Skocz do zawartości
Zaloguj się, aby obserwować  
  • wpisy
    138
  • komentarzy
    3
  • wyświetleń
    27162

O blogu

Słodko gorzki blog, na którym dzielę się swobodnymi refleksjami o psychologii i codzienności, a zwłaszcza o relacjach. Odpowiadam też na pytania nadesłane przez Czytelników. Męski blog, spojrzenie mężczyzny. Innymi słowy "Refleksjemężczyzny" to blog psychologa online, który prowadzi m.in. terapię par i małżeństw. To lekko opisane spostrzeżenia na temat funkcjonowania relacji, trwania ale i kończenia się związków, a także na inne tematy obyczajowe i nie tylko. Psychologia blisko ludzi to motto całej strony oraz tego bloga.

Wpisy w tym blogu

Książka Refleksje mężczyzny

Co to jest równoprawne partnerstwo? Czego tak naprawdę pragną kobiety? Jak powstają udane, trwałe związki? Co robić, aby zapobiec zdradzie? Dowiedz się ze zbioru refleksji mężczyzny, psychoterapeuty par i osób indywidualnych.  „Wydaj książkę – mówili raz, drugi, trzeci czytelnicy mojego bloga Refleksje mężczyzny, a także klienci oraz przyjaciele i znajomi. W porządku – w końcu stwierdziłem. Minęło trochę czasu i oto jest. Przedstawiam zbiór rozmaitych przemyśleń o relacjach, a zwłaszcza o miłosnych związkach. Można powiedzieć, że refleksje nasuwały się same w trakcie pracy jako terapeuta par, małżeństw i osób indywidualnych. Staram się bez faworyzowania którejkolwiek płci, rzetelnie i w sposób pożyteczny dla Czytelnika sygnalizować różne ważne kwestie. Wzięcie tych spraw pod uwagę może ułatwiać tworzenie i rozwijanie satysfakcjonujących związków.” – Rafał Olszak Książka ma poręczny format B5, 184 strony, jest bogato ilustrowana obrazami w czerni i bieli.
Książkę można kupić m.in. w tym miejscu w ramach sprzedaży wysyłkowej.
 
 

Facetów i dziewczyn rozmowy w metrze

Rozmowy ludzi w metrze bywają tak osobliwe, że czasem żałuję, iż zwykle jeżdżę autem. Weźmy na przykład moją ostatnią przygodę… Żeby nie tłuc się w godzinach szczytu samochodem po zakorkowanym śródmieściu zaparkowałem przy jednej z końcowych stacji i przesiadłem się do wspomnianego metra. Wkrótce potem do wagonu wsypała się też grupka trzech dwudziestoparoletnich facetów. Najwyraźniej wracali z siłowni. Pomyślałem – zuch-chłopaki, będą się dziewczynom podobać… I wtedy się zaczęło. Następna stacja: kobiety mają program 3 razy Z Zanim dotarliśmy do kolejnego przystanku poznałem stanowisko tych młodych mężczyzn na temat płci pięknej. Najstarszy wyjaśniał pozostałym, by uważali na kobiety, bo one mają w głowach program 3 razy Z. Koledzy nie wiedzieli, co to oznacza, więc z nieskrywanym zadowoleniem ich wtajemniczył. „Zamążpójście, zaciążenie, zadłużenie! One o niczym innym nie myślą. Najpierw będą kusić seksem, potem wmanewrują w to całe małżeństwo i dzieci, a na koniec zostawią cię z długiem na grube lata”. „Jakim długiem?” – zapytał jeden z młodszych. „Alimentacyjnym!” – odparł wybuchając szyderczym śmiechem najstarszy.
Cóż za błyskotliwa psychologia – pomyślałem z przekąsem. Następna stacja: dwie dziunie Przyszła pora na kolejną stację metra. Wagon trochę się przerzedził, ale – tuż przed zamknięciem się drzwi – do środka wpadły dwie młode kobiety, blondynka i brunetka. Nie tylko ja odnotowałem ich obecność. Trzech chłopaków też je zauważyło. „Ty, patrz jakie dwie dziunie.” Oczywiście od razu chłopcy się wyprostowali, wciągnęli brzuchy i wypięli torsy, rozstawili ramiona w pozycji „szerokie bary”. Dziewczyny były jednak wyraźnie czymś zaaferowane i na nikogo nie zwróciły uwagi. Początkowo żywo, ale cicho rozmawiały. Jakkolwiek w pewnym momencie jedna z nich – brunetka – nie wytrzymała. „Jak to nie chce ślubu kościelnego?!” „Właściwie on wcale nie chce się żenić, nie że akurat w kościele.” „Oni wszyscy tak mają. Chcieliby tylko poużywać i nic na poważnie, ale jest na to sposób!” Po wymownej pauzie, nieco ciszej, ale mimo wszystko głośniej niż standardowo, by w metrze dało się ją usłyszeć, wreszcie brunetka uchyliła rąbka tajemnicy… „Beatka złapała swojego na dziecko i od razu grzecznie poszedł do ołtarza!” Załamałem ręce. Na szczęście właśnie był mój przystanek i dla mnie ta podróż dobiegła końca. Wystarczyło mi tych wrażeń.

psycholog Rafał Olszak

psycholog Rafał Olszak

 

Czy testowanie wierności partnera jest dozwolone?

Słyszy się od czasu do czasu w mediach o usłudze polegające na sprawdzaniu wierności. Te sensacyjne doniesienia mówią o akcji, polegającej na tym, że nasyła się na swojego partnera czy swoją partnerkę podstawioną osobę, która uwodzi, kokietuje. Akcja ma sprawdzić lojalność ofiary tej maskarady. Niektórzy twierdzą, że nie ma w tym nic złego. Uważają, że jeśli ktoś nie ma sobie nic do zarzucenia, z łatwością zda taki test na ocenę celującą. Inni są zdania, że to niegodziwe, nieuczciwe i wyjątkowo perfidne zagranie. A co na to psychologia? Dopóki człowiek nie znajdzie się w jakiejś sytuacji nie ma absolutnej pewności, jak się zachowa. Liczne badania psychologiczne pokazują, że ludzie pod wpływem czynników sytuacyjnych potrafią posunąć się znacznie dalej, niż mogliby sami się po sobie spodziewać. Można tylko fantazjować, jakby to było, gdyby nagle na naszej drodze pojawił się ktoś dobrze poinformowany, o tym, co lubimy, jakie mamy wartości i jacy jesteśmy. Ktoś starannie dobrany tak, by był idealnie w naszym typie. Ktoś, kto wie jak z nami rozmawiać, znający nasze fantazje, czułe punkty. Ktoś mający wiedzę o tym, czego nam brakuje w obecnym związku, jakie mamy niespełnione oczekiwania i marzenia. Ktoś niejako szyty na miarę – doskonale wpisujący się w nasze wyobrażenia. W dodatku bardzo wobec nas otwarty i zdeterminowany, by nas sobą zauroczyć. Można się zarzekać, że postąpiłoby się słusznie i pozostałoby się lojalnym wobec partnera. Jednak prawda jest taka, że pod wpływem tak starannie przygotowanej i dobrze rozegranej manipulacji wiele osób mogłoby oblać test. Nie dlatego, że nie kochają swoich partnerek czy partnerów, mają tendencje do niewierności czy zauroczeń. Powodem byłaby zwyczajna ludzka słabość, która w obliczu działań zdeterminowanego manipulanta może sprawić, że człowiek postąpi wbrew własnemu systemowi wartości. Jeśli chodzi o mnie. Niezależnie od tego, czy zdołałbym się oprzeć pokusie czy oblałbym test, mam poczucie graniczące z pewnością, że dowiedziawszy się, iż partnerka w ten sposób obeszła się ze mną, przygotowując jakąś pułapkę czy sprawdzian, zakończyłbym taką relację. Nie po to się tworzy związek, by znosić manipulacje i stawać w obliczu z premedytacją i złośliwie zaplanowanych pułapek; w moim odczuciu miłość to nie jest pole minowe. Jak sądzisz, czy Ty zdałabyś lub zdałbyś tego typu test? Jakbyś się czuła lub czuł wiedząc, że zostałaś lub zostałeś poddany takiej próbie przez własną drugą połówkę? Obserwuj oficjalny fanpejdż.

Gdyby myśli miały kształt

W życiu prywatnym strzeżcie się psychologów! ? Rozmowy z nimi bywają osobliwe. 
– O czym tak rozmyślasz? – Pytam koleżankę seksuolożkę. 
– Stwierdzam, że gdyby męskie myśli miały kształt, byłyby okrągłe! 
– Ach te stereotypy… 
– Może i tak, ale zobacz... W kółko myślicie o jednym, za tym kształtem bardzo chętnie wodzicie wzrokiem, wielu z was uwielbia ganianie za piłką i wrzucanie jej do dołka, kosza lub wstrzeliwanie do bramki, nawet denko od kufla ma okrągły kształt. I jeszcze ta obsesja na punkcie czterech kółek! 
– Dobrze, przyjmijmy, że tak właśnie jest. A jaki kształt twoim zdaniem mają kobiece myśli?
– Hm, to raczej jakiś wielokąt. 
– Z wyłączeniem trójkąta, rzecz jasna! A tak serio, to byłby raczej fraktal – coś jak jednoobrazkowa niekończąca się opowieść. Nieskończenie wiele wariantów powtórzeń. 
– To nie nasza wina, że za pierwszym razem do was nie dociera! Jakbyście wcale nie słuchali!
– Co proszę? ? Skomentuj, polub lub udostępnij na Facebook.   CIEKAWOSTKA: Męski blog "Refleksje mężczyzny" prowadzi psycholog online, który w ofercie ma m.in. usługi takie jak: porady psychologiczne przez Internet, terapia online, psychoterapia przez Skype.
 

„Dlaczego facet odchodzi do innej – brzydszej, gorszej?”

Po pierwsze, gusta są subiektywne, więc mężczyzna może wybierać kobietę, w której coś podoba mu się bardziej niż w poprzedniej partnerce. Inne wyjaśnienie jest takie, że niekiedy po pewnym czasie dostrzega istotne różnice charakterów i dochodzi do wniosku, że nie chce brnąć w źle rokującą relację. Po drugie, najprawdopodobniej nowa dziewczyna zaspokaja takie jego potrzeby, które nie były zaspokajane w dotychczasowej relacji. Najczęściej to kwestia okazywania uznania, szacunku. Mężczyźni odchodzą również do innych kobiet, bo są mniej leniwe w sypialni i bardziej zaangażowane lub bieglejsze w sztuce ars amandi. Po trzecie, mężczyźni czasami porzucają, by uwolnić się od negatywnych zachowań lub cech danej partnerki. Przykładami mogą być: ciągłe zrzędzenie, nieustające pretensje lub powtarzające się przytyki, wady charakteru, złe lub irytujące nawyki. Zdarza się też, że faceci dosłownie uciekają przed „kastrującymi” ich partnerkami – wpędzającymi w kompleksy, ostro z nimi rywalizującymi lub nadmiernie przebojowymi. Powód? Mają dość wysiłków, aby im zaimponować, albo są zmęczeni ciągłym współzawodnictwem. Istnieją również panowie, którzy potrzebują dreszczu emocji towarzyszącego flirtom i nowym relacjom. Faceci, którzy ponownie chcą poczuć się atrakcyjni, pożądani, bo to ich doraźnie dowartościowuje. Nie chodzi więc o to, że dotychczasowa partnerka była nie dość dobra, ale o potrzebę zmiany i towarzyszące jej uczucia. Z tego co wiem od starszych kolegów po fachu zupełnie nowym zjawiskiem jest coś, z czym ja spotykam się nierzadko. Otóż zdarza się, że mężczyźni odchodzą do bardziej zaradnych życiowo pań. Mają dość sytuacji, w której kobieta jest na nich uwieszona, zależna od nich ekonomicznie. Chcą kogoś równego sobie, z kim mogą żyć na przyzwoitym poziomie zamiast kogoś, kto ciągnie ich ciągle w dół. Dawniej zjawisko to było spotykane niemal wyłącznie u płci pięknej. Dzisiaj mężczyźni też „równają wzwyż” i uwzględniają kwestie związane ze statusem przy doborze partnerki.   CIEKAWOSTKA: W razie problemów w zakresie tworzenia bliskich związków i funkcjonowania w relacjach można skorzystać z usług takich jak porady psychologiczne czy terapia online. 

psycholog Rafał Olszak

psycholog Rafał Olszak

 

„Czy związek z bezpłodnym partnerem ma jakikolwiek sens?”

Ludzie różnie realizują swój instynkt rodzicielski, który u każdego człowieka bywa w zróżnicowanym stopniu nasilony. Nie każdemu dzieci są niezbędne do szczęścia. Nie każda para potrzebuje potomstwa, by tworzyć pełną, satysfakcjonującą relację. Istnieją ludzie, którzy nie chcą dzieci, bo nie czują takiej potrzeby bądź ich nie lubią. Nie wszyscy widzą się w roli rodziców, a poza tym pewne pary mają inne priorytety niż posiadanie potomstwa. Jeśli natomiast dla kogoś to jest nie do pomyślenia, by nie mieć dziecka, a partner jest bezpłodny, istnieją możliwości, które pozwalają rozwiązać ten problem. Na przykład można pomyśleć o adopcji. Jeśli żadne rozstrzygnięcia zaradcze nie wchodzą w grę i ktoś koniecznie pragnie zostać matką lub ojcem własnych dzieci, a partner jest bezpłodny, może to doprowadzić do trudności w relacji. Podsumowując, wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji i potrzeb danej osoby, a właściwie obojga partnerów.   CIEKAWOSTKA: Osoby, które bezskutecznie starają się o dziecko oraz cierpiące na bezpłodność miewają niekiedy problemy z samooceną i niskim poczuciem własnej wartości. Zdarza się również, że mają problematyczne podejście to kwestii starania się o dziecko, które zmniejsza ich szanse. Nad sprawami tymi można pracować podczas współpracy z psychologiem - możliwe są spotkania w punktach jak internetowa klinika psychologiczna, gabinet psychoterapeuty. Możliwa jest też terapia online. 

psycholog Rafał Olszak

psycholog Rafał Olszak

 

„Czy kochanka może liczyć na to, że mężczyzna naprawdę odejdzie od żony?”

Nie jest to wykluczone, ale szanse maleją z każdym tygodniem pozamałżeńskiej relacji. Im dłużej mężczyzna zwleka z odejściem od żony, tym większe należy mieć wątpliwości, czy rzeczywiście jest gotów to zrobić. Natomiast kłamstwo jest po prostu narzędziem wykorzystywanym do tego, by realizować pewne swoje pragnienia bez utraty zaspokojenia innych potrzeb – na przykład mieć życie rodzinne i jednocześnie bujne życie seksualne. Facet, który otwarcie mówi, że ma żonę, a szuka tylko kogoś na boku, ma znacznie mniejsze szanse na zaspokojenie swoich potrzeb, gdyż mało kobiet jest zainteresowanych taką znajomością. Kobiety, które brną w takie relacje i nie wychodzą z nich w porę, nierzadko miewają jakiś problem z poczuciem własnej wartości, w dzieciństwie mogły mieć złą lub wręcz żadną relację z najczęściej zdystansowanym lub nieobecnym emocjonalnie ojcem, albo nie dość ciepłą i bliską relację z matką. Z reguły uporczywie trwają w zaprzeczeniu – żyją wyobrażeniem o relacji i o partnerze zamiast realnie myśleć o tym, jak naprawdę wygląda znajomość i jaki wobec nich jest dany mężczyzna. Niekiedy „uzależniają się” od tych emocji, które temu wszystkiemu towarzyszą. Cała ta otoczka, konspiracja, potajemne spotkania i towarzyszące temu uniesienia przypominają niekiedy scenariusz niezłego romansu, co ma swój – niekiedy mocno osobliwy, ale jednak – urok.   CIEKAWOSTKA: Dorosłe Dzieci Alkoholików często miewają trudności w zakresie tworzenia bliskich związków i funkcjonowania w relacjach. Korzystnym rozwiązaniem jest wówczas terapia online lub wizyta w punktach jak internetowa przychodnia psychologiczna czy gabinet psychologa, psychoterapeuty. Terapia DDA może być bardzo pożyteczna w tym kontekście. 

psycholog Rafał Olszak

psycholog Rafał Olszak

 

„Jak to jest, że niektórzy przeciętni mężczyźni mają piękne dziewczyny?”

Istnieje szereg możliwości i nie sposób wszystkie tutaj opisać. Ludzie najczęściej podejrzewają, że to kwestia pieniędzy, co wbrew pozorom nie jest aż tak częstym zjawiskiem, bo zwyczajnie nie ma aż tylu bardzo majętnych facetów. I nie każda dziewczyna czuje silną wewnętrzną presję, by koniecznie wieść życie jak żona piłkarza: na pokaz, stale będąc w świetle reflektorów. Najczęściej te dziewczyny próbowały tworzyć związki z osobami równie atrakcyjnymi jak one, ale bez powodzenia. Budowanie relacji z kimś pięknym bywa bardzo problematyczne, zwłaszcza, gdy jest to niezwykle przystojny mężczyzna. Uważa się, że kłopotliwe bywają śliczne dziewczyny, ale w porównaniu do urodziwych panów one to zwykłe niewiniątka. W dzisiejszym hedonistycznym społeczeństwie wierność przychodzi wielu tym mężczyznom z ogromnym trudem, o ile w ogóle. Co więcej, niektóre kobiety mają tak specyficzną osobowość, że tylko ktoś równie rzadko spotykany jest z nimi kompatybilny. Dopiero natrafienie na ten jedyny, szczególny egzemplarz daje im satysfakcję, gdyż wstrzeliwuje się w indywidualne preferencje, potrzeby i oczekiwania. Żadne pieniądze nie zastąpią posiadania bratniej duszy w postaci właściwego mężczyzny – kogoś, kto potrafi trafnym gestem lub odpowiednio dobranym słowem okiełznać wewnętrzne „demony”, których kobiety mają w swoich głowach całe mnóstwo. W takim wypadku uroda faceta przestaje być priorytetem. Trzeba też uczciwie przyznać, że istnieją także mężczyźni nieprawdopodobnie wprawieni w uwodzeniu. Tacy panowie potrafią co kilka, kilkanaście tygodni pojawiać się z nową pięknością u boku. Efekt ten uzyskują nie mając grubych portfeli ani nie mogąc poszczycić się urodą, a nawet mając takie cechy jak niski wzrost, krzywe nogi, rażące braki w uzębieniu czy poważna wada wzroku. Ktoś, kto nie ujrzał takich mężczyzn w akcji na własne oczy może w to nie uwierzyć!

psycholog Rafał Olszak

psycholog Rafał Olszak

 

Rozterki związane z namiętnością

Kolejna seria odpowiedzi na Wasze wiadomości. Tym razem odpowiadam na kilka pytań dotyczących seksualności. „Czy wszyscy mężczyźni to zwyrole, którzy chcą robić dziwne rzeczy w łóżku?” Co ciekawe, w dobie popularności książek takich jak „50 twarzy Greya” sporo kobiet narzeka na to, że ich mężczyźni są aż nazbyt zwyczajni w sypialni i nie umieją „nawet” dać porządnego klapsa. Krótko mówiąc, nie wszyscy faceci mają szczególne upodobania, choć to właśnie mężczyźni częściej niż kobiety posiadają fetysze (specyficzne bodźce, które pozwalają zaspokoić popęd). Czasami panowie zupełnie nie wyróżniają się na tle populacji pod względem upodobań seksualnych z uwagi na relatywnie niedużą potrzebę urozmaicenia albo z powodów religijnych. W gabinecie psychologicznym tak mężczyźni jak i kobiety utyskują na lenistwo drugiej strony, brak polotu, zahamowania lub nietypowe preferencje seksualne. Poza tym to, co dla jednej osoby uchodzi za nietypowe dla kogoś innego może być zupełnie prozaiczne, więc używanie epitetów takich jak „zwyrol” jest w mojej ocenie niefajne. „Mój facet na początku był dziki, szalony i robiliśmy różne sprośne rzeczy. Minął rok, a on zmienił się nie do poznania. Częściej to ja zaczynam zabawę a poza tym nie ma już praktycznie nic z tych zbereźnych rzeczy, które kręciły nas na początku  Wiem że te sprawy go jeszcze kręcą bo ogląda taką pornografię. Czy on przestał mnie kochać?” Niektórzy mężczyźni z powodu pewnego zaburzenia seksualnego skrajnie różnie traktują partnerki życiowe i kochanki czy dziewczyny, które dopiero poznają. Zespół Madonny i ladacznicy sprawia, że z żonami czy partnerkami życiowymi obchodzą się jak ze świętością, a w każdym razie zdecydowanie grzeczniej, natomiast zupełnie inaczej, bardziej hedonistycznie traktują „przyjaciółki” lub dziewczyny na początku związku. Nie pożądają silnie swojej wybranki, natomiast są bardzo pożądliwi bądź wręcz rozpustni z kobietą, której nie darzą głębszym uczuciem i nie klasyfikują jako partnerki życiowej. Tacy panowie mocno oddzielają seks od uczuć. Nawiasem mówiąc podobnie miewają niektóre kobiety. Z mężem żyją i kochają się „po bożemu”, a rozkosz znajdują w rozpustnych relacjach pozamałżeńskich (a w każdym razie poza relacją z partnerem życiowym). U kobiet takie zaburzenie seksualne określa się jako Zespół rycerza i rozpustnika. Trzeba przyznać, że nazwy tych zaburzeń są wymowne, prawda? Nie wiem, czy danego mężczyznę rzeczywiście dotyczy ten problem. Aby to ustalić trzeba by z nim porozmawiać. W każdym razie byłaby to hipoteza do weryfikacji. „Jesteśmy razem 3 lata. Początkowo było nam ze sobą cudownie, ale teraz jakby wszystko siadło. Kochamy się coraz rzadziej. Nie ma żaru. Czy jeszcze coś z tego będzie?” W perspektywie czasu namiętność z reguły nieco maleje. Okresowo może też się pogarszać z szeregu różnych powodów takich jak na przykład stres, kłótnie, zmęczenie, przepracowanie, stan zdrowia. Warto podejmować świadomy wysiłek, by na tyle, na ile jest to możliwe przeciwdziałać spadkowi namiętności i na bieżąco troszczyć się o dobrą atmosferę w relacji, rozwiązywanie problemów i konfliktów. Nie jest wykluczone, że uda Wam się ogarnąć i poprawić funkcjonowanie związku w sferze seksualnej. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w artykule Spadek namiętności to koniec związku?

psycholog Rafał Olszak

psycholog Rafał Olszak

 

Fakty i mity o mężczyznach

Jakie rzeczy starsze koleżanki, matki, babki powtarzają młodszym kobietom? Czy te rzeczy mają coś wspólnego z prawdą? A może wprost przeciwnie? Mężczyzna to zdobywca, więc nigdy nie pokazuj, że ci zależy, bo się znudzi, osiądzie na laurach i zacznie szukać innej zdobyczy. FAŁSZ Jeśli kobieta jest pasywna, nie kokietuje ani w inny sposób nie okazuje zaangażowania, mężczyzna rozgląda się za osobą bardziej otwartą, nie stosującą gierek, autentyczną. Kobiety nigdy nie okazujące, że im też zależy, odbierane są jako roszczeniowe księżniczki. Do takich dziewczyn kleją się seryjni podrywacze, dla których to wyzwanie i rozrywka oraz mężczyźni z niskim poczuciem własnej wartości godzący się na takie traktowanie. Leż pod nim i jęcz jakby ci było bardzo dobrze. Najważniejsze żeby mężczyzna w sypialni był z siebie dumny i zadowolony. W przeciwnym wypadku odejdzie. PÓŁPRAWDA Panowie faktycznie lubią odczuwać satysfakcję w sypialni z dawania rozkoszy partnerce, ale nie znoszą być manipulowani. Prawdą jest też, że mężczyźni nieszczególnie są zachwyceni, kiedy kobieta przeżywa przyjemność nijak tego nie okazując, w milczeniu, jakby w tajemnicy przed partnerem, niejako z dala od niego, bez jego udziału. Córeczko, mamusia jest najważniejsza. Słuchaj mamusi. Mąż to tylko mąż. FAŁSZ Gdy zakłada się własną rodzinę partner jest nie mniej ważny niż inni krewni. Jeśli ciągle stawia się wyżej rodzica niż osobę, z którą się żyje, ta osoba ma poczucie nielojalności. Trzeba stanowić wspólny front jako para, małżeństwo – inaczej konflikty na tym tle mogą relację zrujnować. Moja droga, prawdziwy mężczyzna to… siamto… owamto… Prawdziwy mężczyzna powinien… musi… FAŁSZ Każdy mężczyzna rodzi się nim i od tego momentu jest prawdziwym okazem. Nic bardziej nie irytuje facetów, jak mówienie im przez kobiety, kiedy zasłużą na miano prawdziwych mężczyzn (panie też raczej nie przepadają, gdy instruuje się je, jak mają wyglądać i co muszą robić, by uchodzić za prawdziwe kobiety). Jedną z najczęstszych przyczyn konfliktów w związku są odstające od rzeczywistości przekonania na temat tego, jak powinien funkcjonować w związku mężczyzna, a jak powinna kobieta. Jeśli mężczyzna nie jest od razu gotowy do współżycia, to pewnie coś z nim nie tak albo zaspokaja swoje potrzeby gdzie indziej. FAŁSZ Ten sam mężczyzna w jednym czasie może „nabierać gotowości” błyskawicznie, a innym razem potrzebować więcej stymulacji i dłuższej gry wstępnej. Panowie różnią się też pod tym względem między sobą. Zwłaszcza jeśli facet nie jest wygłodzony, widok nawet ukochanej kobiety w negliżu może nie od razu go pobudzić. Musisz o siebie dbać, bo dla mężczyzny najważniejsza jest uroda partnerki. FAŁSZ Jest mnóstwo pięknych kobiet, z którymi nikt nie jest w stanie na dłuższą metę wytrzymać. Żyją same, trwają w zaprzeczeniu wmawiając sobie, że to przez kryzys męskości albo brak odpowiednich facetów. To takie alibi dla ich własnych deficytów w zakresie umiejętności budowania trwałych, intymnych relacji. Uroda nie zastąpi realnego zaangażowania i wysiłku, jaki trzeba włożyć w tworzenie satysfakcjonującego związku. A Wy jakie znacie mity o mężczyznach i kobietach?

psycholog Rafał Olszak

psycholog Rafał Olszak

 

Kobiety samotne a w szczęśliwych związkach

Czym różnią się kobiety osamotnione od żyjących w szczęśliwych związkach? Swego czasu przewodziłem projektowaniu badania, które miało pozwolić na odpowiedzenie między innymi na powyższe pytanie. Mnóstwo kobiet i mężczyzn wypełniało ankiety online w ciągu kilku miesięcy, a wyniki ostatecznie okazały się częściowo zaskakujące. Ładniejsze mają łatwiej? Jedna z hipotez mówiła o tym, że skoro dla mężczyzn istotny jest wygląd kobiet, to być może właśnie atrakcyjność fizyczna ma tu istotne znaczenie. Po pierwsze, badanie pozwoliło ustalić, że aparycja partnera jest niemal tak samo ważna dla obu płci (z naprawdę minimalną przewagę tego, jak ważne jest to dla mężczyzn). Po drugie, dało się stwierdzić, że kwestia ta nie przesądza o tym, czy kobieta jest w satysfakcjonującym związku. Tak panie o wyglądzie odstającym od kanonu piękna jak i atrakcyjne mają na to podobne szanse. Ładniejsze osoby mogą tylko liczyć na więcej zaproszeń na randki, co nie znaczy najwyraźniej, że zapraszającym bardziej zależy na stałej relacji albo że lepiej się do niej nadają bądź że same panie są w tym zakresie bardziej kompetentne. Wszystko przez to, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa? Co ciekawe, okazało się również, że ocena tego, jak bardzo różnią się kobiety i mężczyźni także nie odgrywała zasadniczej roli. Kobiety, które twierdziły, że więcej panów i panie łączy niż dzieli tak samo często bywały w satysfakcjonujących związkach jak panie uważające, że mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus i trwa wojna między tymi planetami. Jest to dość zaskakujące, ale w pozytywnym sensie. Wygląda na to, że nawet wojujące feministki mogą liczyć na trwały, satysfakcjonujący związek z płcią przeciwną! Niestety nie działa to w drugą stronę. Męscy szowiniści raczej mogą sobie o tym tylko pomarzyć. Faceci czasem są na tyle szczodrzy, by walczyć o przywileje dla kobiet, ale panie nie są tak hojne, żeby wstawiać się za prawami mężczyzn. Nieufne wybierają ostrożniej, a więc lepiej? Badanie tego typu nie pozwala ocenić związku przyczynowo-skutkowego, więc nie możemy powiedzieć, że coś jest powodem a co innego następstwem. Warto o tym pamiętać, bo kolejna kwestia, która wyszła na jaw, to sprawa zaufania. Kobiety, które mówiły, że na facetach można polegać i że raczej można im ufać częściej były osobami w satysfakcjonujących związkach niż kobiety twierdzące, że mężczyźni są niegodni zaufania i trzeba na nich uważać. Nie jest to nic szczególne odkrywczego, bo nie od dzisiaj wiadomo, że osoby mające problem z zaufaniem, podchodzące do relacji z lękiem mają trudność w budowie sensownych związków. Inicjatywa nie popłaca? Okazało się, że tym co wydaje się szczególnie ważne w kontekście budowania satysfakcjonujących związków przez kobiety jest brak pasywności. Wśród pań, które odpowiadały między innymi, że absolutnie nie zrobiłyby pierwszego kroku, że to rola mężczyzny, by o nie zabiegał, że to facet ma przejawiać inicjatywę było wyraźnie mniej kobiet w satysfakcjonujących związkach niż wśród pań, które uznawały, że kobiecie wolno robić pierwszy krok, inicjować zbliżenia, okazywać zaangażowanie i starać się w widoczny sposób o jakość relacji. Jak wyjaśnić ten stan rzeczy? W pewnej mierze wyjaśniają to odpowiedzi mężczyzn udzielane w ankiecie. Panowie uznawali za wyraźnie mniej atrakcyjne w perspektywie trwałego związku kobiety, które nie przejawiają zaangażowania na każdym etapie relacji (tak w fazie zawierania znajomości, budowania relacji jak i wspólnego dbania o dom i w kontekście aktywności w sypialni). Inne wyjaśnienie może być takie, że pasywne kobiety po prostu skazane są na mężczyzn, którzy się napatoczą, a ci nie zawsze są dobrą partią i niekoniecznie do nich pasują. Atrakcyjne fizycznie kobiety mają pod tym względem trudniej, bo są tak często zapraszane na randki, iż muszą bardzo mocno się wysilić, aby odróżnić kompatybilnych, a zarazem rokujących rzeczywiście kandydatów od reszty. Dostają też zawrotu głowy od liczby opcji, a to utrudnia dokonanie dobrego wyboru. Problem ten nie występuje u pań, które same sobie namierzają kawalera. Można też powiedzieć, że wyniki te pokazują, jak bardzo zmieniła się obyczajowość w ostatnich latach. To zapewne następstwa rewolucji seksualnej i obyczajowej, skutki równouprawnienia, jak również ogólnie większa dzięki internetowi świadomość tego, jak dobrze może wyglądać relacja. Często mówi się o dużych wymaganiach kobiet, ale wygląda na to, że oczekiwania mężczyzn też wzrosły. Pasywność jest wygodna, bo nie przejawiając inicjatywy nie ryzykuje się odrzucenia, ale wówczas można liczyć tylko na łaskę losu, który nie zawsze sprzyja. A nawet gdy już szczęśliwym trafem do danej dziewczyny zaleca się właściwy mężczyzna, raczej odejdzie, gdy zobaczy, że jest bierna, liczy na obsługę zamiast oferować zaangażowanie i nie mniejszy wysiłek w budowanie dobrej jakości związku. Niewiele potrzeba, by zasłużyć sobie na miano roszczeniowej księżniczki.

psycholog Rafał Olszak

psycholog Rafał Olszak

 

Przepychanka kto komu ma siąść na kolanka

Odpowiedzialność – wiele osób się jej wystrzega. Nie chce decydować, przejmować inicjatywy, planować przyszłości. Sporo par walczy nie o to, kto ma w związku dokonywać wyborów, ale komu przysługuje przywilej rozliczania partnera z podjętych decyzji. Niekiedy dotyczy to nawet tak błahych kwestii jak wybór restauracji czy formy spędzania wolnego czasu. Strona, która decyduje, naraża się na krytykę w przypadku, gdy wybór okaże się nietrafiony, a konsekwencje niekorzystne. Niektóre osoby wymigują się od odpowiedzialności do tego stopnia, że starają się nigdy nie zajmować stanowiska. „Na co masz dzisiaj ochotę?” pyta jedno, a drugie odpowiada słowami „Nie wiem, a ty?” lub „Bez różnicy, ty wybierz”. „Pójdziemy do Chińczyka czy na Pizzę?” „A co wolisz?” Nader częste wymijające odpowiedzi w końcu doprowadzają do białej gorączki. Strona, która skłonna jest podejmować decyzje bierze na siebie raz za razem ciężar konsekwencji, co w końcu w perspektywie czasu zaczyna jej ciążyć. Zwłaszcza, gdy partner lub partnerka rozlicza z dokonanych wyborów. Wygodnie jest nie brać na siebie odpowiedzialności, a potem tylko komentować cudze pomysły. W związkach ludzie wprost rywalizują o ten luksus i gorączkowo zabiegają o to, by partner albo partnerka wyręczał ich w życiowych wyborach. Tacy ludzie wolą, gdy ktoś inny wykazuje się inwencją, inicjatywą i planuje wspólną aktywność. Kłopot w tym, że w końcu staje się to udręką dla osoby, która ma ciągle decydować. Miewa ona poczucie, że musi zabawiać drugą stronę, organizować jej czas, ciągnąć za język w trakcie rozmów, w których brakuje dobrych tematów. Mężczyźni i kobiety prześcigają się w sztuczkach, które mają zrzucić odpowiedzialność na partnera bądź partnerkę. Czasami wydaje się, że mamy dzisiaj do czynienia z kryzysem odpowiedzialności. Ludzie winią innych za pewien stan rzeczy, na który mogliby mieć wpływ, ale woleli z niego zrezygnować. Dzieje się tak również w związkach. Jedno od drugiego pragnie opieki, troski, zabawiania, organizowania atrakcyjnego czasu, finansowania, wyręczania przy podejmowaniu decyzji i wyborów życiowych. Dorośli ludzie często zachowują się jak dzieci, a potem tupią nóżką i mają pretensje do świata dorosłych, że nie zaspokaja ich potrzeb. W wielu związkach trwa… Ponura przepychanka kto komu ma siąść na kolanka. Niedojrzali emocjonalnie mężczyźni i kobiety próbują wymuszać, by ktoś ich wyręczał w dorosłych aspektach egzystencji oraz gwarantował rozrywkę i wysoką jakość życia. Roszczeniowe postawy w skrajnej wersji przyjmują postać: „Ty mnie zabawiaj, a ja będę robić sobie selfie!” Jak tworzyć związek w takim klimacie? Dobre pytanie!

psycholog Rafał Olszak

psycholog Rafał Olszak

 

Czemu on woli być "Piotrusiem Panem"?

Czemu on woli być „Piotrusiem Panem” zamiast głową rodziny? Dobre pytanie. Oczywiście można spłycić temat i zarzucić mężczyźnie niedojrzałość, infantylność. Można też przywołać omawiany w literaturze psychologicznej kompleks Piotrusia Pana. Pytanie tylko, co nam to mówi o przyczynach tego stanu rzeczy. Łatwo jest oceniać, osądzać. Trudniej szczerze z kimś porozmawiać i starać się go zrozumieć. W gabinecie psychologicznym mężczyźni bywają na tyle autentyczni, że udaje się przynajmniej częściowo pojąć, czemu postępują tak, jak to ma miejsce. Kobietom trudno zrozumieć męskie obawy przed małżeństwem i tworzeniem rodziny. Rzecz w tym, że mężczyźni mają świadomość, iż zakładana rodzina nigdy tak naprawdę nie jest ich rodziną. Kobieta może znaleźć sobie kogoś innego i doprowadzić do rozpadu małżeństwa, nawet po procesie rozwodowym sąd może orzec o jej winie, a mimo to przysługuje jej ochrona – mężczyzna będzie musiał ją i dzieci utrzymywać płacąc przez lata alimenty, samemu w najlepszym razie mając ze swoim potomstwem ograniczony kontakt. System prawny i różne programy socjalne wspierają kobietę, natomiast mężczyzna jest pozostawiony sam sobie bez jakiejkolwiek ochrony czy wsparcia. Położenie współczesnego mężczyzny nie jest łatwe. Widać to chociażby po statystykach samobójstw. Śmiercią samobójczą ginie około siedmiokrotnie więcej mężczyzn niż kobiet (w Polsce w ten sposób ginie prawie 5 tysiące mężczyzn rocznie). W 2010 roku trzema najczęstszymi przyczynami męskich samobójstw były: nieporozumienia rodzinne, zawód miłosny, choroba psychiczna. Na czwartej pozycji znalazły się warunki ekonomiczne. W razie rozpadu małżeństwa kobiety przynajmniej mają dzieci; mężczyznom pozostają tylko samotność i rachunki. Wziąwszy pod uwagę fakt, iż Polacy żyją średnio około 8 lat krócej niż Polki a mimo to muszą na emeryturę pracować dłużej, oraz uwzględniwszy wszystkie podatki, tzw. ubezpieczenia społeczne i ewentualne alimenty, wychodzi na to, że przez większość życia mężczyźni tyrają, by lwią część swoich zarobków przeznaczać na utrzymanie innych ludzi. Często im obcych, wobec nich obojętnych lub nawet wrogich. Z reguły ci faceci nie dostają w zamian nawet wdzięczności. Raczej traktuje się ich pracę jak psi obowiązek na rzecz rodziny i społeczeństwa. Nic dziwnego, że faceci niezbyt chętnie przyjmują role, w których tak bardzo chcą ich obsadzać kobiety. Sporo mężczyzn stara się nie wchodzić na pole minowe, na którym znaleźli się już wcześniej ich ojcowie albo starsi koledzy. Wydaje się, że ten trend będzie się pogłębiał dopóki nie zajdą poważne zmiany w stosunku społeczeństwa do mężczyzn. Panowie raczej nie będą się palić do czegoś, co jest obarczone tak dużym ryzykiem, a daje raczej nikłą szansę uzyskania przynajmniej docenienia lub innych wartości. Kiedyś za bycie głową rodziny mężczyźnie przysługiwał przynajmniej szacunek; dzisiaj w opinii wielu facetów to żaden zaszczyt.

psycholog Rafał Olszak

psycholog Rafał Olszak

 

Jaka jest miłość mężczyzny

„W miłości kobieta jest fachowcem – mężczyzna amatorem.” Jakkolwiek nie do końca zgadzam się z tym twierdzeniem, to jednak przyznaję mu trochę racji. Dzieje się tak ze względu na specyficzną konstrukcję męskiego uczucia, charakter tego, jak facet kocha. A jaka właściwie jest miłość mężczyzny? Miłość męska jest opiekuńcza Negatywny stosunek do opiekuńczości miewają zgorzkniali mężczyźni zranieni przez kobiety, rozczarowani nimi raczej w wyniku nieadekwatnych oczekiwań aniżeli wad kobiecej natury. Złe intencje tej opiekuńczości przypisują również niektóre odłamy feminizmu. Niektórzy natomiast widzą w tym wręcz coś szlachetnego. Ja nie określiłbym tego w ten sposób. Nie uwznioślałbym tego tak szczególnie, ale też nie widzę w tym nic złego. Tak to jest, że kiedy mężczyzna kocha, czuje odpowiedzialność za osobę, którą darzy uczuciem. W pewnym sensie poczuwa się do obowiązku. Jeśli nie może sprostać tej wewnętrznej presji, czuje się ze sobą bardzo źle, ciężko znosi bezradność zwłaszcza w tym kontekście. Miłość męska jest namiętna Mężczyzna w związku kocha namiętnie i to niezależnie od wieku. Nawet dojrzali wiekiem mężczyźni widzą oczami wyobraźni swoją partnerkę z najgorętszych chwil spędzonych razem. Na widok kochanej kobiety niekiedy panowie zmieniają się nie do poznania. Jeśli ten aspekt relacji nie funkcjonuje, mężczyźni miewają poczucie, że to nie jest miłość lub że partnerka nie odwzajemnia ich uczucia. Szczególnie boleśnie faceci znoszą zdradę seksualną. Kochana kobieta jest obiektem pożądania, a czasem pożądanie do kobiety mężczyzna błędnie bierze za miłość do niej. Miłość męska jest zachłanna Kobiecej miłości mężczyźni nigdy nie mają dość, co oczywiście często wyprowadza ich na manowce. Bywają przesadnie zazdrośni, czasem wręcz zaborczy. Miewają własnym partnerkom za złe niedostateczną ilość zainteresowania także w sytuacjach, gdy jest to ze wszech miar zrozumiałe i zasadne, bo na przykład dziecko wymaga opieki lub kobieta potrzebuje pielęgnować więzi rodzinne i ogółem społeczne. Mężczyzna, który kocha, często tak bardzo pragnie posiadać wybraną partnerkę na własność, że nawet jest skłonny pójść na tak sprzeczny z jego seksualną naturą układ jak małżeństwo. Z miłosnej zachłanności mężczyzny wynika też to, iż pragnie on być dla partnerki kimś więcej, niż tylko podporą, kochankiem – chce być powiernikiem, przyjacielem, sprzymierzeńcem, czasami mentorem. Wbrew pozorom męska miłość jeszcze się zdarza, ale… Dzisiaj mężczyźni wciąż jeszcze zakochują się, a z czasem pałają miłością. Częściej jednak wyłącznie pożądają lub pragną kobiet, ponieważ mają przeświadczenie, że miłość ich osłabia, naraża na szwank ich życiowe cele. Niekiedy rezygnują z niektórych składników uczucia, trzymają je na wodzy, przez co nie przeżywają miłości kompletnej. W wyniku tego doświadczają zawodu, stwarzają przepaść między sobą a partnerką, która w pewnym momencie zaczyna dzielić ich definitywnie. Męski lęk przed miłością kompletną wynika z tego, że w przeciwieństwie do kobiety, mężczyźnie po zawodzie miłosnym nie przysługuje żadne wsparcie – płeć piękna jest natomiast pod ochroną, staje się wierzycielem mężczyzny, a on jej ponurym dłużnikiem. No cóż, za amatorszczyznę najwyraźniej mężczyznom przyszło płacić wysoką cenę, co odbija się także na ich stosunku do kobiet i związków w ogóle. Obserwuj oficjalny fanpejdż.

psycholog Rafał Olszak

psycholog Rafał Olszak

 

Związek to emocjonalna inwestycja

Związek to emocjonalna inwestycja, która rychło zaczyna odbijać się czkawką, jeśli ktoś nie jest w tym kontekście zbyt gospodarny. Dobrze ulokowane uczucia procentują, a poza tym nie zabija ich inflacja, pod warunkiem, że stale dokłada się coś więcej. Dlatego warto pozostawać zaangażowanym.   Wielu było takich, którzy próbowali obejść system i liczyli na to, że samo będzie się dobrze działo. Niestety, w perspektywie długoterminowej to tak nie działa. Wszystko, co naprawdę ma w życiu wartość, wymaga wysiłku.   Kolejna sprawa to uczciwość. Wobec partnera, by angażować się nie mniej niż on, żeby panowała pod tym względem sprawiedliwa symetria. A także wobec siebie, żeby nie łudzić się, iż wystarczająca jest troska o inwestycję raz na kilka miesięcy albo tylko wtedy, gdy nastają cięższe czasy.   Zwłaszcza faceci mylą niestety badania okresowe z troską o związek. Relacji trzeba doglądać częściej, niż raz na ruski rok albo tylko wtedy, gdy coś zaczyna szwankować.   Niektórzy budzą się dopiero wtedy, gdy jest już głęboki kryzys. A wtedy jest już naprawdę ciężko cokolwiek zdziałać, bo przypomina to jazdę na oparach i to bez oleju pod maską. Nietrudno o zatarcie silnika i koniec podróży. Kryzysy w związku są nieuniknione, dlatego warto budować kapitał emocjonalny, który umożliwi skuteczne ich pokonywanie.   Powyższą „instrukcję obsługi związku” czy też „poradnik inwestora emocjonalnego” wiele osób zna i dobrze rozumie, bo ma odpowiednią dozę doświadczeń albo posiada dobre wzorce rodzinne (ewentualnie przepracowane złe wzorce). Istnieją jednak osoby, które tego nie ogarniają i wtedy ciężko się z nimi współpracuje. Będąc z kimś takim w relacji cały czas jest pod górkę i trzeba się wysilać za dwoje.   Zdarzają się też jednostki znające temat w teorii, ale nieszczególnie zainteresowane praktycznym wdrażaniem tego w życie. Wiedza o tym, jak wykonać pompkę, nie buduje masy mięśniowej, a lektura poradników czy prasy kolorowej z rubryką „sekrety udanych relacji” nie sprawia, że jest się dobrym partnerem. Trzeba jeszcze chcieć i przykładać się do tego. Niekoniecznie w sposób ciągły, ale na pewno stały, w miarę systematyczny.   Jak mówi piosenka, „do tanga trzeba dwojga”. W pojedynkę niewiele wskóramy, wiec warto mieć zmotywowanego do działania kompana lub kompankę. W przeciwnym wypadku krach na giełdzie uczuć jest praktycznie nieunikniony. Nie ma się co naiwnie łudzić, że będzie inaczej. Udane związki nie toczą się siłą rozpędu, ale są napędzane zaangażowaniem. Na tym właśnie polega prawdziwa miłość. Obserwuj oficjalny fanpejdż.
 

Przyjaźń a miłość

Mawia się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Mówi się jednak również, że poznaje się ich po tym, jak znoszą nasze szczęście. Oba stwierdzenia wydają mi się prawdziwe, ale na chwilę odnieśmy je do związków i miłości… To okrutne, ale ludzie często porzucają się, gdy komuś się pogorszy – zdrowie, stan materialny, status społeczny czy coś w tym rodzaju. Nie jest rzadkością, że miłość wtedy totalnie wyparowuje z dnia na dzień. Ludzie zrywają z partnerami z powodu chorób, problemów finansowych, niesławy, a czasem nawet bez dramatycznych okoliczności, a jedyni ze względu na brak wystarczających postępów. Straszne jest też to, jakie sceny zaczynają się dziać w niektórych związkach, kiedy jednemu z partnerów zaczyna się nagle bardzo powodzić – na przykład ktoś staje się sławny lub zaczyna dużo zarabiać. Ostra rywalizacja, zawiść, zazdrość, sabotaż albo próba wybicia się na plecach partnera za wszelką cenę bądź wyzysk – to tylko niektóre opcje. Natomiast u strony, która osiągnęła sukces czasami pojawia się poczucie wyższości i przeświadczenie, że zasługuje na lepsze traktowania lub w ogóle kogoś lepszego niż dotychczasowa partnerka czy obecny partner. Albo że może się rządzić i ma więcej do powiedzenia w związku skoro lepiej zarabia lub jest kimś rozpoznawalnym i mającym większe wzięcie. Podsumowując, prawdziwą miłość poznaj się w biedzie, ale i po tym, jak druga połówka znosi nasze szczęście. To dwie strony tego samego medalu. Tak samo jak w przypadku przyjaźni. Obserwuj oficjalny fanpejdż.   CIEKAWOSTKA: Polecana i często wybierana terapia online jest co najmniej równie skuteczna jak psychoterapia w gabinecie. Niektóre badania wskazują, że bywa nawet bardziej pomocna, zwłaszcza w kontekście takich form pomocy psychologicznej jak leczenie depresji i zaburzeń lękowych z napadami paniki.
 

Każdy może być dla kogoś bohaterem

Każdy może być dla kogoś bohaterem… Tak sobie myślę, dumając o udanych związkach, że w takich relacjach właściwie jedno dla drugiego i drugie dla pierwszego jest bohaterem. W sumie epickich herosów może być nawet więcej, jeśli ktoś preferuje poliamorię, ale to już inna historia. Tak czy owak bohaterstwo brzmi dumnie i takim jest w istocie, choć nie dostaje się za to medalu. Spójrzmy prawdzie w oczy. Chociaż panuje kult samouwielbienia i totalnej samowystarczalności, to czasami obecność drugiego człowieka jest istnym wybawieniem. Rewelacyjny jest sam fakt, iż jest z nami, przy nas, dla nas, a nie gdzie indziej, z kimś innym, komu innemu poświęcając czas. Dwoje naprawdę obecnych przy sobie ludzi – to dziś rzadki widok. Idealna para, to bohaterowie, którzy wzajemnie pomagają sobie mierzyć się z osobistymi demonami i mozołem codzienności. Trzymają się za ręce – metaforycznie, ale i dosłownie – podczas przekraczania siebie i zmagań z własnymi słabościami w obliczu przeszkód i wyzwań. Tych wielkich, ale i bardziej prozaicznych, jak sterta brudnych naczyń, które złośliwie tamują odpływ w zlewie. Zwłaszcza, gdy żadne nie lubi zmywać! Krótko mówiąc warto wzajemnie traktować się jak bohaterów. To dodaje skrzydeł lepiej niż pewien przereklamowany energetyk. Obserwuj oficjalny fanpejdż.  
 

nie kocham cię, ale lubię patrzeć jak ty mnie kochasz

Częściej panowie, a rzadziej, ale jednak również panie pytają o to, jak nie dać się zamknąć we friendzone (strefa dla „przyjaciela” i nikogo więcej). Jeśli ktoś czuje do drugiej osoby miętę to trafienie do tej szufladki jest ostatnią rzeczą, której by chciał. W zasadzie nie jest to nawet prawdziwa przyjaźń lecz szufladka dla odrzuconych, którzy mogą się przydać do czegoś innego. Przyjaźń jest super, natomiast bycie we friendzone jest nie do pozazdroszczenia. To takie odstawienie na boczny tor, skierowanie do poczekalni do czasu, aż dana osoba będzie czegoś potrzebować. Czasem to sytuacja typu „nie kocham cię, ale lubię patrzeć jak ty mnie kochasz”. Jak temu zapobiec? Cóż, od razu lojalnie uprzedzam, że nie jest to ścisła wiedza psychologiczna, bo na termin „friendzone” nie natrafia się w poważnej literaturze z tej dziedziny. Uczciwie zaznaczam też, że to rozwiązanie nie każdemu musi przypaść do gustu. Po pierwsze, trzeba szanować swój czas i być gotowym natychmiast, bez skrupułów odpuścić, jeśli ktoś widzi nas w roli, która nam nie leży. Nie jest to trudne, wystarczy nie wchodzić do kanału czyichś emocjonalnych ścieków. Po drugie, należy zrezygnować z bycia „miłym gościem” lub „życzliwą dziewuszką”. Pokazać pazur i mieć ikrę, osobowość, żeby było jasne, że na naszą przyjacielskość trzeba zapracować i że słowo przyjaźń dla nas naprawdę dużo znaczy. Tylko mi nie mówcie, że nie macie takiej wersji siebie, która tak potrafi. Każdy taką ma. Po trzecie, jeśli nie jesteśmy dla kogoś priorytetem pomimo naszych starań, to ten ktoś dla nas nie powinien być nawet opcją i basta. Obserwuj oficjalny fanpejdż.
 

Mit „Nie ułatwiaj niczego mężczyźnie”

Ostatnio podesłano mi link do serwisu dedykowanego kobietom. Łatwo było to poznać choćby po tym, że w wielu tekstach autorki cisnęły facetom. Dużo jest takich mizoandrycznych kloak w sieci (podobnie zresztą jak mizoginistycznych). Link prowadził do artykułu „Niczego nie ułatwiaj mężczyźnie!” Tekst oczywiście był w tendencyjnym tonie. Facet powinien to, powinien tamto, bo jest zdobywcą, więc doceni kobietę tylko wówczas, jeśli ona będzie łaskawie pozwalać się zdobywać.  Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie niektóre rozsądne komentarze pod nim. Niektóre panie zwracały uwagę, że flirt to zabawa dwuosobowa. Inne mówiły wprost, że korona im z głowy nie spadnie, jeśli to one zaproszą na kawę. W końcu mają do tego prawo i bynajmniej nie jest to współcześnie źle widziane oraz w żadnym razie nie stawia ich to w gorszym świetle ani nie oznacza, że facet ich nie doceni. Niektóre mówiły też otwarcie, że wszelkie gierki, udawanie niedostępnej, powstrzymywanie autentycznego skądinąd zainteresowania jest po prostu nudne, męczące i generalnie słabe. Twierdziły, że zwyczajnie po ludzku chcą wiedzieć na czym stoją i preferują jasne sytuacje, zamiast jakieś dziwne podchody, które wcale nie bawią. Nie potrzebują się dowartościowywać przedłużaniem czy odrzucaniem zalotów. Wspominałem o tym niejednokrotnie, więc dla stałych czytelników nie będzie to żadna nowość. Wielu współczesnych mężczyzn reaguje alergicznie na kobiece manipulacje, testy, uniki i ściemy. Poza tym jeśli od początku relacja nie jest równościowa, lecz jedno zachowuje się roszczeniowo, taki rozkład sił ciężko będzie później zmienić. Faceci raczej nie lubią być pantoflarzami i nie piszą się na nierówne układy.  Który świadom swojej wartości i mający coś do zaoferowania mężczyzna będzie się płaszczył przed „księżniczką” skoro w tym samym czasie z łatwością może znaleźć kogoś, kto umie uczciwie i bez ściem komunikować swoje intencje?  Czasy na szczęście się zmieniły i anachroniczne skrypty zachowań przestały być jedyną obowiązującą normą. Obie strony oszczędzają sobie dzięki temu zawiedzionych nadziei, frustracji, zupełnie bezsensownego wysiłku i czasu zmarnowanego na okazywanie zainteresowania bez wzajemności. Budowanie związków i bez tego jest dzisiaj wystarczająco trudne.  Realia się zmieniły. Dzisiaj postawa „zabiegaj o mnie, a ja cię z tego rozliczę” uchodzi za przejaw narcyzmu i egocentryzm. Czasami niektórzy starają się tak dowartościowywać, ale tylko uzależniają się od atencji. W tworzeniu znajomości zdecydowanie bardziej sprawdza się uczciwe postawienie sprawy na zasadzie „poznajmy się lepiej i sprawdźmy co z tego wyniknie”. To naprawdę takie proste i żadne mizoandryczne teksty tego nie zmienią.  Obserwuj mój fanpejdż.   CIEKAWOSTKA: Wraz z rozwojem technologii coraz popularniejsze jest korzystanie z pomocy psychologicznej przez Internet. Terapia online może odbywać się poprzez rozmowę z użyciem komunikatora do połączeń wideo, na przykład darmowej aplikacji Skype. Można ją zainstalować na komputerze osobistym, smartfonie czy tablecie. 
 

Wrogość mężczyzn do kobiet

Ostatnio pisałem o zakamuflowanej wrogości kobiet do mężczyzn. Pora dla równowagi napisać o podskórnej nienawiści mężczyzn do kobiet. Skąd to się bierze? Warto sobie to wyjaśnić i wbrew pozorom ta wiedza może przydać się zwłaszcza facetom, by nie mieli zszarganych nerwów i nie toczyli nieustającej wojny, gdyż „płeć przeciwna” to nie „przeciwnik”.  [1] Stereotypy – nadmierne uogólnienia i uproszczony obraz kobiet jako grupy, która drastycznie różni się od mężczyzn. W stereotyp wpisane są różne negatywne oceny, które sprawiają, że panowie zaczynają pałać negatywnymi emocjami do pań albo traktują je jak gorsze od siebie.  [2] Ból odrzucenia – pomimo rewolucji obyczajowej i seksualnej oraz równouprawnienia pozycja kobiet na rynku towarzyskim wciąż jeszcze jest uprzywilejowana. Wiele z nich przez całe życie nie doświadcza ani razu odrzucenia. Tymczasem w przypadku mężczyzn, na których wywierana jest silna presja społeczna, by przejawiali wobec pań zainteresowanie i inicjatywę, odrzucenie jest czymś powszechnym. Przeżywane od czasu do czasu nie musi stanowić problemu, ale dzięki „cudownym”  aplikacjom i stronom randkowym statystyczny mężczyzna doświadcza wielu odrzuceń w relatywnie krótkim czasie. To skrajnie nienaturalna sytuacja, która może mocno wpłynąć na samoocenę i nastrój mężczyzny. W efekcie może on zacząć traktować płeć piękną jak kogoś, kto jego kosztem dowartościowuje się, zabawia lub zdobywa popularność i tak zwaną atencję (stąd niektóre panie nazywane są pogardliwie atencjuszkami). Złe traktowanie mężczyzn przez kobiety jeszcze wzmacnia te przeświadczenia.  [3] Podwójne standardy – sporo panów zdaje sobie sprawę z tego, że pod wieloma względami są dyskryminowani ze względu na płeć. Powoduje to frustrację lub gniew, który dodatkowo jest jeszcze podsycany przez kolejne akcje na rzecz uprzywilejowania kobiet, feministyczne happeningi. [4] Zawiść – zaspokojenie potrzeb seksualnych wielu typowym mężczyznom nie przychodzi tak łatwo, jak przeciętnej kobiecie. Powoduje to poczucie niesprawiedliwości, a czasem nawet zawiść i wrogość. Niektórzy mężczyźni czują wręcz podskórnie nienawiść, że inny człowiek tylko ze względu na swoją płeć bez spełniania wyśrubowanych standardów może z łatwością zaspokoić seksualne pragnienia.  [5] Niezaspokojenie – deprywacja potrzeb powoduje frustrację, a ta może prowadzić do agresji. Życie generalnie bywa niełatwe dla facetów, o czym nie będę tu się rozwodził, bo robiłem to przy innych okazjach (na przykład tutaj). Często, niestety, panowie pogarszają sytuację. Niezadowoleni z życia seksualnego nadużywają pornografii (to tak jakby głodnemu kazać patrzeć, jak inni najadają się do syta) albo nieusatysfakcjonowani pracą uciekają w hazard lub alkohol, by zagłuszyć przykre emocje. W efekcie ich położenie nie tylko się nie poprawia, ale nawet staje trudniejsze. Wściekłość w nich kipi i odbija się na innych, często najbliższych.  Co z tym fantem zrobić? Zła wiadomość jest taka, że tylko w pewnym stopniu da się z tym zrobić coś w pojedynkę, bo potrzebne są bardziej strukturalne zmiany, a mężczyźni rzadko solidarnie działają na rzecz własnych praw. Dobra jest taka, że zmiana sposobu myślenia i reagowania na pewne kwestie może przynieść ulgę i pewną dozę spokoju wewnętrznego. Z zadowoleniem obserwuję, jak mężczyźni wsłuchują się w swoje emocje i potrzeby, nadają sens swojej niezgodzie na pewne fakty oraz rzeczywiście nad sobą ciężko pracują, a niektóre kobiety ich w tym wspierają. Jeśli chodzi o złość, pomocna bywa psychoterapia pod kątem tzw. zarządzania gniewem, którą prowadzi m.in. psycholog Rafał Olszak.  Obserwuj mój fanpejdż.
 

Porady dla nieszczęśliwie zakochanych

Dzisiaj kilka sugestii dla nieszczęśliwie zakochanych lub nieszczęśliwie zakochujących się.   [1] Nie rób emocjonalnych labiryntów z prostych spraw. A jeśli już tak się zdarzy, to zamiast walić głową w mur znajdź certyfikowanego przewodnika, który cię wyprowadzi. Przed tobą w tym samym miejscu mogły być tysiące, jeśli nie miliony. Nie jesteś sam nawet wtedy, gdy nikogo nie zauważasz w pobliżu.   [2] Pamiętaj, że wszystko co dzieje się w związku jest konsekwencją tego, co działo się w nim dotychczas. Nostalgia za starymi, dobrymi czasami jest więc marnym doradcą, bo te czasy najwyraźniej nie były dla związku takie dobre, jakby mogło się wydawać.   [3] Serce nie jest twarde jak diament, ale nie jest też z porcelany. Zniesie więcej, niż przypuszczasz. Nie znaczy to jednak, że dobrym pomysłem jest zanurzenie go dzień po dniu w toksycznym związku. Na takie użycie producent stanowczo nie daje gwarancji.   [4] Nierzadko lepszym pomysłem jest narażenie się na emocjonalny ból, niż unikanie cierpienia – zwłaszcza gdy tylko w ten sposób można wyjść z raniącego związku. Jak się wlezie w pokrzywy niemądrze jest tam trwać i tupać nogą jak małe dziecko.   [5] Mówi się, że serce nie sługa. Skoro tak, niech nie usługuje też nikomu innemu! Nie do tego jest przeznaczone, by kogoś własnym kosztem zadowalać.   [6] Kiedy już mając lat dwadzieścia kilka zaliczysz zakochanie w niewłaściwej, ale pięknej osobie, postaraj się nie popełniać drugi raz tego samego błędu. Nie zakochuj się oczami. A jeżeli jeszcze nie masz dwudziestu lat, wiedz, że właśnie podczas takich epizodów powstaje najwięcej samotnych rodziców. Zabezpieczaj się.   [7] Jeśli raz za razem wchodzisz w krzywdzące lub jałowe relacje, przestań obwiniać płeć przeciwną. Popracuj nad poczuciem własnej wartości. Najpierw zaczniesz przepraszać siebie za popełnione błędy, a na dalszym etapie będziesz sobie dziękować za wyciągnięte wnioski.

[8] Zakochuj się w człowieku, a nie w swoim wyobrażeniu o nim. Fantazje bywają bezgranicznie naiwne i złudne.   To tyle na dziś. Dobrego dnia!   Obserwuj mój fanpejdż.     CIEKAWOSTKA: Gabinet Ocal Siebie to zbudowana od podstaw internetowa przychodnia psychologiczna. Kluczowe usługi tej placówki to porady psychologiczne i terapia online. Klient może się tu spotkać ze specjalistą przez Skype. Oferowane świadczenia to między innymi leczenie depresji, nerwic, zaburzeń lękowych, fobii i terapia DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików). 
 

Jak rozumieć sprzeczne sygnały mężczyzny lub kobiety

Często otrzymuję przy różnych okazjach pytania o to, jak rozumieć sprzeczne sygnały kobiety czy mężczyzny. W interpretacji tychże sygnałów niektórzy wykazują się ogromną fantazją, a podczas analiz niebywałą determinacją. Czy ma to sens?   Pewni domorośli guru od relacji interpersonalnych, którzy o psychologii słyszeli tylko w „Rozmowach w toku” twierdzą, że sprzeczne sygnały zawsze oznaczają brak autentycznego zaangażowania. To chwytliwa teza, bo daje łatwe wyjaśnienie, ale tak dogmatyczne podejście nieczęsto przystaje do rzeczywistości.   To ludzkie, że czasem człowiek przeżywa mieszane uczucia, ma mętlik w głowie, waha się lub jest rozdarty albo dwa kroki do przodu okupuje jednym krokiem w tył.   Czy więc należy to po prostu dzielnie znosić, wyrozumiale tolerować?   Sprzeczne sygnały należy traktować jak żółte światło. Być może nic się nie stanie, jeśli i tak pójdziemy dalej, ale bezpieczniej jest się zatrzymać i rozejrzeć. Pośpiech w sprawach sercowych nie jest wskazany.   Czasami daną kwestię da się wyjaśnić, a innym razem dostrzeże się kolejne znaki ostrzegawcze. Zależnie od efektu rozglądania się dajemy sobie zielone światło albo szlaban na człowieka, który stawia nas w niepewnej sytuacji. Nikt nie lubi funkcjonować na ruchomych piaskach, bo lepiej jest wiedzieć, na czym się stoi.   W każdym związku można niekiedy natknąć się na żółte światło - tak samo jak w trakcie praktycznie każdej podróży. Jeśli jednak powtarza się to nagminnie lub są też inne alarmujące oznaki niejasnych intencji, wtedy bezpieczniej jest rozważyć zmianę kursu.   Obserwuj mój fanpejdż.

Roszczeniowa kobieta, roszczeniowy mężczyzna

Do czego prowadzą roszczenia i skąd w ogóle się biorą? Zilustrujmy to przykładem. Jakiś czas temu podesłał mi ktoś link do poczytnego bloga pewnej samozwańczej guru od relacji.  Napisała ona, że to faceci powinni bardziej starać się w związku i więcej do niego wnosić, ponieważ – cytuję – seks kobiety jest bardziej wartościowy niż seks mężczyzny. Tak, to nie chochlik drukarski, dobrze przeczytałaś lub przeczytałeś.  Sądzę, że jest to pokrętne rozumowanie, bo fakt, że kobieta łatwo może się oddać, nie sprawia, iż jej „seks jest bardziej wartościowy”.  Przyjmijmy jednak tą osobliwą logikę na potrzeby tego przykładu.  Kobieta wchodzi więc w związek wymagając, by mężczyzna starał się bardziej od niej, bo przecież ona wnosi do relacji coś bardziej wartościowego, gdyż jej seks jest cenniejszy.  Musiałbym upaść na głowę, żeby wchodzić w relację z kimś takim, i nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Niewykluczone jednak, że trafi się mężczyzna, który akceptuje roszczeniowość. Warto jednak zauważyć, że skoro ktoś coś takiego akceptuje, to dlatego, że sam też tak ma.  I rzeczywiście tak jest. U mężczyzn porównywalne roszczenie wynika z przekonania, że… Męska wierność jest wartościowsza od damskiej, bo facet poświęca się bardziej, gdy rezygnuje z kontaktów seksualnych z innymi, pięknymi kobietami.  I tak oto kółko się zamyka, więc wzajemnym pretensjom nie ma końca. A to przecież tylko dwa równorzędne roszczenia, zaś zwykle jest ich zdecydowanie więcej i tworzą wielopiętrową spiralę.  Roszczeniowa postawa w końcu mści się na obojgu i związek nieuchronnie się sypie, a terapeuta małżeński ma nieprawdopodobnie trudne zadanie, jeśli taka para zgłasza się do niego po pomoc. I pomyśleć, że wszystko tylko dlatego, że ktoś nawkręcał sobie nielogiczne, a przez to szkodliwe przekonania i wyciągnął z nich równie wątpliwe wnioski.  Obserwuj mój fanpejdż.

Czytelnik pyta jak zagadywać do kobiety

Zadziwiająco często otrzymuję pytania od mężczyzn odnośnie tego, czy, w jakich momentach i jak zagadywać do kobiet. Nie mam już siły ciągle odpowiadać na tego typu wiadomości, więc napiszę raz a porządnie. Zastrzegam jednak, że jestem psychologiem klinicznym a nie jednym z tych internetowych profesorów od podrywania. Mogę się więc mylić, ale moim zdaniem tego typu rozterki są produktem całkowicie niewłaściwego podejścia. Jestem zdania, że ludzie są interesujący, mają ciekawą naturę i właśnie dlatego warto być wobec nich „zaczepnym”. Reszta dzieje się przy okazji w sposób naturalny. Nie wierzę w żadne „wytrychy”, które mają zapewnić gorący romans.   Ze statystycznego punktu widzenia tak zwane podrywanie (co za nieadekwatny, wędkarski żargon) nie ma żadnego sensu i jest to straszna udręka i strata czasu. Nawet ci wszyscy samozwańczy mistrzowie, reklamujący swoje akademie podrywania, robią jakieś grube dziesiątki czy setki podejść, by gromadzić na potęgę numery telefonów niczym jakiś administrator danych osobowych. Nawiązywanie kontaktów z drugim człowiekiem z tak płaskim, jednowymiarowym podejście jest moim zdaniem diabelnie nudne. Tak, uważam, że tzw. podryw jest nudny, bo to w praktyce wymaga forsowania jakichś przeszkód czy barier, zdawania dziwnych testów, mierzenia się ze stadami roszczeniowych księżniczek, które chcą się cudzą uwagą dowartościować, gdy tylko mają szansę, więc to po prostu męczy i nuży. Moim zdaniem są lepsze metody na fajne życie towarzyskie aniżeli denne do granic możliwości i powtarzalne podrywanie.   Jeśli kobieta czegoś chce, to w dzisiejszych czasach najczęściej sama się odzywa albo wysyła zachęcające do działania sygnały, więc warto dawać ku temu sposobność, stwarzać okazję, a nie nacierać z determinacją frustrata. Jeśli dama jest na nie, to żadna uwodzicielska taktyka nie zagwarantuje powodzenia. Dlatego sugeruję całkowicie zmienić nastawienie. Być generalnie otwartym na kontakt z ludźmi, rozmownym, żartobliwym i mieć gotowość do inicjowania rozmów dla czystej frajdy, jaka z tego płynie. Być szczerze ciekawym innych ludzi. Jeśli wystąpią w trakcie jakieś sygnały to super, a jeśli nie, to i tak nie byłby czas stracony. Niezobowiązujące pogawędki mają swój urok i mogą wywoływać pozytywne emocje.   Warto najzwyczajniej w świecie polubić ludzi i „zaczepiać ich” pod wpływem dobrego humoru, a nie pod presją umówienia się na randkę, bo to psuje cały urok interakcji z drugim człowiekiem. Nie trzeba wtedy zaprzątać sobie głowy tymi wszystkimi bezsensownymi rozterkami, czy jest się z odpowiedniej ligi, dość wysokim, wystarczająco napakowanym, w czyimś typie i tak dalej, bo to w ogóle nie jest nasze zmartwienie – niech sobie druga strona to rozstrzyga, jeśli uzna za istotne. Jeżeli podchodzi się sztywno, w wielkim napięciu do nawiązywania kontaktów z płcią przeciwną to każdy przejaw braku zainteresowania traktuje się jako porażkę czy rodzaj odrzucenia, co strasznie psuje samoocenę. A wypowiedzenie paru słów urasta nagle do rangi wielkiego dylematu i hardkorowego wyzwania. Moim zdaniem niezbyt to zabawne, delikatnie mówiąc, ale kto co lubi. Gdy chcę podrywać to idę na ryby, bo do ludzi mam zupełnie inne podejście.   Obserwuj mój fanpejdż.     CIEKAWOSTKA: Podstawowe porady psychologa przez Internet można uzyskać bezpłatnie. Bardziej wnikliwe konsultacje oraz terapia online są możliwe po umówieniu się ze specjalistą od zdrowia psychicznego na spotkanie przez komunikator Skype. 

Dlaczego ludzie zdradzają i jak temu zapobiec

Bajki, baśnie, bajeczki… Zawsze wciskały kit, ale dzisiaj wydają się szczególnie osobliwe. Jeśli na przykład chodzi o „Śpiącą królewnę” to właściwie historia molestowania zakończona syndromem sztokholmskim, bo jak inaczej określić całowanie nieprzytomnej dziewczyny, która potem zakochuje się w oprawcy? Ktoś mógłby pewnie też dziś powiedzieć, że „Kopciuszek” to nie tyle opowieść o mezaliansie, co o kobiecie uprawiającej prostytucję małżeńską…  Najgorsze jednak w baśniach są sprzedawane ludziom złudzenia. Po słowach „żyli długo i szczęśliwie” nie ma bowiem słowa o tym, że książę miał liczne nałożnice, a księżniczka lubiła sobie czasem zanucić pod nosem „żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka raz chłopaczek”. Nie oczekujmy jednak zbyt wiele od ocenzurowanych baśni, które miały pospólstwu i mieszczaństwu ukazać wyższe sfery w lepszym świetle. Na kursach przedmałżeńskich też nikt nie uprzedza, że w ciągu trzech do siedmiu lat od ślubu potrzeby różnorodności seksualnej stają się tak mocno niezaspokojone, że ryzyko zdrady wzrasta o kilkaset procent. Wspomniałem o zdradzie i właściwie o niej miał być ten wpis. Dlaczego ludzie zdradzają? Cóż, czynników jest sporo, ale skupmy się na kilku nadrzędnych. [1] Przestają wierzyć w mit monogamii. Po prostu czar pryska, frustracja przerasta mobilizację do tego, by pozostawać lojalnym. Ludzie różnią się pod względem tego, jak dużą mają potrzebę różnorodności seksualnej. Niektóre związki stają się otwarte, pozostałe eksperymentują same lub z towarzystwem, a inne po prostu robią dobrą minę do złej gry i szukają odskoczni na boku.  [2] Ludzie zdradzają, bo nie chcą zostać z niczym, zostać na lodzie, więc układają sobie życie z kimś nowym nie porzucając dotychczasowego związku dopóki nie stworzą kolejnego z „lepszą opcją”. To przykre zagranie, ale najczęściej da się dostrzec pewne sygnały ostrzegawcze, które jednak bywają przez stronę „bardziej kochającą” lekceważone. Zwykle kończy się to dla niej niefajnie. [3] Niektórzy zdradzają, bo mają poczucie, że im wolno. Tłumaczą sobie to na różne sposoby, racjonalizują, a tak naprawdę wszystko sprowadza się do tego, by usprawiedliwić nielojalność. Jeśli ktoś ma się za lepszego może myśleć, że zasady zawartej z partnerem umowy można naginać i dostosowywać do swoich bieżących potrzeb. W końcu życie ma się tylko jedno, więc nie ma sensu iść na kompromisy.     [4] Częstymi powodami zdrad jest też pragnienie dowartościowania się oraz chęć przeżycia czegoś ekscytującego. Gorący wakacyjny romans pozwala zrealizować oba te cele. Odbija się to na relacjach z partnerem i zachęca do dalszych podbojów, ale kto by się tym przejmował. Jak uchronić się przed zdradą? Wspólnie przyjąć, że wbrew wszelkim regulacjom istnieje takie ryzyko. Nawet wtedy, gdy trwa jeszcze silny emocjonalny haj i nie widzi się świata poza swoją „drugą połówką” (cóż za nieadekwatne określenie, sugerujące, że nie jest się kompletnym). Jeśli mówi się o tym w sposób jawny i uczciwy, otwarcie, nie robi się z tego tematu tabu, przedyskutowuje się wspólnie różne możliwości, wtedy jest szansa, że do tego nie dojdzie. Jeśli natomiast założy się klapki na oczy i będzie święcie wierzyło w bajki oraz twierdziło, iż „nas to na pewno nie spotka” – ryzyko nie maleje, a nawet wzrasta. Tak samo jak ubezpiecza się bagaże przed podróżą, tak i swoją relację należy zabezpieczać przed niebezpieczeństwami pozostając w szczerym, uczciwym kontakcie podczas którego sprawy seksualne omawia się z należytą starannością. Nie są to czasami łatwe rozmowy, niekiedy towarzyszy im dyskomfort lub zazdrość albo lęk, ale tylko dyskutując można przewietrzyć pokój mrocznych pragnień zanim zalęgną się w nim zdradzieckie demony.  Obserwuj mój fanpejdż.   CIEKAWOSTKA: Internetowa przychodnia psychologiczna oferuje usługi takie jak porady psychologiczne przez Internet oraz terapia online. 
Zaloguj się, aby obserwować  

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.