i otwarcie rozmawiam o różnych sprawach, w tym dot. naszego związku) blisko przyjaźni się z jego byłą dziewczyną, z którą przez lata mieliśmy wiele problemów. Powiedziałam mu z pretensjami, że mnie oszukała, że znając problem nigdy o tym mi nie wspomniała. Zapytałam czy dobrze się bawili robiąc sobie ze mnie jaja. Myślę, że to było niepotrzbne, ale czasu nie cofnę. I on się wtedy wściekł, z pogardą powtarzał, że jestem złą osobą, jestem wrednym, złym człowiekiem (to też często powtarza, gdy powiem coś co mu się nie spodoba), bo mówie takie rzeczy o jednej z najlepszych osób jakie zna. Na marginesie dodam, że podobna sytuacja występuje zawsze, gdy zdarzy się, że pomiędzy mną, a kimś z jego znajomych zdarzy się jakikolwiek konflikt. Taki konflikt zdarzył się tylko raz z dziewczyną jego przyjaciela, gdy ta dość mocno mi dogryzała i krytykowała moją pracę, ubranie itd. Mówi, że jestem kłótliwa i tworzę chorę problemy, nigdy w życiu nie stanąl po mojej stronie w żadnej sytuacji. Poza tym bardzo dobrze dogaduję się z jego znajomymi z którymi często się spotykamy, a jest ich sporo. Na drugi dzień po tej sytuacji był wściekły, że wróciłam do tematu i mam coś jeszcze do dodania. On zawsze chce po tych krzykach odrazu wracać do porządku dziennego, a jeśli jestem obrażona zaczyna się piekło. Nie wytrzymałam i rzuciłam o ziemię pilotem. Wtedy on mnie złapał i zaczął okładać pięściami po ramieniu. Byłam już tak wykończona, że wieczorem udawałam, że jest ok. Dziś on poszedł na spotkanie z kolegami z pracy, ja siedzę w mieszkaniu i czuje ogromny ból ręki. Ten ból mi przypomina o tym co się stało. Kiedyś zdarzyło się, że mnie uderzył, raz podbił oko. Zawsze gdy zrobi coś takiego wmawia mi, że nic się nie stało - że to wymyśliłam i nie było takiej sytuacji albo, że oberwałam przez pomyłkę i podeszłam, gdy on gestykulował. Takie tłumaczenie stosuje wymiennie z tłumaczeniem, że to moja wina. Mówi, że go sprowokowałam, tzn. albo gadałam i nie przestałam gdy kazał mi przestać, albo tak jak wczoraj pierwsza rzuciłam pilotem. I tutaj zaczyna się mój problem. Czuję, że ja też jestem winna. Faktycznie rzuciłam tym pilotem, raz zdarzyło się, że pierwsza uderzyłam go ręką. Oddaje dużo mocniej, ale jednak tylko "oddaje". Poza tym zwykle to ja zaczynam rozmowy i co za tym idzie kłótnie. I ja się pierwsza obrażam. A w kłótni też i mi zdarzyło się go obrazić (od dłuższego czasu bardzo rzadko, kiedyś częściej). Ale czuję się tak bezsilna, umiem nad tym zapanować. Dziś wyszedł i nie odezwał się ani raz. Czekam, ale wiem, że lepiej nie dzwonić, bo boje się, że jak zwykle powie, że to jego sprawa albo mnie okłamie, że już wraca (a nawet nie ma takiego zamiaru). Cieżko mi ufać w takiej sytuacji. No i czy to jest ok, że on ingeruje w godzinę o której ja chodzę spać, bo nie może spać gdy ja nie śpię, a ja nie mogę nawet zapytać o której w nocy wróci do domu (nie ma szans żebym zmróżyła oko)? Tak naprawdę to tylko zarys tego co czuję. Pełno we mnie lęków, strachu przed samotnoscią, śmiercią rodziców itd. Ale chce żyć szczęśliwie, korzytsać z życia, cieszyć się z tego co mamy. Chcę się rozwijać zawodowo, podróżować, wychowywać syna na szczęśliwego człowieka. I wiem, że popełniam wiele błędów, zdarza mi się cos zawalić i o czymś zapomnieć. Ale przecież to się zdarza każdemu. Obowiązki można ogarnąć następnego dnia, ale ze zniszczonym zdrowiem i relacjami to nie działa w ten sposób. Dodam jeszcze, że jakiś czas temu okazało się, że mam niezłośliwego guza. Boje się operacji, niestety długo ją odkładałam. W rezultacie, gdy tylko wspomnialam, że się zle czuję on bardzo krzyczał , że sama jestem sobie winna, bo to odkładałam i mam mu o tym nie gadać. No i fakt. Odkładałam, więc powinnam wiedzieć, że wiążą się z tym jakieś problemy. Tutaj też czuję się winna. Czuję się winna każdego dnia, codziennie i cieżko mi z tym poczuciem winy funkcjonować. Czy ja prowokuję te wszytskie sytuacje? I często zastanawiam się czy to co on robi nie jest już znęcaniem się nade mną. Ale skoro ja sama czasem tracę nerwy, coś rozwalam i mówię coś złego to wina jest wspólna?
  13. Jak dla mnie to już zależy od kogo je słyszysz bo co innego usłyszeć je od kogoś bliskiego lub kogoś kogo zna się lata a co innego od przypadkowego człowieka lub kogoś kogo się praktycznie nie zna. Ja uważam tak urazić mogą słowa od osoby która się kocha lub szanuje na szacunek pracuje się latami a przejmowanie się pierdołami to tak jakby w dzisiejszych czasach przejmować się "trolami" na forach etc.
  14. Witam, mam 24 lata i jestem kobietą. Mój problem pojawił się w pracy i trwa od 4 miesięcy. Problem polega na tym, że nie umiem poradzić sobie z krytyką przełożonej. Jej komentarze i poprawki sprawiają, że czuję się źle i tracę motywację do pracy. Zwykle trudno jest stwierdzić czy jej uwagi są obiektywne, ponieważ zajmujemy się projektowaniem, a w tej dziedzinie nie ma sztywnych reguł. W związku z niejasnymi zasadami odbieram jej komentarze jako chęć zdominowania mnie. Oprócz tego, zdarzyło się jej wytknięcie moich błędów przy innych współpracownikach i kontrolowanie co robię w danym czasie, z czym też czułam się źle. Gdy przychodzę do domu po pracy, moja złość narasta, myśląc o tym, że nie chcę być przez kogoś nieustannie poprawiana. Do tej pory starałam się przekonywać siebie, że jej poprawki wynikają z jej doświadczenia i obowiązku bycia moim nauczycielem (jestem początkującym pracownikiem). Starałam się też skupić na korzyściach - na tym, że dzięki jej komentarzom uczę się nowych umiejętności. Jak widzi tę sytuację osoba z zewnątrz? W jaki sposób poradzić sobie z moją złością?
  15. Nie mieszkam z ojcem, nie rozmawiałem z nim od dekady, nigdy nie interesowałem się co u niego, facet dla mnie nie istnieje a ja przyswoiłem to, że wychowywałem się obok samotnej matki aczkolwiek sprawiałem jej bardzo dużo zawodów swoim zachowaniem, często bywała przez mnie w szkole a w dodatku musiała jeszcze unieść ciężar w postaci dwóch braci których posiadam. Coś w niej pękło i czasem wyjdzie z jej ust coś w stylu: "żałuję, że nie pokazałam Wam jak kochać ludzi". Dążyłem do tego, że jest mi teraz ciężko przez to, że za każdym razem gdy próbowałem czegoś nowego i nie wyszło mi to od razu to byłem mocno bity przez co teraz boję się nowych rzeczy choć wiem, że nikt mi już więcej takiej krzywdy nie zrobi, jednak zostało coś w głowie i nie umiem sobie z tym radzić. Pomagając ludziom bo również bardzo lubię słuchać rozwiązuje ich problemy i chyba oczekuję, że przez to oni pomogą rozwiązać mój aczkolwiek ile osób bym nie poznał zawsze jest większy procent ludzi, którzy nie będą nie lubić przez to, że jestem taki zamknięty i nic o sobie nie opowiadam.
  16. Witam Czy to jest normalne, że jeszcze w tych czasach urażają mnie wulgarne słowa?
  17. Witam Mam na imię Piotr, mam 40 lat. W każdej dziedzinie, grupie ludzi jestem najgorszy. Było m. in. na praktykach ZSZ ale ukończyłem tą szkołę. Następnie zakończyłem edukację w LO dla dorosłych - egzaminy eksternistyczne dalej niepubliczną szkołę policealną - technik informatyk ale mało wiedzy wyniosłem z niej. Potem dopiero zdałem maturę na dop. Następnie spodobały mi się studia pielęgniarskie. poszedłem niestety do niepublicznej szkoły i tam znowu czułem się najgorszy. Niestety był problem z pracą po niej. Zacząłem uczyć się języka angielskiego (jeszcze podczas studiów) bo chciałem pracować w UK w jakimś szpitalu. miałem oferty ale podczas rozmów okazywało się, że mam jeszcze za słaby angielski. Mama wypatrzyła w ogłoszeniu (w kraju) ale z dala od domu i podjąłem nią. W pracy na bloku operacyjnym odpadłem, po miesiącu powiedzieli mi, że mam problemy z koordynacją a w tym zawodzie podobał mi się właśnie blok. szukanie pracy był w dalszym ciągu. W końcu znalazłem blisko ale było znowu niepowodzenie. Nie radziłem sobie bo trafiłem na OIOM a od ukończenia studiów minęło ok. 3lat. przeniesiono mnie na inny oddział ale oddziałowa okazała się SSmanką. Zwolniłem się po 1tyg. (miesięczne wypowiedzenie w tym L4). po dojściu do siebie dalej szukałem za granicą ale skoczyło mi się prawo wykonywania zawodu w UK. Było bardzo trudne wznowienie i zrezygnowałem szukania tam pracy. Zacząłem się uczyć j. norweskiego i międzyczasie (bo 40 na karku) zdecydowałem się na szkolę policealną - technik elektroradiolog i tam znowu byłem najgorszy w grupie. Jest mi ogromy wstyd, że jestem po studiach a byłem najgorszy później w szkole policealnej! Na ostatnim semestrze przerwałem naukę norweskiego. Niestety dzisiaj oblałem egzamin praktyczny bo nie doczytałem polecenia. Czuję się jestem po prostu głupi i du*a, nienadający się do niczego. Od dzisiaj już całkowicie przestałem wierzyć w siebie. Nigdzie nie podobam się ludziom. Za chwilę będę obchodzić niestety 41 urodziny. Czuję, że muszę oddać dyplom i świadectwa aż do III klasy szkoły podstawowej a za chwilę 50-tka. Przecież do teraz powinienem znać język angielski śpiewająco. Mam kłopoty ze słuchu z językiem. Nie nadążam z natychmiastowym przypominaniem słów? a podobno słownictwo miałem dobre. Aha, chodzę też na treningi karate i tam też jestem najgorszy! Nici z marzeń!!!
  18. Witam mam 19 lat większość powie malolata, no właśnie tutaj mój problem ze zawsze byłam zbyt dojrzała na swój wiek, mimo ze nie jestem brzydka, mam spoko charakter nie miałam zbytniego przywiązania do nikogo, byłam wybredna. Jakoś miesiąc temu poznałam super faceta, kolega moich znajomych, od razu zwrócił na mnie uwagę, ja na początku trzymałam lekko dystans, ale po kilku dniach zdałam sobie sprawę ze to moja bratnia dusza. Wychodziliśmy było jak w bajce, czułam się szczęśliwa i czułam ze daje szczęście jemu. Ktoś powie miesiąc co to jest, no właśnie dla mnie to było wystarczająco długo żeby pokochac. Aż w końcu poczułam ze coś jest nie tak w końcu przyznal się ze jego była wróciła, wspomnienie. I napisal mi ze potrzebuje czasu chce żeby mu wrócił taki zapal do mnie jak nw początku i ze nie chce mnie skrzywdzić ale ze za szybko wszystko się potoczyło. Napisałam ze rozumiem, piszemy ze sobą i również czasami widujemy się u znajomych jest po prostu normalnie. Napisał jeszcse xe musi mnie poznać. Nagle moja bajka zamieniła się w najgorszy koszmar nie umiem się przyznać ze ciagle płacze. Chce mu dać ten czas nie chce go stracić ale ile to może trwać, jak mam wzbudzić jego ponowne zainteresowane czy w ogóle jest to realne
  19. Mam problem, z brakiem zaufania do partnera, nie wiem czy uzasadniony czy też nie. Proszę o opinię. Sytuacja wygląda tak,że mój partner przed mną miał sex-koleżankę, która go zostawiła. W momencie kiedy zaczynaliśmy się spotykać były w naszym życiu obecne wspomnienia o niej, ale w granicach rozsądku. Jednak z chwilą kiedy wyznał mi uczucia, ona nagle się pojawiła, a ich kontakt wrócił. Nie chciałam być zaborcza i nie zabraniałam mu kontaktów z nią. Dowiedziałam się,że ona pomagala mu mnie zdobyć po czasie,co było dla mnie pierwszym oburzeniem. Potem dostałam od niego kilka porównań w chwilach kiedy nam się nie układało, że ona by tak nie zrobiła,że ona by postąpiła inaczej..(dodam,że jestem jego pierwszym związkiem) kiedy zrozumiał,że mnie to rani, zmień się. Poprosiłam,żeby urwał z nią kontakt, na początku go ograniczył do minimum, jednak przy moim nacisku zrezygnował (podobno) całkiem,usunał ją z wszystkich social mediów, przestał odpowiadać na sms i telefony. Jednak sytuacja jest dla mnie podejrzana, bo dziewczyna ma chłopaka, a ciągle dzowni do mojego, mimo,że on podobno nie odbiera już ich od maja, ona notorycznie dzwoni. Pokazuje mi wiadomości, ale kurde nie ufam mu ze nie ma z nią kontaktu, ostatnio dowiedziałam się że w 1 tyg związku pisał do niej że "najbardziej czego dziś chce to sie z nią spotkać" tłumaczył to że denerwowałam go, tez po miesiacu powiedział,że ona tak do niego wydzwania i że wczesniej nie mówił,żeby mnie nie zderwować. W tym momencie chciałam zagrać nim i to sprawdzić,bo ciężko mi uwierzyć,że ktoś po takim olaniu może być tak nachalnym mając partnera. Powiedziałam,że wysłałam wiadomość do jej chłopa, on się oburzył powiedział,że zrobi ze mnie wariatkę,że się wyprze wszystkiego,że życie mnie zesz***aci za to itp. nawet zagroził,że jeżeli to zrobiłam to sprawi,żebym cierpiała. Nie wiem co już o tym myśleć,ale czuje sie upokorzona, zaczynam myslec ze oszukiwal mnie cały związek, że ma z nią kontakt i to zataja. Nie wiem ale odbija mi strasznie
  20. Witam, jestem studentem psychologii. Wybrany kierunek studiów to forma terapii. Znalazłam się w sytuacji z której ciężko się wydostać. Mam ograniczenie czasowe stąd prośba o wsparcie merytoryczne. Mój problem dotyczy określenia psychologicznych aspektów działania do zarzadzania. Mój temat pracy to Psychologiczne aspekty w zarządzaniu zasobami ludzkimi w formacji mundurowej. Problem badawczy to ....Jak zarzadzanie zas. ludz. wpływa na funkcjonowanie organizacji mundurowej. I tu zaczynają się problemy.......muszę określić 4 problemy szczegółowe. Idę w kierunku przeciwdziałania stresowi i motywacji......Jednak brakuje mi odpowiedniego sformułowania ...... Będę wdzięczna za wskazówki. Pozdrawiam, Elżbieta.
  21. cóż ludzkiej natury nie oszukasz jeśli ktoś jest takim typem człowieka do którego argumenty nie docierają a próby rozmowy/negocjacji odbijają się jak od ściany to nie warto próbować. Akcja typu obrażanie się i wyjścia z miekszania to też już dla takiej osoby może być forma sprawdzonej taktyki w końcu zawsze ją powstrzymujesz i bedziesz przepraszać ... pytanie czy masz za co? czy to twoja wina? a może jej? lub może wina lezy gdzies po srodku? Miałem podobną sytuacje w życiu jeśli chodzi o wychodzenie z mieszkania z tą różnicą że ja nigdy partnerki na siłę nie zatrzymywałem jeśli nie było w danej sytuacji mojej winy każdy potrzebuje czasu na refleksje więc poprostu jej go dawałem zawsze wracała a sytuacje dało się wyjaśnić nie można dać się "stłamsić" okaż słabość a inni to wykorzystają ludzka natura od zawsze niezmienna.
  22. Ja radziłbym się udać do poradni małżeńskiej i zasięgnąć rady specjalisty aczkolwiek z tego co piszesz mąż na takie rozwiązanie nie przystanie (zapewne uważa że skoro nie robi nic złego to po co). Pozostaje kwestia najbardziej radykalna czyli odejście bo jak sama napisałaś jesteś na skraju wyczerpania a samo sie nie naprawi w to możesz mi wierzyć. Jeśli jednak nie umiesz odejśc jak sama wspominasz musisz sobie i tylko sobie zadać szczere pytanie Co tak naprawdę cię powstrzymuje? Usiądź spokojnie i pomyśl nad odpowiedzią ja niestety nic wiecej napisać nie mogę dopóki sama nie poznasz odpowiedzi na to pytanie...
  23. Jeżeli nie łączą was wspólne zainteresowania a sama czujesz się w tym związku tłamszona to nie widzę absolutnie żadnego sensu w jego kontynuacji. Trzeba być szczerym ze sobą żeby móc być szczerym z kimś innym więc działanie na zasadzie co zrobić/myśleć tak żeby innej osobie się to podobało jest samobójstwem własnej osobowości i podporządkowaniem się jak czyjaś lalka. Do tego bądźmy szczerzy jeśli nie jest Ci w tym związku dobrze to czy waszym potencjalnym dzieciom taki "idealny" tata nie narzucałby swojego świata tak jak robi to tobie? Takie koszmary kończy się zanim się zaczną na dobre. Tyle ode mnie
  24. Witam. Moj problem polega na tym, że jesteśmy młodym małżeństwem mamy po 23 lata. Ja z dzieckiem 3 letnim w domu a on wyjeżdża w trasę na 4 tygodnie.. Do tego jestem w ciąży. Mój syn potrafi wpaść w jakąś histerie, rzuca sie na ziemię i ryczy i chce wszystkich bić myślę ze spowodowane to jest ciągłymi wyjazdami taty.. Również czuje sie przez to samotna. Mam wrażenie że wybrał tą pracę bo mu tak wygodnie wyjechać a ja mam wszystko na głowie.. Do tego nie czuje sie najlepiej. Mam wrażenie ze juz nie radzę sobie z tym wszystkim i mam wszystkiego dosyć.. Jak objawia sie depresja? Bo czuje, ze nie jest ze mną dobrze. Mój stan psychiczny sie pogarsza
  25. Sprawa wygląda tak, że ja (18,5 lat) idealizuję od jakoś ponad 5 lat pewną osobę (miesiąc starszą), poza którą świata nie widzę i każdy aspekt, życia codziennego kojarzę właśnie z nią. Można powiedzieć w pewłnym tego słowa znaczeniu, że się przywiązałem do swojego obiektu westchnień ale tego absurdu jest mało. Nie jesteśmy w żadnym związku. Ba! Stosunkowo mało nawet rozmawialiśmy od kiedy w ogóle się znamy! Głównie dlatego, że wiem, że gdyby już coś takiego się wydarzyło - ona będzie zawiedziona bo pomimo, że ją szczerze kocham (i non-stop myśli na jej temat nie dają mi spokoju) to nie będę w stanie sprostać jej oczekiwaniom. Osoba, której pomocy zaczerpnąłem parę dni temu chce iść na psychologię w październiku, i ma ambicje psychologa z prawdziwego zdarzenia. Mocno mi przyspieszyła myślenie. Podczas tego big brain time (zachęcam do wyguglania definicji) jaki ona wywołała nareszcie jestem w stanie ubrać w słowa tę chorą, pokręconą, zaburzoną i niezgodną z rzeczywistością (według wszystkich osób, których pomocy zaczerpnąłem) logikę, która nie pozwala mi nawet spotkać się z tą dziewczyną i to pomimo, że niektórzy mówią, że się jej podobno podobam (sic!). Jej osoba prezentuje całkiem ciekawe osiągnięcia w muzyce. Jeżeli zżera moich czytelników ciekawość - jest wokalistką. Żeby się z nią spotkać musiałbym poszczycić się czymś konkretnym. Dopiero to mogłoby spowodować, że mógłbym jej dorównać tj. zasłużyć na nią. Stawiam sobie za wysoką poprzeczkę bo to jej mocna strona a u mnie zdecydowanie słaba. Chociaż mam kilka zainteresowań, którymi według wielu ludzi mógłbym zainteresować swojego rozmówcę (nootropy, psychologia, neuroregulacja, niedługo medycyna ajurwedyjska i odrobina mistycyzmu i kognitywistyki) to wiem, że jest to sama amatorszczyzna nie warta większej uwagi. Jeżeli mój rozmówca, któremu miałbym zaimponować zapytałby mnie o jakieś dawne osiągnięcia to zaniemówiłbym. Nie miałbym kompletnie czym się pochwalić. Ostatnie moje większe osiągnięcie pochodzi z połowy poprzedniej dekady. Zauważyliście ciekawy patent? Nie jestem absolutnie w stanie wyzbyć się porównywania do ludzi z zewnątrz. Gdybym po prostu miał zaakceptować to, że oni sobie po prostu są. Istnieją. I tyle. Nie są lepsi lub gorsi ale jestem w stanie wyzbyć się tej iskry rywalizacji z mózgu bo to powoduje, że czuję się przy tamtej dziewczynie niepewny siebie i swoich kompetencji. Niemal przytłacza mnie jej pewność siebie. To ostatnie zdanie brzmi bardzo wymownie ale chyba najlepiej obrazuje co do niej czuję. Jak coś mi przyjdzie jeszcze do głowy to będę aktualizował albo napiszę w odpowiedzi na post.
  26. Z tego co piszesz jesteś wrażliwą i empatyczną osobą, a ten zawód wybrałaś pewnie z powołania. I chyba też dążysz do perfekcji? Z tym nie warto przesadzać, bo można się tylko zadręczyć. Nikt nie jest perfekcyjny, każdy częściej lub rzadziej popełnia jakieś błędy. Z tym że Ty w pracy jesteś narażona na większy stres niż osoba wykonująca inny zawód. Może warto porozmawiać z kimś starszym od Ciebie, z o wiele większym doświadczeniem w tym zawodzie. Być może w Twoim wieku też przeżywał podobne rozterki, może będzie Ci mógł udzielić rad wynikających z jego doświadczenia. Polecam także wizytę u psychologa.
  27. Witajcie jestem Weronika, mam 30 lat i kompletnie nie radzę sobie ze swoją głową Nie wiem od czego mam zacząć, napiszę wszystko w skrócie a zacznę od tego że np nie potrafię odnaleźć się w większej grupie ludzi. Jeśli jestem w towarzystwie więcej niż 2 czy 3 osób to po prostu milczę. Nie potrafię wtedy wydusić z siebie ani słowa i wychodzę na jakąś dziwaczkę. Drugą sprawa to ciągle wydaje mi się że mam jakieś choroby. Chodzę na badania i nic mi nie jest. Trzecia sprawa to ciągle w mojej głowie układają się jakieś scenariusze dotyczące niektórych ludzi bądź sytuacji no i czwarta sprawa która pojawiła się odkąd skończyłam 30lat to męczą mnie ciągle myśli że zaraz będę stara i schorowana że czas tak szybko leci że zaraz umrę i tak mało skorzystam z życia 😭 Nie wiem jak z tym sobie poradzić jak wybić to z głowy?! Tabletek żadnych też nie chcę brać. Może miał ktoś podobne problemy?
  1. Załaduj więcej aktywności

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.