Skocz do zawartości

Cała aktywność

Strumień aktualizowany automatycznie     

  1. Wczoraj
  2. Witam. Spróbuję w miarę jasno przedstawić swoją sytuację, i z góry przepraszam jeśli będzie to opisane zbyt obszernie. Mam 18 lat. W wieku 10 lat zdiagnozowano u mnie Zespół Aspergera. Wcześniej było podejrzenie ADHD, ponieważ nie potrafiłam odpowiednio zachowywać się w szkole. Nie słuchałam na lekcjach, do dorosłych zwracałam się na Ty, nie nawiązywałam kontaktu z rówieśnikami. Rzecz w tym, że to nie tak, że sama nie potrafiłam rozmawiać z innymi dziećmi, bo już na początku szkoły niektóre dzieci bardzo źle nastawiły inne dzieci do mnie. Z tamtego okresu (1 klasa) mam praktycznie amnezje, nie pamiętam prawie nic. Za to zostało mi w pamięci jak byłam w szatni, a dziewczynki z klasy przyszły, zasłaniając sobą jedyne wyjście z boksu. Pamiętam, jak kazały mi zdjąć majtki, żeby się ze mnie naśmiewać, a ja się niestety zgodziłam. Niedawno kolega zasugerował mi, że właśnie mniej więcej w pierwszej klasie, robiłam TO z innym rówieśnikiem. Stąd obawa że byłam molestowana, wykorzystywana, bo na to wskazują moje różne dziwne zachowania z tamtego okresu (m.in. zaczęłam się natrętnie dotykać) i może w jakiś sposób wyparłam to ze swojej pamięci. To wszystko mocno wpłynęło na moje funkcjonowanie wśród rówieśników. W wieku 12 lat w klasie zaczęłam być wyzywana m.in. od ladacznic, nawet na ulicy. W szkole zawsze byłam obrażana, nie otrzymując żadnej pomocy z zewnątrz, własna matka kiedyś zasugerowała mi, że ja to po prostu sobie wymyślam. Mam traumę z dzieciństwa, związaną z matką upitą prawie do nieprzytomności, wiem, że krzyczałam wtedy "że ja nie chce takiej mamy". Moja matka od kiedy pamiętam nie kontrolowała picia alkoholu, niby nie codziennie, ale jednak. Wielokrotnie widziałam ją pijaną niemal do nieprzytomności. Matka oczywiście wypiera się tego i twierdzi, że niby ja mam "schizy" i wymyślam. Od dłuższego czasu gdy matka pije alkohol, nawet kiedy robi sonie drinki, wpadam w paranoję. W trakcie takiego "ataku" paranoi nie raz już próbowałam odebrać sobie życie, np.: wiązałam sobie koszulkę na szyi i próbowałam się udusić. Moja matka nie widzi nic złego w alkoholizmie, bo ja jej zdaniem jestem tylko głupią dziewczynką i nie powinnam jej nic mówić. Przez zachowania mojej matki wykształciła się u mnie nadmierna potrzeba kontroli, najchętniej nie opuszczałabym jej na krok, stała i pilnowała, bo boję się że się upije. Od kilku miesięcy mam objawy nawracającej depresji z remisjami. W trakcie jednego z nawrotów napisałam list pożegnalny, który wciąż czeka aż wreszcie to zrobię, a ja sama nie wiem kiedy. Mam obsesję, paranoję. Napady paniki. Czasami boję się odwrócić, bo myślę, że ktoś stoi za mną z nożem. W trakcie jednego z ataków lęku mam poczucie ciągłego obserwowania mnie przez coś, kogoś, raz czułam jak coś co ciągnęło mnie za włosy i dotykało mojej szyi żeby mnie udusić. Przestałam używać wody, nie myję się od wielu dni, nie wydaje pieniędzy nawet na jedzenie. wszystko przez to, że boję się że matka będzie miała do mnie pretensje. Kiedy rodzice są w domu nie korzystam nawet z toalety, boję się chodzić po domu. Mam poczucie, że wszyscy mnie nienawidzą i obgadują, w każdym zdaniu wyczuwam złe nastawienie do mnie. Każdy śmiech na ulicy automatycznie kojarzę ze sobą. Czuje, że wszyscy mają mnie za nienormalną. Nawet nie zostaję sama w domu z ojcem, bo boję się, że mnie skrzywdzi. Mam natrętne myśli. W relacji z jedyną przyjaciółką ciągle bałam się, że ona mnie "zdradza", obgaduje, manipuluję mną. Boję się rozmawiać z ludźmi, bo ktoś może mi coś zrobić, skrzywdzić mnie. Często nie odzywam się, bo myślę, że ktoś mnie skrzyczy, bo tak zawsze miałam w relacji z moją matką. Nawet jak to piszę to mam poczucie "odrealnienia", jakbym nie była do końca świadoma tego co piszę, co robię. Każdy szelest z kuchni automatycznie sprawia, że idę sprawdzić, czy matka nie odkręca alkoholu, sprawdzam co do centymetra ilość alkoholu w butelce, pozostawione szklanki przeszukuje w poszukiwaniu alkoholu. W dzieciństwie pamiętam, że bardzo chciałam być chwalona, przytulana, doceniana, usłyszeć od rodzica bez powodu "kocham cię" a nigdy tego nie słyszałam. Mam obsesję na punkcie wagi, gdyż matka w przeszłości wypominała mi, jestem tak gruba, że wyglądam jakby była w ciąży, chociaż zdaniem innych jestem aż za chuda. Gdy zjem coś mniej zdrowego zaraz dostaje "paranoi" i naprawdę czuję, że w środku się rozpadam, umieram, zatykają mi się żyły. Uważam, że absolutnie nie mam Aspergera, bo praktycznie nic nie stoi za tym żebym naprawdę go miała. Dużo osób z mojego otoczenia twierdzi, że ja go nie mam, nie jestem umysłem ścisłym, ja rozumiem żarty, ironię, nie biorę wszystkiego dosłownie. Od dwóch lat po problemach z agresją i samo-okaleczaniem jestem pod opieką psychologa, który jednak w ogóle nie pomaga, nie otwieram się przed nim, bo jak z każdym innym człowiekiem boję się, że będzie mnie krytykował, krzyczał. Mam coś w rodzaju silnego przewlekłego lęku, paranoi. Nie wiem co to może naprawdę być i proszę o pomoc, bo chyba wolę mieć wszystko inne iż Aspergera, którego wiem, że nie mam.
  3. Witam wszystkich serdecznie, Mam 25 lat. Od prawie ośmiu miesięcy spotykam się z chłopakiem. Wcześniej miałam dwa związki, pierwszy w wieku 17 lat, który skończył się moją zdradą i drugi w wieku 23 lat, który był bardzo toksyczny i wybuchowy. Jestem DDA, moja mama jest alkoholiczką. Zacznę od historii picia mojej mamy. Związek moich rodziców był nieudany, pobrali się bardzo wcześnie, bardzo do siebie nie pasując. Moja mama miała liczne romanse, w szczególności z żonatymi mężczyznami, o których już jako dziecko wiedziałam. W dalszym ciągu jednak miałam z mamą bardzo dobry kontakt, lepszy niż z ojcem. Ojciec był bardzo surowy i wymagający. Kiedy miałam mniej więcej 13-14 lat moja mama zaczęła pić. Przychodziła do mnie do pokoju, ukrywała często u mnie w szafie drinki i potrafiła godzinami mówić, jak to nie może na ojca patrzeć. Kilka lat później zdecydowała się go zostawić dla innego mężczyzny, który też był żonaty. Obiecał jej, że zostawi żonę i zamieszka razem z nią. W ostatnim momencie się wycofał i zdecydował się pozostać z żoną, co bardzo psychicznie dobiło moją matkę. Od tego momentu zaczęła jeszcze więcej pić i staczać się jak na równi pochyłej. Zawsze bałam się związków. Jestem raczej typem samotnika, dobrze mi samej ze sobą. Mój pierwszy związek był raczej typem eksperymentu, chciałam zobaczyć jak to jest być w związku. Kiedy okazało się, że to wcale nie jest takie kolorowe, zdradziłam go, żeby potem z nim zerwać. Przez pięć lat byłam sama, przerabiając różne przelotne związki. W między czasie cierpiałam na nerwicę, którą udało mi się pokonać za pomocą psychoterapii. Od tego czasu stałam się bardziej świadomym człowiekiem i jestem skoncentrowana na samorozwoju. Stwierdziłam, że jest to odpowiedni czas, żeby może kogoś poznać. Mam straszne problemy z otwieraniem się przed ludźmi, więc po prostu jak zwykle zaczęłam umawiać się na seks. Po jakichś dwóch tygodniach, on stwierdził, że chce czegoś więcej. Zgodziłam się, bo chciałam spróbować. Po około miesiącu powiedział, że mnie kocha i kocha nad życie i nigdy nie przestanie kochać. Było to dla mnie dziwne. Mam typ przywiązania unikający, więc jestem dość chłodna w związkach. Wkrótce rozpoczął się nasz taniec, który trwał przez rok. Ja potrzebowałam się odsuwać, on chciał być bliżej, zarzucał mi, że go nie kocham, po czym zrywał ze mną, ja wtedy czułam bardzo silne emocje w stosunku do niego i przepraszałam, wszystko było okej przez jakiś czas i tak w kółko. W końcu zerwał ze mną ten ostatni raz, tydzień po naszej rocznicy, na która zaprosił mnie na kolację i kupił prezent. Tym razem postanowiłam nie ponawiać kontaktu, czy próbować to naprawiać. Przez następny miesiąc dzwonił do mnie i pisał, że dalej mnie kocha, spróbujmy jeszcze raz, ale ja się nie dałam. Zablokowałam go wszędzie. Przez następne pół roku stalkował mnie na social mediach z dziesiątek kont, które zakładał. Przez pół roku byłam sama, poprzedni związek mnie zdewastował. Zaliczyłam dwa przelotne romanse z mężczyznami, którzy też byli unikający. Ostatni strasznie mi pasował i chciałam coś więcej, ale wiedziałam, że to nie wyjdzie. Zaczęłam spotykać się z moim obecnym chłopakiem, bo stwierdziłam, że chcę związku z kimś kto mnie szanuje. Dogadujemy się wspaniale, mamy dużo wspólnych rzeczy i mam wrażenie, że jest on bardziej uczuciowo stabilny niż ja. Jesteśmy razem prawie osiem miesięcy, a ja w dalszym ciagu boję się, że mnie zostawi. Najpierw boję się tego, tylko po to, żeby później sama mieć lęki przed tym związkiem i pragnąć ucieczki. Czasami odcinam się od niego, nie słucham, niby jesteśmy razem, ale mnie nie ma. On jest bardzo ciepłym człowiekiem, pokazuje swoje uczucia, nie bał się przy mnie płakać, ale jednocześnie pozwala mi dyktować tempo relacji. Akceptuje moją potrzebę odsuwania się. Na początku tego miesiąca przeprowadził się z powrotem do swojego rodzinnego miasta, co było już zaplanowane zanim się poznaliśmy. Jego matka strasznie ingeruje w jego związki, więc nie powiedział jej dokładnie co między nami jest, z czego powstała między nim a nią awantura. Powiedziała mu mnóstwo nieprzyjemnych rzeczy, także o mnie. Zabolało mnie to. Ale najbardziej w sumie dotknęło mnie to, dlaczego nie powiedział swojej mamie, co dokładnie między nami jest? Poczułam się jak brudny sekret, nieważna, ta druga. Wróciłam do tego, pomimo że już wcześniej mieliśmy rozmowę na ten temat i zapewnił mnie, że jego intencje w stosunku do mnie są szczere i poważne. Wykrzyczałam mu to znowu, ale przeprosiłam, bo nie powinnam tego po raz kolejny wywlekać w takiej sytuacji. Docenił to, że potrafiłam się do tego przyznać. Teraz mam wrażenie, że się odsunął, chociaż bardzo możliwe, że to ja się odsunęłam, bo często to odbijam na niego. Od kilku dni nie mogę o niczym innym myśleć. Boję się, że mnie zostawi jednak nie jestem w stanie sobie wytłumaczyć, że on taki nie jest. Chciałam przestać grać w gierki, a jednak nie potrafię sobie z tym poradzić. Chcę być blisko, ale nie potrafię. Często kiedy on próbuje to ja robię unik. Bardzo zależy mi na tym związku, nie chcę go stracić. Co zrobić, żeby pokonać swój lęk przed bliskością? Mam też wrażenie, że nie chcę przegrać, nie chcę być kobietą, której świat się zawalił przez mężczyznę, tak jak moja matka. Odczuwam silny lęk przed tym, co mam zrobić, żeby jej ten lęk "oddać"? Bo on nie jest mój. Z góry dziękuję wszystkim za odpowiedź!
  4. Cześć jestem Angelika mam 29lat. Mój problem polega na tym że nie potrafię sobie poradzić z nerwami. Najmniejsza nie istotna rzecz potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. Denerwuje się praktycznie o wszystko co prowadzi co kłótni, których później bardzo żałuję i zastanawiam się po co to było, czepiać się o taką głupotę. Zdarza mi sie tez popaść w takie zdenerwowanie że aż cała się trzęsę. Zawsze są to klotnie o głupotę typu nie zgodzenie się z min zdaniem. Jak sobie z tym radzić?
  5. Mam poważny problem z randkami. Wiem, że dla wielu z Was to przysłowiowa pestka, ale dla mnie to nie lada wyzwanie. Ile razy się z kimś mam spotkać to zamiast ekscytacji odczuwam silny niepokój. Martwię się, że się nie spodobam, albo że na spotkaniu nie otrzymam ani jednego sygnału świadczącego o chociażby lekkim zainteresowaniu. Zacznijmy od początku mam prawie 28 lat i nigdy nie byłem w związku. Dziewczynami interesowałem się od szkoły średniej, ale mówiąc szczerze wolałbym zapomnieć o tych czasach, pełnych porażki. Kilka dziewczyn poznałem przez internet. Fajnie się rozmawiało na czacie więc postanowiliśmy się spotkać. Na miejscu okazywało się, że dziewczyny z którymi korespondowałem są delikatnie mówiąc bardzo przeciętne z urody. Ale chociaż inaczej je sobie wyobrażałem nie przeszkadzało mi to. Skupiłem się na tym by je poznać. Niestety nie szło to w drugą stronę. Wzrok tych dziewczyn był pełen niechęci i rozczarowania. Jednak w przeciwieństwie do mnie nie były otwarte na znajomość. Nie chciały za bardzo rozmawiać, od razu patrzyły na zegarek i najczęściej po 30 minutach komunikowały że muszą już iść. Po kilku podobnych sytuacjach postanowiłem wysyłać zdjęcie. Efekt był tego taki, że jedna z dziewczyn napisała, że jestem brzydki i że musi usunąć to zdjęcie z poczty bo się porzyga. Zrobiło się mi przykro, ale nie poddawałem się i szukałem dalej. Najczęściej jednak dziewczyny nie przejawiały jakiegokolwiek zainteresowania. Nawet jeśli pisało się przyjemnie, to spotkania nie były udane. Dziewczyny patrzyły na mnie z wyraźną niechęcią. Przez internet umawiałem się z dziewczynami z wyglądu poniżej przeciętnej. Raz spotkałem się z całkiem ładną, ale kiedy po spotkaniu odpisywała z niechęcią, a ja oświadczyłem, że nie zostanie moją dziewczyną z powodu nie najlepszej komunikacji między nami oraz bycia małomówną, to w odpowiedzi przeczytałem: ty moim chłopakiem? Co żeś sobie myślał? Jesteś za mało ładny by być moim chłopakiem. Wtedy przestałem umawiać się z dziewczynami przez internet, a skupiłem na tych dostępnych w szkole. Ale i tam różowo nie było. Jedna z koleżanek z klasy widząc, że kieruję wzrok na stające daleko dziewczyny z innej klasy, oświadczyła: co ty się tak na nie patrzysz? Myślisz, że masz szanse? Żadnych. Kiedy indziej inna kumpela z klasy w trakcie naszej rozmowy gdy stwierdziłem, że chcę poznać miłą dziewczynę i wejść w związek odparła: nie wiem co ta dziewczyna miałaby w tobie widzieć? Nie jesteś atrakcyjny. I nie patrz się tak na mnie, ja tylko jestem szczera. Gdy nadszedł czas połowinek i rozmawiałem z jedną z koleżanek z klasy czy mogłaby mnie poznać z któraś z koleżanek abym miał partnerkę na bal, stwierdziła: ja idę ze swoim chłopakiem i nie mam wolnych koleżanek, na dziewczyny z klasy też nie licz bo żadna z nas by nie chciała się z tobą nawet umówić. Wtedy coś we mnie pękło i powiedziałem dosadnie; no tak pewnie bo marzę o pójściu z którąś z was na randkę. Koleżanka wyraźnie się zirytowała: co ty myślisz, że jesteśmy jakieś gorsze? Koleżanki z klasy nie tylko nie wykazały się kulturą, ale wszystkie, a było ich 12, były bardzo przeciętne. Jak to powiedział znajomy z innej klasy w trakcie składania życzeń: życzę ci aby te wszystkie dziewczyny były twoje, szkoda tylko że żadna nie jest ładna, hahaha Chciałem jej to przekazać, ale ugryzłem się w język. W każdym razie nie poszedłem zarówno na połowinki, jak i 100 dniówkę. Po zdaniu matury poszedłem do pracy, a potem wyjechałem na studia. Niestety i tam byłem niewidzialny dla dziewczyn. Na studiach starałem się poznawać dziewczyny z innych kierunków, ale nie szło mi najlepiej. Nawet jeśli dobrze się rozmawiało to widziałem, że brakuje mi tego czegoś, tego co powodowałoby że dziewczyna byłaby zainteresowana. Ale one wszystkie widziały we mnie tylko kolegę. W wieku 22 lat postanowiłem pójść do prostytutki by się poprzytulać i spróbować seksu. Od tamtej pory co rok odwiedzałem panie świadczące takie usługi. Moim marzeniem był związek, tylko że żadna dziewczyna nie widziała we mnie partnera. Było mi głupio że w wieku 22,23 lat chodziłem do miejsc uciech. Przecież byłem młody, a w tym wieku rzekomo o seks i przytulanie jest łatwo. W końcu w wieku 26 lat spotykałem się z kimś na "dłużej" bo cały miesiąc. Dziewczyna była baaardzo nieatrakcyjna fizycznie. Miała 150 cm wzrostu, sporą nadwagę a z twarzy przypominała konia z krzywą szczęką. Jednak spodobało się mi to że zwróciła na mnie uwagę i wreszcie mogłem iść z dziewczyną po mieście za rękę. Za to miała okropny charakter. Gdy nie odpisałem na smsa bo byłem pod prysznicem to miała pretensje, że pewnie piszę z inną a ją olewam. Ciągle chciała rozmawiać przez telefon od popołudnia do późnego wieczora. Nigdzie nie mogłem wyjść na miasto bez niej bo będę podrywał itd Była toksyczna, ale i tak lękałem się by jej niczym nie urazić. W końcu poznała innego, a mi dała kopa. Po miesiącu gdy tamten ją zostawił chciała się nadal spotykać, ale odmówiłem. Potem poznałem dziewczynę "kulkę". Miała 150 i 90 kg wagi. Sama mówiła o sobie, że jest kulką. 3 razy się spotkaliśmy co dla mnie było ogromnym wyczynem, ale na 4 spotkaniu gdy odmówiłem pójścia do kina na film o Greju uznała, że skoro ja z nią nie pójdę to umówi się z innym bo ma ponad 50 mężczyzn do wyboru na portalu randkowym, którzy w ostatnim czasie chcieli się z nią umówić. Następnie spotykałem się miesiąc z inną dziewczyną. Poznaliśmy się przez internet. Z wyglądu bardzo przeciętna, podobnie spora nadwaga, krzywy nos itp. Zawsze miało być jak ona chce, często na mnie krzyczała, zwracała się bez szacunku. Po miesiącu poznała innego i z dnia na dzień olała. Co więc zrobić by cieszyć się powodzeniem? Nie mówię o zmienianiu co noc partnerki, ale zdrowym i rozsądnym związku. Wkrótce skończę 28 lat i nadal nie byłem w stałym związku. Ludzie marzą o wielkim domu, super samochodzie, albo wycieczce życia, a moim największym marzeniem jest związek z dziewczyną, czyli coś co większość mężczyzn ma na co dzień. Moim problemem jest to, że dziewczyny postrzegają mnie jako kogoś bardzo nieatrakcyjnego, nie ukazują ani trochę zainteresowania i zachowują się tak jakby nie chciały mnie poznać lepiej. Czy można temu jakoś zaradzić?
  6. Czy mam anoreksje? Mam 18 lat, 167cm wzrostu i ważę 46kg. W ciągu roku schudłam około 13kg. W tym czasie miałam dużo stresu. Cały czas myślę o jedzeniu, planuje co będę jadła dzisiaj, jutro. Nie jem fast foodow a słodycze tylko "zaplanowane". Niby mam świadomość że jestem szczupla, ale nie wydaje mi się że aż tak żeby mieć anoreksje. Czasami myślę że chciałabym przytyć, ale nie potrafię przekonać się do jedzenia zawierającego więcej kalorii, tłuszczu lub cukru. Bardzo często zwracam też uwagę na to jak ktoś wygląda i oceniam jego figurę. Dodatkowo od dwóch lat nie mam miesiączki. Brałam miesiąc temu tabletki antykoncepcyjne na "wywołanie" i dostałam okres, ale po zrobieniu badań okazało się że poziom moich hormonów płciowych jest tak niski ze wręcz znikomy. Moje pytanie brzmi czy mam anoreksje? Czy muszę przytyć?
  7. Ostatni tydzień
  8. http://raboninco.com/1FNiL
  9. Witam. Chcialabym opisac cos co drazni mnie i irytuje i chetnie posluchac waszych opinii na ten temat. Moj facet nie umie rozmawiac z ludzmi. Ma osobowosc introwerttyczna ale jego pani psycholog ujela ja rowniez jako narcystyczna. Irytuje mnie kiedy zapraszam swoich znajomych np na kolacje a on zasypuje kogos masa informacji szczegolowych kompletnie na ten moment nieistotnych. Zaczyna mowic opowiadajac o sobie ze byl tu albo ma siostre tu ciagnie jakies watki totalnie samolubne nie interesujac sie druga osoba.nie zadaje pytan .po prostu mowi. Doprowadza mnie to do szalu bo mam inteligentnych fajnych znajomych ktorzy sa zainteresowani innymi ludzmi. Mowilam juz o tym mu wielokrotnie i zwracalam uwage.czasem nawet spojrzeniem (wiem to beznadziejne ale serio jak slyszalam od 25 min jak on mowi a ktos juz ziewa przez nos lub slysze ze potakuje z grzecznosci to serio zaczyna mnie to bardzo irytowac i czuje sie niekomfortowo. Teraz kilka faktow z bazy czyli domu. Jego matka jest dokladnie taka sama ale gorsza.kiedy przychodze do nich z nim ona mowi.mowi i mowi.nigdy nie zapyta co u mnie.jak moja praca.co slychac u nas.Ona mowi rzeczach ktore sa malo istotne.bardzo szczegolowo o kwiatach ktire zasadzila.o dzialce.o porcelanie ktora koljena kupila na aukcji.generalnie po prpstu mowi.to jest jakas masakra bo ja pochodze z domu gdzie z kazdym moim rodzicem rozmawiam o roznych tematach.to nie jest scena monologu.prowadzimy duzo ciekawych rozmow. Widze ze tym modelem zostal od dziecka torturowany moj chlopak.co najlepsze on o tym wie ze matka GADA. Ma bardzo gleboka relacje z nia.glownie rozmawial tylko z nia lata.nie ma znjaomych.jednego przyjaciela. Nie mowie tego ze to zle bo szanuje ze ktos lubi zyc sam.wydaje mi sie ze jego alienacja - mieszka sam - brak znajomych i jakis mozliwosci szlifowania swoich umiejetnoaci w konwersacji wplynal na to ze utknal z matka w takim limbo. Uwazam ze ta forma tego dziwnego dialogu jest kontynuowana ze mna czy z innymi.tak jakby wogole nie rozumial ze rozmowa wymiana mysli moze byc fajna.ze sa pytania i odpowiedzi.ze jest ciekawosc drugiej osoby.a nie monolog. Po 4 latach naszego zwiazku coraz bardziej mnie to drazni.jak mysle ze spotkamy sie ze znajomymi czuje stres ze znowu uslysze katem ucha jak kogos maltretuje. A dodam ze jest bardzo inteligentnym przystojnym facetem ale ta umiejetnosc rozmowy jest totalnie na poziomie 0. Jakby odgrywal wciaz ta sama role matki i syna. Ona mowi on slucha.niewazne ze ona mowi bez sensu a on wyksztalcil w sobie gen ze udaje ze slucha. To straszne ale on robi to samo. Do tego jadac do matki mowi "znowu pewnie bedzie gadac" czyli ma swiadomoac ze to slabe jest ale sam robi dokladnie to samo. Czy to mozna jakos skorygowac? Pracowac nad tym? Biore pod uwage ze jego niska samoocena lekki asperger osobowsc narcystyczna powoduja ze moze w stresie jakims wlasnie ze nie umie prowadzic rozmowy to mowi jeszcze wiecej. Jak jestesmy sami tez mnie czasem meczy ale ja wtedy otwarcie mowie ze odjezdza od meritum.ze przestaję sie skupiac bo wchodzi w szczegoly zbedne na ten moment rozmowy. Ze juz za duzo informacji.wtedy sie opanowuje ale nikt ze znajomyvh nie powie mu tego. To mnie bardzo irytuje.nie wiem kompletnie co z tym zrobic. Jestem towarzyska, uwielbiam z ludzmi przebywac i rozmawiac. Przepraszma za dlugi opis ale probowalam przedstawic obraz calkowity. Czy ktos z was mial podobne doswiadczenia? Dziekuje
  10. Prosta sprawa, jesteś kobieta i tak sie czujesz? Zrób wyliczanke A jeśli jesteś kobieta A czujesz się mężczyzną to wybór będzie prosty. Sama wiesz już jaki😉. Ja stajac się kobieta z meszczyzny zaczynam mieć również bałagan w głowie i swoje chmurki😉 może przez to że dostalalam wszystkie narządy kobiety
  11. Hej Sabinko. Opowiem Ci moja historię i po tym będziesz silniejsza😉. Będąc dzieckiem (ok. 5lat) moja mama która wychowywala mnie sama z starszymi siostrami powtarzała mi ciągle że kobiety mają władzę i rządy należą do nich a facet jest bezwartosciowy nie mający praw należący do kobiety która decyduje co z nim zrobi. Starsze siostry zawsze pokazywały wyższość nade mną ale to mama mi pokazała tak naprawde władzę kobiety i moje miejsce które jest pod jej bucikiem oraz innych kobiet wciskając stopa moja twarz w podłogę mówiąc zapamiętaj ten widok do końca życia tak wygląda władza oraz wyższość kobiet smieciu. Mijały lata A mama pokazywała siostrą ich władzę nade mną. Mama zawsze kontrolowala co robią siostry i ich koleżanki ze mną, czasami wkraczając nastawiajac je na odpowiedni tor. Nastał moment całkowitego utożsamienia mnie z przedmiotem. Mama zrobiła ze mnie masazer, caly dzien masaz jej stop z przerwa na całowanie stópek sióstr, potem będąc pufa dla jednej siostry A za chwilę podnóżkiem dla drugiej siostry. Czas mijał poprzez różne zadania, nastała domowka organizowana przez siostry które zaprosiły wiele kolezanek a mi kazały leżeć grzecznie pod drzwiami. Nagle mnóstwo dziewczyn wchodzac wyciera buciki o mnie nie patrzac na twarz i reszte ciala. Siostra pytajac czy wycieraczka fajna stwierdziły koleżanki że mogłaby czyścić buty sama i tak językiem czyscilem buty. Wypijajac troszkę pomysł na przebieranie: mnie za kobietę stringi mini szpileczki make up zadowolone z mojego wyglądu mówiące że już najwyższa pora zabrały mnie do łazienki pokazując krzesło toaletowe dla niepełnosprawnych wyciągajac wkład a zamiast niego matujac moja głowę na sztywno, nie mając żadnego ruchu wiedziałem co mnie czeka ale nie pokazywalem leku, nagle słysząc tekst będąc pod deską klozetowa: ja pierwsza kozystam z tego kibelka. Podniosła się deska a nad nią pupa w koronkowych majteczkach siadajac idealnie dopasowując swój odbyt w me usta po chwili załatwiają się mi do ust siusiajac gdzie popadnie. Kolejna kobieta chętna na skorzystanie pokazując pupę w stringach gwałtownie ściągając i siadajac na mnie, potężne wyproznienie wraz z baczkami zmieniajac sie tak szybko i często że nie wiedziałem kto to. Następnego dnia wszystkie kobiety mowily do mnie kasienko, tak mi się to spodobało że proponując mi swój ubiór zgodziłem sie i teraz jestem traktowany jak kobieta i tak sie czuje, bielizna kobieca delikatna i malutka A ciuszki idealne. Operacja na zrobienie mi piersi 10.07.20 wraz z wstępną zmiana twarzy na bardziej kobieca po czym 1.09.20 stanę się kobieta 100% gdyż dostanę narządy rozrodcze kobiety i ta wyczekiwana pipulke, coś pięknego. Także Kochana nie mam się tylko żyj chwila i baw się tyle ile możesz nie przejmując się bo możesz zostać nagle facetem😉 będzie dobrze trzymaj sie😘
  12. Najgorsze jest to ze nie mam pomysłu jak zmienić swoje nastawienie może Ty będziesz miał pomysł...
  13. Z chęcią porozmawiam, taki okres w moim życiu przyszedł ze nie mam z komu powiedzieć o swoich uczuciach i problemach a lubię tez słuchać innych
  14. To tak jak ja teraz... za dużo opcji do wyboru i ciężko mi tak drobnymi kroczkami realizować się :((
  15. Jestem 24 letnią peacującą dziewczyną. Mieszkałam 6 lat za granicą I tam studiowałam. Od trzech lat myślałam aby wrócić do Polski w końcu się na to zdecydowałam. Cały czas nachodzą mnie myśli aby wrócić , następnie jestem pewna tej decyzji a potem nagle zmieniam zdanie. To samo mam jeśli chidzi o zostanie w Polsce, jestem pewna , że chce zostać I potem znowu zmieniam zdanie-i tak w kółko. Wiem, że mogłabym robić magistra za granicą ale w Polsce mam dość dobrą pracę której bym nie miała będąc za granicą. Zmieniam w kółko zdanie już od pół roku. Chciałabym się z kimś związać na stałe ale to nie możliwe ponieważ nie jestem zdecydowana. Kompletnie nie wiem co robić. Z czeg
  16. Witam. Mam 34 lata, kobieta w związku ( 5 lat)z psychopata z innymi ciężkimi zaburzeniami. Dodam że partner jest bardzo agresywny. Od grudnia wiem kim naprawdę jest. 7 miesięcy planowałam odejście. Dokładnie za 7 dni miałam wyjeżdżać do Polski na urlop. Miałam z niego nigdy nie wrócić. On coś przeczuwal ale dopiero dzisiaj rano mowi mi tak " Jak nie wrócisz do mnie z urlopu to za 3 dni jestem w Polsce , rozumiemy się?" Szczęka mi opadła, nie wiem jak mam odejść żeby on nie przyjechał po mnie. Dodam że zdania nie zmieniłam, tylko nie chcę jeszcze mieć jakiś chorych akcji odchodząc od niego. Proszę, może ktoś ma pomysł co mogłabym zrobić. BARDZO dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
  17. Dzień dobry , Jestem Studentką V roku Psychologii na Uniwersytecie SWPS Zapraszam Państwa do wzięcia udziału w badaniu Relacji Rodzicielskiej. Stworzyłam narzędzie badawcze które posłuży mi do napisania pracy magisterskiej na temat relacji ojców z dziećmi. Dlatego Proszę o pomoc Panów spełniających się w roli ojca o wypełnienie ankiety , obejrzeniu kilku filmików i udzielenie odpowiedzi na pytania. Badanie jest anonimowe. Link do badania : https://forms.gle/trfyydAWaGDgLFaX7 *Jeśli byłaby możliwość udostępnienia informacji dalej i przekazania linku do badania większej liczbie osób - (Panów/ ojców) byłabym wdzięczna Proszę o pomoc 😊 Dziękuje za udział w badaniu !
  18. Hej Sabina, tu Marcin. Niedawno napisałem posta na forum w zakładce "Zaburzenia lękowe". Mam bardzo podobne odczucia. Jeśli chcesz możemy pogadać, tutaj albo gdzieś indziej. Chętnie pomogę, chociaż tyle mogę siedząc w klatce prawie 24/h :X
  19. Cześć. Jestem Marcin, mam 24 lata. Od dziecka mieszkam w "domu" pełnym konfliktów, notoryczne kłótnie rodziców, rodzeństwa, dochodziło również do rękoczynów, ale mimo wszystko niezbyt poważnych. Wyjątek to bicie mnie pasem przez ojca, który to robił pod nieobecność domowników w ramach kary za to, że nie poszedłem do kościoła. Przez to potem przestałem chodzić i zacząłem buntować. Bardzo rzadko bywają dni bez kłótni rodziców. Już w pierwszych latach szkoły podstawowej miałem problemy z relacjami międzyludzkimi. Poznałem wtedy jedynego kolegę z którym się zadawałem do czasu ukończenia gimnazjum, potem zerwałem z nim znajomość bo okazał się fałszywy. Bardzo mnie to zabolało swego czasu i postanowiłem zostać samotnikiem. Od czasu 4 klasy byłem dręczony przez "kolegów z klasy", byłem dosyć gruby przez chorobę więc wyzywali mnie, upokarzali na korytarzu, basenie, również przy dziewczynach. Dochodziło również do bójek, które z reguły przegrywałem, bo nie byłem zbyt silny. Odkąd skończyłem podstawówkę z wynikiem raczej 50/50, bo miałem z tego co pamiętam wynik 23/40 na koniec egzaminu (dosyć mocno nie umiałem matmy, miałem z niej 2 na koniec) wtedy zaczęło się robić coraz gorzej, mimo, że bardzo schudłem. - 1 klasa gimnazjum. Wszystkie klasy z mojej poprzedniej szkoły poszły również i do tego gimnazjum tyle, że większość tych klas zostało pomieszane, ja na nieszczęście trafiłem do niepomieszanej. Już wtedy byłem bardzo skryty i starałem się nie rzucać w oczy ale uzyskałem efekt zupełnie odwrotny. Powrócił koszmar z podstawówki. Zostawałem coraz bardziej obgadywany za plecami, większość szkoły się ze mnie śmiała jak i wyzywała a ja nie mogłem z tym nic zrobić. Do tego doszedł jeszcze szkolny psycholog oraz pedagog, na wielu lekcjach zostałem wzywany do gabinetu co potęgowało zainteresowanie mną "rówieśników" z klasy. Ledwo skończyłem pierwszą klasę gimnazjum. Drugiej nie zdałem aż DWA RAZY. Nie wspomniałem jeszcze, że nie miałem nawet GDZIE się uczyć. W domu się nie dało, a na dworze balem się, że spotkam kogoś znajomego ze szkoły. Zacząłem wagarować, zdarzało się, że nie byłem w szkole przez 2-3 miesiące i wychowawczyni wydzwaniała do mojej matki z pytaniem "co się dzieje?", pedagog wzywała policje, która również szukała mnie poza szkołą. Wtedy też doszły moje "ucieczki" przed ludźmi - za każdym razem, jak widziałem kogoś znajomego to skręcałem w inną stronę. Zacząłem się bać jakiegokolwiek kontaktu z jakimikolwiek znajomymi. Wracając - kiedy nie zdałem ten drugi raz, udało mi się przepisać do szkoły zaocznej i spokojnie skończyć gimnazjum, mimo, że w nowej klasie też miałem dużo stresu to było go zdecydowanie mniej niż w starej, oczywiście dlatego, że nikt się tam nie znał, przez co nie byłem postrzegany jako wyalienowany dziwak. Czas leciał i poszedłem do liceum, również zaocznego. Nie byłem jeszcze pewny co chce w życiu robić więc wybrałem LO, stwierdziłem, że jeszcze pomyślę, a średnie wykształcenie zawsze się przyda. Skończyłem tylko 1 klasę. Niedawno przepisałem się do innej szkoły ale że mamy pandemię, to nie wiadomo kiedy zaczną się zajęcia. I tak sobie żyję w moich czterech ścianach ze słuchawkami na głowię, w wirtualnym świecie. Trudno mi wyjść nawet do sklepu spożywczego, bo za każdym razem mam myśli - co jeśli się zbłaźnię, wyglądam dziwnie i dlatego się na mnie gapią, itp, a jeśli już mi się uda wyjść do tego sklepu to trzęsą mi się ręce i po chwili jestem zlany potem. Raz mi się tak w szkole zdarzyło i potem patrzyli na mnie spode łba. Zdążyłem już się lepiej poznać, wiem, że mam charakter introwertyka i że jestem samotny, ale to wszystko mnie niesamowicie przytłacza. Kiedy widzę, jak większość znajomych z mojej szkoły jest już kimś, do czegoś doszła, skończyła jakieś fajne uniwersytety albo wyjechała za granicę i żyje w luksusie, to mnie szlag trafia. Ile to już nocy nieprzespanych, ile łez wylanych w poduszkę i myśli proszących Boga (w którego nawet nie wiem czy wierzę) o pomoc. Trudno uwierzyć, że minęło już tyle lat a to poczucie lęku przez światem nadal nie zniknęło. Nie chce oczywiście wyjść na totalnego świra, nie słyszę żadnych głosów ani nie mam zwidów, po prostu nie wiem co mam robić. Często mam myśli samobójcze, ale bardzo boję się śmierci więc nie zrobię sobie żadnej krzywdy. Bardzo chciałbym zacząć pracować, nawet za jakieś marne 2000. Wysłałem już tyle CV i ani razu do mnie nikt nie oddzwonił, i znowu wpadam w depresję, i tak w koło Macieju... Komputer mi się psuję, nawet nie mam kasy na nowy, telefon woła o pomstę do nieba, nie mogę nawet odebrać kiedy ktoś dzwoni bo dotyk nie działa. Gdyby nie mieszkanie z tymi wariatami (haha, powiedział Marcin), to bym pod mostem z głodu umierał. Ehhh... Pytajcie o co chcecie, nie mam nic do ukrycia. Chyba pozostały mi jedynie marzenia.
  20. Witam. Dlaczego taki tytuł ? Otóż wyjaśniam. Jestem matką dwójki dzieci po rozwodzie. Sama pogoniłam chłopa. Parę miesięcy temu poznałam a w sumie sam się nawinął mój obecny partner. Dzieci go uwielbiają a on uwielbia je. Rodzina go zaakceptowała... no ale reasumując... jego była. Był z nią dosyć krótko... półtorej roku... była to kobieta chora, lecząca się... która z początku dawała mu multum wrażeń, jego życie wydawało się bajką i chciało mu się żyć. W dodatku była wokalistką( występowała nawet w TV) rozstali się gdyż przestała brac leki i zaczęła pokazywać swoje prawdziwe oblicze... i teraz punkt kulminacyjny... już od początku naszej znajomosci brał ją i jej otoczenie jako przykład. Ona to ona tamto... tłumaczył się, ze po prostu nie ma z skąd brac innych przykładów bo z nikim nie był tak zżyty... sam tłumaczył, że gdy brała leki była do serca przyłóż. Niby mówi, że to przeszłość, że nigdy nie mógłby z nią być z powrotem. Jednak ja się boje. Ona była sama on sam nic ich nie ograniczało... żyli i korzystali z życia... sam stwierdził, że to była jego pierwsza wieka miłość... taka prawdziwa i że od razu czuł to coś. Ze mną już jest bardziej ostrożny. Boje się, że Nie będę w stanie mu dać tych wrażeń i emocji co ona... jestem osobą, która nie skacze, nie szaleje, powiedziała bym ze osobą nudną... mam paranoje na jej punkcie. Przeglądam jej zdjęcia. Porównuje ją, oglądam jej kanał na yt.. zazdroszczę... wiem, że była dla niego światem może i pozornym ale jednak światem... a ja ? Ja mogę mu jedynie dać posiedzieć na placu zabaw i raz na jakiś czas gdzieś wyjść samemu... przestał o niej gadać bo widział, że mnie to wkurza. Powiedział, że blednie interpretuje jego słowa i że za nią nie tęskni. Mówi ze liczę się dla niego tylko ja i moje dzieci. ( ostatnio nawet nazwał nas rodziną) ale strasznie nie ufam i nie wierzę...
  21. To może go Pani spróbować zainteresować psami. Może razem odkryjecie coś nowego.
  22. Witam i ja - Paweł, 41 lat, Łódź Cieszę się że są takie miejsca, wielki ukłon dla prowadzących ten "azyl" chyba zostanę tu na dłużej jak tylko będzie można. Bo chciałbym poznać użytkowników i czegoś się nauczyć czy w końcu pogadać ot tak. Wiem jak to jest cenne po tym jak mnie los doświadczył i pozostawały mi tylko refleksje nad problemami, bo nie mogłem nawet mówić o tym (słowo przez gardło nie chciało przejść a każda myśl kończyła się łzą na poliku). Ale od początku, tak w wieku 30 lat stanąłem przed problemem czy zadbać o siebie i uciec z domu czy jednak zostać mimo toksycznej osoby jaką był ojciec alkoholik... Nie mniej po drugiej stronie stała mama ze swoją miłością u której oznaki parkinsona dawały coraz bardziej znać o sobie... i co tu wybrać? Wolność, czy jednak rodzinę, może nie koniecznie moją bo do dziś dnia jestem sam... mimo kilku prób, ale jest szczęśliwa babcia opiekująca się siostrzenicą jak i urwisami, dziadek którego nikt nie lubi no i Ja - świeżo upieczony czterdziestolatek - tak lubię to określenie! a wiecie dla czego 😜 Dziś jestem tu po latach zmagań ale i cennych doświadczeń jaki dał mi ten okres z nimi... i nic nie robię sobie z określeń typu dda czy innymi frazesami - chociaż dopada mnie czasami lenistwo to nie mogę tego podpiąć pod te skróty A co najważniejsze zaczyna się nowy okres w moim życiu gdzie mam nadzieję będę mógł go poświęcić sobie i kobiecie którą poznam... Ps. Mama po dwóch operacjach ma się dobrze i jej stan przypomina początki choroby gdzie wręcz bardzo dobrze funkcjonowała tylko ojciec z tą swoją toksycznością zatrzymał się gdzieś w przeszłości i go trawi.
  23. Jedynie właśnie on nie ma takiej sfery, która jest jego hobby w sumie, nie ma czegoś czym się tak zachwyca ale może to właśnie dlatego nie rozumie mojego zamiłowania do psów
  24. Bardzo dziękuję Pani za odpowiedź
  25. Mam 26 lat i wszystkiego dosyć. Pracuję, zaocznie studiuję. Brzydki nie jestem - twarz proporcjonalna, czarne gęste włosy, duże, zielone oczy. Ale ludzie nie traktują mnie serio. Najbardziej dziewczyny. Wszystko przez wzrost. Mam zaledwie 163cm co jak na faceta jest tragedią. W szkole zawsze byłem najniższy przez co ciągle w podstawówce, w gimnazjum i w średniej mi dokuczano. Jak się broniłem i napastnikowi nabiłem kuksańca to zaraz szło na mnie jego 10 kolegów. Na osiedlu też nie czułem się bezpiecznie, bo nie pozwoliłem się bić młodszemu bratu "przywódcy osiedla". Zawsze gdy wracałem ze szkoły rozglądałem się czy gdzieś w pobliżu nie ma chłopaków z dzielnicy. Na studiach również różowo nie było. Poznałem kilku kolegów i trzymaliśmy się razem. Potem gdy odezwały się do naszej grupy dziewczyny, oni zaczęli bardziej z nimi rozmawiać, a ja nie miałem co z sobą zrobić. Byłem niewidoczny. Źle się czułem, więc zrezygnowałem i poszedłem do pracy. Kilka lat później zacząłem zaocznie inny kierunek. W obecnej pracy gdy mam jakiś pomysł, albo uwagę, nikt mnie nie słucha. A często później okazuje się, że proponowane przeze mnie rozwiązanie było najlepszym wyborem. Najbardziej nie wychodzi mi z dziewczynami. One kompletnie mnie nie zauważają. Próbowałem na necie, ale tam, nawet jeśli dostanę serduszko i rozmowa się klei do tego stopnia, że czytam - naprawdę przyjemnie się mi z Tobą rozmawia, dawno z nikim tak mi się nie pisało, masz poczucie humoru, zainteresowania, własne zdania, jesteś interesujący, a przy tym normalny, kiedy się spotkamy? Potem jednak pada pytanie o wzrost i czar pryska. Po udzielonej przeze mnie odpowiedzi, dziewczyny stwierdzają że są albo ode mnie wyższe i to mnie dyskwalifikuje, albo gdy jestem tylko trochę wyższy, narzekają że jesteśmy tego samego wzrostu, a facet powinien być wyższy, bo przecież nawet nie będą mogły ubrać szpilek. Po serii niepowodzeń uznałem, że najwyższy czas poznać dziewczynę w realu. Zacząłem rozmawiać w tramwajach, centrach handlowych i dyskotekach. Przyjemnie się rozmawiało, ale ostatecznie na ponad 100 podejść umówiłem się tylko z paroma dziewczynami, które i tak na spotkaniu wytknęły mi wzrost. Na imprezach nie poznałem żadnej dziewczyny. Wszystkie miały wysokie szpilki przez co nie miałem odwagi z nimi porozmawiać. Wróciłem do świata internetu, ale co raz więcej dziewczyn wymaga mężczyzn powyżej 180. Czuję że u żadnej nie mam szans. Kolega polecał mi brać się za niższe dziewczyny. Tylko w tym problem, że w moim mieście nie spotykam kobiet poniżej 160. Przykładowo, ostatnio gdy byłem w centrum minąłem 10 dziewczyn, a każda z nich miała na oko powyżej 170. Wszedłem do galerii, a tam co jedna była wyższa. Dawno nie wiedziałem kobiety w wieku do 30 lat o wzroście 150 cm. To mnie zawsze boli. Bo ile razy robię zakupy to spotykam wyłącznie wysokie dziewczyny. Wiem że nie jestem słusznego wzrostu, ale i tak, na logikę dziewczyn poniżej 160 cm powinno być sporo, a ja ich jednak nie widuję. Zdaniem mojego kolegi, któremu zwierzyłem się z problemu, winowajcą jest miasto, w którym ludzie są wyżsi niż gdziekolwiek indziej w Polsce. Zrobiłem eksperyment i notowałem wzrost mijanych na ulicy ludzi. Spośród 50 mężczyzn ponad 40 z nich miało przynajmniej 180, z czego 7 powyżej 190. Pozostali mieli na oko między 170 - 175. Dziewczyny na 50 aż 43 miało na pewno powyżej 170, a połowa z nich przynajmniej 175. Pozostałe 7 była mojego wzrostu. Rozmawiałem z koleżankami o moim problemie. Stwierdziły że w naszym mieście są w większości wysokie dziewczyny. Poza tym przyznały że chociaż same gustują w wysokich mężczyznach, na pewno trafię na taką która zaakceptuje mój wzrost. Problem w tym że to gadanie na zasadzie - nie jesteś atrakcyjny bo jesteś niski, ale pewnie dla innej to nie będzie przeszkoda. Jasne, może kiedyś trafię na taką, tylko jaki ja będę miał wybór? 1 na 100000 dziewczyn mnie zaakceptuje, czyli nawet jeśli nie będzie mi odpowiadała z charakteru zmuszony będę przymknąć na to oko? Mój ojciec jest ode mnie wyższy o 10 cm. Twierdzi, że sobie znajdę dziewczynę, tylko muszę zmienić myślenie i popracować nad kompleksami. Problem w tym, że ja tych kompleksów nie stworzyłem. Są one pokłosiem prób randkowania z dziewczynami. Słyszałem teksty typu - ale jesteś niski, ale ty mały jesteś, dlaczego ty taki jesteś mały, weź urośnij, ale ty karzełek jesteś, niziołek z ciebie itd. Dziewczyny miały problem z moim wzrostem, a nie ja. Trudno więc być wolnym od negatywnych przekonań. Konsultowałem się z trenerami uwodzenia. Doradzili mi abym popracował nad samooceną i pewnością siebie. Ale co to da skoro problem znajduje się w dziewczynach. Mogę być najbardziej pewnym siebie mężczyzną a i tak mogą mnie nie chcieć z powodu wzrostu, na który nie mam wpływu. Praca nad sobą? Nie wejdę im do głowy i nie przekonam by się ze mną umówiły. Mogę mieć o sobie wysokie mniemanie, ale co z tego skoro dziewczyny nie chcą niskiego faceta. Dlatego proszę o obiektywną opinię, czy problem rzeczywiście znajduje się we mnie, czy z takim wzrostem nie mam szans na znalezienie dziewczyny? Kolejna sprawa, zastanawiam się czy za zaoszczędzone pieniądze nie zrobić sobie wakacji na Filipinach. Świetnie znam język angielski więc nie miałbym problemu z komunikacją. Tam ludzie są niscy więc z moimi 163 cm mógłbym z powodzeniem chodzić na randki. Nie chodzi mi o zaciąganie dziewczyn do łóżka, Moim celem byłoby umówienie się z dużą ilością dziewczyn, flirtowaniem, poznawaniem, spędzaniem czasu. Wyobrażam sobie że w tym środowisku będę akceptowany, uznawany za atrakcyjnego i chciany. Jestem pewien, że tam bym cieszył się powodzeniem i chodziłbym na randki. No i nie musiałbym niczego nadrabiać jak w Polsce, gdzie jestem na starcie na gorszej pozycji i muszę nadrobić wzrost jak jakaś małpa w cyrku. Opowiedziałem o swoim pomyśle jednej z koleżanek. W odpowiedzi usłyszałem, że to chore i powinienem się leczyć, bo nikt normalny nie leci do innego kraju by pójść na randkę. W mojej ocenie to nie jest desperacja, lecz umiejętne wyjście z sytuacji. A jak widzą to psycholodzy?
  26. Dzień dobry, być może Pani chłopak chciałby mieć Panią w 100% dla siebie i być dla Pani najważniejszy. Pani zainteresowanie psami, to Pani sfera, która Panią mu odbiera. Może się Pani zastanowić czy chłopak ma jakieś swoje zainteresowania, które go angażują i ekscytują jak Panią psy. I, np.pokazać, że Pani nie jest o to zazdrosna. Co do dziecka - dziecko będzie Wasze, wspólne, ważne aby przyszły ojciec miał od razu możliwość opieki nad nim. To buduje bliskość i wspólnotę w związku. Pozdrawiam, Katarzyna
  1. Załaduj więcej aktywności

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.