Forum Dyskusyjne » Odpowiedzi psychologa

Zaburzenie osobowości?

    • 2 wpisy
    26 czerwca 2017 19:10:57 CEST

    Witam jestem mężczyzną w wieku 27 lat.

    Na początku przepraszam za długość tekstu i dziękuje po stokroć, jeśli ktoś to przeczyta. Potrzebuje czyjejś pomocy.

    Ciężko sklasyfikować kiedy zaczął się mój problem, jednak kiedy szukam informacji na ten temat, wydaje mi się, że od zawsze. 

    Jestem osobą bardzo wrażliwą emocjonalnie. Moje dzieciństwo było dziwne, z jednej strony wiem, że rodzice bardzo mnie kochali, z drugiej jednak, mój ojciec ewidentnie nie radził sobie z emocjami. Bardzo często wybuchał gniewem, znęcał się tak fizycznie jak i psychicznie, ubliżał, udowaniał, że jesteśmy wszyscy do niczego.Kiedy ściągał pas, ogarniało mnie potworne przerażenie, wiedziałem co zaraz nastąpi, mimo krzyków, błagań i pytań jak on by się czuł gdyby jego tata go tak traktował, odpowiadał tylko, że on miał jeszcze gorzej. Nie rozumiałem tego jako dziecko. 

    Pamiętam sytuację, kiedy coś przeszkrobałem, a tata w ramach kary powiedział, że będę traktowany jak pies, i mam chodzić przy jego nodze. Przy każdo razowym odejściu od niego (robił czasem to nawet specjlalnie,zatrzymywał się, a ja robiłem krok dalej) uderzał mnie w głowę, po czym mówił do mnie "do nogi psie".

    Bardzo często wyzywał mnie przy moich kolegach od pier***** nieudaczników, zje**** itd.

    Zawsze potem przepraszał, zawsze mu wybaczałem. I tak w kółko.

    Nie było tak zawsze, jeśli miał dobry humor, dobry dzień, był najlepszym przyjacielem.. Ale to wszystko do czasu kiedy się nie zezłościł.

    Zawsze po tych zachowaniach, czułem sie beznadziejnie, wyobrażałem sobie, że popełnie samobójstwo.

    Pewnego razu, aby uniknąć agresji taty, kiedy dostałem ocenę negatywną w szkole, uciekłem po szkole do babci, która mieszkała 20km dalej.Udało mi się. Rodzice byli zrozpaczeni, a kiedy mnie znaleźli (babcia zadzwoniła) byli tak szczęśliwi, że oceny i moje uwagi nie miały dla nich znaczenia.Upiekło mi się tym razem.

    Spokój od taty uzyskałem dopiero mając ok 15 lat, kiedy tata kolejny raz wyzywając moją mamę od pier**** dziwek, nie wytrzymałem, wstałem i z nieznaną dotąd sobie siłą przydusiłem tatę do ściany.Cały się trzęsąc i płacząc powiedziałem, że jeszcze raz będzie się nad nia znęcał to go zabiję.

    Od tamtego czasu tata przestał mnie  bić. Unikaliśmy raczej siebie.

    Z dzieciństwa najbardziej pozytywne skojarzenia, to moja mama. Bez niej bym nie przetrwał tych burzliwych okresów.

    Moja mama jest bardzo wrażliwa, tak jak ja.Zawsze mnie kochała, zawsze to czułem, to była bezwarunkwa miłość. Podczas gdy ojciec mi ubliżał i niszczył mnie psychicznie, przy niej czułem, że nawet jeśli bym miał jedną rękę, jedną nogę czy oszpeconą twarz ; ona kochała by mnie dokładnie tak samo. To piekne uczucie dzięki któremu udało mi się przetrwać. 

     

    Chodziłem do szkoły. Choć chodziłem, to mocne nadużycie z mojej strony. W szkole byłem niegrzeczny, starałem zwrócić na siebie uwagę dostawałem ciągle uwagi, nie chciałem się uczyć, mimo, że kiedy tylko chciałem dostawałem 5. Byłem inteligentny.Jako pierwszy w przedszkolu potrafiłem płynnie czytać.Na teście końcowym szkoły podstawowej, otrzymałem 39/40 pkt. Najlepszy wynik w klasie. Mimo, że nigdy nie zajrzałem do zeszytu. Do gimnazjum przewyższałem swoich rówieśników, później zaczęło to zanikać przez totalne olewanie nauki.Zostałem w tyle. Apropo gimnazjum. Rodziece, jako że mieli ze mną problemy wychowawcze, mimo mojej woli zapisali mnie do szkoły katolickiej, licząc, że tam mnie wyprostują. Błąd. W klasie znalazł się taki sam bandyta klasowy jak ja. Trzęśliśmy szkołą. Wydalono mnie z niej. Rodzice zapisali mnie do innej do której uparłem się, że nie będę chodzić, więc wymyśliłem sobie, że mnie tam pobili. Płakałem, manipulowałem nimi. Udało się, poszedłem do innego gimnazjum, które ledwo ukończyłem. ( miałem dwa warunkowe zaliczenia).

    Technikum, to równa pochyła w dół.

    Bałem się nawiązać kontakt z klasą, czułem, że jestem wyrzutkiem. Jedynym moim radzeniem sobie z problemami była ucieczka do własnego  świata.Więc jeździłem autobusem cały dzień kiedy powinienem być w szkole.I myślałem głównie o grze na komputerze. O tym jak wróce wreszcie do domu i będę się mogł zanurzyć w wirtualnym świecie. Tam nie było problemów.

     

    W końcu po dwóch tygodniach nieobecności w szkole wszystko się wydało.

    Nie zdałem w drugiej klasie.Próbowałem powtarzać rok, ale to było zbyt wyczerpujące psychicznie, patrzeć jak inni z mojej byłej klasy chodzą na inne lekcje. Znów byłem wyrzutkiem. Rzuciłem szkołę i zacząłem pracę na kopalni.

    Tam nauczyłem się, że albo będę silny, twardy i nie okazywał emocji albo mnie zniszczą.

    Straciłem bezpowrotnie swoją tożsamość.

    Z rodzicami układało mi się jako tako, nie licząc kłotni pomiędzy nimi.Krzyk taty do dzisiaj wzbudza we mnie jakieś graniczne emocje nie do opanowania. Dlatego zamknąłem się na te uczucia. Kiedy słyszałem krzyk, wyłączałem się, szedłem grać na komputerze bądź wychodziłem z domu. Stwierdziłem, że to już nie jest mój problem bo mnie nie dotyczy, nie chcę się mieszać, zbyt wiele nerwów mnie to kosztuje.Stawiałem mur obojętności. Ciąg tych wydarzeń mnie zmienił, nie czułem się już wrażliwcem.

     

     

    Poznałem wspaniałą kobietę, która dziś jest moją żoną.Mamy jednego synka, drugie dziecko w drodze.

    Po ślubie rodzice zostawili nam swój dom, a sami przeprowadzili się do wujków, którymi się opiekują (starsi ludzie)

    Jest to zaledwie 300 metrów od nas.

     

    Kiedy byłem mały, zawsze przy wybuchach gniewu ojca, obiecywałem sobie, że nigdy ale to przenigdy nie będę taki jak on.

    Niestety, jestem dokładnie taki sam jak on. Jeszcze nie w takim stopniu jak on, ale czuję, że się to we mnie rozwija. 

    Myślenie w stylu wszystko albo nic, albo czarne albo białe, skrajne emocje. Jednego dnia kogoś uwielbiałem, by następnego czuć prawdziwą nienawiść do tej osoby.Mało tego. Nie raz znęcam się psychicznie nad moją żoną. Niszczę ją czasami dokładnie tak jak robił to mój ojciec. Jednego dnia kocham ją bezpamiętnie, następnego działa mi na nerwy. Wtedy szukam dziury w całym, nie podoba mi się jej ton, łapię za słówka, ubliżam, dyskredytuje, czuje wewnętrzne uczucia ulgi gdy to robię. Nie panuje nad tym. Robię to tylko tym osobom, których jestem bardzo blisko. Jakby moja żona powiedziała o tym swoim rodzicom, nie uwierzyli by. Rafał? taki porządny chłopak?

     

    NIestety co gorsza, przyłapałem się na krzywdzeniu syna..

    Gdy płakał histerycznie, nie mogłem mu pomóc mimo, że zrobił bym dla niego wszystko, ale wiedziałem jak, poczułem wewnętrzna frustrację, przypływ agresji, którego nie potrafiłem powstrzymać. stało się to dwa razy. Pierwszy raz uszczypnąłem go mocno w nóżkę, tak, że płakał jeszcze bardziej, za drugim razem go spoliczkowałem. Po tym wszystkim czuje się jak nic niewarty śmieć. Boje się sam siebie. Są dni, że żyję i funkcjonuję normalnie ale są też i takie, że nie radzę sobie z niczym. Wypełnia mnie pustka, brak celowości w życiu mimo, że mam po co żyć. Obojętność, nuda.Zdarzają yśli samobójcze, bo wiem, że i tak się nie zmienię a beze mnie będzie im lepiej. Ale nigdy nie mam nawet odwagi by spróbować. Myślałem, że taki mam charakter i już. Jednak ostatnio objawy sie nasilają, czuję bezpodstawną, wypełniającą mnie nienawiść do ludzi.Która potem przemija. i znowu wraca. Stwierdziłem, że to chore. Nie mogę jednocześnie być wspaniałym ojcem, kochać żonę, by dwa dni później bez ŻADNEGO racjonalnego powodu niszczyć jej życie.. Wtedy zacząłem szukać informacji o chorobach psychicznych i trafiłem na borderline.Wszystko perfekcyjnie sie zgadzało.

    Zakupiłem dwie książki, Uratuj mnie, oraz borderline; jak żyć z osobą o skrajnych emocjach. Gdy czytałem te drugą, łzy napływały mi same do oczu. Miałem wrażenie, jakby tą książkę pisała moja własna żona.Nie wiem czy to choroba, czy zaburzenie, mało mnie to obchodzi. To tylko otoczka.

     

    Chce nauczyć się kontrolować swoje emocje i przedewszystkim nie ranić innych. Chciałbym odnaleść swoją własną tożsamość, wiedzieć kim jestem. Chociaż z drugiej strony wiem kim jestem. Jestem bardzo uczuciowym i wrażliwym facetem, który chowa się za murem by nikt nie krzywdził.Ta słabsza strona budzi się w różnych sytuacjach, chociażby wczoraj, gdy przepuszczałem na pasach niepełnosprawnego chłopaka, on był taki wdzięczny, że podziękował mi kiwnięciem ręki i uśmiechem. Łzy napłynęły mi do oczu. Poczułem znów przez chwilę tą wrażliwość, za chwilę znów schować sie za murem.

     

    Nie wiem do kogo mam się udać po pomoc, czy potrzebny tu psycholog, psychiatra czy psychoterapeuta?

    Wiem jedno, mam problem i bardzo chcę go rozwiązać. 

     

    Przepraszam, że się tak rozpisałem, ale potrzebowałem tego.

    • 2 wpisy
    26 czerwca 2017 19:22:52 CEST

    Chciałem tylko dodać, że po umieszczeniu tego wpisu czuję się bardzo źle. Czuję jakiś nieuzasadniony lęk wewnętrzny, przez to, że się tak otworzyłem.To okropne uczucie.

    • Moderator
    • 124 wpisy
    28 czerwca 2017 12:26:34 CEST

     

    Szanowny Panie,

    rozlegle opisuje Pan szereg rozmaitych problemów i na końcu pyta o to, do kogo ma się zgłosić po pomoc. Sądzę, że najlepiej będzie umówić się na spotkanie z psychoterapeutą (zdecydowana większość psychoterapeutów ma także magistra z psychologii, często z psychologii klinicznej). Podczas konsultacji diagnostycznej lub dwóch zostanie ustalone, co konkretnie jest przyczyną problemów oraz jakie są możliwości pracy nad nimi. Nie da się tego zrobić bez przeprowadzenia diagnozy, konsultacji z daną osobą wyłącznie po lekturze wpisu na forum.

     


    Ten wpis został zmieniony przez psychoterapeuta Rafał Olszak w 28 czerwca 2017 12:27:48 CEST"